Doświadczenie

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Doświadczenie

Postautor: winky » czw 05 lip 2007, 18:39

Tak mi jakoś przyszło do głowy. Wczoraj. :lol: W zamyśle miało być dłuższe, ale nie odczuwam jakoś potrzeby przedłużania akcji w nieskończoność. żeby to się tylko nie wyrównało z ,,skończyć jak najszybciej".



Mniejsza z tym, przynajmniej się wzięłam do roboty. Miłego krytykowania. ;)




------|+|------



Doświadczenie













Ogień był dobry. Tak się przynajmniej zdawało się stworzeniu, które właśnie przy nim siedziało. Dawał światło. Można było się przy nim ogrzać. Odstraszał tych, którzy nie wiedzieli, czym jest.



Szarykamień też nie do końca wiedział, czym jest ten cały ogień. Pojawił się zupełnie nagle i niespodziewanie: spadł z ciemnego teraz nieba, uczepiony wielkiej, jasnej kłody. Gdyby istotka nie była zajęta cieszeniem się jego obecnością (i gdyby miała nieco więcej oleju w głowie), z pewnością zaczęłaby się zastanawiać, skąd się wziął. Ponieważ jednak jej mentalność była dość ograniczona i sprowadzająca się głównie do kontemplacji nad jakością jedzenia i komfortem miejsca do spania, nie zawracała sobie głowy takimi bzdurami.



A jaki był ładny! Drewno pod nim trzaskało radośnie, jaskrawe płomienie tańczyły, a szare kłęby dymu buchały w powietrze. Cienie skakały po ziemi, światło po drzewach. Czy coś tak cudownego mogło być złe?



Szarykamień przekonał się o tym, gdy zasnął w pobliżu, a rano została z niego kupka nadpalonych kości.



*



- Mięsko, mięsko, mięsko... – mamrotał do siebie pod nosem Wielkikinol. Skradał się między drzewami, od czasu do czasu dźgając krzaki ostrzem dzirytu. Miał już szczerze dość wszelkiej zieleniny, owoców, warzyw i wszystkiego, co wyrasta z ziemi. Miał ochotę zjeść coś, co przy gryzieniu wierzga nogami, jest krwiste i zawiera dużo białka, nie będąc przy tym jajkiem.



Wydął nozdrza i przypadkiem jego zmysł węchu zarejestrował dziwny, drażniący zapach. Wielkikinol kichnął potężnie. Zmarszczył nos i zmrużył niewielkie oczka. Postąpił ostrożnie kilka kroków naprzód. Swąd dochodził z niedaleka. Brodacz prychnął i już chciał się odwrócić i pójść w swoją stronę, ale instynkt podpowiedział mu, że może warto sprawdzić, co tak capi. Niewiele myśląc, podążył za zapachem, tupiąc wielkimi stopami, garbiąc się i powarkując.



Woń zaprowadziła go poza granice lasu. Tu była zdecydowanie silniejsza. Rozejrzał się niepewnie. Choć na jasnoszarym niebie wciąż nie pojawiał się Daś, było całkiem jasno. Wokół było tylko mnóstwo horyzontu i roślin. Nic, co mogłoby tak dziwnie pachnieć. Z wyjątkiem czarnego stosu popiołu, znad którego unosiła się leniwie smużka dymu.



Wielkikinol podrapał się po nosie. Dźgnął popiół dzirytem. Rozsypał się wokół i oprócz tego nic się nie stało. Nachylił się nad nim, węsząc. Kichnął raz i drugi, a miałki pył wzburzył się w wielką ciemnoszarą chmurę. Gdy opadł, osobnik zauważył, że oprócz niego na ziemi leżą sczerniałe kości. Szturchnął je ostrożnie palcem.



- Nie ma mięska – powiedział sam do siebie, wielce rozczarowany.



Wyprostował się – a właściwie poderwał głowę do góry, nie zapominając o obowiązku garbienia się – obrzucił wzrokiem okolicę i pognał z powrotem do lasu. Po co tracić czas na coś, co już nie żyje i w dodatku nic z tego nie zostało, a samemu jest się głodnym?



*



- Daś! – wrzasnął Tenmalutki, aż wszelkie latające stworzenia zerwały się z drzew do lotu, jak to z latającymi stworzeniami bywa.



- Jeszcze nie – powiedziała Suchatrawa, matka Tegomalutkiego. Siedzieli oboje pod dużym głazem i patrzyli, jak niebo robi się coraz mniej czarne, czekając na pojawienie się Dającegoświatło. W skrócie: Daś.



Jakieś robale skakały wkoło w trawach i cykały, bzyczały, buczały, i wydawały tym podobne odgłosy. Sama zaś trawa rosła sobie spokojnie, poruszana od czasu do czasu przez jakieś żyjątka. Tenmalutki zaczynał się niecierpliwić. W jego naturze nie leżało siedzenie.



- Daaaś... – jęknął do matki, jakby to była jej wina, że Dasia jeszcze nie ma.



- Jeszcze nie. Nie wierć się.



Swoją drogą to było dziwne. Nie to, że Tenmalutki się wiercił, bo były tylko dwa momenty, kiedy się nie wiercił: w trakcie jedzenia i... no, czynności odwrotnej do jedzenia. Dziwne było to, że Daś się jeszcze nie pojawił. Powinien już być i to od dawna.



Minęły jakieś sto dwa lata (według Tegomalutkiego), aż w końcu nad całym światem przetoczył się potężny dźwięk: PUK, a w tej samej chwili na białym niebie ukazał się jeszcze bielszy Daś, zalewając wszystko światłem. Oficjalnie zaczął się dzień.



- Dobra, idziemy – powiedziała Suchatrawa, wzięła Tegomalutkiego za rękę i pociągnęła za sobą.



- Głodny jestem – poskarżył się Tenmalutki, palcem wolnej ręki dłubiąc sobie w nosie.

- Zaraz coś dostaniesz.



Tak, łatwo powiedzieć. Temumalutkiemu już dawno znudziły się liście, jagody i mleko z mleczu. Czym można by go zadowolić? Korą? Korzonkami?



- Kości!



Kobieta zatrzymała się i rozejrzała nieprzytomnie.



- Jakie kości, mały?



- Stoisz w nich, mamo.



Spojrzała w dół. Istotnie, między jej owłosionymi stopami poniewierało się kilka szarawych kości. Pochyliła się i przyjrzała im dobrze. Niektóre coś jej przypominały. Podniosła jedną, która wyglądała jak packa na robaki. Po dłuższej chwili skojarzyła ją z... ręką...?



- Truuup! – wrzasnęła. Złapała Tegomalutkiego za dłoń i uciekła z miejsca zdarzenia. Chłopiec łopotał za nią jak flaga.



*



Wierzchowiec Dużychust był tego dnia jakiś nieswój.



- Słowo daję, jeszcze nigdy nie było mi tak ciężko nad tobą zapanować, kochana – powiedział do rumaka. Ten kręcił głową, przebierał nerwowo czułkami i wydawał się bardziej niespokojny, niż zwykle. Szedł naprzód, przebierając szybko sześcioma odnóżami, ale jakby nieco chaotyczniej. Dużeusta podskakiwał w siodle.



- Moja droga, jeśli coś cię niepokoi, zawsze możemy o tym porozmawiać – dodał, poprawiając przepaskę biodrową, która mu się niefortunnie przekręciła od niewygodnej jazdy.



- Bzzz – odparła mucha.



- Dobrze, możemy o tym nie rozmawiać. Co tylko zechcesz, złociutka. Swoją drogą, nie uważasz, że powinnaś mieć jakieś imię?



- Bzz?



- Zaraz ci jakieś wymyślę. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy nadają swoim dzieciom imiona składające się z przymiotnika i rzeczownika. Czyż to nie brzmi kretyńsko? Jak choćby moje, Dużeusta. Równie dobrze można by kogoś nazwać Dużadupa. Chciałbym się nazywać na przykład... – zamknął oczy i zamyślił się na chwilę – na przykład Jerzy. ładnie?



- Bzz?



- Nie wiem, co to znaczy, ale pięknie brzmi. A do ciebie pasowałaby... Grażyna. Tak, to jest doskonałe imię.



Gdyby mucha miała odpowiednio zbudowane oczy, z pewnością by nimi wymownie przewróciła. Ponieważ jednak tak nie było, musiała się ograniczyć jedynie do ,,bz”. Zamachała połamanymi skrzydełkami. Jerzy zerknął na nie.



- Tak przy okazji, kto cię tak urządził? To musiało strasznie boleć. Jakie stworzenie miałoby serce tak cię okaleczyć?



Grażyna nie odpowiedziała. Wiedziała takie rzeczy, o których Dużeusta nie miał nawet pojęcia, ba! nawet sobie nie wyobrażał, że to może się dziać naprawdę.



Wtem zwietrzyła tchawkami jakiś nowy zapach. Odwróciła się w tamtą stronę, z niepokojem węsząc. Już kiedyś czuła coś takiego i wcale jej się to nie podobało. Coś jakby... spaliny... siarka...



- Bz!



- O co chodzi?



- Bz!



Niespodziewanie obróciła się i pognała w nieznane przez równiny z zatrważającą prędkością, to jest niewiele szybciej od tej, z jaką porusza się, nie biegnąc.



- Masz ci los! Co się dzieje, Grażynko?



Ale chwilowo Grażynka miała go w odwłoku. Byle dalej od tego drażniącego zapachu. Przy nim tacy jak ona ginęli.



Dotarła do linii rosnących ciasno obok siebie drzew, za którymi – jak wiadomo - czyhały potwory, w związku z czym nikt tam nigdy nie wchodził. Jerzy chciał ją ostrzec, ale ta bez najmniejszego trudu przebiła się przez nie i pędziła dalej.



Gnała przed siebie bez opamiętania. Jerzy zaś zauważył coś, czego nie zauważyłby, poruszając się pieszo. Mianowicie horyzont zdawał się tak jakoś przybliżać, a nad nim zaczęły pojawiać się jakieś niewyraźne kształty... a przecież wiedział, że horyzont jest tylko złudzeniem i nie można do niego dotrzeć. To znaczy, tak mu się do tej pory wydawało. Czyżby jego naukowa teoria miała przegrać z plemiennymi zabobonami?



PAC. Grażynka uderzyła głową w coś niewidzialnego i padła nieprzytomna na ziemię.



Jerzy zsunął się z jej tułowia, nie wierząc własnym oczom.



*



- I co? Jak ci idzie? – spytała Kasia.



- Kiepsko – odparł Bartek siostrze. – Chyba nie za dobrze zorganizowałem im warunki do życia.



- No, nie wiem... wygląda na to, że nieźle sobie radzą.



Zwykła lampka nocna oświetlała wnętrze ogromnego akwarium, urządzonego tak, jakby miało przedstawiać trójwymiarową mapę jakiejś doliny na odludziu. Wewnątrz można było ujrzeć krzątające się owady, a także dziwne stworzonka wielkości łebka od szpilki.



- Są głupie jak stołowe nogi – skarżył się Bartuś. – Humanoidy Grześka potrafią już budować domy, a moje nawet nie umieją krzesać ognia. Wrzuciłem im wczoraj zapałkę, a one nawet nie zauważyły, że coś się stało.



- Wiesz... – Kaśka wytrzeszczyła oczy. – Chyba źle się do tego zabierasz. Daj im trochę czasu i, przede wszystkim, środki do życia. Z czego niby mają krzesać ten ogień?



- Z patyków? – zaproponował niepewnie.



- Ja bym im dała krzemienie. A jak nie załapią, to zapalniczkę.



Chłopiec zachichotał. Położył się przed akwarium i zapukał palcem w grubą szybę, nieco poniżej nalepki z napisem ,,Moja mała ewolucja. Bartosz Tkalski, klasa IVc”.



- Nowakowa ma jednak fajne pomysły na szkolne doświadczenia.



*



Pułkownik Zielonka zasalutował przed obliczem generała Korzonki.



- Melduję, iż dwieście pojazdów latających będzie gotowych do lotu próbnego dziś wieczorem.



- Doskonale – wymruczał generał, kręcąc młynka kciukami. – A amunicja?



- Bomby lotnicze są już zdalne do użycia. Prace nad bronią masowego rażenia wciąż trwają. Na temat broni jądrowej trwają nadal dyskusje.



- Jak to: dyskusje? Powinniście mieć już plany gotowe do realizacji!



- Tak, ale wie generał, jak to jest...



- Odmaszerować!



- Tajest!



Korzonka dopił z drewnianego kubka swoje mleko z mlecza; nie ma czasu na ewolucję w innych dziedzinach, podczas gdy najważniejsza jest wojskowość. A na liście najbliższych planów czołowe miejsce zajmował bunt i zmasowany atak. Według szczegółowego wywiadu Mini Służb Specjalnych za tydzień Grzegorz Kasprowicz zostaje sam w domu, nie licząc psa, na pół dnia i całą noc. Idealny czas na podjęcie zdecydowanych kroków. Dosyć zamknięcia w czterech ścianach. Dosyć uzależnienia od kaprysów – Matko święta – głupiego dziesięciolatka. Nadszedł czas zmian. Czas rewolucji.



Generał Korzonka uśmiechnął się pod wąsem. Masz swoją ewolucję, smarkaczu.


Z powarzaniem, łynki i Móza.

Obrazek

לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » czw 05 lip 2007, 19:06

WINKYYYY, JA CI ZROBIę KRZYWDę!!!



Miałam niemal identyczny pomysł na opowiadanie, który miałam spisać za dzień, za dwa :x Teraz to już se mogę :wall:

T_T

T_T

T_T

...

Idę sie pociąć!



Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » czw 05 lip 2007, 19:10

:shock:



Ee... przepraszam? Nie tnij się, proszę... <ucieka z podkulonym ogonkiem> Swoją drogą, może to dowód na istnienie telepatii?



Przepraszam, niechcący... :<


Z powarzaniem, łynki i Móza.



Obrazek



לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » czw 05 lip 2007, 19:12

No dobra, doczytałam do końca i nie jest aż tak identyczne, jak mi się wydawało. Ale i tak bardzo podobne. Czyli nie zmienia to faktu, że jestem na Ciebie śmiertelnie obrażona <foch>



Awatar użytkownika
kali
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: czw 28 cze 2007, 12:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: kali » pt 06 lip 2007, 11:55

pomysł całkiem ciekawy i językowo też sprawnie, ale trzy rzeczy rzuciły mi sie w oczy:



błąd następstwa podmiotów - dwa razy wystąpił na pewno, drugiego nie znajde teraz, ale pierwszy masz już w pierwszym akapicie.



"Mianowicie horyzont zdawał się tak jakoś przybliżać, a nad nim zaczęły pojawiać się jakieś niewyraźne kształty... " - jakoś, jakieś...



i ogólnie dziwnie wtrącasz zdania :wink: w większości jest ok i jakoś to nie razi, ale tu na przykład:

"Według szczegółowego wywiadu Mini Służb Specjalnych za tydzień Grzegorz Kasprowicz zostaje sam w domu, nie licząc psa, na pół dnia i całą noc".

wyczuwam jakiś zgrzyt pod koniec, choć może to tylko moje odczucie.



ale ogólnie podobało mi się :)


żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz.

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » pt 06 lip 2007, 19:05

Ochłonąwszy z pierwszej złości, łASKAWIE skomentuję, skoro już przeczytałam ;P



Wielkikinol podrapał się po nosie. Dźgnął popiół dzirytem. Rozsypał się wokół i oprócz tego nic się nie stało. Nachylił się nad nim,


Raz mówisz o Wielkimkinolu, a raz o popiele, oba rzeczowniki są rodzaju męskiego, więc nie wiadomo, o kim/o czym w danym zdaniu mowa. Wiesz, co mam na myśli, prawda?



Poza tym to, co mówił kali. Więcej błędów nie znalazłam.



No i co. Kurczę, nie lubię komentować opowiadań, które mi się podobały, bo nie wiem, co napisać XD. Pomysł ciekawy, styl fajny, humor też przyzwoity... :D Było spoko, ziom.



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » pn 09 lip 2007, 09:26

Pomysł: 4



Hum, hum. Interesujące. Ciekawe. Ale pozostaje niedosyt. Wydawało mi się, że jest za mało szczególików łączących ich świat z wnętrzem akwarium. Jedynie ta wielka, jasna kłoda mi się w oczy rzuciła pozytywnie i już. Pod względem humoru, no cóż, nie jest źle, ale jakoś super też nie jest. Nie wiem, czy chciałaś rozśmieszać czytelnika, czy bardziej zaciekawić tą historią (albo i to, i to), ale jeśli to pierwsze to poszło średnio. Prawdziwy i niczym nie skażony uśmiech wywowała u mnie rozmowa Jerzego z Grażyną (tak ich zapamiętałem :P), chociaż te "Bzz" mocno kojarzyło mi się z bibliotekarzem NU w świecie Dysku mówiącym "Uuk". Podsumowując, jest dobrze, ale niewątpliwie mogło być lepiej.



Styl: 4



ładnie. Myślę, że wypełniłaś swój cel, było luźno, miejscami całkiem humorystycznie, przemknąłem jak przez masło (tudzież styropian) i obyło się bez nerwowego zerkania na koniec tekstu. W skrócie uważam, że dobrze, ale też nie jakoś super.



Ponieważ jednak jej mentalność była dość ograniczona i sprowadzająca się głównie do kontemplacji nad jakością jedzenia i komfortem miejsca do spania, nie zawracała sobie głowy takimi bzdurami.


Wiem, że te zdanie przedstawiłaś tak specjalnie, ale jeśli mogę doradzić, to wydaje mi się, że znacznie lepiej (tj. śmieszniej) zabrzmiałoby, gdybyś wywaliła te 'kontemplacje" i ujęła wszystko prościej.



I jeszcze sprawa zapisywania imion. Tenmalutki o ile mi wiadomo jest nazwą własną więc mówiąc "Ktoś zabrał cukierka Tegomalutkiego:, nie powinno się zapisać tego tak: "Ktoś zabrał cukierka Tenmalutkiego"? Czy specjalnie wolałaś inną odmianę?



Schematyczność: 4



No cóż, sam pomysł miniaturyzacji świata to nic nowego, ale podobało mi się i puenta całkiem fajna no i ujęcie wszystko w tym żartobliwym kontekście.



Błędy: 4-



Przyznam, że się nie koncentrowałem, dlatego powiem, że to co poprzednicy + w jakimś miejscu dwa razy obok siebie 'i'. To tyle.



Ocena ogólna: 4



Mocna czwórka. Tekst ogólnie przyjemny, kompletnie nie żałuje się czasu na jego przeczytanie, styl ładny, błędów mało i luźne podejście, co wyjątkowo lubię. Mogłoby tylko trochę bardziej emanować humorem i zostać odrobinę bardziej rozwinięte, bo wydaje mi się, że sam pomysł wart jest rozszerzenia. Jestem na tak.



Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » pn 09 lip 2007, 10:32

Pomysł: 4

pomysł mi też się podobał. A nazwy podobały mi się najbardziej. Rzeczywiście brakuje tu humoru i też mi się wydaje, że powinien zostać rozwinięty pierwszy wątek. Pokazałaś nam "zdjęcia" z akwarium. Brakuje tu płynności.



Styl: 3+

całkiem niezły, miejscami fajny. Czytało się lekko i przyjemnie - czasem tylko trochę za długie zdania.

Aczkolwiek czegoś mi tu brakowało. Nie potrafię tego nazwać, po prostu odczuwam pewną sztuczność. Pisane trochę bez emocji



Schematyczność: 4

temat popularny, ale mimo wszystko nieczęsto wykorzystywany. No i ta ewolucja...



Błędy: 3+

popieram spostrzeżenia poprzedników (zwłasza Patrena, co do imion) i dorzucam swoje:



Tak się przynajmniej zdawało się stworzeniu,


trochę za dużo tych się



Wtem zwietrzyła tchawkami jakiś nowy zapach.


owady zmysł węchu mają na czułkach, natomiast tchawki służą tylko oddychaniu - tak jak u nas płuca. Nikt nie węszy płucami ;)



Ogólnie: 4-

ogólnie to najbardziej podobało mi się:

Masz swoją ewolucję, smarkaczu.




Jestem na... tak


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » pn 09 lip 2007, 12:36

owady zmysł węchu mają na czułkach, natomiast tchawki służą tylko oddychaniu - tak jak u nas płuca. Nikt nie węszy płucami ;)
Tak? Ups. ^_^' Trzeba było zajrzeć do wiki.



Co do imion, to z początku faktycznie nie wiedziałam, jak je odmieniać (a może zapisywać ze spacjami? Ten Malutki itp.), ale zdecydowałam się jednak na to, co jest, bo wydawało mi się mniej sztuczne w brzmieniu i jakby weselsze.



Danke. ;)


Z powarzaniem, łynki i Móza.



Obrazek



לא תקחו אותי - אני חופשי


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości