To ja Cię rzuciłem

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

To ja Cię rzuciłem

Postautor: major sedes » pn 15 lut 2016, 13:15

"To ja Cię rzuciłem"


Patrzę... Widzę kontury, rozpoznaję kształty, segreguję barwy, moje oczy są pryzmatem, który rozszczepia jedno na wielość. Koncentruję się z trudem, żeby doznać ukojenia zmysłów, obejmującego spokoju, ogarniającego dobrostanu, jednak ta żółtawo - brązowa płachta, poszatkowana szczeblami z przypadkowością sęków, dziur w całym, nie daje nawet krzty normalności, o którą zabiegam. Wpatrywałem się w ten sufit z sosnowej boazerii tak często, że potrafię rozpoznać sąsiadujące z sobą deski, które były cięte z jednego pnia, po takim samym układzie sęków i faktury drzewa. Mam swoje dwie ulubione bliźniacze listwy, które są tym, czego nie powinno być w ogóle. Miała być tabula rasa, a jest kuriozalny nieład, który z przestrzeni pokoju i z mojej wewnętrznej przestrzeni tworzy chaos.
Chcę odpoczywać. Patrzeć na śnieżnobiały sufit ewentualnie, co jakiś czas zmiatać pajęczyny i składać głowę do snu lub przemyśliwać przeszłość czy przyszłość, rozpamiętywać wszystko, o czym zdołam myśleć. Ten sufit nie daje odpocząć i jest zewnętrzną metaforą fragmentarycznego życia.

Jeszcze wczoraj walczyłem, chciałem, zależało mi. Porządkować przestrzeń, wpatrując się w nią, dzielić i mnożyć kąty, widzieć kierunki: wertykalny i horyzontalny, dostrzegać symetrię i asymetryczne związki między dominantami a elementami podległymi, to wszystko, czym zajmuje się amator ładu. Jeszcze wczoraj było czysto. Dziś podłogę zaśmiecają rozkręcone telewizory, które jak ciała w prosektorium są wybebeszane z resztek szlachetnej miedzi i nieco mniej wartościowego aluminium. Rozsypane z popielniczki niedopałki, które straciły swą funkcję odstraszania rakiem, na podłodze przerażają dużo bardziej od wielce prawdopodobnej przyczyny zgonu. Zabłocona podłoga i resztki psiego jedzenia, kości i sierść, zdają się wpełzać po stole na blat i oplatać lepiący się kubek z zimną czarną cieczą, w której zdążył zagościć grzyb. Małe, pulchne ogniska pleśni w kawie i ściana porośnięta liszajem, przemieniają powietrze między ścianami w żywy, pulsujący chorobą organizm.

To jest jak z moim palcem, uszkodzony w wypadku, broczył krwią. Zawinąłem ranę bez odkażenia toaletowym papierem, który razem z postępującym strupem stworzył symbiozę.
W mojej kawalerce jest jak w lesie przy jeziorze, to znaczy, że ostatecznie nic już nie widać, bo widok przestał docierać do odbiorcy, czeka się tylko na to czy ryba weźmie, czyli na wybuch epidemii. Ja jednak leżę, nie wspominam o zapachu, wystarczy, że co jakiś czas zwymiotuję do miski i otworzę okno. To jest także jak z moim żołądkiem, który robi to, czego ja już nie potrafię: trawi.

Drzwi szafy z pękniętym lustrem otwierają się samoczynnie kosząc przestrzeń refleksem światła żarówki. Wstaję z łóżka, wycieram rękawem szkło z zacieków i kurzu, i zaglądam przez oczyszczony owal jakby szukając istotnej zguby. Patrzę...Odnajduję tam twarz i mrugnięcie oka, znajome odbicie z rosnącą torbielą na skroni, porośniętą kilkoma dniami letargu, oraz z tym niepowtarzalnym błyskiem, który potrafi porazić lata życia i zamknąć czas w bezczynności.

Czegoś tu brakuje. Nie ma już Ciebie, gdyż odeszłaś, zabierając z sobą każdy szczegół. Ciągłe porządkowanie straciło sens i stało się bezrozumne, bo bez Nas, to miejsce, w którym przyszło nam spędzać czas roztrzaskało się jak porcelanowa figurka. Próbowałem zebrać i posklejać kawałki, żeby zatrzymać Cię w myślach, ale im bardziej się starałem tym większy bałagan zostawiałem wokół siebie. To przestrzeń i czas przestały istnieć, bo nie miały, wokół kogo być potrzebne. Rozsypałem swój zapał do prania firanek, układania bibelotów i ścierania podług jak nawóz na zwietrzałą glebę, który okazał się być bezsensowną aktywnością, gdyż nic niewykiełkowało. Utrata.

A teraz... Tańczysz, jak wtedy w klubie „Psychedelic” tuż pod powierzchnią ziemi, kilka szybkich kroków za bramą hormonu, w czerwonej sukience i w kapeluszu muchomora. Z ustami zaciśniętymi w uśmiechu, które pasują do muzyki, ruchów i spojrzenia. Na moich spoconych rękach widać ślady maligny, a wstrzymany oddech prosi o jeszcze chwilę choroby, dzięki której nie muszę wspominać, a mam Cię niemal żywą. Patrzę... Nie mogę się poruszyć, gdyż przesuwasz jak wskazówka zegara zezującą duszę o sekundę.

Nie wiem gdzie w tym nieładzie leży telefon, mógłby zadzwonić, a najlepiej, żebyś to Ty się odezwała. Chyba umrę wewnątrz „prawdziwej” miłości. Mówiłem ostatnio, gdy o Tobie śniłem, że „jest coraz mniej mnie a więcej Ciebie”. Jesteśmy jakby na łodzi, która przed laty odbiła od brzegu i, o ile kontrolowaliśmy podróż do czasu rozłąki, to teraz dryfujemy w ciszy, a mnie spowiły majaki, zamieniając pragnienie w cierpienie i rozpaczliwe wizje. Chciałem dotykać, choć zsunąć ramiączko sukienki, lecz pewnie wyglądało to na walczącego z wiatrakami DonKichota lub jak Taj Chi Chińczyka w parku, ale przynajmniej z czymś.

Muszę to przetrwać, jedyna możliwość to myśleć i odnajdywanie siebie w myśleniu. Jest jeszcze życie, które wykonuję intuicyjnie jak jedzenie i defekacja. Możliwe, że Twój taniec w czerwonej sukience wydobył się z szafy, z której wystaje rękaw jedynej kiecki, którą zapomniałaś. I mnie zapomniałaś. Wszechobecna przenikliwa pleśń i halucynacje – to zostało po Tobie albo raczej zastąpiło. Mam jeszcze jedną myśl, której boję się pomyśleć, gdyż jest ostatnia, prócz niej jest oczekiwanie, a wtedy coś narasta, jestem w tym bałaganie jak kwoka, która intensywnie nasłuchując ogrzewa jaja. Ale to nie jest nadzieją, i dlatego się zapuściłem. Czekam na chwilę, kiedy twarz z lustra znowu do mnie mrugnie. A ja rozpoznam ją jak długo oczekiwany Twój i swój powrót.

Co to tak puka do drzwi? To nowe, które nadchodzi, ale jeśli nie chcę otworzyć, muszę cieszyć się starym. Nie, nie... To ja Cię rzuciłem.



Awatar użytkownika
Mrs Alistair
Dusza pisarza
Posty: 614
Rejestracja: pt 13 lut 2015, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Mrs Alistair » wt 16 lut 2016, 09:29

major sedes pisze:Zawinąłem ranę bez odkażenia toaletowym papierem, który razem z postępującym strupem stworzył symbiozę.

Zrozumiałam, ze odkaża się toaletowym papierem
major sedes pisze:Jest jeszcze życie, które wykonuję intuicyjnie jak jedzenie i defekacja.

Nie zgodziłabym się, że to czynności intuicyjne.
major sedes pisze:Twój i swój powrót.

zmieniłabym, bo wydaje mi się niezręczne
major sedes pisze:Drzwi szafy z pękniętym lustrem otwierają się samoczynnie kosząc przestrzeń refleksem światła żarówki

Brak przecinka.
major sedes pisze:Chciałem dotykać, choć zsunąć ramiączko sukienki, lecz pewnie wyglądało to na walczącego z wiatrakami DonKichota lub jak Taj Chi Chińczyka w parku, ale przynajmniej z czymś.

Nie zrozumiałam, co autor miał na myśli

Ogólnie pozytywne wrażenia.


Pisać może każdy, ale nie każdy może być pisarzem
Katarzyna Bonda


Wróć do „Archiwum Miniatur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość