Zapomniany Sethielgard [fantastyka, romans, przygoda]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Ewa Minkina
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: wt 23 paź 2012, 14:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Zapomniany Sethielgard [fantastyka, romans, przygoda]

Postautor: Ewa Minkina » ndz 25 lis 2012, 10:26

Płuca powoli odmawiały jej posłuszeństwa. Czuła pieczenie w gardle i klatce piersiowej. Zmuszała się jednak do nieustannego biegu. Gdyby się teraz zatrzymała, gdyby się poddała, możliwe że nie przeżyłaby do świtu. Pędziła przed siebie, ścigana przez śmierć. Nad jej głową gęste listowie nie przepuszczało zbyt wiele światła, a pod nogami chrzęściły kolorowe liście. Nadciągał jesienny zmrok, pełen zimna i niepokoju. Choć ścigali ją mężczyźni, nie byli tak zwinni jak ona. W przeciwieństwie do nich, nie była okuta w ciężką zbroję, nie nosiła ze sobą wielkich i niebezpiecznych mieczy. Hałas, jaki powstawał pod ich buciorami zagłuszał również jej szybkie kroki. Dodatkowo jej brązowa peleryna zapewniała kamuflaż w tym gęstym i ciemnym lesie.

Kroki żołnierzy było słychać już z bardzo daleka. Otoczona skałami i głazami na zalesionym wzgórzu mogła zapewnić sobie bezpieczną kryjówkę. Jednakże nie tylko ludzi powinna się wystrzegać. Niebawem nadejdzie zima, zwierzęta szukają nocą pożywienia. Uzbrojona tylko w mały łuk i sztylet, nie będzie miała szans z potężnym niedźwiedziem czy watahą wilków. Nie mogła sobie również pozwolić na ognisko, gdyż żołnierze odkryliby jej kryjówkę.

Wszystko się tak poplątało, myślała poprawiając ubłocony brzeg sukni. Powinnam się ubrać praktycznie, a nie uciekać w jednej z lżejszych szat. Zakryła się szczelniej peleryną i nałożyła kaptur na głowę. Skryła się między dużymi skałami, gdzie nie wyczuwalny był zimny wiatr i gdzie prawdopodobnie nie zauważą jej dzikie zwierzęta.

Żołnierze wycofali się do kamiennego mostu. Droga, na której stali, zakręcała do gęstego lasu porastającego okoliczne wzgórza. Idąc w drugą stronę zawróciliby do hrabstwa Valberg.
– Szlag by tę przeklętą dziewkę! – krzyknął zwalisty młodzian w ciężkiej zbroi. Spojrzał na swoich kamratów – Jeśli nie uda nam się jej znaleźć, kto wie co się z nami stanie.
– Marne szanse kapitanie. Zapada zmrok, trzeba zwołać posiłki i rozpalić pochodnie – żaden nie wspomniał, że akurat pochodni ze sobą nie mieli. Nikt nie przypuszczał, że pościg może się tak wydłużyć.
Kapitanowi nie w smak było zawrócenie do zamku i przyznanie się do porażki. Nie chciał stracić swojej całkiem sporej pensji. Szukanie dziewczęcia po zmroku w gęstym lesie też nie wchodziło w grę.
– Bardzo prawdopodobne, że niedźwiedzie pożrą ją na kolacje, panie – powiedział jeden z rycerzy. – Powinniśmy zawrócić do urwiska, na którym porzuciła swój powóz i przeszukać go. Prawdopodobnie nie zdążyła zabrać najważniejszych rzeczy, kiedy starała się jak najszybciej uciec.
Tak też uczynili. Droga prowadziła w stronę jednego ze skalistych wzgórz, jechali więc coraz wyżej. Niejeden z nich pomyślał, że pędząc na koniu ze wzniesienia uciekinierka zyskała dużą przewagę. Tak jak i wtedy, tak i teraz zatrzymali się przy zniszczonym powozie. Jedno z kół odpadło i potoczyło się z urwiska prosto do rwącej rzeki. Uprząż była przecięta bardzo ostrym narzędziem, dzięki czemu dziewczę szybko dosiadło konia i mogło uciec bez zbędnego balastu. Przeszukali każdy zakamarek powozu, nie znaleźli jednak nic poza sukniami, jedzeniem i paroma książkami zamkniętymi w drewnianych skrzyniach. Kapitan zaklął szpetnie.

Siedziała między skałami walcząc z wycieńczonymi płucami. Już niedługo będzie mogła zaczerpnąć głęboko powietrza, choć musiała uważać, by nie przeziębić się w tym przejmującym chłodzie. Las tonął w mroku, szary, zupełnie jakby nadchodząca noc pozbawiła go barw. Jeszcze parę minut, a będzie całkiem ciemno, pomyślała. Dmuchała w swoje przemarznięte dłonie i starała się myśleć o czymś miłym, lecz na próżno. Nie widziała przed sobą żadnych perspektyw, do oczu napłynęły jej łzy. Dlaczego to zrobiłeś, dlaczego?
Wtem usłyszała szelest liści, a potem urywaną cichą rozmowę. Na szczęście to nie zwierzęta, odetchnęła z ulgą. Rycerzami również nie byli, gdyż usłyszała odrobinę zirytowany, kobiecy głos.
– Musimy znaleźć miejsce na obóz. Jestem wykończona.
– Nie tylko ty. Bałbym się jednak tu nocować. Nie jestem pewny czy uciekliśmy dostatecznie daleko. – odpowiedział niski, z pewnością męski głos.
A więc i oni uciekali. Byli więc złoczyńcami czy ofiarami, zastanawiała się.
– … są daleko. Nie zapuszczą się do Lasu Gloomiego po zmroku. – przemówił trzeci osobnik, ale tak cicho, że nie dosłyszała najważniejszych słów.
– A skąd ta pewność?
– Kilka kilometrów stąd są ruiny zamczyska. Istnieje bardzo stara legenda o duchu pana... – tym razem mówił jeszcze ciszej. A może po prostu oddalali się od jej kryjówki.

W pewnym momencie poczuła wszechogarniające zimno. Zadrżała. Poczuła się nieswojo, wiatr przecież nie przedzierał się między skałkami. A jednak chłód wdzierał się nie tylko przez jej szaty, ale i uderzył w jej duszę. Poczuła ogromny smutek, straciła wiarę w siebie i chciała po prostu zasnąć. Ta legenda, zastanawiała się, czy pan zamku nie przyszedł jej się przyjrzeć. Bała się, była naprawdę przerażona. Jej zęby zaczęły grać osobliwą melodię strachu i zimna tak strasznego, jakby przychodził do niej z najgłębszych czeluści otchłani. Jej oczy powoli się zamykały i choć próbowała z tym walczyć, nie mogła wygrać. Odchyliła głowę spojrzawszy do góry, gdzie była resztka światła przemijającego dnia. Zdążyła ujrzeć nad sobą postrzępiony brzeg czarnej szaty, powiewający na wietrze. Nie była jednak pewna, wszystko widziała jak przez mgłę, do tego było tak ciemno. To na pewno tylko liście nad moją głową. Nie chcę umierać, myślała, muszę dotrzeć do... I zasnęła nie zdążywszy pomyśleć o niczym więcej.

Po drugiej stronie góry paliło się malutkie ognisko między skałkami. Podróżnicy jedli w ciszy świeżo upolowane króliki i omawiali plan na najbliższy dzień. Kobieta była ranna. Jeden z mężczyzn zrobił jej prowizoryczny opatrunek, lecz to za mało by zbić gorączkę trawiącą jej ciało. Być może było to tylko zakażenie, może trucizna lub jeszcze coś gorszego. Nie mieli przy sobie lekarstw aby temu zaradzić.

Jeszcze zanim słońce wyszło zza horyzontu, jeden z mężczyzn pobiegł na zwiad. Stanął nad urwiskiem i przyglądał się wiosce w dolinie. Właśnie tam powinni poszukać schronienia i znaleźć, kogoś, kto mógłby uratować ich towarzyszkę.
– Usnęła jak dziecko nie usłyszawszy nic z waszej rozmowy – usłyszał cichy głos za swoimi plecami.
– To dobrze.
– Wygląda na to, że jest ścigana. Na drodze po drugiej stronie roi się od żołnierzy.
– Na szczęście nie idziemy w tę stronę.
Nic więcej nie powiedzieli. Mężczyzna, wracając do swoich kamratów, upolował węża. Zanim się obudzili, oporządził go i upiekł, po czym wbił na palik obok powoli dogasającego ogniska. Dym był tak mały, że nie powinien być widoczny nad lasem. Zabezpieczył jednak brzegi dodatkowymi kamieniami, aby wiatr nie rozrzucał popiołu.
– A cóż to serwujesz na śniadanie? - spytała ranna kobieta.
– To nie dla was. Wyruszamy od razu, po drugiej stronie roi się od żołnierzy.
O nic nie pytali, aby nie tracić energii. Oboje wiedzieli, że ich kompan nigdy nie mówi nic bez potrzeby. Napili się wody z manierek i wyruszyli do doliny.

Dziewczę otworzyło oczy i rozejrzało się dookoła zdając sobie sprawę, że żyje. W mig przypomniała sobie wszystkie wydarzenia wczorajszego dnia i zagryzła dolną wargę bielusieńkimi ząbkami. Cokolwiek zdarzyło się tej nocy, wolała o tym nie myśleć. Nie była pewna, która może być godzina. Było dość pochmurno i duszno. Słońce już chyba jednak wzeszło, więc straciła cenny czas.

Przypomniała sobie pobrane nauki i szybko rozeznała się w kierunkach. Zabrała podróżną torbę i udała się do jaskini, gdzie zostawiła swego pięknego wierzchowca. Zarżał, gdy tylko usłyszał jej kroki. Pogłaskała brązowego rumaka po głowie i czym prędzej go osiodłała. Jechała wśród skałek omijając stromizny. Nie mogła stracić też konia. Po pewnym czasie wyczuła nikły smród dymu. Gdzieś w okoli ktoś założył obóz. Przypomniała sobie nocnych wędrowców. Nie chciała nikogo spotkać, dlatego ostrożnie posuwała się na przód. Zapach ogniska jednak kusił. I nie tylko. Wyczuła też zapach pieczonego mięsa. Nie mogła walczyć z głodem, nie jadła wszak całą dobę. Jeśli spotka wędrowców, będzie musiała ich poprosić o odrobinę jedzenia.

Nikogo jednak nie zastała. W miejscu, gdzie widać było odrobinę czarnego popiołu otoczonego prowizorycznym murkiem, zauważyła drewniany palik z nabitym mięsem. Nie zastanawiając się długo, rzuciła się w jego stronę i jadła, aby nabrać sił.
Potem jednak zerwała się na nogi i rozglądała dookoła. A jeśli to pułapka, zastanawiała się. Otaczała ją jednak cisza. Jedynie szum wiatru między drzewami przeplatający się z szybkim biciem serca.

Kiedy najadła się do syta, postanowiła od razu wyruszać w drogę. Zasypała popiół piachem i zniszczyła murek. Jeśli żołnierze ponowią pościg, nie mogą trafić na jej ślady.

Tak jak wcześniej tajemniczy wędrowiec, tak i ona stanęła nad urwiskiem przyglądając się wiosce w oddali. Tam wpierw skieruję swe kroki, zdecydowała, po czym ruszyła z koniem trzymanym za uzdę krętymi ścieżkami w dół.
Zwierzę bało się wąskich górskich ścieżek, ale po paru próbach postanowiło zaufać Nadii i ostrożnie przesuwało się na przód. Zresztą dziewczyna była nieustępliwa, więc koń mógł tylko wierzyć w jej pewność siebie. I tak nie mogłaby już zawrócić, nie mogła go też tutaj zostawić, gdyż na to był jej zbyt drogi. Czym dalej i niżej, tym łatwiej było go prowadzić. W końcu mogła usiąść w siodle i pojechać do wioski. Nasłuchiwała wyczekując głosów zbliżających się żołnierzy, lecz całe szczęście towarzyszyła jej głucha cisza.

Przejechała lasem jeszcze kawałek dalej, nie chciała pokazywać się w centrum wioski. Najlepiej by jak najmniej osób wiedziało tu o jej obecności. Jednej osobie mogła jednak zaufać. Swej dawnej niani, która po śmierci matki stała się dla niej najbliższą rodziną. Wjechała na tyły podwórza i zostawiła konia w małej stajni.
– Świetnie się spisałeś – szepnęła do niego czule i spojrzała w głąb jego czarnych oczu. Koń w odpowiedzi zamrugał i – odprężył się.
Zapukała delikatnie do drzwi kuchni. Po chwili stanęła w nich starsza kobieta o szarych oczach. Przez chwilę zastanawiała się, kogo przywiało do niej o tak dziwnej porze.
– To ja nianiu. Nadia. – powiedziała cicho.
Wtem poczuła na policzkach delikatny dotyk szorstkich od pracy, lecz wyjątkowo ciepłych dłoni. W oczach staruszki pojawiły się łzy.
– Moja kochana – wyszeptała – to naprawdę ty Nadio?
– Tak. Czy mogę zostać u ciebie przez jeden dzień? – spytała nieśmiało.
Wtedy niania doszła do siebie i spojrzała na jej ubiór. Złapała ją za rękę i pociągnęła w głąb przytulnego domku. Czuć było w nim zapach suszonych ziół i pieczonego chleba.

Nadia zdjęła kaptur i przyjrzała się swojej dawnej opiekunce. Obie były wzruszone spotkaniem po latach. Dziewczyna poczuła jednak ból w piersi na myśl o tym, jak postarzała się jej ukochana niania. Liczne zmarszczki i cienie pod oczami wskazywały na to, jak ciężkie musiało być jej życie. Miała jednak nadzieję, że jest zdrowa i nie ma poważnych problemów.
– Moja obecność tutaj musi pozostać tajemnicą. Uciekłam i nie zamierzam wracać do domu. Przynajmniej w najbliższym czasie.
– Co się stało? Czy ktoś coś ci zrobił? – spytała dotykając jej ramienia i zapraszając by usiadła. – Oh... może zdejmij ten płaszcz, jest taki brudny. – nie wspomniała jednak nic o uzbrojeniu dziewczyny, choć rzuciła jej wymowne spojrzenie.
Dopiero teraz poczuła się zmieszana swoją powierzchownością. Jej ubranie faktycznie było brudne od ziemi, a dół peleryny ubłocony. Zdjęła ją czym prędzej i powiesiła na oparciu krzesła. W szerokiej ławie zostawiła torbę, łuk, kołczan i mały, poręczny sztylet. Usiadła na miękkiej kanapie czując ogromną ulgę.
– Nocowałam w lesie, a dachem nad głową były mi liście, których szum grał mi kołysanki napawające mnie strachem o moją niepewną przyszłość. Gonią mnie żołnierze. Dlatego absolutnie nie mogę zostać tu dłużej niż na jedną noc i dlatego właśnie powinnaś nazajutrz zapomnieć, że w ogóle się ze mną widziałaś.
– Żołnierze?! - spytała nie dowierzając - Musisz mi powiedzieć co się stało.
– Nie mogę. Bo wtedy i ty będziesz w niebezpieczeństwie. A jesteś jedyną osobą nianiu, na której mogę polegać.

Staruszka uścisnęła jej dłonie i siedziały tak przez chwilę w milczeniu. W co ona się w dała, myślała gorączkowo. Wiedziała jednak, że nic z niej nie wyciągnie. Dziewczyna była uparta, zupełnie jak jej ojciec, ale wrażliwa i delikatna, tak jak jej matka. Skoro ścigają ją żołnierze, to musiała wpaść w konflikt ze swoim ojcem. Tak bardzo była ciekawa, ale nic nie mogła zrobić, by tę ciekawość zaspokoić. Mogła jej jednak pomóc przez ten krótki czas.
– Upiekłam niedawno pyszny placek, więc możesz go zjeść, a ja w tym czasie zagrzeję wodę na kąpiel. - powiedziała ze wzruszającym zrozumieniem.
– Dziękuję. Chciałabym zostać z tobą na dłużej, ale jutro z rana muszę wyruszyć.
Jadła w spokoju wypieki jej niani uzmysławiając sobie jak dawno ostatnio miała coś tak pysznego w ustach. Jeszcze zanim udała się do łazienki, wyjrzała prze małe kuchenne okienko. Niebo było niepokojąco ciemne. Słychać było też błyskawice. Burze w górach są bardzo niebezpieczne. Będzie musiała jechać doliną.
– Gdzie zamierzasz się udać? - spytała starsza pani, a potem uniosła brwi – O tym pewnie też nie możesz mi powiedzieć?
– Nie mogę. Jednak nie zamartwiaj się o mnie. Jest ktoś, z kim koniecznie muszę się spotkać. Ten ktoś mi pomoże. - usłyszawszy to niania już o nic nie pytała.

Nadia obmywała się ciepłą wodą podgrzaną wcześniej na kuchennym piecu. Co prawda nie mogła wymoczyć się w wielkiej balii z podgrzewanym spodem, do której przywykła w domu, ale miednica i tak była dostatecznie duża. Ściany były jednak nieszczelne, chłód wdawał się między grube deski chałupy i dziewczyna mimo wszystko zadrżała. Woda również robiła się coraz chłodniejsza. Pomyślała, że mogłaby być trochę dłużej ciepła. Brakowało jej również zapachowych mydeł i delikatnego kwiatowego szamponu. Jestem chyba coraz bardziej wymagająca, pomyślała. Nie tak dawno temu spałam przecież na chłodnej ziemi. Ponieważ nie brakowało jej autoironii, zaśmiała się z samej siebie.

Już w czasie kąpieli słyszała silne grzmoty i grad uderzający o dach z taką siłą, jakby go ostrzeliwano. Skały na otaczających dolinę wzgórzach niosły echem każdy krzyk natury, a silny wiatr szarpał całym domostwem. Nadia bała się, że za chwilę zerwie dach albo wszystko się zawali. Wytarła się pośpiesznie i ubrała w swą skromną bordową suknię, podarowaną od jednej ze służących w jej dawnym domu. Związała jeszcze wilgotne jasne włosy w ciasny kok i przewiązała go czarną wstążką.
– Naniu, wszystko w porządku? – wybiegła z łazienki jak oparzona. Staruszka dostrzegła w jej oczach lęk przed siłami natury i zachichotała cicho.
– Oczywiście kochanie. U nas to całkiem normalne. - mówiła oglądając się nerwowo po całej kuchni. Wyglądało na to, że czegoś szukała. Zajrzała do jednej z szafek i wyjęła kilka małych słoików by potem włożyć je do leżącego nieopodal wiklinowego koszyka. – Burze mogą okazać się przerażające, ale za to wiosną i latem, kiedy jest słonecznie i ciepło, jest tu naprawdę pięknie. – powiedziała z czułością. Kochała swój mały domek oddalony spory kawałek od wioski. Spojrzała na piec przypominając sobie, co przygotowała dla swej podopiecznej – Ah! Całkiem zapomniałam. Tu masz gorącą ziołową herbatę. Dobrze ci zrobi na sen, moje dziecko. Przygotowałam ci łóżko w mojej małej sypialni.
– Nie! Nie mogę zabierać ci łóżka. Mogę spać gdziekolwiek, najlepiej w stajni...
Staruszka roześmiała się.
– Spokojnie. Wygląda na to, że mnie i tak tu w nocy nie będzie.
– Dlaczego? - spytała z zaciekawieniem. Czyżby niania miała starającego? A może to przez nią...
– W gospodzie leży ranna dziewczyna i wygląda na to, że nikt nie potrafi jej pomóc. A ja od kilku lat dorabiam sobie jako znachorka. – odpowiedziała pakując kilka pęczków ziół.
– Ranna? Co się stało?
– Nie wiem nic pewnego. Ale gospodarz śpieszył tu, jakby gonił go sam diabeł. Dlatego czym prędzej muszę się tam udać.
– Idę z tobą – rzekła zdecydowanie i już zakładała pelerynę. Niania złapała ją za ramię i spojrzała jej w oczy z niepokojem.
– Jesteś pewna? Czy nie chciałaś czasem, by twa obecność pozostała tutaj tajemnicą?
– Nikt mnie nie pozna w tych szatach. Zresztą szaleje burza i jest już ciemno. Nie będę się też odzywała, ale... – zadrżała, kiedy gdzieś blisko uderzyła kolejna błyskawica – nie zostawiaj mnie tu samej. Oszaleję, jeśli będę musiała spędzić tu noc całkiem sama. I tak nie zasnę przez burzę. – dokończyła zakładając przez ramię swą podróżną torbę dość sporych rozmiarów.
Niania zastanawiała się przez chwilę. W końcu przyznała jej rację. Znała swą podopieczną na tyle, że wiedziała iż dziewczyna nie zaśnie spokojnie. Nigdy nie żyła wszak w takich warunkach.
– Dobrze, możesz iść ze mną. Pamiętaj jednak o tym, by jak najmniej rzucać się w oczy.

Ruszyły więc razem po zboczu góry. Wiatr smagał je niemiłosiernie po twarzy, ciemne niebo przecinały błyskawice. Schodziły ostrożnie po mokrych ścieżkach. Kiedy dotarły do centrum wioski, ręce miały zdrętwiałe z zimna, a płaszcze i buty całkowicie przemoczone.
Otworzywszy drzwi gospody poczuły napływające z wewnątrz ciepło i od razu poczuły się lepiej. Karczmarz przywitał się z nimi z powagą na twarzy. Widać też było, że niepokoi się o swoich gości.
– Zaczekaj tutaj. Najlepiej wygrzej się przy kominku, a ja pójdę do tej dziewczyny.
Nadia skinęła głową i zdjęła przemoczoną pelerynę. Usiadła blisko kominka rozcierając zmarznięte dłonie. Tu, w kącie małej gospody, było bardzo przytulnie. Budynek był stabilniejszy niż mały domek na wzgórzu, nie słychać było tych wszystkich przerażających trzasków i zgrzytów.

Dopiero po chwili dostrzegła, że nie siedzi w salonie sama. W przeciwległym kącie, wyjątkowo zacienionym gdyż nie paliła się tam żadna świeca, siedział mężczyzna w ciemnoszarym płaszczu. Przez padający cień, nie mogła dostrzec jego twarzy, wiedziała jednak, że ów tajemniczy osobnik przyglądał jej się przez chwilę, a gdy tylko na niego spojrzała, odwrócił głowę. Uśmiechnęła się, lecz kąciki ust opadły jej kiedy tylko jej wzrok padł na torbę podróżną.

Właściwie wiedziała już, że musi wyruszyć nad ranem, choć tak dobrze było jej z nianią. Przez tyle lat ta dojrzała kobieta była przy niej. W tej chwili jest jej najbliższa.
Jej rozmyślania przerwał odgłos ciężkich kroków na schodach. Po chwili zobaczyła wysokiego, jasnowłosego młodzieńca w skórzanej zbroi. Młody i barczysty, musiał być wprawnym wojownikiem. Jego ogorzała twarz wyrażała jednak niepokój. Kiedy podszedł do mężczyzny w płaszczu mogła usłyszeć jego głos. Serce zabiło jej mocniej. Już go słyszała! Tam w głębi lasu, gdzie ukrywała się przed żołnierzami.
– Rana od zatrutej strzały. Za kilka dni byłoby już po wszystkim – powiedział do towarzysza – ale ta starsza pani potrafi przygotować antidotum.
W jego głosie było pełno emocji. W jednej chwili smutny i przerażony o los towarzyszki, a chwilę później rozpromieniony. Zdobył się nawet na delikatny uśmiech. Jego towarzysz tylko kiwnął głową.

Przypomniała sobie ognisko w lesie i mięso, które zostawili. Zastanawiała się, czy nie odkryli jej obecności i czy specjalnie... Nie, to nie możliwe! Czemu mieliby się nią przejmować? Chociaż ten młody mężczyzna wyglądał na dobrego człowieka.
Chwilę później zeszła na dół niania i poprosiła dwóch podróżników, by zostali jeszcze chwilę na dole. Następnie spojrzała na Nadię i uczyniła ruch ręką, jakby ją przywoływała. Dziewczyna sięgnęła po torbę i poszła w ich stronę. Pelerynę pozostawiła przy kominku, aby całkowicie wyschła.
– Moja wnuczka pomoże przygotować odpowiednie lekarstwa – powiedziała do mężczyzn stojących tuż obok.
Nadia odważyła się spojrzeć w twarz barczystego wojownika o splątanych jasnych włosach. Kiedy tak stała tuż obok niego, poczuła się strasznie mała. Nie sięgała mu nawet do ramienia i musiała wysoko zadrzeć głowę. On uśmiechał się do niej delikatnie i szczerze podziękował za pomoc jego przyjaciółce. Trudno było oderwać wzrok od głębokich niebieskich oczu, które w jakiś sposób jednocześnie wyrażały niepokój i próbowały dodać jej otuchy. Nie przedstawili się jednak, więc rzuciwszy krótkie spojrzenie na drugiego mężczyznę od razu poszła na górę. Lecz kiedy na niego spojrzała, poczuła ogarniający ją niepokój. Jakby ten tajemniczy mężczyzna wiedział kim ona jest, jakby odczytał z jej oczu wszystkie tajemnice i to w tak krótkiej chwili. Choć znowu nie widziała go tak wyraźnie jakby chciała.

W małym pokoju leżała blada dziewczyna. Miała krótkie, kręcone rude włosy, teraz mocno przepocone od męczącej ją gorączki. Jej powieki zadrgały, lecz nie podniosły się. Nieznajoma poruszyła jednak głową dając znać, że jest przytomna.
– Witaj. – przywitała się z chorą i dotknęła dłonią jej czoła. Przeraziła się czując, jakie jest gorące, lecz nie dała po sobie tego poznać. Uśmiechnęła się delikatnie do pacjentki – Moja babcia i ja pomożemy ci dojść do zdrowia. Niczym się nie martw.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Nie mogła jednak nic powiedzieć, gdyż miała tak sucho w gardle. Uniosła rękę próbując pokazać, o co jej chodzi. Nadia chciała już sięgnąć po kubek z wodą stojący na stole, lecz niania wyraziła głośny sprzeciw.
– Nic jej nie dawaj! Ta woda nie jest nawet przegotowana, tylko pogorszysz sprawę!
– Przepraszam. Czy powinnam w takim razie...
– Zaraz dostanie ciepły napój do picia. - powiedziawszy to spojrzała na rudą dziewczynę – Wzmocni on twoją odporność i pomoże na ból gardła.
Wyglądało na to, że były w podobnym wieku. Chora dziewczyna była drobnej budowy, ubrana w białą koszulę na ramiączkach i brązowe spodnie. Na krześle przewieszono błękitną szatę z grubego, mocnego materiału, a na drugim łóżku leżała skórzana tunika. Nadia nigdy wcześniej nie widziała tak dziwnych ubrań.

Niania przygotowała zieloną papkę, którą nałożyła w dość sporej ilości na ranne, lecz dokładnie oczyszczone z ropy ramię dziewczyny. Założyła bandaż z pociętego na paski prześcieradła i dała chorej gorący płyn do wypicia. Głowa pacjentki opadła na poduszkę.
– Dziękuję – powiedziała osłabiona. Mogła mówić, więc było widać poprawę. Niania skinęła głową w uśmiechu i zapowiedziawszy, że niedługo wrócą, wyprowadziła Nadię z pokoju.
– Będę musiała wrócić po pewne zioła do domu. Ale ty zostań tutaj. Najgorsze już mineło – powiedziała do swej podopiecznej. – Pomóż jej się przemyć, ja powinnam wrócić za godzinę. Wszystko przygotuję już w domu. - Potem spojrzała na Nadię z czułością i skierowała się do schodów.

Kiedy starsza pani opuściła gospodę, tajemniczego mężczyzny już nie było. W salonie gospody spotkała uśmiechniętego wojownika.
– Może piwa? Rozgrzeje cię trochę tej ponurej nocy – spytał, a widząc zarumienioną twarz dziewczyny i jej zakłopotanie pojął, jak dwuznaczną propozycję jej złożył – Przepraszam! – wybąkał – Nie miałem nic złego na myśli! Chodziło mi tylko o... - przerwał widząc, jak dziewczyna powoli się uśmiecha, a następnie wybucha cichym śmiechem. Zasłoniła usta dłonią i odwróciła się nie mogąc się powstrzymać.
– Nie szkodzi – odpowiedziała rozbawiona i podeszła do lady. Karczmarz popatrzył na nią i uniósł jedną brew do góry.
– No to co będzie?
Zastanawiała się przez chwilę, o co poprosić. Mało prawdopodobne by w tak małej wiosce serwowali kawę, nie chciała też wygłupić się pokazując swoje dworskie zachcianki. Poprosiła więc o mały kufel piwa, co pewnie zbliżyło ją odrobinę do wizerunku prostej dziewczyny ze wsi.
– Pozwól uczynić mi ten honor i zapłacić za ciebie – powiedział wojownik z szerokim uśmiechem i po krótkiej przerwie dodał z niepokojem w głosie – Jak się ma moja przyjaciółka? Wyjdzie z tego?
– Już widać poprawę, niebawem wróci moja babcia i wznowi kurację – powiedziała i upiła łyk piwa. Przypomniała sobie jednak o zaleceniach niani – Właściwie to nie powinnam nic pić, tylko iść do niej i czuwać. Przepraszam – zerwała się z krzesła i wycofała wpadając wprost na nieznajomego mężczyznę.
– To dobrze, że wraca do zdrowia – powiedział cicho spoglądając wprost na jej zakłopotaną twarz.

Rozpoznała od razu jego głos, gdyż dane jej było słyszeć go już wcześniej. Przeprosiła za swoją niezgrabność i pobiegła na górę do chorej dziewczyny. Kiedy już miała otwierać drzwi do pokoju nieznajomej uświadomiła sobie, że w ogóle nie słyszała kroków mrocznego podróżnika. Nie słyszała nawet dźwięku otwieranych drzwi gospody! Przeraziło ją to. To wszystko przywodziło na myśl magię. Albo ona postradała zmysły. Bała się jednak go i nie do końca rozumiała swoich reakcji. Oprzytomniała jednak zaraz przypominając sobie, że ktoś czeka na jej pomoc. Weszła więc cicho do pokoju dziewczyny zastając ją w pozycji siedzącej.

Nadia nie wiedziała co powiedzieć patrząc wprost w skośne oczy o barwie jasnej pomarańczy. O barwie, której nie może posiadać człowiek.
Ostatnio zmieniony wt 04 gru 2012, 21:55 przez Ewa Minkina, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3565
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » ndz 25 lis 2012, 11:28

Witaj,

Zakryła się szczelniej peleryną i nałożyła kaptur na głowę.

Absolutnie subiektywnie - mam wrażenie że chodzi bardziej o płaszcz podróżny, a nie pelerynę jako taką.

Żołnierze wycofali się do kamiennego mostu.

Nie zrozumiałem czegoś? Pominąłem? To jakiś przeskok myślowy? Skąd się wycofali? Bo ścigają ją i nagle skądś się wycofują. Chodzi o to że po prostu zaniechali na jakiś czas pościgu?

Bardzo prawdopodobne, że niedźwiedzie pożrą ją na kolacje, panie

Nie wyobrażam sobie quasi-średniowiecznego żołdaka wypowiadającego takie zdanie. W mojej opinii wyrzucenie "kolację" wyszłoby zdaniu na dobre.

powiedział jeden z rycerzy

Przed chwilą zostali określeni jako żołnierze teraz są rycerzami...

kiedy starała się jak najszybciej uciec

Nic mi nie wiadomo o uciekinierach, którzy starają się uciekać jak najwolniej.

Wtem usłyszała szelest liści, a potem urywaną cichą rozmowę. Na szczęście to nie zwierzęta, odetchnęła z ulgą. Rycerzami również nie byli, gdyż usłyszała odrobinę zirytowany, kobiecy głos.

"Głosy nie należały również do rycerzy...", lub "Rozmawiający nie byli również rycerzami, gdyż... " inaczej traci się kompletność zdania.

Byli więc złoczyńcami czy ofiarami, zastanawiała się.

Po pierwsze, początek zdania sugeruje że będzie to zdanie twierdzące a kończy się jako zdanie pytające, po drugie jak bohaterka coś myśli to wkładamy te myśli w cudzysłów, po trzecie "są więc" brzmiałoby lepiej.
Wirtuozem nie jestem ale powinno to wyglądać mniej więcej tak:
"A więc i oni uciekają. Są złoczyńcami czy ofiarami?" - zastanawiała się.

Odchyliła głowę spojrzawszy do góry, gdzie była resztka światła przemijającego dnia. Zdążyła ujrzeć nad sobą postrzępiony brzeg czarnej szaty, powiewający na wietrze. Nie była jednak pewna, wszystko widziała jak przez mgłę, do tego było tak ciemno.

Jest ciemno czy nie ciemno? Półmrok? Przed chwilą było szaro i za chwileczkę miała wszystko spowić całkowita ciemność.

Podróżnicy jedli w ciszy świeżo upolowane króliki i omawiali plan na najbliższy dzień.

Pozazdrościć umiejętności polowania na króliki w ciemności. Królik nadto nie występuje na terenach jakie opisałaś (teren lekko górzysty, zalesiony) , już prędzej zając. Chyba że to fantasy i króliki mogą nawet mieszkać w głębi bagien jeśli Autor tego sobie życzy.

Być może było to tylko zakażenie

Nikt, absolutnie nikt kto wędrował kiedykolwiek w niezamieszkanym terenie, bez środków medycznych nie określi groźby zakażenia jako "tylko zakażenie".

Napili się wody z manierek

A nie z bukłaków raczej?

Dziewczę otworzyło oczy i rozejrzało się dookoła zdając sobie sprawę, że żyje. W mig przypomniała sobie wszystkie wydarzenia wczorajszego dnia i zagryzła dolną wargę bielusieńkimi ząbkami. Cokolwiek zdarzyło się tej nocy, wolała o tym nie myśleć. Nie była pewna, która może być godzina. Było dość pochmurno i duszno. Słońce już chyba jednak wzeszło, więc straciła cenny czas.

Przypomniała sobie pobrane nauki i szybko rozeznała się w kierunkach. Zabrała podróżną torbę i udała się do jaskini, gdzie zostawiła swego pięknego wierzchowca. Zarżał, gdy tylko usłyszał jej kroki. Pogłaskała brązowego rumaka po głowie i czym prędzej go osiodłała. Jechała wśród skałek omijając stromizny. Nie mogła stracić też konia. Po pewnym czasie wyczuła nikły smród dymu. Gdzieś w okoli ktoś założył obóz. Przypomniała sobie nocnych wędrowców. Nie chciała nikogo spotkać, dlatego ostrożnie posuwała się na przód. Zapach ogniska jednak kusił. I nie tylko. Wyczuła też zapach pieczonego mięsa. Nie mogła walczyć z głodem, nie jadła wszak całą dobę. Jeśli spotka wędrowców, będzie musiała ich poprosić o odrobinę jedzenia.


Hurtowo bo to ostatni komentowany fragment. Najpierw się rozejrzała a potem zdała sobie sprawę że żyje? Może by tak odwrotnie?
Zwrot "bielusieńkimi ząbkami" , nie...
"Przypomniała sobie pobrane nauki i..." strasznie sztuczne zdanie.
Osiodłanie konia dla kobiety jest bardzo wymagającym (fizycznie) zadaniem. Nie widzę sensu aby wycieńczona, uciekająca kobieta zajmowała się zdejmowaniem siodła z konia, a fakt że nie wykorzystała jaskini jako schronienia dla siebie, a tylko zostawiła tam wierzchowca jest niedorzeczny.
Zapach i zapach - powtórzenie.

Podsumowując.
Historia jakaś jest, choć już wiem że nie dla mnie, ale to akurat kwestia gustu. Mnie się to kojarzy z klimatem i stylem Sandemo.
Sporo błędów logicznych. Uplastycznij opisy żebyśmy czuli strach tej ściganej bohaterki, żebyśmy się z nią identyfikowali i polubili. Na razie mam ją za głupie dziewczę, które konia zostawia w jaskini (marzenie wędrowca szukającego schronienia) a sama nocuje w lesie. Dziewczę, które ma łuk i choć wszyscy wokół polują na węże i króliki - ona przymiera głodem.

Pozdrawiam,

Godhand



Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » ndz 25 lis 2012, 13:11

Ponieważ jakoś tak mój wzrok zahaczył o komentarz powyżej, pozwolę sobie odnieść się najpierw do końskich spraw:
Godhand pisze:Osiodłanie konia dla kobiety jest bardzo wymagającym (fizycznie) zadaniem. Nie widzę sensu aby wycieńczona, uciekająca kobieta zajmowała się zdejmowaniem siodła z konia, a fakt że nie wykorzystała jaskini jako schronienia dla siebie, a tylko zostawiła tam wierzchowca jest niedorzeczny.

Nie przesadzajmy z tym siodłaniem konia. Rzeczywiście, siodło, a zwłaszcza kulbaka, może być ciężkie, ale jego zdjęcie jest znacznie prostsze niż założenie (wystarczy popręg odpiąć i pociągnąć, grawitacja pomaga:)), to nawet przy zakładaniu, zarzuca się je a nie podnosi, co pozwala poradzić z tym sobie nawet kobiecie wątłej budowy (na przykład takiej jak ja). Ponadto nie można zostawić konia w siodle na długo, po forsownej jeździe np. bo potem daleko już nie pojedzie.

Ewa Michalik pisze:Płuca powoli odmawiały jej posłuszeństwa.

To zdanie nie tylko zgrzyta, bo tego związku frazeologicznego używa się jednak w stosunku do części ciała podlegających kontroli (jak ręce i nogi), ale i pozostaje w niezgodności z kolejnym, jeżeli rzeczywiście płuca przestałyby działać, to zaczęłaby się dusić i żadne zmuszanie się do niczego by nie doprowadziło. Podsumowując, nie jest to bardzo fortunny opis stanu wyczerpania.
Ewa Michalik pisze: Pędziła przed siebie, ścigana przez śmierć.

Wieje patosem. I niestety sztampą. Historia, zaczynająca się od ucieczki bohatera zawsze gdzieś musi mieć takie zdanie, hm...?
Ewa Michalik pisze: Nad jej głową gęste listowie nie przepuszczało zbyt wiele światła, a pod nogami chrzęściły kolorowe liście.

A tutaj przeskakujesz od patetycznego wyścigu ze śmiercią, do opisu liści. Dynamizm początku i perspektywa narratora do przepracowania.
Liście szeleszczą, chrzęścić to może szyszki, gałązki, kamienie, żwir...?
Ewa Michalik pisze:Choć ścigali ją mężczyźni, nie byli tak zwinni jak ona. W przeciwieństwie do nich, nie była okuta w ciężką zbroję, nie nosiła ze sobą wielkich i niebezpiecznych mieczy.

Ten kawałek jest mocno komiczny. Zwłaszcza "wielkie niebezpieczne miecze". Małe miecze nie są niebezpieczne?:P Każda broń, zwłaszcza ostra jest niebezpieczna jak się wie jak jej użyć. Niemniej nie miecze były niebezpieczne, tylko uzbrojeni w nie mężczyźni. Bo miecz sam z siebie krzywdy nikomu nie zrobi.
Do tego okute to mogą być drzwi, albo rogi skrzyni. W zbroję można być zakutym.
No i wraca temat ciężkiej zbroi. Czyli jakiej? Pełna płyta? W tym się po lesie nie biega.
Ewa Michalik pisze:Jednakże nie tylko ludzi powinna się wystrzegać. Niebawem nadejdzie zima, zwierzęta szukają nocą pożywienia.

Tu mnie zgubiłaś. Goni ją zgraja zbrojnych, którzy są tuż za nią, a ona martwi się tym co będzie gdy nadejdzie zima... To określenie poszerza perspektywę do co najmniej dni, jak nie tygodni. Najpierw chyba warto by dożyła dnia kolejnego...?
Ewa Michalik pisze: Uzbrojona tylko w mały łuk i sztylet, nie będzie miała szans z potężnym niedźwiedziem czy watahą wilków.

Nie używa się raczej określenia mały w stosunku do łuku, chyba, ze sugerujesz, że była to zabawka. Może lepiej: krótki. To jednak drobiazg w porównaniu z drugą częścią. Na niedźwiedzia to nie tylko sztylet, ale i włócznia nie wystarczy. Podobnie z wilkami. Samodzielnie ciężko sobie z takim zagrożeniem poradzić, chyba że jest się wyposażonym np. w karabin lub magię o podobnej sile rażenia.
Dalej jest więcej takich niezręczności, ale nie będę poprawiać zdanie po zdaniu.
Ewa Michalik pisze:Przeszukali każdy zakamarek powozu, nie znaleźli jednak nic poza sukniami, jedzeniem i paroma książkami zamkniętymi w drewnianych skrzyniach.

Niejasne, bo nie wiadomo co to były te "najważniejsze rzezy" których nie zdążyła zabrać. Co chcieli znaleźć?
Ewa Michalik pisze:Siedziała między skałami walcząc z wycieńczonymi płucami.

Tzn co robiła?
Ewa Michalik pisze:Już niedługo będzie mogła zaczerpnąć głęboko powietrza, choć musiała uważać, by nie przeziębić się w tym przejmującym chłodzie.

Sugerujesz, że zaczerpnięcie powietrza skutkuje przeziębieniem?

Kilka ogólnych uwag:
Rycerz to nie to samo co żołnierz czy wojownik. Szata to nie synonim sukni, choć trochę się tu czepiam. Przeczytałam kawałek i powiem szczerze, że zupełnie nie intryguje. Jacyś żołnierze gonią jakąś bezimienną dziewczynę. Niezbyt umiejętnie. Nie wiadomo po co, a sam pościg też zbytnio nie wywołuje emocji. Czyta się to łatwo, ale raczej się prześlizguje po treści.
Wrócę jeszcze do tekstu, teraz niestety obowiązki wzywają.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3565
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » ndz 25 lis 2012, 13:22

Hej,

Ponieważ jakoś tak mój wzrok zahaczył o komentarz powyżej, pozwolę sobie odnieść się najpierw do końskich spraw:
Godhand napisał/a:
Osiodłanie konia dla kobiety jest bardzo wymagającym (fizycznie) zadaniem. Nie widzę sensu aby wycieńczona, uciekająca kobieta zajmowała się zdejmowaniem siodła z konia, a fakt że nie wykorzystała jaskini jako schronienia dla siebie, a tylko zostawiła tam wierzchowca jest niedorzeczny.


Nie przesadzajmy z tym siodłaniem konia. Rzeczywiście, siodło, a zwłaszcza kulbaka, może być ciężkie, ale jego zdjęcie jest znacznie prostsze niż założenie (wystarczy popręg odpiąć i pociągnąć, grawitacja pomaga:)), to nawet przy zakładaniu, zarzuca się je a nie podnosi, co pozwala poradzić z tym sobie nawet kobiecie wątłej budowy (na przykład takiej jak ja). Ponadto nie można zostawić konia w siodle na długo, po forsownej jeździe np. bo potem daleko już nie pojedzie.



Nie chciałem przesadzać. Bohaterka jest w moim rozumieniu wycieńczona, co zmienia obraz wykonywania przez nią czynności wymagających mniejszego bądź większego zaangażowania fizycznego.


Zauważyłem też teraz, przy okazji, że to koń... "odcięty" z zaprzęgu

Tak jak i wtedy, tak i teraz zatrzymali się przy zniszczonym powozie. Jedno z kół odpadło i potoczyło się z urwiska prosto do rwącej rzeki. Uprząż była przecięta bardzo ostrym narzędziem, dzięki czemu dziewczę szybko dosiadło konia i mogło uciec bez zbędnego balastu.


skąd konie zaprzęgowe posiadają siodła - nie wiem.

Pozdrawiam,

Godhand



Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » ndz 25 lis 2012, 13:31

Godhand pisze:skąd konie zaprzęgowe posiadają siodła - nie wiem.

Tu się zgadzam, choć ewentualnie mogła mieć to siodło przy powozie.



Awatar użytkownika
Ewa Minkina
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: wt 23 paź 2012, 14:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ewa Minkina » ndz 25 lis 2012, 18:56

Dziękuję za uwagi. Czytając nawet kilka razy to co się samemu napisało, można nie zauważyć wielu oczywistych, logicznych błędów. Dlatego właśnie zależało mi, aby inni to przeczytali i abym na przyszłość nie miała już takich wpadek. Mogę się tylko cieszyć, że więcej jest tu uwag odnośnie fabuły niż pisowni :).
Caroll, od początku zdecydowałam, że powód pościgu w pierwszym rozdziale pozostanie tajemnicą. Miał postawić wiele pytań, na które później czytelnik zdobędzie odpowiedź.
Godhand, w paru książkach widziałam właśnie takie sformułowanie myśli bohatera, jakie mi wytknąłeś, więc naprawdę nie wiem czy taka pisownia jest błędna, czy może jednak dopuszczalna.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3565
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » ndz 25 lis 2012, 19:02

Godhand, w paru książkach widziałam właśnie takie sformułowanie myśli bohatera, jakie mi wytknąłeś, więc naprawdę nie wiem czy taka pisownia jest błędna, czy może jednak dopuszczalna.


Ilu Autorów tyle opinii, ja jednak skłaniam się ku :
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10328

Pozdrawiam,

Godhand



Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » ndz 25 lis 2012, 19:47

Ewa Michalik pisze:Caroll, od początku zdecydowałam, że powód pościgu w pierwszym rozdziale pozostanie tajemnicą. Miał postawić wiele pytań, na które później czytelnik zdobędzie odpowiedź.

Tajemnica tajemnicą, a nieokreśloność i nijakość jaką w ten sposób zyskał fragment to duży problem. Nie chodzi tu o wyjawienie intrygi do zera, ale o przynajmniej zasygnalizowanie czegoś: fabuły, charakteru bohaterki, pościgu. Inaczej mamy papierowe szablony: wojak numer jeden, wojak dowódca, uciekająca dziewczyna wersja zmęczona...Nie rozumiem też pewnej maniery, którą nie pierwszy raz spotykam, kurczowego utajniania sensu pisanego tekstu. Skąd to owładnięcie myślą, że wszystkie cele, motywacje postaci przedstawianych powinny pozostać nieznane i nieokreślone? Jak czytelnik zupełnie nie wie o co chodzi to chętniej czyta? Chyba nie. Nie oznacza to, że należy wszystko "od Adama i Ewy" rozpisać i wyjaśnić, tylko uszczegółowić na tyle, by zachowanie postaci wyglądało na spójne.

Zaletą tekstu jest niewątpliwie pewna płynność z jaką się czyta, choć są potknięcia językowe i trzeba to uporządkować. Moim zdaniem wynikają one troszkę z braku dystansu do treści - snujesz opowieść, brak jest spojrzenia na nią z szerszej perspektywy: sensu zachowań bohaterów, pewnego planu, chcesz opisać biedną, uciekającą dziewczynę, ma być zmęczona, głodna, przestraszona, ale nie umieszczasz tego w logicznym kontekście. Na co już zwrócono Ci uwagę: dlaczego jest głodna, skoro ma łuk, dlaczego jest ubrana za lekko na tą pogodę, skoro uciekała powozem, skąd ma siodło, dlaczego ukryła konia w jaskini zamiast nim odjechać, dlaczego gonią ją ludzie w ciężkich zbrojach, na piechotę skoro ona uciekała powozem...itd. Jesteś zatem na etapie, gdzie aby ulepszyć swój warsztat musisz nie tylko przelewać swoje myśli na papier, ale i planować, każda scena ma mieć swój cel i rolę, i Ty masz wiedzieć kto, co i dlaczego, a nie, że "fajnie brzmi".

No i się rozpisałam. Nie będę już robić łapanki, na koniec dodam tylko, że warto uplastycznić opisy, zabarwić je emocjami, doprawić autentyzmem - pomóc czytelnikowi zanurzyć się w kreowany świat. Tutaj kłania się troszkę strona językowa i choćby znajomość takich rzeczy jak nazwy strojów, broni, rodzajów zbroi, maści końskich, skoro tekst wyrasta z kanonu "średniowieczne fantasy".
Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » ndz 25 lis 2012, 21:19

Nad jej głową gęste listowie nie przepuszczało zbyt wiele światła, a pod nogami chrzęściły kolorowe liście

Nie pasuje mi ten fragment: jest jesień i na ziemi leżą liście, więc raczej drzewa przepuszczałyby trochę słońca, ale później dowiadujemy się, że słońce już zachodzi, więc ulistnienie drzew nie ma nic do rzeczy, bo promienie słoneczne nie padają prosto na korony drzew - padają pod innym kątem.
Choć ścigali ją mężczyźni, nie byli tak zwinni jak ona.

Gdyby zamiast mężczyźni było przykładowo łowcy, to bym się nie przyczepił. Tak jak jest teraz: zawsze kobiety są zwinniejsze od mężczyzn i nie pasuje to "choć" na początku.
W przeciwieństwie do nich, nie była okuta w ciężką zbroję, nie nosiła ze sobą wielkich i niebezpiecznych mieczy

Określenia, które podajesz wcześniej mówią o tym, że ekwipunek mężczyzn przeszkadza w biegu, a tutaj nagle bach i "niebezpieczne".
Jednakże nie tylko ludzi powinna się wystrzegać. Niebawem nadejdzie zima

Jak dla mnie to trochę zbyt długoterminowe zmartwienia: jeśli ktoś ściga Cię po lesie to martwisz się o swój tyłek tylko w chwili obecnej, a nie myślisz co zrobić, żeby nie umrzeć za miesiąc.
Uzbrojona tylko w mały łuk i sztylet

Krótki łuk - nie ma czegoś takiego jak łuk duży i mały.
gdzie nie wyczuwalny był zimny wiatr

Niewyczuwalny - nie z przymiotnikami piszemy łącznie.
Idąc w drugą stronę zawróciliby do hrabstwa Valberg.

Bardzo nie lubię takich wtrąceń - po prostu rzucona niepotrzebna informacja geograficzna - ewentualnie można by powiedzieć coś takiego, ale gdyby udało się przemycić to ładniej w tekście.
Nie chciał stracić swojej całkiem sporej pensji

Słowo "pensja" mi nie pasuje.
Uprząż była przecięta bardzo ostrym narzędziem

Dałaś za dużo informacji i wyszło śmiesznie: skąd wiedzieli, że bardzo ostrym, a nie tylko trochę ostrym? Wg mnie wystarczyłoby powiedzieć, że była przecięta.
i paroma książkami zamkniętymi w drewnianych skrzyniach

Ja na ich miejscu wziąłbym książki, sprzedał je później i żył dobrze do końca życia.
Byli więc złoczyńcami czy ofiarami, zastanawiała się

Bez "więc" byłoby lepiej.
są daleko. Nie zapuszczą się do Lasu Gloomiego po zmroku. – przemówił trzeci osobnik, ale tak cicho, że nie dosłyszała najważniejszych słów

Skoro nie usłyszała najważniejszych, to niech i czytelnik ich nie zna.
Po drugiej stronie góry paliło się malutkie ognisko między skałkami.

Po drugiej stronie góry, między skałkami, paliło się malutkie ognisko.
W Twojej wersji zdania informacja o skałkach wygląda na wciśniętą na siłę - jeśli już mówisz o miejscu na początku zdania, to wszystko odnośnie miejsca daj tam(chyba, że zdanie będzie wtedy źle brzmiało)
jedli w ciszy świeżo upolowane króliki

Skoro upolowane to raczej zające. Króliki to zwierzęta hodowlane, zające są dzikie.
Nie mieli przy sobie lekarstw aby temu zaradzić

Pamiętaj o ramach czasowych - w tamtych czasach nie było gotowych lekarstw - ludzie albo sami zbierali zioła, albo szli do znachorów/felczerów itp. Lepiej wypadłaby informacja o tym, że w pobliżu nie było żadnych przydatnych dla nich ziół.
Na drodze po drugiej stronie roi się od żołnierzy.
– Na szczęście nie idziemy w tę stronę.

W tamtą stronę.
Zabezpieczył jednak brzegi dodatkowymi kamieniami, aby wiatr nie rozrzucał popiołu

Nie lepszym rozwiązaniem byłoby zagaszenie ognia i zakrycie miejsca po ognisku?
Nie była pewna, która może być godzina

Gdyby była w swoim zamku to też by nie wiedziała - dla ludzi ważne było wzejście słońca, jego górowanie i zachód.
Słońce już chyba jednak wzeszło, więc straciła cenny czas.

Straciła więc cenny czas - jest różnica. U Ciebie wychodzi na to, że zauważyła wzejście słońca, więc straciła czas(po zauważeniu).
Pogłaskała brązowego rumaka po głowie

Łbie - zwierzęta nie mają głów.
wyczuła nikły smród dymu

Dym nie śmierdzi!
Otaczała ją jednak cisza.

Trochę komicznie wyszło Ci to zdanie.
Kiedy najadła się do syta, postanowiła od razu wyruszać w drogę

Bez "od razu" - ewentualnie można zmienić na "niezwłocznie".
z koniem trzymanym za uzdę krętymi ścieżkami w dół. Zwierzę bało się wąskich górskich ścieżek

Zmień szyk, bo teraz wychodzi na to, że uzdę trzymają kręte ścieżki. No i powtórzenie.
ostrożnie przesuwało się na przód

Naprzód piszemy łącznie.
Przejechała lasem jeszcze kawałek dalej

Bez "dalej".
wyszeptała – to naprawdę ty Nadio?

Bez imienia będzie brzmiało bardziej naturalnie.
Nadia zdjęła kaptur

Dopiero teraz? To niech się nie dziwie, że niania jej nie mogła rozpoznać.
W szerokiej ławie zostawiła torbę, łuk, kołczan i mały, poręczny sztylet

Na ławie - sztylety z natury są małe i poręczne.
Nocowałam w lesie, a dachem nad głową były mi liście, których szum grał mi kołysanki napawające mnie strachem o moją niepewną przyszłość

Taaak, gonią mnie żołnierze, więc zacznę mówić do niani wierszem.
jak jej ojciec, ale wrażliwa i delikatna(...) konflikt ze swoim ojcem

Powtórzenie.
a ja w tym czasie zagrzeję wodę na kąpiel

W średniowieczu ludzie raczej niechętnie brali kąpiel - tyczy się to też wyższych warstw społecznych. Woda miała przenosić choroby itp.
jak dawno ostatnio miała coś tak pysznego w ustach.

Bez "ostatnio".
Jeszcze zanim udała się do łazienki,

Teraz to zupełnie pojechałaś - nawet jeśli trafiła się bardzo higieniczna osoba, to nie będzie miała pomieszczenia takiego jak łazienka.
spytała starsza pani

Zapominasz o więzi - to nie jest jakaśtam starsza pani tylko ukochana niania.
Ściany były jednak nieszczelne, chłód wdawał się między grube deski chałupy i dziewczyna mimo wszystko zadrżała. Woda również robiła się coraz chłodniejsza. Pomyślała, że mogłaby być trochę dłużej ciepła

Przeczytaj te zdania raz czy dwa i sama wykombinuj co jest z nimi nie tak.
Brakowało jej również zapachowych mydeł i delikatnego kwiatowego szamponu

O ile jeszcze mydło mogłoby się pojawić, to szampon pojawia się w XX wieku.
Nie tak dawno temu spałam przecież na chłodnej ziemi

Jeśli ma być to jakiś kontrast, to niechże będzie to określenie negatywne, a nie "chłodnej" - niech chociaż zimna będzie ta ziemia.
i grad uderzający o dach z taką siłą, jakby go ostrzeliwano

A ostrzeliwano czym?
Nadia bała się, że za chwilę zerwie dach albo wszystko się zawali.

A tu wychodzi na to, że Nadia bała się, że (Nadia) zerwie dach.
bordową suknię, podarowaną od jednej ze służących w jej dawnym domu

Służąca raczej sama chciałaby mieć za co jeść, więc nie będzie dawała sukni swojej pani.
Naniu, wszystko w porządku? – wybiegła z łazienki jak oparzona

Najpierw się wytrze, później zwiąże włosy, a później wypada jak oparzona? Trochę nielogiczne.
mówiła oglądając się nerwowo po całej kuchni. Wyglądało na to, że czegoś szukała.

Czy szukając czegoś oglądasz się nerwowo?
i już zakładała pelerynę. Niania złapała ją za ramię

Pamiętaj, żeby zdania łączyły się między sobą - tutaj bardzo dobrze pasowałoby zamiast kropki dać przecinek i "gdy" - wszystko pięknie się zazębi.
że nie siedzi w salonie sama

Jakim u czorta salonie?
w skórzanej zbroi

W skórzanym pancerzu - zbroja jest raczej określeniem dla metalowych osłon.
ale ta starsza pani potrafi przygotować antidotum.

Nie "pani" - brzmi to strasznie śmiesznie jeęli wyobrazisz sobie całą tę sytuację - niech będzie "kobieta". I nie starsza, tylko stara - albo zupełnie to wyrzuć.
Chwilę później zeszła na dół niania i poprosiła dwóch podróżników, by zostali jeszcze chwilę na dole

Powtórzenie - "na dół zeszła niania" - taki szyk brzmi wg mnie lepiej.
Ta woda nie jest nawet przegotowana, tylko pogorszysz sprawę!

Znów wyprzedzasz epokę - ludzie nie widzieli różnicy między wodą przegotowaną i "surową". Dlatego woleli pić piwo czy wino(dla dzieci wersje słabsze pod względem alkoholu).
ubrana w białą koszulę na ramiączkach

To też jakoś mi nie pasuje do epoki.
Mało prawdopodobne by w tak małej wiosce serwowali kawę

Kawa też jest "starsza".

Sorki za wiele odniesień odnośnie średniowiecza - to Twój świat i mogą być one zbędne, ale pewnie znalazłoby się sporo osób, które miałyby za minus takie sprawy podczas lektury.
Historia biegnie w dobrym tempie, a to duży plus. Nie ma dziwnych przeskoków, czy nagłego przyspieszenia akcji.
Na minus zdecydowanie masz u mnie konstrukcje zdań - niektóre są jak dla mnie chaotyczne, inne nie łączą się między sobą, o co musisz zadbać.
Pamiętaj też, żeby używać odpowiednio "mocnych" określeń(to odnośnie chłodnego podłoża), bo później wyjdzie więcej takich kwiatków.
Oczy zachęcają do przeczytania kolejnej części, a reszta tekstu nie zniechęca, więc jest dobrze.
Mignęło mi też kilka brakujących przecinków(a raczej mi nie mignęły, skoro ich brakowało).
No i czasami Twój narrator był nudny, sztywny i ogólnie nieciekawy.
Pisz, bo nie jest źle(a to dobrze).

Przepraszam jeśli powtórzyłem się w czymś z przedmówcami ;)



Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2227
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Grimzon » ndz 25 lis 2012, 21:51

zaqr pisze:Cytat:
w skórzanej zbroi

W skórzanym pancerzu - zbroja jest raczej określeniem dla metalowych osłon.


Akurat tutaj się wtrącę i jednak w skórzanej zbroi. :) Jeżeli chcemy rozróżniać pancerz i zbroje to nie po materiale z którego jest zrobiony. Jak najbardziej występują metalowe pancerze (kolczuga, karacena, bechter) .


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!

Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.
:ulan:

Awatar użytkownika
Ewa Minkina
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: wt 23 paź 2012, 14:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ewa Minkina » pn 26 lis 2012, 09:56

Widzę, że mam dużo do poprawienia :). Ale dobrze wiedzieć, co poprawić. Przydałoby mi się też przeczytanie literatury o zbrojach, koniach, technikach przetrwania :P. Dobrze, że zwróciliście mi na to uwagę. Jednakże moim celem nie było pisanie o średniowieczu, choć świat w tym rozdziale mógł wydać się bardzo ubogi. Muszę więc tak to przebudować, by nikomu nie nasunęły się takie skojarzenia :).
Być może pomogłoby tu umieszczenie wspomnień bohaterki z jej dzieciństwa, opisanie miasta i domu, w którym mieszkała. Nie jest ona taka biedna jakby się wydawało i przygotowała się zawczasu do ucieczki. Być może o tym też powinnam napisać, może zwiększyłoby to napięcie i ciekawość czytelnika.



Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » pn 26 lis 2012, 12:01

Ewa Michalik pisze: Jednakże moim celem nie było pisanie o średniowieczu, choć świat w tym rozdziale mógł wydać się bardzo ubogi

Nie chodzi tutaj o pisanie o średniowieczu, tylko o fakt, że korzystasz z pewnych stereotypów i podobieństw jako podstawy Twojego świata - na przykład wykorzystujesz jazdę konną, miecze, zbroje i o ile nie stworzysz od podstaw całkowicie innych zasad ich działania, nie umieścisz tego w tekście, to skojarzenia są oczywiste. A to oznacza, że musi być zachowany pewien realizm. Każdy świat, nawet wymyślony, musi być logicznie spójny. A tej spójności i sensu brak, nie tylko na poziomie pewnych odniesień do średniowiecza (które przecież jest okresem historycznie obszernym i różnorodnym), ale i zachowań bohaterów. Tu przede wszystkim, moim zdaniem, leży słabość opowieści.



Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 583
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » pn 26 lis 2012, 12:33

Godhand pisze:
Godhand, w paru książkach widziałam właśnie takie sformułowanie myśli bohatera, jakie mi wytknąłeś, więc naprawdę nie wiem czy taka pisownia jest błędna, czy może jednak dopuszczalna.


Ilu Autorów tyle opinii, ja jednak skłaniam się ku :
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10328


Czyli konkretnie ku czemu? Wolański w poradzie stwierdza, iż myśli można nie wyróżniać w narracji i jest to równie poprawne, co umieszczanie w cudzysłowie lub napisanie kursywą.

zaqr pisze:W średniowieczu ludzie raczej niechętnie brali kąpiel - tyczy się to też wyższych warstw społecznych. Woda miała przenosić choroby itp.

Średniowiecze było długie i szerokie i warto precyzować takie stwierdzenia (lub poprzedzać je zastrzeżeniem: "w powszechnych, współczesnych wyobrażeniach" ;)), gdyż mogą wprowadzić kogoś w błąd. To, co piszesz, dotyczy wycinka średniowiecza, a nie epoki jako całości. Za czasów karolińskich, na przykład, w pałacach i klasztorach budowano łaźnie zimne oraz gorące, lub też stawiano pojedyncze kadzie (np. w Murbach). Sobota uchodziła z dzień kąpieli i zmiany odzieży.
Z czasów późniejszych i naszego podwórka, Jagiełło dbał o higienę i woził ze sobą przypory toaletowe.


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3565
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » pn 26 lis 2012, 13:51

Czyli konkretnie ku czemu?


Miałem wrażenie że link jest do prostego w zrozumieniu tekstu.

Wolański pisze:
W odróżnieniu od monologu wypowiedzianego monolog niewypowiedziany (wewnętrzny, pomyślany), który stanowi formę rozmowy bohatera z samym sobą, adresowaną jednak do czytelnika, umieszcza się zazwyczaj w cudzysłowie, a odnoszącą się do niego wypowiedź narratora oddziela się myślnikiem (rzadziej przecinkiem)


Myślę, że słowo "zazwyczaj" jest tu kluczowe. Dodatkowo, każdy chyba Autor chce aby jego tekst był "czytelny" i przez to lepiej przyswajalny przez czytelnika. Zauważ więc, że to nie doczepianie się do czegoś co jest prawidłowe, a raczej rada, która może Autorce przynieść korzyść w postaci bardziej czytelnego i estetycznego tekstu.

Jeśli czytałaś tekst z linka to zauważyłaś też, że Wolański pisze o prawidłowości formy nie wyszczególniającej dialogu ale wtrąca:
Odpowiadając wprost na postawione pytanie, należy stwierdzić: tak, ów pierwszy zapis, ewentualnie w wersji:
To niesamowite – pomyślała z przejęciem

Co ewidentnie sugeruje że pomimo iż forma "zwykła" jest prawidłowa, to on sugeruje formę z użyciem chociażby półpauzy (chyba).

A Autorka (nie najgorszego zresztą tekstu) użyła form:

...do oczu napłynęły jej łzy. Dlaczego to zrobiłeś, dlaczego?
Wtem usłyszała szelest liści...


Nie chcę umierać, myślała, muszę dotrzeć do...


Mnóstwo czytelników powie że im to przeszkadza. Jasne Autorka może pokazać im fucka i powiedzieć że zapis jest prawidłowy.
Tylko po co? Lepiej mieć kilku czytelników więcej, zawsze.

Kończę, bo strasznie rozpisałem się na ten, prosty przecież temat.

Pozdrawiam,

Godhand


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » pn 26 lis 2012, 15:36

Średniowiecze było długie i szerokie i warto precyzować takie stwierdzenia (lub poprzedzać je zastrzeżeniem: "w powszechnych, współczesnych wyobrażeniach"

Fakt, średniowiecze jest długie i miało okresy, w których higiena stała na wysokim poziomie - w Krakowie (w XIV wieku) istniało aż 14 publicznych łaźni.
Po epidemii dżumy z drugiej połowy XIV zaniechano jednak mycia się, ponieważ uczeni stwierdzili, że przyczyną czarnej śmierci było właśnie mycie się(miało ona otwierać pory skóry, co ułatwia chorobie dostęp do organizmu).
Co do Jagiełły:
"Schludny Jagiełło słynął z tego, ze mył się "co trzeci dzień, jeśli nie codziennie""
Jeśli słynnym można było być za mycie się dwa, trzy razy w tygodniu, to musisz przyznać, że nie świadczyło to zbyt dobrze o higienie ludzi w tamtym okresie.
Dobra, koniec offtopu z mojej strony ;)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości