Niemy Śpiewak [?]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
misha
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: ndz 17 sty 2010, 18:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: to pytanie?
Płeć: Kobieta

Niemy Śpiewak [?]

Postautor: misha » wt 24 lip 2012, 22:45

Wrzucam, bo jestem ciekawa opinii osób nie powiązanych z jeździectwem i znających się na pisaniu. Do tej pory tekst czytali miłośnicy koni, ale interesuje mnie, jak zostanie on odebrany przez innych. Na razie tekst jest pisany na blogu, więc ma formę niezbyt długich wpisów.
___________________________

Prolog.

WWWCisza. Stoję w stajni zupełnie sam, a z zewnątrz dochodzą mnie głosy tętniącego życiem podwórka. Moje uszy wychwytują rżenie i parskanie dobiegające z padoku, ale nie są ważne. Wpatruję się w drzwi stajni, stojąc w boksie.
WWWZupełnie sam.
WWWKażdy mięsień mojego ciała jest napięty do granic możliwości, głowa podniesiona wysoko, oczy czujnie i niespokojnie utkwione w jednym punkcie.
Przez zabrudzoną, matową szybkę wpadają promyki słońca i rozpoczynają finezyjny taniec w karej sierści. Grają w kroplach potu, którymi zroszona jest moja szyja.
Staram się nie oddychać, tak bardzo jestem przejęty. Tylko stoję i patrzę, nieświadomy upływającego czasu, jakby on - czas właśnie - nie był teraz obecny, istniał, ale zupełnie gdzieś indziej, w równoległej rzeczywistości.
WWWPrawda jest taka, że trwam tak drugi dzień.
WWWNie czuję ani głodu, ani bólu mięśni, ani znużenia. Co jakiś czas chrapy rozszerzają się pod wpływem szybko wypuszczanego powietrza i zwężają, kiedy łapczywie biorę oddech, jakby ta porcja powietrza była ostatnią przeznaczoną dla moich płuc.
WWWNie ma nikogo, a konie nie wracają na noc do stajni. Ludzie rozmawiają normalnie, ale przechodząc obok budynku, ściszają głosy. Dlaczego?
WWWNie poruszam się. Czuję, że jeśli nie zmienię pozycji, moje ciało zacznie drżeć ze zmęczenia, więc raczej mimowolnie niż świadomie, co jakiś czas przenoszę ciężar ciała z jednej zadniej nogi na drugą.
*
WWWKata, młoda kobieta w dopasowanych, beżowych bryczesach i zniszczonych, czarnych butach z wysoką cholewką, wiezie słomę do stajni obok. Mija właścicielkę gospodarstwa. Zatrzymuje się, a jej życzliwa i sympatyczna zwykle twarz poważnieje.
WWW - Trzeba mu dać przynajmniej coś do picia - mówi, mimowolnie ściszając głos, spoglądając w stronę stajni, w której stał kary ogier.
WWWKata pracowała w stajni od niedawna, była sumienna i prawidłowo odnosiła się do koni, ale nie można było jej nazwać miłośniczką tych zwierząt. Prawdę mówiąc dopiero, kiedy zaczęła pracować w stajni, poznała je tak naprawdę.
WWWNa jej słowa właścicielka stajni energicznie kręci głową, z przestrachem patrząc na nieświadomą dziewczynę.
WWW - Oszalałaś? Kiedy on się dowie...
WWW - Proszę pani, to koń - argumentuje lekko rozbawiona Kata.
WWW - Niemy Śpiewak jest kimś więcej - zapewnia właścicielka stajni. Namyśla się chwilę, po czym poprawia - był.



Wizyta.

WWWDrzwi stajni uchyliły się powoli, niepewnie. Zajrzała przez nie młoda kobieta i dopiero upewniwszy się, że stoję bezruchu zdecydowała się cicho wślizgnąć do środka.
WWWZnałem ją od niedawna, ale tylko z widzenia. Pracowała przy innych koniach. Nazywali ją... ah tak, Kata. Pamiętam, jak rozmawiał z nią mój Człowiek. Właśnie tak się do niej zwracał.
WWWBlondynka wyglądała na zdenerwowaną. Ostrożnie podeszła bliżej, do drzwi mojego boksu. Dopiero, kiedy zobaczyłem przestrach w jej oczach, zdałem sobie sprawę, że drżę cały, a moja szyja jest pokryta potem.
WWWPrzyglądałem się jej, rozczarowany. Sądziłem, że w drzwiach stajni pojawi się Mike, a nie ona. Obserwowałem ją, a ona spoglądała na mnie, jakby się bała. Podeszła do kranu i nalała wody do wiadra. Uchyliła drzwi boksu, nie spuszczając ze mnie wzroku i szybko podsunęła mi wiadro.
WWWByło białe.
WWWNie rozumiałem, co ona robi. Nie rozumiałem, czemu nalewa wody do tego wiadra. Nie lubiłem go. Było wysokie i wąskie, więc kiedy było mniej wody, ciężko było się do niej dostać. Mój człowiek wiedział o tym, więc zawsze dawał czarne wiadro. Mówił, że jest nieporęczne, ale codziennie to je właśnie stawiał przede mną, pełne czystej wody.
WWWSchyliłem się i wypiłem trochę, a później spojrzałem na nią, jakbym pił tylko po to, by sprawić jej przyjemność.
WWW - Śpiewaku - powiedziała cicho i wyciągnęła ostrożnie dłoń w kierunku mojej głowy. Odwróciłem łeb, a ona szybko cofnęła rękę. Źrenice rozszerzyły jej się. Naprawdę się bała.
WWW - Gdybyś tylko wiedział. Wszystko byłoby prostsze. Ale oni boją się teraz ciebie. Myślą, że śmierć Mike'a sprawi, że oszalejesz. Bzdury, prawda? Przecież jesteś koniem, nie potrafisz zrozumieć takich spraw.
WWWMówiła cicho, jakby sama sobie chciała coś wytłumaczyć. Słysząc imię mojego Człowieka zastrzygłem uszami. Kiedy jednak mówiła, jego imię spoczęło niebezpiecznie blisko innego słowa. Śmierć? Miki, jak zdrobniale nazywano mojego Człowieka, mówił mi o tym. Był wtedy smutny. Szeptał, że ktoś odszedł na zawsze, że nigdy nie wróci. Czy słowa Katy oznaczały, że Mike wyjechał bardzo, bardzo daleko i nie będziemy się już mogli spotykać?
WWWBzdura!
WWWZarżałem, a kobieta aż skuliła się, ale widząc, że nie chcę zrobić jej krzywdy, odetchnęła z ulgą. Chciałem ją pocieszyć. Kato, przecież to niemożliwe, żeby Miki wyjechał gdzieś beze mnie! Albo przynajmniej się nie pożegnał. Pewnie wróci niedługo, a ty zupełnie niepotrzebnie się martwisz!
WWWChciałem przekazać jej to, w co sam pragnąłem wierzyć. Przecież to nieobecność mojego Człowieka sprawiła, że byłem tak podenerwowany. Nie było go już od dwóch dni. Dłużej niż kiedykolwiek. Dłużej, niż jest w stanie znieść jedna dusza umieszczona w dwóch ciałach, która jest pełna dopiero wtedy, kiedy ciała przebywają bardzo blisko siebie.
WWWKata nakarmiła mnie. Założyła mi kantar - ten taśmowy, w kratkę, z którego oboje z Mikim śmialiśmy się bardzo. Nie lubiliśmy go. On zawsze wkładał mi kantar upleciony z cienkich sznureczków.
WWWChciała zapiąć uwiąz, ale ktoś ją zawołał. Drgnęła i wyszła ze stajni, zamykając drzwi.
*
WWWPrzed budynkiem czekała właścicielka stajni.
WWW - Jednak tam poszłaś. No cóż, powiedz przynajmniej, jak on się czuje. Pewnie był rozczarowany, kiedy zamiast Mike'a zobaczył ciebie?
Kata westchnęła.
WWW - Nie mów mi, że wiesz, co to rozczarowanie, jeśli nie widziałaś go w oczach tego konia.


O kantarze i strzyżeniu.

WWWMijały dnie. Miki nie pojawiał się, ale czekałem wytrwale. I tęskniłem. Tak dominującej tęsknoty, która ściskała moje serce i zapierała dech, nie odczuwałem jeszcze nigdy.
WWWKata codziennie wypuszczała mnie na padok. Nie wiem dlaczego, ale chciała, żebym zawsze miał na sobie ten taśmowy kantar w kratkę. Dość szybko dałem jej do zrozumienia, że go nie lubię - porwałem go na strzępy przy najbliższej okazji. To zachowanie wcale nie miało na celu dopiec jej, ani sprawić przykrości - gdybym w ogóle pomyślał, że Kacie może być z tego powodu przykro, wolałbym, żeby wszyscy śmiali się ze mnie, a o kantar dbałbym ogromnie. Moje zachowanie było spowodowane czymś innym - taki mieliśmy zwyczaj z Mikim. Kiedy coś się nam nie spodobało - psuliśmy to i już! Wiem, że gdyby to on zobaczył kantar w strzępach, śmiałby się do rozpuku, łapiąc za brzuch. Jego oczy mrużyły się wtedy, usta otwierały i wypływała z nich przepiękna melodia, na dźwięk której rosło mi serce. Uwielbiałem, kiedy się tak śmiał. A śmiał się często, najczęściej ze wszystkich znanych mi ludzi. Myślę, że wspólne spędzanie czasu sprawiało mu tak samo dużą radość jak mi.
WWWPamiętam, jak pewnego dnia narzekał na długie, splątane kosmyki mojej grzywy, wtedy, kiedy jeszcze oboje byliśmy dla siebie nowi.
WWW - Po co ci taka długa grzywa? - udawał, że marudzi i dla żartu pociągnął za pojedyncze pasemko. Prychnąłem i machnąłem łbem, z wesołością w oczach.
WWWMiki objął mój łeb, przytulił do swojej piersi. Schylił głowę i szeptał na ucho, a ja słuchałem uważnie.
WWW - Prawda jest taka, że kiedy biegniesz, wiatr wczepia swoje długie palce w tę grzywę. Nie pozwolimy mu na to. Nie pozwolimy, by nas prześcignął. Skoro on nie chce grać fair, mu też nie będziemy.
WWWWyjął z kieszeni nożyczki i pasmo po paśmie ściął moją długą grzywę.
WWWKare kosmyki spadały tuż obok moich kopyt, a ja czułem się dziwnie, ale nie było mi smutno. Byłem zadowolony, kiedy widziałem Mikiego, jak uśmiechał się szeroko, dumny ze swej pracy. A ja? Miałem króciutkiego "irokeza", jak tę fryzurę zwykł nazywać Mike.
WWWMiał rację. Dzięki temu byliśmy niedoścignięci. Nie mieliśmy już obaw, że moja grzywa wplącze się we wiatr, a on - paskudny wicher - dął nam prosto w oczy i wył ze złości i bezsilności. Przyspieszałem wtedy, rżąc radośnie, a moje kopyta ledwo muskały ziemię. Płynęliśmy w powietrzu. Mike puszczał wodze, rozkładał ręce i wydawał z siebie zwycięski okrzyk. Wtórowałem mu.
WWWGraliśmy wichrowi na nosie.

Księżycowa galopada.

WWWTo dziwne. Nie widzieliśmy się już tyle czasu. Jak długo musiałbym galopować, żeby znaleźć się teraz w tym miejscu, co on? Miki śnił mi się dzisiaj. Ten sen był dokładnie taki, jak jedno z naszych spotkań. A wiedzcie, że nie była to zwykła jazda czy też spacer. Opowiem, jak było, od początku.

WWWSpałem.
WWWDrzwi stajni uchyliły się lekko, konie stojące bliżej wejścia spoglądały ciekawie i pomrukiwały. Mój Człowiek - poznałem go od razu, choć poruszał się ostrożniej, żeby nie zbudzić zwierząt i był zgarbiony - wślizgnął się cicho do środka. Przez uchylone drzwi zaglądał księżyc.
WWWMiki niemal bezszelestnie wszedł do mojego boksu, a ja jak zwykle chciałem powitać go radosnym rżeniem, ale on przytulił mnie i poprosił, żebym był cicho. Jego głos brzmiał poważnie, więc posłuchałem. Ale on przytulał mnie dłużej niż zwykle. Nagle jego ramiona zaczęły drżeć. Mocniej ścisnął moją szyję ramionami. WWWZaniepokojony, że dzieje mu się jakaś krzywda, przestąpiłem z nogi na nogę.
WWW- Pomóż mi, proszę - szeptał gorączkowo w moją grzywę.
WWWNiechętnie odstąpił krok ode mnie, a ja zobaczyłem wtedy, że jego twarz tonie we łzach. Co jakiś czas próbował je ocierać niezdarnie rękawem, ale widząc, że to bezcelowe, zaprzestał. Zauważyłem, że przez łzy prawie nic nie widział. Dłonią przejechał po moim grzbiecie, a ja trąciłem go nosem na pocieszenie. Miki złapał się mojej grzywy i wskoczył na mój grzbiet. Czułem, że drży, jest spięty i zdenerwowany. Ale nie mówił nic, a ja nie pytałem. Miki z mojego grzbietu uchylił drzwi boksu. Nie kłopotał się zakładaniem siodła ani ogłowia, ale ja czułem się zobowiązany zapewnić bezpieczeństwo zrozpaczonemu Człowiekowi, toteż szedłem spokojnie i strzygłem uchem na jego najsubtelniejszy sygnał.
WWWKopyta zastukały na betonowym korytarzu stajni. Znajome pyski wyglądały z boksów ciekawie. Słyszałem, że jego oddech jest nierówny, jego ciałem wciąż wstrząsają spazmy, czułem, jak kurczowo trzyma się mojej grzywy - jakby była to jego ostatnia deska ratunku.
WWWStępa doszliśmy na pole. Gwiazdy nad nami były tak piękne, że przystanęliśmy i patrzyliśmy na nie przez dłuższy czas. Mike położył się na moim grzbiecie i spoglądał w niebo. Ani drgnąłem. W końcu podniósł się z westchnieniem i szturchnął piętami moje boku. Zwróciłem uszy w jego stronę, zdziwiony, niepewny, czy akurat teraz Miki wytrzyma szalony galop. Kiedy jednak ponowił prośbę, ruszyłem. Biegłem przed siebie, a on trzymał się mojej grzywy i łkał. Nie patrzył, dokąd pędzimy, a ja nigdy nie czułem się bardziej odpowiedzialny za jego los, niż w tej chwili. Pamiętam, że galopowaliśmy długo, na wprost jasnej tarczy księżyca, jakbyśmy zaraz mieli wybić się i skoczyć wprost na niego! Chciałem zarżeć radośnie - licz foule, Miki! Bierzemy tę przeszkodę!
WWWNagle jego ciało rozluźniło się. Nie był już taki spięty, ucisk jego łydek zelżał. Nie podążał za moim ruchem, tylko podskakiwał na karym grzbiecie i zaczął zsuwać się na bok. Zwolniłem, próbując tak manewrować ciałem, żeby odzyskał równowagę. Stopniowo przeszedłem do stępa, a on opadł na moją szyję. Odruchowo podniosłem łeb, żeby nie spadł, a jego ręce swobodnie opadły po obu stronach mojej szyi. Zrozumiałem, że... zasnął. Szedłem, przeczuwając, że gdyby kołyszący chód ustał, Mike by się obudził. Powoli wracałem do stajni, ostrożnie stawiając nogi. W chłodzie nocy moje rozgrzane boki parowały.
WWWWszedłem cicho do boksu. Zauważyłem, że staram się oddychać jak najciszej, żeby go nie obudzić.
WWWTeraz czekało mnie najtrudniejsze. Musiałem spróbować się położyć. Nigdy wcześniej nie wykonywałem sekwencji ruchów tak powoli i ostrożnie, ale w końcu udało się. Kiedy dotknąłem podłoża, Mike zsunął się, ale jego ręka nadal obejmowała moją szyję. Głowa mężczyzny opadła na moją łopatkę. Leżał tuż przy moim brzuchu. Delikatnie położyłem łeb na jego nogach. Nie zmrużyłem oka do rana, w razie, gdyby wielki smutek obudził go.

WWWSama myśl o tym, co mogło przestraszyć tak odważnego człowieka, przerażała mnie. Mike był tak dzielny, jak mało kto. Szeleszczące płachty, kolorowe przedmioty czy nowe rzeczy nie robiły na nim wrażenia. Co musiało się stać strasznego, żeby do tego stopnia pogrążył się w rozpaczy?
WWWMyślę, że to w tamtych dniach poznałem definicję śmierci. Ktoś, kogo on znał i kochał, tłumaczyłem sobie i innym koniom, wyjechał. Wyjechał tak daleko, że Mike'owi nie starczyłoby siły, by galopować tak długo, ażby tam dotarł. Dlatego płakał. Z bezsilności. Kląłem na rumaka, którego dosiadał udający się w podróż bliski Mikiego. Wyobrażałem sobie stalowe mięśnie tego wierzchowca. Jak wiele kilometrów pokonał, z każdym uderzeniem swoich kopyt zwiększając smutek Mike'a?
Ostatnio zmieniony pt 07 wrz 2012, 23:44 przez misha, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 24 lip 2012, 23:50

Podobała mi się ta opowieść, jego zamysł - idea, metafora. Opowieść wciąga, chcesz poznać jej sens, czekasz na następny obraz, na ten najważniejszy.

Mam zastrzeżenia do kompozycji i jasności opowieści. Tu gdzieś zgubiona została kontrola - najbardziej niespójny jest koń jako bohater - w nim nic się nie dzieje... Pomimo zakończenia stanowiącego opis dojścia do jakiejś prawdy uniwersalnej - w bohaterze nie ma narastania tej wiedzy.

To naprawdę świetny materiał na dobre, nietuzinkowe opowiadanie. Ale wymaga pracy - redakcji i chyba refleksji autorskiej.

1. Koń jak na konia jest za mało zmysłowy, za mało skupiony na zmysłowych bodźcach. W narracji odwołałabym się do wrażeń słuchowych, dotykowych, wzrokowych - poprzez nie - zamiast nazywanie słowami stanów emocjonalnych - ukazywała kolejne fazy refleksji.
2. Nie rozumiem roli Katy.
3. Zastanowiłabym się nad układem obrazów; koń stoi w boksie, potem jest wypuszczany na padok (Imo - niepotrzebnie - znaczy, dla konia potrzebnie, w dramaturgii nie wiem po co), potem dwa obrazy galopu, jeden po drugim. Tu jest pole manewru... można spróbować nadać konstrukcje klamrową - dwa galopy (na przykład).

Porównam to do treningu jeździeckiego - zachować na przykład jego rytm i porządek: przygotowanie do jazdy... rozruch...galop... rozstępowanie, powrót. Koń zna ten porządek. I tu powstałoby zaburzenie - resztę, końcówkę musi wykonać sam, bez pomocy jeźdźca... z miłości do niego. Bo coś się stało, coś co koń odczuje każdym nerwem.
Warto też wykorzystać wiedzę (a na pewno ja masz wielką) o naturze konia - to zwierzę, które ucieka - i tu na przykład ten padok, to zamknięcie. Zobacz - koń spokojnie przeskoczyłby barierkę, czemu nie przeskakuje? To dziwna metafora mogłaby być - człowiek żyje jak ten koń na padoku - ale... Tak kombinuję. To tylko sugestie.

Językowo też sporo do roboty. Na razie pomijam


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » śr 25 lip 2012, 01:24

Moje uszy wychwytują rżenie i parskanie dobiegające z padoku, ale nie są ważne

Że uszy nie są ważne?
Wpatruję się w drzwi stajni, stojąc w boksie

To, że stoi w boksie lepiej wpleść gdzieś wcześniej, bo do tego zdania nie pasuje ta przypinka.
i rozpoczynają finezyjny taniec w karej sierści. Grają w kroplach potu, którymi zroszona jest moja szyja.

Już tutaj wiadomo kim jest bohater. Postaraj się przesunąć ten element zaskoczenia na później.
Tylko stoję i patrzę, nieświadomy upływającego czasu, jakby on - czas właśnie - nie był teraz obecny, istniał, ale zupełnie gdzieś indziej, w równoległej rzeczywistości.

Namotałaś z tym zdaniem. Ja proponowałbym prostotę: Tylko stoję i patrzę, nieświadomy upływającego czasu, jakby nie był teraz obecny, istniał, ale w równoległej rzeczywistości
Może nie mogę wejść w psychikę parzystokopytnych, ale raczej na ruchach chrap bym się nie skupiał. Na wdychanym i wydychanym powietrzu tak, ale na ruchu: trzeba by wiedzieć, czy koń w ogóle je widzi.
beżowych bryczesach i zniszczonych, czarnych butach z wysoką cholewką, wiezie słomę do stajni obok

Tutaj bardziej pasowałaby jakaś nazwa własna butów. Skoro bryczesy mogą być w swojej nazwie to i buty niech nie będą tylko opisowe.
że stoję bezruchu

Zgubiłaś "w".
Znałem ją od niedawna, ale tylko z widzenia

Żeby podkreślić jak mało o niej wie, można napisać "i to tylko z widzenia"/"na dodatek tylko z widzenia" i różne inne wariacje na ten temat.
Przyglądałem się jej, rozczarowany. Sądziłem, że w drzwiach stajni pojawi się Mike, a nie ona. Obserwowałem , a ona spoglądała na mnie, jakby się bała. Podeszła do kranu i nalała wody do wiadra. Uchyliła drzwi boksu, nie spuszczając ze mnie wzroku i szybko podsunęła mi wiadro

Trochu za dużo tego;) A później zaimków też nie oszczędzasz i sypiesz nimi na potęgę.
ale codziennie to je właśnie stawiał przede mną, pełne czystej wody

Coś tu nie pasuje. Ta woda z końca powinna gdzieś przewędrować.
Źrenice rozszerzyły jej się. Naprawdę się bała.

Jej źrenice się rozszerzyły - naprawdę się bała - Jeśli masz takie króciutkie zdania, to sprawdzaj, czy nie da się ich w jakiś sensowny sposób połączyć.
Ale oni boją się teraz ciebie

Ale oni się teraz ciebie boją. Przeczytaj tekst i spróbuj wyłapać takie zdania, bo są nienaturalne, przez co wytrącają czytelnika z rytmu czytania.
Zarżałem, a kobieta aż skuliła się

aż się skuliła - "się" nie jest przyspawane w zdaniu: umieść je tak, żeby całość brzmiała naturalnie.
Kato, przecież to niemożliwe, żeby Miki wyjechał gdzieś beze mnie! Albo przynajmniej się nie pożegnał.

Przeczytaj te zdania: co nie pasuje? Podpowiem, że większość tego co złe nie jest w zdaniu, pierwszym.
Dłużej, niż jest w stanie znieść jedna dusza umieszczona w dwóch ciałach, która jest pełna dopiero wtedy, kiedy ciała przebywają bardzo blisko siebie

Nie bój się używać kropki, bo inaczej wyjdą ci takie rozciągnięte ciapągi.
Dodatkowo(podkreślone): ostatnim podmiotem przed przecinkiem były ciała, więc o nich powinnaś pisać po przecinku, a Ty kontynuujesz o duszy.
Kata nakarmiła mnie. Założyła mi kantar

Sześć wyrazów z czego dwa to zaimki, a jeden to imię. Trochę kiszka.
Kata nakarmiła mnie i założyła kantar
Tak dominującej tęsknoty, która ściskała moje serce i zapierała dech

Tutaj pasowałoby powtórzenie: tęsknoty... tęsknoty która ściskała moje
porwałem go na strzępy przy najbliższej okazji

"przy najbliższej okazji" raczej odnosi się do przyszłości, a tę czynność już wykonał, więc coś innego.
Pamiętam, jak pewnego dnia narzekał na długie, splątane kosmyki mojej grzywy, wtedy, kiedy jeszcze oboje byliśmy dla siebie nowi.

Pamiętam, jak pewnego dnia narzekał na długie, splątane kosmyki mojej grzywy. Wtedy jeszcze byliśmy dla siebie nowi.
Czasami warto postawić kropkę, żeby nie musieć kombinować(a połączenie "wtedy, kiedy" nie jest ładne - przynajmniej dla mnie. A ja jestem grymaśny;P). A "oboje" nie jest potrzebne, bo w tekście nie było wcześniej mowy o nikim innym, kto mógłby być nowy.
Kare kosmyki spadały tuż obok moich kopyt, a ja czułem się dziwnie,(.) ale nie było mi smutno

Kiedy czytasz tekst na głos, to sprawdzaj, czy w pewnym momencie nie pasowałaby dłuższa przerwa niż tylko przecinek.
że moja grzywa wplącze się we wiatr

Raczej wiatr w grzywę: to palce wiatru miały się wczepiać.
Miki niemal bezszelestnie wszedł do mojego boksu, a ja jak zwykle chciałem powitać go radosnym rżeniem, ale on przytulił mnie i poprosił, żebym był cicho.

Znowu straszliwie rozciągnięte zdanie.
że jego twarz tonie we łzach

A może bardziej dać się zabawić czytelnikowi w odkrywanie znaczenia słów konia? Niech nie zna wszystkich "ludzkich słów": niektóre usłyszał, ale niektóre interpretuje po swojemu. Nie wie co to łzy, dlatego opisuje coś, co widzi pierwszy raz.
Znajome pyski wyglądały z boksów ciekawie. Słyszałem, że jego oddech jest nierówny

Znów pomieszany podmiot: wychodzi na to, że oddech pysków wyglądających z boksów był nierówny.
w razie, gdyby wielki smutek obudził go

Mistrz Yoda powraca;)

Pierwsze z czym musisz zawalczyć to pałętające się pod nogami zaimki. Staraj się używać jak najmniej jej/niej/mojego/jego/...
Kolejna sprawa to budowa zdań. Żeby nie mieszać zbytnio ujmę to tak: lepiej napisać dwa poprawne, krótsze zdania, niż jedno złożone, w którym gubi się sens.
Teraz do fabuły:
Jeźdźcem nie jestem, ale cośtam o koniach słyszałem... I tak chyba mogłaby powiedzieć większość ludzi. Co w związku z tym? Ano to, że wcielenie się w konia jest czymś nowym(przynajmniej ja wcześniej nie widziałem narratora-konia), a powiew świeżości zawsze jest plusem dla tekstu. Brakuje mi jednak odbierania świata bardziej jako koń: bardzo ładnie opisane jest jego pojmowanie śmierci, dlatego pytam, dlaczego nie znaleźć miejsca dla innych "przyziemnych" spraw. No i zdecydowanie brakowało mi oddziaływania zmysłów węchu(tego zwłaszcza) i słuchu. Zwierzęta polegają na tych zmysłach, a człowiek coraz częściej ignoruje bodźce, które do niego docierają tymi drogami. Niech koń wącha i czuje!
W ogólnym rozrachunku wychodzi tak: interesująca treść jest niestety przysłonięta brzydką formą. Jednak wystarczy trochę posiedzieć, wprowadzić poprawki(i jeszcze jedne, tak dla pewności), a tekst z miejsca zyska kilka punktów;)

PS. Natasza: 666postów. Piknie to wygląda;)
Ostatnio zmieniony śr 25 lip 2012, 01:53 przez Zaqr, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » śr 25 lip 2012, 01:28

Apage!
Konie (apokalipsy) są nieparzystokopytne (liczymy pazurki, nie nóżki ;) )


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » śr 25 lip 2012, 01:31

Ooo, to jednak nie wiem nic o koniach. ;)



Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1129
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Filip » śr 25 lip 2012, 10:59

Dobra, na początek prywata: nie lubię narracji pierwszoosobowej w wykonaniu chomiczków, kotków, jeżyków, koni itd. Nie lubię i już, nic na to nie poradzę. Piszę to, żeby wytłumaczyć, dlaczego Twoje opko podobało mi się tylko trochę, a nie bardzo:).

Jak dla mnie, to ta narracja pierwszoosobowa jest zupełnie niepotrzebna - znasz/lubisz/... te zwierzaki, więc łatwiej by ci było opisywać je z punktu widzenia obserwatora. Obserwować i opowiadać o nich, zaciekawiać czytacza. Jest chyba w archiwum WM fragment opowiadania śp J. Reutera, opisujący podobne klimaty - jeżeli masz ochotę, to poszukaj i przeczytaj (z tym, że tam autor skupiał opowieść na ludziach).

Lubię w tekstach wyłapywać pojedyncze zdania, które bardzo mi się podobają - czasami tak bardzo, że kradnę je dla siebie. U Ciebie też jest takie:
misha pisze:Jak długo musiałbym galopować, żeby znaleźć się teraz w tym miejscu, co on

To zdanie jest świetne, niesie całe opowiadanie. Ładnie opisujesz relacje ludzi i koni - zależności, uczucia. Te szepty, przytulenia, małe szczególiki (kantar, wiadro), są b. fajne - tworzą klimat. No dobra, podobało mi się bardzo.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » śr 25 lip 2012, 11:08

misha pisze:moja grzywa wplącze się w wiatr


To też kapitalna metafora - odwrócenie banalnego frazesu... Piękne!

(poprawiłam tylko we wiatr ma w wiatr)


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » sob 28 lip 2012, 14:02

Wpatruję się w drzwi stajni, stojąc w boksie.
WWWZupełnie sam.
WWWKażdy mięsień mojego ciała jest napięty (...)


Radziłbym nie wyróżniać "Zupełnie sam" oddzielnym akapitem. Myślę, że równie dobrze, a nawet lepiej, sprawdzi się na końcu poprzedniego akapitu.

oczy (...) niespokojnie utkwione w jednym punkcie.


Trudno mi to sobie wizualizować. Skoro są utkwione w jednym punkcie, to w jaki sposób odzwierciedla się ich niespokojność?

Grają w kroplach potu, którymi zroszona jest moja szyja.


Oooo! Dobre! :)

(...) szybko wypuszczanego powietrza i zwężają, kiedy łapczywie biorę oddech, jakby ta porcja powietrza była


Brzydkie powtórzenie.

(...) mówi, mimowolnie ściszając głos, spoglądając w stronę stajni, w której stał kary ogier.


Pomieszałaś czasy. Poza tym dwa imiesłowy obok siebie brzmią dosyć nieporadnie. Może: mówi, mimowolnie ściszając głos. Spogląda w stronę stajni, w której stoi kary ogier. Albo chociaż "i" zamiast przecinka, który te imiesłowy oddziela.

Kata pracowała w stajni od niedawna, była sumienna i prawidłowo odnosiła się do koni, ale nie można było jej nazwać miłośniczką tych zwierząt. Prawdę mówiąc dopiero, kiedy zaczęła pracować w stajni, poznała je tak naprawdę.


Wywaliłbym albo przerobił ten akapit. "Tych zwierząt" i "je" brzmi niezgrabnie. Poza tym owy akapit retarduje akcję, to dosyć niespodziewany potok wyjaśnień od narratora.

stoję bezruchu


Albo W bezruchu, albo bez ruchu. :)

(...) nie spuszczając ze mnie wzroku i szybko podsunęła mi wiadro.


"Mi" wywal, niepotrzebne.

Źrenice rozszerzyły jej się.


Brzydki szyk. "Rozszerzyły się jej źrenice".

(...) ale on przytulił mnie i poprosił, żebym był cicho. Jego głos brzmiał poważnie, więc posłuchałem. Ale on przytulał mnie dłużej niż zwykle.


Brzydkie powtórzenie.

Mocniej ścisnął moją szyję ramionami.


To nie jest potrzebne. Wiemy, że go przytulał, więc wystarczy napisać "Wzmocnił uścisk". Estetyczniej.

Niechętnie odstąpił krok ode mnie (...)


Za dużo w tym tekście tego "mnie", tutaj np. spokojnie możesz napisać "Niechętnie odstąpił krok". Wiadomo od kogo.

Dłonią przejechał po moim grzbiecie, a ja trąciłem go nosem na pocieszenie. Miki złapał się mojej grzywy i wskoczył na mój grzbiet.


I znowu: wiadomo czyj grzbiet i wiadomo, czyja grzywa. I jeszcze brzydkie powtórzenie "grzbietu".

Ale nie mówił nic (...)


Szyk: Ale nic nie mówił...

ale ja czułem


Niepotrzebne "ja".

Znajome pyski wyglądały z boksów ciekawie.


Dziwne zdanie. Ciekawie wyglądały z boksów? A nie zaciekawione?

Słyszałem, że jego oddech jest nierówny, jego ciałem wciąż wstrząsają spazmy, czułem, jak kurczowo trzyma się mojej grzywy - jakby była to jego ostatnia deska ratunku.


Brzydkie. Drugie i trzecie "jego" można bez lęku wywalić, wiadomo, co jest grane.

Nagle jego ciało rozluźniło się. Nie był już taki spięty, ucisk jego łydek zelżał.


Znowu: wywal drugie "jego".

(...) w razie, gdyby wielki smutek obudził go.


Szyk: go obudził

Szeleszczące płachty, kolorowe przedmioty czy nowe rzeczy nie robiły na nim wrażenia.


Bardzo ładne. :)

Podobało mi się. Masz bardzo fajny pomysł z tą narracją od-konia, ale - jak zauważyli poprzednicy - musisz też ten pomysł oszlifować. Najlepsze było rozumienie śmierci, wyobrażanie sobie tego rumaka, który zabrał bliską osobę i to zdanie, co je zacytowałem: o kolorowych, nowych rzeczach i płachtach. :) Potrzebujesz więcej takich elementów; wykorzystaj maksimum swojej wiedzy, by pierwszoosobową narrację odkoniową jak najmocniej zindywidualizować. Czytając to, chcę naprawdę stawać się koniem. :) Przed Tobą duże wyzwanie, ale myślę, że gra jest warta świeczki.

Bardzo dobre jest również to, że prawdy o narratorze dowiadujemy się dopiero po kilku zdaniach. Mocno się zdziwiłem, to było całkiem elektryzujące. Plus!

Fabuła póki co również ciekawie się rozwijała. We fragmencie trudno zrozumieć rolę Katii (Kati?), ale domyślam się, że potem staje się coraz istotniejsza. Jak zauważył Pilif, ładnie pisałaś o relacji Mike'a i Niemego Śpiewaka, te wszystkie detale i czułości wsysały w świat przedstawiony. Kolejny plus za to.

No właśnie. Niemy Śpiewak. Wyjątkowo ładne imię i zarazem tytuł opowiadania. :) Chciałbym poznać genezę.

Stylistycznie jest 50/50. Z jednej strony potrafisz poczęstować czytelnika ładną metaforą albo opisem, ale z drugiej masz w tekście zatrzęsienie zaimków, które znacząco szpecą zdania. Przeczytaj to jeszcze raz, powoli: za każdym razem, kiedy natkniesz się na jakieś "moje" czy inne "jego", przeanalizuj, czy jest ono naprawdę potrzebne w tym zdaniu - czy coś wnosi, czy jest może tylko literackim chwastem - pustosłowiem. Bardzo często zaimek jest niepotrzebny, bo wiadomo czyje jest coś tam, coś tam. Wynika z kontekstu.

Pilnuj się również z wyróżnianiem zdań oddzielnym akapitem. Czasami się to sprawdza bardzo dobrze, ale czasami można też stworzyć pseudoklimat. Używaj tego tricku rozważnie i oszczędnie. Zwracaj również uwagę na szyk zdań - słuchaj kombinacji słów, czy brzmią płynnie i poprawnie. Czy nie wybijają z rytmu. Czy nie brzmią śmiesznie.

Masz wyobraźnię, potencjał i fundamenty stylu. Szlifuj narrację odkoniową i ostrz pióro, stosując się do rad, dużo pisząc, jeszcze więcej czytając. Tekst, mimo kilku zgrzytów, naprawdę mi się podobał. Jestem dobrej myśli i życzę Ci powodzenia. :)

Pozdrawiam,
Hałaśliwy Śpiewak


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
misha
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: ndz 17 sty 2010, 18:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: to pytanie?
Płeć: Kobieta

Postautor: misha » pn 30 lip 2012, 11:23

Bardzo dziękuję za wszelkie komentarze i wskazanie błędów. Bardzo mi się przydają, a miłe słowa motywują do dalszej pracy nad tekstem. :)
Ciekawa jestem Waszej opinii na temat dalszych fragmentów... Niechże już miną te 2 tygodnie. ;)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości