Na urwanym filmie (opowiadanie)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Na urwanym filmie (opowiadanie)

Postautor: major sedes » wt 19 kwie 2016, 08:24

Taka tam robótka, ciekaw jestem czy do czytelnika dotrze jakaś choćby minimalna wymowa tego opko w sferze psychologicznej (z pewnością ubogiej). Łapanka mile widziana.
*******

„Na urwanym filmie”

Gdyby były tłumy – może widzielibyśmy świat? Na razie jednak pokój jest zadymiony i gdyby nie mały nadruk na pudełku zapałek, nie wiedzielibyśmy nic o zgiełku - wielkich dla kontrastu – miast. Ten mini widoczek to nie zapowiedź wielkich odkryć i przygód, a raczej wspomnienie, reminiscencja, przywoływanie przygody. Chęć podróży wywołuje nienasycenie i ciekawość świata, natomiast wspomnienie z oddali dojrzewanie zasianego owocu.

- Pamiętasz? Wspomnij coś, jechaliśmy dwa tysiące kilometrów i chyba nie mogę sądzić, że na urwanym filmie?
- Mnie się wydaje, że zaniki i ubytki były, nie mogę tak ad hoc mówić o tym, co wolałbyś usłyszeć.

Mój towarzysz, pewnie niczego nie chciał ukryć, zostały mu tylko te czarne jak skrzydła kruka dziury w pamięci. Nade mną jak znienawidzony ptak krążyły pourywane skrawki wspomnień z podróży autostopem. Przypadkowy początek, krótka narada i szybka decyzja o wyjeździe począwszy od swojskiego miasteczka, potem koleją i nocna marszruta poboczem drogi do granicy. Mieliśmy tylko latarkę i ciężkie plecaki, lepiej było noc przeczekać i złapać stopa o świcie, oszczędzilibyśmy sobie wysiłku, za chwilę już jechaliśmy po autostradzie, pędziliśmy jak strzała, tak jak oczy poniosą.

Pracy szukaliśmy na wioskach – bez skutku. Bogaci plantatorzy najsłynniejszych na świecie tulipanów woleli nie ryzykować zatrudniać nielegalnie.

- Skąd były te kartki przy namiocie?
- Na nich pisaliśmy nazwy miast, do których jechaliśmy.
- Ale dlaczego były rozrzucone?
- Ja myślę, że ktoś z nas w nocy lunatykował i tak je rozwalił, to byłeś ty.

W słoneczny dzień na rynku przy pomniku wszyscy turyści zasiedli wystawiając swe twarze w kierunku prażącego słońca, a my usiedliśmy w jego cieniu. Po jakimś czasie zbliżył się do nas ktoś, kto widząc takich odszczepieńców zaoferował szczyptę haszyszu za paczkę papierosów.

- Ty wiesz, on też chciał się napić, ale obrzydziła go woda z rozpuszczonym dżemem.
- A potem zdecydowaliśmy się na zakup kiełbasek w centrum, były drogie i to był twój rozmach.
- Byliśmy jak bezdomni menele, którzy beztrosko jadą pół Europy niby do sąsiedniego miasta.
- Pamiętam, że jednak zaraz w kraju zamówiłeś obiad, no wiesz, ziemniaczki, kotlecik, czy ja też jadłem?
- Nie pamiętam.
- Kiedy była ta podróż na urwanym filmie?
- Siedemnaście lat temu.

Nie ma zdjęć, które przywoływałyby i odświeżały pamięć nie mówiąc już o pamiętnikach, wszystko jest w mózgu albo nigdzie. Można z wielkim trudem przeczesywać pamięć i wypełniać luki konfabulacjami, ale mój towarzysz sztywny był jak coś, co nie posiada już żadnej inteligencji.

Siedzieliśmy w tym pokoju do świtu, okno trzeba było otworzyć, aby to właśnie tlen dożywił cztery pamiętające szare komórki.

- A wiesz, co miał ten Holender w ogrodzie?
- Psa.
- Nie tylko, japońską malinę też.
- No i żonę, która nas pogoniła.
- Tak, nie chciała nas do roboty, on mówił, że to przez jakieś jej egzaminy.

Orientować się w rozkładzie jazdy tramwajów, w mieście obcym także językowo, ponadto będąc w stanie wskazującym na spożycie nie tylko tradycyjnych środków wskazujących jest czymś, czego towarzysz mój mógłby pozazdrościć, a nawet być przywiązanym do tej zdolności, gdyż sam szybko tracił jaźń. Dzięki temu znaleźliśmy pole campingowe. Cały następny dzień spędziliśmy leżąc i odpoczywając.

- Ej, a skąd ty wiesz, że my w ogóle wróciliśmy?
- Może cały czas właśnie wracamy?
- Nie, nie takie jaja, wracamy tylko wspomnieniami.
- Znam takich, którzy przez to przepadli.

Minęła noc na lakonicznych i żywiołowych jak rachunek sumienia rozmowach. Za oknem rozjaśnił się dzień marszów przechodniów i przepruwających wszystko hałasów samochodów. Na wytartym pudełku zapałek wyświechtane zdjęcie Amsterdamu nasuwało kolejne skojarzenia. Każdy przejeżdżający rower będzie dzwonkiem skradzionego mienia, oraz wszyscy zakapturzeni osobnicy będą świadectwem pokolenia i pewnej mody, trendu wycierania chodników, po tym te kaptury, łyse głowy i blanty przestały być nowalią, a tylko czymś w rodzaju rozpłaszczenia fali na brzegu.

- I co teraz masz z tego?
- Nie mam nawet firanki, tylko bezpośredni i brutalny obraz rzeczywistości.
- Nie potrafisz odpocząć, bujasz się i chodzisz w trampkach w zimę.
- A ty, co masz?

Towarzysz zamilkł, musiał rozbudować i zamknąć rozrastający się kompleks, niepozwolił by przelał się nadmiar doświadczenia. Żeby nieco go ocucić gdyż zastygł jak wosk ze świecy zapytałem:

- Interesuje cię mercedes?
- Nie.
- A moherowy beret?
- Nie.
- A młoda matka z wózkiem?
- Też nie.
- To, na co patrzysz?
- Hm, lubię, gdy widzę ten sam beret, merca, i tę samą matkę co wcześniej.
- Aha....Wolno, wolno płyną łodzie, tak?
- Tak, te same, rozpoznaję okręty, wtedy tylko istnieję.
- Raczej śpisz z otwartymi oczami.

Lapidarne rozmowy są chęcią powrotu, lub choćby nieudolną próbą liniowego przedstawienia akcji. Mój rozmówca był dręcząco spowolniony, co prawda popalał papierosy, ale z nikłą żwawością. Palił bez zaciągania, chwilami spoglądając w okno. Mnie także znużyła ta donikąd prowadząca rozmowa. Zapytałem jeszcze:

- Wspomnij coś o tym, cokolwiek.
- Deszcze, wiatr,
- I?
- Długie marsze i szare bez przerwy niebo.
- Chciałbyś tam wrócić?
- Nie wiem, może bym chciał, kiedyś.
- Po co?
- Wiesz, pod tym pomnikiem, usiadłbym jeszcze raz, ale w słońcu, jak wszyscy.

-



Awatar użytkownika
Kusz
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: sob 16 sty 2016, 09:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna

Na urwanym filmie (opowiadanie)

Postautor: Kusz » czw 19 maja 2016, 22:46

major sedes pisze:Source of the post Gdyby były tłumy – może widzielibyśmy świat? (...) nie wiedzielibyśmy nic o zgiełku

Pierwsze zdanie jest dla mnie niezrozumiałe, a drugie jeszcze to niezrozumienie pogłębia. Nie wiem o jakie tłumy chodzi i o jaki zgiełk. Myślę że dużo zła robią myślniki w środku zdań, które psują szyk. Ale nawet pomijając to, muszę przeczytać kilka razy i żeby wiedzieć o co chodzi.


major sedes pisze:Source of the post dojrzewanie zasianego owocu

Dojrzewania owocu, a zasiane może być ziarno.

major sedes pisze:Source of the post jechaliśmy dwa tysiące kilometrów i chyba nie mogę sądzić, że na urwanym filmie?

major sedes pisze:Source of the post nie mogę tak ad hoc mówić o tym, co wolałbyś usłyszeć

Te konstrukcje są niegramatyczne. Jakby bohaterowie plątali się we własnej mowie. I to "ad hoc" też mi nie pasuje.

major sedes pisze:Source of the post noc przeczekać

Lepiej: przeczekać noc.

major sedes pisze:Source of the post woleli nie ryzykować zatrudniać nielegalnie

Może "nie ryzykować nielegalnego zatrudnienia". Dwa bezokoliczniki brzmią tu nienaturalnie.

major sedes pisze:Source of the post obrzydziła go woda z rozpuszczonym dżemem.

O, to dobre. Przyznaję, że mnie też to obrzydziło:)

major sedes pisze:Source of the post i to był twój rozmach.

major sedes pisze:Source of the post mój towarzysz sztywny był jak coś, co nie posiada już żadnej inteligencji.

major sedes pisze:Source of the post środków wskazujących


Tego rodzaju określenia pojawiają się u Ciebie często, i są wszystkie w tym samym dziwnym stylu. Być może to celowe i ma być językiem bohaterów uwikłanych w haszyszową ucztę. Tak czy inaczej przebrnięcie przez nie wymaga jak dla mnie za dużo cierpliwości, wskutek czego wciąż muszę się zatrzymywać, a takie przystanki sprawiają ze gubię wątek.
Przy "środkach wskazujących" się uśmiałem:)

major sedes pisze:Source of the post Każdy przejeżdżający rower będzie dzwonkiem skradzionego mienia, oraz wszyscy zakapturzeni osobnicy będą świadectwem pokolenia i pewnej mody, trendu wycierania chodników, po tym te kaptury, łyse głowy i blanty przestały być nowalią, a tylko czymś w rodzaju rozpłaszczenia fali na brzegu.

Ten długi fragment skłania mnie do myślenia, że jednak celowo stylizujesz język na ponarkotyczny, bo nie wyobrażam sobie wyczytać z tego jakikolwiek sens.

Tutaj skończę wyliczankę. Dalej pojawiają się podobne błędy, te nie do końca jasne określenia i zmiany szyku. Wydaje mi się, że można je wychwycić czytając pracę po tym jak chwilę odleży w szufladzie. Dla mnie one zasłaniają sens tekstu (ten psychologiczny, o którym piszesz we wstępie), ale intuicja podpowiada mi, że coś tam pod spodem jest. Podoba mi się pomysł z podróżą, która nie wiadomo czy się skończyła. I bardzo dużym plusem jest dla mnie sposób konstrukcji. Każdy mały akapicik (czy to opis czy dialog) jest opowiadaniem innej sytuacji i one wszystkie składają się w całość. Opowiadają o błahostkach dlatego nie trzeba, żeby łączyła je jakieś bardzo płynnie zazębiająca się fabuła. Mnie taki sposób narracji z reguły dużo bardziej wciąga niż opisy odbywających się po kolei czynności.



Awatar użytkownika
Uczniak
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: śr 11 maja 2016, 15:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Na urwanym filmie (opowiadanie)

Postautor: Uczniak » czw 19 maja 2016, 23:43

Dzień dobry.

Powyżej została napisana znaczna część tego, co sam bym napisał.

Czytałem go trzy razy i za każdym razem wyciągałem coś innego oraz inny obraz miałem w głowie, a teraz już sam nie wiem czy bohaterowie to dwa menele czy normalni ludzie, starzy znajomi, którzy spotkali się po przerwie i wspominają młodzieńcze wybryki. Niby opisy i to co mówi się w dialogach sugerują to pierwsze, ale niektóre użyte słowa i wypowiedziane kwestie mówią mi co innego. To może być zarówno moja wina, jak i twoja, jednak ja bym się temu przyjrzał jeszcze raz na twoim miejscu. Może ja mam kulejąca wyobraźnie, niech inni dorzucą swoje trzy grosze w tej kwestii.

To, że ten tekst chce o czymś powiedzieć czuje się od samego początku. Nastrój jest właściwy i łapie nostalgia. Myślę, że warto w niego inwestować.

Mam nadzieję, że pomogłem.

Ps: Chciałeś tu opowiedzieć o tęsknocie do tego co było i niemożności powrotu do przeszłości? Czy może to zaszło dalej i tak jak stoi w ostatnim zdaniu:
major sedes pisze:Source of the post Wiesz, pod tym pomnikiem, usiadłbym jeszcze raz, ale w słońcu, jak wszyscy.

że lepiej się nie buntować i "stać w słońcu, jak wszyscy"? A może i to i to?



Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Na urwanym filmie (opowiadanie)

Postautor: major sedes » pt 20 maja 2016, 00:07

@Kusz PIerwsze zdanie nie przekazuje każdemu czytelnikowi "obrazu" Mam na myśli tak jak robiło się w polskiej szkole filmowej , że nagle na początku następuje najazd kamery na konkretny symboliczny szczegół który łączy i wprowadza widza z resztą rozrastającej się fabuły. Pisałem o obrazku na pudełku zapałek na którym jest wielkie i ludne miasto które wywołuje skojarzenia i fragmentaryczną nostalgię z podróży do Amsterdamu. Hmm Może trzeba było bardziej dosłownie a zarazem literacko. Dzięki za wpis, już rozumiem że tekst jest językowo niezborny ale koresponduje z klimatem jaki chciałem wyrazić. W teatrze absurdu Becketa, język (czy komunikacja) też jest złamany, dalej się posunąć niepowinno bo byłby bełkot.

@Uczniak To ostatnie zdanie miało być takie wymowne. I syboliczne, bo dla mnie myślenie symboliczne zatrzymuje i kończy rozważania. Chciałem powiedzieć klimatem tekstu jakie spustoszenie potrafi dokonać buntowanie wbrew/ przeciwko wszystkim, aczkolwiek tam w słońcu też mogli siedzieć buntownicy :) Wyobraziłem sobie też jak mogłaby wyglądać rozmowa ludzi którym wiek i dojrzałość nie pozwala na zbytnią szczerość czy wylewność lub krótka pamięć. Również dziękuję za zainteresowanie.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości