Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Postautor: Mandragora » śr 23 lip 2014, 18:26

Początek rozdziału 4. Trochę czasu upłynęło od rozdziału 1, ale w końcu pojawiają się pierwsze elementy prawdziwego horroru :).

UWAGA WULGARYZMY!
....................................................................................................................................

"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

ROZDZIAŁ IV

Z głębokiego snu wyrwał go dźwięk telefonu. Nie otwierając oczu, na wpół przytomnie począł macać dookoła w poszukiwaniu brzęczącego urządzenia. Pod palcami czuł nierówności miękkiego wełnianego dywanu, chłód mahoniowych klepek, prostą nogę od łóżka i gumowy kabel od lampki. Przesunął się w bok ku krawędzi materaca i zlustrował podłogę mętnym wzrokiem. Dźwięk dochodził spod topornej szafki nocnej. Zmrużył powieki, aby polepszyć ostrość widzenia, nadwyrężoną twardym pijackim snem. Dostrzegł czarny brzeg telefonu. Wyciągnął rękę i z niemałym wysiłkiem sięgnął po nieduże urządzenie. Odebrał połączenie.
- John?! - Usłyszał po drugiej stronie wysoki kobiecy głos. - John! Oni tutaj są!
Potrzebował paru sekund, aby zacząć myśleć trzeźwo. Przewrócił się na plecy i wolną ręką przetarł zmęczone oczy.
- Kto jest gdzie? – zapytał nieprzytomnie.
- Nie wiem… O…o…oni! Ci… ci ludzie są zzza moim oknem.
Głos kobiety drżał. Z trudem łapała powietrze. Mimo wszystko zorientował się z kim rozmawia.
- Margaret? – Usiadł sztywno, stawiając stopy na podłodze.
- Ci wszyscy ludzie John… - zachłysnęła się powietrzem i zaniosła cichym płaczem.
- Margaret powiedz mi co się tam dzieje?! – Nieświadomie podniósł nieznacznie głos. – Gdzie jesteś?! Jacy ludzie?!
Pośpiesznie nałożył buty i zbiegł do salonu, przeskakując po trzy stopnie na raz. Szarpnięciem obudził kompletnie otumaniałego Edda.
- Jestem w domu… a oni… wyglądają, jakby byli martwi – mówiła łkając.
- Na miłość boską! Co ty do diabła wygadujesz?!
Włączył telewizor . Na ekranie pojawiły się jakieś zakłócenia.
- John. Boję się… - szlochała coraz ciszej tak jakby traciła siły.
Zaczął nerwowo skakać po kanałach. Wszędzie tylko śnieg i zakłócenia. Naciskał przyciski na pilocie z takim zapałem, że na czubku jego palca pojawił się wyraźny prostokątny odcisk. „Trwa ewakuacja południowej części kraju!” Ryknął nagle telewizor.” Prosimy nie opuszczać domów dopóki dowódcy jednostek naziemnych, nie wydadzą stosownych poleceń. W ciągu dwóch do czterech godzin powinny pojawić się pierwsze uzbrojone konwoje. Do tego czasu należy pozostać w domach, zabezpieczyć drzwi oraz okna i w miarę możliwości postarać się odseparować zarażonych.” Materiał kręcono w jednostce wojskowej. W oddali widać było startujące helikoptery i szpalery odjeżdżających ciężarówek. „Przypominamy. Trwa ewakuacja południowej części kraju…”
- Co się do kurwy nędzy dzieje?! – Złapał się za głowę, zaciskając palce na gęstych włosach.
- John proszę… - usłyszał w słuchawce. Zapomniał, że trzyma w ręku telefon.
- Podaj mi swój adres Margaret.
Machinalnie zaczęła dyktować mu dane, o które zapytał. Notował wszystko na skrawku gazety, a dłoń trzęsła mu się tak bardzo, że ledwo trzymał długopis.
- Co chcesz zrobić? – zapytała.
- Przyjadę po ciebie.
- Nie! – nieomal krzyknęła. – Przecież oni są pod budynkiem. Nie dasz rady…
John wcale jej jednak nie słuchał. Bez wyjaśnień pociągnął za sobą, zdezorientowanego Eddego i gestem nakazał mu wsiąść do samochodu. Sam zajął miejsce kierowcy i otworzył bramę garażową. Samochód wytoczył się na podjazd.
- Widzieli cię? - powiedział do telefonu.
- Chyba nie… Schowałam się w łazience.
- To skąd wiesz, że ktoś tam ciągle jest?
- Widzę ich przez uchylone drzwi… John. Nie możesz tu przyjechać.
John wyjechał właśnie na ulicę. Skupiony na rozmowie, nie uważał na drogę i ze sporą prędkością uderzył w przechodzącego przez jezdnię pieszego. Auto zatrzymało się z piskiem. Mężczyzna zniknął przed maską, pchnięty na jezdnię siłą uderzenia.
- Kurwa John! – wydarł się Eddy. – Przejechałeś faceta!
- Co się stało? – zapytała Margaret.
John nie usłyszał żadnego z nich. Otworzył drzwi i zwymiotował na asfalt. W ręku wciąż ściskał telefon, jednakże nie trzymał go już przy uchu. Wysunął lewą nogę, uważając by nie wdepnąć w wymiociny.
- Muszę sprawdzić... – wyartykułował do siebie.
Wychylił się i próbował dźwignąć z siedzenia kiedy coś pociągnęło go z powrotem do wnętrza samochodu.
- Wsiadaj! Coś jest nie tak.
Przypomniał sobie, że jest z nim Eddy
- Co? – zadał mu nieprzytomne pytanie.
Zagłębił się w siedzeniu i z nogą dyndającą za progiem wozu spojrzał na kolegę. Eddy wskazywał na jakiś punkt po prawej. John skierował swoją uwagę w tamtym kierunku. Sąsiedzi byli na podwórku. Cała czteroosobowa rodzina wypruwała właśnie falki z seniora rodu. Przy furtce stał listonosz. Choć w tym przypadku określenie stał, można by uznać za kwestię sporną. Ręka listonosza wisiała bowiem wyłamana przy jego boku, głowę miał wsadzoną pomiędzy pręty, a w miejscu ucha widniał czarny skrzep. Jegomość najwyraźniej próbował przedostać się przez ogrodzenie, aby dołączyć do makabrycznej uczty. John upuścił telefon, który zsunął się na dywanik. Miał wrażenie, że albo zaraz odpłynie, albo znowu zacznie rzygać. Gdzieś blisko słyszał jakieś głosy. Nie. Jeden głos. Bardzo blisko.
- Zamknij kurwa te drzwi! – darł się Eddy wprost do jego ucha.
Powoli schował nogę do środka i złapał za klamkę. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, uderzając go silnie w ramię. Jęknął głośno, ocucony nieco uderzeniem i zerknął ze zdziwieniem w kierunku drzwi. To, co zobaczył za oknem, było gorsze niż najstraszniejsze koszmary. Za lekko przyciemnianą szybą najpierw pojawiła się ręka z powykręcanymi czerwonymi od krwi palcami. Kciuk zwisał przy nadgarstku na strzępie rozdartej skóry. Wszystkie miękkie tkanki wisiały rozwleczone wzdłuż przedramienia. W ślad za ręką, trąc z nieprzyjemnym odgłosem o karoserię, przesuwała się głowa, a raczej to co z niej zostało. Nabiegłe krwią oczy w potrzaskanych oczodołach, wpatrywały się w pobladłą twarz Johna. Zęby górnej szczęki szorowały rytmicznie o szybę. Dolnej szczęki nie było wcale. Leżała zmiażdżona pod samochodem. Z przeciętego wpół języka, nieprzerwanie ciekła czerwona maź, barwiąc drzwi purpurowymi smugami. John nie był w stanie choćby drgnąć z przerażenia. Poczuł silny ucisk na prawej stopie i szarpnięcie kierownicy. Mustang wystrzelił do przodu, ocierając chromowane felgi na wysokim krawężniku. Eddy trzymał nogę na stopie Johna naduszając z całych sił na gaz, starając się opanować samochód jedną ręką. John nie zdoławszy zorientować się w sytuacji, odepchnął od siebie uciążliwy ciężar i samochód wpadł z impetem w kępę krzaków.
- John wycofuj! No już!
Edd uderzył go w twarz otwartą dłonią. Pomogło.
John wrzucił wsteczny i auto gładko wróciło na ulicę. W lusterku widział poturbowanego mężczyznę, czołgającego się po jezdni w ich kierunku. Obie jego nogi wygięte były w kolanach w nienaturalnej pozycji.
John wcisnął gaz i z piskiem opon ruszył przed siebie.
*
Kiedy cisza stawała się nie do zniesienia, a licznik nieprzerwanie wskazywał 200km/h , Eddy musiał ponownie zareagować.
- W porządku stary? – zapytał spokojnie, aby nie przestraszyć kumpla.
- Popierdoliło cię?! Nic nie jest w porządku! - Nerwowo oblizał usta. W końcu mógł wyrzucić z siebie wszystkie tłumione emocje. Zerknął na swoje odbicie. Jego twarz była szara jak papier toaletowy na stacjach PKP w latach 90-tych. – Jak mogłem nie zauważyć co się tutaj dzieje. Od jakiegoś czasu na osiedlu robiło się coraz ciszej. A teraz zobacz! Jest kompletnie pusto! Nie ma żywego ducha. – Zaśmiał się histerycznie. – Żywego ducha… Dobre. – Ponownie oblizał wargi. – Wszyscy zamienili się w żywe trupy i chcą nas wpierdolić. Tak. Jebana apokalipsa! – rechotał do przedniej szyby.
- John? – Eddy obawiał się, czy jego kolega aby nie zwariował.
- Co? – rzucił jak gdyby nigdy nic.
W oczach Johna majaczył zalążek szaleństwa. Edd był świadom wszystkiego, co się wydarzyło. Potrafił myśleć trzeźwo jeśli taka była potrzeba. Wiedział, że wirus o którym mówiono od dłuższego czasu, okazał się czymś więcej niż, jakkolwiek irracjonalnie by to brzmiało, tylko nieznaną śmiertelną chorobą. Zdawał sobie sprawę, iż jego matka najpewniej nie żyje i ku swojemu zdziwieniu odkrył, że zdążył się z tym pogodzić. W tym momencie należało skupić się na Johnie. Miał go zawsze za twardego faceta, ale najwyraźniej ostatnie wydarzenia całkowicie go przerosły. Zastanawiał się co powinien zrobić, a myśleć musiał szybko, bo John w każdej chwili, jadąc z taka prędkością, mógł spowodować kolejny wypadek.
Samochód zahamował tak gwałtownie, że Eddy wleciał na deskę rozdzielczą. Całe szczęście nic poważnego mu się nie stało.
- Co do… - zaczął.
- Niech to szlag! – przekrzyczał go John.
Edd aż podskoczył. John pochylony wciskał się pod kierownicę, próbując coś dosięgnąć. Rzucał przy tym przeróżnymi bluzgami i sapał jak maratończyk na mecie.
- Gdzie on do cholery jest?! – stękał. Wygramolił się z ciasnej przestrzeni i spojrzał na trzymany w dłoni telefon. Ekran był całkiem rozbity. Najwyraźniej musiał wpaść pod pedał gazu. John opuścił szybę i wyrzucił zniszczone urządzenie za okno. Zaparł się na kierownicy i opuścił głowę pomiędzy ramiona.
Eddy czekał cierpliwie, na kolejne wydarzenia.
John wyprostował się w końcu i sięgną do kieszeni spodni. Wyją z niej wymięty kawałek gazety, rozprostował go i wręczył Eddemu.
- Przepisz ten adres na GPS. Jedziemy po Margaret.
Ostatnio zmieniony pt 08 sie 2014, 00:37 przez Mandragora, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Smoke » śr 06 sie 2014, 22:03

Mandragora pisze:Z głębokiego snu wyrwał go dźwięk telefonu. Nie otwierając oczu, na wpół przytomnie począł macać dookoła w poszukiwaniu brzęczącego urządzenia. Pod palcami czuł nierówności miękkiego wełnianego dywanu, chłód mahoniowych klepek, prostą nogę od łóżka i gumowy kabel od lampki. Przesunął się w bok ku krawędzi materaca i zlustrował podłogę mętnym wzrokiem. Dźwięk dochodził spod topornej szafki nocnej. Zmrużył powieki, aby polepszyć ostrość widzenia, nadwyrężoną twardym pijackim snem. Dostrzegł czarny brzeg telefonu. Wyciągnął rękę i z niemałym wysiłkiem sięgnął po nieduże urządzenie. Odebrał połączenie.
- John?! - Usłyszał po drugiej stronie wysoki kobiecy głos. - John! Oni tutaj są!

nikt, powtarzam: nikt nie będzie czytał czegoś takiego. nie możesz czytelnika zanudzać pierdołami i nie ja tak sądzę, ale wszyscy Wielcy Mistrzowie tak sądzą- bo nie zanudzali, więc nawet jeśli nie ufasz mi, to poszukaj w pamięci dzieła, w którym ktoś by podobnie przynudzał

przyjmijmy, że Lalka ma 700 stron, teraz odpowiedz na pytanie: ile stron miałaby Twoja powieść, gdyby miało być w niej tyle treści, co w Lalce:
a) 26390
b) 28298
c) 27361

i może jeszcze tak; jak jest sezon wyprzedaży, to wszędzie jest powypisywane

[center]-70%[/center]

spróbuj się do tego zastosować i tnij napisany tekst o kilkadziesiąt procent w ciemno

wiem, wiem, terapia szokowa zawsze boli, ale nie widzę innej rady,
działaj :)



Awatar użytkownika
badz
Pisarz domowy
Posty: 116
Rejestracja: ndz 20 lip 2014, 21:49
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Chmielna
Płeć: Mężczyzna

Postautor: badz » czw 07 sie 2014, 03:56

Wyciągnął rękę i z niemałym wysiłkiem sięgnął po nieduże urządzenie. Odebrał połączenie.

Wystarczy przeczytać jedno zdanie żeby wiedzieć jakim językiem jest napisany tekst- czyta się go równie zajebiście co instrukcje obsługi pralki.

To tak jakbyś mogła iść po chleb do warzywniaka a poszłaś do Biedry gdzie w kolejce czeka 3/4 społeczeństwa polskiego z koszykami pełnymi tanich produktów. A ty miałaś iść tylko po chleb. Po co czekać w kolejce i chodzić na około?

Komplikowanie czytelnikowi życia ma sens tylko wtedy kiedy autor wie co chce przez to osiągnąć. Jakaś zabawa językiem, nudy przed suspensem i tak dalej. Tu tego nie ma. Ale jest nieporadność.

Nazwanie telefonu "niedużym urządzeniem" to dla mnie hit miesiąca. Już sobie to wyobrażam jak krzyczę do dziewczyny, żeby podała mi nieduże urządzenie, a ona na to rzuca we mnie nokią 3310. ałć.

Zwrot "odebrał połączenie" jest dobry dla ludzi którzy po 6 lub 12 godzin dziennie pracują w playu i polecają samsunga z najnowszym androidem.

Duże nie. Z góry przepraszam jeśli zwrot "nieduże urządzenie" jest jakimś istotnym klockiem w fabule i wyjdę na leniwego ignoranta, który wybrał jedno zdanie z tekstu i zaczął grymasić. Wiem że istnieje taka opcja ale nie chce mi się sprawdzać czy akcja dzieje się w jakimś futurystycznym Pierdziszewie. No w każdym razie pjontka.


ludzie cywilizują się nagminnie, a ja wciąż jestem dziki.

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » czw 07 sie 2014, 07:48

Początek rozdziału 4. Trochę czasu upłynęło od rozdziału 1, ale w końcu pojawiają się pierwsze elementy prawdziwego horroru :)

Śmiem polemizować z wytłuszczonym. Nawet nie zadrżałem. Bardzo, ale to bardzo trudno jest napisać cokolwiek strasznego z zombiakami w roli głównej i trochę nie od tej strony się do tego zabierasz.

Styl jest ok, może nawet bardziej niż ok - nie mogę się przyczepić do niewłaściwych słów, choć kilka przecinków zjadłaś.

Lubię nudziarstwo. Lubię, gdy mogę sobie wyobrazić miejsce, w którym, jak choćby w tej scenie, która się tak przedmówcom nie podoba, bohater budzi się na kacu, widzieć przed oczyma duszy mojej umeblowanie i wystrój pomieszczenia, zamiast widzieć gadającą głowę i rękę, która sięga po telefon.

Wolałbym jednak, żebyś się zabrała za coś własnego i oryginalnego - ja też się z tym borykam, że najprościej mi coś napisać w cudzym świecie albo z cudzym bohaterem.

A czytać o zombiakach nie lubię. To tak jakby jeść odgrzewany po raz dziesiąty bigos zmieszany z resztkami spaghetti dla oryginalności (bo samego bigosu było już małowato, że zarusycyzmuję).

Jeden potężny zgrzyt jest gdy nagle przyspieszasz akcję i bohater, wcześniej macający długo za telefonem, nagle teleportuje się ze zdania do zdania za kierownicę samochodu ze swym wiernym towarzyszem Eddie'm. Nie to, że tam poszedł, oglądając całą resztę miejsca, w którym był. Nope. Beamed up by Scotty, apparently. ;)

[ Dodano: Czw 07 Sie, 2014 ]
A, owo felerne "niewielkie urządzenie" pojawiło się tam, by uniknąć powtarzania słowa "telefon". Żeby to dostrzec, wystarczy przeczytać też zdanie poprzedzające to z "niewielkim urządzeniem". Nawet na to uwagi nie zwróciłem.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 07 sie 2014, 10:21

Jeśli chodzi o Smoke'a, to prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się tutaj żadnej opinii :shock: . Już kiedyś wyjaśniliśmy sobie chyba, że prezentujemy dwa całkiem odmienne style, gdzie jeden nudzi drugiego. Tak więc żadnego szoku nie uświadczyłam :wink: . W całości przeczytałam jedynie Twoją "Sosnę" bo była krótka, a "Kordiana B.." (nie pamiętam jak to szło) darowałam sobie po przebrnięciu przez 1/4 tekstu , a nosiłam się z weryfikacją :). Więcej tekstów nie pamiętam. Tak więc nie ustosunkuję się do tej opinii, bo to mijałoby się z celem.

badz, widzę cię tu po raz pierwszy, tak więc nie wiem jak to ogólnie jest z ocenianymi przez ciebie tekstami i tym co sam piszesz. Przyznam, że twoja "weryfikacja" jest na tyle chaotyczna, że niewiele z niej rozumiem. Wywnioskowałam jednak, że nie gustujesz w obszernych opisach świata przedstawionego. Cóż... Moje teksty rozkładają się, można powiedzieć procentowo, na akcję (szybką, wolną a nawet ociężale powolną), wprowadzenie bohatera (z minimalną akcją) i opisy sytuacyjne z w miarę szczegółowymi opisami miejsca akcji. Nie wyobrażam sobie tekstu bez prostych, przejrzystych opisów. Nie lubię natomiast upiększeń i niepotrzebnych farmazonów czy bzdur jak kto woli. Wstawianie na siłę pseudo inteligentnych słów, skomplikowanych technicznych nazw... to nuży do potęgi.
Tak jak trafnie zauważył Mich'Ael, "nieduże urządzenie" wstawione jest tam celowo, aby uniknąć rażącego powtórzenia. Poza tym gdyby chciało się komuś wytłumaczyć czym jest telefon komórkowy, zaczęło by się od słów " to takie nieduże urządzenie...", stąd takie a nie inne określenie. Rozumiem, że tekst może ci się nie podobać :wink: , każdy lubi co innego.

Mich'Ael, z przecinkami się zgodzę, zjadam je łapczywie jak głody pies :), choć powoli, krok po kroku zwalczam ten nawyk.
Wiem, że nie każdy lubi tematykę zombie. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Mam grono osób, które namiętnie poszukują czegokolwiek w tych klimatach i do nich póki co to kieruję. Wybrałam taki temat, bo nigdy wcześniej nie czytałam nigdzie o żywych trupach. Znam je jedynie z filmów. Poza tym pojawił się pewien pomysł na fabułę i żal było mi go odpuścić, tym bardziej, że opiera się on na miejskim survivalu, który uwielbiam :)
Niemniej jednak... Dziękuję za wszystkie uwagi.

Liczę, że znajdzie się jeszcze ktoś kto spojrzy na tekst pod kątem samej stylistyki, czy też pod kątem "technicznym".

Jak zwykle post jest chaotyczny, bo jak to mam w zwyczaju, pisze na szybko z pracy :roll:



Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 584
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » czw 07 sie 2014, 11:01

Mandragora pisze:Tak jak trafnie zauważył Mich'Ael, "nieduże urządzenie" wstawione jest tam celowo, aby uniknąć rażącego powtórzenia. Poza tym gdyby chciało się komuś wytłumaczyć czym jest telefon komórkowy, zaczęło by się od słów " to takie nieduże urządzenie...", stąd takie a nie inne określenie.

Czyli zakładasz, że Twoi czytelnicy nie będą wiedzieć, co to jest telefon komórkowy? By uniknąć rażącego powtórzenia użyłaś łopatologii i to jeszcze po tym, jak już to "nieduże urządzenie" doprecyzowałaś we wcześniejszym zdaniu jako telefon. Dla mnie naciągane. A wystarczyło użyć zaimka :roll: Tak, tak, wiem, nadmiar zaimków to zło, ale wyszukiwanie synonimów na siłę to popadanie w kolejną skrajność.

Najbardziej w tekście nie podoba mi się początek. Budzenie się z pijackiego snu, jest po prostu bardzo, bardzo ogranym motywem i potrzeba mnóstwa inwencji, żeby uczynić z tego ciekawe czytelnicze przeżycie. Tobie się, niestety, nie udało.


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 07 sie 2014, 11:39

Aktegev pisze:Czyli zakładasz, że Twoi czytelnicy nie będą wiedzieć, co to jest telefon komórkowy?

Coś mi się wydaje, że źle mnie zrozumiałaś. badz napisał: "Nazwanie telefonu "niedużym urządzeniem" to dla mnie hit miesiąca. Już sobie to wyobrażam jak krzyczę do dziewczyny, żeby podała mi nieduże urządzenie, a ona na to rzuca we mnie nokią 3310. ałć. " Wyjaśnienie w moim poście odnosiło się do tej wypowiedzi. wskazałam mu co miało znaczyć, i potwierdziłam po prostu, że tak się mówi, za przykład podałam opis przedmiotu jakim w tym przypadku jest telefon.

Aktegev pisze:Najbardziej w tekście nie podoba mi się początek. Budzenie się z pijackiego snu, jest po prostu bardzo, bardzo ogranym motywem i potrzeba mnóstwa inwencji, żeby uczynić z tego ciekawe czytelnicze przeżycie. Tobie się, niestety, nie udało.


Komuś kto czytał już o podobnej sytuacji wyda się to pewnie ograne. Ja jednak nie spotkałam się z tego typu sceną, tak więc wprowadziłam ją jako jeden z elementów ciągu wydarzeń, tak aby nie robić pustego przeskoku pomiędzy sceną A, a sceną B.



Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 584
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » czw 07 sie 2014, 11:51

Mandragora pisze:
Aktegev pisze:Czyli zakładasz, że Twoi czytelnicy nie będą wiedzieć, co to jest telefon komórkowy?

Coś mi się wydaje, że źle mnie zrozumiałaś. badz napisał: "Nazwanie telefonu "niedużym urządzeniem" to dla mnie hit miesiąca. Już sobie to wyobrażam jak krzyczę do dziewczyny, żeby podała mi nieduże urządzenie, a ona na to rzuca we mnie nokią 3310. ałć. " Wyjaśnienie w moim poście odnosiło się do tej wypowiedzi. wskazałam mu co miało znaczyć, i potwierdziłam po prostu, że tak się mówi, za przykład podałam opis przedmiotu jakim w tym przypadku jest telefon.

Nawet bez kontekstu wypowiedzi badza, użyłaś sformułowania "nieduże urządzenie" w tekście, a to samo w sobie świadczy, że nie obdarzasz czytelników nadmiernym zaufaniem ;)


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 07 sie 2014, 11:58

OT

nieduże urządzenie przypomniało mi analogiczną wielką roślinę lądową jako synonim "drzewo"


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 07 sie 2014, 12:07

Nawet bez kontekstu wypowiedzi badza, użyłaś sformułowania "nieduże urządzenie" w tekście, a to samo w sobie świadczy, że nie obdarzasz czytelników nadmiernym zaufaniem ;)


Tym razem to ja nie rozumiem. Ja ni widzę w tym sformułowaniu niczego dziwnego, a już na pewno związku z zaufaniem do czytelnika. Dla mnie to po prostu kolejny element opisu sytuacyjnego. Jeśli pisze się o miękkim wełnianym dywanie, chłodnej podłodze czy gumowym kablu, to siłą rzeczy słowo "telefon" zastąpić powinno się podobnym opisem z tym, że w tym przypadku konieczne jest usunięcie "telefonu"... Jak tutaj: "nieduże urządzenie". Gdybym pisała dalej np o kablu, zastąpiłabym go przewodem byleby nie generować niepotrzebnych, nieładnych powtórzeń. Rozbieranie teksu na czynniki pierwsze/pojedyncze słowa i stwierdzenia, to trochę jak czepianie się kropli soku w szklance wody, gdzie owa kropla ani nie modyfikuje całości, ani nie rzuca się w oczy o ile nie będziemy usilnie się jej przyglądać.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 07 sie 2014, 12:18

Mandragora pisze:Rozbieranie teksu na czynniki pierwsze/pojedyncze słowa i stwierdzenia, to trochę jak czepianie się kropli soku w szklance wody, gdzie owa kropla ani nie modyfikuje całości, ani nie rzuca się w oczy o ile nie będziemy usilnie się jej przyglądać.


i tu się myślisz. Kółko od dziecinnego wózka przykręcone do wozu strażackiego jest... kroplą soku w szklance wody.

nieduże urządzenie jest w kontekście wyborem złym i powoduje śmieszność opisu.

[ Dodano: Czw 07 Sie, 2014 ]
Wszedł na wielką roślinę lądową i zadzwonił z niedużego urządzenia, które wyjął z kieszeni.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 584
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » czw 07 sie 2014, 12:21

Mandragora pisze:Tym razem to ja nie rozumiem. Ja ni widzę w tym sformułowaniu niczego dziwnego, a już na pewno związku z zaufaniem do czytelnika. Dla mnie to po prostu kolejny element opisu sytuacyjnego. Jeśli pisze się o miękkim wełnianym dywanie, chłodnej podłodze czy gumowym kablu, to siłą rzeczy słowo "telefon" zastąpić powinno się podobnym opisem z tym, że w tym przypadku konieczne jest usunięcie "telefonu"... Jak tutaj: "nieduże urządzenie".

Porównaj: miękki wełniany dywan a miękki wełniany kawałek tkaniny w kształcie prostokąta do ozdabiania podłogi ;)
Zresztą, Twoje tłumaczenie o unikaniu powtórzeń, skojarzyło mi się z pewną sceną z Przyjaciół ;)
http://youtu.be/DW1lxwsK5_Q?t=48s


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 07 sie 2014, 14:27

Mandragora pisze:Z głębokiego snu wyrwał go dźwięk telefonu. Nie otwierając oczu, na wpół przytomnie począł macać dookoła w poszukiwaniu brzęczącego urządzenia.(1) Pod palcami czuł nierówności miękkiego wełnianego dywanu, chłód mahoniowych klepek, prostą nogę od łóżka i gumowy kabel od lampki (2). Przesunął się w bok ku krawędzi materaca i zlustrował podłogę mętnym wzrokiem. Dźwięk dochodził spod topornej szafki nocnej. Zmrużył powieki, aby polepszyć ostrość widzenia, nadwyrężoną twardym pijackim snem. Dostrzegł czarny brzeg telefonu. Wyciągnął rękę i z niemałym wysiłkiem sięgnął po nieduże urządzenie Odebrał połączenie.(2)


naruszenie poprawności językowej

1. hmm... to dźwięk telefonu ---> nie otworzył oczu i zaczął macać??
2. Jak się czuje prostość i gumowość?
3. rym blee
ze wszystkich powtórzeń wybrałaś najgorsze stylistycznie i... zrymowałaś

I redakcyjnie

aby polepszyć ostrość widzenia, nadwyrężoną twardym pijackim snem
- to znaczy? O co chodzi? Że spał? Słabo widział? Sen mu popsuł ostrość widzenia?
Tu jest wszystkiego za dużo - przede wszytkim za dużo NARRATORA natrętnego i niezbornego, stąd rozumiem uwagę Smoka - jest źle literacko :(

ciąg dalszy nastąpi

[ Dodano: Czw 07 Sie, 2014 ]
To tak: gdybyś nie wspominała z pretensją o czepianiu się słów, pewnie nie pokazywałabym, co ZŁE słowa czynią z Twojej opowieści. Bo literaturę tworzą... tadam... dobre słowa.

W Twoim tekście zabrakło właśnie dbałości o słowo. Nie wystarczy mówić do czytelnika i liczyć, że będzie przeskakiwał po trzy stopnie - każde słowo buduje konstrukcję





- John?! - Usłyszał po drugiej stronie wysoki kobiecy głos (hmm... głos usłyszał owo "John"?). - John! Oni tutaj są!
Potrzebował paru sekund, aby zacząć myśleć trzeźwo. Przewrócił się na plecy i wolną ręką przetarł zmęczone oczy (hmm znowu ta ostrość nadwyrężona, bo wynika, że przecierał oczy, żeby słyszeć!).
- Kto jest gdzie? – zapytał nieprzytomnie (hmm – a miał ponoć zacząć myśleć trzeźwo! słowo się rzekło) .
- Nie wiem… O…o…oni! Ci… ci ludzie są zzza moim oknem.
Głos kobiety drżał. Z trudem łapała powietrze. Mimo wszystko zorientował się z kim rozmawia (kto rozmawiał? Głos???).
- Margaret? – Usiadł sztywno, stawiając stopy na podłodze. (hmm, a to ci akrobata! I mnie to rozśmieszyło w kontekście, że przedtem łaził po podłodze na rękach)
- Ci wszyscy ludzie John… - zachłysnęła się powietrzem (powietrze... powietrze) i zaniosła cichym (zanosi się płaczem raczej głośno) płaczem.
- Margaret powiedz mi co się tam dzieje?! – Nieświadomie (hmmm??) podniósł nieznacznie (nie… nie…) głos. – Gdzie jesteś?! Jacy ludzie?!

(To jest finał akcji „dzwonił telefon” ? Całe po przebudzenie jako przedakcja z czapy jest, choć jak rozumiem, ma pokazać, że on .. pił poprzedniego wieczora?

Pośpiesznie nałożył buty i zbiegł do salonu, przeskakując po trzy stopnie na raz. Szarpnięciem obudził kompletnie otumaniałego (o…o… - niefajnie z aliteracją) Edda.
- Jestem w domu… a oni… wyglądają, jakby byli martwi – mówiła łkając.(z tym niedużym urządzeniem leciał po schodach i budził, a ona w tym czasie płakała spokojnie?)
- Na miłość boską! Co ty do diabła (hi hi – Bóg i diabeł w jednym stali domku) wygadujesz?! (Houston, kto to mówi?)
Włączył telewizor (losowo uznałam, że telewizorem zajął się Edd, bo po coś się tam pojawił :P) . Na ekranie pojawiły się jakieś (hmm – a jakie? Mam sama? OK. „Na ekranie pojawiły się gołe baby”) zakłócenia.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Smoke » czw 07 sie 2014, 20:01

Mandragora, ale nie chodzi tu o mnie, lecz o Ciebie, pomińmy więc Kordiana i diametralnie odmienną Sosnę.
Bez najmniejszego trudu mógłbym zrobić Ci łapankę szerszą niż Natasza, ale to mija się z celem, bo wszystkie błędy, jakie popełniłaś, były wałkowane już na forum pierdylion razy. Bądź więc wdzięczna Nataszy za wskazanie tych paru przykładów, a mi za zainicjowanie lawiny komentarzy :D (i kiedyś może zrozumiesz, że mój <i podobne, bo są> komentarz był jedynym słusznym, na jaki ten tekst zasługiwał).

Niestety, to co napisałaś jest zwykłym paździerzem i nijak nie można się nad tym rozwodzić. Możeszsz teraz przyjąć postawę typu:
1. napisałam paździerz, chłonę wskazówki, przypominam i odświeżam sobie wskazówki z innych (niekoniecznie moich) tekstów i piszę coś lepszego.
lub:
2. napisałam dobry tekst, lecz połowa komentujących się nie zna, a druga połowa się zna, lecz są zazdrośni i zawistni, więc jadą po mnie bym się zdołowała i by sobie poprawili humor tym.

Na forum są teksty reprezentujące obie postawy; są spektakularne metamorfozy i są wciąż te same gnioty- postaraj się wkręcić do tej pierwszej grupy. ;)



Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 07 sie 2014, 21:31

Widzę, że mam kompletnie inny punkt widzenia odnośnie tego jak powinien wyglądać tekst :roll: . Cóż... Jak już gdzieś pisałam: Każdy lubi co innego. Mnie kręci właśnie taki język tekstu i tak też piszę od wielu lat. Są ludzie, którym się to podoba i którzy proszą o więcej, a są i tacy którzy zmieszają to z błotem. Tak jak i ja nie pozostawiam suchej nitki na niektórych książkach czy opowiadaniach, a inne pochłaniam zafascynowana w ciągu paru godzin, czy chwil.
Szkoda tylko, że nikt nie wziął się za stronę techniczną weryfikacji, bo właśnie o to mi chodziło. Ostateczną korektę (kilkanaście korekt :mrgreen:) pod kątem fabularnym mam już za sobą. Brakuje mi weryfikacji "Triceratopki", która genialnie wskazuje wszelkie błędy :wink: . Nie wiem czy korzysta jeszcze z forum, bo niestety mam coraz mniej czasu żeby tu zaglądać, a nie potrafię jej nigdy wypatrzeć.

Ah i Smoke... Nie jestem niczym zdołowana :wink: . Cenię sobie każde zdanie, czy to dobre czy złe, bo wszystkie one dają motywację :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości