Meta - Opowiadanie

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
meelk
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: sob 02 sie 2014, 18:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Meta - Opowiadanie

Postautor: meelk » pn 10 lis 2014, 00:26

No to nadszedł czas na pierwszą publikację własnego tekstu na forum. Napisałem go dzisiaj, po odwiedzinach domu starców, trochę napatrzyłem się na ludzi i mnie tak tknęło coś by przelać to na papier. Ogólnie nie ma to aż tak wiele wspólnego z tym co tam ujrzałem - przynajmniej nie w tak drastycznej formie - jednak doświadczenie było ziarnem, które powinno rzucać pewien smak na to opowiadanie. Jeśli nie rzuca, wybaczcie, po to tu jestem by się dowiedzieć.




Dom późnej starości. Meta.
Zapach stęchlizny pośpiesznie i nieudolnie zamaskowanej jakimś tanim chemicznym odświeżaczem o intensywnym zapachu wciąż unosił się w powietrzu. Podłogi mieniły się w jasnym blasku księżyca, wpadającym przez okna, oraz w świetle lamp jarzeniowych, migoczących jakby ze śmiechu, na zielono. Gdzie niegdzie stał fotel obity jasną skórą, wisiała półka na książki, których i tak nikt nie był w stanie czytać; było nawet akwarium z glonojadem, wiecznie przyssanym do szyby.
Był też, starzec, który leżał na podłodze. Ledwie zipiąc i drżąc, resztkę pozostałych mu sił włożył w próbę sięgnięcia do barierki, przymocowanej do ściany, tuż nad jego głową.
- Siostro... - syczał krzywiąc się z bólu. Wszystko miało odbyć się dyskretnie, lecz plan zawiódł, a mężczyzna został tutaj uziemiony. Z resztą, suchy język odmawiał posłuszeństwa, tak samo jak jego prawa noga, która wygięta była pod nienaturalnym kątem. Pękła jak uschnięta gałązka, gdy wcześniej próbował biec. Oczy, gdyby mogły, szkliłyby mu się płaczem, teraz jedynie piekły go potwornie a cierpienie wyzierało z ich zamglonych źrenic, osadzonych jakby głębiej niż powinny. Miał wrażenie, że się poci, chociaż to niemożliwe przy tak intensywnym odwodnieniu. Czy naprawdę był już tak stary i niezdolny do niczego by nie móc zrobić absolutnie nic, by się uratować?
W korytarzu domu późnej starości rozległ się szybki i natarczywy stukot kroków. Były to kroki kobiece, jak przypuszczał starzec - i owo przypuszczenie potwierdziło się, gdy ujrzał ją wyłaniającą się z za rogu.
To ona.
Siostra Elżbieta, stanęła w zielonkawym świetle migoczącej lampy, jakieś piętnaście metrów od leżącego na podłodze starca. Zamarł utkwiwszy w niej przerażony wzrok.
- nie... nie ona...
Fartuch miała, jak zawsze, nieskazitelnie czysty. I biały. tego mężczyzna nie znosił najbardziej - bieli jej fartucha, była tak nieludzka i fałszywa.
Patrzyła na niego. Jej twarz wydawała się być dziwnie spokojna i jednocześnie napięta niczym cięciwa łuku, wzrok zaś - na pierwszy rzut oka niezmącony żadną nazbyt angażującą myślą - zdawał się kryć w sobie jakąś demoniczną satysfakcję. Radowała się widokiem marnej powłoki ludzkiej, desperackiej i żałosnej w swych próbach ucieczki - to pewne. Zwłaszcza, że owa powłoka jej właśnie to wszystko zawdzięczała.
- Nie sądziłam, że będziesz taki sprytny, Malcolmie - rzekła - To było niegrzeczne z twojej strony.
Ruszyła w jego kierunku - powoli. Kiedy stawiała kroki na kafelkowanej posadzce, ich echo dochodziło uszu Malcolma, wwiercając się w jego umysł - każdy krok niczym złowróżbny szept demona.
- To już na nic, skarbeńku - powiedziała widząc jak mężczyzna próbuje się od niej odsunąć - Nie walcz, i tak wytrzymałeś dłużej niż wszyscy inni. Byłeś dzielny i udało ci się mnie przechytrzyć. Brawo. - Zatrzymała przy drewnianym stoliku, stojącym przy oknie. Wyjrzała przez nie. Noc wylewała na jej twarz chłodny blask księżyca.
Otworzyła okno na oścież, pozwalając by fala świeżego powietrza dostała się do środka i owiała korytarz. Wzięła głęboki wdech i zamknęła oczy. Zdawała się na chwilę zapomnieć o otaczającym ją świecie, przez co znów wyglądała bezbronnie. Przyjmowała tę maskę zawsze gdy mamiła ludzi swoim wdziękiem. Mężczyzna dobrze o tym wiedział, jednak nawet teraz nie mógł oprzeć się pokusie, że może jednak wszystko dobrze się skończy. Na chwilę zapomniał nawet o bólu, suchości i pragnieniu.
- Czujesz? - zapytała w końcu nie otwierając oczu - To jesień. Cudownie pachnie. Liście już opadły. Zobacz, jak pięknie tańczą z wiatrem, Malcolmie. - powiedziała jakby nieświadoma tego, że Malcolm leży właśnie przy ścianie z pogruchotaną nogą i nie jest w stanie nawet sprawnie oddychać, a co dopiero wstać, podejść do niej i spojrzeć przez okno. Absurdalność jej prośby ocuciła go i przypomniała o tym jak bardzo jest niebezpieczna.
- Nie... podchodź... - wydusił z siebie po czym zajął się nagłym kaszlem. Był on mocniejszy, niż wydawało się to możliwe, co sprawiło, że noga ponownie zaczęła pulsować okropnym bólem. Jego organizm wciąż walczył z trucizną, tak bardzo pragnął żyć.
Siostra Elżbieta, nie zwracając na niego uwagi, ujęła w dłonie stojący na stoliku kryształowy wazon, pełen żółtych tulipanów. Przytknęła kwiecie do nosa i zaciągnęła się wonią.
- Malcolmie - powiedziała, wciąż wdychając ich słodki zapach. - Mogę zrobić coś dla ciebie. Wiem, że byłam dla ciebie nie miłą osobą. Twój pobyt tutaj, mógł ci się wydawać nieprzyjemny, wiem, że to moja wina. Dlatego mimo, że sprawiłeś mi przykrość, chciałabym móc być dla ciebie dobra. - Otworzyła oczy i spojrzała na niego, a w tym spojrzeniu nie czaiło się już to czego tak bardzo się bał - Co ty na to?
Nie rozumiał, ani też nie był w stanie odpowiedzieć, więc milczał. Ból zdawał się rozrywać jego nogę przez co miał ochotę krzyczeć, ale każda próba kończyła się tym strasznym kaszlem, więc tylko dyszał ciężko, jakby niczego innego już nie potrafił.
Siostra Elżbieta odwróciła się w jego stronę i znów zaczęła się zbliżać. Przyjazny uśmiech na jej twarzy przeczył wszystkiemu czego do tej pory Malcolm za jej sprawą doświadczył. W rękach wciąż trzymała wazon.
Gdy dotarła do niego, klęknęła.
- Malcolmie, chcesz pić? - spytała potulnie - Na pewno chcesz. Masz. - Wyciągnęła z wazonu kwiaty i rzuciła je na podłogę, po czym przechyliła go nad otwartymi, wyschniętymi ustami Malcolma, który coraz mniej rozumiał. - Pij. - Powoli i ostrożnie przelała drobną część zawartości wazonu między jego wargi i cofnęła go, czekając aż przełknie.
Malcolm nienawidził tej kobiety, to fakt. I to nie tak jak można nienawidzić drugiego człowieka. Nienawidził jej tak bardzo jak silny potrafi być sam akt nienawiści, nieograniczony ludzkim umysłem i nieszczelnymi kanałami komunikacji międzyludzkiej.
Jednak w tej chwili, zwyczajnie organiczna potrzeba pragnienia sprawiła, że uległ jej działaniom i pił. Był tak wyschnięty - dosłownie - że jego ciało zdawało się chłonąć wodę, zanim zdążyła ona dopłynąć do przełyku. Dostał następną porcję, którą pochłonął równie łapczywie co poprzednią. I jeszcze jedną.
- Wiesz co, Malcolmie? - zagadnęła go - Czytałam ostatnio ciekawą książkę. Pisano w niej o pewnych naukowcach, którzy zajmowali się dziedziną nauki zwaną antropologią. - Mówiła wciąż częstując go małymi porcjami wody, które on posłusznie połykał. - Badali oni ludzkie czaszki sprzed tysięcy lat. Właściwie to z czasów, kiedy człowiek nie był jeszcze człowiekiem, za to zamieszkiwał jaskinie i polował na mamuty. - Kolejna porcja. Co tu się, kurwa, dzieje? Powoli wracało mu czucie na zdrętwiałej do tej pory twarzy, a i noga zdawała się boleć coraz bardziej. - Nie zgdaniesz do jakich doszli wniosków. - przerwała na chwilę - Ile masz lat, Malcolmie? To istotne. - Malcolm milczał jak wcześniej, lecz zaczynał rozumieć tragiczność swojego aktualnego położenia. - Och, nie ważne. Jesteś stary, Malcolmie. To jest meritum sprawy.
Naukowcy ci doszli do wniosku, że starość jest nienaturalna. Wyobrażasz to sobie? Według nich, ludzie tacy jak ty to okazy wynaturzenia, ponieważ natura zaprojektowała człowieka tak aby żył maksymalnie trzydzieści pięć lat. Z tego co pamiętam, chodziło o to, że zęby mniej więcej po tym okresie czasu zaczynają naturalnie wypadać. Oczywiście jeśli nigdy się ich nie myło ani nie korzystało z pomocy dentysty, tak jak za czasów prehistorycznych. - spojrzała w jego zamglone oczy. - Jak twoje zęby, Malcolmie? - przyłożyła dłoń do jego ust i kciukiem odchyliła wargę. - Aha - przytaknęła w zadumie - Są czyste, zdrowe i równe. Dbasz o nie. - puściła jego wargę, a ta powoli wróciła na miejsce. - Dlaczego? Czy nie szanujesz Matki Natury? - Pewien błysk zatańczył w jej oczach. - Nie przeżyłbyś bez nich, więc o nie dbasz, to logiczne. Chcesz żyć, to normalne Malcolmie. Ale czy uważasz, że twoje pragnienia są ważniejsze niż zasady naszej Matki?
Mężczyzna dopiero teraz poczuł jak chłodno zrobiło się na korytarzu. Przeszedł go upiornie zimny dreszcz. Nie wiedzieć kiedy, twarz Elżbiety zmieniła się nie do poznania, a maska dobroci oderwała się od niej niczym sopel lodu. Ujrzał w jej spojrzeniu to samo, co od zawsze się w nim czaiło. Zło.
- Odejdź wiedźmo... - syknął ledwie słyszalnie.
- Nie powinieneś żyć, Malcolmie. - powiedziała lodowatym głosem. - A ja obiecałam zrobić coś dla ciebie. - Usiadła na nim okrakiem, wywołując falę bólu, promieniującą od piszczela. - Jesień. - rzekła - Wspaniała pora na pogrzeb. Oto właśnie mój prezent, dla Ciebie.
Zbyt późno było na ucieczkę. Już od dawna, zbyt późno.
Siostra Elżbieta podniosła ciężki wazon oburącz nad głowę.
- Dziękuj naszej Pani, że mnie na ciebie zesłała.
Mężczyzna ostatkiem sił rozpaczliwie próbował zasłonić twarz, ale wątły mur z jego bezsilnych rąk nie zdołał nawet osłabić potężnego ciosu, który się przez nie przebił. Na krótką chwilę stracił wzrok. Gdy z powrotem ujrzał Elżbietę klęczącą nad nim z zakrwawionym naczyniem, nie czuł jeszcze bólu. Spróbował wziąć oddech, ale zaczął dławić się, co zrozumiał, odłamkami własnych zębów.
Napastniczka ponownie uniosła wazon.
- Podziękuj.
Malcolm wierzgał krztusząc się, więc kolejne uderzenie, nie trafiło w zęby, lecz niczym młot wynurzający się z ciemności - rozgruchotało mu nos, wciskając go do środka czaszki.
Późniejsza seria uderzeń rozmyła się i zlała z fanatycznymi nakazami psychopatycznej siostry, która w amoku, doprowadziła go do samej mety.
Pamiętał piszczenie w uszach, trzytysiącletnie czaszki, jesienny wiatr. I własną śmierć.
Ostatnio zmieniony wt 18 lis 2014, 08:08 przez meelk, łącznie zmieniany 1 raz.


"Ostrożność jest narzędziem mądrości." - Patrick Rothfuss

Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 983
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: gebilis » pn 10 lis 2014, 02:23

meelk pisze:Był też, starzec, który leżał na podłodze. Ledwie zipiąc i drżąc, resztkę pozostałych mu sił włożył [...]

Ja bym raczej napisała to tak:
Był też starzec, który leżał na podłodze ledwie zipiąc i drżąc,. Resztkę pozostałych mu sił [..]
i poprawiłabym jeszcze kilka takich niedociągnięć - ale ... naszła mnie refleksja: co chciałes przekazac tym opowiadaniem? Bo chyba do końca nie zrozumiałam, o co w tym opku chodzi. Zbudowane poprawnie, ale poprawnośc to za mało. Ja chciałabym poczytać o czymś, nie coś.


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
meelk
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: sob 02 sie 2014, 18:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: meelk » pn 10 lis 2014, 09:43

gebilis pisze: co chciałes przekazac tym opowiadaniem? Bo chyba do końca nie zrozumiałam, o co w tym opku chodzi. Zbudowane poprawnie, ale poprawnośc to za mało. Ja chciałabym poczytać o czymś, nie coś.


Generalnie to taka refleksja na temat starości, chociaż nie do końca jasna najwyraźniej

Dzięki za radę, a propos konstrukcji zdania, faktycznie brzmi lepiej.


"Ostrożność jest narzędziem mądrości." - Patrick Rothfuss

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » pn 10 lis 2014, 15:59

Lektura dość ciekawa, choć to dopiero początek drogi, a warsztat kwili o pracę.
1. Zwróć uwagę na portrety psychologicznie i spróbuj nadać swoich bohaterom jakieś cechy nieuogólnione, bo postaci zioną pustką klisz. Poprowadź bohaterów dalej o stereotypów, wtedy dasz im szansę naprawdę zaistnieć.
2. Opisy: trochę "się pojawiają" to tu, to tam, nie budują sztafażu, klimatu, dramaturgii. Opis jest "zmysłami" świata - poprzez to dzieje się "czucie"
tymczasem masz tak:
kakofonia:
meelk pisze:Zapach stęchlizny pośpiesznie i nieudolnie zamaskowanej jakimś tanim chemicznym odświeżaczem o intensywnym zapachu. Podłogi mieniły się w jasnym blasku księżyca, wpadającym przez okna, oraz w świetle lamp jarzeniowych, migoczących jakby ze śmiechu, na zielono.

co jako odbiorca mam poczuć? Gdzie jest punkt ciężkości dla wyobraźni?
2. Przebieg akcji: tu jakby bohaterowie grali na dwóch oddzielnych scenach, a ja (odbiorca) latam od sceny do sceny i usiłuję złożyć to w całość. To bląd techniczny.

cdn.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » wt 18 lis 2014, 08:07

Z resztą, suchy język odmawiał posłuszeństwa, tak samo jak jego prawa noga, która wygięta była pod nienaturalnym kątem.

„Zresztą”
„...prawa noga, wygięta pod nienaturalnym katem.”

Oczy, gdyby mogły, szkliłyby mu się płaczem, teraz jedynie piekły go potwornie a cierpienie wyzierało z ich zamglonych źrenic, osadzonych jakby głębiej niż powinny.

Oczy, gdyby mogły, szkliłyby się płaczem, teraz jedynie piekły potwornie, a cierpienie wyzierało z ich zamglonych źrenic, osadzonych jakby głębiej niż powinny.

Czy naprawdę był już tak stary i niezdolny do niczego by nie móc zrobić absolutnie nic, by się uratować?

Przecinek po „do niczego”.
Powtórzone „by”.

W korytarzu domu późnej starości rozległ się szybki i natarczywy stukot kroków. Były to kroki kobiece, jak przypuszczał starzec - i owo przypuszczenie potwierdziło się, gdy ujrzał ją wyłaniającą się z za rogu.
Trzy razy „się”.

- nie... nie ona...

- Nie... nie ona...

tego mężczyzna nie znosił najbardziej - bieli jej fartucha, była tak nieludzka i fałszywa.

„Tego...”

Jej twarz wydawała się być dziwnie spokojna i jednocześnie napięta niczym cięciwa łuku, wzrok zaś - na pierwszy rzut oka niezmącony żadną nazbyt angażującą myślą - zdawał się kryć w sobie jakąś demoniczną satysfakcję.

„...wzrok zaś - na pierwszy rzut oka...”
„wzrok – oka” - niefortunne zestawienie

Noc wylewała na jej twarz chłodny blask księżyca.

Ładne i efektowne sformułowanie.

Mężczyzna dobrze o tym wiedział, jednak nawet teraz nie mógł oprzeć się pokusie, że może jednak wszystko dobrze się skończy.

Powtórzone „się”.
I nie tyle pokusie, co raczej nadziei.

- Czujesz? - zapytała w końcu nie otwierając oczu - To jesień.

„to jesień”

Zobacz, jak pięknie tańczą z wiatrem, Malcolmie. - powiedziała jakby nieświadoma tego,

Bez kropki po „Malcolmie”.

Absurdalność jej prośby ocuciła go i przypomniała o tym jak bardzo jest niebezpieczna.

Przecinek po „o tym”.

- Nie... podchodź... - wydusił z siebie po czym zajął się nagłym kaszlem.

Przecinek po „z siebie”.

Mogę zrobić coś dla ciebie. Wiem, że byłam dla ciebie nie miłą osobą.

Powtórzone „ciebie”.

Gdy dotarła do niego, klęknęła.

„uklękła”

- spytała potulnie - Na pewno chcesz.

„na”

Wyciągnęła z wazonu kwiaty i rzuciła je na podłogę, po czym przechyliła go nad otwartymi, wyschniętymi ustami Malcolma, który coraz mniej rozumiał.
Zbyt często powtarzasz imię „Malcolm”. Dalej również.

- zagadnęła go - Czytałam ostatnio ciekawą książkę.

„czytałam”

Co tu się, kurwa, dzieje?

„kurwa” – niepotrzebne. Nic nie uzasadnia niespodziewane użycie wulgaryzmu.

Och, nie ważne.

„nieważne”

Według nich, ludzie tacy jak ty to okazy wynaturzenia, ponieważ natura zaprojektowała człowieka tak aby żył maksymalnie trzydzieści pięć lat.

Przecinek po „tak”.

tak jak za czasów prehistorycznych. - spojrzała w jego zamglone
Kropka i mała litera.

Jesień. - rzekła - Wspaniała pora na pogrzeb.

Do uporządkowania kropki i wielkość liter.

------------------------------------------------------------------------------------------------------

Napisałem go dzisiaj,

Dzisiaj napisałeś i dzisiaj przedstawiasz czytelnikowi?! To jest zarówno lekceważenie odbiorcy jak i deprecjonowanie własnej pracy. Sądzisz, że jesteś geniuszem, który nie potrzebuje przemyślenia, korekty, sprawdzenia? Nie jesteś. Widzisz ile popełniłeś elementarnych błędów? I bez wątpienia nie są to wszystkie. A większość z nich zniknęłaby, gdybyś poczekał choć kilka dni i dał sobie czas na to sprawdzenie, poprawę, refleksję. I fabuła na pewno by na tym zyskała.
A drugiej strony, skoro tekst jest napisany i wrzucony tak ad hoc, to nie jest źle. Bo jest on niezły, a mógłby być o wiele lepszy. Skoro „na pniu” potrafisz tak pisać, to naprawdę warto przyłożyć się do pracy i stworzyć coś rzeczywiście wartościowego, bo widać, że stać Cię na to i drzemią w Tobie szerokie możliwości.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości