Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Ostrożnie, marzenia czasami się spełniają

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Magic
Dusza pisarza
Posty: 597
Rejestracja: pt 16 lis 2012, 11:31
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niemcy
Płeć: Kobieta

Ostrożnie, marzenia czasami się spełniają

Postautor: Magic » wt 18 gru 2012, 11:23

Minęło 30 dni, odkąd zarejestrowałam się na "Weryfikatorium" i mogę wreszcie zamieścic tutaj jakąś moją pracę.

Poniższe opowiadanie napisane zostało na konkurs "Poznań Fantastyczny". Chociaż miałam mało czasu (o konkursie dowiedziałam się na dwa tygodnie przed końcem) byłam bardzo zadowolona z tego testu. Niestety, nie powalił on jury na kolana, dlatego też wstawiam go tutaj, z prośbą o rozłożenie na czynniki pierwsze ;D


*********************************************************************

W poniedziałek, kilka minut po ósmej, kobieta nosząca imię rzymskiej bogini łowów, o sympatycznych, ale przeciętnych rysach twarzy, spacerowała nerwowo wzdłuż wąskiego paska młodej trawy, oddzielającego nierówny chodnik od niewielkiego, betonowego parkingu.
Wiedziała, że spóźni się na pociąg, a co za tym idzie, nie zdąży do pracy. Była o tym przekonana jeszcze zanim wypchany po brzegi autobus linii 51 dotoczył się do przystanku na Małych Garbarach, ochlapując przy tym brunatną wodą z kałuży kilku pasażerów, znajdujących się zbyt blisko krawężnika. Mimo ostatniego dnia kwietnia pogoda wciąż bardziej przypominała październik.
Jakimś cudem udało jej się dostać do środka i stała teraz wciśnięta pomiędzy zielony kasownik, grubego jegomościa w średnim wieku, który oceniając po zapachu, poprzedniego dnia nie stronił od napojów wysoko alkoholowych i trzech pierwszoklasistów jadących do szkoły z ogromnymi, kanciastymi tornistrami na plecach. Twardy róg jednej z tych niezbędnych małemu uczniowi rzeczy wbijał jej się boleśnie w żebra. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, iż ta niewielka niedogodność okaże się niczym w porównaniu z burą, jaką otrzyma od szefowej, kiedy już dotrze na miejsce. Pani Kubicka - na co dzień całkiem przystępna osoba - miała kilka zasad, których łamania nie tolerowała, a jedną z nich była punktualność. Ponieważ za sprzątanie swojej trzypiętrowej willi, cztery razy w tygodniu płaciła więcej, niż zarabiały sekretarki w niewielkich firmach, warto było bezkompromisowo wszystkich ich przestrzegać.
Jak do tej pory Diana pojawiała się w pracy zawsze kilka minut wcześniej, gdyż należała do ludzi ceniących sobie czas innych, a poza tym - co tu długo mówić - zależało jej na tym zajęciu, chociaż myśl, że musi jeździć do Puszczykowa, by móc opłacić mieszkanie w Poznaniu, wywoływała u niej gęsią skórkę. To była prawdziwa ironia losu.
Wychowała się w miasteczku podobnym do tego, do którego w tej chwili zmierzała. Zrozpaczona nudą, a także zniechęcona mentalnością bliższych i dalszych sąsiadów, po ukończeniu osiemnastego roku życia, wyruszyła na podbój wielkiego świata, zaopatrzona tylko w maturę, kilka ulubionych książek, niezachwiany optymizm i niewielką sumę pieniędzy odkładaną z kieszonkowego oraz dorywczego zajęcia w bibliotece publicznej.
Bardzo szybko musiała przyznać, że nie na wiele się to przydało.
Od tamtego momentu podejmowała się różnego rodzaju prac, także sezonowych oraz za granicami kraju, by po jakimś czasie stwierdzić, iż z każdym kolejnym rokiem i bez żadnych dodatkowych kwalifikacji coraz trudniej znaleźć coś dobrze płatnego. Poza tym jej ciało od jakiegoś czasu dawało wyraźnie odczuć, że przekroczyło już trzydziestkę i coraz częściej odmawiało wykonywania czynności wymagających dużego wysiłku fizycznego. Na szczęście, wciąż jeszcze potrafiła zmusić je do kilkugodzinnego sprzątania i dzięki temu nadal była w stanie zarobić na utrzymanie. Ponieważ Puszczykowo w ciągu ostatnich lat zamieniło się w oazę bogaczy, a wielopiętrowe wille pojawiły się jak grzyby po deszczu, właśnie tam najłatwiej można było znaleźć tego typu zajęcie. Aby jednak podołać ciążącym na niej obowiązkom, potrzebowała co najmniej siedmiu godzin snu na dobę, w innym razie bywała zbyt wyczerpana i zdarzało jej się nie reagować na dźwięk budzika. Tak, jak tego poranka.
Wszystkiemu winien King i jego przeklęta Mroczna Wieża – pomyślała Diana, tak naprawdę jednak zła na samą siebie za to, iż nie potrafiła o przyzwoitej porze wyłączyć nocnej lampki i odłożyć książki na stolik, jeśli tylko ta okazywała się wystarczająco wciągająca, a King swoją serią od pierwszej strony pobił jej serce, dołączając do sporej grupy pisarzy, których utwory zwyczajnie ją pochłaniały.
Tak łatwo dawała wciągnąć się w wir przygód Rolanda i jego nieustraszonego Ka – Tetu, potrafiła cierpieć razem z opuszczoną przez Edwarda Bellą albo przeżywać pierwotną zmysłowość, którą otoczeni byli członkowie Bractwa Czarnego Sztyletu.
Wiele dałaby za możliwość spotkania któregokolwiek z nich. Może nawet wszystko.
Wiedziała, że znajduje się blisko stanu, w którym bardzo łatwo stracić z oczu cienką linię, oddzielającą fantazję od rzeczywistości, jednak w gruncie rzeczy wcale jej to nie przeszkadzało.
- Bo tak naprawdę – powtarzała sobie raz za razem - czy ktokolwiek jest w stanie z całą pewnością stwierdzić, gdzie takowa granica przebiega?
Dopóki nikt nie udowodnił braku istnienia innych światów, przemieszanych z tym „prawdziwym”, była skłonna uwierzyć we wszystko.
To pomagało w przeżyciu każdego kolejnego, przepełnionego samotnością dnia, podobnie jak opowiadania fantastyczne, które pisywała, odkąd skończyła osiem lat, mimo iż jeszcze nigdy nie odważyła się nikomu ich pokazać.
Dodatkowo sny nawiedzające ją zazwyczaj po zakończeniu lektury nie ułatwiały wcale pozostania przy zdrowych zmysłach a ten, który miała dzisiaj nad ranem, był zupełnie zwariowany.
Najgłębiej utkwiła kobiecie w pamięci para nieziemsko pięknych oczu.
Właściwie sen zaczął się od momentu, w którym uniosła powieki, leżąc w łóżku, we własnej sypialni, z sercem szalejącym w piersi niczym spanikowany koliber i świszczącym oddechem, jak po biegu przełajowym, do którego zmuszana była w podstawówce podczas corocznego Dnia Sportu. A one już tam były, wysunięte ze ściany jak obraz 3D widziany w kinie przez specjalne okulary. Patrzyły na nią z sympatycznym zainteresowaniem, zabarwionym lekką drwiną i całkiem możliwe, że posiadały również umiejętności hipnotyzerskie, gdyż nie mogła poruszyć najmniejszym nawet mięśniem.
Może powinno napawać ją to strachem, jednak nic takiego nie czuła. Szybko doszła do wniosku, że w snach, ludzie, tak czy inaczej, nie mają kontroli nad własnymi poczynaniami, więc najlepsze co mogła w tej sytuacji zrobić, to cierpliwie poczekać na dalszy ciąg, wykorzystując dany jej czas na przyjrzenie się owym tajemniczym organom.
A było na co popatrzeć. Duże, osłonięte gęstą siateczką kruczoczarnych rzęs, z tęczówkami o niezwykle intensywnym, granatowym odcieniu, rozjaśnianym niewielkimi, srebrzystymi punkcikami i przypominającym gwieździste niebo o północy.
Mogłaby utonąć w nich, gdyby należały do jakiejś pasującej twarzy, a nie wychodziły tak prosto ze ściany.
Na tę myśl, w jej głowie rozległ się cichy, melodyjny, najprawdopodobniej męski śmiech, któremu towarzyszyły słowa:
 - Zarazem ufna, jak i sceptyczna. Doskonale.
 - Kim jesteś? - zapytała Diana ze zdziwieniem, czując w sercu rosnące podekscytowanie.
 - Jestem twoim przeznaczeniem – usłyszała w odpowiedzi - twoim losem i najgorętszym pragnieniem.
 - Nie rozumiem – powiedziała, marszcząc brwi.
Właściciel tajemniczego głosu ponownie się roześmiał.
 - Nie musisz. Wystarczy, jeśli dowiesz się, że postanowiłem zawrzeć z tobą pewien układ.
 - Układ? - powtórzyła zupełnie zdezorientowana.
 - Otrzymasz szansę na zebranie dowodów, potwierdzających twoją głęboką wiarę, a w zamian za to podzielisz się nimi z innymi ludźmi, którzy w większości już dawno zapomnieli o istniejących, wyższych mocach. Twoim zadaniem będzie im o nich przypomnieć.
 - Wciąż nie rozumiem. – Pokręciła głową, czując, jak powoli odzyskuje kontrolę nad własnym ciałem.
 - Nie szkodzi, wszystko zrozumiesz, gdy nadejdzie odpowiedni czas. - Głos brzmiał teraz łagodnie, jak gdyby przemawiał do wystraszonego dziecka. - A teraz śpij już. Jutro musisz być całkowicie skoncentrowana.
Kobieta zdążyła tylko pomyśleć, że to doskonały pomysł, po czym powieki same jej opadły i pogrążyła się w głębokim śnie.
Obudziła się na skutek głuchego walenia do drzwi i głosu sąsiada, wynajmującego mieszkanie tuż za ścianą, który żądał od niej natychmiastowego wyłączenia „tego cholernego wycia”. Z przerażeniem stwierdziła, że budzik nastawiony na godzinę siódmą dzwonił bez przerwy od czterdziestu pięciu minut i nawet gdyby wybiegła z domu w piżamie, zapewne nie zdążyłaby dojechać na Dworzec Główny. Mimo to przygotowała się do wyjścia w ciągu niecałego kwadransa (co było niewątpliwie jej życiowym rekordem) tylko po to, by utknąć w korku, w centrum miasta. Jak pech to pech.
Diana rozejrzała się nerwowo po wnętrzu autobusu, lustrując niecierpliwe twarze innych pasażerów, gdy nagle jej wzrok przyciągnęła zakapturzona postać stojąca przy tylnym wyjściu. Nie potrafiła sobie przypomnieć czy widziała ją już wcześniej, jednak wrażenie, że powinna coś sobie skojarzyć, nasilało się z każdą sekundą.
Tajemnicza osoba jak gdyby wyczuła jej myśli, gdyż odwróciła lekko głowę w jej kierunku i chociaż wciąż nie można było dostrzec twarzy schowanej pod kapturem staromodnego, skórzanego płaszcza, kobieta była całkowicie pewna, że patrzy prosto na nią.
Na samą myśl o tym, po plecach przebiegł jej lodowaty dreszcz.
Wstrzymała oddech, czując w piersiach oszalałe bicie serca. Nie potrafiła odwrócić wzroku. Była jak sparaliżowana niczym małe zwierzątko tuż przed atakiem ogromnej kobry.
W tej samej chwili autobus zatrzymał się na przystanku, a dziwna postać zamigotała i po prostu rozpłynęła się w powietrzu.
Chodź – rozległo się w głowie Diany, niczym wystrzał z działka przeciwlotniczego, zniewalając w jednej chwili cały jej umysł.
Nie zastanawiając się wcale nad konsekwencjami swojego irracjonalnego postępowania, ruszyła do najbliższego wyjścia, torując sobie drogę łokciami i rzucanym automatycznie na prawo i lewo:
 - Przepraszam. Czy mogliby państwo mnie przepuścić?
Nie potrafiła myśleć o niczym innym. Zapomniała o pracy, do której zdążała, i którą zapewne straci oraz o wiążących się z tym kłopotach finansowych. Coś pozbawiło jej kontroli nad własnymi poczynaniami, pozostawiając tylko głęboko zakorzeniony instynkt nakazujący jej posłuchać telepatycznego rozmówcy.
Po chwili stanęła na przystanku. Drzwi autobusu zamknęły się z sykiem, a ten wypuszczając kłęby spalin z rury wydechowej, ruszył w dalszą drogę.
Kobieta rozejrzała się dookoła. Okazało się, że wysiadła na Alejach Niepodległości, niedaleko budynku, w którym znajdował się Dom Studencki „Hanka”, a po tajemniczej postaci nie było nawet śladu.
Zrobiła kilka niepewnych kroków w stronę skrzyżowania z ulicą Libelta. Zimny, ostry wiatr szarpał gałęziami pobliskich drzew, plując jej w twarz maleńkimi kropelkami lodowatego deszczu.
Co to było? - pomyślała oszołomiona, powoli wracając do rzeczywistości. - Czy ja już zupełnie straciłam rozum?
Nie miała jednak szans na dalszą analizę własnych poczynań, gdyż w jej głowie ponownie rozległ się tajemniczy głos, skutecznie blokując kiełkujący w umyśle racjonalizm.
Tutaj jestem. Chodź do mnie - usłyszała.
Wzrok Diany automatycznie poszybował w stronę przystanku znajdującego się po drugiej stronie ulicy, do którego podjeżdżał właśnie autobus linii 51, jadący na Osiedle Sobieskiego i przez moment wydawało jej się, że fragment czarnego, skórzanego kaptura mignął jej w mokrych szybach. Nie zważając na sygnalizację świetlną, piski opon oraz wściekłe odgłosy klaksonów rzuciła się w tamtym kierunku. W ostatniej chwili udało jej się wskoczyć do środka i stała teraz, tuż przy drzwiach, ciężko oddychając.
Nerwowo przebiegła wzrokiem po wnętrzu autobusu, jednak nigdzie nie potrafiła dostrzec szukanej osoby. Potrząsnęła głową.
Nawet gdyby ten ktoś się tutaj znajdował, to co ja miałabym zrobić? Podejść i powiedzieć, że odebrałam jego telepatyczny rozkaz i oto jestem? - pomyślała przerażona i jednocześnie zaszokowana własnym zachowaniem. - Totalna głupota.
 - Ja bym tego tak nie nazwał. – Rozległ się tuż za nią, zmysłowy, męski głos. - Wręcz przeciwnie. To najmądrzejsze co mogłaś zrobić.
Nie odpowiedziała. Nie była w stanie.
Bez odwracania głowy wiedziała, że znalazła tajemniczą postać, która zmaterializowała się nie wiadomo skąd i stała teraz bardzo blisko. Zbyt blisko.
Mimo dzielących ich warstw grubego ubrania kobieta czuła intensywne, wibrujące ciepło promieniujące od obcego. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz, a podbrzusze skurczyło się w cichym oczekiwaniu.
 - Całkiem interesująca reakcja. – Mężczyzna roześmiał się cicho, pieszcząc przy tym swoim oddechem jej wrażliwą skórę tuż za uchem. - Zaczynam wierzyć, że to nie będzie stracony czas.
 - Kim pan jest? - zapytała kobieta, odrobinę zbyt piskliwym głosem.
 - Jestem tym, kim chciałabyś, żebym był – odpowiedział. - A teraz chodź – dodał, chwytając ją za rękę.
Nie zaprotestowała, a gdy autobus zatrzymał się na przystanku, położonym niedaleko wejścia na Cytadelę wysiadła i bez słowa dała się poprowadzić w jej głąb.
W milczeniu dotarli do Alei Republik, po czym skręcili w stronę pagórka, gęsto porośniętego drzewami. Mimo aktualnej jesienno-zimowej wciąż pogody, wiosna najwidoczniej zdążyła na chwilę pokazać się w tej części miasta, gdyż okolica mieniła się najprzeróżniejszymi odcieniami zieleni.
Gdy już na dobre oddalili się od miejsc najczęściej odwiedzanych przez spacerowiczów, mężczyzna zatrzymał się, po czym odwrócił gwałtownie w jej stronę i szybkim ruchem zsunął kaptur zakrywający jego twarz.
Diana zamarła, przypatrując mu się szeroko otwartymi oczami.
Był ucieleśnieniem wszystkich marzeń, dotyczących atrakcyjnych przedstawicieli płci przeciwnej. W średnim wieku, wysoki, o atletycznej budowie ciała, szerokich ramionach, wąskich biodrach i dobrze umięśnionych, silnych nogach. Ubrany w sięgający bioder, czarny, skórzany płaszcz, pasujące kolorem, wykonane z tego samego materiału, obcisłe spodnie i czarne buty z cholewkami. Twarz, otoczona kaskadą lśniących, ciemnobrązowych, sięgających łopatek włosów sprawiała wrażenie wyciosanej w złocistym marmurze.
 - Kim pan jest? - Zapytała Diana, mając niejasne wrażenie, że już kiedyś to samo pytanie wymknęło jej się z ust.
 - Kim tylko zechcesz – odpowiedział mężczyzna, uśmiechając się znacząco. - Dzisiejszego dnia należę do ciebie.
 - To jakiś żart – wyjąkała porządnie już teraz wystraszona, robiąc niewielki krok do tyłu.
Nieznajomy nie spuszczał z niej wzroku, jednak wyraz rozbawienia zniknął z jego twarzy.
 - Ty się mnie boisz – stwierdził wyraźnie zdziwiony, po czym pokonał dzielącą ich odległość i delikatnie przyłożył policzek do jej skroni. - Myślałem, że cieszysz się z mojej wizyty.
 - Nie wiem, kim pan jest – odparła drżącym głosem, mając wrażenie, że ta konwersacja kręci się jak kociak, próbujący ząbkami złapać własny ogon.
Mężczyzna w odpowiedzi chwycił lewą dłonią jej podbródek, zmuszając, by spojrzała mu w twarz.
 - Powiedziano mi, że zostałaś poinformowana o najwyższych zarządzeniach i mam pomóc ci w odnalezieniu tego, co w pierwszej kolejności będziesz chciała przekazać dalej.
Diana milczała, próbując zebrać myśli, jednak pod wpływem niezwykle inteligentnych, przenikliwych oczu o barwie mlecznej czekolady okazało się to nadzwyczaj trudnym zadaniem. Powoli jednak coś zaczynało budzić się w jej otępiałym umyśle, chociaż przez chwilę jeszcze nie potrafiła ubrać tego w słowa.
 - Ma pan na myśli mój ostatni sen? - zapytała w końcu, nie bacząc, jak głupio musiało to zabrzmieć.
 - Sen? O nie – nieznajomy roześmiał się, przesuwając powoli kciukiem po jej policzku. - wszystko to jest jak najbardziej realne. Powiedz, kim miałbym dla ciebie być?
 - Naprawdę nie wiem – wydusiła z siebie, nerwowo wciągając powietrze.
Wciąż nie była pewna, czy znalazła się w rękach psychopatycznego mordercy, czy może życie, które do tej pory prowadziła, faktycznie pobiegło nagle w jakimś całkowicie odmiennym, tajemniczym kierunku.
 - Nie wierzę ci – powiedział cicho mężczyzna, odpinając ciężką klamrę spinającą do tej pory jej długie blond włosy, które teraz miękkim wodospadem opadły na ramiona. - Zdradź mi, jakie istoty pragnęłabyś spotkać?
Milczała przez chwilę, próbując skupić się na zadanym pytaniu jednak dreszcze, które sprowadziły na nią jego chłodne palce, bawiące się luźnymi teraz pasemkami czyniły to prawie niemożliwym. W głowie jej szumiało, na policzki wypłynął szkarłatny rumieniec, a kobiecość wybudzona nagle z długiego snu przeciągała się, łaskocząc przy tym wszystkie sploty lędźwiowe.
Resztkami silnej woli udało się Dianie powstrzymać szaloną reakcję ciała i skoncentrować na odpowiedzi.
 - Wampiry - powiedziała zgodnie z prawdą, lekko zachrypniętym głosem. - One fascynują mnie najbardziej.
Nieznajomy roześmiał się, po czym z lekkim ociąganiem wypuścił z palców jej loki i zrobił kilka kroków w tył.
 - Doskonały wybór – powiedział. - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – dodał, zamykając oczy i wstrzymując oddech.
W tym samym momencie, gdzieś z głębi jego wnętrza uniosła się dziwna, pulsująca energia, która w postaci różnokolorowych promieni, wydostawszy się na zewnątrz, otoczyła ich oboje świetlistą kopułą. Zatańczyła przez chwilę jak opadłe liście, wirujące pod wpływem jesiennego wiatru i po chwili rozciągnęła się na najbliższą okolicę. W mgnieniu oka pokryła każdy centymetr czarnej, wilgotnej ziemi, każdy najmniejszy nawet listek i każde źdźbło trawy.
Diana stała w bezruchu, chłonąc wszystkimi zmysłami rozgrywający się na jej oczach cudowny, tęczowy spektakl. Czas się zatrzymał, a ona istniała tylko po to, by zjednoczyć się z tą czarodziejską chwilą.
Nagle wszystko zniknęło, pozostawiając ją w stanie całkowitego oszołomienia i z uczuciem niemożliwej do opanowania tęsknoty, wypełniającej szczelnie serce i duszę.
Jęknęła, niezdolna do niczego innego.
Jak przez mgłę poczuła obejmujące ją silne, męskie ramiona, w które z wdzięcznością zatonęła. Nie była pewna, czy potrafiłaby ustać na własnych nogach.
 - Jeszcze nigdy nie spotkałem istoty, która tak intensywnie reagowałaby na moją magię – usłyszała pełen emocji głos nieznajomego. - Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile to dla mnie znaczy.
 - Przepraszam – wyszeptała w poły miękkiego płaszcza. - Nie byłam w stanie zareagować inaczej.
 - Nie przepraszaj – powiedział cicho. - Podarowałaś mi coś, czego nie zaznałem już od kilkuset lat. Jestem ci dłużny taką samą przysługę.
Na te słowa Diana zaczerwieniła się, jednak odważnie uniosła głowę, spoglądając mu prosto w twarz. W pierwszej chwili nie była w stanie dojrzeć żadnej różnicy, jednak po chwili subtelna zmiana dotarła do jej umysłu. Jego oczy, wcześniej o barwie mlecznej czekolady pociemniały, mieniąc się teraz jak dobrej jakości czerwone wino. Skóra nabrała jasnego odcienia, a rysy wyostrzyły się, przybierając twardszy wyraz.
Na ten widok kolejna dawka adrenaliny popędziła układem krwionośnym kobiety.
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, ukazując przy tym dwa ostre, śnieżnobiałe kły, po czym odgarniając jej włosy z czoła, zapytał:
 - Podobam się ci?
 - Nie wiem – wyjąkała, czując się tak, jakby właśnie zeszła z Diabelskiego Młyna. - Prawdopodobnie.
 - Prawdopodobnie? - Powtórzył wolno, przesuwając delikatnie kciukiem po jej dolnej wardze. - Widzę, że będę musiał jeszcze nad tym popracować.
Nie odpowiedziała, walcząc z pragnieniem, by wysunąć język i posmakować odrobinę czarodziejskiej energii, która w jakiś niewytłumaczalny sposób wciąż wibrowała na jego skórze.
Oczy mężczyzny pociemniały, mieniąc się teraz powstrzymywaną żądzą i czymś mrocznym, czego nie była w stanie zidentyfikować.
 - Pamiętaj, że w tej postaci mogę wywąchać twoje emocje – powiedział gardłowym głosem, przypominającym odrobinę warczenie wilka – i nawet ja posiadam gdzieś granice samokontroli.
Diana zadrżała, czując nieprzyjemne łaskotanie w okolicy żołądka, a nad górną wargą wystąpiły jej kropelki potu. Z trudem zachowała jasny umysł, chociaż strach ścisnął ją za gardło.
 - Co w takim razie powinnam teraz uczynić? - zapytała tak spokojnie, jak tylko potrafiła, chociaż nie przypuszczała, by mogła zmylić tym, stojącego przed nią... wampira.
Ten jeszcze przez chwilę nie odrywał od niej rozpalonego wzroku, po czym potrząsnął lekko głową i na kilka sekund przymknął powieki.
 - Najpierw obowiązki, a później przyjemność – wymruczał pod nosem, po czym ponownie na nią spojrzał.
Jego oczy były teraz milczące, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu.
 - Jak wiesz, zostałem przysłany po to, by pokazać tobie światy, o których będziesz mogła opowiedzieć innym mieszkańcom tej rzeczywistości – powiedział krótko neutralnym tonem, wykonując szybko półkolisty ruch prawą ręką. - Dokąd chciałabyś się udać?
Pod wpływem tego gestu, kilka kroków dalej w powietrzu, na wysokości ramion kobiety pojawiła się dziwna, pionowa lekko błyszcząca szczelina, wielkości niewielkiego telefonu komórkowego, powiększająca się z każdą sekundą. Drgała niczym gorące powietrze w sercu Sahary, a przez nią w oddali dostrzec można było kontury ogromnej, ukrytej we mgle budowli.
 - Pokaż mi miejsce, z którego pochodzisz – odpowiedziała po chwili Diana rozrywanym emocjami głosem, nie odrywając wzroku od dowodu na istnienie zjawisk, zaliczanych w dwudziestym pierwszym wieku do wytworów ludzkiej wyobraźni i jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że całą swoją egzystencję stawia właśnie na jedną kartę.
Wiedziała już, że niezależnie od rezultatów, z którymi zakończy się to dzisiejsze spotkanie, nie będzie potrafiła wrócić do życia, jakie wiodła do tej pory. Ta część jej istoty, która połączona była z ludzkim światem umarła, pozwalając na uwolnienie czegoś nowego, nieograniczonego czasem i przestrzenią.
 - Z przyjemnością – powiedział nieznajomy z dziwnym uśmiechem, biorąc ją za rękę – a tam porozmawiamy o twoim najskrytszym marzeniu, które mógłbym urzeczywistnić.
Kobieta zadrżała, czując w tych słowach gorącą obietnicę, po czym bez cienia lęku podążyła za nim, przekraczając granicę innego wymiaru.


Obudziło ją głuche łomotanie do drzwi, wygrywające przy akompaniamencie potwornego bólu głowy śmiercionośną pieśń. Chwilę później, do tego duetu dołączył nieznoszący sprzeciwu baryton, wykrzykujący zupełnie abstrakcyjne słowa.
 - Policja! Otwierać! - usłyszała, jednak nie do końca potrafiła sobie wyobrazić, co miałoby to oznaczać.
W tej chwili większym problemem było odzyskanie władzy nad obolałym ciałem, które sprawiało wrażenie pokrytego ołowiem, niż zastanawianie się nad jazgotem dochodzącym z klatki schodowej.
Kobieta nie zdążyła pomyśleć nic więcej, gdy budynkiem wstrząsnął huk wyważanych drzwi, a w dwupokojowym mieszkaniu zaroiło się od umundurowanych policjantów, wymachujących bronią i wykrzykujących do siebie niezrozumiałe słowa.
Dwóch z nich w kilku krokach dopadło łóżka, w którym leżała, kierując w jej stronę błyszczące lufy pistoletów.
Zachłysnęła się, próbując wydobyć z zaciśniętego gardła jakikolwiek ton. W oczach jej pociemniało, a potworny do tej pory ból głowy przybrał nagle nieziemskie rozmiary.
Jak przez mgłę usłyszała jeszcze słowa:
 - To wygląda na przedawkowanie! Wezwijcie karetkę! Szybko!
Po czym wszystko dookoła pochłonęła absolutna czerń.


Jakiś czas później ponownie się ocknęła, uniosła powoli powieki, a jej oczom ukazał się nieznany sufit, zapewne kiedyś śnieżnobiały, który w tej chwili jednak nazwać można było „szarokremowym”, z zawieszoną na nim długą jarzeniówką, pokrytą kloszem z mlecznego szkła.
Ciszę panującą w obcym pomieszczeniu przerywał tylko raz za razem cichy, rytmiczny, piszczący sygnał, dochodzący z kąta.
Diana oblizała językiem spieczone wargi i z trudem spojrzała w tamtą stronę, a z jej krtani mimowolnie wydostał się zduszony jęk. Ze zdziwieniem stwierdziła, że patrzy na zestaw skomplikowanych urządzeń, do których, jak się okazało podłączona była za pomocą kilku różnokolorowych kabli. Nie miała jednak czasu, by zastanowić się nad znaczeniem tego faktu, gdyż jej myśli przerwał nagle lekko zachrypnięty, ale całkiem sympatyczny, męski głos.
 - Proszę się nie ruszać – usłyszała. - Zaraz sprowadzę lekarza.
Odwróciła głowę w kierunku, z którego doleciały owe słowa.
Tuż przy łóżku, na niewygodnym, plastikowym krześle siedział młody mężczyzna, o krótko obciętych blond włosach, niebieskich oczach i twarzy obsianej niezliczoną ilością piegów, ubrany w sprane jeansy, zieloną koszulkę polo oraz granatowe półbuty.
 - Gdzie jestem? - zapytała Diana dziwnie skrzeczącym głosem.
 - W Szpitalu Wojewódzkim na Lutyckiej.
 - A pan jest?
 - Komisarz Marek Orlicki z Komendy Głównej Policji – przedstawił się z lekkim uśmiechem.
W tym momencie Diana przypomniała sobie chwilę wtargnięcia uzbrojonych policjantów do jej prywatnego królestwa.
 - Nie biorę żadnych narkotyków – powiedziała szybko.
Nie wiedząc czemu, wydało jej się to w tej chwili bardzo ważne.
 - Wiem – odpowiedział mężczyzna. - Rozmawiałem z ordynatorem. Wszystkie testy wyszły negatywnie.
 - Co się stało? - zapytała cicho, nie spuszczając z niego wzroku.
 - Proszę mi to powiedzieć. Gdzie przebywała pani przez ostatnie dziesięć dni?
To pytanie niezmiernie ją zaskoczyło.
 - W domu. Chyba – odpowiedziała niepewnie.
 - Jest pani pisarką?
Teraz zupełnie zbił ją z tropu.
 - Nie – powiedziała. - Dlaczego pan pyta?
Mężczyzna przyjrzał się jej dziwnie, ale nie pociągnął tematu.
 - Drugiego maja niejaka Martyna Kubicka zgłosiła na policji zaginięcie znajomej. Potraktowaliśmy sprawę bardzo poważnie, jednak mimo śledztwa i ogłoszeń w lokalnej prasie nie znalazł się nikt, kto znałby miejsce pobytu poszukiwanej – powiedział, a z jego twarzy zniknął chłopięcy uśmiech, dodając mu tym dobre dziesięć lat.
Diana milczała, wpatrując się w mężczyznę szeroko otwartymi oczami. Wciąż nie miała pojęcia, o czym on właściwie mówi.
 - Tydzień później mieszkańcy kamienicy przy Grochowych Łąkach powiadomili policję o dziwnych odgłosach i kobiecych krzykach dochodzących z jednego z mieszkań – Orlicki ciągnął niezrażony brakiem reakcji z jej strony. - Okazało się, że podany adres to miejsce zamieszkania zaginionej, którą po przybyciu policji znaleziono w stanie całkowitego wyczerpania i przetransportowano na oddział intensywnej terapii.
Komisarz zamilkł na chwilę, po czym na jego twarz powrócił przyjacielski uśmiech.
 - Mój brat też pisze – powiedział, teraz już łagodniejszym tonem. – Wiem, w jaką obsesję wpada, gdy pracuje nad kolejną książką.
Diana nie wiedziała, co odpowiedzieć jednak w jej umyśle powoli zaczynały klarować się urywki zdarzeń z ostatnich kilkunastu dni.
 - Cieszę się, że nic złego się pani nie stało – mężczyzna wstał z krzesła, wyciągając z kieszeni spodni niewielki, prostokątny kartonik. - Jednak następnym razem, gdy opanuje panią natchnienie, proszę koniecznie o tym kogoś powiadomić, by nie robić niepotrzebnego zamieszania.
 - Obiecuję – pisnęła tylko, spuszczając wzrok.
Orlicki spojrzał na kobietę i pokiwał głową.
 - Byłem na miejscu podczas całej akcji i miałem wgląd w pani pracę – powiedział po chwili, najwyraźniej zmieszany. - Zostawiam pani numer telefonu mojego przyjaciela, który jest właścicielem wydawnictwa specjalizującego się w powieściach fantastycznych. Jeśli zdecyduje się pani wydać „Świat wampirów” proszę koniecznie do niego zadzwonić. Już z nim rozmawiałem – dodał, kładąc wizytówkę na białym, metalowym stoliku, stojącym przy łóżku.
Diana milczała, niezdolna wydusić z siebie żadnego słowa.
Mężczyzna podszedł do drzwi i z ręką na klamce odwrócił się w jej stronę.
 - Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się w innych okolicznościach – uśmiechnął się szeroko, po czym nie czekając na odpowiedź, wyszedł z pokoju, mijając w drzwiach młodą pielęgniarkę.
 - Widzę, że czuje się pani dużo lepiej – zaświergotała przybyła, kładąc na łóżku trzymaną w ręce kartkę pocztową i wyciągając z kieszeni białego fartucha przeźroczysty woreczek z płynem infuzyjnym. - Lekarz zaraz przyjdzie.
Pacjentka nie zwróciła na nią uwagi, przyglądając się przyniesionej przez dziewczynę kiczowatej pocztówce, przedstawiającej karminowe usta, z których wystawały dwa ostre kły.
Drżącymi palcami przysunęła ją do siebie, odwróciła, a jej oczom ukazały się dwa, krótkie zdania, nakreślone zamaszystym pismem:
„To były niezapomniane chwile, dziękuję. Wciąż jednak jestem winien ci jedno marzenie, więc wkrótce pojawię się, by spłacić dług”.
Podpisu nie było.
Kobieta zamknęła oczy, a na jej usta wypłynął radosny uśmiech. Wiedziała już, że jej przyszłość obrała zupełnie inny kierunek i z niecierpliwością wyczekiwała tego, co było jej pisane.
Ostatnio zmieniony czw 10 sty 2013, 18:15 przez Magic, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3625
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » wt 18 gru 2012, 12:30

Witaj,

Przeczytałem i nasunęły mi się takie oto wnioski.
Gdyby mniej więcej pięćdziesiąt procent zdań podzielić (z jednego zrobić dwa) to czytałoby mi się tekst o niebo lepiej. Ale to jest tylko moje zdanie.

Zarzuty mam dwa.

Dlaczego, na litość, musiała wybrać wampiry?
Przesyt tego gatunku w dzisiejszej popkulturze jest tak wielki, że każdy kto dokłada do tego swoja cegiełkę, moim zdaniem popełnia błąd. Przy weryfikacji konkursowej bardzo łatwo dostać etykietkę "kolejnego tekstu o przystojnych wampirach i ludzkiej dziewczynie, z nieśmiałym erotyzmem w tle".
Nie wiem dlaczego autorzy sami się narażają, mając niewątpliwie świadomość, że tak być może.


Po drugie,

- Pokaż mi miejsce, z którego pochodzisz – odpowiedziała po chwili Diana rozrywanym emocjami głosem...


I tu czekam na coś co mnie powali, na pomysł i jego przekaz taki, że będzie perełką tego tekstu.
A Ty mi tego opisu skąpisz, wypuszczając z ręki jedną z najsilniejszych broni jakie w tym tekście mogły być użyte.
Dlaczego?

Na typową łapankę nie ma w tej chwili czasu, ale moje niewprawne oko zbyt wiele nie uchwyciło (no może jakieś tam "pasmo" zamiast "paska" i takie tam).
Wrócę.

Pozdrawiam,

Godhand


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » wt 18 gru 2012, 12:59

Magic pisze:W poniedziałek, kilka minut po ósmej, kobieta nosząca imię rzymskiej bogini łowów, o sympatycznych, ale przeciętnych rysach twarzy, spacerowała nerwowo wzdłuż wąskiego paska młodej trawy, oddzielającego nierówny chodnik od niewielkiego, betonowego parkingu.

To zdanie jest stanowczo za długie i zawiera za dużo określeń, przez co już na początku tekstu grzęźnie się w nadmiarze przymiotników: sympatyczne, przeciętne, wąski, młoda, nierówny, niewielki, betonowy. Wow. Czy naprawdę, ale tak naprawdę, one wszystkie są potrzebne?
Taki nadmiar sprawia, że jako czytelnik gubię się, co jest najważniejsze i na co powinnam zwrócić uwagę: na kobietę, trawnik czy chodnik?
Magic pisze:Wiedziała, że spóźni się na pociąg, a co za tym idzie, nie zdąży do pracy. Była o tym przekonana jeszcze zanim wypchany po brzegi autobus linii 51 dotoczył się do przystanku na Małych Garbarach, ochlapując przy tym brunatną wodą z kałuży kilku pasażerów, znajdujących się zbyt blisko krawężnika.

Nie jest jasne dlaczego wiedziała, że się spóźni. Autobus przyjechał spóźniony?
Znów - wszystko nadmiernie określane. Woda nie tylko z kałuży ale brunatna.
Moim zdaniem do wywalenia jest wszystko, co pogrubione. Nie wnosi informacji zmieniających odbiór, zatem istotnych, a utrudnia czytanie.
Magic pisze: Twardy róg jednej z tych niezbędnych małemu uczniowi rzeczy wbijał jej się boleśnie w żebra.

Róg czego? Po co tak na okrętkę?
Magic pisze:Jak do tej pory Diana pojawiała się w pracy zawsze kilka minut wcześniej, gdyż należała do ludzi ceniących sobie czas innych, a poza tym - co tu długo mówić - zależało jej na tym zajęciu, chociaż myśl, że musi jeździć do Puszczykowa, by móc opłacić mieszkanie w Poznaniu, wywoływała u niej gęsią skórkę.

Pogrubione - wywalić.
A musi tam jeździć do tej pracy czy żeby dokonać opłaty? Konstrukcja zdania utrudnia rozumienie.
Możliwe, że to wszystko, na co zwracam uwagę, wydaje się drobiazgiem, ale dla mnie jest czynnikiem utrudniającym czytanie, sprawiającym, że w tekście tropi się treść, przebijając się przez gąszcze określeń. I szczerze, dość szybko mi się nie chce, choćby i kryła się tam gdzieś cudowna fabuła.
Magic pisze:Wychowała się w miasteczku podobnym do tego, do którego w tej chwili zmierzała.

Co nam, czytelnikom, niezmiernie dużo mówi, bo oczywiście wiem jakim miasteczkiem jest Puszczykowo.
Magic pisze:Bardzo szybko musiała przyznać, że nie na wiele się to przydało.

Co się nie przydało? Bo w poprzednim zdaniu wymieniono tyle rzeczy, że trudno stwierdzić.
Magic pisze:Od tamtego momentu podejmowała się różnego rodzaju prac, także sezonowych oraz za granicami kraju, by po jakimś czasie stwierdzić, iż z każdym kolejnym rokiem i bez żadnych dodatkowych kwalifikacji coraz trudniej znaleźć coś dobrze płatnego.

Od momentu gdy opuściła dom czy zdała sobie sprawę, ze coś tam się nie przydało? Opowiadasz historię, ale trudno ją zakotwiczyć w czasie i dobrze zrozumieć, ile trwał jakiś czas? Ile było kolejnych lat?O jakie dodatkowe kwalifikacje chodzi? Bo przecież wykonywała jakieś prace, zatem coś umiała. Czy miały one być potwierdzone na papierze? Dyplomem? Studia?
Jednym słowem, dużo słów mało treści.
Magic pisze: Poza tym jej ciało od jakiegoś czasu dawało wyraźnie odczuć, że przekroczyło już trzydziestkę i coraz częściej odmawiało wykonywania czynności wymagających dużego wysiłku fizycznego.

E? 30 lat to nie 60...
Magic pisze: Na szczęście, wciąż jeszcze potrafiła zmusić je do kilkugodzinnego sprzątania i dzięki temu nadal była w stanie zarobić na utrzymanie.

No, to co to jest duży wysiłek fizyczny skoro kilkugodzinne sprzątanie nim nie jest?
Niby drobiazg, ale sprawia, że nie czuję tego co czytam, bo operuje innymi założeniami niż mnie się automatycznie nasuwają.
Magic pisze: Ponieważ Puszczykowo w ciągu ostatnich lat zamieniło się w oazę bogaczy, a wielopiętrowe wille pojawiły się jak grzyby po deszczu, właśnie tam najłatwiej można było znaleźć tego typu zajęcie.

No tak, typowe nudne małe miasteczko:)
Magic pisze:Wszystkiemu winien King i jego przeklęta Mroczna Wieża – pomyślała Diana, tak naprawdę jednak zła na samą siebie za to, iż nie potrafiła o przyzwoitej porze wyłączyć nocnej lampki i odłożyć książki na stolik, jeśli tylko ta okazywała się wystarczająco wciągająca, a King swoją serią od pierwszej strony pobił jej serce, dołączając do sporej grupy pisarzy, których utwory zwyczajnie ją pochłaniały.

Kolejne zdanie tasiemiec. Do tego cudzysłów przy cytowaniu myśli.
Oj, ciężko się się przez to brnie. Po prostu nadmiar nieistotnych szczegółów. Zamiast pisać konkretnie, rozwlekasz wszystko, a są to czynności raczej prozaiczne.
Wiedziała, że znajduje się blisko stanu, w którym bardzo łatwo stracić z oczu cienką linię, oddzielającą fantazję od rzeczywistości, jednak w gruncie rzeczy wcale jej to nie przeszkadzało.

Ponieważ? Tylko dlatego, że trochę fantazjuje?
To są takie nadinterpretacje, wyolbrzymienia faktów, by podać czytelnikowi konkretny wniosek.
Magic pisze:Właściwie sen zaczął się od momentu, w którym uniosła powieki, leżąc w łóżku, we własnej sypialni, z sercem szalejącym w piersi niczym spanikowany koliber i świszczącym oddechem, jak po biegu przełajowym, do którego zmuszana była w podstawówce podczas corocznego Dnia Sportu.

w momencie
Za dużo w tym zdaniu niezwykle rozbudowanych porównań, do tego gryzących się stylem: spanikowany koliber i bieg przełajowy Dnia Sportu. Nutka poezji i proza życia. Sama sobie zabijasz klimat.
Magic pisze:Patrzyły na nią z sympatycznym zainteresowaniem, zabarwionym lekką drwiną i całkiem możliwe, że posiadały również umiejętności hipnotyzerskie, gdyż nie mogła poruszyć najmniejszym nawet mięśniem.

Co patrzyło? Byt jakiś?
Magic pisze:Szybko doszła do wniosku, że w snach, ludzie, tak czy inaczej, nie mają kontroli nad własnymi poczynaniami, więc najlepsze co mogła w tej sytuacji zrobić, to cierpliwie poczekać na dalszy ciąg, wykorzystując dany jej czas na przyjrzenie się owym tajemniczym organom.

Owe tajemnicze organy... O kurcze, nie to, przykro mi stwierdzić, brzmi nadzwyczaj groteskowo.
Organy miały moc hipnotyzującą, patrzyły z drwiną...
A było na co popatrzeć. Duże, osłonięte gęstą siateczką kruczoczarnych rzęs, z tęczówkami o niezwykle intensywnym, granatowym odcieniu, rozjaśnianym niewielkimi, srebrzystymi punkcikami i przypominającym gwieździste niebo o północy.

Po tych organach to już i gwieździste niebo nic nie pomoże...
Magic pisze: - Jestem twoim przeznaczeniem – usłyszała w odpowiedzi - twoim losem i najgorętszym pragnieniem.

Ech...Tutaj zupełnie moje osobiste uprzedzenie do górnolotnych i patetycznych oraz sztampowych kwestii, sprawiających, że dialog jest z plastiku lub przypomina marzenia piętnastolatki. Gdyby tak sobie śniła ta piętnastolatka, to jeszcze, ale bohaterka tych latek ma troszkę więcej. Niemniej to moje marudzenie.
Naprodukowałam się sporo i podsumowując uwagi muszę stwierdzić, że styl narracji powoduje, że tekst czyta się ciężko. Zdania są długaśne, rozbudowane, nadmiernie drobiazgowe i zwyczajnie przez to nudne. Nijak mnie los tej bohaterki nie zaciekawił, wydaje się mi być okropnie właśnie:nijaka, bez rysu czegoś charakterystycznego, poza niezbyt popularnym imieniem.
Językowo sprawnie na takim podstawowym poziomie, bo już opisy przeładowane, nużące, porównania niezbyt dostosowane językiem do pożądanego przekazu, no i babole w stylu organów na ścianie i działek przeciwlotniczych w głowie...
Utknęłam, pomimo szczerych chęci doczytania do końca. Może jeszcze wrócę.



Awatar użytkownika
matikala
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: śr 12 gru 2012, 11:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: matikala » wt 18 gru 2012, 15:04

Bohaterka spotyka - dosłownie - mężczyznę (z) marzeń, pragnie go mocno, rozbudzana on w niej ogromne pragnienie, ale mówi: "nie, nie" tak pragnąc go... jakie to typowe dla kobiet ;)
Ta część jej istoty, która połączona była z ludzkim światem umarła

Później ożyła?
Okazało się, że podany adres to miejsce zamieszkania zaginionej

To nie poszukali od razu, czy nie ma jej w domu? Poza tym, głupio brzmi jak policjant (czy ktokolwiek) rozmawiając z kimś, wyraża się o nim w trzeciej osobie.
Tuż przy łóżku [...] siedział młody mężczyzna, [...] ubrany w sprane jeansy, zieloną koszulkę polo oraz granatowe półbuty.

To była prywatna wizyta czy co? Nie miałem kontaktów nigdy z policją to nie wiem, ale chyba nie przychodzą oni tak ubrani do ludzi.
Wiem, w jaką obsesję wpada, gdy pracuje nad kolejną książką.

mieszkańcy kamienicy przy Grochowych Łąkach powiadomili policję o dziwnych odgłosach i kobiecych krzykach dochodzących z jednego z mieszkań

Furor poeticus, ale bez przesady.


Roronoa Zoro: Chcesz mnie zabić?! Nie potrafiłeś nawet zabić mi nudy!

Awatar użytkownika
Darkar73
Szkolny pisarzyna
Posty: 38
Rejestracja: wt 13 lis 2012, 19:37
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Darkar73 » śr 19 gru 2012, 23:29

Ej, nie możecie naszej koleżanki tak dołować... Dajcie spokój trochę optymizmu w tej materii. Powiem tak należy poprawić, co nieco w warstwie językowej. Natomiast najistotniejsze jest to, by koncepcja i pomysł na opowiadanie był nie sztampowy, ale oryginalny. Mnie osobiście nie odpowiada robienie znów z wampirów super kochanków... Za dużo już tego!

Magic odezwij się do mnie, jak znajdziesz czas.

Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3625
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » czw 20 gru 2012, 15:45

Witajcie,

Ej, nie możecie naszej koleżanki tak dołować... Dajcie spokój trochę optymizmu w tej materii.


Magic nie napisała złego tekstu.
Napisała tekst, którego tematyka wywołuje u dużej części odbiorców odruch "hmm znowu?" , i pomijam kwestię czy odruch ten jest uzasadniony czy też nie.
Po drugie użyła bardzo rozbudowanych zdań, co większość (choć na pewno nie wszystkich!) czytających męczy.
Oto grzechy główne.
A z samego opowiadania po korektach może być całkiem fajny tekst.
I podtrzymuję swoje zdanie że napisanie o tekście kiepskim/średnim/rokującym że jest dobry, jest największą krzywdą jaką Autorowi tego tekstu można zrobić.

Pozdrawiam,

Godhand


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2443
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: ravva » czw 20 gru 2012, 22:42

Szybko doszła do wniosku, że w snach, ludzie, tak czy inaczej, nie mają kontroli nad własnymi poczynaniami, więc najlepsze co mogła w tej sytuacji zrobić, to cierpliwie poczekać na dalszy ciąg, wykorzystując dany jej czas na przyjrzenie się owym tajemniczym organom.

"organy" pominę ;-)

mam wrazenie, ze obchodzisz każdą scenę, próbując ja doprecyzowac, żeby uniknąć wpadki w style: idąc do szkoły świeciło słońce; i stad te długie zdania.
jednocześnie tak pedantycznie opisane sytuacje odcinają czytelnika od wyobraźni, moze zaufaj odbiorcom, powinni dac sobie radę z tekstem.

zapytała Diana ze zdziwieniem, czując w sercu rosnące podekscytowanie.
diana do wywalenia, wystarczy podmiot domyślny.
podekscytowanie w sercu? interesujące ;-)

Z przerażeniem stwierdziła, że budzik nastawiony na godzinę siódmą dzwonił bez przerwy od czterdziestu pięciu minut
no, panna twarda jest jak roman bratny :-D

tajemniczą postać, która zmaterializowała się nie wiadomo skąd i stała teraz bardzo blisko. Zbyt blisko.
a to taki przechrztowy manewr :twisted:

Mimo dzielących ich warstw grubego ubrania kobieta czuła intensywne, wibrujące ciepło promieniujące od obcego. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz, a podbrzusze skurczyło się w cichym oczekiwaniu.
podmioty domyślne. odciążą zdania, lepiej się to bedzie czytało. wywal zaimki.
no i spróbuj nie oddzielac ciała od osoby - wstrzasnął nią dreszcz, prościej, autorko, prościej, ułatwisz sobie życie, a innym czytanie.

wpadła mi ostatnio w łapy mega grafomanska ksiazka, pornos taki, tyle, ze do czytania, i mam nieodparte wrazenie, ze przeszło to badziewie tez przez twoje ręce/oczy/mózg.

niewinna bohaterka, zepsuty bohater, bla, bla, bla.

nie jest źle, ale pisz wiecej i czytaj ksiazki, w których erotyka nie jest głównym watkiem, bo opowiadania robią się szare, a takich, na półkach harleqiun desire czy daniele steele czy coś w ten deseń, jest jak bezpańskich psów w szydłowcu.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4352
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pt 21 gru 2012, 00:04

Fabuła Twojego opowiadania dzieli się na dwie części, dość luźno ze sobą związane, przy czym pierwsza wydaje się raczej wstępem do jakiejś dłuższej historii, może nawet powieści. Mamy bowiem zawiązanie akcji jak w klasycznym romansie. Ona, taka sobie dość przeciętna szara mysz miejska, tym może różniąca się od innych, że pisuje opowiadania. Więcej jednak uwagi poświęcasz temu, że namiętnie czyta i nie bardzo panuje nad skutkami tej czytelniczej manii. I pojawia się ON: zapowiedziany we śnie, tajemniczy, niezwykły. Do tego pojawia się z misją: ona będzie poznawać nowe światy, on zaś stanie się jej przewodnikiem. Klasyczny związek romansowo-inicjacyjny, który może być punktem wyjścia zarówno do jakiegoś okropnego romansidła, jak i całkiem interesującej historii typu Bildungsroman. U Ciebie nie ma ani jednego, ani drugiego, gdyż historia kończy się w miejscu, w którym powinna się właściwie rozpocząć. Twoje opowiadanie składa się z prezentacji bohaterów, zawiązania akcji oraz zakończenia. Właściwej akcji brak. Bohaterka wkracza ze swoim przewodnikiem w jakiś inny wymiar i...
nie ma dalszego ciągu, a zakończenie równie dobrze mogłoby wiązać się z jakąś zupełnie inną historią.
W drugiej części mamy bowiem szpital. Krzyk bohaterki w zamkniętym mieszkaniu, sąsiedzi, którzy wzywają policję... Nie wiadomo, co tak naprawdę się działo, a co więcej, dla samej Diany nic z tego nie wynika. Dowiadujemy się, że pisze powieść o wampirach. No dobrze, niech sobie pisze.

Do tego, w drugiej części trochę szwankują realia.
Magic pisze: - Drugiego maja niejaka Martyna Kubicka zgłosiła na policji zaginięcie znajomej. Potraktowaliśmy sprawę bardzo poważnie, jednak mimo śledztwa i ogłoszeń w lokalnej prasie nie znalazł się nikt, kto znałby miejsce pobytu poszukiwanej

Magic pisze: - Tydzień później mieszkańcy kamienicy przy Grochowych Łąkach powiadomili policję o dziwnych odgłosach i kobiecych krzykach dochodzących z jednego z mieszkań – Orlicki ciągnął niezrażony brakiem reakcji z jej strony. - Okazało się, że podany adres to miejsce zamieszkania zaginionej, którą po przybyciu policji znaleziono w stanie całkowitego wyczerpania i przetransportowano na oddział intensywnej terapii.

Ja rozumiem, policja super sprawna nie jest, ale żeby nie sprawdzić przez tydzień, czy zaginiona delikwentka nie leży przypadkiem we własnym mieszkaniu... To ma być poważne potraktowanie sprawy?
Magic pisze:budynkiem wstrząsnął huk wyważanych drzwi, a w dwupokojowym mieszkaniu zaroiło się od umundurowanych policjantów, wymachujących bronią i wykrzykujących do siebie niezrozumiałe słowa.

A właściwie po co to robili? Rozumiem ewentualnie wyważenie drzwi, ale potem?
Magic pisze:Dwóch z nich w kilku krokach dopadło łóżka, w którym leżała, kierując w jej stronę błyszczące lufy pistoletów.

Znowu: po co?
Magic pisze:Jak przez mgłę usłyszała jeszcze słowa:
 - To wygląda na przedawkowanie! Wezwijcie karetkę! Szybko!

Otóż nie. Jeśli kobieta leży w łóżku, a mieszkanie nie jest magazynem albo laboratorium handlarzy narkotyków, to nic nie wskazuje na przedawkowanie. Można źle wyglądać czy nawet umierać z tysiąca różnych powodów. Nawet gdyby przedawkowała leki, to coś tam powinno być wokoło - kartoniki, buteleczki, cokolwiek, a Ty wcześniej nie wspominasz nawet, że łykała choćby proszki od bólu głowy.
Po zgłoszeniu sąsiadów policjanci mogli się spodziewać, że ktoś w tym mieszkaniu maltretuje kobietę, ale jest to raczej akcja typu "przemoc domowa". Przyjeżdża wtedy dwuosobowy patrol. Te wszystkie działania (zwłaszcza wymachiwanie pistoletami w pustym mieszkaniu) są zdecydowanie na wyrost. Z innej bajki, po prostu.

Zgadzam się z Caroll, że opisy w Twoim opowiadaniu są nadmiernie szczegółowe i to, co ważne, ginie w nadmiarze zbędnych detali. Do tego trafiają się w nich również błędy.
Magic pisze:W średnim wieku, wysoki, o atletycznej budowie ciała, szerokich ramionach, wąskich biodrach i 1. dobrze umięśnionych, silnych nogach. Ubrany w 2. sięgający bioder, czarny, skórzany płaszcz, pasujące kolorem, 3. wykonane z tego samego materiału, obcisłe spodnie i czarne buty z cholewkami.

1. W bokserkach był?
2. Płaszcz sięgający bioder to kurtka, niezbyt długa.
3. To przez te skórzane spodnie i buty z cholewkami widać umięśnienie nóg?

A jeśli chodzi o koncepcję całości - no cóż, mnie ten wampir również nie zachwyca. Pomijając chwilową modę na wampiry, nie jest to motyw nośny. Taki przewodnik po światach alternatywnych mógłby być postacią znacznie ciekawszą.
Ale to może tylko takie moje uprzedzenie wobec wampirów.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Magic
Dusza pisarza
Posty: 597
Rejestracja: pt 16 lis 2012, 11:31
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niemcy
Płeć: Kobieta

Postautor: Magic » pt 21 gru 2012, 11:06

Dziękuję wam wszystkim bardzo serdecznie za poświęcony czas i komentarze.

Chciałabym kilka rzeczy wyjaśnić.

Godhand pisze:Dlaczego, na litość, musiała wybrać wampiry?


To takie moje małe zboczenie. Kocham wampiry już od lat, niezależnie od tego, jak wygladają, i jaki mają charakter. W mojej biblioteczce stoi kilkanaście wielotomowych serii o wampirach, a ja wciąż szukam nowych. Miałam nadzieję, że nie jestem jedyna i znajdę gdzieś innych fanów wampirów. Jednak albo owi boją się do tego przyznać, albo faktycznie gatunek krwiopijców wyszedł z mody ;) Będę musiała pomyśleć nad innymi istotami.

Macie rację, jeśli chodzi o zbyt długie zdania. Staram się nad tym panować, jednak nie zawsze mi się to udaje. Na usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że powyższe opowiadanie jest moim pierwszym opowiadaniem fantastycznym, które musiałam wymyślić, napisać, skorygować i wysłać na konkurs, w przeciągu niecałych dwóch tygodni.

Godhand pisze:Po drugie,

Cytat:
- Pokaż mi miejsce, z którego pochodzisz – odpowiedziała po chwili Diana rozrywanym emocjami głosem...


I tu czekam na coś co mnie powali, na pomysł i jego przekaz taki, że będzie perełką tego tekstu.
A Ty mi tego opisu skąpisz, wypuszczając z ręki jedną z najsilniejszych broni jakie w tym tekście mogły być użyte.
Dlaczego?


rubia pisze:historia kończy się w miejscu, w którym powinna się właściwie rozpocząć. Twoje opowiadanie składa się z prezentacji bohaterów, zawiązania akcji oraz zakończenia. Właściwej akcji brak. Bohaterka wkracza ze swoim przewodnikiem w jakiś inny wymiar i...
nie ma dalszego ciągu, a zakończenie równie dobrze mogłoby wiązać się z jakąś zupełnie inną historią.



Moim zamierzeniem nie było ukazywanie czytelnikowi innego wymiaru, a odpowiedzenie na pytanie, często zadawane znanym pisarzom. "Skąd biorą pomysły na swoje książki?" Jak widac, mój plan nie za bardzo się powiódł ;) Ale tak to już jest z tym słynnym: "co autor miał na myśli?"

ravva pisze:wpadła mi ostatnio w łapy mega grafomanska ksiazka, pornos taki, tyle, ze do czytania, i mam nieodparte wrazenie, ze przeszło to badziewie tez przez twoje ręce/oczy/mózg.


niewinna bohaterka, zepsuty bohater, bla, bla, bla.


Jeśli piszesz o bestsellerze, który najpierw został wydany przez małe, australijskie wydawnictwo, a potem opanował cały świat, to mogę powiedzieć tylko jedno słowo: winna. ;)


matikala pisze:Cytat:
Tuż przy łóżku [...] siedział młody mężczyzna, [...] ubrany w sprane jeansy, zieloną koszulkę polo oraz granatowe półbuty.

To była prywatna wizyta czy co? Nie miałem kontaktów nigdy z policją to nie wiem, ale chyba nie przychodzą oni tak ubrani do ludzi.


Pracowałam kiedyś w poznanskiej firmie, do której pewnego razu wpadła policja (szukali pracowników zatrudnionych "na czarno"). Dowodzacym cały nalot był niski facet po trzydziestce, z farbowanymi blond pasemkami. Ubrany w czarne jeansy, cieniutki, biały golf, przez który przeświecało ciemne owłosienie na piersi i rozpiętą, czarną, skórzaną wiatrówkę. ;)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości