Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

brudna forma

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miggy
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: sob 24 sie 2013, 13:50
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

brudna forma

Postautor: Miggy » śr 12 lis 2014, 17:59

Żył kiedyś człowiek, co miał fioletowe dziąsło i pisał o nim sam Rimbaud. O mnie nigdy nie pisał nikt, prócz mnie samej. Co z tego. Teraz próbuję sobie tylko przypomnieć, co stało się z tym zaprzepaszczonym czasem, a co dzieje się ze mną, gdy rozgrzewają mnie czeskie trunki. Po co wymyślać cokolwiek, nazywać się złym ziołem, szukać Czystych Form, po co wpędzać się w tą wymyśloną cywilizację. Ja nie wiedziałam, nie chciałam wiedzieć. Marzyłam tylko o tym, żeby poznać tego z fioletowym dziąsłem, co nawiedzał mnie w snach. Może już odleciałam, straciłam kontakt, nie chciałam się przedstawiać. Moje imię zdawało mi się przerażające, a w głowie wciąż śpiewał się sam „Motorek” Grechuty. „A wszystko to ty” i tak to widziałam: ja i moje sobowtóry, ja – miliard szuflad. Nikt ze mnie jednak nie jadł, nie pozwoliłam dopuścić do siebie nikogo, oprócz człowieka z fioletowym dziąsłem. Chciałam zostać jego matką. Mówiłby do mnie: „mamo, śnił mi się absynt”. A ja: „to zabronione, wracaj do szkoły”. Chociaż tam w życiu bym go nie puściła, siedziałby pod moim płaszczem jak zły, zbuntowany i dumny kot zagłaskiwany na śmierć. Z fioletowym dziąsłem na pewno nie znałby żadnych słów i nie poznawałby się w żadnym lustrze. Dlatego, że chcę mieć dziecko na swoje podobieństwo niezrodzone ze mnie, a stworzone z czegoś pięknego.
O żadnych dzieciach jednak nie może być mowy. Otwieram sklep w drzwiach mojego domu i na dziecko nie starczy mi czasu nigdy. Chcę poświęcić się sprzedaży i handlowi jak mała maszynka. Jedyny cel. Przyziemny. Taki ma być. Od zawsze gardziłam debilami, to znaczy poetami. Ja, to jestem ja, urodziłam się najważniejszą częścią siebie i chcę mieć przyziemne cele. Z tego powodu myślę o tym, że gdy moja matka kiedyś zachoruje, to będzie mogła zamieszkać u mnie, a ja będę siedzieć w sklepie, do którego będą przychodzić celebryci, którymi będę, oczywiście, gardzić. A mama będzie spała spokojnie na moim garnuszku. Jeśli moja mama straci świadomość, uznam, że całe to przedstawienie było prawdziwe i już nigdy nie popełnię samobójstwa po raz któryś. Dla mnie wszystko może zaczynać się codziennie. Ale nic nie kończy się bez przyczyny. Jak więc mogło się stać to, że nagle przestałam pisać i malować. Nie pamiętam dnia, w którym wydarzyło się to, że całkiem pozbawiłam siebie swojej tożsamości. Porzuciłam siebie dla dobra własnego zdrowia. Teraz tylko owoce, warzywa, zero miłości cielesnych. O innych nawet nie ma mowy, nie wiem co to znaczy. Bo to wiecznie obijanie się tylko od dziwaka do dziwaka doprowadziło mnie do stanu dziwki. Ale wszystko było wyobrażone, tak samo jak wyobrażony był mój obraz siebie. Niemożliwy do poznania, bo nieistniejący. Nie mam żadnych cech charakteru, wszystko we mnie to skrajność, a ja nie umiem powiedzieć słowa, bo muszę odbijać się od tego „tak-nie” i co? Stworzyłam z siebie poczwarkę zatrzymaną w czasie, tylko taką mam szansę siebie widzieć. Gombrowicz „wielki artysta” może urodził się „artychą” i z tym nędznym wyobrażeniem o sobie żyło mu się dobrze, może zaliczał co chciał w krawacie umoralniającym, może i miał coś do powiedzenia. A ja nie. Jak wychodzę przez okno, to wychodzę przez okno. „Metory”? Jakie metafory, wieśniackie wspominanie szkolnych krzywd dobre dla „wielkich artystów”. Dlaczego nie proponuje się pracy „wielkiego artysty” osobie, która nie ma o tym pojęcia i która mogłaby te nieistniejące zaszczyty przepić albo przećpać czymś naprawdę dobrym? Wszystko ma jednak dobry i zrozumiały porządek.
Tak się działo i wiedziałam, po prostu wiedziałam, że nigdy nie spełni się żadne niezasłużone pragnienie próżnego człowieka. Nikt nie dostaje tego, czego chce. W takim wypadku wypada mi mieć tylko jakieś słowo na szybko rzucone i zapomniane. Dostanę chorą nogę czy cukrzycę. To los zapamięta. Ja zapamiętuje tylko sny. Własne wyobrażenia i własne głowy. Zawsze rodzona tylko dla siebie, lubiłam wyciągać wnioski z najgłupszych rzeczy, które mogłyby doprowadzić do skarlenia. Jednak mnie do tego odurzenia prowadziły wszystkie słowa, które miały być „mądre” i „potrzebne” jak empiryzm czy katastrofizm. Ja potrzebowałam tylko „Miodowych lat” i widoku sąsiadów. Analiza pełną parą. Po co i jak. Nie było miejsca na wyobrażenia. To była prawda: moi sąsiedzi. Innych mieć nie będę. Oni mają krowy, kury (kury, krowy). To jest ważne, ważne są małe miasteczka, w których żyją ludzie. Nie ma nic ponad tych wieśniaków. Niemożliwe jest wzbić się wyżej. Jest tylko to, a reszta to zbyt długi sen. To było powodem, dla którego przestałam czytać i słuchać „dobrej” muzyki. Teraz tylko piosenki o wódce, której także nie potrafiłam polubić. Wódkę lubili jednak klienci mojego sklepu. Ja czekałam w oknie, wyglądałam na człowieka i oczekiwałam dźwięku dzwonka. W ludziach, którzy do mnie przychodzili widziałam samą siebie: trzyletni chłopiec trzymający w rękach kwiatek i stara baba z brodą. Nie potrafią nic więcej oprócz: „pani tu przyszła?”, „pani czeka?”, „pani tu jest?”. A ja mogę tylko: tak. I to jest piękne. Doszło już do tego, że mój sklep stał się odrębnym miejscem na świecie, skupiskiem aniołów i wariatów. Dom o zapachu meskaliny i odurzający widok rozrastających się roślin po ścianach. Ściany bez obrazów i puste podłogi. Przestrzeń dla urodzenia się choćby jednej myśli. Tego nam brakowało i tego chciał Pollock, który został zmuszony do braku formy. Po prostu nigdy nie był w moim domu.
Każdy mój klient dostawał natychmiastowego natchnienia po powąchaniu którejkolwiek części mojego ciała. Mój organizm był tak mocno przećpany, że wydzielał zapachy niestworzone i boskie. Ja miałam wyhodowaną kamienną twarz dostępną dla ludzi znających hasło. Sklepik boski o zapachu moich piersi, tu chciały przyjeżdżać królowe i prezydenci, ja jednak wolałam wpuszczać chłopów, wieśniaków i rzemieślników, w których dopatrywałam się tajemnicy. A rozkosz sprawiał mi śląski dialekt. Dwadzieścia procent zniżki dla Ślązaków i darmowe pierogi albo piegi dla karłów. Ludzie ci obdarowani odrobiną dziwności cieszyli się jak małe dzieci. Nie umieli żyć w wyrachowanym świecie dla cwaniaków i pijaków, potrzebowali tylko odrobiny uwagi. Byli też tacy, którzy chcieli, żeby siadać im na głowie, wpychać kij w gardło, albo tacy, którzy nazywali mnie prostytutką, albo nie wiedzieć czemu, wielką kaczką (pewnie z myśli, że to jakiś brzydki sen i o to w tym ma chodzić). O to nie chodziło. Ważne było spięcie w głowie, które niosło nas do przyszłości i czegoś w stylu „o kurwa, dostałem co chciałem”, chociaż to kompletna mistyfikacja, która może wprowadzić w chorobę psychiczną, ale dobra dla aniołów i wariatów, i wszystkich, którzy mówią ich językami. A gdy dowiadywali się, że są miliarderami to wcale tego nie chcieli i błagali, żeby cofnąć ich w czasie. Ja doznawałam wtedy codziennie stanu odrealnienia, który zsyłany był dla mnie przez sam Los. I tylko tym się karmiłam, nie potrafiłam jeść nic innego, tak mocno wyczulona na smaki. W końcu zaszła rzecz obrzydliwie wstrząsająca. Oskarżono mnie o pedofilię w trakcie akrobacji z dwuletnią dziewczynką, którą wykonywałyśmy dla zapracowanych idiotów. Krawiec płakał dwa razy.

***

Dwa lata temu tak to już było, że tylko ja i krawiec, który chodził wciąż tylko w samych kalesonach. Był moją podporą i nakładał na mnie przeróżne stroje, dzięki którym w końcu odnalazłam swoją bluzę i rozpoznałam własne imię. „Agatko!” krzyczał do mnie, ja nie płakałam, trzymając już w rękach kamienną twarz. Krawiec był też fryzjerem, z którym próbowałam mieć romans, jednak nic brzydkiego nigdy nie chciało ze mnie powstać i czułam się wciąż tą piękną nietkniętą, a wciąż obserwowaną i podglądaną. Każde moje przejście przez ulicę kończyło się setkami zdjęć. Nie wiedziałam, co takiego zrobiłam, żeby być godną tych prześladowań. W końcu okazało się, że nic. Nie obchodziło mnie to: odnalazłam swoje ubranie, miałam swoje oczy. Wszystko było na swoim miejscu, a mnie interesował tylko mój sklep, który przynosił dochody (matko). Nie wiedziałam, na co przeznacza się pieniądze, wychowana w odosobnieniu, zamykana w klatce. Chciałam tylko suchego chleba i wody, choć z czasem i o tym zapomniałam. Chodziłam po kołach, żeby już nigdy nie zgubić się w świecie. A ludzie chcieli chodzić za mną. Jaki to był dziwny czas dziwnych ludzi. Jednak nie potrafiłam nauczyć się z nimi żyć. Dlatego szukałam ratunku, który zawsze ktoś podrzucał mi pod stopy. Czegokolwiek bym nie chciała – zawsze był człowiek, który mógł zrobić dla mnie wszystko. Urodziłam się szczęściarzem albo dostrzegałam same szczęścia – nadal nie wiem jak to jest. W każdym razie cieszyłam się z każdego najobrzydliwszego uśmiechu, mimo że nie znosiłam ludzi. I ta skrajność często okazywała się moim wybawieniem. Klienci mówili mi często o samotności, ja nigdy nie wiedziałam, co znaczy to słowo. Chociaż sprzedano mnie jako dziecko, mimo że kilka lat nie widziałam na oczy człowieka, mimo przetrzymywań w klatkach, nigdy nie czułam się samotną, dlatego, że nigdy nie pomyślałam, że można się tak czuć.


cdn

____________
Ostatnio zmieniony czw 13 lis 2014, 14:03 przez Miggy, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1424
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » czw 13 lis 2014, 14:00

Przedstawiony fragment (krótki trochę) jest na pewno na poziomie, ale muszę przyznać, że wolałem Twoje poprzednie teksty. Tutaj zabrakło mi tamtej szczerości, spontaniczności, ognia. Trochę przeintelektualizowałaś. Można odnieść wrażenie, że chciałaś zawrzeć w tek krótkiej części zbyt wiele rzeczy naraz. Jest sporo zdań, spostrzeżeń czy myśli, które są jakby oderwane, nie tworzą spójnej, harmonijnej całości, a niektóre są niejasne, nie tłumaczą się do końca, czasem wyskakują bez uzasadnienia i bez giną bez kontynuacji. Tekst nie płynie, jest poszarpany, kanciasty. Nadmiar nazwisk znanych artystów (Rimbaud, Grechuta, Gombrowicz, Pollock, aluzja do Prousta na samym początku). Literatura, muzyka, malarstwo – tego jest za dużo, lepiej było ograniczyć się do jednej dziedziny, może z odniesieniem do drugiej, a tutaj na to wszystko nakłada się, a właściwie przygniata, zwykły sklepik. I to razem poplątane jakieś. Każda z tych dziedzin sztuki jest wzmiankowana tylko, dotknięta, bez rozwinięcia, konkluzji.

Ja, to jestem ja, urodziłam się najważniejszą częścią siebie i chcę mieć przyziemne cele.

Takie nazbyt apodyktyczne, drażniące i naiwne opinie. To nie jest powód aby gardzić poetami, aby nie mieć dziecka. Jutro bohaterka może zmienić zdanie. A dziś jest to trochę sztuczne i dziecinne.

Jeśli moja mama straci świadomość, uznam, że całe to przedstawienie było prawdziwe

Nie dostrzegam związku.

Porzuciłam siebie dla dobra własnego zdrowia. Teraz tylko owoce, warzywa, zero miłości cielesnych.

Miłość cielesna, nawet z medycznego punktu widzenia, nie jest szkodliwa dla zdrowia.

O innych nawet nie ma mowy, nie wiem co to znaczy.

Jakich innych? Skoro bohaterka nie wie co znaczą, dlaczego o nich wspomina/ Nielogiczne, a raczej wyczuwa się fałsz.

Dlaczego nie proponuje się pracy „wielkiego artysty” osobie, która nie ma o tym pojęcia i która mogłaby te nieistniejące zaszczyty przepić albo przećpać czymś naprawdę dobrym?

Skoro była w stanie dać z siebie „coś naprawdę dobrego”, to chyba mogła zasługiwać na miano „wielkiego artysty”? Niekonsekwentne i nielogiczne ( nawet w ramach stworzonej, artystycznej rzeczywistości tej fabuły)

i darmowe pierogi albo piegi dla karłów.

Darmowe – niech będzie. Ale dlaczego pierogi? Pierogi należy podgrzać /jeśli np. mrożone w paczkach/, albo ulepić, ugotować. Na jedno i drugie w małym sklepie nie ma raczej warunków. A dlaczego piegi? Czy dlatego, że słowo to jest podobne do „pierogi”? I ogólnie: czemu je chciała dawać. To jest niejasne, niezrozumiałe i jako fakt i jako metafora.

A gdy dowiadywali się, że są miliarderami to wcale tego nie chcieli i błagali, żeby cofnąć ich w czasie.

Nie byli.

Dwa lata temu tak to już było, że tylko ja i krawiec, który chodził wciąż tylko w samych kalesonach.

Dlaczego chodził w kalesonach. Rozumiem, może licentia poetica, ale takich pytań powstaje zbyt dużo, razem budują niejasną i nietłumaczącą się kompozycję chwiejnej i rozdygotanej wewnętrznie całości. To słowa, frazy, które wyskakują z nicości i natychmiast w niej giną.

Bo to wiecznie obijanie się tylko od dziwaka do dziwaka doprowadziło mnie do stanu dziwki.

wychowana w odosobnieniu, zamykana w klatce.

To koliduje ze sobą. Kolejna niekonsekwencja, niespójność.

mimo że nie znosiłam ludzi.

To dlatego chciałaś prowadzić sklep, w którym z założenia ma się stały z nimi kontakt? To dlatego rozdawałaś pierogi? Znowu niekonsekwencja.

Odnoszę wrażenie – może mylne – że do końca nie wiesz co chcesz powiedzieć. Jak to się kolokwialnie mówi – miotają Tobą różne uczucia, ale sądzę, że nie trafiłaś z formą ich wyrażenia. Może w dalszym ciągu opowieści zostanie to uporządkowane i poukładane.



Awatar użytkownika
vithque
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: śr 03 sie 2016, 11:59
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta

brudna forma

Postautor: vithque » śr 03 sie 2016, 12:23

Dwa lata później...
Czy nastąpi ciąg dalszy tego utworu? Jestem ciekawa co będzie dalej.
Z całym szacunkiem do poprzedniego komentatora, nie zgadzam się z jego opinią, a raczej powinnam powiedzieć, że mam zgoła inne zdanie na temat Twojego opowiadania. Mój poprzednik wytykał głównie wszelkie niekonsekwencje, braki spójności i nieporządek. No cóż... niech będzie, ale to opowiadanie wydaje mi się być dość osobistą formą odbierania rzeczywistości, wszelkich odczuć i nieposkładanych myśli, które przecież produkuje każdy umysł. Mózg żyje chaosem, nasze myśli takie właśnie są, a każda próba opisania rzeczywistości przez pryzmat własnych odczuć dla kogokolwiek z zewnątrz będzie wydawała się właśnie niespójna.

Powtórzę się, jestem ciekawa ciągu dalszego.
I mam jeszcze jedno pytanie, jeśli mogę, czy to jest Twoja opowieść "z życia wzięta", jakaś osobista rzecz? Ten świat przedstawiony jest mi bardzo bliski.
Jeśli tak, to opowiem Ci taką historię, że nie uwierzysz.



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 759
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

brudna forma

Postautor: Leszek Pipka » pn 08 sie 2016, 13:17

Vithgue, Twój komentarz niewątpliwie jest, niekoniecznie chcianym, dzieckiem nowych przepisów Regulaminu. Ta drobna złośliwość nie ma charakteru osobistej wycieczki, raczej zwrócenia uwagi (w końcu trzeba to będzie zrobić otwarcie) na nonsensowność opiniotwórczych wymagań przy zapisie nowego członka Werowej społeczności.

Co do meritum - Miggy rzadko już (o ile w ogóle) tu zagląda, że jestem udziałowcem nielicznego fanklubu jej pisania, to czuję się w obowiązku podpowiedzieć, że fragmentów prozy zamieściła tu kilka, z dyskusji pod tekstami możesz nabyć szerszą wiedzę o okolicznościach powstawania i zamysłach Autorki.

Bezpośredni zapis procesów myślowych jednak, jak sądzę, bardziej jest eksperymentem na pograniczu psychologii i literatury, niż literaturą jako taką. Różne uwagi Gorgiasza (to, czy wszystkie mają identyczny współczynnik sensowności jest inną sprawą) na pewno mają jeden cel: popchnąć pisanie Miggy w kierunku spełnienia kryteriów literackości i na pewno - z tej perspektywy - są przydatne.

Opowiedz, opowiedz, nie tylko na użytek Miggy, nas tu wszystkich ciekawią dobrze opowiedziane historie :-)



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

brudna forma

Postautor: Smoke » wt 09 sie 2016, 00:22

jeszcze mnie tu brakowało

unikatowe obserwacje, unikatowa perspektywa, unikatowe przeżycia etc. etc same w sobie w beletrystyce nie znaczą zupełnie nic, przydają się one w copywritingu, robieniu reportaży, memów itd. to właśnie zadaniem pisarza, powieściopisarza jest stworzyć dla nich odpowiednią formę. powyższy tekst jest przede wszystkim nudny, ot, kolejna, tysięczna hybryda pamiętnika pierwszoosobowego z mini traktatem filozoficznym. odrzuć ten lęk, że jak czegoś nie napiszesz, to to się zmarnuje na wieki i czytelnik coś straci, decyduj - a "decydować" znaczy "odrzucać"

łe, płody nonsensu nowego regulaminu są urocze, poza tym myślę, że to bardziej odstręcza od forum niż poprzednia wersja



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

brudna forma

Postautor: Smoke » ndz 21 sie 2016, 01:11

to jeszcze raz ja

Miggy, na początku pozytywne rzeczy, potem dygresje i rzeczy pozytywne, ale wymagające być może działania - masz ogromny potencjał, jeden z większych na forum, wystarczający do odniesienia sukcesu komercyjnego i artystycznego, dowodem na to jest nie treść textu, która, jak już mówiłem, jest nudna i nie zachęca do dalszej lektury, nie forma, która rewolucyjna nie jest, przeciwnie, dowodem jest swoboda jaka się z tego textu przebija, to już literatura, to po prostu literatura (co wbrew pozorom na forum literackim jest rzadkością), ok, tyle dobrego. (a teraz skrótowo i łopatologicznie).

jeśli pisarza na dorobku dotyka krytyka, to dowód, że zabrnął w ślepy zaułek, jeśli oczekuje on uznania, to znaczy, że sam nie wierzy w swój potencjał, w jego wykorzystanie, zmonetyzowanie - bo przecież wystarczy uznanie. jeśli zaś ów pisarz działa perspektywicznie, wtedy nie może na tym etapie przejmować się zbytnio takimi rzeczami,

przejdźmy do tekstu - jest Rimbaud, Witkacy, Grechuta, Pollock, Gombrowicz, krowy, kury (kury, krowy) też przypadkowe nie są, i pewnie jest tego więcej, lecz moja erudycja już się na tym kończy, więcej nie rozpoznaje lub rozpoznawać jej się nie chce kto był kim i co tu robi - i teraz pytanie: dla kogo jest taki tekst?:
1. dla samego autora - ok, może być, ale niech go trzyma wtedy na c:\jestem_wspanialy\texty
2. dla statystycznego czytelnika - ok, ale może on wielu rzeczy nie zrozumieć, przy innych zbyt się namęczyć, przy reszcie- zanudzić i ostatecznie to przeintelektualizowanie odepchnie go, klepnie on łatkę hermetyczności na texcie i finito - należy tu zauważyć, że paru forumowiczów stwierdziło wprost, że Balzak nie jest lepszy od Pilipiuka, a spora część uważa Sapkowskiego za wielkiego pisarza (owszem, w świecie fantastyki jest kimś, nawet w międzynarodowej skali, ale ogólnie, np. w porównaniu do Prousta czy Prusa - jest jak szpachlowany, ale z klimą, passat przy maserati i bugatti) - dla tych przyszłych pisarzy także nie piszesz.
3. dla garstki snobów/intelektualistów/fanów takiej twórczości - ok, ale to poziom 600, jak taką sprzedaż określił Romek,
4. dla forumowiczów pozostałych - ok, ale czym chcesz im zaimponować? myślisz, że masz coś, czego oni nie mają? myślisz, że nawet ci, którzy swobodnie i z przyjemnością mogliby wgryźć się w ten text będą mieć na to ochotę? co im proponujesz czego sami by nie pomyśleli, przeczytali? czy to wystarczy? myślisz, że nie kuszą ich siekierą ciosane albo wysublimowane do granic możliwości texty już uznanych?

dlatego też reakcją pod takimi textami jak ten zazwyczaj jest obojętność, albo jakieś zupełnie puste, smutne w gruncie rzeczy zapewnienia, że ciekawy text, że czekają na ciąg dalszy, że poruszające i przerażające zarazem etc etc - to takie unijne głębokie zaniepokojenie.

Hłasko, Hłasko, wszędzie ten Hłasko - myślisz, że można się zachwycać całą jego twórczością? zobacz kim jest Hłasko, kim został uczyniony, a przecież większość jego opowiadań to nic szczególnego, a dla mnie osobiście, eufemistycznie mówiąc, nie stoi on w pierwszym szeregu pisarzy, choć mógłby - naprawdę sądzisz, że masz coś czego on nie miał, że on gdyby chciał nie potrafiłby tak rozintelektualizować textu, tak roztrząsać każdej obserwacji, tak filozofować? myślisz, że więksi od niego mieliby z tym jakikolwiek problem? czy ktoś czyta całego Balzaka?

no dobrze, a Proust mógł? mógł, ale też nie wszystko co jego zasługuje na lekturę, też mielił-mełł jedno i to samo po pięćdziesiąt razy, bardzo bowiem bał się, że jak nie zapisze danej myśli, to bezpowrotnie ją straci, więc eksportował ją do powieści, choćby nie było to konieczne

pisarz powinien dokonać wyboru, powinien decydować - odrzucać, czyli wyrażać zgodę na rezygnację z czegoś, widzę trzy drogi:
1. albo nie robi tego, uważa, że nikt mu nie będzie mówił, co ma pisać i pisze np. tak jak Ty - i kończy na poziomie 600 albo osiąga sukces jak Proust (czy z drugiej strony Balzak) - sama musisz ocenić czego jesteś bliższa.
2. wybiera jak Prus,
3. wybiera jak Sienkiewicz,

oni nie pisali tego, co im w głowie siedziało, ale świadomie wybrali swoje ścieżki:
Prus - mówi się, że pisał gorzej niż mógł - i teraz wiem już dlaczego i wiem, że tak rzeczywiście było - wybrał przekazywanie w tekstach swoich poglądów, gdyż uważał, że literatura ma misję i on musi przemycić do niej tezy, które uważa za wartościowe, stąd też nie szarżował z formą, styl był prosty, by nie zniechęcać prostego czytelnika, a masę scen i postaci stworzył tylko po to, by były nośnikami jego słów z publicystyki, stąd też musiał zrezygnować z paru rzeczy, a przy okazji naraził się wszystkim, bo po wszystkich jechał, bo przecież źle się działo za jego czasów- dostawał więc od arystokracji, burżuazji, socjalistów, krytyków, cenzury i kogo tam jeszcze - ale tak wybrał.

Sienkiewicz postanowił uderzyć w wielki dzwon idei, pisać ku pokrzepieniu serc - też dobrze. to łatwiejsza droga niż Prusa- uciekł w tematy historyczne, więc nikomu nie bruździł i gloryfikował historię, co było ważne wtedy, a i zjednało mu miłość narodu, wszak fantazjowanie, że tnie się Szweda szablą jest łatwiejsze niż postulowana przez Prusa praca u podstaw, ale nie oceniajmy - miał prawo wyboru, każdy wybiera i może też tak byśmy wybrali, ok.

jaki z tego wniosek - wybrali świadomie.
oczywiście, dokonywanie wyborów może też okazać się męką samą w sobie (nie mówię tu o koniunkturaliźmie pisarzy trzeciorzędnych), ale o mistrzach, choćby o Manecie, który miotał się między Salonem a Salonem odrzuconych - bardzo to niesmaczne było.

reasumując: wybór jest twój, ja mogę sobie pisać tu, co chcę i co chciałem powiedzieć - powiedziałem




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości