Kto otrzyma brązowy medal?
Bitwa nr 19: B v E TRWA!

Temat: Bitwa, która wygrała sama siebie

Ilość ocen na ten moment: 0.
Przyjmowanie ocen trwa do 21.08.2018 godz. 23:59.

Lato w mieście

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
k.sikora
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: wt 03 sty 2012, 20:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Lato w mieście

Postautor: k.sikora » sob 20 lip 2013, 11:44

Lato w mieście – pierwszy draft.

Romantyczne trzy dni z Bogusiem zapowiadały się interesująco. Tymczasem ja narzekam na brak czajnika w pokoju, a jemu nie bardzo podoba się, że śpimy na dwóch wąskich łóżkach, bo king size bed'a nie mieli na stanie.
Mama kiedyś nie lubiła mojego męża, choć to najlepszy przyjaciel taty i na spółkę są potentatami medialnymi. Teraz twierdzi, że powinnam mu nogi myć i wodę pić (i tak mi to pewnie wyrzucą, choć twierdzili, że taki personal touch podnosi jakość tekstu).

Między dziesiąta a szesnastą obeszłam całe miasto. Maleństwo to straszne. Gorąco tu mają okropnie i żadnej wody. No, pomijając rzekę zaznaczoną na mapie szeroką błękitną wstążką. Udamy się tam na romantyczny spacer po kolacji, chociaż może się zdarzyć, że kolację zjemy nad ranem. Tak podpowiada mi dotychczasowe oświadczenie.

Wskoczyłam sklepu Goeres, o którym pisali w gazecie linii Luxair. Właściciel przechwalał się, że wprawdzie nie mogą konkurować z takimi molochami jak Genewa, czy Londyn, ale mają własny sposób na klienta. Każdemu, kto kupi u nich zegarek, robią zdjęcie z nowym zakupem na nadgarstku lewej ręki i w towarzystwie dwóch hostess. Czytając artykuł, płakałam ze śmiechu. Już na miejscu wstąpiłam do tego jubilera. Właściciel, we własnej osobie, pokazał mi mapę Chin z zaznaczonymi czerwonymi kropkami miastami, z których pochodzili jego klienci. „Bo nie wystarczy poznać kraj, z którego pochodzą, należy wypytać o adres”, tak się wyraził. Musiałam zaciskać usta, żeby się nie roześmiać.

Na wszystko tu mają czas. Na obiad czekałam prawie godzinę, na kawę niewiele krócej. Kto wie, o której wydadzą nam kolację...

Za to mosty mają potężne, jakaś morenowa formacja... Nie znam się na geologii. W każdym razie między centrum miasta, a dzielnicą dworcową jest tu dziura w ziemi o głębokości około piętnastu metrów i zbliżonej szerokości. Nad rowem rozpina się kilka mostów. Człowiek wychyla się za krawędź i tu spotyka go rozczarowanie.
Widzi osady mieszkalne, każdą w innym stylu, a po środku rzekę o szerokości rowu melioracyjnego. A woda jest brudniejsza niż w kałuży.

W kawiarence przy rue Philippe II, głównej ulicy handlowej, wdałam się w dyskusję z właścicielem. Polki, które kiedyś tłumnie szukały tu pracy, już nie są zainteresowane. Chwilę potem doszedł stały klient - Belg. Zrobiło się międzynarodowo!

Nie wiem skąd nagle pojawiła się kwestia wody. Znów ta woda (Redakcjo, błagam tego mi nie wyrzucajcie!). Ja o niej nie wspomniałam. Okazuje się, że w bliżej nieokreślonej przyszłości czeka nas potop. Może nie wszystkich, ale na pewno tę część Europy!
Popłakałam się ze śmiechu. W głowach im się miesza od tego dobrobytu! Opuściłam panów, twierdząc, że potrzebuję spaceru, żeby spalić śmietankę, którą obficie zalałam kawę i czekoladowe ciastko (Boguś na pewno mi to ciastko wypomni. Buzia na kłódkę. Potem wyrzucę je z tekstu). W domyśle aby zmieścić się strój kąpielowy jak już ta powódź nadejdzie.

Czy warto tu przyjechać? Tak, to piękne miasto i trzeba je zobaczyć. Jednak nie liczcie na zakupowy szał. To miasto przypomina Genewę sprzed dwudziestu lat (podpowiada mi Boguś). Po sprawunki lepiej wybrać się nad Jezioro Genewskie do Mediolanu lub Londynu. Paryża osobiście nie polecam, choć wybór tam też mają spory. O moim kłopocie natury fizjologicznej w stolicy Francji napiszę w następnej relacji.

Z Luksemburga dla „Buldożka” mówiła Joanna Goszecka.

PS. Muszę wreszcie przycisnąć Bogusia i dowiedzieć dlaczego moja pensja przechodzi przez jego osobiste konto.
PPS. Dlaczego redakcja tak bardzo ingeruje w moje teksty.
PPPS. I dlaczego wysyła mnie coraz dalej.
Ostatnio zmieniony wt 25 lut 2014, 23:29 przez k.sikora, łącznie zmieniany 2 razy.


Katarzyna Sikora
www.katarzynasikora.pl

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » sob 20 lip 2013, 19:27

k.sikora,
Nie podobało mi się, całkowicie nie mogę wyczuć konwencji stylistycznej
- jeżeli to pastisz artykułu "farbowanej blondynki" - to niętęgo wyszło, bo zbyt mała odległość pomiędzy kreacją a błędem autorskim. Nie ma tego rodzaju komizmu, który powstaje w pastiszu ponad dosłownością narracji.
Odsyłam do "Listów śpiewających" Agnieszki Osieckiej, tam jest majstersztyk.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
k.sikora
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: wt 03 sty 2012, 20:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: k.sikora » ndz 21 lip 2013, 09:59

Nataszo,

Dziękuję za opinię. Napisałam do ciebie na PW, bo jeżeli tekst można poprawić, to ja się za to od razu zabiorę. Tylko że... no, właśnie...

Pozdrawiam
Kasia


Katarzyna Sikora

www.katarzynasikora.pl

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » ndz 21 lip 2013, 10:47

k.sikora pisze:Romantyczne trzy dni z Bogusiem zapowiadały się interesująco. Tymczasem ja narzekam na brak czajnika w pokoju, a jemu nie bardzo podoba się, że śpimy na dwóch wąskich łóżkach, bo king size bed'a nie mieli na stanie.
Mama kiedyś nie lubiła mojego męża, choć to najlepszy przyjaciel taty i na spółkę są potentatami medialnymi. Teraz twierdzi, że powinnam mu nogi myć i wodę pić (i tak mi to pewnie wyrzucą, choć twierdzili, że taki personal touch podnosi jakość tekstu).


Tu mamy pierwsze spotkanie - bohaterka opowiada o sobie, mężu i mamusi.
Gubię się, kim jest? - to, jak rozumiem, córeczka tatusia (tatuś to potentat medialny) i żona drugiego potentata. Ja się tam na potentactwie medialnym nie znam, ale jakoś nie wierzę, ze córeczka potentatowego tatusia i żona potentatowego Bogusia objawia w hotelu potrzebę posiadania czajnika, a rzeczony romantyczny Boguś mieszka w pokoju klasy schronisko PTTK.
Czyli - to jest niewiarygodne.
Ma być?
Nie wiem. Ma być śmiesznie i z pretensją? Ma ciągnąć ten tekst inteligentna inaczej (blondynkowato) celebrytka?
Tu zacznij od konstruowania osobowości - może to "potentactwo" bardziej gminne? Wtedy "pretensje" o czajnik są w zrozumiałe. Odbiorca musi wiedzieć, kiedy autor mruga okiem do czytelnika ponad andronami narratorki, rozpoznawać ją w jej wypowiedziach - rozpoznawać rzeczywistą sytuację dziewczęcia i to go wtedy śmieszy na poziomie postaci, sytuacji i języka (stylizacja na "pretensję" na przykład, taka powiatowa Paris Hilton).
W tekście są partie, w których dziewczyna ma świadomość, że ktoś będzie cenzurował i wygładzał jej opowieść. To - moim zdaniem - fajny pomysł i w tym może tkwić siła tego tekstu.
Ten tekst wymaga od Ciebie kilku poziomów "świadomości" - zobacz - Ty piszesz tekst dziennikarski - bo jak rozumiem córeczko-żonka ma kaprys być korespondentką w jakim czasopiśmie. Czyli: masz opowiadanie (o niej), potem tekst dziennikarski (jej) i stylizację (narracja). Piekielnie trudne zadanie. Imo.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
k.sikora
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: wt 03 sty 2012, 20:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: k.sikora » ndz 21 lip 2013, 13:01

Nataszo,

Dziękuję po stokroć. Zrozumiałam co mam poprawić.

To przygnębiające, że tych moich intencji, które ujęłaś w słowa, nie widać w tekście. I trzeba je tłumaczyć. Niech to, już wiem o co chodzi. Teraz głowię się jak to dopracować. Bo zadanie w istocie nie jest łatwe.

Większość już prawie zmieniłam. BTW czajnika tam nie będzię, ani wąskich łóżek, bo to mi się wyjątkowo nie udało. Moja bohaterka powinna była zadbać o królewskie łoże rezerwując hotel, ale się zagapiła. A że trafiła do raju podatkowego, w których hotele pękają w szwach... itd

Na tym etapie bohaterka nie będzie już się śmiać, ani powstrzymywać od śmiechu tylko obserwować i relacjonować. A nad reszta jeszcze się pogłowię.
Miłego dnia.
Kasia


Katarzyna Sikora

www.katarzynasikora.pl

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » ndz 21 lip 2013, 13:55

k.sikora pisze: A że trafiła do raju podatkowego, w których hotele pękają w szwach... itd


Żaden hotel nie odmówi żonie potentata MEDIALNEGO dość dużego kraju pokoju, jaki będzie potrzebować lub chcieć (z czajnikem lub bez ;))
Nie sądzę też, żeby żona Bogusia załatwiała sama rezerwację...

Chyba że to jest "taka gmina" a nie potentactwo


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
k.sikora
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: wt 03 sty 2012, 20:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: k.sikora » ndz 21 lip 2013, 14:07

To też się zmieniło. Tzn ona lubi o nim myśleć o nim jako o POTENTACIE, ale on jest właścicielem kilku portali, które i tak "przynoszą mu godziwe zyski".

Ona jest bardzo samodzielna i przedsiębiorcza;D
A co do hotelu, jak jest pełne obłożenie, to z pustego nie naleją. A w Luksemburgu faktycznie tak jest. Cała historia jest oparta na faktach. Artykuł o jubilerze autorka faktycznie wyczytała w czasopiśmie Luxaira.
Kawiarnia, Belg i rozmowa o potopie to zaistniały fakt. Podobnie jak ta "dziura w ziemi" i nędzna namiastka rzeki!;D
Chciałam, żeby to był taki przewodnik Pascal'a i Michelin'a jednocześnie. Ale potem zapomniałam o Michelin'ie;D

[ Dodano: Nie 21 Lip, 2013 ]
Nataszo,

Chyba to już mam. Jeżeli masz ochotę spojrzeć na efekty naszej współpracy, moge podesłać na PW.
A może poczekam z tym do wieczora, bo cos czuje, że spłynie na mnie jeszcze jasność. Niech no tylko zrobi się odrobinę chłodniej.


Katarzyna Sikora

www.katarzynasikora.pl

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3881
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » ndz 21 lip 2013, 14:52

Mam podobne odczucia, jak Natasza. Jeśli zamierzałaś sparodiować działania nieprofesjonalnej, głupiutkiej dziennikarki (protegowana tatusia albo męża?), to parodystyczny charakter opowiadania nie ujawnia się tutaj wyraziście.
k.sikora pisze:Teraz twierdzi, że powinnam mu nogi myć i wodę pić (i tak mi to pewnie wyrzucą, choć twierdzili, że taki personal touch podnosi jakość tekstu).

k.sikora pisze:Nie wiem skąd nagle pojawiła się kwestia wody. Znów ta woda (Redakcjo, błagam tego mi nie wyrzucajcie!).

k.sikora pisze: (Boguś na pewno mi to ciastko wypomni. Buzia na kłódkę. Potem wyrzucę je z tekstu).

k.sikora pisze:Z Luksemburga dla „Buldożka” mówiła Joanna Goszecka.

Te wstawki wprowadzają chaos. Wszystko, co zanotowała Joanna - co to właściwie jest? Niech chociaż nazwie to Reportaż - notatki przygotowawcze albo Dziennik wysłanniczki czy jakoś podobnie, żeby stworzyć wrażenie, że to takie zapiski na kolanie, pierwszy szkic tego, co jej akurat przyszło do głowy. Poza tym: ona pisze, czy nagrywa?
I trochę o realiach:
k.sikora pisze:Wskoczyłam sklepu Goeres, o którym pisali w gazecie linii Luxair. Właściciel przechwalał się, że wprawdzie nie mogą konkurować z takimi molochami jak Genewa, czy Londyn,

1. czegoś tu brakuje.
2. Genewa to nie moloch, niecałe 200 000 mieszkańców, mniej niż Toruń. Bardziej by tu pasowało słowo metropolie. Poza tym, jeśli chodzi o firmę sprzedającą zegarki, to sens miałoby porównanie z jakimiś znanymi markami (Patek, Rolex), a nie z miastami.
k.sikora pisze:Właściciel, we własnej osobie, pokazał mi mapę Chin z zaznaczonymi czerwonymi kropkami miastami, z których pochodzili jego klienci. „Bo nie wystarczy poznać kraj, z którego pochodzą, należy wypytać o adres”, tak się wyraził.

Rety... To w porządnej firmie jubilerskiej opowiada się takie rzeczy potencjalnym klientom?
k.sikora pisze: Po sprawunki lepiej wybrać się nad Jezioro Genewskie do Mediolanu lub Londynu.

Pomijam komizm wynikający z braku przecinka albo spójnika: Mediolan i Londyn nad Jeziorem Genewskim? Ale jestem naprawdę ciekawa, gdzie tam się można tak obkupić, nad tym jeziorem. Stolice shoppingu leżą chyba gdzie indziej.

Mam wrażenie, że - jeśli zamierzasz pisać kolejne reportaże - powinnaś przemyśleć, kim jest Twoja bohaterka. Niestety, światowości w niej za grosz. Nie ma w tym nic złego ani nieprawdopodobnego (zamożny tata nie musiał fundować córce wyjazdów zagranicznych i ona dopiero teraz, przy mężu, poznaje świat) lecz takie wrażenia nieobytej prowincjuszki, która do tego chce być cicerone dla innych dziewczyn, muszą być pisane z dużym wyczuciem, żeby stały się przekonujące dla czytelnika. Tutaj jako punkt odniesienia przydałby się ktoś, kto rzeczywiście zna rózne kraje potrafi przekazać coś sensownego. Może Boguś, skoro pamięta Genewę sprzed dwóch dziesięcioleci? Na razie, ta jej paplanina nie sprawia wrażenia parodii ani pastiszu...


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
k.sikora
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: wt 03 sty 2012, 20:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: k.sikora » pn 22 lip 2013, 10:11

Rubia,

Dziękuje za cenne uwagi.
Faktycznie nad tą postacią muszę jeszcze mocno popracować. Bo zamierzam zrobić z tego cykl. Taki na pograniczu Pascala i Michelina.
tylko ta postać... Dużo do przemyślenia.

Pomysł z tym dziennikiem jest dobry (choć sądziłam, że "pierwszy draft" wszystko wyjaśni, widać, że nie), zastanawiam się, może rzeczywiście byłoby lepiej gdyby ona to nagrywała...

Co do Genewy, racja to metropolia, nie wiem skąd mi się ten moloch wziął.

Jak mówiłam reportaż jest oparty na faktach. Ten jubiler chwali się tą mapą, po tym jak opisali go w gazecie, jest jeszcze bardziej entuzjastyczny.
Zakupy nad Genewskim możesz zrobić i to jakie! Chociażby w Genewie masz wszystkich światowych disajnerów, Lousa Vittona, Versace, Celine, Fendi, niedługo otwiera się pawilon Chanell (ogromny) w Bonne Genie znajdziesz wszystkich disajnerów na jednym piętrze. Nawet Globus (typ sieciowca), który kiedyś miał takie tam sobie zwykłe lumpy od trzech lat przerzucił się na światowych projektantów, mam wrażenie, że nie długo podobnie zrobi szwajcarski Lidle. Podobnie jest w Lousanne i w kolejnych miejscowościach nad jeziorem w stronę gór. Widzę, że Joasia ma sporo roboty do zrobienia w tym kierunku;D

Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Pozdrawiam
Kasia


Katarzyna Sikora

www.katarzynasikora.pl

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3881
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pn 22 lip 2013, 16:38

No i widzisz, tu pojawiają się dwie sprawy: dbałości o szczegóły i precyzji sformułowań. Bo ja chętnie uwierzę, że właściciel salonu jubilerskiego ma mapę świata z zaznaczonymi miejscami, gdzie docierają jego wyroby (stamtąd przychodzą zamówienia). Nie uwierzę natomiast, że wypytuje klientów, w końcu prywatne osoby, o adresy. Bo to od razu budzi nieufność. Kim on, do czorta, jest: współpracownikiem policji skarbowej?
Podobnie z Jeziorem Genewskim. Lozanna, Genewa - to konkretne, całkiem spore miasta. Nad jeziorem leżą jednak również małe, bardzo snobistyczne i piekielnie drogie miejscowości, w których słuchaczki (?) Buldożka nie mają czego szukać.
Myślę, że dobrze byłoby, gdybyś ustaliła poziom zamożności Twojej bohaterki. Na co, tak naprawdę, ją stać? Jakiej klasy hotele, jak długie podróże? Jakie kraje? Czy ona sobie tylko wyobraża, że tata i Boguś to potentaci finansowi, czy rzeczywiście mają sporo grosza? (róznica między oczekiwaniami i możliwościami jest zresztą niezłym punktem wyjścia do zabawnych i mniej zabawnych nieporozumień). Ona wcale nie musi o tych finansach mówić wprost, wystarczy, żebyś Ty sama to wiedziała, bo to określa rzeczywistą pozycję Joanny. Żeby potem nie było, jak z tym czajnikiem. (Nawiasem mówiąc, niepotrzebnie go wyrzucałaś. Wystarczyłoby napisać coś takiego: Brakowało mi czajnika, ale Boguś powiedział, że przecież mogę zamówić herbatę i przyniosą ją nam do pokoju. Dziewczyna wyszłaby na gęś, Boguś na światowca, i byłoby dobrze. :D )
I jeszcze jedno: Joanna może być głupiutka i nieobyta, lecz w redakcji chyba siedzi ktoś przytomny, kto jej powiedział, dla jakich odbiorczyń ona pisze te swoje reportaże? Bo jeśli jest to towarzystwo licealno-studenckie albo młode niepracujące mamuśki, to nie Chanel, Prada i Dior są tu punktem docelowym, tylko DKNY, Calvin Klein, Dolce&Gabbana, a Emporio Armani to szczyt wyrafinowania.
Konkrety, konkrety. Nawet w parodii się liczą, a może tym bardziej tam.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
k.sikora
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: wt 03 sty 2012, 20:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: k.sikora » wt 23 lip 2013, 15:15

Rubia,

Odnotowuje sobie "dbałość o szczegóły i precyzję sformułowań", bo rzeczywiście nie to samo.

Ale z drugiej strony, zobacz są tacy, którzy pozwalają się fotografować z nowym zegarkiem i jeszcze w towarzystwie hostess, czy to jest normalne? Racja zmienię tam troszkę ten fragment z adresami, ale cytat raczej zostawie, bo ten chłop tak twierdził.

To też świetne: "Brakowało mi czajnika, ale Boguś powiedział, że przecież mogę zamówić herbatę i przyniosą ją nam do pokoju. Dziewczyna wyszłaby na gęś, Boguś na światowca, i byłoby dobrze. :D ) "

A co do detali, to mnie ucieszyłaś.
No to już prawie mam obraz Joasi. Wszystko sobie wynotowałam i zastanawiam się. Mam nadzieję, że to co mam na tepecie (Joasia miała być odskocznią) nie przesiąknie tą postacią;D

Jeszcze raz serdecznie dziękuję i pozdrawiam
Kasia


Katarzyna Sikora

www.katarzynasikora.pl


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości