Ingryda

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mara
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 08 wrz 2012, 14:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Ingryda

Postautor: Mara » ndz 07 paź 2012, 20:29

Mam nadzieję, iż nikt mnie nie zje, za rzucenie tekstu na pożarcie 4h za wcześnie :). Ten koszmarek powstał po długiej przerwie w pisaniu, więc proces twórczy wyglądał mniej więcej tak " Przecież znasz słowo, które doskonale tutaj pasuje. Przypomnij sobie, no przypomnij!". Fabułę ogólnie mam zarysowaną, tylko nie wiem czy jest sens kontynuować, ani to to oryginalne, ani ambitne, pisane w ramach ćwiczeń. Mam wrażenie, że zrobiłam językowy "misz-masz" i te znienawidzone opisy... Ale cóż pozostawiam to Waszej ocenie.




Chwyciłam za leżący na stole sztylet i z rozmachem przecięłam materiał spódnicy, nieprzerwanie wpatrując się w jasne oczy ojca. Dźwięk niszczonej tkaniny odbił się echem od ścian kuchni. Odgłos, który już zawsze miałam utożsamiać z wolnością i aktem młodzieńczego buntu, niosącego ze sobą nutkę niebezpieczeństwa. Lecz ten, na którego skierowany był mój wzrok stał nadal niewzruszony, spoglądając na te wyczyny
z charakterystycznym dla siebie chłodem. Jednak, gdy wyjęłam spinkę i włosy rozsypały mi się na plecy burzą rozwichrzanych loków coś się zmieniło. Coś w jego spojrzeniu, w dłoniach kurczowo zaciśniętych wokół nóżki kielicha. Pomimo tego nadal nic nie mówił, choć posunęłam się dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Sztylet włożyłam do znajdującej się nieopodal pochwy i przypięłam do odsłoniętego po moich krawieckich zabiegach uda. Po siedemnastu latach tyrani mojego drogiego tatusia, niekończących się kłótniach i ciągłych ograniczeniach miałam dość. Z buńczuczną miną skierowałam się do wyjścia. Nie uciekałam, nie wymykałam się ukradkiem. Odchodziłam z wysoko podniesioną głową, tak jak zawsze chciałam. Byłam kobietą, młodą co prawda, ale taką, której nie można było kontrolować, choć od zawsze usilnie się starano. Byłam sobą, nie tą pustą skorupą, zaciskającą zęby w próbie opanowania szalejącego ognia woli życia. Życia, bo wegetacja jest jego marnym substytutem. Byłam wszystkim, czym zawsze chciałam być. I byłam sama. W progu dosłyszałam jeszcze ciche westchnienie. Trzasnęłam drzwiami z siłą, miałam nadzieje wystarczającą, by ten apodyktyczny głupiec oblał się tym swoim naparkiem, który popijał z taką lubością.

Idąc ulicą rozpięłam koszule pod szyją na tyle, na ile pozwalał mi gorset i podwinęłam rękawy do łokci. Na twarzach mijanych przeze mnie ludzi malowało się osłupienie, patrzyli na mnie szeroko otwartymi oczyma jakby zobaczyli najnowszą zabawkę naszego ukochanego władcy. Nie było to przyjemne skojarzenie zważywszy, że ów ten miał w zwyczaju paradować w towarzystwie pupilków-Ożywieńców. Wiedziałam, że wzbudzam sensacje, te nieliczne kobiety, którym pozwolono wyjść z domu odwracały zawstydzone wzrok od moich niezakrytych nóg w pończochach i wysokich męskich butach na grubej podeszwie. Dodatkowo śmiałam rozpuścić włosy, a to już było dla wszystkich jawnym łamaniem prawa. Hardym krokiem skierowałam się ku drodze prowadzącej za miasto. Otaczały mnie ciemne, wysokie budynki, pochylone ciężarem wieku w stronę ulicy. Ich szaro-czarne fronty i przydymione szyby zawsze nadawały wszystkiemu wokół ponurą atmosferę. Jednak dzisiaj nawet cienie rzucane przez miejskie zabudowania, wydawały się mniej przytłaczające. Euforia spowodowana uzyskaniem wolności odrzucała wszelaką możliwość powrotu do mojego codziennego wisielczego humoru. Kilka kroków przede mną rozpościerały się skrzydła miejskiej bramy. Sięgająca drugiego piętra, wykonana z kutego żelaza, była śmiesznie wręcz ciężka, więc nigdy jej nie zamykano. Przynajmniej nie za mojego życia. Właśnie stawiałam stopę za granicami murów, gdy uświadomiłam sobie, o czym zapomniałam. Brama. Niezamykana. Za to pilnowana. Strażnicy. Cała krew odpłynęła mi z twarzy. Wiedziałam, że nie mogę teraz zawrócić, wzbudziłabym podejrzenia. Nie przerywając marszu, starałam się przemknąć niezauważona.

- Niech się pani zatrzyma!

I cały plan szlag trafił. Podeszli powoli, bacznie mi się przyglądając. Starszy z pary miał długie, siwe wąsy, końcami sięgające napierśnika, spod którego wystawało potężne brzuszysko. Przy odrobinie szczęścia mógłby udawać, że nos zaczerwieniony ma przez katar, ale bijący od niego zapach wyraźnie wskazywał, co jest tego przyczyną. Drugi, choć wysoki, był przeraźliwie wręcz chudy i zdawałoby się zbyt młody, aby dzierżyć w dłoniach pikę. Nawet za duży hełm nie był w stanie ukryć chłopięcej twarzyczki i blond loczków.

- Czy coś się stało? – zapytałam moim najbardziej niewinnym i słodkim głosem,
a przynajmniej miałam taką nadzieje.

- Ma pani zezwolenie na opuszczenie miasta? - gdy otworzył usta woń alkoholu mocno się nasiliła.

Chudzielec nieprzerwanie lustrował mnie swoimi wielkimi zielonymi oczami. Od czubka głowy pokrytej długimi, kasztanowymi lokami, po stopy w męskim obuwiu
i z powrotem. Zapewne pierwszy raz widział kobietę, która nie była tylko twarzą w długiej bezkształtnej sukni zakrywającej dosłownie wszystko. Sądząc po wyrazie twarzy, podobał mu się ten widok.

- Oczywiście. Nie sugeruje pan chyba, że spacer za mury jest moim własnym pomysłem – odpowiedziałam jednocześnie mrugając dyskretnie do chłopaka.

Niezmiernie zabawnie było patrzeć, jak z wrażenia aż się cofa. Wąsacz zmarszczył brwi i spojrzał groźnie w jego stronę.

- Może i nie, ale ten strój to już pewnikiem- Strażnik niewątpliwie nie był zanadto rozgarnięty, jednak teraz na pewno nie uda mi się tak łatwo wykaraskać.

Już chwilę później podążałam za śmierdzącym winem gburem w stronę pałacu. Przez całą drogę łajałam sama siebie. Zapominanie o takich oczywistościach, jak choćby ci dwaj przy bramie, jest niedopuszczalne. Nie mogę zacząć nowego życia, dopóki planowanie nie wejdzie mi w nawyk. Prawdę powiedziawszy nie ważne, co bym sobie wmawiała, zjawisko to było u mnie dość częste. Nie wiem czy wynikało to z ignorancji, czy z roztrzepania, ale informacji, przez każdego przypominanych sobie nawet nieświadomie w mojej głowie szukać na próżno. Na końcu brukowanej alei dostrzegałam już fragment pałacu. Choć według mnie niczym sobie na to miano nie zasłużył. Nie posiadał filigranowych wieżyczek czy ażurowych balkonów, nigdzie nie wypatrzyłam wysokich okien bądź złoconych ornamentów. Wyglądał wręcz jak zupełne przeciwieństwo rezydencji księżniczki z babcinych opowieści. Nazwałabym go raczej warownią lub twierdzą. Wykonany został z czarnej cegły na planie ośmiokąta. Na szczycie każdej z narożnych wieży kilku nieszczęśników bezustannie trzymało wartę. Jedyne oficjalne wejście prowadziło przez kolejną ogromną bramę, rzecz jasna równie ciężką. Jeśli w zamyśle budowla miała wzbudzać strach, cel zrealizowano. Zawsze napawała mnie obrzydzeniem, więc nie zapuszczałam się w jej okolice zbyt chętnie. Wejście do środka będzie mnie kosztować dużo samozaparcia, choć mogę równie dobrze pozwolić by któryś
z moich uczynnych towarzyszy ułatwił mi to zadanie i przepchną przez wrota. Po namyśle zdecydowałam się na drugą możliwość. Oczywiście miałam nadzieję, że to chłopak będzie zmuszony mnie dotknąć i na jego twarzy wykwitnie uroczy rumieniec. Jednak spotkał mnie zawód. Gdy tylko jeden z pilnujących przejścia strażników ujrzał moją eskortę, bez zbędnych ceregieli chwycił mnie i niemal zaciągną do wewnętrznych drzwi najbliższej wieży. Opierałam się takiemu bezceremonialnemu traktowaniu tylko dla zasady, nie było najmniejszych nadziei na to, że zdołam się uwolnić. Niedużych rozmiarów i ledwie oświetlone wnętrze, nie prezentowało się zbyt zachęcająco. Nie stało też w nim nic
z wyjątkiem zniszczonego biurka i krzesła, na którym siedział łysy, zgarbiony człowieczek. Niewątpliwie jakiś urzędnik.

- Co znowu? – warknął cicho nie podnosząc głowy znad papierów.

Cóż może i nie zasłużyłam sobie na lepsze powitanie, niemniej jednak byłoby miło.

- Przyłapano ją na wymykaniu się z miasta bez zezwolenia i proszę spojrzeć na te włosy i strój – odpowiedź wywołała pożądaną przez strażnika reakcje.

Mężczyzna pośpiesznie uniósł wzrok i zastygł z plikiem dokumentów w dłoni. Opanował się sekundę później, a z jego twarzy zniknęły wszelakie oznaki szoku. Tylko zmarszczone brwi były pozostałością po minionych emocjach.

- Już mówiłam, że pozwolono mi na tą małą wycieczkę.

- Jak ci na imię? – Spokojnie odłożył kartki i starał się brzmieć obojętnie.

Mogłam skłamać, odbębnić karę i jak najszybciej wcielić w życie plan, jednakże prawdziwe nazwisko powinno dużo sprawniej wyciągnąć mnie z tarapatów.

- Inga.

Byłam oczywiście świadoma, iż pyta mnie o pełne imię, nie mogłam się jednak powstrzymać przed zirytowaniem go jeszcze bardziej. Taki już mój wątpliwy urok.

- Proszę się nie wygłupiać. Pytam jeszcze raz: jak się nazywasz? – westchnęłam
z rezygnacją, za chwile powtórzy się schemat, który towarzyszył mi przez całe życie.

- Ingryda Xaofiel – gdy skończyłam mówić, starannie wystudiowany spokój zniknął
z jego twarzy, zastąpiła go panika.

Strażnik przy drzwiach głośno wciągną powietrze i zdenerwowany zaczął dukać.

- Pani wybaczy, ja… Ja nie zdawałem sobie sprawy… Pani ojciec…

-To w tym momencie nie ma najmniejszego znaczenia – przerwałam mu żałosne przedstawienie. - Ważne natomiast jest, abym jak najszybciej opuściła teren pałacu, nie chciałabym narażać panów na gniew mego ojca.

Miałam nadzieję, że wiedza, kto jest moim rozporządcą, zmiękczy trochę ich protesty.

- Ależ oczywiście. Jakże Pani wspaniałomyślna. Czym prędzej eskortuję Panią
za bramę i…

- Derok, to chyba do mnie należy decyzja, czy Panna Xaofiel zostanie odprowadzona do domu – urzędnik przerwał usłużnemu mężczyźnie.

- Ale…

- Pochodzenie Pani nie zmienia faktu, iż złamała prawo i musi otrzymać karę.

Tak, pogratulować szczęścia, akurat musiał się trafić skrupulant. Gmerał chwilę
w wielkim stosie papierzysk i niemal z samego spodu wyciągną małą złożoną karteczkę. Pośpiesznie wypełnił formularz, złożył zamaszysty podpis i odcisną pieczęć. Podając mi go obłudnie się uśmiechał. Spojrzałam na zapiski i aż sapnęłam z oburzenia. „ Obnoszenie się z odrażającym wyglądem.” Już ja mu pokaże odrażający wygląd, niech tylko poczeka aż z nim skończę wtedy w lusterku zobaczy doskonały jego przykład. Sekundę przed moim spektakularnym skokiem na biurko i chwyceniem łysego za kołnierz, strażnik delikatnie acz stanowczo począł wyprowadzać mnie z pokoju. Znów starałam się uwolnić, lecz i tym razem trzymał mnie zbyt mocno. Kipiałam z wściekłości, więc oczywiście za późno zorientowałam się, że nie prowadzono mnie ku bramie. Derok, ciągnąc mnie za sobą, skierował się w stronę wielkich, masywnych drzwi po drugiej stronie dziedzińca. Wnętrze nieco mnie zaskoczyło. Spodziewałam się czarnych zawilgotniałych murów, i równie czarnej posadzki. Zastałam natomiast szeroki dobrze oświetlony hol i jasne, marmurowe schody ze złoconymi poręczami. Więc to tu podział się pałac. Bez skrępowania obracałam głową we wszystkie strony. Strażnik spojrzał na mnie z wyrzutem, a gdy nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia, zafrasował się marszcząc brwi ze zdziwieniem. Miałam nadzieję, że wreszcie zrozumiał, iż nie podkulę potulnie ogona, kiedy tylko raczy skierować na mnie swój karcący wzrok. Zaczęliśmy wchodzić po miniaturowych schodkach, dostosowanych rozmiarem zapewne do stópek dziecka. Po lewej, na końcu długiego korytarza dostrzegłam okazałe, ozdobne wrota. Przed nimi stała niska, drewniana ławeczka, na której nakazano mi usiąść. Derok bez słowa staną obok mnie. Pierwszy raz przyjrzałam mu się dokładniej.
Ostatnio zmieniony wt 23 paź 2012, 12:27 przez Mara, łącznie zmieniany 3 razy.


Hej, ja przed tobą się rozbieram
Zrzucam zmięte, brudne myśli...
Bez znieczulenia

Awatar użytkownika
anowi
Dusza pisarza
Posty: 452
Rejestracja: pt 05 paź 2012, 22:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: anowi » ndz 07 paź 2012, 22:36

Mylić się jest rzeczą ludzką, a że to będzie pierwszy tekst, który weryfikuję, oceniam, nie krzyczcie, jeśli będą błędy przy wytykaniu błędów.

Także moim skromnym zdaniem:
Lecz ten, na którego skierowany był mój wzrok, stał nadal niewzruszony, spoglądając na te wyczyny
z charakterystycznym dla siebie chłodem. Jednak, gdy wyjęłam spinkę

Bo mi "lecz" i "jednak" tak blisko siebie się gryzą.
burzą rozwichrzanych loków, coś się zmieniło

Rozwichrzonych i ten przecinek zaznaczony.
coś się zmieniło. Coś w jego spojrzeniu

Tutaj dałabym tak: coś się zmieniło - coś w jego spojrzeniu...
Po siedemnastu latach tyrani

Chodzi o tyranię? To tyranii. Dwa i.
Po siedemnastu latach tyranii mojego drogiego tatusia, niekończących się kłótniach i ciągłych ograniczeniach miałam dość.

Po siedemnastu latach tyranii mojego drogiego tatusia - niekończących się kłótniach i ciągłych ograniczeniach - miałam dość.
Albo:
Po siedemnastu latach tyranii mojego drogiego tatusia, niekończących się kłótniach i ciągłych ograniczeniach, miałam dość.
Choć optuję za pierwszą wersją.
tak jak zawsze chciałam

Tak, jak zawsze chciałam.
oblał się tym swoim naparkiem

Wyjdę może na ignorantkę, ale co to jest napark?
Nie było to przyjemne skojarzenie, zważywszy, że ów ten miał w zwyczaju

Ów albo ten.
Wiedziałam, że wzbudzam sensacje,

... sensacje i kropka. I od nowego zdania.
kobiety, którym pozwolono wyjść z domu, odwracały

... z domu, zawstydzone odwracały... - szyk.
Euforia, spowodowana uzyskaniem wolności, odrzucała

powrotu do mojego codziennego, wisielczego humoru

Przecinki.
I cały plan szlag trafił. Podeszli powoli, bacznie mi się przyglądając. Starszy z pary miał długie, siwe wąsy, końcami sięgające napierśnika, spod którego wystawało potężne brzuszysko. Przy odrobinie szczęścia mógłby udawać, że nos zaczerwieniony ma przez katar, ale bijący od niego zapach wyraźnie wskazywał, co jest tego przyczyną. Drugi, choć wysoki, był przeraźliwie wręcz chudy i zdawałoby się zbyt młody, aby dzierżyć w dłoniach pikę. Nawet za duży hełm nie był w stanie ukryć chłopięcej twarzyczki i blond loczków.

Niech mnie ktoś za to pobije, ale zacytowałam tylko dlatego, że taaak okrutnie mi się ten fragment podobał. Tak chcę pisać.
a przynajmniej miałam taką nadzieje.

Tę część bym wywaliła w trzy diabły.
wielkimi, zielonymi oczami

Przecinek.
Od czubka głowy, pokrytej długimi, kasztanowymi lokami, po stopy w męskim obuwiu i z powrotem

To "i z powrotem" jest konieczne? Chyba nie, więc bym wyyywaliła.
sukni, zakrywającej

odpowiedziałam, jednocześnie mrugając

kolejną, ogromną bramę

pozwolić, by któryś

Oczywiście, miałam nadzieję

Przecinki.
Nie wiem, czy wynikało to z ignorancji, czy z roztrzepania, ale informacji, przez każdego przypominanych sobie nawet nieświadomie w mojej głowie szukać na próżno.

Tu jest coś nie teges. Prócz braku przecinków. Tyle że nie wiem, co. Po prostu nie jarzę, co autor miał na myśli.
przepchną przez wrota

Od przepchnąć? Jeśli tak, to przepchnĄŁ.
niemal zaciągną

ZaciągnĄŁ.
westchnęłam z rezygnacją, za chwile

... z rezygnacją. Za chwilę...
wciągną powietrze

No, ja Cię proszę. On to powietrze wciągnĄŁ. Seriówka.
wyciągną małą/odcisną pieczęć

Także tak, jak mawia mój dobry znajomy.
Podając mi go obłudnie się uśmiechał

Nie jestem przekonana, ale z tego, co pamiętam ze szkoły, to chyba jeśli w zdaniach podrzędnym i nadrzędnym jest ten sam podmiot, wówczas stawiamy przecinek.
„ O

Odstęp jedynie.
Już ja mu pokaże

Pokażę. ę.
Już ja mu pokaże odrażający wygląd, niech tylko poczeka aż z nim skończę wtedy w lusterku zobaczy doskonały jego przykład.

Trzy zdania by mi z tego wyszły.
strażnik delikatnie, acz stanowczo począł

Przecinek i dlaczego nie "zaczął" po prostu?
murów, i równie

Pierwszy, zupełnie niepotrzebny przecinek.
szeroki, dobrze oświetlony hol

Tutaj już potrzebny.
zafrasował się, marszcząc brwi

I tutaj też.
staną obok

Za chwilę wyjdę z siebie i stanę obok. On już stanĄŁ;)

Co do całości fragmentu, mam mieszane uczucia. Jest część, która okrutnie mi się spodobała (o czym nie omieszkałam poinformować), ale cała reszta nie zrobiła na mnie wrażenia. Gdyby to napisać pięknym językiem, może... Może;)



Awatar użytkownika
Mara
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 08 wrz 2012, 14:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Mara » ndz 07 paź 2012, 22:50

Dziękuję, za tak dokładną weryfikacje :) . Teraz widzę przecinki i to nieszczęsne "ł". Sama mam ochotę sobie nakopać. Ten "naparek" to chyba zbyt udziwniłam, nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa. Chodziło mi o zdrobnienie od "napar". Istnieje takie? Błędy jak najszybciej poprawię. Nad zdaniem z ignorancją głowiłam się wiele czasu i nic tego widać nie wyszło dobrego. I dziękuję też za słowa uznania, i to dotyczące prawie-opisu :) (Nie spodziewałam się)


Hej, ja przed tobą się rozbieram
Zrzucam zmięte, brudne myśli...
Bez znieczulenia

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » pn 08 paź 2012, 00:18

Opowiadanie ma urok jakiejś świeżości czy autentyczności psychologicznej. Tu nie ma pozy dystansu i egzaltacji tożsamości z buntem narratorki. Nie próbuje się mnie przekonać jak bardzo zbuntowanie się buntuje. Jest fajna historia siedemnastolatki z dobrodziejstwem inwentarza. Widocznie nawet w baśniowym świecie to nieuniknione.
ale :)
Opowieść lepiej się dzieje na poziomie pomysłu czy psychologii narracji, niż to zostało ujęte w opowieści. Językowo - klapa, choć masz potencjał i to niemały.

Po pierwsze: ortografia. O tym było.
Po drugie nawyki językowe: wpisz sobie w "znajdź" słowo wręcz i zbadaj frekwencję. A potem bez badania sensu jego zastosowania wywal to słowo. Używasz je jako modulanta podkreślającego, wzmacniającego analogicznie do "bardzo": np.
Mara pisze:Drugi, choć wysoki, był przeraźliwie wręcz chudy i zdawałoby się zbyt młody, aby dzierżyć w dłoniach pikę

a ono tak nie funkcjonuje. Poszukaj okoliczności składniowych czy frazeologicznych, kiedy wystąpi ten przysłówek. W powyższym zdaniu jest wręcz śmieszne
a tu już dałaś czadu składniowego:
Mara pisze:Wyglądał wręcz jak zupełne przeciwieństwo rezydencji księżniczki z babcinych opowieści.

Po trzecie - Twoja wyobraźnia nie nadąża za wyobraźnią słów (one też ją mają)

Mara pisze:Dźwięk niszczonej tkaniny odbił się echem od ścian kuchni.Odgłos, który już zawsze miałam utożsamiać z wolnością i aktem młodzieńczego buntu, niosącego ze sobą nutkę niebezpieczeństwa.

Echem ten dźwięk? To próba uplastycznienia zmysłowego baaardzo nieudana, budzi sprzeciw moich zmysłów. Buntuje się i zniszczony cały dramatyzm opisu. Następnie jest składniowo niestety nieporadna filozofia - takie tłumaczenie symboliki, w miejsce jej budowania. Nie nazywaj, przedstwiaj! Akt młodzieńczego buntu - to mnie i zachwyciło i rozbawiło - jest takie... młodzieńcze.

Mara pisze:Pomimo tego nadal nic nie mówił,


Ja bym zastosowała pomimo to.
Mara pisze:Byłam sobą, nie pustą skorupą, zaciskającą zęby w próbie opanowania szalejącego ognia woli życia. Życia, bo wegetacja jest jego marnym substytutem.

To jest fajne. Ale pozatekstowo - fajnie naiwne, fajnie siedemnastoletnie. A z punktu widzenia literackiego składniowa kaszanka, egzaltacja i odlot logiczny w metaforze, błąd gramatyczny.
Mara - wyobraź sobie skorupę zaciskającą zęby, żeby ugasić ogień wegetacji.

Mara pisze:Zapewne pierwszy raz widział kobietę, która nie była tylko twarzą w długiej bezkształtnej sukni zakrywającej dosłownie wszystko. Sądząc po wyrazie twarzy, podobał mu się ten widok.


Namieszałaś z tymi twarzami, wiesz? Jedna twarz była w sukni i druga miała wyraz
Mara pisze:nie ważne


Ważne! Nieważne!

___________________

Widziałam jeszcze takie sekwencje zdań, które nazywa się paralelami, czyli powtarzające konstrukcje, ale zgubiłam... Potem może...

Ogólnie
Mara - masz "cosia", pracuj poważnie z językiem.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Mara
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 08 wrz 2012, 14:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Mara » pn 08 paź 2012, 00:45

Opwiadanie miało mi pomóc wrócić do pisania. Najpierw pojawił się pomysł irytującej głównej bohaterki. a dopiero potem dopasowywałam wszystko inne. Nad niektórymi z tych zdań zastanawiałam się wiele czasu. Udziwniałam i udziwniałam, aż w końcu sama się gubiłam w własnym przekazie. Języ, jest mieszaną urzywanego przeze mnie w tekstach i (myślałam) pasującego do bohaterki. Idea ogólna : miałam sobie tą pracą pomóc. Jeszcze raz dziękuję, ale dzisiaj więcej z siebie nie wycisnę. Rano przeanalizuję wszystko dokładniej.


Hej, ja przed tobą się rozbieram
Zrzucam zmięte, brudne myśli...
Bez znieczulenia

Awatar użytkownika
anowi
Dusza pisarza
Posty: 452
Rejestracja: pt 05 paź 2012, 22:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: anowi » pn 08 paź 2012, 14:12

Mara pisze:Dziękuję, za tak dokładną weryfikacje :) . Teraz widzę przecinki i to nieszczęsne "ł". Sama mam ochotę sobie nakopać. Ten "naparek" to chyba zbyt udziwniłam, nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa. Chodziło mi o zdrobnienie od "napar". Istnieje takie? Błędy jak najszybciej poprawię. Nad zdaniem z ignorancją głowiłam się wiele czasu i nic tego widać nie wyszło dobrego. I dziękuję też za słowa uznania, i to dotyczące prawie-opisu :) (Nie spodziewałam się)

W życiu o naparku nie słyszałam, a jeśli już ja o czymś nie słyszałam, to to musi nie istnieć. Wścibska jestem, no!;)



Awatar użytkownika
Odalla
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: pt 05 paź 2012, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Odalla » pn 08 paź 2012, 14:32

To czas na mnie. Nie jestem recenzentem światowej klasy, ale sama piszę. Wiele słów na temat swej twórczości już słyszałam i postanowiłam sama się wypowiadać na temat innych utworów.

Zacznę ogólnikowo. Moje pierwsze wrażenie. Pomysł mi się podoba. Mamy bunt nastolatki, która postanawia uciec z domu. Robi to w sposób spektakularny. W trakcie jak idzie dumnie w stronę bramy można wyłapać pewien smaczek - kobiety nie mają praw ani przywilejów. Tak można wywnioskować czytając opis, który mówi o kobietach odwracających wzrok. Dowiadujemy się również, że jest ich na ulicach niewiele.
Kolejna rzecz - dozujesz nam informacje o bohaterce. Nie walisz wielkiego kloca opisu, kim jest, skąd pochodzi. Tego dowiadujemy się im więcej czytamy. Plus dla ciebie.

Nie będę cytować tych błędów, które zauważyli inni użytkownicy forum. Jednak popieram ich, że czasami przesadzasz z kombinowaniem w zdaniach. Chcesz napisać fantazyjnie używając metafor i porównań, że czasami wychodzi ci masło maślane. Popracuj nad budowaniem prostych zdań. Nie przesadzaj z metaforami. Nie raz najprostsze jest lepsze od wymyślnego.

" Przy odrobinie szczęścia mógłby udawać, że nos zaczerwieniony ma przez katar, ale bijący od niego zapach wyraźnie wskazywał, co jest tego przyczyną." -> Może w tym przypadku się czepiam, ale zawsze powtarzam, że należy pisać tak, jakby się tłumaczyło coś osobie obcej nacji. Tym bijącym od niego zapachem wcale nie musiał być alkohol, może gość lubi sok marchewkowy. Zakładasz, że czytelnik się domyśli co wypił, ale wcale tak nie musi być.

Tyle z mojej strony. Zachęcam do dalszego pisania. Potencjał jest, pomysł też. Wystarczy popracować tylko nad pisownią.



Awatar użytkownika
Mara
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 08 wrz 2012, 14:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Mara » pn 08 paź 2012, 15:14

Zadnie domowe z wręcz odrobiłam, nie wiem skąd ten nawyk. Plastyczny opis jest czymś, na co zawsze narzekam, że nie umiem, że nie napiszę. Jednak ostatnio zauważyłam, że moi bohaterowie ciągle na coś patrzą/ spoglądają/ dostrzegają... więc próbuję nad tym pracować.Teraz będę pracować jeszcze więcej. Zacytowane fragmenty dopisywałam, gdy już większość tekstu miałam gotowe, ale czegoś mi brakowało. Próbowałam na siłę, jakby zmienić kontekst. Dziękuję za ten potencjał, to i tak więcej niż się spodziewałam :)


Może w tym przypadku się czepiam, ale zawsze powtarzam, że należy pisać tak, jakby się tłumaczyło coś osobie obcej nacji. Tym bijącym od niego zapachem wcale nie musiał być alkohol, może gość lubi sok marchewkowy. Zakładasz, że czytelnik się domyśli co wypił, ale wcale tak nie musi być.


Twoja wypowiedź przypomniała mi te wszystkie sytuacje, kiedy ktoś prosił mnie o "wytłumaczenie czegoś jaśniej". Zazwyczaj wtedy osoba, która znała mnie lepiej krzyczała "NIE!" :) . Dziękuję za wszystkie uwagi.


Hej, ja przed tobą się rozbieram
Zrzucam zmięte, brudne myśli...
Bez znieczulenia

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pn 08 paź 2012, 16:56

Historia podoba mi się bardzo. Bohaterka próbuje umknąć z miasta, spod skrzydeł tatusia, którego nie znosi. Mierzi ją. On i prawa, jakie obowiązują wokół. Niby już było, niby wiadomo, że dostanie po tyłku, zanim coś z niej wyrośnie, ale napisałaś to tak, że czytałam z zainteresowaniem, mimo że zgrzyta, syczy i wali się od czasu do czasu.

Ingryda może być wspaniałą opowieścią! Może być, jeśli dasz jej szansę. :) Powyżej wypisano już tak wiele błędów, że nie wiem, co by tu jeszcze...
Może to:
Mara pisze: Nie uciekałam, nie wymykałam się ukradkiem. Odchodziłam z wysoko podniesioną głową, tak jak zawsze chciałam.

Jak ta deklaracja ma się do cd, kiedy bohaterka wpada w kłopoty, bo nie ma prawa wyjść z miasta. Próbuje się wymknąć. Trochę to się wyklucza.

Mara pisze: Dźwięk niszczonej tkaniny odbił się echem od ścian kuchni. Odgłos, który już zawsze miałam utożsamiać z wolnością i aktem młodzieńczego buntu, niosącego ze sobą nutkę niebezpieczeństwa.

Nie wiem czy dźwięk rozcinanego, dartego materiału może się odbić echem od ścian kuchni. Chyba przedobrzyłaś.
Ma siedemnaście lat. Buntuje się przeciwko ojcu i nazywa to aktem młodzieńczego buntu? Nie sądzę.

Mara pisze: Trzasnęłam drzwiami z siłą, miałam nadzieje wystarczającą, by ten apodyktyczny głupiec oblał się tym swoim naparkiem, który popijał z taką lubością.


Miałam nadzieję, że walnęłam drzwiami wystarczająco mocno, by …
Kwestia naparku - dla mnie to słowo zostało użyte ironiczne. Fakt, zbudowane jest jak zdrobnienie, ale nie ma takiego znaczenia w tym miejscu. Inga jest wściekła, źle myśli o ojcu, mierzi ją ta herbatka. Stara się być złośliwa, lekceważąca. Naparek pasuje.

Mara pisze:. Nie było to przyjemne skojarzenie zważywszy, że ów ten miał w zwyczaju paradować w towarzystwie pupilków-Ożywieńców.

Albo ów, albo ten.
pupilków-Ożywieńców - Półpauza używana w funkcji myślnika ma po bokach spacje, czyli pupilków - Ożywieńców.

Mara pisze: Euforia spowodowana uzyskaniem wolności odrzucała wszelaką możliwość powrotu do mojego codziennego wisielczego humoru.

Czy euforia może coś odrzucać? Nie. Bohaterka była w stanie euforii i z powodu tego uczucia coś odrzucała. Ona odrzucała, nie jej euforia.

Mara pisze: Właśnie stawiałam stopę za granicami murów,

za granicami - l.mn.? Ile mur ma granic? I czy w ogóle ma?
za granicami murów = za murem;

Mara pisze: Wiedziałam, że nie mogę teraz zawrócić, wzbudziłabym podejrzenia. Nie przerywając marszu, starałam się przemknąć niezauważona.

Trochę to niespójne. Przecięła spódnicę, widać jej nogi, ma solidny dekolt, odsłoniła ramiona, rozpuściła włosy! Na szarym tle ulicy jest jak wykrzyknik i myśli, że przemknie niezauważona?

Mara pisze: - Niech się pani zatrzyma!

Pani? Niech się? - bardzo ten strażnik zaskoczony. Powinien wrzasnąć „Stój! Dokąd to?!” Uważam, że ten zwrot jest zbyt delikatny.

[quote=”Mara”] że nos zaczerwieniony ma przez katar,[/quote]
Że nas ma czerwony od kataru.

Mara pisze: Nie wiem czy wynikało to z ignorancji, czy z roztrzepania, ale informacji, przez każdego przypominanych sobie nawet nieświadomie w mojej głowie szukać na próżno.

Pierwsze wrażenie: O co chodzi? Pomieszanie z poplątaniem. :(
Po dwukrotnym poczytaniu pojęłam. :) Ułatwiłabyś mi zadanie wstawiając po nieświadomie przecinek. Poza tym zastanów się, jak prościej, przystępniej wyrazić treść w drugiej części zdania. A może z jednego skomplikowanego, zrobić dwa?
Próba:
Zapominałam wiele ważnych informacji, które inni przypominali sobie całkiem nieświadomie. Nie wiem czy wynikało to z ignorancji, czy roztrzepania, ale tak właśnie było.

Mara pisze:Miałam nadzieję, że wiedza, kto jest moim rozporządcą, zmiękczy trochę ich protesty.

Ciekawe słowo utworzyłaś. rozporządca to ktoś, kto czymś rozporządza. Jeśli wziąć pod uwagę, że tym kimś jest młoda dziewczyna... Tak wyszło, czy utworzyłaś je specjalnie?

Jak mówiłam. Pomysł masz. Bohaterkę też. Pozostaje ci najgorsza część roboty - napisz jej losy tak, by słowa ją niosły, nie uziemiały.

Powodzenia.

Wrzuć cd losów Ingi. Jestem ciekawa, co ją spotka w pałacu.
Ostatnio zmieniony pn 08 paź 2012, 17:47 przez dorapa, łącznie zmieniany 1 raz.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Mara
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 08 wrz 2012, 14:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Mara » pn 08 paź 2012, 17:23

Tak, tak błędów nigdy za wiele :). Gdy pisałam o odchodzeniu z podniesioną głową, miałam na myśli opuszczenie domu. Bohaterka w zamyśle nie miała żadnego planu co zrobi, gdy już uwolni się od ojca. Przeinaczę zdania, aby było bardziej zrozumiale. Ten nieszczęsny młodzieńczy bunt... Wtrąciłam ten "opis" tak jakby z przyszłości, ale widzę, że będę musiała się go pozbyć. Z naparkiem trafiłaś w sedno. Jak to miło, ze ktoś umie wyjaśnić mój własny pomysł :) Z tym rozporządcą było dziwnie. Reakcja na słowo "Tak! Ten wyraz tu świetnie będzie pasować." Gdy Word podkreślił, zaczęłam szukać: w słowniku, w internecie. I nic, nie ma. Jednak uparłam się, że ma być tak, a nie inaczej i wyraz został. Błędy poprawię, ciąg dalszy napiszę i wrzucę, aby dokonano rozkładu na czynniki pierwsze. Dziękuję :)


Hej, ja przed tobą się rozbieram
Zrzucam zmięte, brudne myśli...
Bez znieczulenia

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pn 08 paź 2012, 22:16

Mara pisze:Euforia spowodowana uzyskaniem wolności odrzucała wszelaką możliwość powrotu do mojego codziennego wisielczego humoru.

Euforia odrzucała możliwość powrotu do humoru? O.o Oj, coś tutaj przekombinowałaś.

Mara pisze:Sięgająca drugiego piętra, wykonana z kutego żelaza, była śmiesznie wręcz ciężka, więc nigdy jej nie zamykano. Przynajmniej nie za mojego życia. Właśnie stawiałam stopę za granicami murów, gdy uświadomiłam sobie, o czym zapomniałam.
Dla mnie facepalm... Ja rozumiem, że ona nie ma planu, ale zapomnieć, że przy bramie są strażnicy... Ech, nie, po prostu nie ma opcji, żeby to dla mnie zabrzmiało wiarygodnie. No chyba że uznamy, że bohaterka jest trochę głupawa...

Mara pisze:- Ma pani zezwolenie na opuszczenie miasta? - gdy otworzył usta woń alkoholu mocno się nasiliła.

- Niech się pani zatrzyma!
To zwracanie się przez "pani" jakoś mi ogólnie nie gra... Nie brzmi.

Mara pisze:- Może i nie, ale ten strój to już pewnikiem- Strażnik niewątpliwie nie był zanadto rozgarnięty, jednak teraz na pewno nie uda mi się tak łatwo wykaraskać.
Niezbyt ładna ta wstawka z przeskokiem na czas teraźniejszy.
Zresztą nie wiem, skąd wniosek, że gość nierozgarnięty, a tym bardziej skąd jej się wzięło to "jednak". Już chyba od dłuższej chwili widać, że tak łatwo przez tą bramę nie przejdzie.

- Ależ oczywiście. Jakże Pani wspaniałomyślna. Czym prędzej eskortuję Panią
za bramę i…
Jak się wymawia wielką literę? ;]

Zjadasz polskie znaki i literkę "ł" (Derok stanął, nie staną!) itd. Większość innych błędów już Ci wskazano - nie chcę się powtarzać.

Mimo pewnych problemów językowych fragment nie czytał się źle. Niemniej tekst nie porwał mnie specjalnie. Może to kwestia bohaterki - z jednej strony fajnie opowiada (to plus), ale z drugiej, to ja chyba nie lubię głupawych bohaterów... A laska na razie zdołała zapomnieć o straży przy bramach i z jakiś powodów zaczęła się szarpać ze strażnikami (żeby ją ten młody obmacał?). Wierzę, że to takie celowe "roztrzepanie", ale mnie po prostu takie postaci drażnią (no może bywają wyjątki, ale na razie przynajmniej nie tutaj). Ot, kwestia gustu i tyle.
Plus jeszcze za dawkowanie informacji, stopniowe budowanie i bohaterki i otoczenia. Od razu coś się dzieje, a nie dostajemy wykładu o uciśnionych kobietach w tym czy tamtym państwie.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Mara
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 08 wrz 2012, 14:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Mara » pn 08 paź 2012, 23:41

Bohaterka jest irytującym tworem mojej wyobraźni, więc na potrzeby fabuły, można tę postać uznać za głupawą. Choć ja ją raczej określam nadgorliwą emancypantką. Wszystkie wytknięte błędy poprawiłam, a jak minie trochę czasu poprawię jeszcze raz. Opowiadanie czeka na ciąg dalszy, gdzie Inga ma zamiar odrobinkę zmądrzeć :) Za wszystkie weryfikacje jeszcze raz dziękuję. Trzeba się wziąć do pracy, oj trzeba.


Hej, ja przed tobą się rozbieram
Zrzucam zmięte, brudne myśli...
Bez znieczulenia


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości