Everil- fantastyka

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Everil- fantastyka

Postautor: Milt » wt 06 lis 2012, 17:58

Dobra. Zebrałam się i wrzucam.
Jest to jeden z pierwszych fragmentów dłuższego opowiadania fantasy, nad którym siedzę od roku. Próbowałam wyłowić co się da, ale nie zawsze daję radę. Liczę na konstruktywną krytykę i pomocne wskazówki.
Enjoy!


ROZDZIAŁ I (fragment)

Avrey z trudem powstrzymał cisnący się na twarz grymas, czując ostre pieczenie w prawym boku. Kolejna próba zmiany pozycji poszła na marne- za każdym razem świeża rana boleśnie dawała o sobie znać.
Wyczuwał w komnacie czyjąś obecność. Nie chciał, by przyłapano go w chwili słabości; wszak zawsze uchodził za Wojownika, którego nic nie było w stanie poruszyć. Dlatego zamiast jęknąć westchnął przeciągle. Poczuł chłód na policzku. Z niechęcią otworzył oczy. Napotkał zatroskane spojrzenie matki. Szybko odwrócił wzrok... Jak wiele wiedziała o tym co zaszło poprzedniego wieczoru? Jeśli zna każdy szczegół, nie oszczędzi mu wyrzutów.
- Spójrz na mnie...- szepnęła.
Nie potrafił zignorować błagalnej nuty.
- Mój kochany...- uklęknęła przy łożu, ujmując jego twarz w dłonie.- Gdybyś zginął...- zaczęła.
Zacisnął szczęki. Powtarzała to za każdym razem, gdy wracał z misji, niezależnie czy był ranny czy nietknięty; ciągle się zamartwiała. Najwyraźniej taką rolę bogowie przypisali wszystkim matkom.
- Najgorsze minęło, mamo. Przeżyłem- wymusił uśmiech.
- Wiesz jak niewiele brakowało... Medyk Diamo nie dawał ci szans na przeżycie.
- On nigdy nie daje nikomu szans na przeżycie- zauważył cierpko Avrey.- Niezależnie od stanu- ciężko westchnął.- Przecież nie odniosłem aż tak poważnych ran... Ta ba boku to nic poważnego. Wyjdę z tego. Wiesz, że jestem silny.
- Silny, odważny i niezmiernie głupi- dobiegł męski głos od strony drzwi.
Oczywiście, przy łóżku nie mogło zabraknąć ojca. Fravel wrzał. Ostra wymiana zdań wisiała w powietrzu w chwili, gdy kompani donieśli go rannego do Pałacu Wojowników. Przed oczami stanęły mu wydarzenia z ostatniej nocy.
Był szpiegiem w obozie wojsk Ubidianu, z którym jego kraj toczył wojnę od trzydziestu lat. "Zaufany" kompan pod wpływem tortur wydał go Ubidiańczykom. Wreszcie odkryli kto w dużym stopniu przyczynia się do porażek w kolejnych bitwach. Po wielu poszukiwaniach odnaleźli tego, który zdradzał wszystkie plany i strategie Fargeeńczykom. Zanim zapadł wyrok śmierci, Avreya już nie było w obozie wroga, stacjonującym na północnej granicy z Fargeenem. Wysłano pościg. Uciekał dosyć szybko i może zdołałby przekroczyć granicę, gdyby do głowy nie wpadł mu pomysł stanięcia twarzą w twarz z Ubidiańczykami. Zawrócił gotowy do walki. Nie spodziewał się, że będzie ich aż sześciu- liczył na co najwyżej czterech. Nie pozostało mu nic innego, jak zrealizować plan- w przeciwnym wypadku ucierpiałaby jego duma. Ignorując rozsądek, zyskał głęboką ranę na prawym boku i mnóstwo siniaków na całym ciele. Ojciec skwituje zajście stwierdzeniem, że miał więcej szczęścia niż rozumu. Przywykł- po licznych przejściach nudne wywody przestały robić na nim wrażenie.
- Alime- Fravel zwrócił się do małżonki- mogłabyś zostawić nas samych?
- Nie sądzę, żeby...- zaczęła, ale urwała widząc niezadowoloną minę męża. Nie zamierzał wysłuchiwać sprzeciwów.- Dobrze...- potulnie spuściła głowę i podniosła się z miejsca. Gdy przechodziła obok Fravela, zacisnęła mu dłoń na ramieniu.- Proszę... nie bądź zbyt ostry.
Raz jeszcze obrzuciła syna zaniepokojonym spojrzeniem, po czym wyszła pozostawiając mężczyzn sam na sam. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Fravel zajął miejsce na fotelu. Avrey spróbował usiąść. Nie chciał rozmawiać z ojcem leżąc. Jednak padł z powrotem na poduszki, gdy palący ból rozszedł się po boku, a kilkanaście siniaków i rozcięć na plecach boleśnie przypomniało o swoim istnieniu.
- Widzę, że uwielbiasz moje wykłady... Tak często się o nie prosisz... Matka kazała mi cię potraktować ulgowo. Wybacz synu, dziś nie mogę.
Avrey uparcie milczał, patrząc w ciemnofioletowe oczy ojca.
- Zawiodłeś mnie...- kontynuował niezrażony milczeniem.- Twoje wczorajsze posunięcie udowodniło mi jak nierozważnym Wojownikiem jesteś. Rozmawiałem na ten temat ze Starszyzną, poddając wątpliwościom twoją kandydaturę na stanowisko Największego Wojownika.
- Co takiego?!- Nie zważając na ranę, Avrey gwałtownie usiadł.- Nie możesz...- potrząsnął głową.
- Jako Największy Wojownik mam prawo poddać wątpliwościom każdą kandydaturę- zauważył Fravel.- Nie pozwolę, by dowodził nami ktoś, kto działa bez zastanowienia. Skąd zyskam pewność, że twój absolutny brak rozwagi prędzej czy później nie sprowadzi na Fargeen katastrofy?
- Nic nie rozumiesz...- wykrztusił.
Mówienie przychodziło mu z trudem... Oświadczenie ojca zaskoczyło go. Jego największe marzenie ma przepaść tylko dlatego, że próbował ratować własne życie i cenne informacje dla wojska?!
- Wszystko rozumiem. Po raz kolejny chciałeś pokazać, jak wielka drzemie w tobie odwaga. Przyznam, że ci się udało. Jednak udowodniłeś tym samym, że brak ci rozwagi, która jest jedną z najważniejszych cech Największego Wojownika.
- Tu nie chodziło o udowodnienie, że jestem w stanie stawić czoła niebezpieczeństwu- zdołał wydusić.- Chodziło o honor! Nie wiedziałem ilu ich jest... Kiedy okazało się, że mają przewagę, nie miałem już czasu na odwrót. Gdybym uciekł, zhańbiłbym się.
- Co podpowiadał ci rozsądek, gdy ich spotkałeś?
- Żebym uciekał... Że ważniejsze jest dostarczenie informacji wojsku- kontynuował zdziwiony, że z jego ust padają takie słowa.
- I tak powinieneś zrobić. Dosyć długo dyskutowaliśmy na ten temat- powiedział po chwili milczenia- i Starszyzna postanowiła dać ci szansę.
Avrey westchnął z ulgą.
- Jednak zostajesz zawieszony w pełnieniu funkcji szpiega do odwołania- dodał po chwili.
Ulga ustąpiła miejsca rozczarowaniu.
- W takim razie, jak wykorzystam tę szansę?
- Będziesz szkolić nowicjuszy- twarz Fravela wykrzywił jadowity uśmiech.
Oświadczenie ojca niewiele różniło się od ciosu celnie wymierzonego w splot słoneczny. Avrey rozdziawił usta w niemym krzyku. Fravel doskonale wiedział, że szkolenie nowicjuszy stanowi wręcz idealną karę za wczorajszy wybryk. Przez jego myśli zaczęły przewijać się czarne scenariusze. To nie zadanie dla niego! Nie nadawał się na nauczyciela! Po pierwsze brakowało mu cierpliwości, po drugie nienawidził rutyny. Nauczanie było ciągłym przesiadywaniem w tym samym miejscu, z tym samym uczniem; wpajaniem mu kilka razy tych samych regułek i tych samych technik walki... Potrząsnął głową. Starszyzna nieźle go załatwiła. Jego szanse na wymarzone stanowisko właśnie spadły do zera.
- Rozumiem, że będę mentorem Damina- wybełkotał.
W duchu modlił się, żeby nie.
- Nie. Mentorem Damina zostanie Davril. Szkolił ciebie, wyszkoli i twojego brata.
Odetchnął. Najważniejsze, że brat odbierze należyte wykształcenie od świetnego, a przede wszystkim poważanego Wojownika.
- Więc czyim będę mentorem?
- Okaże się, kiedy przybędą nowicjusze. Niestety w tym roku mamy ich tylko dwudziestu- Fravel z niezadowoleniem pokręcił głową.- Jest nas coraz mniej, gdy tymczasem Ubidian rośnie w siłę- westchnął, pod-nosząc się z fotela. Przeszedł kilka kroków w kierunku okna.
Przez chwilę w milczeniu obserwował pałacowe ogrody.
- W zeszłym roku zgłosiło się osiemnastu- zauważył Avrey.
- Mimo wszystko nawet w tym roku liczba przybyłych na szkolenia jest za mała. Coraz więcej młodych Wojowników decyduje się na wcześniejsze założenie rodziny lub poświęcenie życia swoim pasjom... Czasy, w których kraj stał na pierwszym miejscu w hierarchii wartości dawno przeminęły... Cóż... ci Wojownicy porzucą swoje marzenia i nawyki, kiedy wróg przejmie nad nami władzę...- szepnął do siebie.
Mimo to ostatnie zdanie dotarło do Avreya.
- W takim razie dlaczego Ubidian rośnie w siłę, skoro, jak mówisz, Wojownicy przekładają własne pasje ponad kraj?
- Ponieważ w Ubidianie szkolenie jest egzekwowane, niezależnie od tego, jakie Wojownicy mają plany na przyszłość. Każdy Wojownik ma służyć państwu, przynajmniej przez określony czas. Jeżeli odmówi, czeka go kara. Powinniśmy wprowadzić to w Fargeenie... Niestety, przyjęto prawo Wojowników do nieograniczonej wolności. Każdy sam może decydować o swoim życiu... I właśnie dlatego z roku na rok na szkolenia przybywa coraz mniej chętnych- Fravel smutno spuścił głowę.
- Nie można zmienić prawa?- podsunął Avrey.
- Starszyzna rozważała tę ewentualność. Jednak wszyscy obawiamy się buntów. Nie chcemy wewnętrznej rebelii, którą trzeba będzie dodatkowo tłumić... Wystarczy konflikt z Ubidianem, chociaż, jak dla mnie i dla wielu Wojowników, mógłby wreszcie dobiec końca.
- A nie moglibyśmy dojść z Ubidiańczykami do porozumienia?
- Nie. Nie dopóki ich kraj pozostaje pod dyktaturą żądnych władzy Kapłanów.
Fakt, Ubidian to nie Fargeen. W kraju na północy obowiązywał zupełnie odmienny system polityczny, inne prawo i obyczaje. Przede wszystkim, tam wyodrębnił się wyraźny podział pomiędzy stanem Kapłanów, którzy prowadzili dyktatorskie rządy w państwie; Wojowników zobowiązanych spełniać ich rozkazy związane z prowadzeniem wojen, szpiegowaniem i eliminowaniem wrogów państwa; oraz zwykłych ludzi wchodzących w skład stanu trzeciego. Potocznie nazywano ich plebsem, a ich zadaniem było służyć obu wyższym stanom. O stanie Kapłanów mawiano najwyższy. Nic dziwnego, skoro bogowie obdarzyli ich szczególnymi mocami i pozostawali z nimi w ciągłym kontakcie. Budzili w Ubidianie respekt, lecz przede wszystkim siali strach. Niektórzy nawet bali się spojrzeć na Kapłana, w obawie że ten uzna to za zniewagę i natychmiast użyje swojej boskiej mocy, by pozbawić delikwenta wzroku. Również Wojownicy żyli w ciągłym lęku, że jeżeli nie uszanują przepisów prawa lub rozkazów Kapłanów, bogowie srogo się na nich zemszczą. Zdaniem Avreya system Ubidianu był co najmniej chory. Dlatego co dzień dziękował bogom- opiekunom jego kraju, że urodził się w Fargeenie, gdzie życie wyglądało zupełnie inaczej. Tutaj wszystkie trzy stany funkcjonowały na tych samych prawach. Byli wolni i równi. Państwo podzielono na trzy strefy, gdzie w jednej rządzili Kapłani, w drugiej Wojownicy, w trzeciej zwyczajni ludzie. Dwa razy na miesiąc przedstawiciele każdego stanu zbierali się na posiedzeniach Rady Dwudziestu, w której skład wchodziło ośmiu Kapłanów, siedmiu Wojowników i piątka zwyczajnych ludzi. Rada stanowiła i wykonywała prawo oraz wymierzała sprawiedliwość w Fargeenie.
Pomimo równości wszystkich wobec rządów i obowiązującego prawa, różnice pomiędzy stanami wcale się nie zacierały. Kapłani mieli swoje nadprzyrodzone moce, dzięki którym uzdrawiali, oddziaływali na naturę i pozostawali w stałym kontakcie z bogami. Wojowników wyróżniała siła, szybkość, wytrwałość i zwinność, jakimi nie dysponowali zwyczajni ludzie. Zatem plebejusze nie bez przyczyny czuli się zagrożeni, gdyż w przeszłości bywały sytuacje, że lekkim dotknięciem wyjątkowo silny Wojownik potrafił zupełnie przypadkowo zranić zwyczajnego człowieka. Avrey szczerze im współczuł i w modlitwach dziękował bogom, że dane mu było urodzić się Wojownikiem. Z drugiej strony zazdrościł im, że mogą żyć w spokoju, nie narażając życia za kraj. Co prawda, niektórzy Wojownicy również uniknęli tego obowiązku, wybierając inną przyszłość. Jemu nikt nie dał możliwości wyboru. Ojciec był Największym Wojownikiem. Gdyby najstarszy syn odmówił pójścia w jego ślady, okryłby go hańbą. Chociaż... czy syn, stanowiący powód ciągłych narzekań ojca i dyskusji Starszyzny nie jest ujmą dla tak ważnej osobistości jak Największy Wojownik?

W Nordolu- stolicy Fargeenu i całym okręgu władzę sprawowali Wojownicy. Tutaj znajdowało się także miejsce szkoleń przyszłych obrońców kraju. Obrońcy kraju... Dwa słowa sprawiły, że zimny dreszcz przebiegł po plecach Everil. Poprawiając na ramieniu torbę podróżną, przełknęła ślinę. Zwykle uchodziła za odważną, jednak przekraczając granice miasta ogarnął ją lęk. Dzisiejszego wieczoru rozpocznie życie, które dotąd znała z opowieści ojca, matki i brata. Dni radosnej beztroski, pozbawionej podejmowania trudnych decyzji prze-minęły. Od dzisiaj musi przekładać dobro kraju ponad własne.
Przyszła na świat w rodzinie, gdzie służba państwu stanowiła nieodłączny element tradycji, a każdy jej członek był wyszkolonym Wojownikiem, mającym w dorobku kilka akcji szpiegowskich, większych bitew, a nawet wojen. Dlatego marzenia o dalekich podróżach i odkrywaniu niezbadanych lądów poszły w odstawkę. Z drugiej strony rodzinna tradycja napawała ją dumą. Współcześnie niewielu Wojowników poświęcało marzenia dla tak chwalebnego czynu, jak obrona Fargeenu, zwłaszcza że ten od kilkudziesięciu lat toczył wojnę z sąsiadującym od północy Ubidianem. Zamierzała się w nią zaangażować jako szpieg, podobnie jak jej ukochany, starszy brat Torvil. Miała nadzieję spotkać go w Nordolu, zwłaszcza że nie widzieli się od dobrych dziesięciu lat.
Od ich ostatniego spotkania przeszła prawdziwą metamorfozę. Przede wszystkim dojrzała, zarówno na zewnątrz jak i w środku. Już nie była małą dziewczynką, którą Torvil bronił przed złośliwymi kolegami albo rodzicami; nosił na rękach; uczył strzelać z łuku; opowiadał legendy i mity związane z powstaniem Fargeenu. Bardzo za nim tęskniła... I dziś wreszcie go zobaczy! Chciała przyspieszyć ten moment, dlatego postanowiła pobiec do Pałacu Wojowników. Niemniej jednak musiała zachować szczególną ostrożność, ponieważ na rynku w Nordolu, przebywało za dużo ludzi, którym mogłaby w czasie przeprawy zrobić krzywdę. Dlatego skręciła w pierwszą boczną uliczkę. Tam zatrzymała się w dostatecznej odległości od głównej alei. Poprawiła torbę na ramieniu, dwa razy podskoczyła w miejscu, a za trzecim razem, gdy jej stopy dotknęły ziemi, odbiła się i wystrzeliła w górę. Chwilę później stała na jednym z dachów licznych domów, usytuowanych wzdłuż głównej ulicy. Teraz mogła spokojnie biec, a właściwie przeskakiwać z dachu na dach. Jeszcze raz poprawiła torbę, po czym zgrabnie odbiła się od dachu- tym razem do przodu.
Za rynkiem zeskoczyła na ziemię. Znalazła się na wielkim placu okolonym przez wysokie, strzeliste budowle, wykonane z białego marmuru. Sięgnęła pamięcią do opowiadań Torvila. Jedna z budowli była Świątynią Wojowników. Na środku placu stała fontanna. Trzy ociekające wodą rzeźby miały symboliczne znaczenie. Starszy mężczyzna z sięgającą do pasa brodą i pooranym zmarszczkami czołem przedstawiał Kapłanów- ludzi mądrych, doświadczonych przez życie i bogów. Umięśniony młodzieniec z mieczem u boku symbolizował Wojowników. Trzecia rzeźba najbardziej spodobała się Everil. Artysta idealnie oddał kruchość zwyczajnych ludzi. Młoda, niewinna dziewczyna trzymała w rękach kosz z owocami. Wojowniczka przekrzywiła głowę... Dłuższą chwilę kontemplowała symbolikę rzeźb na fontannie. Gdyby jej nie przerwano, z pewnością zapomniałaby, że spieszy na spotkanie ze starszym bratem.
Na ziemię ściągnęło ją chrząknięcie. Spojrzała na intruza. Wpatrywał się w nią z zaciekawieniem i uśmiechem na pełnych ustach. Niepewnie go odwzajemniła. Krótką chwilę stali patrząc na siebie i śmiejąc, jakby znali się od wieków. Everil cały czas dręczyło pytanie: ile lat ma ten sympatyczny chłopak? Mógł być w jej wieku, albo kilka lat młodszy, zdecydowanie nie starszy. Zastanawiało ją również czy jest Wojownikiem, Kapłanem czy Plebejuszem. Błękitny kolor oczu zdarzał się we wszystkich stanach, nie to co seledynowy charakteryzujący tylko Wojowników. Fioletowy odcień, taki jak u jej ojca, posiadali także kapłani, lecz ci z reguły mieli jasne włosy, dzięki czemu odróżniali się od ciemnowłosych Wojowników. Z ciekawości oderwała wzrok od oczu i powędrowała nieco niżej na szerokie ramiona i klatkę piersiową. Wyłączyła go z Kapłanów. Nie emanował powagą cechującą ten stan.
Chłopak przysunął się kawałek i nachylił ku Everil.
- Nie czujesz się dziwnie?- Spytał.
- Z czym?- Wyjąkała.
- Stoimy tu i gapimy się na siebie.
- Ty zacząłeś- zauważyła.
Uśmiechnął się szerzej. Sympatyczny, ładny chłopak. Nie mogła jeszcze powiedzieć, że przystojny, jak jej starszy brat. Na odległość było widać, że prawdziwym mężczyzną stanie się dopiero za jakiś czas.
- Powinnam już iść- powiedziała, poprawiając torbę na ramieniu.
- Dokąd?- Przestąpił krok w jej stronę.
Powiedzieć? Raczej nie wyglądał na typa, który mógłby ją skrzywdzić; prędzej ona jego.
- Do Pałacu Wojowników.
- Wojowniczka?- Zmierzył ją spojrzeniem od góry do dołu.
- Owszem- zmroziła go spojrzeniem, kiedy w jego oczach dostrzegła niedowierzanie.- A ty?
- Wojownik- rozłożył ręce.
- Doprawdy?- Spytała drwiąco, mierząc go spojrzeniem.- Daleko ci do niego- machnęła ręką w stronę rzeźby symbolizującej przedstawicieli ich stanu.
- Tobie tym bardziej- zauważył, przestępując z nogi na nogę. Po chwili zaczął krążyć dookoła.
Gdy stanął za jej plecami, odwróciła się gwałtownie. Jeszcze raz zmierzył ją wzrokiem. Pomału zaczynało ją to denerwować. Nigdy nie lubiła skupiać na sobie uwagi innych osób, zwłaszcza obcych.
- Przestań się gapić!- Warknęła.- To strasznie irytuje.
Uniósł ręce w geście poddania. W odpowiedzi wzruszyła ramionami i zaczęła iść.
- Przepraszam- dogonił ją.
- W porządku, ale nie rób tego więcej.
Weszli w najbliższą boczną uliczkę. Tam Everil znowu wskoczyła na dach. Chłopak pognał za nią. Z tru-dem zdołał ją dogonić. Zwinność i szybkość stanowiły główne atuty Everil.
Zatrzymali się dopiero przed bramami Pałacu Wojowników.
- Nieźle...- wysapał, opierając dłonie o gruby mur.
- Teraz mi wierzysz?
- Czy powiedziałem, że w to wątpię?- Odpowiedział pytaniem.- To ty miałaś wątpliwości co do mnie.
- I nadal je mam- jej twarz wykrzywił złośliwy uśmieszek.
Przewrócił oczami i z niezadowoleniem pokręcił głową.
- Jak ci na imię?
- Everil.
- Everil...- powtórzył lekko się uśmiechając.- Mnie Damin.
Po tych słowach odbił się od ziemi, wystrzelił w górę i zniknął po drugiej stronie muru.

Avrey wziął głęboki oddech i oparł plecy o ścianę. Co go podkusiło, żeby wstać z łóżka?! Gdyby wiedział, że przy każdym najmniejszym ruchu rana na prawym boku nie będzie mieć litości, przez myśl by mu nie przeszło, żeby się stamtąd ruszać. A tak... Tkwił w samym środku korytarza z zamiarem dotarcia do pokoju spotkań, gdzie na stole zawsze stało coś do jedzenia, jak nie ciasto, to przynajmniej misa z owocami. Po wyjściu ojca, skupił myśli na ich rozmowie, dlatego zapomniał o czymś tak istotnym jak posiłek. Słowa, jakie padły wyryły mu się w pamięci i uparcie dźwięczały w uszach, utrudniając pozostałym myślom dostęp do świadomości. Dlatego teraz burczało mu w brzuchu. Postanowił zebrać resztki sił i dotrzeć do jedzenia. Niestety, utkwił w środku korytarza, zwijając się z bólu.
Zapewne tkwiłby tu przez resztę dnia, gdyby nie nagłe pojawienie się młodej Wojowniczki. Właśnie zamierzał przesunąć się w stronę pokoju spotkań, kiedy do domu na najwyższym drzewie w pałacowych ogrodach wskoczyła ona. Przez chwilę zdawało mu się, że śni, bo dostrzegł uderzające podobieństwo do swojego najlepszego przyjaciela: te same rysy twarzy, pełne usta, szpiczasty podbródek i duże, seledynowe oczy. Różnili się jedynie budową ciała i kolorem włosów. Szybko odwrócił wzrok, zdając sobie sprawę, że właśnie ma do czynienia z młodszą siostrą Torvila- Everil.
- Nie wyglądasz najlepiej- przykucnęła.- To poważne?- Wskazała bandaż, sięgający od pasa do piersi. Torba, która dotąd wisiała na jej ramieniu wylądowała na podłodze.
Pokiwał głową. W tej samej chwili wróciły wspomnienia z wczorajszego dnia. Walczył z trzema ostatnimi napastnikami. Nie dość, że byli niezwykle szybcy, to na dodatek dysponowali niesamowitą siłą. Zdołał zranić jednego. Chwilę później sam oberwał. Jeden z Wojowników zaszedł go od tyłu i próbował przebić sztyletem. Minimalnie się uchylił, dlatego ostrze rozcięło głęboko prawy bok. Gdyby w porę nie zrobił uniku, dawno by nie żył.
- W takim razie dlaczego nie leżysz w łóżku?- przekrzywiła głowę.
- Myślałem, że jestem na tyle silny, że dam radę przejść do sąsiedniego pokoju.
Na chwilę zapadła krępująca cisza. Avrey ani na chwilę nie spuścił wzroku z dziewczyny. Widział setki ładnych Wojowniczek, ale żadna nie mogła równać się z tą. I wcale nie chodziło o powierzchowną urodę. Piękno dziewczyny tkwiło w jej wnętrzu, mającym odzwierciedlenie w seledynowych oczach.
- Mogłabym ci jakoś pomóc?- spytała, sprowadzając go na ziemię.
Chciał powiedzieć, że mogłaby zanieść go do łóżka. Uważnie zmierzył ją wzrokiem. Zmienił zdanie. Nie był pewien czy w drobnym ciele tkwiło dostatecznie dużo siły. Raczej nie dałaby rady go unieść. Jednak, jak mawiał Davril, wszystko zależy od oceny własnych możliwości.
- Byłabyś w stanie mnie przenieść?
- Mogłabym spróbować. Ale...- poskrobała się za uchem- nie jestem zbyt silna. Nie dasz rady sam dojść? Chociaż spróbuj...
Dziewczyna wątpi we własne możliwości... Westchnął. Zatem wszystko wskazywało na to, że posiedzi w przedpokoju do powrotu Orhima lub Ravela- Wojowników, dzielących z nim dom na drzewie.
- Zawsze kiedy próbuję się podnieść...- zaczął.- Nie...- pokręcił głową.
- W takim razie postaram się jakoś pomóc.
Podeszła kawałek. Kiedy znalazła się obok, zrozumiał, że dziewczyna nie podoła zadaniu. Był dla niej zdecydowanie za wielki. Jednak chęć udzielenia mu pomocy okazała się silniejsza. Jedną rękę wsunęła mu za plecy, drugą pod kolana. Po cichu odliczyła do trzech, zbierając siłę, po czym pomału zaczęła się prostować. Kiedy stanęła, trzymając go na rękach, westchnęła. Najgorsze za nimi... Zrobiła kilka chwiejnych kroków. Na czoło wystąpiły pierwsze krople potu.
- Który to pokój?- Wydusiła.
- Naprzeciwko- wskazał palcem na dębowe drzwi.
Przestąpiła kilka kroków. Czuł, jak wali jej serce.
- Jeśli nie jesteś wystarczająco silna, proszę, zostaw mnie.
- Może nie jestem wystarczająco silna, ale jestem wystarczająco uparta. Doniosę cię.
Odetchnęła kilka razy i znów ruszyła przed siebie. Głośno jęknęła, widząc łóżko usytuowane na drugim krańcu pokoju, przy samym oknie. Zacisnęła szczękę. Przeszła kilkanaście ostatnich kroków.
Wreszcie dotarli na miejsce. Tam ostrożnie położyła go do łóżka. Resztką sił sięgnęła po kołdrę i pomogła mu się okryć. Chwilę później ciężko opadła na podłogę. Oparła głowę o tylną nogę łóżka. Przymknęła oczy. Oddychała głęboko. Nie mógł się powstrzymać i kilka razy zerknął na wyeksponowane przez gorset piersi, falujące przy każdym wdechu i wydechu.
- Dziękuję... Everil- wyszeptał w końcu.
Wstała nie spuszczając z niego pytającego spojrzenia.
- Skąd...?
- Jesteś bardzo podobna do Torvila.
- Znasz mojego brata?
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi- odparł.- Avrey- przedstawił się wyciągając otwartą dłoń.
- Ach... Avrey- uścisnęła ją.- Opowiadał o tobie.
- O tobie też. Nie było dnia, w którym z jego ust nie padło twoje imię- uśmiechnął się.
Nieśmiało odwzajemniła uśmiech. Zatknęła za ucho kilka kosmyków.
- Przybyłaś na szkolenie?
- Tak. Najwyższy czas- bezradnie rozłożyła ręce.
Otaksował ją spojrzeniem.
- Czemu się tak przyglądasz?
Zmieszany szybko odwrócił wzrok.
- Zastanawiam się, czy będziesz taka sama jak Torvil- odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Wątpię- pełne usta wykrzywił grymas.- Torvil jest bardzo silny i wytrzymały, a ja...
- Szybka i zwinna- dokończył.- Mówił mi o twoich popisach na drzewach- mrugnął porozumiewawczo.
- Co jeszcze mówił?- Przysiadła na brzegu łóżka.
- Zapytaj czego nie mówił- znowu się uśmiechnął.
Na policzki dziewczyny wpłynął szkarłatny rumieniec.
- Właściwie, gdzie jest Torvil?
Spojrzał na nią zupełnie zbity z tropu. Czyżby nie poinformował Everil, że otrzymał ważną, w dodatku samodzielną misję, mającą na celu zlokalizowanie szpiegów Ubidnianu na północy kraju?
- Dwa dni temu wyruszył w stronę granicy z Ubidianem. Ma zadanie do wykonania.
Nadzieja w jasnych oczach ustąpiła miejsca rozczarowaniu. Wbiła wzrok w zaciśnięte pięści. Szczerze jej współczuł; przebyła szmat drogi myśląc, że po tylu latach zobaczy wreszcie ukochanego brata. Na miejscu czekała ją jednak przykra niespodzianka. Przygryzł wargę.
- Przykro mi- powiedział w końcu.
- W porządku. Rozumiem: obowiązki najważniejsze.
Pokiwał głową. Dla Torvila powinności wobec Fargeenu stały na pierwszym miejscu. Przekładał je nad własne interesy, rodzinę, nawet ukochaną. Na szczęście jego partnerka- Nilua- była wyrozumiała. Avreya nie zdziwiła propozycja Fravela, by przyjaciel kandydował na stanowisko Największego Wojownika. Trochę go to zabolało, jednak uznał, że nie ma lepszej osoby na to miejsce. Gdy chciał odmówić, długo namawiał Torvila, żeby przyjął propozycję. Uległ. Avrey zdawał sobie sprawę, że przy takiej konkurencji nie ma szans, mimo wszystko nie zrezygnował- jako najstarszy syn Największego Wojownika musiał startować w wyborach.
Everil wstała. Sięgnęła po torbę, którą przewiesiła przez ramię.
- Masz gdzie mieszkać?
- Nie- potrząsnęła głową.- Ale w Pałacu Wojowników coś powinni znaleźć.
- Powinni, ale znam lepsze miejsce.
Zaintrygowana uniosła brwi.
- Sąsiednie drzewo. Mieszkają tam dwie Wojowniczki, które od dawna kogoś szukają. Przyjmą cię z otwartymi ramionami, zwłaszcza jedna z nich- uśmiechnął się szerzej- Nilua od dawna chce cię poznać- mrugnął porozumiewawczo.
- Bliska przyjaciółka Torvila?
- Dokładnie- skinął głową.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś- obdarzyła go ciepłym uśmiechem.- Póki co, muszę iść do Pałacu Wojowników, żeby zameldować się u Największego Wojownika- zamilkła.- Podobno uchodzi za naprawdę ostrego i nieprzystępnego. To prawda?
Avrey z trudem opanował wybuch śmiechu. Najwyraźniej nie wiedziała, że Największy Wojownik to jego ojciec. Zastanawiał się, czy zaznajomić ją z tym faktem.
- Owszem, ale tylko dla swoich synów... Chociaż o wiele bardziej pasowałoby tu określenie surowy lub wymagający.
- A czego wymaga?
- Absolutnego poświęcenia dla Fargeenu i lojalności... I jeszcze rozwagi- dodał szybko, przypominając sobie rozmowę, jaką przeprowadzili tego ranka.
- Rozwagi?- Everil zmarszczyła nos.- Raczej ciężko to ode mnie wyegzekwować.
„Ode mnie też”- pomyślał, zaciskając wargi. Przysiągł sobie, że nigdy więcej nie rozczaruje ojca swoim postępowaniem i stać się wreszcie rozważny, jak brat Wojowniczki, wobec której miał dług wdzięczności.
Ostatnio zmieniony pt 05 kwie 2013, 21:58 przez Milt, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pt 09 lis 2012, 19:21

Dobra. Zebrałam się i wrzucam. :D

Milt pisze:Avrey z trudem powstrzymał cisnący się na twarz grymas, czując ostre pieczenie w prawym boku.

Najpierw poczuł ból, potem się skrzywił. A imiesłów przysłówkowy "czując" zakłada jednoczesność czynności.

Milt pisze:Dlatego zamiast jęknąć westchnął przeciągle. Poczuł chłód na policzku. Z niechęcią otworzył oczy. Napotkał zatroskane spojrzenie matki. Szybko odwrócił wzrok...

Dlaczego on czuje chłód na policzku? Od własnego oddechu (westchnął) czy od spojrzenia matki. A może ze strachu? A może ktoś otworzył okno? Odsłonił zasłonę przy łożu?

Milt pisze:- Najgorsze minęło, mamo. PrzeżyłemSPACJA- wymusił uśmiech.

- Nie można zmienić prawa?SPACJA- podsunął Avrey.

I tak wszędzie :)

Milt pisze:Fravel wrzał. Ostra wymiana zdań wisiała w powietrzu w chwili, gdy kompani donieśli go rannego do Pałacu Wojowników. Przed oczami stanęły mu wydarzenia z ostatniej nocy.

Podmiot się poprzestawiał. Chciałaś o Avrey'u, wyszło o Fravelu, a przecież nie on był ranny i nie on wspominał wydarzenia poprzedniej nocy.

Milt pisze: Wysłano pościg. Uciekał dosyć szybko

Pościg goni, nie ucieka. :)

Milt pisze:Ignorując rozsądek, zyskał głęboką ranę na prawym boku

Stracił rozsądek, zyskał ranę...

Milt pisze:- Jako Największy Wojownik mam prawo poddać wątpliwościom każdą kandydaturę- zauważył Fravel.

Ta nazwa - Największy Wojownik - wydaje mi się nieco zbyt prosta. Największy wojownik, to po prostu największy chłop w armii. Ale to twoja opowieść, więc... Się czepiam.

Milt pisze:Od dzisiaj musi przekładać dobro kraju ponad własne

przedkładać

Milt pisze:Przyszła na świat w rodzinie, gdzie służba państwu stanowiła nieodłączny element tradycji, a każdy jej członek był wyszkolonym Wojownikiem, mającym w dorobku kilka akcji szpiegowskich, większych bitew, a nawet wojen.

gdzie wskazuje na miejsce. Czy rodzina to miejsce? Chyba poprawniej napisać w której

Przepraszam, ale muszę przerwać. Jeszcze wrócę.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pt 09 lis 2012, 21:52

Powrót.

Milt pisze:Współcześnie niewielu Wojowników poświęcało marzenia dla tak chwalebnego czynu, jak obrona Fargeenu, zwłaszcza że ten od kilkudziesięciu lat toczył wojnę z sąsiadującym od północy Ubidianem.

Nie rozumiem tego zwłaszcza. Jeśli Fergeen toczy wojnę, to Wojownicy zwłaszcza o jego obronie myśleć powinni, a nie wprost przeciwnie. Więc zwłaszcza to nie jest odpowiednie słowo.

Milt pisze:którym mogłaby w czasie przeprawy zrobić krzywdę.

A dlaczego? Dlaczego dziewczyna idąc, biegnąc przez tłum ludzi miałaby zrobić im krzywdę? Ma jakieś tajemnicze moce?

Milt pisze:Poprawiła torbę na ramieniu, dwa razy podskoczyła w miejscu, a za trzecim razem, gdy jej stopy dotknęły ziemi, odbiła się i wystrzeliła w górę.

Gumiś - to pierwsze skojarzenie. Przepraszam, wiem, że to nie fair, ale opisz może to inaczej, co?

- Dokąd?- Przestąpił krok w jej stronę.

przestąpił z nogi na nogę, zrobił krok w jej stronę

- Nie czujesz się dziwnie?- Spytał.
- Z czym?- Wyjąkała.
- Stoimy tu i gapimy się na siebie.
- Ty zacząłeś- zauważyła.

Milt pisze:- Wojowniczka?- Zmierzył ją spojrzeniem od góry do dołu.
- Owszem- zmroziła go spojrzeniem, kiedy w jego oczach dostrzegła niedowierzanie.- A ty?
- Wojownik- rozłożył ręce.
- Doprawdy?- Spytała drwiąco, mierząc go spojrzeniem.- Daleko ci do niego- machnęła ręką w stronę rzeźby symbolizującej przedstawicieli ich stanu.

Brak konsekwencji. Pomoc: http://www.ekorekta24.pl/proza/130-inte ... ac-dialogi

Starczy. Dam szansę innym.

Jeszcze jedna uwaga: W miescu gdzie opisujesz dwa kraje może wprowadzisz rozmowę ojca i syna. Niech się dalej spierają, a przy okazji opowiedzą o historii i specyfice dwóch krajów? Dlaczego? Jakiś ten fragment łopatologiczny. :)

Przeczytałam z zainteresowaniem, choć pewnie mogło być lepiej.

Pozdrawiam.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » pn 12 lis 2012, 20:09

Bardzo dziękuję, za dogłębną weryfikację i wytknięcie mi błędów, których sama nie wyłapałam. Sporo tych wpadek jest... Ale myślę, że w przyszłości, po praktyce, będzie ich coraz mniej ;) Znaczy- taką mam nadzieję.


dorapa pisze:Jeszcze jedna uwaga: W miescu gdzie opisujesz dwa kraje może wprowadzisz rozmowę ojca i syna. Niech się dalej spierają, a przy okazji opowiedzą o historii i specyfice dwóch krajów? Dlaczego? Jakiś ten fragment łopatologiczny. :)



Też się nad tym zastanawiałam. W pierwotnej wersji tak miało być, ale potem stwierdziłam: gadają i gadają, więc zmieniłam. Odniosłam też wrażenie, że dialog z informacjami na temat krajów wypadł strasznie sztucznie.


Cieszę się, że przeczytałaś z zainteresowaniem :) i fakt... mogło być lepiej.
Jeszcze raz: dzięki :)



Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1114
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » pt 05 kwie 2013, 21:57

poszła na marne<spacja>- za każdym razem

Ta ba boku to nic poważnego

Literówka.
a kilkanaście siniaków i rozcięć na plecach boleśnie przypomniało o swoim istnieniu

Siniaki nie bolą, gdy się ich nie tyka - za to czystym masochizmem jest leżenie na porozcinanych plecach.
pod-nosząc się z fotela

Podnosząc - literówka?
Niestety w tym roku mamy ich tylko dwudziestu

To jakieś szkolenie na superżołnierza? Jeśli nie, to dwudziestu to bardzo niewielu, nawet jak na małe państewko.
Dlatego marzenia o dalekich podróżach i odkrywaniu niezbadanych lądów poszły w odstawkę

A czy podczas wojny nie ma dalekich podróży? Czasem trafi się też odkrywanie niezbadanych lądów.
Zacisnęła szczękę.

Zacisnęła zęby - brzmi wg mnie lepiej.


Podobało mi się, chociaż zdecydowanie musisz popracować (mam nadzieję, że do dnia dzisiejszego już to zrobiłeś) nad interpunkcją.
Historia dwóch narodów i ich specyfiki mocno sztuczna i nieprzyjemna dla czytelnika - dużo w niej suchych faktów (fragment o podziale na klasy kraju, w którym się znajdują mógłbyś pominąć, bo mówisz o tym przy okazji opisu fontanny).
Trochę "przegięty" jest motyw skoków na kilka metrów wzwyż - już widzę sceny walki w powietrzu rodem z kina azjatyckiego.

Ogólnie rzecz biorąc - jest dobre, ale mogłoby być dużo lepsze przy odpowiednim wkładzie pracy (najważniejsze - interpunkcja).




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości