Jeszcze wczoraj było czysto

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Jeszcze wczoraj było czysto

Postautor: major sedes » czw 28 sty 2016, 22:44

„Jeszcze wczoraj było czysto”


Patrzę... Widzę kontury, rozpoznaję kształty, segreguję barwy, moje oczy są pryzmatem, który rozszczepia jedno na wielość. Koncentruję się z trudem, żeby doznać ukojenia zmysłów, obejmującego spokoju, ogarniającego dobrostanu, jednak ta żółtawo - brązowa płachta, poszatkowana szczeblami z przypadkowością sęków, dziur w całym, nie daje nawet krzty normalności, o którą zabiegam. Wpatrywałem się w ten sufit z sosnowej boazerii tak często, że potrafię rozpoznać sąsiadujące z sobą deski, które były cięte z jednego pnia, po takim samym układzie sęków i faktury drzewa. Mam swoje dwie ulubione bliźniacze listwy, które są tym, czego nie powinno być w ogóle. Miała być tabula rasa, a jest kuriozalny nieład, który z przestrzeni i z mojej wewnętrznej przestrzeni tworzy chaos nieuporządkowania.
Chcę odpoczywać. Patrzeć na śnieżnobiały sufit ewentualnie, co jakiś czas zmiatać pajęczyny i składać mą głowę do snu lub przemyśliwać przeszłość czy przyszłość, rozpamiętywać wszystko, o czym zdołam myśleć. Ten sufit nie daje mi odpocząć i jest zewnętrzną metaforą fragmentarycznego życia.

Jeszcze wczoraj walczyłem, chciałem, zależało mi. Porządkować przestrzeń, wpatrując się w nią, dzielić i mnożyć kąty, widzieć kierunki: wertykalny i horyzontalny, dostrzegać symetrię i asymetryczne związki między dominantami a elementami podległymi to wszystko, czym zajmuje się amator ładu. Jeszcze wczoraj było czysto. Dziś podłogę zaśmiecają rozkręcone telewizory, które jak ciała w prosektorium wybebeszają resztki szlachetnej miedzi i nieco mniej wartościowego aluminium. Rozsypane z popielniczki niedopałki, które straciły swą funkcję odstraszania rakiem na podłodze przerażają dużo bardziej. Zabłocona podłoga i resztki psiego jedzenia, kości i sierść, zdają się wpełzać po stole na blat i oplatać lepiący się kubek z zimną czarną cieczą, w której zdążył zagościć grzyb. Małe pulchne ogniska pleśni w kawie i ściana porośnięta liszajem przemienia powietrze między ścianami w żywy pulsujący chorobą organizm.

To jest jak z moim palcem, uszkodzony w wypadku broczył krwią. Zawinąłem ranę bez odkażenia toaletowym papierem, który razem z postępującym strupem stworzył symbiozę.
W mojej kawalerce jest jak w lesie przy jeziorze, to znaczy, że ostatecznie nic już nie widać, bo widok przestał docierać do odbiorcy, czeka się tylko na to czy ryba weźmie, czyli na wybuch epidemii. Ja jednak leżę, nie wspominam o zapachu, wystarczy, że co jakiś czas zwymiotuję do miski i otworzę okno. To jest także jak z moim żołądkiem, który robi to, czego ja już nie potrafię: trawi.

Drzwi szafy z pękniętym lustrem otwierają się samoczynnie kosząc przestrzeń refleksem światła żarówki. Wstaję z łóżka, wycieram rękawem szkło z zacieków i kurzu, i zaglądam przez oczyszczony owal jakby szukając istotnej zguby. Patrzę...Odnajduję tam twarz i mrugnięcie oka, znajome odbicie z rosnącą torbielą na skroni, porośniętą kilkoma dniami letargu, oraz z tym niepowtarzalnym błyskiem, który potrafi porazić lata życia i zamknąć czas w bezczynności.



Awatar użytkownika
Czarna Nina
Pisarz domowy
Posty: 184
Rejestracja: czw 28 sty 2016, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

Postautor: Czarna Nina » pt 29 sty 2016, 19:49

Mógłbyś napisać mi dlaczego sufit kojarzy ci się z fragmentarycznością życia? Dla mnie sufit to jedność, biała gładka całość.

Ogólnie bardzo lubię taki styl w miniaturach :)



Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: major sedes » pt 29 sty 2016, 22:11

:) bohater tego monologu, czy raczej podmiot liryczny nie patrzy w normalny sufit, normalny biały sufit jest jego marzeniem, a ten w który się wpatruje jest z drewnianej sosnowej boazeri.

Ale chyba nie popelniłem błędu gramatycznego czy logicznego, tylko nie czytałaś uważnie.

dzięki za wpis, pozdrawiam.



Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1058
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: szopen » pt 29 sty 2016, 22:27

Cóż, na wery wszyscy nawzajem się kochamy i dlatego właśnie próbujemy kolegom po piórze przylutować jak najmocniej. Im bardziej zaboli, tym lepiej.

Mi się ten tekst nie podobał. Dłużył mi się, za dużo piętrowych metafor, przeładowany kunsztownymi metaforami, jakby przeznaczony dla wielbicieli prozy iberoamerykańskiej.

Ale po kolei.

moje oczy są pryzmatem, który rozszczepia jedno na wielość.
Zasadniczo wszyscy chyba wiemy, co to jest pryzmat. Metafora też wydaje mi się średnio trafiona.

Miała być tabula rasa, a jest kuriozalny nieład, który z przestrzeni i z mojej wewnętrznej przestrzeni tworzy chaos nieuporządkowania

Kuriozalny nieład? Co w tym suficie jest aż tak niezwykłego i dziwacznego, że usprawiedliwia taki przymiotnik?
Wreszcie to powtórzenie "z przestrzeni i z mojej wewnętrznej przestrzeni" - wydaje mi się bardzo niezręczne, bo odruchowo musiałem się cofnąć, sprawdzić, czy to dobrze przeczytałem.

Rozsypane z popielniczki niedopałki, które straciły swą funkcję odstraszania rakiem na podłodze przerażają dużo bardziej.
Kompletnie nie rozumiałem tego zdania po pierwszym czytaniu. "Funkcja odstraszania rakiem" pasowałaby w tekście humorystycznym, a tutaj powoduje dysonans - wszystko śmiertelnie poważnie i nagle łups, ironia.

Małe pulchne ogniska pleśni w kawie i ściana porośnięta liszajem
Jeszcze wczoraj było czysto, a dzisiaj w jeden dzień ścianę liszaj porósł? Jeżeli to metafora, to nijak nie zapowiedziana poprzedzającym dosłownym tekstem. Jeżeli dopiero dzisiaj podmiot dostrzegł liszaj, to też zgrzyta.

To jest jak z moim palcem, uszkodzony w wypadku broczył krwią. Zawinąłem ranę bez odkażenia toaletowym papierem, który razem z postępującym strupem stworzył symbiozę.
Aj. Pokój przypomina strup wymieszany z papierem toaletowym?

W mojej kawalerce jest jak w lesie przy jeziorze, to znaczy, że ostatecznie nic już nie widać, bo widok przestał docierać do odbiorcy, czeka się tylko na to czy ryba weźmie, czyli na wybuch epidemii.

W lesie się czeka na wybuch epidemii? Przy jeziorze nic nie widać? Bardzo nietrafiona metafora.

To jest także jak z moim żołądkiem, który robi to, czego ja już nie potrafię: trawi.
To jak to jest, mój żołądek trawi, a ja nie potrafię trawić?

porośniętą kilkoma dniami letargu,
Jeszcze wczoraj mi się chciało, ale dzisiaj już mam kilka dni letargu za sobą. Ajajaj.

Miałbym ochotę wziąć Feliksa W. Kresa "kącik złamanych piór" i przepisywać stamtąd odpowiednie fragmenty...



Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: major sedes » sob 30 sty 2016, 00:19

Uff, to, że tak szybko pokój się zabrudził to też mi zgrzytnęło, ale nie chciałem utracić pomysłu na tytuł, który mi pasował "Jeszcze WCZORAJ było czysto". Nie mogłem zatytułować, że "jeszcze cztery dni temu było czysto". Machnąłem ten tekst na spontan, za jednym podejściem, i nie wiedziałem, że będzie "wizja lokalna". No, skoro się nie podobał to nie musiał ale był też tak zły, że trzeba było go przeczytać :mrgreen:

Tekst miał się nie podobać, bo mówi o obrzydliwościach i kuriozach oraz taki jest turpizm.

[ Dodano: Pią 29 Sty, 2016 ]
szopen pisze:Cóż, na wery wszyscy nawzajem się kochamy i dlatego właśnie próbujemy kolegom po piórze przylutować jak najmocniej. Im bardziej zaboli, tym lepiej.

Mi się ten tekst nie podobał. Dłużył mi się, za dużo piętrowych metafor, przeładowany kunsztownymi metaforami, jakby przeznaczony dla wielbicieli prozy iberoamerykańskiej.

Ale po kolei.

moje oczy są pryzmatem, który rozszczepia jedno na wielość.
Zasadniczo wszyscy chyba wiemy, co to jest pryzmat. Metafora też wydaje mi się średnio trafiona.

W kontekście tego rozpraszającego uwagę sufitu, metafora jedynie słuszna :)

Miała być tabula rasa, a jest kuriozalny nieład, który z przestrzeni i z mojej wewnętrznej przestrzeni tworzy chaos nieuporządkowania

Kuriozalny nieład? Co w tym suficie jest aż tak niezwykłego i dziwacznego, że usprawiedliwia taki przymiotnik?
Wreszcie to powtórzenie "z przestrzeni i z mojej wewnętrznej przestrzeni" - wydaje mi się bardzo niezręczne, bo odruchowo musiałem się cofnąć, sprawdzić, czy to dobrze przeczytałem.

Przeczytales dwa razy to juz wiesz że przestrzeń otaczająca a przestrzeń wewnetrzna to nie to samo. Są esteci dla których płaski strop jest dziełem diabła w przeciwieństwie do sklepień gotyku.
Rozsypane z popielniczki niedopałki, które straciły swą funkcję odstraszania rakiem na podłodze przerażają dużo bardziej.
Kompletnie nie rozumiałem tego zdania po pierwszym czytaniu. "Funkcja odstraszania rakiem" pasowałaby w tekście humorystycznym, a tutaj powoduje dysonans - wszystko śmiertelnie poważnie i nagle łups, ironia.

Nie wiem czemu było ci do smiechu

Małe pulchne ogniska pleśni w kawie i ściana porośnięta liszajem
Jeszcze wczoraj było czysto, a dzisiaj w jeden dzień ścianę liszaj porósł? Jeżeli to metafora, to nijak nie zapowiedziana poprzedzającym dosłownym tekstem. Jeżeli dopiero dzisiaj podmiot dostrzegł liszaj, to też zgrzyta.

Liszaj i grzyb to biologicznie to samo. To sie komponuje i dopełnia
To jest jak z moim palcem, uszkodzony w wypadku broczył krwią. Zawinąłem ranę bez odkażenia toaletowym papierem, który razem z postępującym strupem stworzył symbiozę.
Aj. Pokój przypomina strup wymieszany z papierem toaletowym?

Raczej stan bohatera i wygląd pokoju tworzą symbiozę, jak strup z papierem element nieożywiony z ciałem.
W mojej kawalerce jest jak w lesie przy jeziorze, to znaczy, że ostatecznie nic już nie widać, bo widok przestał docierać do odbiorcy, czeka się tylko na to czy ryba weźmie, czyli na wybuch epidemii.

W lesie się czeka na wybuch epidemii? Przy jeziorze nic nie widać? Bardzo nietrafiona metafora.

W lesie przy jeziorze czeka się aż ryba wezmie ( nie wyrażone dosłownie, zapomniałem) a w pokoju jest tak żle że tylko tego (epidemii) można się spodziewać

To jest także jak z moim żołądkiem, który robi to, czego ja już nie potrafię: trawi.
To jak to jest, mój żołądek trawi, a ja nie potrafię trawić?

Bohater nie trawi i nie panuje nad otoczeniem, rozdzielone są dwa światy. Co innego znaczy trawić, przekaz, natłok wrażeń, informacji, a czym innym jest trawienie pokarmu.

porośniętą kilkoma dniami letargu,
Jeszcze wczoraj mi się chciało, ale dzisiaj już mam kilka dni letargu za sobą. Ajajaj.

Chciało mu się, czemu nie, to jeszcze nie znaczy ze był akt, czynność, mogła być to pusta obietnica dana sobie.

Miałbym ochotę wziąć Feliksa W. Kresa "kącik złamanych piór" i przepisywać stamtąd odpowiednie fragmenty...



Było dużo zdziwienia i pytań, więc odpowiadam, jak ja rozumiem co napisałem. A i tak niewiele napisałem o tym co czułem w realu w pewnym miejscu, pewnej osoby.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » sob 30 sty 2016, 09:48

Machnąłem ten tekst na spontan, za jednym podejściem,

Tak też go odebrałem, jako zapis pewnego wrażenia, odczucia, refleksji czy zaobserwowanej sytuacji, a jednocześnie rodzaj ćwiczenia i poszukiwania właściwej formy wyrazu. I uważam, że wyszło całkiem dobrze. Dominują udane, nienachalne i wyważone metafory, skoncentrowane na stworzeniu spójnego, wyrazistego obrazu. Całość ma klimat i charakter. Po odpowiednim wygładzeniu, może się przydać do wkomponowania w większą całość, albo stanowić punkt wyjścia dłuższej historii.

Kiedyś, w jakimś hotelu, nie mogąc zasnąć, też przez długi czas kontemplowałem sufit. Wbrew pozorom, to całkiem twórcze zajęcie; ileż kształtów i form, a nawet pejzaży można zobaczyć, ileż myśli podlega swoistej wizualizacji, a i nowe, nieoczekiwane, przychodzą niepostrzeżenie...

Ale tytuł mi nie odpowiada. Rozwlekły, opisowy. Dałbym jakiś abstrakcyjny.


Mam swoje dwie ulubione bliźniacze listwy, które są tym, czego nie powinno być w ogóle. Miała być tabula rasa, a jest kuriozalny nieład,

„Mam – Miała” - powtórzenie.

chaos nieuporządkowania.

To trochę masło maślane. Sam „chaos” wystarczy.


Miała być tabula rasa, a jest kuriozalny nieład, który z przestrzeni i z mojej wewnętrznej przestrzeni tworzy chaos nieuporządkowania.

Z tą przestrzenią, coś nie tak. Rozumiem, że przestrzeń wewnętrzna miała być przeciwstawiona zewnętrznej, tak zwanej obiektywnej; jeśli tak, to należałoby to napisać, bo w tej chwili jest coś niedopowiedziane.

Patrzeć na śnieżnobiały sufit ewentualnie, co jakiś czas zmiatać pajęczyny i składać mą głowę do snu lub przemyśliwać przeszłość czy przyszłość, rozpamiętywać wszystko, o czym zdołam myśleć.

„mą” bym usunął; wiadomo o kim mowa, a zaimków zawsze za dużo.

Ten sufit nie daje mi odpocząć i jest zewnętrzną metaforą fragmentarycznego życia.

„mi” - jw.

Porządkować przestrzeń, wpatrując się w nią, dzielić i mnożyć kąty, widzieć kierunki: wertykalny i horyzontalny, dostrzegać symetrię i asymetryczne związki między dominantami a elementami podległymi to wszystko, czym zajmuje się amator ładu.

Ciekawie ujęte uogólnienie.

które jak ciała w prosektorium wybebeszają resztki szlachetnej miedzi i nieco mniej wartościowego aluminium.

Ciała w prosektorium nie wybebeszają, lecz są wybebeszane. Rozumiem intencję, ale trochę bym przeredagował.

dostrzegać symetrię i asymetryczne związki między dominantami a elementami podległymi to wszystko, czym zajmuje się amator ładu.

Przecinek przed „to”.

Rozsypane z popielniczki niedopałki, które straciły swą funkcję odstraszania rakiem na podłodze przerażają dużo bardziej.

Przecinek po „rakiem” (względnie po „podłodze”), gdyż treść zawarta w tym zdaniu, jest dla mnie nie do końca jasna.

Małe pulchne ogniska pleśni w kawie i ściana porośnięta liszajem przemienia powietrze między ścianami w żywy pulsujący chorobą organizm.

Małe, pulchne ogniska pleśni w kawie i ściana porośnięta liszajem, przemieniają powietrze między ścianami w żywy, pulsujący chorobą organizm.

To jest jak z moim palcem, uszkodzony w wypadku broczył krwią.

To jest jak z moim palcem, uszkodzony w wypadku, broczył krwią.

Patrzę...Odnajduję tam twarz i mrugnięcie oka,

Patrzę... Odnajduję tam twarz i mrugnięcie oka,

Ostatni akapit szczególnie udany.



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » śr 03 lut 2016, 13:20

Nie lubię krytykować, bo to już nie moja rola tutaj, ale chyba chcę coś napisać o tym tekście.
Podoba mi się, że nie boisz się żonglować słowami, ale chyba przerosła cię za duża ich ilość i tekst stał się dla mnie nieco bełkotliwy. Nie zrozumiałem, co chciałeś w nim przekazać. Może inaczej - momentami wydawało mi się, że zaczynam rozumieć, a potem następował kolejny słowotok.
Jeśli to eksperyment literacki - to fajnie, że próbujesz, bo bez tego ciężko jest się rozwijać. Zapis wrażenia? Czasem bywa ono zrozumiałe jedynie dla osoby która je odczuwa, a sztuka przelania ich na papier chyba lepiej sprawdza się w poezji.
Metafory - całkiem udane, ale najzwyczajniej w tak krótkim tekście jest ich za dużo.
Jako samodzielny tekst - nie dla mnie. Nie wprowadziłeś mnie w zamierzony klimat...


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: major sedes » śr 03 lut 2016, 22:04

Dzieki, za wyrażone opinie, tekst poprawilem wg łapanki Gorgiasza, A za wywazone oceny dziękuję bo tekst mój rozrósł się jeszcze, i chyba nabrał sensu uchwytywalnego calościowo, z puentą. Jednak i tak zabrakło w nim ilosci treści na opowiadanie, ale wrzuce "to" po 7 dniach do miniatur bo nie mogę tu doczepić.




Wróć do „Archiwum Miniatur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości