Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Wróżby partnerskie

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
matikala
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: śr 12 gru 2012, 11:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wróżby partnerskie

Postautor: matikala » ndz 06 lip 2014, 14:06

Katarzynka znajdowała się w tej chwili na pomijanym słusznie przez neokolonializm pograniczu, które należało do wiary w chore horoskopy; wiary podkopywanej od dołu przez krety współczesnego XIX-wiecznego racjonalizmu i ironiczne uśmiechy przemądrzałych fujar-niedowiarków. Rozpięta dramatycznie na scenie życia, bez robienia scen, pomiędzy „tak” a „nie”, czuła nieznośny ból w pachwinach i w głowie, który wynikał z okrutnej konieczności pomyślenia. Napięcie lokalizujące się na lewej pięcie, wywoływane tym przewlekle stresującym stanem, powodowało u niej nagłe zawroty w kierunku jednej bądź drugiej darmowej opcji, co jej poszukujący homeostazy nerwowego środowiska nerwowego umysł, zamieniał na nieśmiałą ufność we wszelkiego rodzaju przepowiednie, dotyczące również pogody, oraz na wiarę w zjawiskowe zjawiska astrologiczne spotykającą się u niej z pełną obaw i asekurancką akceptacją.
- Zawsze lepiej być ostrożnym – mawiała.
W ten sposób ujawniała się jej wrodzona kobieca przebiegłość, która roztropnie zabraniała jej pomijania jakichkolwiek poszlak:
- Niech to szlag. W ostatnim horoskopie pisało, że komuś bliskiemu z mojego otoczenia może przydarzyć się coś złego. I co? Janek złamał nogę na górskim szlaku. Na ziemi i w niebie znajdują się rzeczy, które nie śniły się naszym ubezpieczycielom. Ciekawe, ile szarpniemy odszkodowania? Kaska się przyda Kaśce, bo jak ten żarłok będzie siedział w domu dwa miesiące, to zje wszystko. Z nudów będzie chodził co chwila do lodówki.
Katarzynka gadała tak jeszcze długo, ale przerywam jej misterny wywód katarynki, zainteresowany innnymi rzeczami. W końcu to ja tu decyduję poprzez swój wyborczy głos, chociaż od mojej śmierci, to znaczy śmierci autora, minęło już tyle lat, mianowicie czterdzieści pięć. W tym czasie nawet autor „Śmierci autora” zdążył umrzeć (co przewidział w swoim eseju), a ja nadal żyję i nawet mam się dobrze.
Ciśnienie w normie.
- Takie rzeczy się nie sprawdzają – stwierdził Janek, mąż Katarzyny, podczas rozmowy. - No chyba, że ktoś mówi: „jutro – to będzie futro”, to wtedy tak, ale inaczej rzadko. Prędzej się spełni Futurama niż to, co sobie w zaciszu laboratorium wymyślił Fukuyama na temat „Końca historii”, która nie tylko się nie skończyła, ale nadal rozwija, bo w telewizji zawsze piszą „ciąg dalszy nastąpi” i nawet nie kłamią. Fukuyama musiał się urodzić w roku smoka, bo chciał narobić dymu dodając oliwy do ognia, ewentualnie w roku @, bo takie głupoty piszą tylko w internecie. Historia nie tylko nie padła jak kafka-Kafka, ale rozrosła się niekontrolowana – obecnie posiadamy kilka wersji tej samej historii, w tym na telefony osobiste i inne urządzenia przenośne. Na szczęście ona toczy się kołem hermeneutycznym, dopóki nie rozhermetyzuje się na amen pod wpływem Hermesa, psa i gwiazdy. Wtedy czekałyby ją gwizdy i byłaby z niej niezła beka i psychopompa!
- A co ty się Janek zrobiłeś taki historiozof? Jak jesteś taki mądry to mogłeś nie łamać nogi.
- Przecież nie zrobiłem tego specjalnie. O co ci chodzi?
- Specjalnie, niespecjalnie. Może tobie się już robić nie chce?
- Chyba żartujesz. Nie mogę wytrzymać w domu. O, obraziła się.
- Wcale się nie obraziłam – zaprzeczyła, w charakterystycznym dla małego foszka stylu, wychodząc i kręcac przy tym tyłkiem.
- Przecież widzę po twojej minie – zawołał za nią Janek, ale zaraz chwycił chciwie za pilot, pomimo że „w swoim stanie” nie powinien się ruszać - Tylko jej muchy w nosie można przewidzieć na wylot. Nic więcej. Że Polska przegra. Wzrosną podatki. Politycy nie spełnią obietnic. Zima zaskoczy drogowców. Wiadomo. Nie trzeba na to medium albo kilku mediów, tylko remedium.
Janek nudził się całe popołudnie. W telewizji nic nie było, pomimo trzystu kanałów, tylko zakupy Mango, powtórki, reklamy, programy z łamigłówkami, wróżbita Maciek... Korciło go, żeby zadzwonić do tego ostatniego i udowodnić Katarzynce, że to bujda na resorach, ale tylko posłuchał programu. W środku czuł jakąś nieuzasadnioną obawę, której zasadniczo nie potrafił wyjaśnić.
- I tak bym się nie dodzwonił. Nigdy się nie można do nich dodzwonić – zracjonalizował to sobie ku zachowaniu właściwego ph w psychice.
Z braku lepszego zajęcia zasnął. Kiedy obudził się, było już ciemno. Katarzynka oglądała z pasją jakiś program na kanale popularnonaukowym.
- Kochanie, słyszysz co tu mówią? - zwróciła się do męża. – Za kilkadziesiąt lat ewolucja spowolni, gdyż zjawisko selekcji naturalnej zostanie powstrzymane na dobre i na złe poprzez rozwój medycyny. Ponieważ nasza kultura jest przesiąknięta seksem, tylko narządy płciowe służące przyjemności będzie się rozwijać, sprzyjając osiąganiu zwiększonej rozkoszy, maksymalizując również swój rozmiar. Rozumiesz?
- Rozumiem o co chodzi. Jakiś naukowiec zbada nas za kilkadziesiąt lat i powie, że miałem małego, a ty miałaś małe cycki. Będą się z nas śmiać. Powie: „ale miał oseska” albo „z glistami to na ryby”. O twoich piersiach powie: „pomidorki”.
- Myślisz, że to prawda?
- Jak wszystko, co nam mówią ci szklani kłamcy. A ty się pomyl w rozliczeniu o dwa złote to cię zjedzą. Kiedyś im się beknie za to wszystko. Trzeba ich tylko z dużą siłą uderzyć w plecy, bo mają mocne.
- Tak myślałam, że to jakieś oszustwo. Terefere. To niemożliwe, żeby mieli oni mieli takie rzeczy, a my nie. Przecież to byłoby niesprawiedliwe. Człowiekowi też się coś należy od życia, to znaczy: żeby inni nie mieli lepiej.
- Nie o to chodzi.
- To o co?
- Za dwadzieścia lat to już się ludziom nie będzie chciało pocić dla tej odrobiny przyjemności; po co, jak będą mieli komputery i one za nich wszystko zrobią. Wsadzi taki jeden czy drugi pędzla do stacji dyskietek i poczeka, a tam się samo będzie robić. Pełna automatyzacja. Jeszcze mu wymyje za skórą po wszystkim i podziękuje, a całe nasienie wyśle do banku, jakby mu się w przyszłości dziecka zachciało na próbę z probówki.
- Ja tam nie wiem. Za chwilę obiad.
- Świetnie. Bardzo zgłodniałem. Zjadłbym parówkę z MMO ze zmielonego konia z kopytami.
- Janku, a ty wolisz mnie czy byś wolał jakiś komputer?
Katarzynka jak większość kobiet potrzebowała od czasu do czasu usłyszeć z ust swojego mężczyzny coś miłego. W pozostałych chwilach wystarczały jej komplementy zasłyszane z ust obcych facetów albo nie tak obcych już facetów.
- Dlaczego właśnie ja? - spytała przytulona do swojego kochanka. - Na świecie jest tyle pięknych kobiet. Wyglądam przy nich mizernie. Na dodatek mam męża. To mogło cię odstraszyć, bo on byłby straszny, gdyby się dowiedział o wszystkim, ale teraz jesteśmy bezpieczni, nie znajdzie nas, ma złapaną nogę i śpi. Dlaczego ja, skarbie? Powiedz.
- Och Katarzynko – westchnął Marcin zasypując jej ramiona pocałunkami. - Ktoś inny mógłby pomyśleć, że to ślepy traf, ale ja myślę, że to przeznaczenie złączyło nas ze sobą więzami małżeńskich oszustewek.
- Naprawdę? Wierzysz w przeznaczenie, jak w tym filmie “Oszukać przeznaczenie”?
- Ach, jakżebym mógł w nie nie wierzyć, skoro spotkałem na swojej drodze ciebie.
- To czemu nie spotkaliśmy się wcześniej, tylko po ślubie, Marcinku? - spytała dając mu dziubka.
- Widać los z nas drwi, skoro skazuje nas na bycie kochankami. Mi pasuje ten układ. Całkiem spoko. Swojej żony to już się tak nie chce, ale czyjąś to jeszcze można. A tobie też pasuje?
Katarzynka zerwała się do wyjścia.
- Muszę już iść. Mam okres. Dostałam go przed chwilą. Nic dziś nie będzie. Najwyżej mąż będzie się niepokoić, że go zdradzam czy coś. Nie chce go denerwować, no bo po co? W przypływie zainteresowania mógłby spytać gdzie byłam. Nie chcę go okłamywać. Nie jestem taka, rozumiesz? Bardzo go kocham. Spotkamy się za tydzień, a teraz spływam. Muszę zrobić zakupy i kupę – powiedziała.
- Tak szybko się zmywasz? Ledwo przyszliśmy tutaj. Wiesz, ile kosztuje ten hotel? Ma chyba ze dwie gwiazdki, chociaż połowa z nich wygląda nader podejrzanie. Musisz już iść?
- Muszę.
- Czemu?
- Widać to przeznaczenie.
Katarzynka wróciła do domu w złym humorze.
- Coś się stało? - spytał Janek.
- Nie. Po prostu mam kiepski dzień od sześciu minut.
- Przewidziałem taki moment. W lodówce jest wino, a w dolnej szufladzie świece. Ze względu na nogę nie mogę wszystkiego przygotować, jak należy, w tym kolacji dla dwojga, ale możemy zamówić pizzę. Może być?
- Jesteś słodki. W takich chwilach przypominam sobie, dlaczego za ciebie wyszłam.
- Czy to znaczy, że nie zawsze o tym pamiętasz?
Noga Janka szybko wróciła do jako takiej sprawności, dzięki czemu czuł się dużo lepiej:
- Wiesz co kochanie, po kontuzji ani śladu, ale dziwnie się czuję – zwrócił się do żony rozciągając złamaną niedawno nogę i obserwując ją.
- Co się stało?
- Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć, żebyś zrozumiała i nie zadawała blond pytań. Jak się wymienia opony to od razu obie, prawda? Wtedy bieżnik jest na nich zdarty mniej więcej równomiernie. A ja złamałem tylko jedną nogę i teraz obie różnią się od siebie. Niedużo, ale jednak. Bardzo dziwne uczucie. Nie mogę się doczekać powrotu na boisko, ale boję się, że coś będzie nie tak.
- Tfu tfu tfu... wypluj te słowa, bo zauroczysz rzeczywistość. Niepotrzebnie tak się zamartwiasz. Nie czytasz amerykańskich psychologów? Optymizm to podstawa. A ty za bardzo się spuszczasz. Zluzuj majty. Tak teraz mówi młodzież. Rozumiesz, co mówię do ciebie? Mój świętej pamięci ojciec potrafił radzić sobie ze stresem, mówił: “w budownictwie do pół metra różnicy mieści się w normie” albo “zostaw, dobrze będzie”.
- Przez to spadł później ze źle zabezpieczonego rusztania i połamał kości.
- No dobra, ale nie umarł, był tylko częściowo sparaliżowany. To jeszcze nie koniec świata, ale wolałabym nie karmić cię łyżeczką do końca życia. Jestem jeszcze młoda. Mam ciekawsze rzeczy do robienia. Kino, zakupy, kosmetyczka.
- Zostawiłabyś mnie samego w takiej sytuacji?
- A ty co byś zrobił na moim miejscu? Kochasz mnie w ogóle?
- Ja? Ja nie wiem. Chyba nie mógłbym odejść sobie tak po prostu. Przecież dobrze wiesz, że cię kocham. Czemu pytasz?
- Widzisz, jak mnie kochasz to chcesz, żebym była szczęśliwa, a ja nie będę siedziała przy kalece i zamartwiała się, czy nie zrobił kupki, żeby ją uprzątnąć i jeszcze udawała, że jest spoko. Powinieneś sam wtedy wymusić na mnie odejście. Polecić mi zacząć nowe życie u jakiegoś mężczyzny, który mógłby o mnie dbać i jeszcze mu pogrozić, że jak mi w miesiącu nie da przynajmniej pięciu orgazmów to go będziesz straszył po śmierci.
- Masz rację. Nie mógłbym kazać ci ślęczeć przy swoim łóżku. To jedyne rozwiązanie, skarbie. Każdy musi nosić swój krzyż. A gdybyś to ty znalazła się w takiej sytuacji? Potrzebowała stałej opieki. Też byś tak postąpiła?
- Nie wiem.
- Wiem, że to trudne, ale spróbuj sobie wyobrazić.
- Chyba musiałbyś rzucić pracę, żeby się mną opiekować.
- Jak to? Przecież to hipokryzja. Ty byś odeszła sobie do innego, a ja miałbym przy tobie zostać?
- O co ci chodzi? Przed chwilą powiedziałeś, że mnie kochasz, a teraz chciałbyś mnie opuścić w chwili, kiedy potrzebowałabym cię najbardziej? Ładna mi miłość.
Wkrótce Katarzynka zaszła w ciążę, co potwierdziły odpowiednie testy i badania oraz pęczniejący brzuszek.
- Marcinku, boję się, że to twoje dziecko. Co my teraz zrobimy, jeśli okaże się, że to prawda? On nas zabije - szeptała do telefonu.
- Podejrzewa coś?
- Musiałby być Duchem Świętym, żeby domyśleć się naszego romansu, ale na szczęście nim nie jest, ani się do niego nie modli.
- Żaden z nas dwóch nim nie jest, a jednak ktoś doprowadził do poczęcia. Jest jeszcze trzecia możliwość? Albo nawet czwarta?
- Jaka trzecia możliwość?
Katarzynka przerwała rozmowę. Na horyzoncie zdarzeń pojawił się jej mąż.
- Kto to był, skarbie? - zapytał z czystej ciekawości.
- Dzwonili z sieci. Przedstawili mi jakąś ofertę, żeby wydusić ze mnie więcej kasy, bo jeszcze im mało. Rozłączyłam się.
- Dobrze zrobiłaś kochanie – pochwalił ją Janek dając buziaka. - Ja też się rozłączam przy trzeciej możliwości, którą mi oferują, bo w tym momencie zapominam, jakie były poprzednie dwie.
Uklęknął przed nią i przyłożył głowę do jej brzucha jak do poduszki przed snem.
- To dziecko to dla mnie wielkie zaskoczenie. Nie byłem z tobą do końca szczery. Poprzednia kobieta rzuciła mnie z powodu bezpłodności. Staraliśmy się o dziecko, ale bezskutecznie. Badania wskazywały, że to moja wina. Miałem wiatr w torbie. Nawet nie wiesz, jaki jestem teraz szczęśliwy. Odetchnąłem z ulgą. Udało się. Wiesz, co mnie najbardziej zastanawia?Ciekawe, czy będzie do mnie podobny. Jak uważasz?
- O tak, na pewno. Będziecie identyczni – wypowiedziała nieśmiało Katarzyna.
- Nie cieszysz się?
- Cieszę. Bardzo pragnęłam tego dziecka, ale inaczej sobie to wyobrażałam.
- Dlaczego? No dobra, nieważne. Zawsze jest inaczej niż sobie wyobrażało. Wiesz już, jak damy mu na imię?
- Nie, nie wiem.
- Może po ojcu? Podoba ci się Marcin?
Wszystkie mięśnie w ciele Katarzynki zadrżały na te słowa.
- Co? Co ty gadasz? Ty jesteś ojcem dziecka. Nie znam żadnego Marcina. To nie tak.
- Uspokój się. Co z tobą? Usiądź i napij się wody. Możesz zaszkodzić naszemu dziecku. Jesteś teraz z porcelany. Mój ojciec miał na imię Marcin. Bardzo dziwnie się zachowujesz ostatnio. Na pewno masz swoje powody. Ciąża to trudny okres dla kobiety.
- Pomożesz mi?
- Tak – odpowiedział Janek. Przytulili się mocno.
- Czyje to perfumy? Pachną jak damskie. To nie moje.
- Wydaje ci się. Ciąża oszukuje twoje zmysły kochanie hehe.
- Masz rację. Jestem jakaś przewrażliwiona. Wybacz mi. To wszystko przez tego małego rozbójnika, który grasuje w moim wnętrzu. Niedługo zacznie kopać jak ojciec. Może nie będzie kopał rowów jak urośnie.
- Wierzysz w horoskopy?
- A co?
- Spójrz na kalendarz. Nasz synek będzie Skorpionem, tak jak bohaterowie Żeromskiego.
- Byłbym ostrożny w takich spostrzeżeniach. Nie podoba mi się rozmieszczenie archetypów literackich w zodiakalnym cyklu rozwoju przez Leszka Weresa w “Piśmie literacko-artystycznym” nr 3 z 1987 roku.
- A to dlaczego?
- Kapitan Nemo jest Wodnikiem, Alicja z Krainy Czarów Panną, a Jacek Soplica Strzelcem.

[ Dodano: Nie 06 Lip, 2014 ]
Jestem poirytowany - często słabsze teksty doczekały się kilku czy kilkunastu recenzji, a mój żadnej :((((
Ostatnio zmieniony ndz 06 lip 2014, 18:27 przez matikala, łącznie zmieniany 1 raz.


Roronoa Zoro: Chcesz mnie zabić?! Nie potrafiłeś nawet zabić mi nudy!

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » ndz 06 lip 2014, 18:23

Nie bądź poirytowany .
Bywa.
Tekst jest, moim zdaniem - poprawny, trochę nużący, bez życia i wiary, że to co, to przekazuje jest ważne i ważkie.
Mnie przypomina 1567 odcinek serialu.

Sporo jest do wyłapania stylistyki.

na przykład:

przedakcja jest salwą erudycyjną - z katiuszy. Wpierod! Na Germanca!
I śmieszno i straszno… - o co tu chodzi? To całe bym wywaliła i tu zaczęła:
- Zawsze lepiej być ostrożnym – mawiała (Kaśka)….



matikala pisze: Zawsze lepiej być ostrożnym – mawiała.
W ten sposób ujawniała się jej wrodzona kobieca przebiegłość, która roztropnie zabraniała jej pomijania jakichkolwiek poszlak:
- Niech to szlag. W ostatnim horoskopie pisało, że komuś bliskiemu z mojego otoczenia może przydarzyć się coś złego. I co?

lepiej tak:
Zawsze lepiej być ostrożnym – mawiała. W ten sposób ujawniała się jej wrodzona kobieca przebiegłość, która roztropnie zabraniała jej pomijania jakichkolwiek poszlak. - Niech to szlag. W ostatnim horoskopie pisało, że komuś bliskiemu z mojego otoczenia może przydarzyć się coś złego. I co?

matikala pisze:Janek złamał nogę na górskim szlaku. Na ziemi i w niebie...

na górskim szlaku na niebie i na ziemi...
matikala pisze:Na ziemi i w niebie znajdują się rzeczy

są, zdarzają się (nie znajdują się, bo wieloznaczne...)_

matikala pisze:Kaska się przyda Kaśce

albo Kaśka przyda się kasce (kaska-kaśce)

aha - póki co:

ale przerywam jej misterny wywód katarynki, zainteresowany innymi rzeczami. W końcu to ja tu decyduję poprzez swój wyborczy głos, chociaż od mojej śmierci, to znaczy śmierci autora, minęło już tyle lat, mianowicie czterdzieści pięć. W tym czasie nawet autor „Śmierci autora” zdążył umrzeć (co przewidział w swoim eseju), a ja nadal żyję i nawet mam się dobrze.


niedobrze, niewielu zrozumie - bo przecież nie piszesz do tych, który Rolanda Barthes'a łykają na śniadanie.

[ Dodano: Nie 06 Lip, 2014 ]
Drobna łapanka:
matikala pisze:W ostatnim horoskopie pisało

dziecko pisało, ono...
matikala pisze:Na szczęście ona toczy się kołem hermeneutycznym, dopóki nie rozhermetyzuje się na amen pod wpływem Hermesa, psa i gwiazdy.

Bohaterowie mają napady intelektu i idiocenia? Gdzieś się włącza ten Autor i uprawia kombinacje a la Barthes
matikala pisze:chwycił chciwie za pilot

Chwy.. chci.. i ... za pilot?

matikala pisze:Tylko jej muchy w nosie można przewidzieć na wylot.

bleee :(

matikala pisze:przyłożył głowę do jej brzucha jak do poduszki przed snem.


poduszka przed snem wygląda inaczej!


Czyli podsumowując
to nie jest dobre opowiadanie.
Masz niezły potencjał, ale nie masz dobrego pomysłu na to, co chcesz powiedzieć. Myślałeś, co chcesz uchwycić w swojej twórczości?


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości