Obrazek
    :arrow: Zasady konkursu 18+

  • duży słoik miodu porzeczkowego do wygrania!
  • na opowiadania z wątkiem erotycznym czekamy do 22 sierpnia

NAJLEPSZA MINIATURA CZERWCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY! :text-link:

Nowa bitwa! :ulan:

Krypta-Wstęp

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Krypta-Wstęp

Postautor: Weber » pt 04 maja 2007, 19:45

Wrzucam jedno ze starych opowiadań jakby się wam nudziło to sobie przeczytajcie. Aż mi się śmiać chce jak widzę jakie zdania zdarzało mi się kiedyś formułować :P



Siedząc w fotelu, wolno popijałem herbatę, kątem oka obserwując wolno zanikającą w powietrzu parę. Patrzyłem jak znika, w tempie równomiernym do utraty ciepła przez ciecz koloru słonecznego popołudnia, którego nabrała dzięki plastrowi cytryny. Było to jedynie chwilowe zajęcie pozwalające na rozbudzenie zmęczonych oczu. Zmęczonych czytaniem, książki, która mnie nie nużyła, wręcz przeciwnie, coraz bardziej ciekawiła z każdą stroną. Czytałem ją od dłuższej czasu, przez co mój umysł uległ uśpieniu, z którego starałem się go wyciągnąć by móc kontynuować lekturę. Postanowiłem, dlatego zrobić sobie herbatę, którą teraz z wolna popijałem. Mimo, że od tego zdarzenia minęła chwila, myślałem, co zrobić jeszcze, aby jednak nie usnąć i dowiedzieć się, na czym jest oparta intryga, wokół, której toczyła się cała akcja opowiadania. Historia zawarta w mej lekturze była tym bardziej interesująca, że jej tok rządzony był przez ironię losu, co raczej było rzadko spotykane w tego typu książkach. A więc rozglądałem się po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia, mój wzrok nie padł na telewizorze gdyż nie chciałem zmiękczać swego umysłu a raczej pobudzić go do działania. Pomyślałem, że miło by było posłuchać jakiejś miłej dla ucha muzyki. Wstałem, więc kierując się w stronę radia, które stało na półce zaraz obok kilku książek, do których lubiłem sięgać w związku z emocjami, jakie we mnie wywoływały. Znajdował się wśród nich tom „Rozmyślań” Marka Aureliusza-wybitnego stoika, wiersze Leopolda Staffa oraz wiele innych dzieł z różnych epok i gatunków literackich. Tym razem jednak nie miałem ochoty na przyglądanie się im nawet na chwilę. W momencie, gdy włączyłem radio mym uszom objawił się dźwięk, którego tak bardzo teraz pragnęły, otóż była to „Sonata B- moll op. 35” Fryderyka Chopina. Sonata o charakterze monumentalnego dramatu. Dzięki niej zapominałem o bożym świecie, wpadając w bezdenną toń myśli i marzeń. Nie zauważyłem, że drzwi od pokoju, w którym się znajdowałem po cichu się uchyliły i gdy ja pozwalałem się porwać muzyce ktoś zakłócał moją samotność, moją prywatną ostoję.

Nagle usłyszałem klaskanie wydobywające się z za moich pleców, a dokładnie z fotela, na którym przed chwilą siedziałem. Odwróciłem się zdenerwowany, że to moja pokojówka ponownie pozwoliła sobie na złamanie mojego zakazu, by nie przeszkadzać mi, gdy oddaję się lekturze. Lecz to nie była ona. Na fotelu siedział nieznajomy mi mężczyzna, ubrany w garnitur szyty na miarę, w którym wyglądałby jak James Bond, gdyby nie żółte zęby iskrzące się w ironicznym uśmiechu. Jego twarz nie przypominała mi nikogo znajomego, zresztą wątpię żeby komukolwiek by kogoś przypomniała. Taką twarz można spotkać na każdej ulicy, każdego miasta. Opis tej osoby zamykał się w paru słowach: wysoki brunet, oczy koloru piwnego, dosyć dobrze zbudowany i...Tyle. Jedyna rzecz, która go wyróżniała z tłumu to ten uśmiech, serdeczny i ordynarny zarazem, miły i złowieszczy.

Gdy tak studiowałem fizjonomię tej imitacji Bonda, Chopin kończył pokaz swych umiejętności.

- Może pan usiądzie- przemówił mój „gość”, wskazując na fotel stojący naprzeciw tego, na którym siedział.

- Chętnie- odpowiedziałem, zastanawiając się, kim jest.

- Czym mogę zawdzięczać tą niezapowiedzianą wizytę i kim pan w ogóle jest?- Spytałem mając nadzieję, że uzyskam jakieś odpowiedzi na gnębiące me pytania.

- Hm, zawdzięcza ją pan samemu sobie- mówił szczerząc te ohydne, żółte zęby- a to, kim jestem niech póki, co pozostanie tajemnicą, jeśli to panu nie przeszkadza?

Było mi to w jak najmniejszym stopniu obojętne, ale postanowiłem nie odpowiadać na to pytanie, gdyż spod marynarki mojemu kompanowi wystawał wyraźnie pistolet, więc wolałem nie ryzykować by go nie urazić. Od emocji wywołanych zobaczeniem broni zaschło mi w ustach, nie miałem już jednak ochoty na herbatę, która zdążyła wystygnąć w oczekiwaniu na konsumpcję, która jednak została przerwana wizytą „Bonda”. W tym momencie myślałem raczej o czymś mocniejszym. Spojrzałem w stronę szafki, która pełniła rolę barku, a która była dosyć dobrze wyposażona w alkohol.

- Czy nie będzie panu przeszkadzało, że zrobię sobie drinka? A może ma pan również ochotę na coś mocniejszego?- Spytałem, wskazując na skupisko butelek stojących na szafce w otoczeniu szklanek i kieliszków różnego rodzaju.

- Dziękuję, nie piję w pracy, ale jeżeli pan ma ochotę to bardzo proszę, nie będę powstrzymywał.

„W pracy”? Ciekawe, co miał na myśli mówiąc praca? Mam nadzieję, że nie był jednym z tych fanatyków, którzy od dawna starali się mnie pozbyć, gdyż jak sami mówili uraziłem ich Boga, przez co wydał na mnie wyrok śmierci. W końcu było to dawno, nikt już nawet tego nie pamiętał. Nie zrobiłem wtedy nic złego. Otworzyłem kryptę, w której według nich leżał mesjasz ich wiary. Przecież takie działania należą do mojej pracy, jestem archeologiem.

Jednak sprawa tego grobowca była naprawdę dziwna, od początku, gdy zaczęliśmy prace wydobywcze pojawiały się jakieś usterki, dziwne choroby, na które zapadali uczestnicy wyprawy. Najdziwniejsza była ta stara kobieta, która pojawiła się pewnego dnia w moim namiocie, bredząc coś o jakiejś klątwie, o śmierci niewiernych, no i oczywiście o zakłócaniu spokoju Boga. Zdziwiło mnie to, że ochrona ją przepuściła, przecież teren wykopalisk był zamknięty dla ludzi nienależących personelu. Zaraz po jej wyjściu miałem iść ich z nimi porozmawiać, ale gdy wyszedłem z namiotu nikogo wokół nie było, tak jakby znikła wtopiwszy się w dżunglę. Wtedy mnie to nie zastanawiało.

- Powiedział pan „praca”, na czym ona polega, jeśli mogę wiedzieć?- Powiedziałem wracając na swoje poprzednie miejsce ze szklaneczką whisky w ręce.

- Profesorze. Niech pan nie będzie śmieszny, nie przyszedłem tu z panem rozmawiać o mojej pracy, a o pańskiej. Przecież zdaje pan sobie w pełni sprawę z powodu, dla którego tu jestem. Nie chciałbym tracić niepotrzebnie czasu, więc jeśli byłby pan tak dobry proszę to oddać.

- Oddać? Ale co? Przykro mi, ale nie rozumiem.

- Zrozumie pan- powiedział sięgając do lewej kostki. Jak się okazało do nogi miał przyczepiony pokaźnej długości nóż, który nie wiem, skąd i kiedy znalazł się przy mojej szyi. Nie rozumiałem z tego nic, prócz tego, że trafiłem na kogoś gorszego od tych fanatyków, którzy do tej pory mnie atakowali. Oni prawie nigdy nie sięgali po takie środki perswazji, a przynajmniej zawsze atakowali mnie w miejscach publicznych by pokazać światu wagę swojej misji i wielkość wiary. Ten osobnik różnił się od nich diametralnie.

Powoli zaczynałem myśleć, że to już koniec. Lecz to nie był koniec, a dopiero początek, gdyż „Bond” odsunął nóż od mojej szyi i uderzył mnie w twarz z taką siłą, że aż spadłem, oszołomiony z fotela. Leżałem tak przez chwilę obserwując swego oprawcę, gdyż teraz już mogłem tak go nazwać i czekając na jego następny krok.

- Niech pan wstanie- wykrzyknął pełen gniewu- i przestanie udawać, że nie wie pan, o co chodzi. A jeżeli naprawdę pan nie pamięta, to postaram się odświeżyć panu pamięć- mówiąc to uśmiechał się przypominając amstaf’a, który zaraz zagryzie swoją ofiarę. Nie wydarzyło się jednak nic, co można by określić mianem „drastycznych” wydarzeń.

Wstałem z podłogi i usadowiłem się na fotelu, trzymając się za szczękę, która okropnie bolała. Nie żebym był mięczakiem, ale ten cios był nienaturalnie silny. Starałem się znaleźć w pamięci jakieś wydarzenie, którym mógłbym zasłużyć na takie traktowanie przez tego osobnika. Nie znajdowałem jednak w pamięci nic takiego, co by tłumaczyło jego zachowanie. No, chyba, że.....Ale, nie, to niemożliwe. On tego nie mógł przeżyć, a do tego wynająć kogoś takiego.

- Mówię to z trudem po tym, co przed chwilą pan zrobił, ale nie mam pojęcia, o czym pan mówi- powiedziałem patrząc mu głęboko w oczy, szukając w nich, chociaż cienia zrozumienia.

- No, cóż. Takie wydarzenia człowiek stara się jak najszybciej zapomnieć, spychając je na sam kraniec świadomości, bo na sklerozę nie można w tym przypadku zrzucić winy, gdyż jest pan jeszcze dosyć młody. W końcu trzydzieści trzy lata to nie jest tak źle. Jeżeli chodziło o wiek i moją sprawność psychofizyczną to nie lubiłem o tym rozmawiać, więc nawet nie skomentowałem tego, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

- Zapewne w pierwszym momencie skojarzyłem się panu z tymi jak pan zwykł ich określać „fanatykami”- stwierdził, bardziej niż spytał, a ja tylko przytaknąłem twierdzącym ruchem głowy- Nie mylił się profesor zbytnio, gdyż to ma związek z tamtymi wydarzeniami. żeby bardziej rozjaśnić panu umysł postaram się opowiedzieć cała historię od początku, pomijając jednak pewne wątki. Otóż, jak pan zapewne pamięta, przed paroma laty wybrał się pan by wydobyć lub też raczej odkryć dla świata kryptę Ariasza, Boga dla tych „fanatyków”. Spotkał się pan z wieloma przeciwnościami i problemami, które nie było łatwo wytłumaczyć w logiczny sposób. I nie chodzi mi bynajmniej o nagłe pojawienie się i jeszcze szybsze zniknięcie tej staruchy. Myślę o tym, że tylko pan przeżył.

To prawda, z moich towarzyszy, którzy ze mną wtedy byli tylko ja jeszcze żyję. Holaszkiewicza znaleziono w wannie pełnej wody, jednak nie to było dziwne. Usta i płuca miał wypełnione piaskiem z rejonów, z których pochodziła krypta. Reszta ekipy zginęła w nie mniej tajemniczych okolicznościach. Najbardziej zabolało, gdy musiałem zidentyfikować ciało mojego nauczyciela, który zawsze mawiał żeby publikować swoje odkrycia nawet te najmniej ważne, przez co jego lista dzieł była tak okazała. Jego ciało odnaleziono w parę dni po jego zniknięciu, w muzeum gdzie umieściliśmy mumię wydobytą z krypty. Zwłoki były w stadium daleko posuniętego rozkładu, co było bardzo dziwne gdyż zniknął zaledwie dwa, trzy dni wcześniej. W prawej dłoni trzymał kopertę, zaadresowaną do mnie, w środku jednak nie znajdowało się nic. Nic prócz napisu od wewnątrz, który brzmiał: „Ariasz = Jarosiński”. Jarosiński- tak brzmiało nazwisko człowieka(mojego przyjaciela), którego zostawiliśmy w krypcie, gdy uległa zamknięciu. To nie była nasza wina. Gdyby nie jego ciekawość może by się nic nie stało. Jednak on nie mógł się mścić za to, że po niego nie wróciliśmy.

- Nie mógł? Jest pan tego pewien?- Spytał „Bond”, tak jakby czytał w moich myślach.

- S..sk..skąd pan wie, że o tym pomyślałem- zapytałem zdziwiony i wystraszony.

- Wiem więcej niż się panu wydaje. I potrafię rzeczy, o których nie potrafi pan sobie wyobrazić. Proszę kontynuować pańskie rozmyślania, może dojdzie pan do sedna sprawy i ja nie będę musiał nic już mówić. Jeśli zbytnio się pan oddali od głównego wątku postaram się sprowadzić profesora na odpowiedni tor.

Nic już nie mówiłem, tylko posłuchawszy rady zająłem się myśleniem. Starałem się przypomnieć wszystkie wydarzenia związane z kryptą Ariasza. Było to trudne zadanie, gdyż strąciłem je na kraniec świadomości. Mniej więcej wiedziałem do czego zmierza, ale postanowiłem się z tym od razu nie zdradzać, a tym samym nabyć trochę czasu.

- Mogę zapalić?- spytałem, myśląc jedynie o łagodzącym działaniu dymu nikotynowego krążącego powoli po płucach.

- Ależ proszę, sam chętnie zapalę- powiedział podając mi papierosa. Spojrzałem na niego zanim wyciągnąłem „kluboszczaka”. „Bond” przypalił mi papierosa elegancką zapalniczką, widocznie robioną na zamówienie. Był zrobiona ze złota z wygrawerowanym smokiem na jednej stronie i tygrysem na drugiej. Zamiast oczu oba stworzenia miały iskrzące się brylanty. Przypomniało mi to o figurkach, w krypcie przedstawiających dziwne zwierzęta, z którymi nie spotkałem w żadnej z mitologii. Ale zacznę od początku.

Mój mistrz, nauczyciel zajmował się historią Ariasza już od dłuższego czasu zanim ja dołączyłem do badań. Ariasz wiódł żywot- według opisów, do jakich udało się nam dotrzeć- pustelnika. Był niczym filozof, a zarazem wojownik. Znał wiele sztuka walki, które dzisiaj są już zapomniane, a które były niebywale śmiertelne. Posługiwał się biegle wieloma językami, znając całą ówczesna myśl filozoficzną. żył pośród piasków pustyni, przyjmując na nauki chętnych do tego ludzi, których jednak sam wybierał poddawszy ich wcześniej testom fizycznej sprawności i lotności umysłu. Niewielu osobom udało się przejść te testy, ale ci, którym się udało cieszyli się wielkim poważaniem, jako jego uczniowie. Spędzał swój żywot na przekazywaniu wiedzy, do momentu, gdy jego pustelnia została zaatakowana przez jednego, z tych, których odrzucił, nie dając dostępu do swych nauk. Wraz z grupą najemników Muschi- bo tak brzmiało jego imię- napadł na Ariasza i jego uczniów, zabijając wielu. Tego dnia mistrz zginął zabijając wcześniej wielu z najemników, a na samego Muschiego rzucając straszną klątwę. Klątwa była tak straszna, że nikt nie śmiał jej powtórzyć w swych zapiskach. Sam mędrzec został pochowany w krypcie wybudowanej w miejscu jego obozu, a zarazem miejscu gdzie zginął. Ludzie mawiali, że kto się ośmieli zakłócić spokój śpiącego mnicha zostanie straszliwie ukarany. Zrozumiałe jest, znając zabobonność ludu, że nikt nie odważył się na wejście do krypty, ale my naukowcy nie wierzyliśmy w to, myśląc, że jest to po prostu opowiastka mająca na celu odstraszanie złodziei. Tak, więc wyruszyliśmy ja, mój mistrz oraz piątka innych archeologów, aby odkryć tajemnicę „śpiącego mnicha”. Wśród naszych towarzyszy był mój przyjaciel Jarosiński.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1094
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » pt 04 maja 2007, 20:03

Weber! Też tak mam, kiedy czytam swoje stare prace. I widzę jedno podobieństwo - za dużo patosu, za dużo epitetów ( przekombinowinowanych ).

Nie będę cytować. Bo niby po co? Czytałam to, co napisałes ostatnio i widzę kolosalną różnicę. Kurcze, zrobiłeś niesamowite postępy.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pt 04 maja 2007, 20:08

Nie wiem czy to takie różnice,gdyż tekst powstał w sierpniu zeszłego roku-trochę krótki czas na postępy,jedynie na korektę podstawowych błędów..Zresztą teraz trochę się cofnąłem w pisaniu, gdyż jak wiele osób na forum miałem dłuuugą przerwę w tworzeniu.





Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1094
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » pt 04 maja 2007, 20:18

Ja jestem czytelnikiem. Nie jestem specem w dziedzinie pisarstwa. A długa przerwa to żadne usprawiedliwieine!



Ale jako kulejący pisarzyna wspomnę, że...

Po pewnej sytuacji przez rok nie tkęłam klawiatury...Wyszło mi to na dobre. Choć muszę przyznać, że nie jestem skłonna do prawienia komplementów. Szczególnie sobie. Ale "babole" - lubię to słowo - :P popełnialiśmy podobne. Jakbym się nie wsydziła, wrzuciłabym tu moje pierwsze opowiadanie. Cyrk na kółkach...A kiedyś byłam z siebie dumna :P



Leśniczy
Płeć: Nie podano

Postautor: Leśniczy » wt 08 maja 2007, 10:49

Aż mi się śmiać chce jak widzę jakie zdania zdarzało mi się kiedyś formułować


To czemu ich nie poprawisz? Po to odkłada się teksty, żeby później poprawić niedociągłości.



w tempie równomiernym do utraty ciepła przez ciecz koloru słonecznego popołudnia, którego nabrała dzięki plastrowi cytryny.


Zupełnie nie rozumiem.





Mimo, że


To jedno wyrażenie, nie dajemy przecinka.



oparta intryga, wokół


Bez przecinka, i tak wolno się czyta.



Trudno oprzeć się wrażeniu, że tekst jest płytki i stylizowany na kartkę z dziennika. Zauważyłem też, że twoje myśliniki przylegają do zdania poprzedniego, a przecież powinny być oddzielone z dwóch stron. Tekst mnie znudził i zmęczył. Szczególnie początkowy opis troszczenia się o mózg...



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » śr 09 maja 2007, 10:20

Nie poprawiam ich, bo ja nie odkładam tekstów. Nigdy nie wracam i nie poprawiam starych opowiadań. Gdybym tak robił czułbym się jakbym zamykał swoją wenę w klatce, wpadłbym po prostu w zamknięte koło. Codziennie mówię sobie: "Chroń mnie Boże przed czymś takim".



Dzięki za wskazanie błędów.



Pozdrawiam krytyka.


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Michał Śmiałek
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 742
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Michał Śmiałek » śr 09 maja 2007, 13:09

Oj Weber, Weber.



Zrobiłeś jednak spore postępy, bo to opowiadanie jest beznadziejne.

W ogóle nie wciąga, jest denne i odpychające. Mało tego, jest banalne!!

Zupełnie jak nie twoje.

Jest w nim masa błędów, a niektóre zdania są pokraczne.



Błagam cię, nie wrzucaj więcej starych opowiadań bo niepotrzebnie zszargasz sobie opinię.



Pomysł: 3

Sądzę, że miał to być wstęp do opowiadania przygodowego. Brakuje mi tu tajemniczości i mozolnie rozwijającej się, przez co wciągającej, intrygi.



Styl: 3-

A tfu a pfe. Straszne. Zwłaszcza te pokraczne zdania:



Patrzyłem jak znika, w tempie równomiernym do utraty ciepła przez ciecz koloru słonecznego popołudnia, którego nabrała dzięki plastrowi cytryny.




Schematyczność: 3

Te grobowce, krypty, mumie, legendy i klątwy są takie pospolite. żeby coś z tego było musiałbyś umiejętnie poprowadzić czytelnika przez całą historię... najlepiej fana takich historii.



Błędy: 3-

Pozjadane całe słowa, interpunkcja, dziwne zdania... aż mnie głowa rozbolała.



Ogólnie: 2

Nie podobało mi się. Może dlatego, że spodziewałem sie czegoś o niebo lepszego. W końcu to ty jesteś autorem, a to wiele obiecywało.



Jestem na Nie.



Ps. Wybacz jeśli za ostro.


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.

„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.

"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » śr 09 maja 2007, 13:23

Za ostro? Nie, gdzie tam. Jesteśmy tu po to żeby ścinać skrzydła i ściągać na ziemię, czyż nie? :D



Nie martw się więcej ich nie wrzucę, ważny jest progres, a nie ciągłe oglądanie się w tył. Dlatego też walczę teraz z historią drugiej wojny światowej, trzeba ukończyć jeden pomysł z przeszłości żeby zamknąć pewien okres w życiu.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Hansu
Dusza pisarza
Posty: 528
Rejestracja: wt 13 lut 2007, 21:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Hansu » ndz 13 maja 2007, 10:02

Poprę zdanie Foo, jednak, że jest to stare opowiadanie i znam twoje nowsze prace, będę na tak.


Bliscy sąsiedzi rzadko bywają przyjaciółmi.





Tylko ci, którzy nauczyli się potęgi szczerego i bezinteresownego wkładu w życie innych, doświadczają największej radości życia - prawdziwego poczucia spełnienia.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości