Interium [fantasy]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Majnus
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: sob 08 cze 2013, 20:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Interium [fantasy]

Postautor: Majnus » ndz 07 lip 2013, 10:08

Verinas obudził się pewnego mroźnego poranka w swoim dość sporym jak dla niego łóżku. Niezbyt chętnie otworzył oczy, przecież tak przyjemnie się śpi więc czemu musiał się budzić. Najgorsze dla niego zawsze wydawały się poranki, powolny powrót do życia z krain jego umysłu zawsze zostawiał jakiś niedosyt. Przecież tam wszystko jest możliwe, w zwykłej rzeczywistości jest wiele ograniczeń. Gdy tak rozmyślał przypatrując się w sufit szybko zobaczył że obok niego pod ciepłą kołdrą wystają dziwne nierówności. Delikatnie odsunął cześć pościeli. Jego oczą ukazała się piękna i delikatna twarz Sarien, jej długie, proste kasztanowe włosy, drobnej budowy ciało, śniada cera tworzyły piękną mieszanke. Chłopak myślał dłuższą chwilę jak ona się tu znalazła, próbując przypomnieć sobie zdarzenia poprzedniego dnia od końca.
- Przecież wczoraj było Święto ku czci Arida. Pamiętam że wczoraj wieczorem podebrałem ze stołu trunek. Poszedłem go wypić u siebie, nie było ze mną nikogo... - wymamrotał bezwiednie po cichu do siebie
Nagle dziewczyna otworzyła leniwie oczy pewnie budząc się przez monolog Dark'a.
- Ale mnie głowa boli, sporo wczoraj wypiliśmy. - Opisała swój stan i informacje o dniu poprzednim która spowodowała zdziwiony wzrok chłopaka który patrzył na nią, przeczuwał coś i już chciał zapytać, gdy Sarien uprzedziła go:
-. Szybko utraciłeś przytomność po 2 większych łykach. Mówiłam ci że za chwile pójde po kieliszki i spokojnie wypijemy a ty nie... - tu zrobiła udawaną lekko naburmuszoną minę, żeby po chwili się delikatnie uśmiechnąć.
- Dzięki że się mną zajęłaś wczoraj.
- Jeżeli chcesz dziękować to podaruj mi coś czym mnie zaintrygujesz.
- Mogę podarowac najwyżej siebie, bo wątpie abym posiadł coś tak cennego aby zadowolić tym córke władczyni.
- Ciebie nie potrzebuje, bo mogę cię mieć kiedy chcę. Postaraj się a może dostaniesz nagrodę... - powiedziała wychodząc jednocześnie z jego pokoju.
"Nagrodę..." - już miał zacząć rozmyślać chłopak gdy nagle jego ojciec wpadł do jego pokoju bez pukania. Dark już chciał się czepnąć się o brak manier(które jego ojciec tak mocno w niego wpajał) ale dojrzał że to nie ta chwila, Ketir(tak miał na imię jego ojciec) miał bardzo ciężki oddech jakby biegł tu z całych sił i to z daleka.

Usiadł na łóżku ciężko dysząc i patrząc poważnym jak nigdy wzrokiem na syna zaczął:
- Verinas muszę ci coś ważnego powiedzieć?
- Co takiego ojcze? Czy jest to aż tak naglące?
- Tak jest. Muszę ci na początku powiedzieć że nie jesteś w pełni Dacionem. Do teraz prawie nikt nie wiedział że twoja matka jest pół-człowiekiem, lecz to nie wszystko historia naszego rodowodu jest wręcz starożytna do stworzenia możliwości używania nicości przez wcieloną istote musiało zostać spełnione 7 warunków: musiał być z rodowodu mrocznej rasy, a cywilizacja w której miał żyć musi być w fizycznym wymiarze, kolejne już ci powie ONA gdy będziesz gotowy.
- Ona? Kim jest ona?
- Ta która nad tobą czuwa będąc jednocześnie tobą. Ja to odkryłem dzięki studiowaniu magii, świat nie jest tak prosty jak widzisz synu. Magia powstaje z wyższych energii, woli, energii wewnętrznych, energii planetarnej(jeżeli jest związana z żywiołami). Ten kto trzyma wszystkie sznurki bawi się nami ciągle, utrudnia życie zabierając cząstki magiczne z środowiska dla siebie. Świat nie był kiedyś tak mroczny i ponury jak teraz, do 200 lat temu świat był jeszcze żywy, szcześliwy, energie buzowały w środowisku, a wybitne jednostki mogły wspólnie jednoczyć się w imię wyższych celów. Pomyśl sobie jaką potęge musiała mieć nasza 1 Królowa, a jaką jej pogromca Legendarny łowca Toran albo jego wieczny rywal Matiuso I. Teraz demon rządzi światem, właśnie ten którego wczoraj nasza rasa święciła. To on Arid, zablokował wstęp do wyższych sfer, każdego który się sprzeciwiał zabijał jednym z swoich 3 demoniczynych książąt. Jedynie Arion okazał się lepszy od jego sług. Nie wiem czemu Arid zabiera tej planecie energie życiową, ale jak tak dalej pójdzie magia zniknie na zawsze, a dostęp do mocy istnienia będzie dostępny tylko od wewnątrz a nie jak teraz także zewnętrznie(przez magie). Ja wczoraj po pijaku wygadałem się z tego dla Sary, ona mi powiedziała że jeżeli nie odejdziemy przed jej pobudką to zabije naszą rodzine.
- Czemu miałaby to zrobić, przecież to tylko teorie?
- Ona jest wierną wyznawczynią Arida i jest gotowa w jego imię zrobić wszystko. Czuje że została w młodości przez niego opętana. Jak można czcić istotę która chcę chaosu, zniszczenia, dodatkowo zabierając całą energie planety kosztem wszystkich innych istnień dla siebie.
- Ale tato o co ci chodziło z tą istotą używającą nicości?
- Dowiesz się za jakiś czas. Dam ci jedną radę, nie daj się pochłonąć dla mocy, steruj ją, płyń z nurtem. Dopóki nie będzie absolutnie żadnej możliwości aby przetrwać nie używaj jej, ona jest potężna, pozwoli ci się zbliżyć w względnie krótkim czasie na sam szczyt.
Ketir położył ręke na ramieniu syna i z smutnym wzrokiem wpatrywał się w niego. Był do niego podobny gdy sam był młody.
- Więc musimy odejść stąd?
- Ty musisz, ja spróbuje odkręcić to zamieszanie. - w tym samym momencie gdy mówił położył ręke na oczach syna. Błękitne światło zabłysło przed oczyma młodzieńca a ten natychmiast zasnął. Ojciec wziął chłopaka na ręce i wyniósł na zewnątrz. Tam położył go do wozu, dał dla woźnicy sakiewke z 20 srebrnymi monetami i kazał mu za nie wyjechać stąd jak najszybciej i jak najdalej. Odważnie poszedł w stronę domu Sary. Czuł że prawdopodobnie nic to nie da a on idzie na pewna śmierć ale musiał spróbować. Pokolenie za pokoleniem jego rodzina była jedną z najważniejszych rodzin arystokrackich tej społeczności a on kilkoma słowami miał to zaprzepaścić. Jego własny dom był niedaleko władczyni więc to byłą szybka podróż. Przed wejściem do środka pomyślał: "Szaleństwo, tak wiele trzeba zrobić aby zyskać uznanie, a tak mało aby wszystko stracić".

Otworzył drzwi i w sekundę zrozumiał że nie ma szans na żadną rozmowę. Jego żona wisiała na ścianie przybita kilkoma mieczami, była już martwa. Padł na kolana nie mógł wydusić słowa, nagle jakby cała wola życia z niego odeszła. Zrozumiał że za jego błędy będą płacić jego bliscy. Wiedział że nie ma szans na uratowanie żony więc szybko wybiegł z domu i zaczął biec najszybciej jak może w stronę wyjścia z miasta. Czuł że już pewnie za późno na ucieczke ale ciągle chciał żyć, nie mógł już naprawić przeszłości ale mógł pomóc synowi. Przemierzał ulice w rekordowym tempie aż dobiegł do bramy. Tutaj musiał się zatrzymać z powodu sporego odziału stojącego przed nim. Chciał ich ominąć ale przeczuwał już że odpowiednie rozkazy zostały wydane. Przejście było zabarykadowane, musiał podjąć decyzje albo walczyć z nimi albo umierać.
- Cóż nic więcej mi nie pozostało! - Krzyknął, podniósł ręce na sobą a dwie wiązki światła z nich poleciały w niebo trafiając w jedną chmur. Żołnierze nie czekali nim on zacznie atakować rzucili się na niego jak wściekłe psy. Chmura która została trafiona przez światło teraz wystrzeliwała w ziemie piorun po piorunie trafiąc w szeregi Daciońskie zabijając kilkoro a przy tym robiąc ogromne zamieszanie.

Ketir nie był głupi wiedział że to nie wystarczy zdecydował się na zdjęcie limitów swojej mocy magicznej, wielu powiedziałaby że to błąd przecież dzięki limitą jego zaklęcia pobierają o wiele mniej energii ale także i moc ich jest słabsza choć bardziej zrównoważona. Dodatkowo tylko doskonali magowie mogli używać zaklęć ze zdjętym limitem, innym ryzykowało to zepsuciem zaklęcia lub nawet wybuchem samej energii własnej użytkownika. Była to jak tykająca bomba która w każdym momencie może wybuchnąć. Ryzkował tym swoje życie ale czy miał wybór. Teraz albo uda mu się ich pokonać nim spotka Sare lub zginie.

Zdecydował się zebrać całą swoją moc do jednego ataku tego w czym był mistrzem, telekinezy. Żołnierze już byli od niego kilka metrów, wiedział że ma niewiele czasu. Szybkim ruchem ręki(za którym oczywiście znajdował się odpowiedni znak magiczny) całe dwa domy zbudowane z drewna(nie były to domki parterowe, a domy z 2 piętrami) oderwały się od ziemii i wleciały z obu stron w żołnierzy. Prawie wszyscy z nich zostali zmiażdzeni w sekunde. Może z 1 lub 2 przeżyło pod gruzem ale to już teraz nie ważne. Dacioński Mistrz ciężko dyszał z zmęczenia, nałożył znowu na siebie limit mocy magicznej i okrążył gruz na środku ulicy który odcinał mu widok na bramę.

Tym razem był zaskoczony, myślał że wszystkich złapał w pułapke lecz została jedna osoba która chowała się za nimi wszystkimi, Sara. Czyżby to już koniec podróży miał zginąć z jej rąk a jego ciało powieszone na pokaz aby dać przykład że nawet zdanie Mistrza jest niczym względem jej władzy. Ona się uśmiechała z daleka ale nie podchodziła. On zamarazł w miejscu wiedział że jest od niej słabszy, serce biło mu jakby miało samo wyskoczyć z klatki piersiowej. Poczuł wtedy dotyk na swoim ramieniu. Odskoczył natychmiast do przodu i jednym ruchem wyciągnął miecz z pochwy przy prawym biodrze. Zobaczył dopiero teraz kim jest osob która dotknęła go, była to jego córka Amelia.
- Żyjesz, ta psychopatka nie dorwała cię?
- Dorwała, ale... niestety tato musisz umrzeć.
- Nawet ty chcesz mnie zabić córko?
- Nie, ale muszę. Dostałam ultimatum jeżeli cię zabije z własnej ręki będę mogła żyć jako jedyna z naszego rodu mogąc zapewnić mu przetrwanie.

Ketir wiedział od razu że Amelia nie kłamie, był z nią zawsze w dobrych stosunkach i rozumiał swoje położenie. On doprowadził do tej sytuacji więc i on musi teraz przyjąć konsekwencje. Przełknął śline, puścił miecz i powiedział patrząc jej w oczy:
- Zrób to...
Nawet nie widział cięńcia które oderwało mu głowe od tułowia, był to natychmiastowy cios jego córki która możliwie chciała jak najbardziej skrócić jego cierpienie. Jeszcze tylko jego lecąca w powietrzu głowa pomyślała: "Sara bądź przeklęta, ty i twój plugawy pan" następnie stracił świadomość.
Dziewczyna wzięła jego głowe i podała władczyni mówiąc:
- Czy to wystarczy?
- Narazie tak, lecz dopiero sprawa będzie zakończona jak głowy twoich braci też będą leżały na ziemii jak ta.
Mówiąc to wyrzuciła głowe ojca Verinasa za siebie.

///////////
Dacion - jedna z ras w mojej powieści
Verinas - główny bohater, w tym fragmencie ma 14 lat
Ostatnio zmieniony wt 27 sie 2013, 13:16 przez Majnus, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » ndz 07 lip 2013, 11:50

Majnus - podstawową wadą Twojeg tekstu jest język - niezamierzony komizm sformulowań

Majnus pisze:Gdy tak rozmyślał przypatrując się w sufit szybko zobaczył że obok niego pod ciepłą kołdrą wystają dziwne nierówności. Delikatnie odsunął cześć pościeli. Jego oczą ukazała się piękna i delikatna twarz Sarien, jej długie, proste kasztanowe włosy, drobnej budowy ciało, śniada cera tworzyły piękną mieszanke.

O rany!
1. przypatrując się sufitowi/ wpatrując się w sufit
2. kołdrę z dziwnymi nierównościami Sarien na suficie zobaczył? Jak to "szybko zobaczył"?
3. oczom i mieszankę
4. twarz, włosy, ciało i cera tworzyły mieszankę???
Przeczytaj ten fragment i... napisz od nowa. Normalnie opisz ten poranek i kobietę.
Pewnie wrócę, na razie odpadłam od ściany. Chyba mnie ścianka rozbawiła do łez

[ Dodano: Nie 07 Lip, 2013 ]
Wróciłam - żeby napisać ocenę forumowego debiutu z całą sympatią i rzetelnością:
W tym fragmencie jest wszystko, czego NIE powinno być:
Majnus pisze:Nawet nie widział cięńcia które oderwało mu głowe od tułowia, był to natychmiastowy cios jego córki która możliwie chciała jak najbardziej skrócić jego cierpienie.

błędy językowe są kardynalne, od ortograficznych po składniowe, budujące ten komizm, o którym napomknęłam wyżej. (w przytoczonym teraz zdaniu dwa ortografy dadzą się wychwycić w wordzie)
przeczytaj to zdanie głośno - sobie i komuś. Widzisz logikę? I tę w zdaniu, np.możliwie chciała jak najbardziej i tę w opisie zdarzenia - że nie widział, bo mu łeb odcięła.
Myślę, ze na razie tworzenie opowieści powinnaś odłożyć - a zająć się szkoleniem językowym. Pisanie zdań wprawek stylistycznych - opisywanie przedmiotu, postaci, wnętrza. Przedstawianie zdarzenia. Streszczanie fragmentów innych utworów, scen z życia, itp. Po prostu
Notuj sobie historie w postaci konspektów, żeby pomysły fabularne nie umknęły pamięci. Ale na pisanie jeszcze za wcześnie, nie radzisz sobie z językiem na tyle, by pozwalał Ci pisać samodzielne teksty literackie. To co tu przedstawiłaś jest tego dowodem.

Zatwierdzam jako weryfikację - dorapa
Ostatnio zmieniony czw 11 lip 2013, 18:14 przez Natasza, łącznie zmieniany 1 raz.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3479
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » pn 08 lip 2013, 19:05

Hej,

Verinas obudził się pewnego mroźnego poranka w swoim dość sporym jak dla niego łóżku.

Co to znaczy "dość sporym jak dla niego"? Zazwyczaj spał w mniejszym? Jest mikry i każde łóżko jest dla niego "dość spore"?
Łóżko było duże (ale wtedy skąd "jak dla niego")?
Cała część o łóżku jest zresztą do niczego niepotrzebna, bo zdanie informuje nas tylko o dwóch rzeczach, że się obudził i że poranek jest mroźny.

Najgorsze dla niego zawsze wydawały się poranki(...)


Najgorsze zawsze wydawały mu się poranki.

(...)powolny powrót do życia z krain jego umysłu zawsze zostawiał jakiś niedosyt.


Niezbyt fortunny zwrot, bo śpiąc też jest przecież żywy.

Gdy tak rozmyślał przypatrując się w sufit szybko zobaczył że obok niego pod ciepłą kołdrą wystają dziwne nierówności.


Przyznam, że tu mnie zatkało.
1.Wpatrując się w sufit.
2.Nie można szybko zobaczyć.
3.Jeśli coś znajduje się pod kołdrą to może tworzyć nierówności na jej powierzchni, ale one nie wystają!

Delikatnie odsunął cześć pościeli.


Fragment.

Jego oczą ukazała się piękna i delikatna twarz Sarien, jej długie, proste kasztanowe włosy, drobnej budowy ciało, śniada cera tworzyły piękną mieszanke.


1. Oczom.
2. Mieszankę.
3. Jaką mieszankę? To nie program o gotowaniu.

(...)próbując przypomnieć sobie zdarzenia poprzedniego dnia od końca.


Przekombinowanie spowodowało, że kiepsko to brzmi. Wystarczy, jak napiszesz - próbując sobie przypomnieć co zaszło poprzedniego dnia.

- Przecież wczoraj było Święto ku czci Arida. Pamiętam że wczoraj wieczorem podebrałem ze stołu trunek. Poszedłem go wypić u siebie, nie było ze mną nikogo... - wymamrotał bezwiednie po cichu do siebie
Nagle dziewczyna otworzyła leniwie oczy pewnie budząc się przez monolog Dark'a.
- Ale mnie głowa boli, sporo wczoraj wypiliśmy. - Opisała swój stan i informacje o dniu poprzednim która spowodowała zdziwiony wzrok chłopaka który patrzył na nią, przeczuwał coś i już chciał zapytać, gdy Sarien uprzedziła go:
-. Szybko utraciłeś przytomność po 2 większych łykach. Mówiłam ci że za chwile pójde po kieliszki i spokojnie wypijemy a ty nie... - tu zrobiła udawaną lekko naburmuszoną minę, żeby po chwili się delikatnie uśmiechnąć.


Ok. Przedtem mnie zatkało, ale teraz to mnie po prostu zmiotłeś.
To jest bardzo zły fragment.
Nie wiem jaki masz świat i jakiego bohatera, ale żaden, powtarzam - żaden człowiek, który ukradł ze stołu jakieś naczynie z alkoholem, nie pomyśli następnego dnia, w sposób karykaturalnie dystyngowany - podebrałem ze stołu trunek, bo to bije sztucznością po łbie.

"wymamrotał bezwiednie po cichu do siebie"


Wykasuj wszystko prócz pierwszego i ostatniego słowa, wystarczy.

"Opisała swój stan i informacje o dniu poprzednim która spowodowała zdziwiony wzrok chłopaka który patrzył na nią"


Gdzie przecinki? Zresztą pal licho przecinki, gdzie jakakolwiek stylistyka tego zdania? Przecież... Po prostu napisz to od nowa.

"Szybko utraciłeś przytomność po 2 większych łykach."


Dwóch, piszemy słownie. Nie spotkałem się w życiu, żeby ktoś powiedział do kogoś "utraciłeś przytomność" , zazwyczaj mówi się "straciłeś przytomność" , mała różnica a mnie ukłuła.

"Nagrodę..." - już miał zacząć rozmyślać chłopak gdy nagle jego ojciec wpadł do jego pokoju bez pukania. Dark już chciał się czepnąć się o brak manier(które jego ojciec tak mocno w niego wpajał) ale dojrzał że to nie ta chwila, Ketir(tak miał na imię jego ojciec) miał bardzo ciężki oddech jakby biegł tu z całych sił i to z daleka.


Czepnąć się? Błagam, Autorze.
Dojrzał, że to nie ta chwila? Błagam podwójnie.
Dalej nie czytam, bo już tutaj mamy spory problem.

To nie jest jeszcze Twój czas, po prostu.
Na razie jest to kiepskie. Bardzo kiepskie.
Czytaj, ucz się, szlifuj.
Walcz.

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości