Zwykły dzień

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mefju
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: pt 28 gru 2012, 15:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zwykły dzień

Postautor: mefju » pn 28 sty 2013, 08:39

Zwykły dzień.
Opowiadanie.
WULGARYZMY!

www- Kurwa.
wwwOtwieram oczy i stwierdzam, że od wczoraj nic się nie zmieniło. Wciąż żyję a dookoła otaczają mnie te same ściany, które znam tak dobrze. Spoglądam w okno. Pogoda jak zwykle do dupy. Patrzę na poruszające się gałęzie drzew, które już dawno temu straciły liście. Są takie martwe i stoją w miejscu, tak jak całe to moje chrzanione życie. Przekręcam się na bok by nie widzieć okna. Zamykam oczy i próbuję jeszcze spać. Leżę. Czekam, aż w końcu powróci sen by wyrwać mnie z tej codzienności od której nie sposób uciec. Mija minuta, dwie, pięć i nic. Jak leżałem tak leżę. Jedyne co się zmieniło to odczucie coraz większej niewygody. Przekręcam się na drugi bok w nadziei, że może to coś zmieni. Mijają kolejne minuty i wciąż nic.
www- Kurwa mać.
wwwŚciągam z siebie kołdrę i szukam ciapów.
www- Gdzie one się znów podziały?
wwwSchylam się pod łóżko. Są. Oczywiście wcisnęły się tak daleko, że dalej się już chyba nie dało. Wsadzam rękę i próbuję je namacać. Nagle słychać pyknięcie w stawie barkowym.
www- Ja pierdzielę! Ale boli. Szlag by to trafił. Cholera jasna! Chrzanię to. Obejdę się bez ciapów.
wwwIdę do łazienki potykając się o wystający próg w drzwiach i zaczepiam o niego dużym palcem u nogi.
www- Kurwa jak boli. No co jeszcze?
wwwDzień się dobrze nie zaczął a ja już mam go dość. Przechodząc przez korytarz zdążyłem ziewnąć i podrapać się po tyłku. Wkurza mnie to, bo każdy poranek wygląda tak samo. Ziewam i drapię się po dupie jakby to właśnie o poranku domagała się szczególnej uwagi z mojej strony. Zaraz spojrzę w lustro i zobaczę tę samą mordę. Wchodzę do łazienki i gapię się w swoje odbicie. Widzę w nim nieogoloną twarz, która działa na mnie odpychająco.
www- Ja pierdzielę. Jak ja nienawidzę tej ohydnej mordy.
wwwOdkręcam wodę. Lodowata. Puszczam więc więcej w oczekiwaniu, aż zacznie lecieć gorąca. Gapię się na cieknącą wodę i po chwili wkładam w strumień palucha.
www- O kurwa, jaka gorąca! Ja pierdolę. Kurwa mać!
wwwZakręcam raptownie kurek.
www- A kij z tym. Wcale nie muszę się myć.
wwwWychodzę z łazienki i sunę do kuchni. W stopy wbijają mi się okruszki porozwalane po całej podłodze.
www- Ja pierdzielę, ale chlew.
wwwSiadam na stołku, opieram się o ścianę i siedzę. Patrzę jak na blacie kuchennym zielenieje kromka chleba na której leży coś, co trudno jest zidentyfikować. Wygląda jak plaster salcesonu albo innej padliny. Obok leży jakieś zawiniątko w papierze, który już wieki temu przesiąkł czymś tłustym. Może w nim chowa się resztka tego salcesonu? Coś trzeba zjeść. Podchodzę i z ciekawością rozwijam. Trudno ocenić czym to kiedyś było. Podnoszę pod nos i mocno się zaciągam w celu weryfikacji.
www- O kurwa jaki syf.
wwwRzucam to z powrotem na blat. Nie da się tego jeść. Obrzydzony wychodzę z kuchni i idę do pokoju. Kieruję się w stronę kanapy. Leżą na niej jakieś gazety. Nie chce mi się ich sprzątać. Siadam na jednej z nich. Po chwili czuję, że coś mnie uwiera w dupsko. Unoszę się niechętnie i sięgam pod gazetę. Wyciągam kawałek kiełbasy.
www- Co ona tam do kurwy nędzy robiła?
wwwOdkładam ją na bok. Głód jednak sprawia, że po raz drugi tego dnia robię wyczyn godny najodważniejszych śmiałków. Łapię ją i podsuwam znalezisko pod nos. Przezornie robię tylko krótki wdech nosem. Pachnie jak kiełbasa. Dokonuję obdukcji wzrokowej. Ani śladu wiosny – nic na niej nie kwitnie. Próbuję ugryźć. Kiełbasa nie daje łatwo za wygraną, ale po chwili udaje mi się odgryźć mały kawałek. Twardy jak cholera, ale jakoś daję radę go zmemłać i przełknąć. Włączam telewizor i robię przegląd kanałów. „Kawa czy herbata.”
www– Cokolwiek kurwa – i przełączam dalej.
www„Niewiarygodnie ostre noże w promocyjnej cenie 299zł.”
www- A w dupę sobie wsadźcie te noże i jeszcze kawałek szkła, żebyście nie mówili, że wam przyjemnie.
wwwZmieniam kanał. Podnoszę biały podkoszulek noszący ślady chyba przedwczorajszej kolacji i drapię się po brzuchu. W telewizorze Ferdek Kiepski.
www- Kurwa, kto ogląda takiego jełopa?
Naciskam mocniej na guzik w pilocie. Telenowela.
www- Ja pierdzielę.
wwwPrzełączam z powrotem na Ferdka. Patrzę jak urzeczony w kolorowe szkiełko, ale niewiele do mnie dociera. Zupełnie nie rozumiem co w tym serialu jest śmiesznego. Mijają minuty a moja twarz trwa zastygnięta w bezruchu z miną, która wyraża zupełny brak emocji. Z otępienia wyrywa mnie głośne beknięcie.
www- Co za syf. Cholerna kiełbasa.
wwwPrzypominam sobie o kolejnym istotnym punkcie mojego rozkładu dnia. Zwlekam się z kanapy i człapię w stronę łazienki. Spoglądam w lustro, ale szybko odwracam wzrok. Nie da się na to coś patrzeć. Otwieram szafkę. Biorę listek z tabletkami i wyłuskuję dwie żółte. Do kompletu dodaję jedną czerwoną i jedną w kolorze sraczkowym, który doskonale oddaje smak tego leku. Biorę wszystkie na raz i popijam wodą z kranu. Pamiętam by odkręcić kurek z zimną wodą i ta czynność udaje mi się perfekcyjnie. Gdyby nie te tabletki, nie byłbym w stanie podnieść się z łóżka. Zadowolony z siebie wracam na kanapę. W telewizji dalej Ferdek. Patrzę na zegar. Dziesiąta.
www- Kurwa. Jeszcze cały dzień.
wwwPrzybieram znów typowy dla mnie wyraz twarzy i zapadam w letarg telewizyjny. Siedzę i gapię się jak zahipnotyzowany. Jedenasta. Nic się nie zmienia. Dwunasta. Ze stagnacji wybudza mnie pierdnięcie i smród unoszący się wprost przed moim nosem.
www- Ja pierdzielę.
wwwWstaję i wlokę się do łazienki. Pod koniec nieco przyspieszając kroku. Siadam na kiblu i nawet specjalnie się nie napinam by po chwili poczuć lekkie odprężenie. Wylatuje ze mnie wszystko z siłą wodospadu. Trudno się dziwić skoro od kilku dni zjada się to, co znajdzie się pod ręką. Sięgam ręką po papier. No tak. Wisi pusta rolka.
www- Cholera.
wwwWstaję i po prostu naciągam spodnie. Wszystko mam w dupie.
www- Ha, dobre. W dupie.
wwwSam śmieję się ze swojego spostrzeżenia, bo w dupie to już nic nie mam bo właśnie się wysrałem. Wracam w lepszym nastroju na kanapę. W telewizji wiadomości. „Dziś, 13 listopada…” Zerkam na kalendarz na ścianie. Dużymi literami przy dzisiejszej dacie jest naskrobane: „POŚREDNIAK”.
www- O ja pierdzielę. Kurwa mać. Nigdzie nie idę.
wwwPatrzę dalej w telewizor, ale w głowie zaczyna się pierwszy tego dnia głębszy proces myślowy. „Jak nie pójdę, to mnie znów wyrejestrują, a wtedy opieka nie da mi kasy”. Wstaję i ruszam w stronę szafy. Zakładam cokolwiek, byle tylko było ciepłe i kieruję się w stronę drzwi wyjściowych. Na dworze zimno jak cholera. Śnieg z deszczem zacina raz z lewej, raz z prawej. Na chodniku i drodze pełno kałuż.
www- Ja pierdzielę, ale pogoda.
wwwNaciągam na głowę mocniej czapkę i idę. Patrzę pod nogi, ale w końcu włażę w kałużę a woda wlewa mi się przez dziurę do buta.
www- Kurwa mać.
wwwW prawym bucie czuję jak chlupie mi woda. W lewym skarpeta jest prawie mokra, ale zimno tylko w duży palec, który wystaje przez dziurę w skarpecie. Przyspieszam kroku, gdy nagle tuż obok z dużą prędkością przejeżdża ciężarówka, spod kół której tryska na mnie woda.
www- Ja pierdzielę. Kurwa mać!
wwwCały jestem już mokry, ale nie opłaci mi się wracać. W końcu jestem już prawie w pośredniaku. Mijam kilka schodów i kolorowe tabliczki na drzwiach. Na szczęście o tej porze nie ma już kolejek. Wchodzę do pokoju, gdzie siedzi jakaś umalowana paniusia. Siadam na krześle przy jej biurku.
www- Ja na wizytę.
wwwPodaję jej dowód, a ta bierze go jakby z odrazą, że zostanie skażona przy bliższym kontakcie z nim. Wpisuje coś tam w komputerze i pyta:
www- Miał pan jakieś dochody?
wwwMyślałem, że jej przywalę. Jakie dochody? Jakbym miał dochody to bym się tutaj nie pojawiał.
www- Nie – odpowiadam krótko.
www- To proszę tutaj podpisać – i wskazuje mi palcem wykropkowane miejsce na kartce.
wwwPodpisuję i przez chwilę zmagam się z własnymi myślami. W końcu jednak postanawiam zapytać:
www- Są może jakieś oferty pracy?
wwwPaniusia przegląda jakiś zeszyt, sprawdza coś w komputerze, po czym mówi:
www- Niestety. Nie mamy nic dla osób z wyższym wykształceniem. Mamy ofertę dla hydraulika, stolarza i jako magazynier.
www- To może ta dla magazyniera? – dopytuję.
www- Nie… - odpowiada paniusia. – Trzeba mieć stopień niepełnosprawności.
wwwMocno spinam się w sobie by nie zakląć i czegoś nie zrobić tej paniusi, która wydaje się być już zmęczoną moją osobą.
www- Do widzenia – mówię zamykając za sobą drzwi.
wwwW odpowiedzi słyszę jej głos skierowany do koleżanki:
www- Wziąłby się za jakąś robotę. Myśli, że jak skończył administrację to praca sama do niego przyjdzie.
wwwPrzed drzwiami stoją już kolejne osoby. Nie zważając na nie, wyrwało mi się:
www- Ja pierdzielę. Kurwa mać.
Ostatnio zmieniony śr 06 lut 2013, 12:50 przez mefju, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » pn 28 sty 2013, 13:46

Zwykły dzień.


W Świecie Tytułów kropki nie istnieją. ;)

Otwieram oczy i stwierdzam, że od wczoraj nic się nie zmieniło. Wciąż żyję a dookoła otaczają mnie te same ściany, które znam tak dobrze. Spoglądam w okno. Pogoda jak zwykle do dupy. Patrzę na poruszające się gałęzie drzew, które już dawno temu straciły liście. Są takie martwe i stoją w miejscu, tak jak całe to moje chrzanione życie. Przekręcam się na bok by nie widzieć okna. Zamykam oczy i próbuję jeszcze spać. Leżę. Czekam, aż w końcu powróci sen by wyrwać mnie z tej codzienności od której nie sposób uciec. Mija minuta, dwie, pięć i nic. Jak leżałem tak leżę. Jedyne co się zmieniło to odczucie coraz większej niewygody. Przekręcam się na drugi bok w nadziei, że może to coś zmieni. Mijają kolejne minuty i wciąż nic.


Widzisz? Za dużo taków, tych i moich. Przez to cały akapit, mimo że ma potencjał płynności, brzmi niezgrabnie.

(...) aż w końcu powróci sen by wyrwać mnie z tej codzienności od której nie sposób uciec.


Rozumiem, o co chodzi, ale w tym zdaniu narrator zaprzecza sobie. Bo jak sen ma wyrwać go z codzienności, od której NIE SPOSÓB uciec/wyrwać się? ;)

Dzień się dobrze nie zaczął a ja już mam go dość.


Znowu bez sensu. "A" sugeruje, że połówki zdania jakoś sobie przeczą, w czasie gdy tutaj są spójne.

Wkurza mnie to, bo każdy poranek wygląda tak samo. Ziewam i drapię się po dupie jakby to właśnie o poranku domagała się szczególnej uwagi z mojej strony. Zaraz spojrzę w lustro i zobaczę tę samą mordę. Wchodzę do łazienki i gapię się w swoje odbicie. Widzę w nim nieogoloną twarz, która działa na mnie odpychająco.


Powtórzenia.

Puszczam więc więcej w oczekiwaniu, aż zacznie lecieć gorąca. Gapię się na cieknącą wodę i po chwili wkładam w strumień palucha.


"Oczekiwanie, aż zacznie lecieć gorąca" brzmi bardzo niezgrabnie, podejrzewam, że jest mocno niepoprawne stylistycznie. Przymiotnik "cieknący" sugeruje, że mało tej wody leci, skromna strużka, a przecież piszesz, że rozkręcasz kran. I jeszcze szyk: wkładam palucha w strumień.

(...) leży coś, co trudno jest zidentyfikować.


Bez "jest".

Obrzydzony wychodzę z kuchni i idę do pokoju.


Wystarczy napisać "Obrzydzony idę/wychodzę do pokoju". Mniejsza zawartość, a sens dokładnie taki sam. Ekonomicznie! :)

(...) ale po chwili udaje mi się odgryźć mały kawałek.


Bez "mi", wiadomo, komu się udaje.

(...) który doskonale oddaje smak tego leku.


Bez "tego", niepotrzebne.

Naciągam na głowę mocniej czapkę (...)


Brzydki szyk. I w ogóle "na głowę" bym wyrzucił, bo przecież wiadomo, że na stopę jej nie naciąga. A więc: Naciągam mocniej czapkę.

(...) że zostanie skażona przy bliższym kontakcie z nim.


Wywal "z nim".

(...) i wskazuje mi palcem wykropkowane miejsce na kartce.


Bez "mi" i "na kartce", to są niepotrzebne dopowiedzenia oczywistości. Chwasty literackie.

Bardzo nudny utwór. Czytając, ciągle miałem nadzieję, że zaraz coś się stanie, jakiś zwrot akcji, jakaś ciekawa myśl, sytuacja, zdarzenie. Coś wartego uwagi. Niestety, jedyne, co dostałem to wałkowanie w kółko jednego motywu, jak maglowany bez końca kiepski żart: sytuacja (w kuchni/w łazience/w pokoju/na dworze/gdziekolwiek) + coś maksymalnie chujowego w związku z tą sytuacją + puenta w postaci bluzgu. Wykonać, powtórzyć. I tak do samego końca.

Serio, myślę, że w tym tekście nie ma nic wartego uwagi. Nie opowiadasz mi nic nowego, a tego co znane, nie przedstawiasz w oryginalny czy ciekawy sposób. Wszystko jest takie szare i nudne, zupełnie jak życie bohatera, ale w tym wypadku absolutnie nie można tego podciągnąć pod zaletę.

Czytanie utrudniały dodatkowo bardo plastikowe "monologi". Uważam, że człowiek nie mówi do siebie w taki sposób, jeśli już mówi w ogóle. Dialog w urzędzie brzmi normalnie, więc pewnie jest to problem tylko z gadaniem do siebie. Nie dziwne, bo to nie proste, uchwycić przekonująco taki zwyczaj.

Stylistycznie jest całkiem nieźle. Pomijając te chwasty literackie, o których już wspominałem i brzydkie szyki czy powtórzenia, czuć, że pisanie idzie Ci całkiem naturalnie. Ćwicz i będzie coraz fajniej. Teraz tylko wykorzystaj to narzędzie i opowiedz coś ciekawszego, coś lepiej zaplanowanego, po prostu coś. Bo tu jest nic, niestety.

Powodzenia w dalszych pracach,
Patryk


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2382
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » ndz 03 lut 2013, 22:53

Patren wypunktował sporo powtarzających się problemów - zaimki, wskazywanie (ten, tego, tamtych) i tym podobne. Tego jest sporo i nieco przeszkadza. Dochodzi trochę innych kwiatków stylistycznych.

mefju pisze:dookoła otaczają mnie
albo "dookoła mnie" albo "otaczają" - jak jedno, to wiadomo, że i drugie

mefju pisze:poruszające się gałęzie drzew, które już dawno temu straciły liście. Są takie martwe i stoją w miejscu,
To niby sobie nie przeczy... Ale jednak takie zestawienie brzmi dziwnie.

mefju pisze: która działa na mnie odpychająco.
trochę koślawe to sformułowanie. "Działa odpychająco" - tak, jakby to odbicie coś rzeczywiście z nim robiło. A to kwestia odczuć.

mefju pisze:Mijają minuty a moja twarz trwa zastygnięta w bezruchu z miną, która wyraża zupełny brak emocji.
Tutaj jakegoś orzeczenia brakuje.

Ten tekst jest dla mnie trochę problematyczny. On nie jest jakoś źle napisany - warsztat do dopracowania, ale da się czytać, klimat się trzyma kupy, niby ok... Ale strasznie mnie to znużyło. Atmosfera beznadziei jest, ale jednak trochę zbyt monotonnie oddana (zbyt monotonnie oddana monotonia życia? - no tu się robi właśnie problem z oceną). Dokładność opisywania czynności, krótkie zdania o schematycznej konstrukcji, z mnóstwem czasowników - to sprawia, że nie tylko dzień bohatera jest nużący, ale i sam tekst. A to jednak problem.

Zastanawiam się też nad przekazem tego tekstu. No ot - dzień. Takie trochę wyrzekanie na to, ze jest zwyczajnie i nudno. Cień szerszej problematyki wyłania się pod koniec, ale jest lekko zaznaczony. Bohatera ledwo co poznajemy, więc tu też trudno się wczuć. Nie wiem, może za dużo się naczytałam już tekstów z kategorii "pokażmy, jak normalne życie jest depresyjne i do luftu", ale jakoś mnie to nie wciągnęło specjalnie. Zabrakło mi ciekawszego spojrzenia na problem, czegoś, co by (nie zmieniając treści/przekazu) podkolorowało ten szary dzień.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości