On nie jest taki jak mój ojciec/ Obyczajówka

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

On nie jest taki jak mój ojciec/ Obyczajówka

Postautor: MARCEPAN 30 » pn 26 lis 2012, 22:02

Już nie dłoń, a pięść dotknęła jej twarzy wywracając do góry dnem cały ich świat. Bała się tego, bała się, że ten dzień kiedyś nadejdzie i będzie tak jak z jej matką, którą ojciec tłukł całe życie. I zbił ją okrutnie, fizycznie i psychicznie. Sprawił, że stała się malutka, skurczona, przygarbiona i już zupełnie nic nie miała do powiedzenia. Mamrotała tylko modlitwy przed snem i plątała chude palce z różańcem. Miał jej pomóc, ten długi sznur ciemnych paciorków z krzyżem na końcu i umęczonym Chrystusem. Miał ją ochronić przed katem. I uchronił. Pewnego letniego dnia, gdy ojciec włóczył się bez celu po parku, niebo zrobiło się granatowe i boska dłoń zmieniła się w błyskawicę rozpruwając najwyższą lipę na pół. Wielkie drzewo osunęło się wprost na barczyste ciało ojca. Nie miał szans. Modlitwy matki zostały wysłuchane.
Ale Brunon nie jest taki jak jej ojciec. Jest może trochę nerwowy, trochę porywczy, ale jest dobry. Patrzyła teraz na jego twarz, na ciało pogrążone w niespokojnym śnie i była pewna, że wszystko się jeszcze ułoży. Brunon musi wszystko sobie przemyśleć, zrozumieć, że ona daje mu całą siebie, wszystko podporządkowuje jemu i on to w końcu dostrzeże. Zmięknie mu serce i już nigdy nie podniesie na nią dłoni. Błądziła wzrokiem po jego brwiach, podskakujących teraz, gonionych przez nocne demony, które szarpały uśpionymi mięśniami twarzy. Schodziła niżej, z linią nosa do ust mamroczących coś cicho i wiedziała, że śni o czymś niedobrym, że walczy teraz z całym złem jakie spotyka go w ciągu dnia. Chciała wyciągnąć dłoń, dotknąć jego policzka, ale bała się go obudzić. Wiedziała, że będzie zły, że ją zwymyśla i pójdzie spać na tapczan do drugiego pokoju. Nie uległa więc pokusie i zacisnęła lekko delikatne piąstki. Zrobiło jej się przykro, tak dawno jej nie dotykał, nie powiedział niczego miłego, nie pocałował, chociażby w czoło. I teraz nagle, przez ułamek sekundy, wydał jej się dziwnie obcy, przerażająco inny, niż ten, którego znała. Skuliła się, nasunęła koc na głowę i zacisnęła zęby, by nie usłyszał jej szlochu. Łzy zaczęły palić rozciętą powiekę, poczuła ich słony smak i pomyślała o różańcu matki. Widziała teraz ją w myślach, małą, smutną kobietę i zapragnęła się w nią wtulić, wgramolić na kolana, tak jak wtedy gdy była dzieckiem i zamykali się w łazience, kiedy ojciec rujnował ostatnie ocalałe przedmioty w ich mieszkaniu. Matka płakała wtedy histerycznie, a ona bała się tego jej płaczu. I bała się wrzasków dobiegających jej uszu zza zamkniętych drzwi łazienki. Nie mogła nic zrobić. Chciała mieć wesołych rodziców tak jak jej koleżanki, albo poważnych, dostojnych, kupujących lalki i wózki w „Peweksie”. Najbardziej jednak chciała, by ktoś ją wysłuchał, trzymał na kolanach, gładził włosy, odpowiadał na jej pytania. Ponad wszystko pragnęła, by ojciec przyszedł do jej pokoju i zapytał: „co słychać, córeczko?”. Ona opowiedziałaby mu o Januszku, który targał ją za warkocze i mimo to w jakiś dziwny sposób jej się podobał, o koleżankach, które mają lalki, Barby, czy Barbi, jakoś tak, ale że ona ich nie potrzebuje, ona woli swojego kota i tatę, który ją rozumie. Tymczasem, tam w łazience, zamknięta z przerażoną matką, nie miała nic prócz strachu. Chciała ją uspokoić, zapytać kiedy to się skończy i dlaczego już rosną jej piersi. Ale bała się. Bała, więc recytowała pod nosem wierszyki z książek, które ostatnio przeczytała. To samo robiła, gdy ojciec ciągnął matkę za włosy przez pokój, a później tłukł ją po głowie aż przestawała płakać.
Po pogrzebie ojca lęk jej nie opuścił. Towarzyszył jej wszędzie, w nowej szkole z internatem, na zakupach w galeriach, które nagle wyrosły w jej mieście, w parku, gdzie piękni i spokojni ludzie karmili gołębie. Ona czuła się brzydka, niedoskonała i gorsza. Patrzyła ukradkiem na postaci siedzące na ławkach, krążące między sklepami, bankami, podróżujące autobusami i tramwajami. Wszyscy byli piękni, pewni siebie i weseli. Przytłaczali ją. Sprawiali, że coraz trudniej było wydobyć jej głos z siebie. Przepraszała ich jąkając się nieporadnie: za wszystko, za to stanęła zbyt blisko, za to, że spojrzała, że w ogóle śmiała zaistnieć w jakikolwiek sposób w ich świecie. Spokojnie czuła się tylko we własnym pokoju, zamknięta z kotem i książkami.
I jakoś wtedy właśnie pojawił się Brunon. Imponował jej. Wielki, barczysty mężczyzna, którego wszyscy szanowali. Kiedy zabrał ją na dyskotekę, zobaczyła jak rozchodzili się gdy wchodził. Robili mu miejsce przy barze, podchodzili by się przywitać. A ona była tuż obok niego. Krucha jak biszkopt. Był nonszalancki, obejmował ją ramieniem i pomagał przejść przez tłum, uśmiechał się i podnosił do góry w tańcu. Czuła, że z tak silnym mężczyzną może być bezpieczna, że ją ochroni, sprawi, że jej świat się uspokoi, przestanie drgać, kołysać się i falować, a zacznie spokojnie płynąć. Zaczęła się nawet śmiać, gdy żartował. Czuła się wtedy wolna, luźna i bezpieczna.
Dwa razy tylko wrócił lęk. Pierwszy raz, gdy katował na parkingu jakiegoś chłopaka. Dłonie ociekały mu wtedy krwią, oczy przybrały wyraz wściekłego zwierzęcia, ale tłumaczył jej później, że tak musiał zrobić, że honor nie pozwolił mu by tego frajera puścić bez nauczki. I tak zrobi z każdym kto zapragnie ją skrzywdzić.
Drugi raz przeraziła się, gdy na niej leżał. Była zupełnie naga, a on męczył się ze swoimi spodniami. Nikt wcześniej jej takiej nie widział, bez ubrań, bezbronnej jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Szlochała tylko cicho, gdy sapiąc rozrywał jej niewinność. Później odwrócił się plecami i zasnął, a ona w łazience zmywała krew.

Dzisiaj, kilka lat od ich pierwszego spotkania, robiła jak zwykle obiad. Schabowy, kapusta i ziemniaki, tak jak lubi Bruno. Tylko, że on wrócił dopiero wieczorem i pachniał piwem. Zapytała, czy odgrzać mu obiad, ale usłyszała tylko, żeby sobie w dupę wsadziła te swoje zasrane kotlety i że jest żałosna jak jej matka, że garkotłuki zawsze będą garkotłukami, a on już nie ma zamiaru dłużej jej utrzymywać. A jak jej się nie podoba, to może wypierdalać.
Dreszcz przeszył jej plecy, zamarła. Poczuła, że nogi się pod nią uginają, ale zamiast upaść, zamiast uciec, ruszyła przerażająco rozpaczliwym krokiem w jego kierunku, całą sobą, całym wnętrzem zapragnęła, by go uspokoić, by nie był taki jak teraz. Chciała by stał się dawnym Brunonem, właściwie to nawet nie wierzyła w to co się właśnie stało, nie chciała w to wierzyć, wyrzuciła jego słowa z głowy, a scena która przed chwilą miała miejsce wydała jej się nieprawdziwa, całkowicie oszukana. Kiedy zbliżyła się do niego i wyciągnęła dłoń, która miała go dotknąć, z jej gardła wyszły drąże słowa:
- Kochanie, co się stało? Kto cię tak zdenerwował?
Zamiast odpowiedzi, przyszedł ból. Fizyczny. Realny. Ciepła krew spłynęła jej do ust, oko zasłoniła mgła. Ręce odruchowo owinęły się wokół głowy, ciało skuliło na podłodze i czekało na koniec. Myśli odeszły, słowa straciły znaczenia. W głowie istniały tylko wierszyki, które recytowała w dzieciństwie i które odpędzały strach. I kiedy uderzenia ucichły, wierszyki pozwoliły jej zasnąć. Skulonej, samej, na zimnej podłodze.
Gdy wiedziała już, że mąż śpi, doczołgała się do łazienki. Po cichu, z wielką ostrożnością odkręciła kran, zmyła zaschniętą krew z twarzy i zdjęła podarte ubranie. Wytarła popiół ze świeżo wypalonej rany na szyi i przemyła wodą utlenioną. Uczesała włosy, z kosza na pranie wyjęła koszulę nocną. Nie chciała wchodzić do pokoju i otwierać szafy. Hałas mógłby go obudzić. Ubrała się więc do spania w to co znalazła i cichutko ruszyła do sypialni. Przez długie lata nauczyła się chodzić ciszej, niż kot. Wsunęła się powoli pod kołdrę, położyła głowę na poduszkę i patrzyła to w sufit, to na oddychającego niespokojnie męża.
„Nie, Brunon nie jest taki jak mój ojciec. Po prostu miał ciężki dzień, może stracił pracę, albo ktoś go zdenerwował? Muszę przeczekać, muszę być dobra i wyrozumiała, a kiedy on to dostrzeże, pokocha mnie tak jak dawniej. Znów mnie przytuli, tak jak wtedy, gdy przeprowadzał mnie przez parkiet”.
Za oknem ostatnie tramwaje przewoziły zaspanych pasażerów, po pustych ulicach hulał wiatr, foliowe torebki tańczyły jak oszalałe, światła nad estakadą mrugały pomarańczowym okiem. Cisza jaka panowała nad miastem wlała się przez okno i ukoiła ją do snu. Snu, w którym znalazła kilka bezpiecznych miejsc.
Ostatnio zmieniony wt 04 gru 2012, 21:53 przez MARCEPAN 30, łącznie zmieniany 3 razy.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » śr 28 lis 2012, 14:41

Świetny tekst. Bardzo ładnie, sprawnie i delikatnie prowadzisz czytelnika przez kolejne wydarzenia. Z początku przestraszyła mnie zbitość opowiadania, ale szybko zobaczyłem, że ta zbitość to nie jest mur, tylko woda. Płynna narracja, to jest to. Masz płynną narrację. :) I wyczucie do pisania smutnych, drastycznych rzeczy w subtelny sposób. To bardzo duży plus.

Kolejna zaleta to początek. Wrzucasz czytelnika w środek wydarzeń i robisz to na tyle umiejętnie, że masz go w garści. To, czego mi zabrakło, to coś więcej. Ostatnie zdanie jest świetne, ale całość zostawia niedosyt. Narysowałaś nam dokładną, przekonującą scenkę obyczajową, ale trochę urwałaś w pół zdania. Wyjęłaś z większego kontekstu. Nie wiem. Ale może to tylko ja? Może się tylko czepiam, bo tak czy siak to kawał pysznego tekstburgera. Może tylko mnie zabrakło jeszcze jednego plasterka pomidora. ;)

Z drobiazgów: jest trochę błędów interpunkcyjnych, warto przeczytać tekst pod tym kątem (pamiętaj, że dwa czasowniki osobowe w jednym zdaniu muszą być odseparowane przecinkiem [wyjątek, gdy łączy je "albo"]), jakiś tam szyk, o: " (...) zmyła zaschniętą krew z twarzy (...)", a powinno być "zmyła z twarzy...". Poza tym schludnie.

Naprawdę dobry tekst. Gratuluję!

Pozdrawiam,
Praktyk


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2442
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: ravva » śr 28 lis 2012, 17:57

I bała się wrzasków dobiegających jej uszu zza zamkniętych drzwi łazienki.
to zbędne, wiadomo, ze nie oczy sa narządem słuchu.

Po pogrzebie ojca lęk jej nie opuścił. Towarzyszył jej wszędzie,
powt. za gęsto tu.

w galeriach, które nagle wyrosły w jej mieście, w parku, gdzie piękni i spokojni ludzie karmili gołębie. Ona czuła się brzydka,(...)
za dużo zaimków osobowych, przydałby się podmiot domyslny od czasu do pory, jakies obejście, oderwanie od pokazywania palcem, że chodzi o NIĄ.

Przytłaczali ją. Sprawiali, że coraz trudniej było wydobyć jej głos z siebie. Przepraszała ich jąkając się nieporadnie:
tu też, zobacz: przeczytaj bez wytłuszczeń, lżejsze to od razu.

za to (,że?) stanęła zbyt blisko,
hm?

I jakoś wtedy właśnie pojawił się Brunon.
za dużo znów słow w zdaniu, do tego szyk odwrócony -> I właśnie (jak już MUSI byś) wtedy pojawił się Brunon.

Kiedy zabrał ją na dyskotekę, zobaczyła jak rozchodzili się gdy wchodził.
no, a tu akurat by sie przydalo uzupełnienie - kto sie " rozchodzili"?
poza tym za dużo "chodzenia".

A ona była tuż obok niego.
wiadomo, ze jak z nim przyszła, to byla tuż obok niego, po co to jeszcze pchac w text?

Czuła się wtedy wolna, luźna i bezpieczna.
luźna? co to znaczy, ze czula się "luźna"?

Dłonie ociekały mu 1) wtedy krwią, 2)oczy przybrały wyraz wściekłego zwierzęcia, ale tłumaczył 3)jej później, że tak musiał zrobić, że4) honor nie pozwolił mu by tego frajera puścić bez nauczki. I tak zrobi z każdym5) przecinek tu kto zapragnie ją skrzywdzić.
1) zbędne, 2) to interesujące, znaczy co, pasków dostaly? centek? jak oczy moga przybrac wyraz wściekłego zwierzęcia, bo mi wyobraźnia siadła, a mam nielichą, 3) zbedne, 4) honor nie pozwolił puścić frajera bez nauczki. ale i tak mi się to nie podoba. 5)koszmarny kawałek.

Zapytała, czy odgrzać mu obiad
zbędne.

całym wnętrzem zapragnęła, by go uspokoić
bez "by" ładniej brzmi.

Chciała by stał się dawnym Brunonem, właściwie to nawet nie wierzyła w to co się właśnie stało, nie chciała w to wierzyć, wyrzuciła jego słowa z głowy, a 1) scena która przed chwilą miała miejsce wydała jej się nieprawdziwa, całkowicie oszukana. 2)Kiedy zbliżyła się do niego i wyciągnęła dłoń, która miała go dotknąć, z jej gardła 3)wyszły 4)drąże słowa:
to też mi się nie podoba - kawałek jest przegadany, połowa do wywalenia, nie zmieni sensu, a czyta się to, jak pętlę moebiusa. 1) nie da się tego inaczej? bo wiemy, ze scena miała miejsce przed chwilą, po co to pisać? 2) gdy podeszła i chciała go dotknąć? prosciej waść, prosciej. 3) wyszły? serio? 4) drąże? nawet nie bede dociekać, co poeta chcial powiedzieć.

zmyła zaschniętą krew 1)z twarzy i zdjęła 2)podarte ubranie.
1) zbędne, 2)nie pasuje to ubranie, a jesli juz ma być, moze warto wczesniej dopisać, ze ją szarpał albo złapal za ciuchy i puścił przez pól kuchni?

Wytarła popiół ze świeżo wypalonej rany na szyi
no prosze, nasz bruno wykorzystał pełny wachlarz mozliwosci, zdązył panne nawet fajkiem przypalić - jak, skoro podobno ją bił - i co, papierosa w zebach trzymał? a jeśli tak, to przydłaby się o tym wzmianka wcześniej.

Cisza jaka panowała nad miastem
zbedne.

kawałek jest niezle napisany, w sumie niewiele tu przeszkadza, ale cieżo się wczuć w bohaterkę, bo od samego poczatku wszystko przedstawia ją w określonym swietle, stawia w pozycji ofiary i nie dajesz nam ani jej szansy na wyrwanie się ze stereotypu - do tego nie da sie jej polubić, nie ma o co zahaczyć nici sympatii dla dziewczyny, jest nijaka, blada i nudna, chociaż to ona ma byc osią opowiadania, jej emocje, życie, uczucia i sposób postrzegania rzeczywistości.

szczerze - na miejscu brunona sama bym jej przywaliła :-P

rozumiem mechanizm, wiem, jak wyglada przemoc w rodzinie(ostanio wypowiadała się w temacie kasia figura wszedzie, gdzie tylko chcieli jej słuchać), jak ludzie powielają wzorce i że trudno wyrwac się z zaklętego kregu, ale dla dobra fabuły miło by było, gdyby w naszej dziewczynce pojawiło się cokolwiek, co czytelnika zainteresuje i sprawi, że chciałby dowiedziec się, co dalej.

tu od razu wiadomo, jak bedzie, z tym, ze o ile bruno nie oberwie piorunem w łeb, przy takiej bohaterce czytelnicy mają szansę zasnać nad tekstem zanim nasz osiłek kolejny raz spuści jej łomot.

btw - tu i ówdzie brakuje przecinków, ale mi sie nie chcialo wszystkiego wypisywac.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 28 lis 2012, 21:04

Patren - dzieki za dobre słowo i cieszę się, że tekst Cię porwał. Tak na marginesie, jestem chłopcem :)

ravva - Twoje uwagi techniczne biorę sobie głęboko do serca i przeanalizuję tekst jeszcze raz. Co do bohaterki, nudnej Twoim zdaniem. Ona ma być tak przewidywalna, tak zamknięta w stereotypie, bo taki jest zamysł. Chcę rozwinąć tę historię, ale to Bruno będzie nieprzewidywalny i (mam nadzieję) zaskakujący. Niekoniecznie pozytywnie. Chcę opowiedzieć pewną historię.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2442
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: ravva » śr 28 lis 2012, 21:15

MARCEPAN 30 pisze: (...)to Bruno będzie nieprzewidywalny i (mam nadzieję) zaskakujący. Niekoniecznie pozytywnie.
no cóż, jednym z moich ulubionych bohaterów literackich jest kane stworzony przez karla e. wagnera, przy nim twój brunek, to pikuś ;-)


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » czw 29 lis 2012, 09:16

Ja przy Wagnerze też jestem Pikusiem, ale z mostu się przez to nie rzucę ;)


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2382
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 04 gru 2012, 20:49

Okropne to... W sensie treści.
Na mnie podziałało. Może dlatego, że temat akurat takich relacji w kontekście przemocy w rodzinie bardzo mnie rusza.

Bohaterka rzeczywiście jest od początku do konca ofiarą. Ofiarą stereotypową aż do bólu (nomen omen), ale jak dla mnie wyszło to wiarygodnie emocjonalnie. Dobrze budujesz przejścia pomiędzy scenami brutalnymi, a tymi naiwnymi tłumaczeniami bohaterki, że "przecież to nie tak". Najczęściej w takich tekstach to tutaj powstawała największa niespójność. U Ciebie to działa.

Podobało mi się też, że nie wszedłeś w przesadną wulgarność i drastyczność opisu. Wyszło "z wyczuciem".

Co do języka, to jak dla mnie trochę potknięć jest. Interpunkcja, pogmatwane zdania momentami. Dużo wypisała Ravva i przyjrzyj się temu uważnie. Mnie się wiele uwag pokryło, więc nie robiłam już łapanki.

Ogólnie jednak całość na plus. Ciekawa jestem, jaka fabuła się za tym kryje, bo rzeczywiście, wiszenie na takich scenach przez cały długi utwór byłoby cokolwiek nużące.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 05 gru 2012, 06:27

Dzięki za wgląd, przegladam tekst u siebie pod względem uwag Ravvy i widzę, że dużo w nim poprawek. Cała historia nie będzie taka, oczywiście, że byłaby nużąca, a ja sam bym się tym znudził :) To tylko fragment całości, pewien wycinek. Ogólnie Bruno będzie miał drugie życie, dosyć mroczne, brutalne i (niestety) ostatnio dość mocno widoczne w naszej rzeczywistości (przynajmniej medialnej). Pojawi się też para innych bohaterów, drugi facet będzie zupełnym przeciwieństwem Brunona, no i jak to bywa, pewnego smutnego popołudnia ich drogi się skrzyżują.

Ale to wszystko jeszcze przyszłość :)

Pozdrawiam i dzięki za dobre słowo.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości