Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Der_SpeeDer
Pisarz domowy
Posty: 61
Rejestracja: pt 04 mar 2016, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wieluń
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Der_SpeeDer » sob 30 lip 2016, 23:34

Minęło trochę czasu, odkąd się tutaj odzywałem - wypadałoby w końcu pokazać coś nowego.

Utwór, jaki pokazuję, nie jest do końca nowy - choć powstał później, niż "Wilcze stado". Niemniej, rozgrywa się w tym samym uniwersum, aczkolwiek pod względem konwencji odbiega od WS. Tamto pisałem jako czyste, militarne SF, natomiast "Odkrycie" jest raczej historią spod szyldu "grupa żołnierzy penetruje nie-do-końca-opuszczoną stację/bazę/statek kosmiczny".

Pierwsza jego część jest niestety cokolwiek długa. Mógłbym wykroić z tego prolog, ale wtedy z kolei tekst byłby zbyt krótki. Jeżeli ktoś nie czuje się na siłach, by przeczytać całość, niech przeczyta chociaż pierwszy fragment (do tych trzech gwiazdek).

Uwaga - tekst zawiera wulgaryzmy.

=====================================================================


XXXXOcean krwi, przemknęło przez myśl kapitanowi Bowersowi, kiedy wpatrywał się z uwagą w obraz z zewnętrznej kamery. Cała otaczająca ich przestrzeń miała upiorną barwę ciemnej czerwieni, co zdawało się w opinii oficera odzwierciedlać jej obcą i niebezpieczną naturę. Wobec tego widoku oraz wszechobecnego, przenikliwego promieniowania, koniec ich trasy zdawał się być obietnicą ulgi.
XXXXMatthew Bowers stłumił westchnienie i powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, doskonale oświetlonym zarówno przez lampy ksenonowe, jak i przestrzenne wyświetlacze komputerów. Mostek Styksu – jednego z ciężkich krążowników klasy Minotaur – był w tej chwili względnie zatłoczony, gdyż oprócz kapitana okrętu, jego pierwszego oficera oraz zwyczajowej obsady, przebywali tu także kontradmirał Helmut Weiss, sam Bowers – kapitan Marines, oraz jeden z psychotroników – mężczyzna znany wszystkim jedynie pod imieniem Gideon.
XXXX- Jak daleko do portalu wyjściowego? – rzucił komandor Jones, dowódca Styksu.
XXXX- ETA jedna minuta, panie komandorze – odrzekł pierwszy oficer, porucznik Copper.
XXXXBowers wiedział, że owe sześćdziesiąt sekund będzie się mu niemiłosiernie dłużyło. Skok nadprzestrzenny, jakiego dokonywali, był wprawdzie krótki, ale wobec panujących w tym wymiarze warunków, nawet niezbyt długi w nim pobyt mógł stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia.
XXXXPodejrzewał ponadto, że kiedy już opuszczą nadprzestrzeń, wcale nie będzie lepiej.
XXXXIch niewielka flotylla – 36. Zespół Wydzielony, część składowa VII Floty – miała pierwotnie przeprowadzić rutynowy patrol w kilkudziesięciu obrzeżnych układach Unii, ale zamiast tego, skierowano ją do innego zadania. Zmierzali właśnie do niezagospodarowanego systemu planetarnego, gdzie ich przybycia oczekiwała inna flota – a także znalezisko, które odkryła.
XXXXFlota owa należała do Sorevian – obcej rasy, niegdyś wrogiej Terranom, obecnie z nimi sprzymierzonej. Natomiast obiekt, który odkryto, był najprawdopodobniej porzuconym statkiem kosmicznym, który nie należał do żadnego ze znanych typów u jakiejkolwiek z ras. O sprawie szybko dowiedzieli się Terranie, którzy jak najszybciej postanowili wysłać na miejsce własny zespół, by wraz z Sorevianami zabezpieczyć miejsce znaleziska. Zadanie to przypadło właśnie 36. Zespołowi Wydzielonemu. Na pokład Styksu – który w chwili odebrania nowych rozkazów przebywał na orbicie planety Aratron IV – zaokrętowano nawet pospiesznie kilku psychotroników z Zakonu. Z raportu dowódcy soreviańskiej floty wynikało bowiem, iż na nieznanym okręcie mogą zachodzić zjawiska o nadprzyrodzonym charakterze. Obcy nie mieli własnych psioników, zatem pomoc Terran w tej materii była nieodzowna.
XXXX- Wychodzimy z nadprzestrzeni, komandorze – znów odezwał się pierwszy oficer. – Przekraczamy bramę za pięć sekund… cztery… trzy… dwie… jedną…
XXXXWydawało się, że przez cały okręt przebiegają wyładowania elektryczne, gdy Styks począł wchodzić w wyrwę pomiędzy wymiarami, przenikając ją jak w osmozie. W ślad za nim czyniły to pozostałe okręty zespołu.
XXXX- Raport – rzucił kontradmirał Weiss, kiedy na powrót znaleźli się w normalnej przestrzeni, a otaczająca ich czerwień całkowicie ustąpiła znajomej, upstrzonej ognikami gwiazd czerni próżni.
XXXX- Nie doznaliśmy żadnych uszkodzeń, panie admirale – odrzekł Jones, odebrawszy meldunek od pokładowego komputera. – Wszystkie systemy funkcjonują na poziomie optymalnym, hangar szczelny.
XXXX- Odbieramy transmisje od pozostałych jednostek zespołu – wtrącił oficer komunikacji. – Niszczyciele Koriolan, Belizariusz i Perseusz zgłosiły już pełną gotowość, podobnie jak lotniskowiec Kadesz i niszczyciele rakietowe Hoplita i Dragon – oficer zamilkł na krótką chwilę, po czym dodał – Korwety Brunhilda, Atropos i Olrun także zgłaszają gotowość. Żadnych meldunków o uszkodzeniach, ani o kolizjach przy wyjściu z nadprzestrzeni.
XXXX- Świetnie – skonstatował Weiss. – Teraz odnajdźcie w systemie te gadziny i wywołajcie je przez komunikator.
XXXXMówiąc o „gadzinach”, kontradmirał miał na myśli Sorevian. Byli oni zasadniczo niczym innym, jak uczłowieczonymi dinozaurami. Obok zadawnionych konfliktów, stanowiło to tylko dodatkowy powód, dla którego wielu Terran nie przepadało za swoimi sojusznikami. Weiss – sądząc ze sposobu, w jaki się o nich wyraził – zaliczał się do takich osób i zapewne nie uśmiechała mu się perspektywa bliskiej współpracy z Sorevianami. Pod tym względem, Bowers czuł solidarność z kontradmirałem.
XXXX- Panie admirale – rzekł pierwszy oficer po kilku długich chwilach – melduję, że nasze sensory nie wykrywają floty soreviańskiej na podanych wcześniej współrzędnych.
XXXX- Co takiego? – zapytał Weiss ze zdziwieniem, spoglądając ponad ramieniem Jonesa na odczyty widniejące na wyświetlaczach holo. – Przecież podawali wyraźnie, gdzie będą czekać. Nie ma tam nikogo od nich?
XXXX- Skanujemy jeszcze układ w poszukiwaniu jednostek Sorevian – odparł oficer. – Ale w rejonie planowanego spotkania wykrywamy na razie tylko flagowy Asakei. Wygląda na uszkodzony, jego sygnatura energetyczna jest bardzo słaba.
XXXX- Dajcie zbliżenie na Asakei. Cały zespół ma już teraz lecieć do punktu spotkania, niezależnie od tego, co wykażą sensory.
XXXXJeden z techników, obsługujących zewnętrzne kamery Styksu, wykonał polecenie i po chwili na jednym z wyświetlaczy holo pojawił się zawieszony w powietrzu, dwuwymiarowy obraz, na którym widniał soreviański okręt.
XXXXAsakei był jednym z krążowników liniowych klasy Kaitan, które – obok okrętów starszego typu Sivaron – stanowiły kręgosłup floty obcych. Były doskonale uzbrojone i mogły konkurować nawet ze swoimi terrańskimi odpowiednikami. Dysponowały wystarczającą siłą ognia, aby zniszczyć planetę – a także opancerzeniem i osłonami zdolnymi wytrzymać podobnie potężny ostrzał.
XXXXBowers poczuł więc lekki, mimowolny niepokój, gdy ujrzał, w jakim stanie jest Asakei. Kadłub mierzącego dwa kilometry długości okrętu był dosłownie rozpruty w kilku miejscach. W pancerzu ziały przerażające wyrwy, jak gdyby potężna broń promienista pocięła krążownik, niczym masło – najgroźniej wyglądała widoczna w dziobowej części szczelina, która powodowała wrażenie, iż okręt został nieomal przecięty na pół. W efekcie niektóre pomieszczenia były zapewne odizolowane od reszty. Zakrawało w tej sytuacji na cud, że stanowiska artyleryjskie – baterie dział laserowych i jonowych – były w większości nietknięte. Brakowało jednak, znajdującej się normalnie w tylnej części górnego pokładu, wysmukłej wieży, najeżonej lekkim uzbrojeniem – defensywnymi działkami laserowymi oraz wyrzutniami rakiet subatomowych. Wyglądało na to, że została po prostu odstrzelona.
XXXX- Jasna cholera – mruknął Weiss. – Pewnie nie odpowiadają na żadne wezwania?
XXXX- Nie, panie admirale – odrzekł Copper. – Ale energosensory wykazują, że okręt nadal ma zasilanie i część systemów wciąż działa. Możliwe, że na pokładzie jest jeszcze ktoś żywy.
XXXX- W porządku – kontradmirał odwrócił się do Bowersa. – Kapitanie?
XXXX- Panie admirale! – szczeknął Marine, stając na baczność.
XXXX- Wygląda na to, że plany uległy zmianie. Przygotuje pan swoich ludzi już teraz. Wejdziecie na pokład tego krążownika i poszukacie ocalałych. Musimy się dowiedzieć, co się tu stało.
XXXX- Tak jest, panie admirale – odrzekł Matt służbiście, kierując się do wyjścia.
XXXXBowers szedł niespiesznie, toteż zdążył jeszcze usłyszeć kolejne pytanie Weissa.
XXXX- Mamy Asakei – mruknął Helmut. – A gdzie pozostałe okręty?
XXXX- Chyba je znaleźliśmy, panie admirale – odrzekł Copper grobowym głosem.
XXXXBowers przekroczył już próg mostka, ale odwrócił się, by raz jeszcze spojrzeć na komputerowe wyświetlacze holo przy stanowiskach dowodzenia. Zanim zamykające się drzwi zasłoniły mu widok, ujrzał na kolejnych dwuwymiarowych obrazach kilka rozszarpanych i poskręcanych wraków czegoś, co niedawno było eskadrą soreviańskich okrętów wojennych.

* * *

XXXXPorucznik Jerzy Sawicki spojrzał na zamykający się główny właz desantowca, po czym odwrócił się do swoich Marines, odzianych w pancerze wspomagane MPA-400 i przypiętych do foteli w przedziale ładunkowym. Wszyscy spoglądali na niego, a chociaż twarze mieli ukryte pod noszonymi hełmami, oficer widział oczami wyobraźni ich wyczekujące spojrzenia.
XXXX- No dobra, chłopcy i dziewczynki – rzucił Sawicki, stojąc pośrodku przedziału i trzymając jedną z usytuowanych w górze poręczy; systemy sztucznej grawitacji niwelowały w większości jakiekolwiek efekty związane z poruszaniem się desantowca, ale nadal można było upaść na podłogę w razie nieuwagi. – Nie mogliśmy was odprawić przed tą akcją, a i teraz nie mamy na to zbyt wiele czasu, więc będę się streszczał. Jak już się zapewne domyśliliście, plany uległy zmianie.
XXXX- Za pozwoleniem, panie poruczniku – odezwał się kapral Finch. – Czy to prawda, że coś rozwaliło cały soreviański zespół?
XXXX- Jeżeli nie będziecie mi przerywać, szybciej pójdzie – rzekł Jerzy nerwowo. – Ale w tym przypadku plotki są prawdziwe. Tylko krążownik liniowy Asakei ocalał, ale jest poważnie uszkodzony. Mamy na niego wejść, poszukać ocalałych i uzyskać dostęp do pokładowego komputera. Musimy się dowiedzieć, co się tutaj stało. Ale zanim dokładnie spenetrujemy wrak, nasza drużyna musi zrobić rekonesans i sprawdzić teren. Wchodzimy przez hangar i stamtąd przejdziemy najpierw na mostek i do centrum bojowego, jeżeli będzie to możliwe.
XXXX- Jak wejdziemy do hangaru – wtrącił starszy szeregowy Poulsson – to nie skoszą nas działka systemu bezpieczeństwa?
XXXX- I znowu nie udało ci się błysnąć inteligencją, Knut – odrzekł Sawicki zgryźliwie, czemu towarzyszył śmiech pozostałych Marines. – Jeśli zapomniałeś, jesteśmy sojusznikami Sorevian. Systemy Asakei rozpoznają nas jako sprzymierzeńców, a nie wrogów. O ile coś ich nie przejęło, w co wątpię.
XXXXJerzy zorientował się, że to ostatnie zdanie zabrzmiało dość złowróżbnie i przez chwilę miał złe przeczucia. Zignorował je jednak, przeklinając w duchu swoją przesądność.
XXXX- Kiedy już wylądujemy, Finch i Huang zostaną w hangarze i popilnują desantowca – ciągnął Sawicki. – Reszta pójdzie ze mną. Sprawdzimy okolicę i gdy uznam, że jest bezpiecznie, dam znać kapitanowi Bowersowi, żeby przysłał pozostałych Marines. Dołączy też do nas przynajmniej jeden z tych psychotroników. A skoro o tym mowa… nasi psionicy polecili was poinformować, że wyczuwają jakieś emanacje na tym soreviańskim okręcie. Powinniście zatem włączyć inhibitory psioniczne, na wszelki wypadek.
XXXX- Soreviańscy psychotronicy? – rzekła kapral Jane Chase ze zdziwieniem. – To raczej niemożliwe, oni musieli coś spieprzyć.
XXXX- Niczego nie można być pewnym – stwierdził Sawicki.
XXXX- Panie poruczniku, a co z tym statkiem obcych, który odkryły jaszczury? – ponownie odezwał się Finch.
XXXX- Oficjalnie nie wiadomo – odparł Jerzy. – Nigdzie go nie wykryto. Ale zdaje się, że znaleziono jakieś szczątki, które nie pochodzą z żadnego soreviańskiego okrętu. To może być to, co pozostało z tego cholerstwa… Wszystko wskazywałoby na to, że to coś zaatakowało Sorevian, więc je rozwalili… z trudem.
XXXXNa chwilę w przedziale ładunkowym zapanowała cisza. Przerwał ją komunikat od pilota desantowca.
XXXX- Za minutę siadamy w hangarze – oznajmił. – Przygotujcie się.
XXXX- No, dobra – rzucił Sawicki. – Broń w gotowości, zaraz wyskakujemy. Sekcja alpha – Chase, McGruder, Poulsson i Fuchs – idzie ze mną. Windows, prowadzisz sekcję bravo – Crawford, Petersen, Thorne i Agius.
XXXX- Tak jest – odrzekł sierżant Windows.
XXXXDzięki ruchom desantowca Jerzy wyczuł, że maszyna znajduje się już wewnątrz hangaru – który w soreviańskich krążownikach liniowych był usytuowany w spodniej części okrętu – i niebawem będzie lądować. Marines najwyraźniej także to odgadli, bowiem zaczęli odpinać trzymające ich w fotelach zabezpieczenia i brać w garść zasztauowaną w specjalnych chwytakach broń. Ponieważ nie spodziewano się żadnego ciężkiego sprzętu na pokładzie soreviańskiej jednostki, każdy Marine był uzbrojony jedynie w standardowy, szturmowy karabin laserowy M-264.
XXXXW pewnej chwili desantowiec opadł w dół, przyziemiając gwałtownie na wysuniętych płozach do lądowania. Zanim jeszcze ustały spowodowane tym wibracje, główny właz zaczął się stopniowo otwierać.
XXXX- Jazda! – zawołał Sawicki, zbiegając truchtem w dół po rampie wyładunkowej. – Do wyjścia! Utworzyć perymetr wokół desantowca!
XXXXGdy Jerzy opuszczał względnie bezpieczne wnętrze maszyny, ogarnął do lekki niepokój na wspomnienie niedawnych słów Poulssona. Wbrew sobie, obawiał się, iż działka mogą istotnie otworzyć do nich ogień.
XXXXZaraz jednak stwierdził, że to niemożliwe, znów przeklinając się za tak łatwe uleganie własnym przesądom. Gdyby działka systemu bezpieczeństwa uznały ich za wrogów, już dawno ostrzelałyby desantowiec.
XXXXJerzy wypadł na zewnątrz, opadając na kolano z uniesionym do oka karabinem i rozglądając po okolicy. Obok niego zajmowali pozycje pozostali Marines. Każdy sprawiał wrażenie gotowego do walki, chociaż nic nie wskazywało na to, aby mieli z kim walczyć. Hangar był wciąż oświetlony, ale zupełnie opustoszały. Terrański desantowiec stał niemal w centrum pustej przestrzeni, tuż obok jednej z elektromagnetycznych katapult, które nadawały przyspieszenie startującym maszynom. Soreviańskie myśliwce i desantowce tkwiły zabezpieczone na pozycjach pod ścianami. Nigdzie nie było widać członków załogi, ani nawet ich ciał. Także sensory, zaimplementowane w kombinezonie Sawickiego, nic nie wykrywały.
XXXX- Tu dowódca, pytam o namiary detektorów – rzekł przez komunikator. – Żadnych kontaktów?
XXXX- Potwierdzam – odparł Windows. – Jesteśmy tu sami, panie poruczniku.
XXXX- W porządku – Sawicki stanął na równe nogi. – Postępujemy zgodnie z planem. Finch, Huang, meldujcie na bieżąco o sytuacji.
XXXX- Tak jest, panie poruczniku.
XXXX- Pozostali, zająć windy i jedziemy na górę. Sekcja alpha do magazynu rakiet, bravo do pomieszczenia pilotów.
XXXXNie pozostawało im w tej chwili nic innego, jak ruszyć tłumnie, lekkim truchtem, w stronę jednej ze ścian hangaru, pod którą mieściły się dwie windy. Większa z nich wiodła do znajdującego się powyżej składu amunicji, skąd zazwyczaj przewożono na dół pociski dla myśliwców, a także do magazynów na kolejnych pokładach. Z mniejszej windy korzystali natomiast piloci – wiodła wprost do niedużego pomieszczenia, gdzie przechowywano kombinezony zakładane na czas lotu. Jadąc nią wyżej, można było także przedostać się do pomieszczeń mieszkalnych na centralnych pokładach.
XXXXSawicki szedł na czele oddziału i kiedy zbliżył się już do większej z wind, czujnik wykrył obecność jego oraz pozostałych Marines – wskutek czego barierka odgradzająca platformę windy opadła. To, co Jerzy wówczas zobaczył, sprawiło, że na chwilę zamarł w bezruchu.
XXXXPodłogę zdobiły liczne kałuże czerwonej cieczy, która mogła być tylko zakrzepłą krwią. Było jej tu mnóstwo, jak gdyby kilkanaście osób, znajdujących się w windzie, doznało poważnych obrażeń, być może nawet wykrwawiło się na śmierć. Brakowało jednak ciał.
XXXX- Co się tu stało, do cholery? – wyrwało się Jane.
XXXX- Tego właśnie mamy się dowiedzieć – burknął Sawicki, zwalczając niepokój irytacją. – Właźcie do windy i nie zachowujcie się, jakbyście nigdy nie widzieli na oczy krwi.
XXXX- Ale, panie poruczniku – zaczął McGruder, wchodząc posłusznie na platformę – to jest jakieś popieprzone. Jeśli ktoś tu zginął… to w jaki sposób? I dlaczego…
XXXX- Spokój – uciął Sawicki. – Windows, co u was?
XXXX- Nasza winda jest czysta, panie poruczniku – odrzekł sierżant. – Możemy jechać na górę. Oby tylko windy wciąż działały.
XXXXNa całe szczęście, tak właśnie było. Holograficzny panel sterowniczy był nadal aktywny i kiedy Fuchs na polecenie Jerzego musnął „przycisk” nakazujący przewiezienie pasażerów poziom wyżej, barierka okalająca platformę na powrót się uniosła, po czym winda ruszyła. Usytuowana w suficie, masywna gródź otworzyła się, pozwalając im przejechać. Równolegle, w oddali, poruszała się winda wioząca Marines z sekcji bravo.
XXXXNa miejscu sytuacja wyglądała zdaniem Sawickiego identycznie, jak w hangarze. Nigdzie nie było widać żywej duszy, a rakiety tkwiły na swoich miejscach, starannie poukładane i gotowe do zebrania w razie potrzeby. Marines natychmiast dostrzegli na podłodze kilka kolejnych kałuż zaschniętej krwi. Mało tego – szybko również zauważyli, że ściany w tym pomieszczeniu zdobią dziury po kulach, jak gdyby miała tu miejsce strzelanina.
XXXX- Strzelali do siebie nawzajem? – rzucił Fuchs.
XXXX- Tak to wygląda – stwierdził Sawicki. – Ktoś chyba wystrzelał wszystkich, którzy jechali tą windą, stąd krew. Tylko dlaczego nie ma ciał? I dlaczego, kurwa, w ogóle strzelali?
XXXXNagle przez komunikator odezwał się kapitan Bowers, pozostający wciąż na pokładzie Styksu.
XXXX- Tu Rosomak – oznajmił spokojnym, rzeczowym głosem. – Do Szarego Wilka jeden, melduj o sytuacji.
XXXX- Rosomak, tu Szary Wilk jeden – odrzekł Sawicki. – Weszliśmy bez problemu na pokład Asakei. Dwóch Marines pilnuje desantowca, my jesteśmy już w pomieszczeniach powyżej. Na razie nie znaleźliśmy żadnych ocalałych, ani ciał. Jest za to mnóstwo krwi, jakby ktoś tu ostro walczył.
XXXX- Przyjąłem, Szary Wilk jeden. Melduj natychmiast, gdybyś znalazł coś ciekawego.
XXXX- Zrozumiałem, Rosomak.
XXXX- Co teraz, panie poruczniku? – zapytał McGruder. – Nie powinniśmy ściągnąć tutaj reszty?
XXXX- Windows? – rzekł Sawicki, ignorując podwładnego. – Macie coś?
XXXX- Nic, panie poruczniku – odrzekł sierżant. – Żadnych ciał, ani żadnej krwi. Tylko cholerny bajzel, jak gdyby wkładali kombinezony w pośpiechu. I opuścili to miejsce w trakcie ubierania, też w pośpiechu.
XXXX- Czyli rzeczywiście nic dziwnego – skonstatował Jerzy. – Sprawdźcie jeszcze pokój odpraw obok, a jak to zrobicie, idźcie na mostek i do centrum bojowego. Musimy sprawdzić ich systemy komputerowe i dowiedzieć się, o co chodzi. Meldujcie natychmiast, gdy tylko zauważycie coś dziwnego.
XXXX- Zrozumiałem, panie poruczniku – odparł Windows. – Będziemy w kontakcie.
XXXXSawicki zwrócił się teraz do McGrudera.
XXXX- My, kapralu, pójdziemy na rufę – oznajmił. – Do dyspozytorni przedziału reaktorów. Musimy się dowiedzieć, czy coś tu jeszcze działa. Potem dopiero, kiedy będziemy mieli jakieś pojęcie o sytuacji, wezwiemy resztę Marines.
XXXX- Tak jest, panie poruczniku – odrzekł McGruder.
XXXX- A skoro tak ci spieszno – dodał Jerzy – idź przodem i sprawdź korytarz. Fuchs, ubezpieczaj go.
XXXXMarine mruknął coś pod nosem i podszedł do dużych, podwójnych drzwi, otwierając je. Jego śladem podążył Fuchs i po chwili obaj żołnierze wypadli na korytarz, stając plecami do siebie i sprawdzając obydwa kierunki.
XXXX- Czysto, panie poruczniku – zameldował McGruder.
XXXXPo chwili wszyscy Marines byli już na korytarzu, który istotnie okazał się zupełnie pusty. Oświetlenie wciąż działało, ale wszystko wskazywało na to, że w okolicy nie ma żywej duszy. Wszyscy żołnierze mieli aktywne sensory, a na obraz ich odczytów, wyświetlony na wziernikach przeziernych wizjerów, nałożyli wgrany z bazy danych Styksu rozkład pomieszczeń i korytarzy soreviańskiego okrętu. Detektory nie wykrywały jednak nikogo.
XXXX- Którędy teraz? – zapytał Fuchs.
XXXX- W prawo – zarządził Jerzy. – Do maszynowni i przedziału reaktorów.
XXXXKorytarze były na szczęście wystarczająco szerokie, aby drużyna Marines mogła się nimi swobodnie poruszać. Szli w szyku ubezpieczonym, z bronią gotową do strzału, jak gdyby spodziewali się ataku. Wprawdzie na okręcie należącym do sojuszniczej rasy wydawało się to mało realne, ale ślady walki, jaka miała tu miejsce, odbierały żołnierzom poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli Sorevianie z jakiegoś powodu strzelali do siebie nawzajem, mogliby otworzyć ogień także do nich.
XXXXSprawy nie ułatwiał fakt, że również idąc korytarzami, napotykali ślady masakry – kiedy tylko przekroczyli pierwszy załom, ujrzeli kolejne miejsce, gdzie ściana była podziurawiona kulami oraz ozdobiona plamami krwi. Wyglądało to tak, jakby ktoś dostał serię i osunął się na podłogę po ścianie. Lecz również tutaj brakowało zwłok.
XXXX- To wszystko jest kurewsko dziwne – stwierdziła Chase, kiedy minęli już to miejsce, idąc dalej. – Mnóstwo krwi, ale żadnych ciał…
XXXX- Brzmi jak historia twojego życia intymnego, co, Jane? – rzucił Fuchs złośliwie.
XXXX- Zamknij pysk, kretynie – warknęła Marine. – Sam mógłbyś…
XXXX- Nie zwracaj na niego uwagi – wtrącił McGruder – Pewnie gada tak z frustracji, że ty mimo wszystko możesz… a on nie.
XXXX- Możecie się uspokoić? – rzekł Sawicki, zanim Fuchs zdążył odpowiedzieć – Może już zapomnieliście, ale jeśli ktoś tu jeszcze ocalał, musimy mu pomóc. Możliwe, że im szybciej sprawdzimy teren, tym mniej Sorevian zginie.
XXXX- Uwaga, ludzie – odezwał się Poulsson. – Nasz pan porucznik przecież lubi jaszczury.
XXXXJerzy z początku się zirytował, ale szybko zdusił pierwszą odpowiedź, jaka przyszła mu na myśl.
XXXX- To może za dużo powiedziane – oznajmił. – Ja ich… po prostu szanuję. Mają o wiele więcej powodów, by żywić do nas nienawiść, a jednak nie żywią, przynajmniej na ogół. Nigdy nie żywili. Nigdy też się nie zemścili ani nie odpłacili nam tym samym.
XXXX- Nie powiedziałbym, że nigdy, panie poruczniku – zaoponował McGruder. – Sam pan doskonale wie, że byli tacy, którzy robili wszystko, by się… odegrać.
XXXX- Prawda, ale przecież wszędzie zdarzają się wyjątki. Poza tym, niezależnie od tego, czy lubię Sorevian, czy nie, mamy tu robotę do wykonania. Jasne?
XXXX- Oślepiająco, panie poruczniku – odrzekł McGruder, po czym rozejrzał się na boki, wkraczając na kolejne skrzyżowanie. – Gdzie my w ogóle teraz jesteśmy?
XXXX- Tam jest chyba kambuz – stwierdziła Chase, spoglądając w głąb lewego korytarza. – W każdym razie tak jest napisane na oznaczeniach. Czyli jesteśmy w części mieszkalnej. Pewnie miniemy jeszcze mesy, pomieszczenia załogi…
XXXX- Może sprawdzimy, czy jest tam jeszcze ktoś żywy? – zapytał McGruder, zwracając się do Jerzego.
XXXX- Gdyby tak było, widzielibyśmy już coś na sensorach – odparł Sawicki. – Patrzysz, co się wokół dzieje, czy nie? Poza tym, wciąż jest tu głucha cisza, jakbyśmy byli zupełnie sami.
XXXX- Ale co się stało z tymi gadami, do cholery? – wtrącił Poulsson – Może im odbiło, przez coś, co było na tamtym statku?
XXXX- Wygląda na to, że w końcu powiedziałeś coś z sensem, Knut – skomentował Jerzy. – Ale to wiele nam nie tłumaczy. Windows i jego oddział powinni zaraz być na mostku, a jak sprawdzą komputery, wszystkiego się dowiemy.
XXXXSkończywszy mówić, Sawicki spostrzegł, że zgodnie z przypuszczeniem Jane, on i jego Marines minęli duże pomieszczenie, które mogło być tylko mesą PO. Zauważył to, bowiem drzwi doń prowadzące były otwarte na oścież, a zamek elektroniczny wyraźnie zniszczony. Przechodząc obok korytarzem, Sawicki mimowolnie zajrzał do środka. Dzięki temu momentalnie dostrzegł, że coś jest nie tak.
XXXX- Chwila – rzucił, zatrzymując się gwałtownie i dając swoim Marines znak, aby także stanęli. – Co, do jasnej…
XXXXNie mówiąc ani słowa, Jerzy – wraz z podążającymi za nim krok w krok żołnierzami – wkroczył powoli do mesy.
XXXXŚlady rzezi, jaka się tutaj rozegrała, wstrząsnęły nim – pomimo że wiele już w życiu widział. W całej mesie leżało łącznie kilkanaście ciał, niektóre straszliwie zmasakrowane. Sawicki spojrzał najpierw na to, które spoczywało najbliżej drzwi. Noszony przez zabitego kombinezon skrywał jego fizjonomię, ale długi jaszczurzy ogon, nogi o szponiastych stopach i palcochodnej postawie, a także okryty hełmem, wydłużony łeb, wskazywały wyraźnie na soreviańskiego żołnierza. Poległy gad spoczywał bezwładnie na brzuchu, z przetrąconym karkiem i potwornie poranionym grzbietem. Wyglądało to tak, jakby ktoś – lub coś – próbowało się dostać bezpośrednio do jego kręgosłupa. W rękach nadal dzierżył szturmowy karabin hipersoniczny typu AGM-42/M2, skróconą wersję standardowego w soreviańskiej formacji Strażników karabinu AGM-42. Wskazywało to, iż prawdopodobnie walczył do końca.
XXXXŻołnierze rozeszli się po mesie, oglądając inne zwłoki. Wszystkie znajdujące się tu martwe jaszczury należały do soreviańskich oddziałów marines ze Strażników. Krocząc powoli naprzód, wzdłuż jednego ze stołów, Jerzy podszedł do kolejnego ciała – to spoczywało w pozycji siedzącej, oparte plecami o ścianę. Sorevianin miał rozszarpane gardło oraz szereg paskudnych ran na torsie – były to ślady po głębokich cięciach, układające się w cztery równoległe pręgi. Sprawiało to wrażenie, iż śmiertelne ciosy zadało jaszczurowi jakieś zwierzę. Najdziwniejszy był jednak fakt, iż powstałe w ten sposób rany były skauteryzowane, jak gdyby spowodowały je nie pazury – jak się z pozoru wydawało – lecz rozpalone do czerwoności noże. Sawicki zauważył teraz, że tak samo wyglądały obrażenia u innych Sorevian. Nie rozumiał, jak to się stało. Nie rozumiał także, dlaczego nie pozostał żaden ślad po przeciwnikach jaszczurów. Przecież wyraźnie do kogoś strzelały – ściany i umeblowanie mesy były podziurawione kulami.
XXXXRozglądając się po pomieszczeniu, zauważył jeszcze, że przy drugim wyjściu znajduje się silnie wypalony obszar. Po chwili doszedł do wniosku, że musiał być to efekt użycia przez jednego z Sorevian plazmowego miotacza płomieni.
XXXX- Panie poruczniku! – zawołał nagle Fuchs. – Ten tutaj może być jeszcze żywy!
XXXXSawicki momentalnie się ożywił i szybkim krokiem podszedł do Marine. Ten klęczał przy ciele Sorevianina, który w odróżnieniu od pozostałych nie nosił żadnych śladów obrażeń. Obok niego leżał karabin – znajdujący się u góry wyświetlacz wskazywał, iż podpięty doń magazynek jest pusty.
XXXXKiedy Jerzy stanął obok, Fuchs właśnie obracał jaszczura na wznak. Wyglądało na to, iż gad wyszedł z walki bez szwanku, ale nosił lekki, uszczelniony kombinezon, który skrywał całkowicie jego ciało – co utrudniało dokładne oględziny. Także wydłużony łeb był osłonięty długim hełmem, z podłączonymi przewodami układu cyrkulacji powietrza. Górną połowę owego hełmu zajmował w większej części czarny wizjer, zakrywający twarz jaszczura.
XXXX- Otwórz hełm – nakazał Sawicki – i sprawdź, czy oddycha.
XXXXFuchs zaczął ostrożnie podważać krawędź wizjera. Dopiero po kilku chwilach udało mu się rozszczelnić hełm i otworzyć go, ukazując w całej krasie jaszczurzy pysk Sorevianina.
XXXXWidok, jaki ukazał się oczom Jerzego, wprawił go w konsternację. Obcy wyglądał z pozoru zwyczajnie, jak na przedstawiciela swojej rasy. Jego głowa do złudzenia przypominała łeb drapieżnego dinozaura i odznaczała się łuskowatą skórą, garniturem ostrych kłów oraz bocznie osadzonymi oczami, z których każde było żółte, z czarną pionową źrenicą. Sawicki zaniepokoił się jednak śladami obrażeń, jakich nie mogły ujawnić zewnętrzne oględziny. Na twarzy jaszczura zaschły strugi krwi, która wypłynęła mu wcześniej obficie z oczu, uszu oraz płaskich nozdrzy na czubku pyska. Jego oczy, szeroko otwarte i o dziwnie pustym spojrzeniu, także wyglądały nienaturalnie.
XXXX- Czyli chyba jednak nie przeżył – odezwał się McGruder, który także obserwował poczynania Fuchsa. – Nadal żadnych ocalałych, za to mnóstwo trupów.
XXXX- Dziękuję za spostrzeżenie, kapralu – rzucił Sawicki z sarkazmem w głosie. – Jak będę potrzebował twoich błyskotliwych wniosków, osobiście o nie poproszę. I nie kłopocz się sugestią, że warto o tym zameldować kapitanowi, sam o tym pomyślę.
XXXXJerzy już zamierzał połączyć się z przełożonym na Styksie, lecz zanim zdążył to zrobić, nagle zgłosił się Windows.
XXXX- Tu sekcja bravo – rzekł sierżant, nieco nerwowym głosem. – Słyszycie mnie, sekcja alpha?
XXXX- Głośno i wyraźnie – odparł Sawicki. – Macie coś nowego?
XXXX- Tak, panie poruczniku. Dotarliśmy już na mostek i rozejrzeliśmy się trochę. Jestem tu teraz z Petersenem. Crawford i pozostali sprawdzają centrum bojowe poziom niżej.
XXXX- Znaleźliście coś?
XXXX- Mnóstwo ciał. Sprawdzamy jeszcze, czy któryś z tych jaszczurów wciąż żyje, ale nie wygląda na to, by którykolwiek przeżył.
XXXX- Rany cięte, skauteryzowane? – zapytał Jerzy, domyślając się odpowiedzi.
XXXX- Zgadza się, niektórzy z Sorevian takie noszą. Skąd pan…
XXXX- Jesteśmy w jednej z mes podoficerskich – Sawicki wszedł sierżantowi w słowo. – Była tu jakaś walka, znaleźliśmy kilkanaście trupów.
XXXX- Tutaj wygląda to podobnie, panie poruczniku. Ale część z nich zginęła po prostu od kul. Wygląda na to, że oni faktycznie walczyli między sobą. Musiało się to dziać już dawno temu, ciała są już chłodne.
XXXX- Idiota – mruknął pod nosem Poulsson, nie używając komunikatora. – To są przecież jaszczury. Nic dziwnego, że ciała mają chłodne. Zimnokrwiste…
XXXX- Człowieku, co ty bredzisz? – rzucił Fuchs z politowaniem. – Oni mogą być gadami, ale są stałocieplni, jak my. Nie do wiary, że można być takim skończonym…
XXXX- Czego się czepiasz? – wtrąciła Chase. – Mam ci przypomnieć, jak mi próbowałeś kiedyś wmawiać, że wcale nie zobaczyłabym Sorevianina w termowizji? I też twierdziłeś, że to ja niby jestem idiotką?
XXXX- Dobra, dzieciaki, uspokójcie się – rzucił Sawicki, kiedy McGruder i Poulsson już wybuchli śmiechem, a Fuchs zaczynał formułować ripostę. – Nie wiem, co wykończyło tych Sorevian, ale wiem, że jak się wam dobierze do dupy, przestanie wam być tak wesoło.
XXXXŻołnierze umilkli, a Jerzy ponownie zwrócił się do Windowsa.
XXXX- A co z systemem komputerowym? – zapytał.
XXXX- W proszku, panie poruczniku – odparł sierżant. – Część stanowisk komputerowych jest silnie uszkodzona lub całkiem zniszczona. Crawford mówi, że w centrum bojowym wygląda to podobnie. Nie działają stanowiska nawigacyjne, ani komunikacyjne. Komputery systemu bezpieczeństwa okrętu także są rozwalone. Wygląda na to, że część systemów uzbrojenia jeszcze działa, podobnie jak stery, ale nie możemy liczyć na szczegółowy raport, bo nie mamy dostępu do pokładowej SI. Możliwe, że przez zniszczenia w systemie komputerowym po prostu przestała funkcjonować.
XXXX- Super – mruknął ironicznie Sawicki. – Coś jeszcze?
XXXX- Na razie sprawdzamy dokładnie, co tutaj nadal działa, a co nie, więc radziłbym się wstrzymać z meldunkiem dla Bowersa, zanim… – sierżant urwał nagle, po czym znów się odezwał, wyraźnie wstrząśniętym głosem. – Co jest, do kurwy nędzy…
XXXX- Windows? – rzekł Jerzy z niepokojem. – Co się tam dzieje?
XXXX- Oni wsta… – zaczął sierżant zduszonym głosem, by po chwili krzyknąć, tym razem z wyraźnym przestrachem. – O ja pierdolę! Jens, uważaj!
XXXX- Windows! – zawołał Sawicki. – Zgłoś się! Mów, co się u was dzieje!
XXXXPoprzez komunikator dochodziły do niego teraz odgłosy wystrzałów z broni laserowej, a także inne, niemożliwe do zidentyfikowania dźwięki. Po chwili dołączył do nich także wrzask Petersena.
XXXX- Jesteśmy atakowani! – ponownie usłyszał krzyk sierżanta. – Oni… oni oży…
XXXX- Co takiego? – zapytał Jerzy.
XXXXNie usłyszał odpowiedzi, a kontakt z Windowsem po chwili całkiem się urwał. Sawicki nie zwrócił jednak na to uwagi – zaalarmowały go okrzyki towarzyszących mu Marines.
XXXXWszyscy żołnierze odstąpili gwałtownie od ciała Sorevianina, które jeszcze przed chwilą sprawdzali. Teraz ogarnęła je nagle dziwna poświata. Martwe oczy jaszczura zapłonęły błękitnym światłem, które zdawało się sączyć ze zwłok.
XXXXZwłok, które po chwili – ku wstrząsowi Sawickiego – zaczęły się poruszać. Obcy błyskawicznie stanął na nogi i wyprostował się, spoglądając po Terranach, którzy cofnęli się jeszcze bardziej. Jerzy odwzajemniał spojrzenie, ale nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Pomyślał, że oszalał – to nie działo się naprawdę. To musiało być złudzenie, zły sen.
XXXXPowstały z martwych Sorevianin przekonał go jednak, że się myli.
XXXXStał jeszcze przez ułamek sekundy w miejscu, po czym – bez żadnego ostrzeżenia, nie wydając nawet dźwięku – rzucił się na stojącego najbliżej Fuchsa. Marine wciąż stał w osłupieniu i zareagował zbyt późno. Odskoczył do tyłu, ale pazury jaszczura – jaśniejące tym samym błękitnym światłem, co oczy – i tak go dosięgły, trafiając w tors. Noszony przez żołnierza pancerz wspomagany był zbudowany ze stopu atlastalowego, ale szpony gada i tak się przezeń przedarły, pozostawiając cztery równoległe pręgi. Krzyk bólu, jaki wydał z siebie Fuchs, wskazywał, iż pazury przeorały mu klatkę piersiową.
XXXXNie zastanawiając się ani chwili, Marines unieśli broń. Każdy z żołnierzy oddał kilka strzałów, masakrując ciało jaszczura. Sam Sawicki trafił w głowę, odstrzeliwując sporą jej część.
XXXXWstrząs porucznika pogłębił się jeszcze bardziej, gdy stwierdził, że strzały nie zrobiły na obcym żadnego wrażenia. Jaszczur ponownie doskoczył do Fuchsa, który, opanowując ból, nabrał dystansu i uniósł już broń do strzału. Sorevianin jednak natychmiast wytrącił mu z rąk karabin i zadał mu kolejny cios szponami, który Marine w ostatniej chwili zablokował. Chase, McGruder i Poulsson strzelali, ale obcy nie reagował i właśnie przezwyciężał opór Fuchsa.
XXXXW akcie desperacji Sawicki zmienił tryb prowadzenia ognia w karabinie z pulsacyjnego na falę ciągłą – i przytrzymał wciśnięty spust, mierząc w nasadę ramienia obcego. Liliowa wiązka lasera gładko odcięła kończynę, która wylądowała na podłodze.
XXXXJaszczur nadal jednak się poruszał, więc Jerzy – a także pozostali Marines, idący za jego przykładem – zaczął dosłownie ciąć napastnika na kawałki. Obcy stracił drugą kończynę i głowę, a kiedy Fuchs kopnięciem odrzucił go od siebie, McGruder przeciął tors Sorevianina na pół. Nie było to łatwe, ze względu na chroniący jaszczura kombinezon, ale ostatecznie jego zmasakrowane ciało znieruchomiało na podłodze. Emanowana przez nie poświata także zanikła.
XXXXPrzez długą chwilę Marines wpatrywali się ze wstrząsem w poćwiartowane zwłoki Sorevianina. Ciszę przerwał ostrzegawczy okrzyk Chase.
XXXX- Na lewo! - zawołała.
XXXXJerzy odwrócił się w kierunku, w którym Jane strzelała już ze swojej broni. W pewnej odległości od nich właśnie podnosił się inny nagle powstały z martwych jaszczur. W rękach dzierżył karabin, którym wkrótce wymierzył w Chase. Porucznik włączył się do walki i przejechał wiązką laserową po ramieniu obcego. Upadło na podłogę, odcięte w łokciu, razem z dzierżonym przezeń karabinem. Sawicki nie czekał, tylko ponownie skierował na napastnika wiązkę, która przeorała mu tors. Jaszczur upadł na kolana, ale porucznik w tej samej chwili skonstatował z rozpaczą, że inni leżący w tym pomieszczeniu Sorevianie także podnoszą się z podłogi. Marines strzelali do nich, ale ich ogień nie robił na obcych większego wrażenia. Strzały powstrzymywały ich tylko na chwilę, po której się otrząsali i znów ruszali w stronę Terran.
XXXX- Kurwa! – krzyczał Fuchs, który stał nieco z tyłu, słaniając się na nogach i także ostrzeliwując nadciągające jaszczury. – Kurwa! Co się dzieje!?
XXXX- Opanuj się – warknął Sawicki. – Knut, zabierz Fuchsa, wynosimy się stąd! Windows! – rzucił do komunikatora. – Jeśli mnie słyszysz, uciekajcie stamtąd! Wycofać się do de…
XXXXJerzy urwał, tchnięty nagłą myślą. W hangarze pozostali tylko Finch i Huang. Czy oni też zostali zaatakowani przez „nieumarłe” jaszczury? Nie mieli od nich żadnych meldunków, Sawicki nie miał pojęcia, co się tam teraz może dziać.
XXXXNie miał jednak czasu nad tym rozmyślać – coraz więcej Sorevian powstawało z martwych, a część z nich wciąż miała zdatne do użycia karabiny. Porucznik dostrzegł kolejnego, który już unosił broń, co momentalnie go otrzeźwiło. Oddał strzał do napastnika, jednocześnie kierując się do wyjścia.
XXXX- Wynoście się stąd! – ryknął. – Bo nas tu zaraz wykończą!
XXXXChase, McGruder i Poulsson – prowadzący ze sobą rannego Fuchsa – wypadli błyskawicznie na korytarz. Porucznik podążył za nimi, ostrzeliwując się w drodze. Przekraczał już próg, kiedy nagle poczuł ból w prawej nodze. Zachwiał się i byłby upadł, gdyby McGruder nie pomógł mu utrzymać się na nogach. Tymczasem system medyczny kombinezonu natychmiast zaczął podawać mu do krwi środki przeciwbólowe i stymulanty.
XXXX- Uwaga, granat! – zawołał Poulsson, ciskając ładunek wybuchowy do wnętrza mesy.
XXXX- Nie, czekaj! – krzyknęła Chase.
XXXXMarines w ostatniej chwili odsunęli się od wejścia, z którego po chwili buchnęły płomienie. Fala uderzeniowa rozeszła się nawet do korytarza, wskutek czego Sawicki tym razem padł na podłogę. Żadnemu z Marines nic się jednak nie stało – pancerze wspomagane ich ochroniły. Zyskawszy chwilę wytchnienia, żołnierze przystąpili do wymiany baterii w swoich karabinach – tryb fali ciągłej szybko zużywał w nich zasilanie, które było teraz na wyczerpaniu.
XXXX- Uważaj, do cholery, z granatami w zamkniętych pomieszczeniach! – ryknęła Jane na Poulssona.
XXXX- Spokój! – zawołał Sawicki, po czym spojrzał na swoją nogę. Trzy kule trafiły go w udo, ale system medyczny kombinezonu, ku jego uldze, nie stwierdził, iż przestrzeleniu uległa jakakolwiek ważna arteria. Chwycił wyciągniętą rękę McGrudera, który pomógł mu wstać – Co z tymi…
XXXX- Sprawdzam – rzekł Poulsson, zaglądając ostrożnie do mesy, z uniesionym do strzału karabinem. – Niezła demolka, ale… cholera… kilku z nich znowu wstaje!
XXXX- Wynośmy się stąd jak najszybciej – nakazał Jerzy, odzyskując zimną krew. – Do hangaru, korytarzem.
XXXXZaraz jednak uprzytomnił sobie, że z dwoma rannymi nie będą w stanie szybko stąd uciec. Dotyczyło to szczególnie jego samego – Fuchs mógł przynajmniej normalnie chodzić.
XXXX- Knut, strzelaj do tamtych – rozkazał – Musimy to obejść…
XXXX- Psiakrew! – odezwał się McGruder – Idą następni! Korytarzami, z drugiej strony!
XXXXSawicki spojrzał na odczyty sensorów i także to dostrzegł. Detektor ruchu wyraźnie wskazywał, że od strony dziobu – z sektora z pomieszczeniami mieszkalnymi – ciągną ku nim nowe postaci. Pojawiły się one także w korytarzach, którym Marines wcześniej tu przyszli, odcinając im drogę ucieczki.
XXXX- Którędy teraz? – zapytał Fuchs – Oni są wszędzie! Nie damy rady!
XXXX- Bzdura! – warknął Sawicki – Obejdziemy ich pozycje, w razie czego przejdziemy do wind i spróbujemy przedostać się przez inne pokłady!
XXXXPodążył naprzód chwiejnym krokiem, idąc korytarzem okalającym mesę. Zastanawiał się gorączkowo nad tym, co teraz zrobić. Do hangaru wiodło wiele korytarzy, ale „nieumarłe” jaszczury mogły już teraz zajmować wszystkie z nich. Co gorsza, jedna z ich grup zbliżała się szybciej, niż zakładał. Korytarz, którym szli, wiódł wzdłuż mesy podoficerskiej do dwóch skrzyżowań, skąd mogli się przedostać dalej. Tymczasem Jerzy dostrzegł, że pod skrzyżowanie, do którego właśnie zmierzał, podchodzi już jedna z grup napastników.
XXXX- Rosomak, tu Szary Wilk jeden! – zawołał poprzez komunikator, mając zamiar ostrzec Bowersa – Zostaliśmy zaatakowani przez… nieznane siły! Asakei nie jest zabezpieczony, wycofujemy się! Proszę o wsparcie!
XXXXCzekał chwilę, ale nikt mu nie odpowiedział.
XXXX- Rosomak! – zawołał – Zgłoś się! Tu Szary Wilk jeden!
XXXXKiedy i tym razem nie otrzymał odpowiedzi, zaklął siarczyście, zaprzestając dalszych prób. Nie ulegało wątpliwości, że coś zakłóciło ich łączność.
XXXX- Poruczniku! – krzyknął McGruder – Musimy poruszać się szybciej! Oni zaraz odetną nam drogę!
XXXX- No to pomóż mi iść!
XXXXWspierany przez podwładnego Marine, Sawicki szedł teraz trochę sprawniej. Lecz mimo to zdawał sobie sprawę, że już nie zdążą – odczyty sensorów wskazywały wyraźnie, że obcy osiągną skrzyżowanie pierwsi.
XXXXNarastającą rozpacz porucznika tylko pogłębił meldunek od Chase.
XXXX- Panie poruczniku! – krzyknęła, idąc tyłem i strzelając – Oni są za nami! Przeszli przez skrzyżowanie! Jesteśmy odcięci!
XXXXSawicki zaklął. Po chwili zaklął powtórnie, gdy ujrzał, że obcy podchodzą już pod usytuowane przed nimi skrzyżowanie z dwóch kierunków. Mniejsza grupa, idąc od strony rufy, przeszła przez pomieszczenia, od których odgradzała Marines lewa ściana korytarza. Lada chwila mieli wypaść na korytarz i spotkać się z resztą obcych, nadciągającą od dziobu. Było oczywiste, że Terranie nie zdążą im się wymknąć.
XXXX- Miło było was poznać – rzekł, uśmiechając się smętnie.
XXXX- Zamknij się – warknął McGruder, z emocji ignorując rangę. – Jeszcze nas nie dorwali.
XXXX- W kiepskich filmach – wtrącił Fuchs z goryczą – takie kwestie wypowiadają postacie tuż przed cudownym ocaleniem.
XXXX- Przydałoby się to, kurwa, właśnie teraz – dodał Poulsson.
XXXXObcy byli tuż, tuż, a Marines do skrzyżowania wciąż pozostawało kilkadziesiąt metrów. Nie mieli szans. Sawicki liczył już sekundy, jakie im pozostały.
XXXX- Zająć pozycje! – krzyknął, zatrzymując się i unosząc karabin do strzału. – Strzelajcie, jak tylko wyjdą zza rogu.
XXXXMcGruder także stanął w miejscu. Obcy wychynęli z bocznego korytarza w sekundę później. Sawicki przed upływem tej sekundy miał jeszcze nierealną nadzieję, że się myli, że widoczne na detektorze ruchu odczyty to w rzeczywistości Marines ze Styksu, przybyli im na pomoc. Jednak jaszczury-zombie, które wynurzyły się zza rogu, pozbawiły go i tej nadziei.
XXXX- Zabijcie skurwieli! – ryknął, dodając sobie animuszu.
XXXXPierwszym strzałem z karabinu laserowego idealnie trafił w głowę najbliższego obcego, po czym zamarł, nie oddając już następnego strzału.
XXXXZaledwie napastnicy wyszli zza rogu, a z przeciwnego kierunku buchnęła w ich stronę struga płynnego ognia. Ci, którzy się z nią zetknęli, natychmiast parowali, nie pozostawały po nich żadne szczątki. Po chwili podobne strugi zaczęły siać rzeź wśród napastników, którzy, wbrew przewidywaniom Sawickiego, zignorowali Terran i podążyli w stronę korytarza, z którego buchały plazmowe płomienie. Ktoś jednak szybko zmusił je do odwrotu.
XXXXSawickiego ogarnęła cudowna ulga, kiedy zobaczył, jak na skrzyżowanie wkraczają znajome sylwetki. Od napastników odróżniał je przede wszystkim brak owej upiornej, błękitnej poświaty, a także wydawane przez nie, głośne okrzyki i komendy.
XXXX- Sorevianie – powiedział McGruder z niedowierzaniem – Kurwa mać, nigdy nie sądziłem, że aż tak się ucieszę na ich widok.
XXXXTak było. Jaszczury, które właśnie włączyły się do walki, należały najwyraźniej do ocalałych marines z załogi Asakei. Każdy z nich był uzbrojony w plazmowy miotacz płomieni EG-24, który w tej sytuacji sprawdzał się nieporównywalnie lepiej, niż standardowa broń. Jerzy momentalnie zrozumiał swoją wcześniejszą omyłkę – uznał, że nowe kontakty, idące od strony rufy, to kolejne „nieumarłe” jaszczury. Tymczasem byli to Sorevianie żywi i prawdziwi.
XXXX- Szybko – rzekł Jerzy, zbierając się do biegu – Dołączyć do nich.
XXXXI tak musieli to zrobić – nadchodzący od tyłu obcy deptali im po piętach, a ogień Chase, Fuchsa i Poulssona nie był w stanie ich powstrzymać.
XXXXJeśli Sorevianie byli zaskoczeni widokiem Terran, to nie dali tego po sobie poznać. Ujrzawszy ich, natychmiast zaczęli zapraszać ich do siebie gestami. Jednocześnie zajmowali obronne pozycje, wykorzystując do tego narożniki. Część „nieumarłych” była uzbrojona i odgryzali się w miarę możliwości. Sawicki ujrzał, jak jeden z jaszczurów, idący środkiem korytarza, pada na podłogę, rażony celną serią. Po chwili został trafiony drugi, ale tym razem nie śmiertelnie – zdołał się schronić za załomem.
XXXXZaledwie Marines dopadli swoich sprzymierzeńców, a natychmiast odwrócili się w głąb korytarza, który przebyli. Poulsson i Fuchs musieli teraz zmienić baterie w karabinach, więc Sawicki i McGruder otworzyli ogień w stronę nadciągających z drugiego kierunku obcych. Ci byli już bardzo blisko, ale znaleźli się przez to w zasięgu rażenia dwóch soreviańskich żołnierzy, którzy natychmiast ostrzelali ich z miotaczy.
XXXX- Sihe! – ryknął jeden z nich – An savashka kevasa sa uve as sano soe!
XXXX- Surita! – krzyknął inny, rozkazująco – Surita!
XXXXPo chwili u boku terrańskich Marines stanął jeszcze jeden jaszczur, uzbrojony tym razem w ręczny miotacz granatów SR-40. Opadł na kolano i mierzył przez krótką chwilę, po czym wystrzelił w stronę „nieumarłych” dwa granaty. Przeleciały nad głowami napastników, lądując w głębi ich grupy.
XXXXJeszcze zanim eksplodowały, Sorevianin z granatnikiem upadł na plecy, wydając z siebie ryk bólu. Jerzy mimowolnie obejrzał się na niego, chcąc sprawdzić, czy żyje, ale wtedy dobiegł go krzyk McGrudera, który także padł. Marine został trafiony w pierś, ale nie śmiertelnie.
XXXX- Cholera – wycharczał, próbując stanąć z powrotem na nogi.
XXXXZanim mu się to udało, za ramiona chwycił go jeden z Sorevian, odciągając do tyłu. Inny, uzbrojony w standardowy karabin AGM-42/M2, ostrzelał najwyraźniej tego z „nieumarłych” który ugodził jego pobratymcę oraz McGrudera. Sawicki dostrzegł, że trafiony jaszczur-zombie upuszcza postrzelaną broń.
XXXXWalka utknęła w czymś w rodzaju krwawego pata – wrogowie nie mogli podejść bliżej, gdyż natychmiast ginęli od ognia miotaczy. Z kolei Sorevianie uzbrojeni w karabiny uważnie wypatrywali teraz napastników również noszących broń – i natychmiast ich unieszkodliwiali. Sawicki nie wiedział jednak, jak długo może to potrwać. Jaszczurom mogła się przecież wkrótce skończyć amunicja.
XXXXObawy te okazały się jednak zbędne.
XXXXW pewnej chwili, jak gdyby wiedzeni przez jakąś siłę, „nieumarli” zaczęli się odwracać i uciekać. Po chwili cała ich armia, jeszcze parę sekund temu nacierająca uparcie na Terran i Sorevian, była w odwrocie. Jaszczury ryczały wyzywająco za uchodzącymi wrogami. Trwało to krótko, po czym ze strony oficerów padły komendy i gady w zorganizowanym szyku ruszyły dalej. Najwyraźniej realizowały jakiś plan, mający na celu odzyskanie kontroli nad okrętem. Zdaniem Sawickiego, było oczywiste, że nie pojawiły się tutaj po to, by ocalić kilku terrańskich Marines.
XXXXJerzy odprowadził wzrokiem jaszczury, zastanawiając się, czy nie pójść za nimi. Lecz gdy spojrzał powtórnie na ciężko rannego McGrudera, zrezygnował z tego pomysłu. Także on sam oraz Fuchs potrzebowali pomocy medycznej. Było tu również kilku ciężko rannych Sorevian.
XXXXW pewnej chwili na ramieniu Sawickiego spoczęła szponiasta dłoń. Odwrócił się i spojrzał prosto w oczy jednemu z jaszczurów, który stał przed nim z otwartym wizjerem hełmu. Jego kombinezon nosił insygnia wskazujące na szlify oficerskie. Przez chwilę wpatrywał się tylko w Jerzego, po czym odezwał się niskim, chropawym głosem.
XXXX- Skąd się tutaj, w imię Feomara, wzięliście? – zapytał, przemawiając płynnym, choć źle akcentowanym esperanto – Kim jesteście i co tu robicie?
XXXX- Jesteśmy z 36. Zespołu Wydzielonego – odrzekł Sawicki. – Wysłano nas tutaj, żeby sprawdzić, co się stało.
XXXX- To… długa historia.
XXXX- Czy mogę zatem o tym porozmawiać z waszym dowódcą?


To be continued... or maybe not



Awatar użytkownika
DAF
Pisarz osiedlowy
Posty: 349
Rejestracja: pn 15 lip 2013, 07:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Garwolin
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: DAF » ndz 31 lip 2016, 07:43

Kurka wodna, doleciałem do tych gwiazdek ale dalej nie pójdę, nie ma mowy. Jednym z głównych problemów twojego pisania, o czym było chyba wspominane przy poprzednich tekstach, jest to, że jedziesz tak sucho, jakbyś zamierzał czytelnika przerobić na mumię. Serio, stary, w tym w ogóle nie ma emocji, tylko kukły wymieniające się drętwymi uwagami i klasami statków, co czytelnika mało co obchodzi. Drętwe, właśnie, to jest chyba najcelniejsze określenie, a szkoda, bo jakby wpuścił w to trochę życia to by hulało, czemu nie. Ja przynajmniej do drobiazgów nie zamierzam się przyczepiać.



Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 618
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Escort » ndz 31 lip 2016, 10:26

Przeczytałem.
Na początku odniosłem wrażenie, że piszę całkiem podobnie. Może zaliczam więcej wpadek językowych, ale potem... Potem były wrażenia:
Dłużyzna. Rozumiem, że chcesz wszystko opowiedzieć, ale tak dało się odnieść wrażenie, że na siłę pchasz stertę elementów, które może i są potrzebne, ale w takim relatywnie krótkim fragmencie jest tego cała masa. Też wspominam o dłużyźnie w związku z niektórymi opisami. Najbardziej miałbym pretensje o długaśne, potężne zdania, gdzie każde ma coś wprowadzić (choćby rodzaj trzymanej broni, gdzieś tam bliżej końca, w ogóle jak na moje zbędne, bo akcja się dzieje, jest wymiana ognia, a nagle czytelnik dostaje informację, że trzymany karabin to taki i taki).
Początkowo i dialogi były czerstwe (nie kopiuję komentarza powyżej, liczyłem, że to będzie mój pierwszy komentarz, żebyś nie uważał, że się czymś kieruje i tworzę jakąś grupę wsparcia czy coś). Pierwsze, co mi przychodziło na myśl, doczepić się do dialogów, bo były takie zwykłe. Zadaniowe. Jak kolejny dzień w pracy. Monotonne. W filmach czy nawet grach komputerowych są znacznie lepsze dialogi. Ale potem już jakoś to wyglądało, chociaż bez rewelacji. Przez dialogi, moim zdaniem, sporo charakteru nabierają postaci, a u Ciebie praktycznie nikt nie nabrał. Zapamiętałem tylko Jerzego, bo był najbardziej "spolszczony" imieniem. Te docinki byłyby fajne, ale raczej wyglądały jak zwarcie u robotów ;) (wybacz).
Kolejnym punktem jest dynamika akcji. Rozumiem ten początek, jest dość statycznie, zdania potężne. Czekałem czasem na jakieś przyspieszenie. Ale przy pojawieniu się akcji, dominują zdania złożone. Znów przy wystrzałach czy wstawaniu jaszczurek, przeważa opisówka, zdania złożone. Wiadomo, że chcesz wszystko przekazać czytelnikowi, ale sądzę, że zalatuje łopatologizmem, a do tego, nie pozostawiasz marginesu wyobraźni dla czytelnika. Wszystko jest podane na tacy. Sądzę, że musisz poczytać ten tekst na głos i zobaczyć co jest do wykreślenia, bo mi ciężko skupiać się na każdym zdaniu (sporo to czasu pochłania).
Oczywiście, nie jestem jakimś znawcą, ale skoro wstawiłeś tekst, pokusiłem się o opinię, ponieważ piszesz, jak dla mnie, całkiem interesującą tematykę. Słownictwo techniczne ok, myślę, że opanowane w dobrym stopniu (troszkę zazdroszczę, bo bez tego nie idzie napisać dobrego s-f, taka podstawa). Fabuła też byłaby wciągająca, gdyby dało się odczuć przyspieszenie akcji. Wszystko jednak odbywa się w podobnym tonie, co szkodzi na akcji. Denerwujące te wszystkie sztywne raporty. Wiem, że występują w rzeczywistości, ale przydałoby się choćby trochę luzu, ewentualnie nadania różnego charakteru bohaterom, bo tego nie dało się odczuć, a fragment jest na tyle 'długi', że dałoby się wykreować jedną postać w stopniu minimalnym. Całe grono bohaterów mi nie przeszkadza, ale obawiam się, że autor ich nie widzi. Tylko uważa, że są.
Jakiś baboli to nie dostrzegłem, pilnujesz się i kreujesz tekst całkiem dobrze. Może 2-3 zdania brzmiały nienaturalnie, głównie ze względu na ich rozbudowę.


Pisarz miłości.

Awatar użytkownika
DAF
Pisarz osiedlowy
Posty: 349
Rejestracja: pn 15 lip 2013, 07:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Garwolin
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: DAF » ndz 31 lip 2016, 11:21

Sądząc z tego, co napisał Escort, zestaw grzechów głównych nie zmienił się od ostatniego tekstu. W sumie to najlepsza recenzja, która powinna dać do myślenia.



Awatar użytkownika
Der_SpeeDer
Pisarz domowy
Posty: 61
Rejestracja: pt 04 mar 2016, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wieluń
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Der_SpeeDer » pn 01 sie 2016, 12:42

Ała.

Escort pisze:Najbardziej miałbym pretensje o długaśne, potężne zdania, gdzie każde ma coś wprowadzić (choćby rodzaj trzymanej broni, gdzieś tam bliżej końca, w ogóle jak na moje zbędne, bo akcja się dzieje, jest wymiana ognia, a nagle czytelnik dostaje informację, że trzymany karabin to taki i taki).

Chyba nigdy nie zrozumiem tej awersji do zdań złożonych... Choćbym i rozbił dane zdanie na kilka mniejszych, tekstu ilościowo jest tyle, ile było - ale z jakiegoś względu dołożenie jednej lub kilku kropek robi taką wielką różnicę. Podobnie z tymi karabinami takimi i takimi, co ogranicza się do wstawienia jednego wyrażenia, składającego się raptem z kilku liter i cyfr (np. AGM-42). I to aż taką kolosalną różnicę robi? Jedno słowo (a właściwie to nawet nie słowo)? Rozumiem, gdybym w środku sceny akcji tracił czas na dokładne opisywanie tej broni i jej zasady działania... ale JEDNO SŁOWO?

Escort pisze:Pierwsze, co mi przychodziło na myśl, doczepić się do dialogów, bo były takie zwykłe. Zadaniowe. Jak kolejny dzień w pracy. Monotonne. W filmach czy nawet grach komputerowych są znacznie lepsze dialogi. Ale potem już jakoś to wyglądało, chociaż bez rewelacji.

Halo? To są wojskowi. W rzeczywistej armii i w rzeczywistej flocie obowiązują jakieś procedury, jeżeli idzie o składanie meldunków czy też komunikację radiową. Chcę osiągnąć w tej materii realizm, a nie skłaniać żołnierzy i oficerów do mówienia mową potoczną, żeby było fajnie. W początkowych scenach liczyłem na inne czynniki, niż treść i charakter prowadzonych dialogów - na przykład nie bez kozery wspominam o sile ognia, jaką dysponują okręty tego typu, co Asakei, bo w domyśle, jeżeli z czegoś tak potężnego pozostały smętne resztki, to główni bohaterowie mogą z równym prawdopodobieństwem skończyć tak samo.
Dopiero kiedy bohaterowie rozmawiają prywatnie i nie muszą się przejmować procedurami - co zauważyłeś - wypowiadają się na całkiem inną modłę i przykładowo rzucają docinkami albo sprośnymi uwagami.
Nie wiem. Może to wszystko wynika w dużej mierze z faktu, że ja po prostu fascynuję się wojną i militariami. Że po prostu lubię taki właśnie, wojskowy żargon, a w filmach wojennych kręcą mnie nie tylko sceny batalistyczne, ale też na przykład sceny odpraw, narad pomiędzy oficerami, et cetera. Do tego wiem, że posługiwanie się mową potoczną w sytuacjach, gdy żołnierze powinni zachowywać przyjęte normy - składanie meldunków i te sprawy - świadczy o braku profesjonalizmu. I wtedy z kolei nasi Marines wyglądaliby mało wiarygodnie jako starannie selekcjonowani operatorzy sił specjalnych.

Escort pisze:Przez dialogi, moim zdaniem, sporo charakteru nabierają postaci, a u Ciebie praktycznie nikt nie nabrał.

Hm. Może za bardzo skupiłem się na próbach zarysowania jakichś antagonizmów pomiędzy postaciami, aniżeli wykreowania ich osobowości per se. Stąd na przykład wzajemne docinki Fuchsa i Chase, swego rodzaju rywalizacja między McGruderem i Sawickim, czy też status Poulssona w oddziale jako "ofermy batalionowej".

Escort pisze:Znów przy wystrzałach czy wstawaniu jaszczurek, przeważa opisówka, zdania złożone. Wiadomo, że chcesz wszystko przekazać czytelnikowi, ale sądzę, że zalatuje łopatologizmem, a do tego, nie pozostawiasz marginesu wyobraźni dla czytelnika. Wszystko jest podane na tacy.

Kiedy robiłem bardziej lakoniczne opisy, chcąc zostawić jakiś margines dla wyobraźni, wtedy z kolei słyszałem narzekanie, że za mało opisów... Spróbuj tu człowieku wszystkim dogodzić...
Swoją drogą, zerknąłem na chwilę do jednego z opowiadań Sapkowskiego (akurat mam pod ręką czytnik e-booków), zachwalanego między innymi za ładnie opisane sceny walki. Też przeważa opisówka i roi się tam od zdań złożonych. Argh...



DAF pisze:Sądząc z tego, co napisał Escort, zestaw grzechów głównych nie zmienił się od ostatniego tekstu.

ALE! Tutaj, w dialogach, kropki są nareszcie tam, gdzie powinny być. :P



Awatar użytkownika
Anna Nazabi
Pisarz osiedlowy
Posty: 207
Rejestracja: czw 02 cze 2016, 15:05
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Anna Nazabi » pn 01 sie 2016, 13:16

Nie da się wszystkim dogodzić. To nie matyka, gdzie albo wynik naszej pracy jest dobry, albo zły. Tekst może być dobry i zły na milion sposobów. Mi się akurat podobał. Dla mnie jest dobry. Nie mogę się do niczego przyczepić.Ja bardzo cenię, jak ktoś potrafi stworzyć postaci bardzo realne, bo sama osobiście kocham przerysowywać, i za to dostaję po dupie.Ty - jak widać za realizm.Też czasem myślę, że trzeba po prostu, w niektórych kwestiach, trzymać się swoich własnych wewnętrznych przekonań.Nie zapominaj o tych milionach ludzi, którzy się jeszcze nie wypowiedzieli.
Uważam, że tekst jest na bardzo wysokim poziomie i na pewno nie jest suchy, tutaj przeżyłam szok. Stopniujesz odpowiednio napięcie, sceny z opisami są bardzo czytelne.Taka tematyka, ja bym raczej tego się trzymała, że nie każdemu leży i tyle. Nic poza tym.



Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 618
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Escort » pn 01 sie 2016, 13:29

Der_SpeeDer pisze:Source of the post Chyba nigdy nie zrozumiem tej awersji do zdań złożonych... Choćbym i rozbił dane zdanie na kilka mniejszych, tekstu ilościowo jest tyle, ile było - ale z jakiegoś względu dołożenie jednej lub kilku kropek robi taką wielką różnicę. Podobnie z tymi karabinami takimi i takimi, co ogranicza się do wstawienia jednego wyrażenia, składającego się raptem z kilku liter i cyfr (np. AGM-42). I to aż taką kolosalną różnicę robi? Jedno słowo (a właściwie to nawet nie słowo)? Rozumiem, gdybym w środku sceny akcji tracił czas na dokładne opisywanie tej broni i jej zasady działania... ale JEDNO SŁOWO?

Chodzi o komfort czytania. Głupie by było z mojej strony odsyłać Cię do czytania, popatrzeć jak robią to autorzy różnych gatunków. W s-f też nikt nie wali ogromem zdań, które ciągną się na kilka linijek. Z mojej strony nie było czepialstwa. Doceniam trud i siły włożone w tekst, nie mam na celu krytykować na siłę, bo nigdy taki nie byłem. Tak, jedno wyrażenie/słowo może niszczyć konstrukcję, wybijać z rytmu. Przykro mi, że tego nie pojmujesz.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Halo? To są wojskowi. W rzeczywistej armii i w rzeczywistej flocie obowiązują jakieś procedury, jeżeli idzie o składanie meldunków czy też komunikację radiową.

To pisz raporty.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Chcę osiągnąć w tej materii realizm, a nie skłaniać żołnierzy i oficerów do mówienia mową potoczną, żeby było fajnie.

Da się wprowadzić życie w bohaterów. U Twoich nie poczułem iskry życia. Przez całą długość tekstu. Mimo obowiązku pewnych wojskowych wyrażeń, da się ożywić bohaterów. Nie skłaniam na siłę wkładania mowy potocznej (chociaż te żarty tak odebrałem, jako włożone na siłę, bo: najpierw normalny oficjalny ton dialogu, spoko, a potem żarty, potem powrót do "normalności", czyli suchości).
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Nie wiem. Może to wszystko wynika w dużej mierze z faktu, że ja po prostu fascynuję się wojną i militariami.

Rozumiem. I wiesz co jest trudne? Pisanie w klimatach militarnych. To duże wyzwanie.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Hm. Może za bardzo skupiłem się na próbach zarysowania jakichś antagonizmów pomiędzy postaciami, aniżeli wykreowania ich osobowości per se.

Ewentualnie tekst jest faktycznie za krótki, a aktualnie przybliżony fragment wymaga zachowań profesjonalizmu - zgoda. Na pewno w dłuższej powieści występują sceny, kiedy bohaterowie gdzieś przebywają, zawiązują się relacje, oni się znają, mężczyźni gadają o dupach i cyckach (z pociągiem nie wygrasz). Ale w tym fragmencie to wygląda, jakby poza pracą w ogóle się nie znali, chyba. Poza wspomnianymi docinkami. Nie chcę pisać i Ci docinać na siłę - piszę tylko własne wrażenie.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Kiedy robiłem bardziej lakoniczne opisy, chcąc zostawić jakiś margines dla wyobraźni, wtedy z kolei słyszałem narzekanie, że za mało opisów... Spróbuj tu człowieku wszystkim dogodzić...
Swoją drogą, zerknąłem na chwilę do jednego z opowiadań Sapkowskiego (akurat mam pod ręką czytnik e-booków), zachwalanego między innymi za ładnie opisane sceny walki. Też przeważa opisówka i roi się tam od zdań złożonych. Argh...

Opisy nie nadają dynamiki sytuacji. Opisy przed decydującym zdarzeniem, który ma nagle przyspieszyć akcję są w porządku. Gorzej jak one występują i występują. Sapkowski ma tę przewagę, że potrafi stonować nastrój, potem napędzić akcję. Przyspiesza i zwalnia w odpowiednich momentach.
Nie wiem, nie chcesz, nie słuchaj mnie. Słuchaj tamtych. Ale dziwię się, że ktoś domaga się opisów przy zdynamizowaniu akcji. Wtedy nie osiągniesz emocji u czytelnika, który czyta tekst z zapartym tchem, kiedy akcja "właśnie" się dzieje. Rób jak uważasz, wypisałem tylko swoje odczucia po przeczytanym tekście z gatunku, który mnie interesuje.
PS Nie czytałem poprzednich Twoich tekstów na Wery, więc moja opinia nie jest napisana specjalnie, żeby nadepnąć Ci na odcisk (że nie ma poprawy). Zajrzałem, żeby przeczytać, wyrazić opinię, pomóc.


Pisarz miłości.

Awatar użytkownika
Der_SpeeDer
Pisarz domowy
Posty: 61
Rejestracja: pt 04 mar 2016, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wieluń
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Der_SpeeDer » wt 02 sie 2016, 14:50

Anna Nazabi pisze:Nie da się wszystkim dogodzić.

Nie da się, ale można się przynajmniej starać...

Anna Nazabi pisze:Nie zapominaj o tych milionach ludzi, którzy się jeszcze nie wypowiedzieli.

Tak zwani "cisi czytelnicy" to akurat osobna kwestia, wielce cierpiętnicza. Nigdy nie wiadomo, czy brak komentarzy to oznaka milczącej aprobaty, czy też tego, że wszyscy się poodbijali od tekstu. Pamiętam taką sytuację na innym forum - z powodu, którego dziś już nie pamiętam (ale chodziło chyba o zachowanie sobie możliwości ewentualnego wydania) zaprzestałem publikować kolejne rozdziały jednego ze swoich utworów. I po jakimś czasie nagle przemówiło kilka osób, które w ogóle się wcześniej w temacie nie odzywały, ale zapewniły mnie, iż czytają moje wypociny od samego początku i chcą, żebym je wlepiał dalej. Był też inny gość, który moją pisaninę czytał, odkąd zacząłem ją publikować w internecie, potem gdzieś przepadł - i dosłownie po paru latach nagle przemówił do mnie ponownie (zresztą w temacie niepoświęconym akurat mojej "tfurczości") i przyznał się, że czytał to, co pokazywałem, przez cały ten czas. Ale milczał. Czemu ludziom się tak strasznie nie chce komentować?

No i dzięki za miłe słowa. Co prawda ktoś powiedział, że pochwały niczego nie uczą... ale ktoś inny zaraz dodał, że przynajmniej dają motywację do pisania.



Escort pisze:Chodzi o komfort czytania. Głupie by było z mojej strony odsyłać Cię do czytania, popatrzeć jak robią to autorzy różnych gatunków. W s-f też nikt nie wali ogromem zdań, które ciągną się na kilka linijek.

Przecież w poprzednim poście powołałem się właśnie na innego autora, w osobie Sapkowskiego... Poza tym, zrobiłem szybki rachunek sumienia (tłumacząc na ludzki: ponownie rzuciłem okiem na własny tekst) i zauważyłem, że ilość zdań ciągnących się na kilka linijek jest w tym opowiadaniu śladowa. Rzadko które obejmuje więcej, jak dwie linijki, są też i takie fragmenty:
"Jerzy odwrócił się w kierunku, w którym Jane strzelała już ze swojej broni. W pewnej odległości od nich właśnie podnosił się inny nagle powstały z martwych jaszczur. W rękach dzierżył karabin, którym wkrótce wymierzył w Chase. Porucznik włączył się do walki i przejechał wiązką laserową po ramieniu obcego. Upadło na podłogę, odcięte w łokciu, razem z dzierżonym przezeń karabinem. Sawicki nie czekał, tylko ponownie skierował na napastnika wiązkę, która przeorała mu tors. Jaszczur upadł na kolana, ale porucznik w tej samej chwili skonstatował z rozpaczą, że inni leżący w tym pomieszczeniu Sorevianie także podnoszą się z podłogi. Marines strzelali do nich, ale ich ogień nie robił na obcych większego wrażenia. Strzały powstrzymywały ich tylko na chwilę, po której się otrząsali i znów ruszali w stronę Terran."
Przecież to są wszystko krótkie zdania, z których większość nie zajmuje nawet jednej linijki...

Escort pisze:Tak, jedno wyrażenie/słowo może niszczyć konstrukcję, wybijać z rytmu. Przykro mi, że tego nie pojmujesz.

Owszem, może - ale nie rozumiem, dlaczego miałoby tak być w tej konkretnej sytuacji. Masz scenę akcji, w której bohaterowie używają broni, nie mogę więc tak po prostu napisać, że "postacie strzelają [z czegośtam]", bo typ i odmiana używanej broni mają akurat kluczowe znaczenie. Inaczej działa karabin, inaczej działa laser, inaczej działa miotacz płomieni, inaczej działa granatnik. Opisanie, że dana postać strzeliła akurat z granatnika, jest zatem koniecznością, a nie dłużyzną. Zaś dodanie do "ręcznego granatnika" oznaczenia "SR-40" praktycznie niczego nie zmienia. Ogólne wyrażenie i informacja - rodzaj użytej przez postać broni - pozostają tam, gdzie były, funkcja pozostaje niezmienna. Co innego, gdybym w tym miejscu zaczął nagle się rozwodzić nad charakterystyką tego granatnika, pisać, że to produkt korporacji Sidata, że stąd ten skrótowiec w nazwie (od Sidata Revese), że on ma takie i takie systemy celownicze i jakimi to typami granatów nie może strzelać, że takie i takie formacje go używają... ale kiedy piszę po prostu "strzelił z granatnika typu SR-40" i słyszę, że to dłużyzna, jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
Przypomniała mi się zresztą inna sytuacja, z innym opowiadaniem, gdzie pojawiło się sformułowanie o używanym przez soreviańskich żołnierzy karabinie - że byli "uzbrojeni w karabiny AGM-43/K, zmodyfikowaną wersję szturmowych Irmare, używanych przez formację Strażników", osoba komentująca ten tekst zacytowała właśnie owo zdanie i określiła je jako klimatyczne, fajnie napisane, stwarzające wręcz czytelnikowi wrażenie, że choć nie ma pojęcia, co to takiego Irmare, to jednak z całego zdania wydaje się wiedzieć, o co chodzi. A tutaj? "Dłużyzna". Czasami mam wrażenie, że to, co robię, jest zwyczajnie daremne...

Escort pisze:Ewentualnie tekst jest faktycznie za krótki, a aktualnie przybliżony fragment wymaga zachowań profesjonalizmu - zgoda. Na pewno w dłuższej powieści występują sceny, kiedy bohaterowie gdzieś przebywają, zawiązują się relacje, oni się znają, mężczyźni gadają o dupach i cyckach (z pociągiem nie wygrasz).

Kreacja postaci to akurat moja pięta Achillesowa - jeszcze nie znalazłem złotego środka, jeśli o to chodzi. Parę sukcesów na tym polu zaliczyłem, ale konwencja militarnego science-fiction zdecydowanie mnie tutaj, że tak powiem, hamuje. Ciekawe, że jedną z najbardziej udanych postaci (na tyle udanych, że czytelnicy mnie znienawidzili za jej uśmiercenie - ktoś nawet płakał przy lekturze tamtej sceny) wykreowałem na potrzeby wątku, który był akurat wątkiem "cywilnym", a nie militarnym.
Inna sprawa, że kiedy w "Wilczym stadzie" chciałem poświęcić początkowe rozdziały właśnie na rozmowy między postaciami i wykreowanie między nimi jakichś relacji, wtedy usłyszałem (a raczej przeczytałem) z kolei, że akcja się wlecze, że coś za mało tej wojny, że tylko tak sobie siedzą i gadają...

Escort pisze:Opisy nie nadają dynamiki sytuacji. Opisy przed decydującym zdarzeniem, który ma nagle przyspieszyć akcję są w porządku.

Ciekawa teoria, zważywszy, że nie da się stworzyć sceny akcji inaczej, niż poprzez opisy. No, chyba że rozumiemy słowo "opisy" całkiem inaczej.

Escort pisze:Nie wiem, nie chcesz, nie słuchaj mnie. Słuchaj tamtych.

Słucham wszystkich. Ale kiedy jedna osoba mówi tak, a druga całkiem inaczej, to sam już nie wiem, co powinienem zrobić, żeby napisać swój tekst lepiej. Kto ma rację?

Escort pisze:Ale dziwię się, że ktoś domaga się opisów przy zdynamizowaniu akcji. Wtedy nie osiągniesz emocji u czytelnika, który czyta tekst z zapartym tchem, kiedy akcja "właśnie" się dzieje.

Myślę, że choćby dlatego, iż stwarza to w wyobraźni spójny i koherentny obraz. Akurat z obrazowością przy opisywaniu scen akcji zwykle nie miałem problemu, wnioskując po większości dotychczasowych opinii - swego czasu, ktoś mnie nawet mailowo zachwalał, że jak czyta te opisy walk w moim wykonaniu, to ma dosłownie przed oczami daną scenę, ze szczegółami, jakby oglądał film.

Możemy zresztą dla ułatwienia dokonać jakiegoś rozbioru fragmentu sceny akcji, jaką powyżej rozpisałem.
"Stał jeszcze przez ułamek sekundy w miejscu, po czym – bez żadnego ostrzeżenia, nie wydając nawet dźwięku – rzucił się na stojącego najbliżej Fuchsa. Marine wciąż stał w osłupieniu i zareagował zbyt późno. Odskoczył do tyłu, ale pazury jaszczura – jaśniejące tym samym błękitnym światłem, co oczy – i tak go dosięgły, trafiając w tors. Noszony przez żołnierza pancerz wspomagany był zbudowany ze stopu atlastalowego, ale szpony gada i tak się przezeń przedarły, pozostawiając cztery równoległe pręgi. Krzyk bólu, jaki wydał z siebie Fuchs, wskazywał, iż pazury przeorały mu klatkę piersiową.
Nie zastanawiając się ani chwili, Marines unieśli broń. Każdy z żołnierzy oddał kilka strzałów, masakrując ciało jaszczura. Sam Sawicki trafił w głowę, odstrzeliwując sporą jej część.
Wstrząs porucznika pogłębił się jeszcze bardziej, gdy stwierdził, że strzały nie zrobiły na obcym żadnego wrażenia. Jaszczur ponownie doskoczył do Fuchsa, który, opanowując ból, nabrał dystansu i uniósł już broń do strzału. Sorevianin jednak natychmiast wytrącił mu z rąk karabin i zadał mu kolejny cios szponami, który Marine w ostatniej chwili zablokował. Chase, McGruder i Poulsson strzelali, ale obcy nie reagował i właśnie przezwyciężał opór Fuchsa.
W akcie desperacji Sawicki zmienił tryb prowadzenia ognia w karabinie z pulsacyjnego na falę ciągłą – i przytrzymał wciśnięty spust, mierząc w nasadę ramienia obcego. Liliowa wiązka lasera gładko odcięła kończynę, która wylądowała na podłodze.
Jaszczur nadal jednak się poruszał, więc Jerzy – a także pozostali Marines, idący za jego przykładem – zaczął dosłownie ciąć napastnika na kawałki. Obcy stracił drugą kończynę i głowę, a kiedy Fuchs kopnięciem odrzucił go od siebie, McGruder przeciął tors Sorevianina na pół. Nie było to łatwe, ze względu na chroniący jaszczura kombinezon, ale ostatecznie jego zmasakrowane ciało znieruchomiało na podłodze. Emanowana przez nie poświata także zanikła."

Które z powyższych zdań jest zbędne? Które z powyższych zdań mówi o czymkolwiek innym, niż walka i tocząca się właśnie akcja? Każdą poszczególną informację umieściłem świadomie, mając w zamierzeniu osiągnąć pewien cel i poinformować o czymś czytelnika czy też wywołać w nim jakieś wrażenie. Że "pancerz wspomagany był zbudowany ze stopu atlastalowego", na przykład - nie wstawiłem tego z przysłowiowych czterech liter, ten fragment ma w zamierzeniu powodować u czytelnika wrażenie potęgi technologii, jaką dysponują bohaterowie oraz faktu, iż cała ta potęga okazuje się niewystarczająca (podobnie jak wcześniejszy opis potęgi Asakei i tego, jak straszliwie został pomimo tej potęgi okaleczony - TO PEŁNI OKREŚLONĄ FUNKCJĘ W TEKŚCIE!). Nie objaśniam tutaj nawet, co to takiego, ten stop atlastalowy, bo z kontekstu ma wynikać, że to po prostu zarąbiście wytrzymały materiał. I szpony napastnika przez ten materiał przechodzą jak przez masło. Bohaterowie mają koncertowo przerąbane, krótko mówiąc. To nie dłużyzna, to nie zdanie wrzucone bez żadnej przyczyny - to jest cegiełka, bez której zbudowana przeze mnie konstrukcja nie byłaby w pełni kompletna. Albo opis tego, w jaki sposób jaszczur-zombie został w końcu pokonany - nie dało się go zabić tradycyjnymi metodami, nie chciał umrzeć od normalnych obrażeń, więc trzeba było go pociąć na kawałki. Nie jest to też dla Marines standardowa taktyka walki - przecież normalnie po prostu strzeliliby w łeb albo w klatę i tyle - więc opisuję, jak bohaterowie są zmuszeni działać niestandardowo, używają broni w sposób, w jaki normalnie nie jest używana. To, co robią i to, co dzieje się z nimi i z napastnikiem, to już normalna konsekwencja tego, co robią, tego, jakich ataków i metod używają i jakie to przykładowo obrażenia powoduje u drugiej strony.
Jeżeli nie tak, jak powyżej, to jak miałem opisać całą tę scenę? "Bohaterowie strzelić, wróg paść"?

Escort pisze:Nie czytałem poprzednich Twoich tekstów na Wery, więc moja opinia nie jest napisana specjalnie, żeby nadepnąć Ci na odcisk (że nie ma poprawy). Zajrzałem, żeby przeczytać, wyrazić opinię, pomóc.

Nigdy mi przez myśl nie przeszło, że pisałeś tutaj cokolwiek ze złośliwości i doceniam, że wszedłeś tutaj i wyraziłeś opinię - ale tego typu opinie są zwykle najbardziej pomocne, gdy pozwalają mi zrozumieć naturę popełnianych przeze mnie błędów i tym samym podpowiadają, co konkretnie zrobić, żeby im przeciwdziałać. Tutaj mam wrażenie, że pomimo usilnych starań, moje intencje, jakie miałem przy pisaniu, pozostają całkowicie niedostrzegalne, a czytelnicy widzą te wypociny jako dłuższe i bardziej rozwlekłe, niż w rzeczywistości. Nie będę się już nawet wykłócał o postaci, bo z tym to zawsze miałem problem (choć tutaj opowiadanie miało być krótkie i bardziej myślałem o intrydze, niż o postaciach), ale opisy, dialogi? Szczególnie opinia DAFa wydaje mi się pod tym kątem całkowicie niezrozumiała - przeczytał wstęp, w którym nie zawarłem absolutnie niczego, co byłoby zbędne dla fabuły czy też nie pełniło żadnej funkcji w opowiadaniu. W sposób zwięzły opisałem całą sytuację - tak, aby czytelnik wiedział, o co tu w ogóle chodzi - a potem skreśliłem również kilka krótkich dialogów, upraszczając rutynową konwersację załogi oraz składane przez nich raporty do minimum spod szyldu "wszystkie systemy sprawne, kamandir". Tymczasem DAF opisał całość w taki sposób, jak gdybym zamiast owych zwięzłych raportów umieścił tam pełną checklistę, z zapytaniami i meldunkami o stan poszczególnych wież artyleryjskich, generatorów osłon, ekranowania, zasilania, sensorów, elementów układu napędowego, zbiorników paliwa, reaktorów i nie wiadomo, czego jeszcze... a na dokładkę bez przerwy poświęcał długie opisy na każdy szczegół z osobna, dokładny wystrój mostka, kształt kadłubów poszczególnych okrętów, facjatę każdej postaci i co tam jeszcze ślina na język przyniesie. Naprawdę tak mój tekst wygląda? Co miałem zamiast tego napisać, "statki kosmiczne przylecieć, znaleźć wraki sojusznicza flota, wysłać żołnierze, by spenetrować wrak"?



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4982
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Navajero » wt 02 sie 2016, 15:11

Przeczytałem ( przyznaję, że głownie ze względu na polemikę :P). Nie widzę tu żadnych, tragicznych błędów, natomiast całość czyta się nienadzwyczajnie. Po pierwsze razi banalność pomysłu: galaktyczna wojna, obcy, kosmiczni marines itp. Sam nie wiem, ile razy coś takiego czytałem. Po drugie, wykonanie. Nie jest źle, ale język oscyluje w okolicach średniej, a bywa, że schodzi poniżej. Kreacja postaci, taka sobie. Konkludując: czym tu się zachwycać? Ani specjalnej koncepcji, ani języka, ani oryginalnej fabuły czy bohaterów. Znaczy jako tekst szkoleniowy, ok. Jednak jeśli chcesz coś wydać, musisz czymś zwrócić uwagę czytelnika ( bo konkurujesz z wieloma pisarzami), a tu tego nie ma. Poczytaj np. coś Dukaja i zobacz co ten facet wyprawia z językiem. Zerknij na kreacje postaci i dialogi u Sapkowskiego i spróbuj coś z tego przyswoić. Na razie to poziom niezłego fanfiku. IMO rzecz jasna :)


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Namrasit
Dusza pisarza
Posty: 501
Rejestracja: sob 26 wrz 2009, 19:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: 800m from Smocza Jama
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Namrasit » wt 02 sie 2016, 22:29

No, przeczytałem, ale nie za pierwszym podejściem.
Cóż, było, jak zwykle... poprawnie.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Przekraczamy bramę za pięć sekund… cztery… trzy… dwie… jedną…

Jak już dopowiedział te "sekund" to powinien od trzech liczyć.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post - Wygląda na to, że plany uległy zmianie. Przygotuje pan swoich ludzi już teraz. Wejdziecie na pokład tego krążownika i poszukacie ocalałych. Musimy się dowiedzieć, co się tu stało.

Eh, nie rozumiem tego. Dlaczego najpierw nie wyślą jakiś sond, dronów, atomatów? Takie ustrojstwa są szybsze, mobilniejsze i nawet, jak zostaną zniszczone, to nikt po tym nie płacze. Niby napędy nadprzestrzenne mają, a z drugiej strony działają, jak wojsko z XIX wieku.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Dzięki ruchom desantowca Jerzy wyczuł, że maszyna znajduje się już wewnątrz hangaru – który w soreviańskich krążownikach liniowych był usytuowany w spodniej części okrętu – i niebawem będzie lądować. Marines najwyraźniej także to odgadli, bowiem zaczęli odpinać trzymające ich w fotelach zabezpieczenia i brać w
garść zasztauowaną w specjalnych chwytakach broń.

A co oni tutaj mieli do odgadnięcia, skoro chwilę wcześniej był komunikat, że za minutę lądują. Czasem przesadzasz z dozowaniem informacji. To sprawia, że jako czytelnik zaczynam przykładać do nich mniejszą uwagę i trudniej trzymać się akcji.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post XXXX- Przyjąłem, Szary Wilk jeden. Melduj natychmiast, gdybyś znalazł coś ciekawego.
XXXX- Zrozumiałem, Rosomak.

Dłuższych już tych określeń nie mogli sobie wymyślić? Ok, alfa, bravo są na miejscu, ale Szary Wilk jeden? A jest też Szary Wilk dwa, albo Świnki Trzy?
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Wszyscy żołnierze mieli aktywne sensory, a na obraz ich odczytów, wyświetlony na wziernikach przeziernych wizjerów, nałożyli wgrany z bazy danych Styksu rozkład pomieszczeń i korytarzy soreviańskiego okrętu.
Der_SpeeDer pisze:Eee... no ok, już do samego końca został ze mną ten wziernik przyzierny i kij tam zobie i lasery. Liczyłem na to, że ktoś w końcu wyjaśni, co to za ustrojstwo.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Słucham wszystkich. Ale kiedy jedna osoba mówi tak, a druga całkiem inaczej, to sam już nie wiem, co powinienem zrobić, żeby napisać swój tekst lepiej. Kto ma rację?

Wszyscy i nikt, patrz na to z dystansu, inaczej nic nie wyciągniesz.
Der_SpeeDer pisze:Source of the post Możemy zresztą dla ułatwienia dokonać jakiegoś rozbioru fragmentu sceny akcji, jaką powyżej rozpisałem.
"Stał jeszcze przez ułamek sekundy w miejscu, po czym – bez żadnego ostrzeżenia, nie wydając nawet dźwięku – rzucił się na stojącego najbliżej Fuchsa. Marine wciąż stał w osłupieniu i zareagował zbyt późno. Odskoczył do tyłu, ale pazury jaszczura – jaśniejące tym samym błękitnym światłem, co oczy – i tak go dosięgły, trafiając w tors. Noszony przez żołnierza pancerz wspomagany był zbudowany ze stopu atlastalowego, ale szpony gada i tak się przezeń przedarły, pozostawiając cztery równoległe pręgi. Krzyk bólu, jaki wydał z siebie Fuchs, wskazywał, iż pazury przebiły atlastalowy pancerz i przeorały mu klatkę piersiową.
Nie zastanawiając się ani chwili, Marines unieśli broń. Każdy z żołnierzy oddał kilka strzałów, masakrując ciało jaszczura. Sam Sawicki trafił w głowę, odstrzeliwując sporą jej część.
Wstrząs porucznika pogłębił się jeszcze bardziej, gdy stwierdził, że strzały nie zrobiły na obcym żadnego wrażenia. Jaszczur ponownie doskoczył do Fuchsa, który, opanowując ból, nabrał dystansu i uniósł już broń do strzału. Sorevianin jednak natychmiast wytrącił mu z rąk karabin i zadał mu kolejny cios szponami, który Marine w ostatniej chwili zablokował. Chase, McGruder i Poulsson strzelali, ale obcy nie reagował i właśnie przezwyciężał opór Fuchsa.
W akcie desperacji Sawicki zmienił tryb prowadzenia ognia w karabinie z pulsacyjnego na falę ciągłą – i przytrzymał wciśnięty spust, mierząc w nasadę ramienia obcego. Liliowa wiązka lasera gładko odcięła kończynę, która wylądowała na podłodze.
Jaszczur nadal jednak się poruszał, więc Jerzy – a także pozostali Marines, idący za jego przykładem – zaczął dosłownie ciąć napastnika na kawałki. Obcy stracił drugą kończynę i głowę, a kiedy Fuchs kopnięciem odrzucił go od siebie, McGruder przeciął tors Sorevianina na pół. Nie było to łatwe, ze względu na chroniący jaszczura kombinezon, ale ostatecznie jego zmasakrowane ciało znieruchomiało na podłodze. Emanowana przez nie poświata także zanikła."

Które z powyższych zdań jest zbędne? Które z powyższych zdań mówi o czymkolwiek innym, niż walka i tocząca się właśnie akcja?


Ok, kursywą zaznaczyłem to, co można bez problemu z teksu usunąć. Da się? Czasem przesadzasz z ilością zdań po prostu.

Source of the post W rękach nadal dzierżył szturmowy karabin hipersoniczny typu AGM-42/M2, skróconą wersję standardowego w soreviańskiej formacji Strażników karabinu AGM-42

To może pasuje do jakiegoś dłuższego tekstu, ale w krótkiej formie to nic nie wnoszący zapychacz, bo wszak czytelnik i tak nie wie, jak wygląda AGM. A ten drugi, jest po prostu krótszy od tego, który nie wiadomo jak wygląda.

Der_SpeeDer pisze:Source of the post "Jerzy odwrócił się w kierunku, w którym Jane strzelała już ze swojej broni. W pewnej odległości od nich właśnie podnosił się inny nagle powstały z martwych jaszczur. W rękach dzierżył karabin, którym wkrótce wymierzył w Chase. Porucznik włączył się do walki i przejechał wiązką laserową po ramieniu obcego. Upadło na podłogę, odcięte w łokciu, razem z dzierżonym przezeń karabinem. Sawicki nie czekał, tylko ponownie skierował na napastnika wiązkę, która przeorała mu tors. Jaszczur upadł na kolana, ale porucznik w tej samej chwili skonstatował z rozpaczą, że inni leżący w tym pomieszczeniu Sorevianie także podnoszą się z podłogi. Marines strzelali do nich, ale ich ogień nie robił na obcych większego wrażenia. Strzały powstrzymywały ich tylko na chwilę, po której się otrząsali i znów ruszali w stronę Terran."


No, jeszcze raz skursywione. :D.

Ok, trochę się powymądrzałem, rozbawił mnie Windows (dość pojętny był, jak na Windowsa), ale ogólnie jakoś to wszystko nie ujęło. Może gdyby to szło dalej, to powoli zyskałoby pazurki.


Uśmiechając się do deszczu mniej się moknie

Awatar użytkownika
DAF
Pisarz osiedlowy
Posty: 349
Rejestracja: pn 15 lip 2013, 07:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Garwolin
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: DAF » śr 03 sie 2016, 00:39

Der_SpeeDer pisze: Co miałem zamiast tego napisać?


Nic. Wszystko jest ok, tylko napisz to tak, żeby to miało jaja. Żeby tekst chciało się czytać, bo teraz tekst nie zachęca. Jest ok, ale cholernie sucho, nie wciągasz w historię.

Mnie, w przeciwieństwie do Navajero, nie odpycha fabuła a'la przeciętna rozgrywka w "Space Hulk". Na hasło "grupa marines eksploruje nie do końca opuszczone cokolwiek" robi mi się ciepło w majtkach, nawet jeśli będzie to oznaczać fabularną recydywę do potęgi. Zniosę nadprodukcję technicznego nazewnictwa, mimo, że taka, czy inna nazwa karabinu nic czytelnikowi nie powie, bo brak skali porównawczej (co mnie obchodzi, że giwerę, którą trzyma w łapach bohater używają jacyś tam strażnicy, czy ktoś inny. ważne, czy w chwili zagrożenie bohater może na tę broń liczyc, bo sieje takie spustoszenie, że klękajcie narody, czy jest prukawką na komary i bohater ma stresa, czy sobie z nią da radę). Tylko niech to mi coś zrobi. Niech w tym będą jakieś emocje.

Żeby nie gadać na próżno. Powyżej Namrasit skursywił (ładne:) pewien fragment. Ja bym to napisał bardziej w taki sposób:

"Jerzy odwrócił się w kierunku, w którym strzelała Jane. W głębi korytarza dostrzegł podnoszące się z ziemi cielsko jaszczura, zaciskającego szponiastą łapę na rękojeści broni. Ku*wa mać, co jest?! Uniósł karabin, strzelając bez celowania. Wiązka lasera przeorała ramię obcego, pstrząc aseptyczną biel korytarza pióropuszem zielonkawej krwi. Sawicki nie czekał. Szybka repeta rozerwała łuskowaty tors i zwaliła obcego z nóg. Ze zdziwieniem dostrzegł, że w jego miejsce pojawia się następny. I następny. Jeden po drugim, leżący na podłodze Soverianie, poczęli wstawać.
- Ognia! - rzucił do radia.
W okamgnieniu przestrzeń korytarza wypełniła się szkarłatem laserowych pocisków.”

Oczywiście to przykład wyrwany z kontekstu twojego opowiadania i nie wiem czy używa się określenia "pocisk" na wiązkę lasera, ale nieistotne. Jest jakaś różnica?



Awatar użytkownika
Der_SpeeDer
Pisarz domowy
Posty: 61
Rejestracja: pt 04 mar 2016, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wieluń
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Der_SpeeDer » śr 03 sie 2016, 15:21

Navajero pisze:Kreacja postaci, taka sobie. Konkludując: czym tu się zachwycać? Ani specjalnej koncepcji, ani języka, ani oryginalnej fabuły czy bohaterów. Znaczy jako tekst szkoleniowy, ok.

Tak naprawdę to pierwotnie pisałem ten tekst z intencją podesłania go do Nowej Fantastyki. Liczyłem tutaj na intrygę i na genezę stojącą za tymi "nieumarłymi" (choć właściwym określeniem byłoby tak naprawdę "opętani"), bo szkielet fabularny rzeczywiście jest mało odkrywczy. Niemniej, ostatecznie zarzuciłem pomysł wysyłania tego gdziekolwiek, bo uznałem, że całość prezentuje się jednak nazbyt sztampowo i intryga za tym stojąca tekstu pod tym względem nie uratuje. Czyli pozostało toto jedynie kolejnym utworkiem do publikowania za darmochę w sieci.

Navajero pisze:Poczytaj np. coś Dukaja i zobacz co ten facet wyprawia z językiem.

Z całym szacunkiem, uważam, że Dukaj nie ma lekkiego pióra. Sapkowskiego czyta mi się dobrze i gładko. Grzędowicza na przykład też. Piekarę też. Kossakowską też. Ba, nawet takich autorów, jak Lem czy Dick, czyta mi się gładko - a oni przecież wcale nie piszą łatwych w odbiorze książek. Natomiast Dukaj... czytając przykładowo "Czarne oceany", miałem pewne trudności z przedzieraniem się przez jego prozę (dość powiedzieć, że przeczytałem tę książkę dopiero za trzecim podejściem). Jakkolwiek jest rewelacyjnym pisarzem i tworzy niesamowicie oryginalne i ambitne książki, jego styl pisania nie jest - przynajmniej w moim przypadku - user friendly.

Navajero pisze:Zerknij na kreacje postaci i dialogi u Sapkowskiego i spróbuj coś z tego przyswoić.

Sapkowskiego znam już od dawna - przeczytać jego książki, to jedno, ale dociec, co trzeba dokładnie zrobić, by wykreować porządne postacie, to już zupełnie inna sprawa. Na palcach ręki mógłbym policzyć te, które uważam za udane.



Namrasit pisze:Eh, nie rozumiem tego. Dlaczego najpierw nie wyślą jakiś sond, dronów, atomatów? Takie ustrojstwa są szybsze, mobilniejsze i nawet, jak zostaną zniszczone, to nikt po tym nie płacze.

Możliwe, tylko że w takiej sytuacji już w ogóle można zapomnieć o emocjach czy konkretnych postaciach.

Namrasit pisze:Dłuższych już tych określeń nie mogli sobie wymyślić?

Widywałem dłuższe...

Namrasit pisze:Ok, alfa, bravo są na miejscu, ale Szary Wilk jeden? A jest też Szary Wilk dwa

Byłby, gdyby do akcji włączył się kolejny oddział Marines. Sawicki i ferajna stanowią pierwszą z doraźnie sformowanych drużyn, wysłaną do akcji, toteż mają oznaczenie "jeden".

Namrasit pisze:Eee... no ok, już do samego końca został ze mną ten wziernik przyzierny i kij tam zobie i lasery. Liczyłem na to, że ktoś w końcu wyjaśni, co to za ustrojstwo.

No jak to jakie? Normalny HUD.

Namrasit pisze:Ok, kursywą zaznaczyłem to, co można bez problemu z teksu usunąć. Da się? Czasem przesadzasz z ilością zdań po prostu.

Odnoszę wrażenie, że rzeczywiście pozostaje mi pisać "żołnierz strzelić, wróg paść"... Jakakolwiek próba dokładniejszego zarysowania obrazu całej sytuacji to już nadmiar. Jeśli miałbym się odnieść do poszczególnych punktów - nie, wzmianka o niewydawaniu dźwięku nie "znosi" się z niedawaniem ostrzeżenia. Nawet gdyby nie dał mu ostrzeżenia, to tak czy inaczej mógłby wydawać jakieś dźwięki, chociażby już po rzuceniu się na niego. Zombie czy inne potworności mają w zwyczaju wyć, jęczeć, warczeć czy ryczeć, a ten tutaj po prostu nie wydaje żadnego dźwięku. Rzuca się, zabija i tyle. Jak robot. Wzmiankę o staniu w osłupieniu można niby wyrzucić, tylko po co? Daje mimo wszystko wgląd w odczucia postaci oraz przyczynę, dla której zareagował zbyt późno. Pisanie po prostu o "błękitnym świetle" trudno mi sobie w tym kontekście wyobrazić. Powyżej pisałem co nieco o funkcji napisania wzmianki o pancerzu atlastalowym właśnie w takim, a nie innym kontekście - jeżeli usunąć to zdanie i wzmiankę o atlastali wcisnąć gdzieś mimochodem do kolejnego, zanika pierwotny wydźwięk tamtego zdania. Równie dobrze mogłoby już w tym momencie nie być ani słowa o atlastali.

Namrasit pisze:To może pasuje do jakiegoś dłuższego tekstu, ale w krótkiej formie to nic nie wnoszący zapychacz, bo wszak czytelnik i tak nie wie, jak wygląda AGM. A ten drugi, jest po prostu krótszy od tego, który nie wiadomo jak wygląda.

Jest krótszy, bo jest robiony z myślą o marines - którzy jeżeli już będą walczyć, to z wysokim prawdopodobieństwem na pokładzie własnego lub cudzego statku/okrętu, a zatem w zamkniętych, często ciasnych pomieszczeniach. Gdzie długa lufa tylko by przeszkadzała.

Namrasit pisze:Ok, trochę się powymądrzałem, rozbawił mnie Windows (dość pojętny był, jak na Windowsa), ale ogólnie jakoś to wszystko nie ujęło. Może gdyby to szło dalej, to powoli zyskałoby pazurki.

Ciąg dalszy mimo wszystko jest...
A Windows to był i w "The Thing" Carpentera.

Swoją drogą, miałem nadzieję, że chociaż ty skreślisz jakiś komentarz pod tymi dwoma dużo późniejszymi, wybranymi przeze mnie kawałkami "Wilczego stada".



DAF pisze:ważne, czy w chwili zagrożenie bohater może na tę broń liczyc, bo sieje takie spustoszenie, że klękajcie narody, czy jest prukawką na komary i bohater ma stresa, czy sobie z nią da radę

Z analogicznego powodu we wstępie opisałem siłę ognia Asakei oraz to, jak został zmasakrowany pomimo owej siły ognia. Dziwnym trafem, uznałeś to najwyraźniej za suche na równi z resztą prologu.

DAF pisze:Żeby nie gadać na próżno. Powyżej Namrasit skursywił (ładne:) pewien fragment. Ja bym to napisał bardziej w taki sposób:

Zbyt górnolotne, oderwane od konwencji. To jest opowiadanie o akcji oddziału specjalnego, a nie cholerny Władca Pierścieni czy inny Warhammer. Próba pisania poetyckim stylem może i nie wygląda sucho, natomiast w tej konkretnej sytuacji wygląda dziwnie, nie pasuje do tego, o czym utwór traktuje i niweczy jakikolwiek klimat. To znaczy, klimat epickiego starcia a'la pojedynek Adeptus Astartes ze sługusami Chaosu może i buduje, ale w tym kontekście wygląda to jak niezamierzona autoparodia.

Z innych drobiazgów - narrator rzucający nagle "urwami" i tym podobnymi sformułowaniami jest absolutnie nie na miejscu, chyba że mielibyśmy wprowadzić narratora pierwszoosobowego i opisywać tak naprawdę jego własne myśli. Napisać o strzelaniu ad hoc nie można, bo - co już mówiłem wcześniej - ci żołnierze normalnie nie walczą w ten sposób, że używają swoich laserów do krojenia wrogów na kawałki. Dlaczego wciąż pokutuje to przekonanie, że jak jaszczur ma zieloną skórę, to krwawić też musi na zielono? Sorevianie (nie "Soverianie") nie mogli tak po prostu wstawać, bo sposób, w jaki ożywali (oraz wracali z powrotem do grobu), ma znaczenie dla fabuły i to wymaga opisania. Broń laserowa nie może strzelać pociskami.



Awatar użytkownika
DAF
Pisarz osiedlowy
Posty: 349
Rejestracja: pn 15 lip 2013, 07:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Garwolin
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: DAF » śr 03 sie 2016, 18:13

No widzisz chłopie, jak ty nie chcesz nic zrozumieć. To przykład głupi, oderwany od kontekstu i konwencji, oparty na banałach i do tego przekręcający jeszcze nazewnictwo własne :D , ale w takim prowadzeniu narracji coś się dzieje, akcja idzie do przodu, łatwiej wciągnąć czytelnika w historię. Czy to było górnolotne? Być może (choć szczerze wątpię:). Poetyckie? O mamo, nie, ale niechby. Ale jakieś. Nie drętwe jak akademia pierwszomajowa.

Zresztą całą moją gadaninę możesz wywalić do kosza, ale ja facet, który siedzi w tym po same uszy pisze, że to co najwyżej przeciętniocha, to mógłbyś poświęcić chwilę czasu na analizę co poszło nie tak, zamiast z uporem godnym lepszej sprawy bronić wątpliwych wartości dzieła. Czego ci z całego serca życzę :)



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4982
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Navajero » śr 03 sie 2016, 18:40

Der_SpeeDer pisze:
Navajero pisze:Poczytaj np. coś Dukaja i zobacz co ten facet wyprawia z językiem.

Z całym szacunkiem, uważam, że Dukaj nie ma lekkiego pióra.

Mnie nie chodzi o lekkie pióro, bo to się albo ma, albo nie. Kwestia talentu. Natomiast Dukaj to czarodziej języka. Nie ma sensu go małpować, bo po pierwsze to niecelowe, każdy pisarz musi sobie sam wyrobić styl, po drugie idzie za bardzo w barok, tak, że jego konstrukcje językowe przesłaniają momentami fabułę, ale warto zerknąć jak on to robi. Jeśli chcemy się doskonalić językowo.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."

dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Namrasit
Dusza pisarza
Posty: 501
Rejestracja: sob 26 wrz 2009, 19:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: 800m from Smocza Jama
Płeć: Mężczyzna

"Odkrycie" [science-fiction] - część pierwsza

Postautor: Namrasit » śr 03 sie 2016, 18:56

Der_SpeeDer pisze:Source of the post
Swoją drogą, miałem nadzieję, że chociaż ty skreślisz jakiś komentarz pod tymi dwoma dużo późniejszymi, wybranymi przeze mnie kawałkami "Wilczego stada".

Jakieś przeoczyłem? Cóż, ja to czasem mam tak, że mnie inna rzecz przyciąga i pisanie oraz wszystko z nim związane na jakiś czas porzucam, a że potem nie ma czasu na nadrabianie zaległości, to się staram w temat na bieżąco wchodzić (niegrzeczne to może, ale w internetach można).

Der_SpeeDer pisze:Source of the post Broń laserowa nie może strzelać pociskami.

Ogólnie to już samo strzelanie wiązką lasera nie jest zbyt szczęśliwym pomysłem, wszak to tylko światło, jeszcze w jakieś lustro trafi :P.

A co do epickości, to wydaje mi się, że często zapominasz, jak mało wie czytelnik w stosunku do autora. Szczegółowe opisy są ok, ale jeżeli dotyczą czynności/postaci która akurat czytelnikowi nie podpasała, to będą go odrzucać. Czasem, jeżeli ciekawi go co innego, przebrnie przez takie "chaszcze", śledząc "smakowite kąski". Ok, jako autor znasz wszystkie postacie, wiesz które są interesujące, które nie (zresztą, ponownie jest ich zbyt wiele), ale czytelnik ani tej wiedzy, ani postawy nie ma. Więc jak przez pewien czas nic go nie zainteresuje, dlaczego miałby brnąć dalej?
Wiadomo, każdy szuka czegoś innego, a jak mówisz, masz różne komentarze. Też ok, ale jak na 10 osób, 8 mówi, że coś tam im nie gra, a pozostałe 2 się zachwycają, to już tylko od ciebie zależy, czy poprzestaniesz na tych 2, czy spróbujesz zrobić coś, by część z tych 8 przestała marudzić.
Chętnie zobaczyłbym w twoim wykonaniu coś nie militarnego, ewentualnie militarnego, ale z przymrużeniem oka (może nie aż "Kapitana Bombę", ale coś na luzie).


Uśmiechając się do deszczu mniej się moknie


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości