Egzorcyzm z drugiej ręki [fantastyka]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MTszewski
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: ndz 01 maja 2011, 22:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna

Egzorcyzm z drugiej ręki [fantastyka]

Postautor: MTszewski » sob 12 lip 2014, 14:06

Egzorcyzm z drugiej ręki

WWW Piotr wszedł do dużego ciemnego pokoju, gdzie wpadało tylko słabe światło gazowej latarni stojącej za oknem. Poprosił właściciela kamienicy, by ten zapalił lampkę. Bogacz bez słów spojrzał na żonę, która po chwili przyszła z przestraszoną służącą. Dorobkiewicze – pomyślał chłopak. Złapią trochę pieniędzy i z każdą błahostką zwracają się do służby.
WWW Ciepłe światło padło na eleganckie meble, które snycerz przyozdobił liściastymi motywami. Na barku znalazł się nawet jelonek, jednak trochę zdeformowany. Najwidoczniej małżeństwu szkoda było pieniędzy na zdolniejszego artystę.
WWWZawartość regałów pokrywała warstwa kurzu, jednak Piotr wzrokiem kieszonkowca bez problemu znalazł co lepsze okazje do wzbogacenia. Najbardziej spodobały mu się dwie srebrne tacki, wystarczająco małe, by schować je ukradkiem pod marynarkę.
WWWMógł zacząć przedstawienie. Wytarł chustą kawałek stolika i posłał pełne wyrzutu spojrzenie w stronę przyglądającej się mu trójki. Położył skórzaną torbę z przyrządami.
WWW - Chciałabym przeprosić za ten bałagan – odezwała się służąca, wyraźnie zawstydzona. – Ale tu straszyło i każda z nas bała się wchodzić.
WWW- Nie odzywaj się nie pytana – rzucił właściciel kamienicy z wyższością. – Pan Piotr z pewnością to rozumie i pewnie nieraz musiał pracować w podobnych warunkach.
WWW- Z resztą wygląda jakby dopiero co wyszedł z rynsztoka – dodała żona.
WWWNależała do najgorszego typu ludzi, z jakimi musiał użerać się młodzieniec. Mąż dorobił się w dość krótkim czasie na prowadzonym sklepie galanteryjnym, jednak przynajmniej próbował zwracać się do niego szacunkiem. Małżonce zaś wydawało się, że złapała Pana Boga za nogi i już należy do arystokratycznej elity. Pewnie jeszcze kilka lat temu obrządzała świnie w jakiejś podwarszawskiej wsi.
WWW- Kochanie, proszę… – zwrócił uwagę mąż i pocałował ją w policzek. Ta uspokoiła się i z uśmiechem delikatnie okręciła wokół palca wąs mężczyzny.
WWW - Przepraszam, ale ja może już sobie pójdę, sprawdzę czy dzieci śpią. – Służąca dygnęła i wyszła z pokoju.
WWW Piotr spokojnie kontynuował powinności, nie zwracając uwagi na parę, która zaczęła szeptać sobie czułe słówka. Wyciągnął z torby ulubiony przyrząd do wykrywania zjawisk nadprzyrodzonych – gałąź w kształcie litery Y. Złapał dłońmi za dwa końce i delikatnie nią trzęsąc, chodził po pokoju. Uwielbiał tę gęstą atmosferę wyczekiwania, gdyby mógł, przeciągałby ją w nieskończoność. Kilka razy popukał w lampę naftową.
WWW- Trzeba wymienić – mruknął pod nosem, jakby od niechcenia.
WWWNie musiał prowadzić tej gry, jednak wolał trzymać się wypracowanego przez ostatni rok scenariusza. Zawsze istniało ryzyko, że para mogła go wyrzucić bez zapłaty, co jeszcze nie byłoby takie straszne, gdy nie straciłby przez to czasu, który poświęcił na obserwację kamienicy. Biorąc pod uwagę, że jutro nie będzie miał co włożyć do garnka, zależało mu, aby „występ” przebiegł bez większych problemów.
WWWPrzygotowywał się do niego dwa tygodnie. Do tej pory mieszkanie odwiedził już ksiądz, który nie zrobił nic, tylko wysłał list do kurii z informacją o konieczności przysłania egzorcysty. Piotr oczywiście zadbał, by wiadomość nie trafiła do adresata. Później przychodziło kilku hochsztaplerów, którzy po wypowiedzeniu paru inkantacji szybko się ulatniali, zaraz po tym jak w pokoju rzeczywiście zaczynało coś się dziać. Dopiero, gdy właściciel był wystarczająco zdesperowany, chłopak zaproponował swoje usługi. Wcześniej uznałby go pewnie za zbyt młodego, albo zaproponowałby za niską stawkę.
WWW- I jak? – zapytała żona, która najwyraźniej już znudziła się mężem. - Pan ładny wybadał coś? Wydaje mi się, że nasze służące mają zbyt bujną wyobraźnię, a mój małżonek zobaczył zmęczony po pracy coś, czego nie było.
WWW - Nic bardziej mylnego. Z pewnością w tym pokoju miała miejsce emanacja istoty niematerialnej – odparł Piotr, tonem uczonego. – Pozostały po niej… pewne ślady. Jak już mówiłem, doktryna spirytyzmu stwierdza, że zdarzają się przypadki bytów duchowych, które oczekują na swoją reinkarnację. Ten, sądząc po pozostałej aurze, w swoim przyszłym życiu zostanie kaczką. Nie dziwię się więc, że został u waszmościów.
WWW Uśmiechnął się w duchu, gdy usłyszał, jak w oknach delikatnie zadrżały szyby. Duchy, nawet znajome, nie lubiły, gdy się z nich drwiło.
WWW - Też mi coś – rzuciła nieco rozgniewana żona. – Kochanie, przecież on wymyśla te farmazony. To zwykły hochsztapler, podobnie jak tamci. Pochodzi, pomacha i potem zapłaty żądać będzie.
WWW Zołza podparła się pod boki. Mąż także oczekiwał wyjaśnień. Młody egzorcysta włożył gałąź do torby i uśmiechnął się tak sztucznie jak tylko potrafił. Tylko myśl, że niedługo uzyska od tej pary całkiem sporą sumkę trzymała jego język na wodzy.
WWW - Proszę łaskawej pani, nie rozumiem tego wzburzenia. Niektóre elementy spirytyzmu mogą wydawać się śmieszne dla niewtajemniczonego, ale na pani miejscu uważałbym na to co się wyśmiewa, szczególnie, że nie wróżę dla pani zbyt przyjemnego, przyszłego…
WWW - O Matko Boska! – krzyknęła kobieta i przerażona zakryła usta dłonią.
WWW - I w dodatku mi pani przerywa.
WWW Żona właściciela kamienicy oparła się o ścianę, wskazując jakiś punkt na środku pokoju. Gdyby mąż jej nie przytrzymał, pewnie przewróciłaby się na podłogę. Młody egzorcysta delektował się momentem. Zaczęło się. Chwila jego władzy.
WWW - Panie, weź się pan odwróć! – wydarł się mąż. Powierzchowna kultura to pierwsza rzecz, która opuszczała nowobogackich w takich chwilach.
WWW Piotr posłuchał. Na środku pokoju lewitował złoty półmisek, jeden z tych, który sobie upatrzył.
WWW - No proszę, jest i nasz duch. I jak, nadal pani woli mnie uważać za hochsztaplera? – zapytał z przekąsem. – Może mam teraz wyjść?
WWW Przerażona kobieta pokiwała przecząco głową. Piotr myślał, że zacznie uciekać, jednak albo zdrętwiały jej nogi, albo lewitujący półmisek nie był zbyt straszliwy. Musiał jakoś podkręcić atmosferę.
WWW - Na litość Boską, niech pan przestanie mówić i coś zrobi! – krzyknął mężczyzna.
WWW - Teraz, jak trwoga to do Boga – rzucił kpiąco Piotr.
WWW Wtedy przybiegło dwóch chłopców, najwyraźniej przyciągnięta krzykami. Właściciel kamienicy próbował coś zdziałać, chyba chciał zasłonić im oczy, jednak było za późno. Dzieci dostrzegły lewitujący talerz i natychmiast wysoki sopran rozległ się po kamienicy. Piotr znudzony przewrócił oczami. Wszystko było tak przewidywalne.
WWW - Chłopcy, wyjdzie stąd. Będą się tu działy iście dantejskie sceny. – Zrobił wielkie oczy.
WWW Dwójka pobiegła w głąb korytarza. Egzorcysta domyślał się, że jeszcze przez miesiąc będą się moczyć w łóżku.
WWW - Dobrze, mogę się wreszcie zabrać za tę niematerialną wywłokę. Najpierw oddaj duchu nieczysty ten półmisek. Na pewno jest więcej wart, niż było twoje nędzne życie.
WWW Złapał za naczynie i próbował przyciągnąć go do siebie. Mógłby go wziąć od razu, jednak musiał dodać widowisku więcej dramaturgii. Zaczął więc biegać od ściany do ściany z półmiskiem uniesionym nad głową, siłując się z niewidzialnym przeciwnikiem. Kilka razy uderzył w regały, z jednego o mało nie wypadła drogocenna porcelana.
WWW - Dla wiadomości pana kochanej małżonki, to co teraz czynię, ma na celu uszczuplenie sił istoty astralnej.
WWW Kobieta leżała już z mężem na ziemi i pewnie nawet go nie słyszała.
WWW - Nie słuchaj go, skup się na oddychaniu – uspokajał mężczyzna.
WWW Doskonale. Młodzieniec wygrał symulowaną walkę i położył półmisek obok torby. Czas na punkt kulminacyjny. Wyciągnął małą, pomazaną książeczkę, którą kupił na jakimś bazarze. Zaczął złowrogim szeptem recytować coś pod nosem. Lampka zaczęła migotać. W końcu krzyknął najbardziej dostojnie jak potrafił.
WWW - Opuść ten dom, duszo nieczysta i nie naprzykrzaj się więcej tej rodzinie!
WWW Wydawało się, że kamienica zatrzęsła się w posadach. Lampa naftowa pękła i zgasła, coś delikatnie połyskującego otworzyło z hukiem okno i wyleciało na zewnątrz. W uszach rozległ się pisk od zastanej ciszy. Gdzieś za oknem zaczął miałczeć kot.
WWW - I po wszystkim – powiedział Piotr, wyraźnie z siebie zadowolony. – Nie powinien tu wrócić, na wszelki wypadek radzę zmienić wystrój, wszystko ze złota i srebra należy wyrzucić. Te dwa półmiski mogę sam zabrać.
WWW - Zostaw je pan – powiedział właściciel. Mało kto po takich przeżyciach zwracał uwagę na swoje drogocenne drobiazgi. Szczególnie mając nieprzytomną żonę u boku. – Duch na pewno nie wróci?
WWW - Na pewno – odwrócił się do mężczyzny i półmisek, który odłożył na stół, schował za pasek spodni. – Choć muszę zauważyć, że istoty niematerialne są wyczulone na wszelaką niesprawiedliwość. Szczególnie nie lubią, gdy nie płaci się za wykonaną pracę.
WWW Mężczyzna okazał się wystarczająco domyślny. Zostawił żonę na podłodze i wyjął z kieszeni elegancki mieszek. Najwyraźniej, gdy przyszło do interesów, mąż doszedł do wniosku, że kobiecie nic nie będzie, więc nie było powodów, by z nią dłużej leżeć.
WWW - Tyle, na ile się umówiliśmy?
WWW - I ani rubla więcej. – Piotr nie krył zadowolenia.
WWW Mężczyzna wysypał na dłoń pokaźną kupkę monet, przeliczył i wręczył Piotrowi.
WWW - A jeżeli duch wróci, obiecuję, że pana znajdę i wypatroszę.
WWW Młody egzorcysta bogatszy o woreczek złotych monet i całkiem wartościowy półmisek wyszedł z kamienicy. Odetchnął świeżym powietrzem. Krakowskie przedmieście o tak późnej porze było już puste. Gdzieś w oddali szedł tylko strażnik z grzechotką, przygotowaną w razie, gdyby wypatrzył pożar. Piotr powinien wracać do mieszkania, a raczej do pokoiku na strychu w kamienicy przy rynku, który dzielnie starał się zastąpić pełnoprawne lokum. Jednak musiał załatwić jeszcze jedną sprawę.
WWWUpewnił się, czy nikt go nie obserwuje i skręcił w jedną z wąskich uliczek, tuż obok małego placyku, gdzie posadzono gromadę niebieskich i czerwonych kwiatów. Poczekał chwilę.
WWW Duch zmaterializował się przed nim jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Półprzezroczysty byt ubrany był w wojskowy mundur i miał twarz mężczyzny w sile wieku o smutnych zmęczonych oczach. Wszystkie zjawy, które kiedykolwiek spotkał Piotr, miały takie samo spojrzenie.
WWW - Dzisiaj ty wybierz kościół – powiedział młodzieniec.
WWW - Niech będzie Świętej Anny. Może tam msza w końcu pomoże?
WWW - Oby, wujku – odparł smutno. – Oby.
Ostatnio zmieniony ndz 20 lip 2014, 02:21 przez MTszewski, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » sob 12 lip 2014, 17:48

Piotr wszedł do dużego ciemnego pokoju, gdzie wpadało tylko słabe światło gazowej latarni stojącej za oknem.

...pokoju, do którego wpadało tylko...

Ciepłe światło padło na eleganckie meble, które snycerz przyozdobił liściastymi motywami.

Ciepłe światło padło na eleganckie meble, przyozdobione liściastymi motywami.
Wiadomo, że zajmuje się ty snycerz. Równie dobrze mógłbyś na przykład dodać, że wykonał je stolarz z dębowych, lakierowanych desek. To, że są przyozdobione określonymi motywami czy zrobione z takich a nie innych desek, stanowi ich opis, buduje tło i scenerię. A kto je ozdobił i wykonał – raz, że wiadomo, a dwa, nie ma znaczenia.

- Z resztą wygląda jakby dopiero co wyszedł z rynsztoka – dodała żona.

„Zresztą”
I ta uwaga jest nazbyt niegrzeczna, a przez to nienaturalna. A skoro już pada, to wymagałaby jakiejś reakcji ze strony Piotra, chociażby wymownym spojrzeniem czy postawą, zachowaniem.
Poza tym najwidoczniej nie znasz historycznego tła tego, o czym piszesz. Bo nie wiesz, że w początkowym okresie (na który wskazują lampy gazowe i naftowe), tą sferą działań zajmowali się wyłącznie ludzi „z towarzystwa”, czyli inaczej mówiąc ludzi majętni i należący do elity społecznej. Tak więc już w tym punkcie, Twoja historia jest niewiarygodna.

Piotr spokojnie kontynuował powinności, nie zwracając uwagi na parę,

Wydaje się, że „powinności' to nieodpowiednie słowo, o ile dobrze rozumiem, to po prostu wykonywał swoją pracę.

Wyciągnął z torby ulubiony przyrząd do wykrywania zjawisk nadprzyrodzonych – gałąź w kształcie litery Y.

Gałąź to coś dużego, grubego i ciężkiego. Najwyżej mogłaby być „gałązka”; więc bez przesady. A gałązka w kształcie litery Y, to klasyczna różdżka (najczęściej wykonana z leszczyny) do wykrywania całkiem realnych cieków i zbiorników wodnych. Tak realnych, że ich promieniowanie wykrywa się również urządzeniami elektronicznymi (które nota bene posiadam i sprawdziłem działanie; choć tym się nie zajmuję). Nie są to żadne zjawiska nadprzyrodzone (cokolwiek miałoby to znaczyć). Ja rozumiem, że tekst o charakterze literackim nie musi być w pełni realistyczny, ale jeśli opisujesz jakiś konkret, zwłaszcza taki, o którym wiedza nie jest powszechna, to należy trzymać się tych nieszczęsnych realiów, bo inaczej wprowadzasz niezorientowanego czytelnika w błąd (najczęściej machinalnie bierze takie informacje za dobrą monetę), a u zorientowanego tracisz cała wiarygodność i chęć do dalszej lektury.
I taką różdżką się nie „trzęsie”!

Piotr oczywiście zadbał, by wiadomość nie trafiła do adresata.

W jaki sposób? Zlikwidował pocztę?

zaproponował swoje usługi. Wcześniej uznałby go pewnie za zbyt młodego, albo zaproponowałby za niską stawkę.

Powtórzenie „zaproponował – zaproponowałby”.

które oczekują na swoją reinkarnację.

Troszkę mylisz pojęcia i terminologię. W tym wypadku powinno być „inkarnację”.

Ten, sądząc po pozostałej aurze, w swoim przyszłym życiu zostanie kaczką. Nie dziwię się więc, że został u waszmościów.

Chyba raczej „pozostawionej”. I z tą kaczką to nonsens. Na podstawie aury (której się zresztą nie zostawia, choć pewne ślady, tak; umownie można to tak określić) absolutnie nie można wyciągnąć tego typu wniosków.

- Teraz, jak trwoga to do Boga – rzucił kpiąco Piotr.

Będą się tu działy iście dantejskie sceny. – Zrobił wielkie oczy.

- Dobrze, mogę się wreszcie zabrać za tę niematerialną wywłokę. Najpierw oddaj duchu nieczysty ten półmisek. Na pewno jest więcej wart, niż było twoje nędzne życie.

Zaczął więc biegać od ściany do ściany z półmiskiem uniesionym nad głową, siłując się z niewidzialnym przeciwnikiem. Kilka razy uderzył w regały, z jednego o mało nie wypadła drogocenna porcelana.

Ja rozumiem, że to oszust, ale nawet – choć raczej „a zwłaszcza” - oszust nie może sobie pozwolić na tak nieprofesjonalne i bezsensowne zachowanie. Rozumiem też, że jego klienci nie grzeszą nadmiarem inteligencji, ale nie jest ono niezbędne aby „egzorcysta” zdyskredytował się u postronnego obserwatora, prezentując takie zachowanie.
Może dobrze by było, aby przed opisywaniem takich działań, zapoznałbyś się jak one w rzeczywistości mogą przebiegać? Bo przedstawiony opis jest skrajnie wydumany, nieprawdziwy i żenujący.

Wtedy przybiegło dwóch chłopców, najwyraźniej przyciągnięta krzykami.

Błędnie skonstruowane zdanie.

Egzorcysta domyślał się, że jeszcze przez miesiąc będą się moczyć w łóżku.

Niesmaczne.

W uszach rozległ się pisk od zastanej ciszy.

Nie rozumiem.

Gdzieś za oknem zaczął miałczeć kot.

„miauczeć”
I lepiej by było; „Gdzieś za oknem zamiauczał kot.”

Młody egzorcysta bogatszy o woreczek złotych monet i

Nie skonkretyzowałeś kiedy i gdzie dzieje się ta akcja, domniemywam, że koniec XIX wieku,(zresztą poniżej lat 60/70 XIX w, o takich zjawiskach w kulturze europejskiej raczej nie słyszano), ale kiedy by to nie było, to woreczek złotych monet jest zapłatą absolutnie wygórowaną. I ich wartość ma się nijak do dwóch srebrnych, małych tacek, na które łakomił się „egzorcysta”. Przecież nie przedstawiasz go jako głupca.

miał twarz mężczyzny w sile wieku o smutnych zmęczonych oczach.

Przecinek po „smutnych”.

Tekst napisany dość starannie, niewiele potknięć interpunkcyjnych czy stylistycznych. Język niewyszukany, ale dość dobrze dopasowany do charakteru opowiadania. I jakiś pomysł, choć może nienowy i nieoryginalny, ale jest. Opisy zbyt ubogie, ale są we właściwych miejscach, należałoby poświęcić im więcej uwagi i staranności. Dialogi (pomijając ich wartość) niedopracowane, zbyt agresywne, padają w nich nieprzystające do okoliczności uwagi, ale są też celne zdania, trafnie oddające nastrój danej chwili. Tylko kłania się znajomość tematyki, albo raczej całkowity jej brak, co wypunktowałem wyżej – i co wszystko przesłania. Akurat kiepsko trafiłeś, ale nie można liczyć na niewiedzę czytelnika, poza tym – co najważniejsze – nie jest to wobec niego uczciwe, nie tego oczekuje. Pisarz, przynajmniej w jakimś stopniu jest, a w najgorszym razie powinien być, osobą godną zaufania, przynajmniej w jakimś zakresie. Odbiorca powinien mieć możliwość rozróżnienia, co jest prawdą, a co fikcją. Można się zasłonić, że to „licentia poetica”, ale czy w tym wypadku jest to uzasadnione – to już sam musisz odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Ale pewien potencjał literacki prezentujesz, więc chętnie poczytałbym inną Twoją pracę.



Awatar użytkownika
Thug
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 29 paź 2012, 22:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Thug » sob 12 lip 2014, 18:05

Swym zwyczajem powiem tylko, co mnie się w oczy rzuciło :)

Piotr wszedł do dużego ciemnego pokoju

jak dla mnie powinien być tam przecinek

mój małżonek zobaczył zmęczony po pracy coś, czego nie było

zgrzyt. Dałbym zmęczony po pracy przed małżonkiem

Kochanie, przecież on wymyśla te farmazony

Dałbym sobie głowę ogolić, że farmazony nie istniały w słowniku z tamtego okresu. Podobnie zołza.

Chłopcy, wyjdzie stąd

raczej wyjdźcie

Ogólnie historia mi się podobała. Tak, że nie zauważałem błędów, czytając ją. Ma swój smaczek, delikatny niczym ektoplazma :P
Piotr dostaje wielki plus, a służąca minus. Bardzo miło się go obserwowało, choć zdradził nam, że ma wszystkie karty, od tak. Zaś służka, jej zachowanie jakoś mi nie spasowało. Może ja mam jakieś krzywe spojrzenie na nie. W moim mniemaniu raczej cicho szeptały, gdy odzywało się nieproszone i mówiły jak najkrócej. Po wykonaniu polecenia (np: przyniesienie lampy), znikały do innych zajęć, poza osobistą słóżką pani, będącą nieustanie w pobliżu.
Ale to może byc po prostu skrzywienie moich wyobrażeń.
Brawo i czekam na kolejne twoje popisy.


-Może jak będę dużym chłopcem, ludzie będą mnie prosić o pomoc.
-Albo żebyś się przesunął.

Awatar użytkownika
MTszewski
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: ndz 01 maja 2011, 22:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MTszewski » sob 12 lip 2014, 20:07

Dzięki Gordiasz za komentarz. Ale czuję, że muszę się trochę wytłumaczyć :wink:

Poza tym najwidoczniej nie znasz historycznego tła tego, o czym piszesz. Bo nie wiesz, że w początkowym okresie (na który wskazują lampy gazowe i naftowe), tą sferą działań zajmowali się wyłącznie ludzi „z towarzystwa”, czyli inaczej mówiąc ludzi majętni i należący do elity społecznej. Tak więc już w tym punkcie, Twoja historia jest niewiarygodna.


Masz rację. Jednak wyszedłem z założenia, że opisywane małżeństwo do żadnej elity nie należało, a po za tym byli dorobkiewiczami, przez co sami siebie skazali na hochsztaplerów i domorosłych egzorcystów. Tylko że tego nie napisałem, a sama wzmianka o tym, że oszczędzili nawet na snycerzu teraz wydaje mi się dość malutka i nieznacząca.

A gałązka w kształcie litery Y, to klasyczna różdżka (najczęściej wykonana z leszczyny) do wykrywania całkiem realnych cieków i zbiorników wodnych. Tak realnych, że ich promieniowanie wykrywa się również urządzeniami elektronicznymi (które nota bene posiadam i sprawdziłem działanie; choć tym się nie zajmuję). Nie są to żadne zjawiska nadprzyrodzone (cokolwiek miałoby to znaczyć). Ja rozumiem, że tekst o charakterze literackim nie musi być w pełni realistyczny, ale jeśli opisujesz jakiś konkret, zwłaszcza taki, o którym wiedza nie jest powszechna, to należy trzymać się tych nieszczęsnych realiów, bo inaczej wprowadzasz niezorientowanego czytelnika w błąd (najczęściej machinalnie bierze takie informacje za dobrą monetę), a u zorientowanego tracisz cała wiarygodność i chęć do dalszej lektury.I taką różdżką się nie „trzęsie”!

Tu poszedłem strasznie na skróty (z resztą w innych miejscach też) i uznałem, że skoro bohater nie zna się na wyganianiu duchów i przedmioty dobrał na zasadzie, co mu pasowało, zaś kontakty z duchami opiera tylko na czymś w rodzaju "daru", to nie ma co wspominać o tym jak wyganianie duchów powinno wyglądać albo do czego służy dany przedmiot, bo sam bohater tego nie wie.
Co do trzęsienia i reinkarnacji - to tak samo, bohater odstawiał fuszerkę, jednak nieszczęsny autor powinien to wyjaśnić.

Chyba raczej „pozostawionej”. I z tą kaczką to nonsens. Na podstawie aury (której się zresztą nie zostawia, choć pewne ślady, tak; umownie można to tak określić) absolutnie nie można wyciągnąć tego typu wniosków.


Moja wina, powinienem zaznaczyć, że bohater zmyśla, ale uznałem, że właśnie ta kaczka i mówienie o śladach są tak absurdalne, że nie trzeba o tym wspominać.

Ja rozumiem, że to oszust, ale nawet – choć raczej „a zwłaszcza” - oszust nie może sobie pozwolić na tak nieprofesjonalne i bezsensowne zachowanie. Rozumiem też, że jego klienci nie grzeszą nadmiarem inteligencji, ale nie jest ono niezbędne aby „egzorcysta” zdyskredytował się u postronnego obserwatora, prezentując takie zachowanie

Chłopak w zamyśle nie miał być wytrawnym oszustem, a całość opierała się na tym, że korzystał z pomocy znajomego ducha. Czyli tak naprawdę co by nie zrobił i tak duch by uciekł, bo miał z nim układ, o którym jest wspomniane na końcu (i jednak trochę za jasno w środku). A nieracjonalne zachowanie zrzucałem w głowie na karb młodego wieku, oraz miałem wrażenie, że przestraszeni ludzie i tak na połowę z tych uwag nie zwróciliby uwagi. Tylko z drugiej strony lewitująca tacka raczej nie spowodowałaby odejścia od zmysłów.

Nie skonkretyzowałeś kiedy i gdzie dzieje się ta akcja, domniemywam, że koniec XIX wieku,(zresztą poniżej lat 60/70 XIX w, o takich zjawiskach w kulturze europejskiej raczej nie słyszano), ale kiedy by to nie było, to woreczek złotych monet jest zapłatą absolutnie wygórowaną. I ich wartość ma się nijak do dwóch srebrnych, małych tacek, na które łakomił się „egzorcysta”. Przecież nie przedstawiasz go jako głupca.

Tu mój błąd i nie mam nic na obronę. Nie wiem jak, ale napisałem, że monety były złote i tak zostało. Jakby to były kopiejki jeszcze by uszło, ale nawet jeden rubel to za dużo za podobną usługę.

Co do opisów, to i tak widzę u siebie poprawę. Tutaj ciągle są w aptekarskich ilościach, ale to raczej wynika z tego, że tekst został odkopany i poprawiony stylistyczne.
Tak czy inaczej dzięki. Uwagi z pewnością się przydadzą, może rzeczywiście warto było tu przynajmniej pokazać odstępstwa od norm w danych realiach, nawet jeżeli tekst w zamyśle miał być tylko humorystyczny.

@Thug - Dzięki. I rzeczywiście, służka trochę za współczesna mi wyszła. Podobnie jak farmazony.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4274
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » ndz 20 lip 2014, 02:17

Ciekawy pomysł - wszystko wskazuje, ze młodzieniec jest oszustem, a na końcu wychodzi na jaw, że naprawdę ma niezwykłe zdolności, tyle, że inne. Współpraca z duchem wujka zasługuje na uznanie. Ale diabeł tkwi w szczegółach.
MTszewski pisze:Na barku znalazł się nawet jelonek,

MTszewski pisze:Zawartość regałów pokrywała warstwa kurzu,

W życiu. Jelonek mógł się znaleźć, owszem, ale nie na barku. Podobnie kurz nie mógł pokrywać regałów. To nie są meble dziewiętnastowieczne! Witryna, serwantka, bufet, w ostateczności kredens (chociaż to raczej mebel kuchenny), ale na pewno nie barek i regały. Cenniejsze drobiazgi eksponowano w witrynach albo w serwantkach, czyli meblach przeszklonych. Lampy naftowe służące do oświetlania całego pomieszczenia były zawieszane u sufitu.
MTszewski pisze: ulubiony przyrząd do wykrywania zjawisk nadprzyrodzonych – gałąź w kształcie litery Y.

Zgadzam się z Gorgiaszem: to powinna być różdżka, a nie gałąź. Jeżeli chłopak jest oszustem, tym bardziej powinien się starać, żeby zrobić dobre wrażenie. W końcu, mógł trafić również na ludzi zaznajomionych ze spirytyzmem. Klienci i tak mogą mieć wiele wątpliwości co do jego profesjonalizmu, więc po co utrudniać sobie start brakiem odpowiedniego sprzętu i nieznajomością jego obsługi?
MTszewski pisze: Do tej pory mieszkanie odwiedził już ksiądz, który nie zrobił nic, tylko wysłał list do kurii z informacją o konieczności przysłania egzorcysty.

MTszewski pisze:Później przychodziło kilku hochsztaplerów, którzy po wypowiedzeniu paru inkantacji szybko się ulatniali, zaraz po tym jak w pokoju rzeczywiście zaczynało coś się dziać.

MTszewski pisze:Wydaje mi się, że nasze służące mają zbyt bujną wyobraźnię, a mój małżonek zobaczył zmęczony po pracy coś, czego nie było.

Trochę to niekonsekwentne. Ksiądz zwraca się o pomoc do egzorcysty, w obecności hochsztaplerów "rzeczywiście coś się dzieje", a tymczasem jejmość ciągle myśli, że to tylko wyobraźnia i przywidzenia? To po co w takim razie ściągnęli kolejnego fachmana? Przynajmniej mąż powinien twardo obstawać przy swoim.
MTszewski pisze: 1. Kobieta leżała już z mężem na ziemi i pewnie nawet go nie słyszała.
WWW - 2. Nie słuchaj go, skup się na oddychaniu – uspokajał mężczyzna.

Dosyć to groteskowe: oboje leżą na podłodze? A właściwie dlaczego? Jeżeli jejmość zasłabła, mąż mógłby ją ratować, a nie leżeć obok.
2. Sugeruje jogę czy medytację? W takich przypadkach szuka się soli trzeźwiących, poklepuje po twarzy i rozciera dłonie.
MTszewski pisze: Młody egzorcysta bogatszy o woreczek złotych monet i całkiem wartościowy półmisek wyszedł z kamienicy.

Przy takich stawkach za interwencję mógłby sobie darować kradzieże. W ogóle, trochę za bardzo skupiasz się na domniemanym skąpstwie nowobogackich.

Przez cały tekst przebija brak znajomości realiów obyczajowych czasu, w jakim osadziłeś akcję. Szarpanina z duchem o półmisek też wygląda raczej groteskowo, niż profesjonalnie, a przecież sednem udanego oszustwa jest doskonałe nasladowanie profesjonalisty. Szkoda, bo rzekomy egzorcysta wraz z autentycznym duchem mogliby stworzyć spektakl znacznie bardziej widowiskowy i tajemniczy.

I tak jeszcze, dla porządku, coś z potknięć językowych:
MTszewski pisze:Piotr powinien wracać do mieszkania, a raczej do pokoiku na strychu w kamienicy przy rynku, który dzielnie starał się zastąpić pełnoprawne lokum.

Bez komentarza.
MTszewski pisze: gdzie posadzono gromadę niebieskich i czerwonych kwiatów

Kwiaty sadzi się w grupach, a nie gromadach.

W sumie jednak, jest coś ujmującego w tym młodym naciągaczu i jego komitywie z
duchem. Takie rzewne to zakończenie... Ale szczegóły koniecznie trzeba dopracować.

Aha: farmazon jest słowem jak najbardziej pasującym do epoki. Podobnie jak zołza. To nazwa poważnej choroby u koni (ropiejące węzły chłonne), od dawna funkcjonująca jako negatywne określenie złośliwej kobiety.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości