Koślawe pisanki

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Majka Skowron
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: pt 04 mar 2011, 12:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Koślawe pisanki

Postautor: Majka Skowron » sob 07 kwie 2012, 00:29

Jakieś koślawe te moje pisanki. Na jednej z nich nawet Izydor – nowy chłopak mojej teściowej (lat 80)- rumieni się jak nastolatek.

Bodajże od urodzenia zmagam się ze sobą i losem, by jakoś w miarę przyzwoicie wypaść przed audytorium tego świata. Wpasować się. Być jak to się mówi - fajną babką albo przynajmniej - normalną. Efekty jakieś są, nie powiem. Choć pasmo porażek, w tej materii, okazuje się, również być sporych rozmiarów.

Koleje losu mego bowiem, bardzo zmienne bywają. W środku się nie zmieniam. Wszystko u mnie na poważnie. Jak miłość, to do śmierci. Jak przyjaźń, to po grób. Solidna firma, jak to się mówi. Ale przecież, jakieś normalne łaszki wypada włożyć. Czasem może nawet jakieś extra, na specjalne okazje tej maskarady, potocznie zwanej życiem. Już może nawet nie chodzi o ten, tak zwany wizerunek ale o święty spokój po prostu.

No i staję w efekcie, jak ta, muzealna kukła, wsparta o ścianę, siłą woli i rozumu, jak przez życzliwego kustosza. Stoję prosto przez czas jakiś, glanc, spodnie w kancik i tak dalej, gdy wtem – powoli, powoli zaczynam się osuwać, aż - bam, plask i bęc. Gleba, czy jak kto woli - katastrofa po całości. Uczucia, jak to się czasem mówi, biorą górę.

No i te postanowienia wielkopostne, średnio mi wychodzą. Tak i w czasie tego postu się stało. Zamiast pozbyć się złych przyzwyczajeń, przybyło mi nowe. Zaczęło mi się trochę popalać, w tajemnicy oczywiście, jednak nie jak dawniej, przed rodzicami, a przed dziećmi, tym razem (sic).
Na szczęście na chwilę tylko. W związku z tym jakoś niegodnam, tak w równym rządku z tymi wypastowanymi butami stojącymi w rzędzie na rezurekcji. Gdzieś tam w kącie sobie stanę, ciemnym jak zwykle… Może pod chórem…

Problemów zwaliło się bez liku i jakoś ten czas zamiast czasem oczyszczenia stał się kryzysem. Szkoda słów! Naszły te ciemne dni, co ludzie mi jakąś potworną pomyłką Boga się zdają. Wołającą: DAJ!!!! DAJ!!!
Pląsy i wygibasy, pozy wszelakie, by absolutnie, nawet przez przypadek, bezinteresownie drugiemu, nie ułatwić życia. Permanentna krzątanina większości ludzi wokół swojego ja, jak Burka naokoło budy. I nie ma tu znaczenia ilość godzin spędzonych na tak zwanej modlitwie, czy pięknych słów wypowiedzianych.

Czasem, owszem, jest mi z kimś po drodze, mam tak zwany wspólny temat. Np. z Markiem:

Ja:- No cześć mówię.. Siarę ci zrobili, co? - Wiesz nie przejmuj się.
M:- Nikt lepszy od Ciebie nie mógł teraz zadzwonić. Westchnął… O urodzinach zapominasz ale jak trzeba to wiesz kiedy dzwonić.
J.- No. Śmieję się. Nie przejmuj się nimi. Marudzą, jak te dewoty pod kościołem. Zapomniał wół jak cielęciem był. Młodzi są. Szaleją. Co Ci będę dużo mówić.
M- Co Ty mówisz, że jak? Boże, jak dobrze, że dzwonisz. Jak dobrze.Ty ale powiedz mi, jak myślisz. Jak ten Bóg już stworzył, to wszystko, te planety, zwierzęta. Ten piękny śiwat - Adama I Ewę i oni, tak ulegli tej pokusie… Matko Boska! Ulegli! - Uniósł się jak to on i wskoczył na wysokie tony.
- A to młodzi ludzie przecież byli. Czy On nie pożałował, że to stworzył? Czy ty Boże nie żałujesz, że stworzyłeś ten świat?
J-…
- Bo wiesz, ja im tak zazdroszczę. Takich fajnych ludzi zebrali. Samych najlepszych. A u mnie ciągle siara. Załamany jestem.
- A to nie sztuka. Przecież wiesz…Zebrać rodzynki z tortu. Każdy potrafi. To co Ty robisz to sztuka. Iść do tych najgorszych.
-Jak mówisz? Że co? Słuchaj, kto Cię tego uczył?
No, jak kto? - Jezus.
-…Westchnął. Długa cisza pomiędzy nami zapanowała ale niekrępująca wcale. Chyba otarł łzę. W każdym razie zdało mi się, że słyszę jego duszę. Czy można przez telefon usłyszeć duszę? Co ja mówię, przez telefon? Czy w ogóle można?,
J:-Wiesz ja nie rozumiem, dlaczego oni tego nie rozumieją. dla nie to nie pojęte
M: Nie rozumieją, ale ty rozumiesz, ja rozumiem. Ach wiesz może po tamtej stronie to zrozumiemy. Uciął.
Po krótkiej ciszy, rozkręcił się na dobre po swojemu, a ja odpłynęłam myślami. Miałam dość. Nie jest prosto wchodzić w czyjąś duszę…

***

I na to wszystko, na całą tę smutę, ni z tego, ni z tamtego, gdy już w sumie zasypiałam, leżąc w łóżku, nagle zajaśniało niesamowitą łaską po całości. Jakimś niebem nie wiadomo skąd i jak. Bez powodu. Morze miłości.Radości. Ufności. Światło. Ciepło. Spokój. Czuję na stówę, że mnie kocha, chyba nawet lubi, Ale za co??? Chyba po prostu go rozśmieszam, a czasem może trochę rozczulam ???
Potem ta historia przedziwna z gościem co ni z tego ni z owego, ot tak zachciał mi pomóc i dziewczyna i …ale to już innym razem.
Jednak Zmartwychwstanie!!!???
Ostatnio zmieniony śr 25 kwie 2012, 10:18 przez Majka Skowron, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » ndz 22 kwie 2012, 12:31

Kilka słów ode mnie.
Chyba po raz pierwszy widzę tekst, w którym za dużo przecinków:) Przez to zdania stają się poszarpane. Np tutaj:
Majka Skowron pisze:Choć pasmo porażek (1), w tej materii (2), okazuje się (3), również być sporych rozmiarów.
1-3 do wywalenia.
Majka Skowron pisze:Na jednej z nich nawet Izydor – nowy chłopak mojej teściowej (lat 80)- rumieni się jak nastolatek.

A tutaj właśnie skorzystałabym z przecinków dla wtrącenia. Dodatkowo słowo nawet nic tu nie wnosi, bo nie ma szerszego konspektu, który by je wyjaśniał - nawet on się uśmiecha, tzn bo normalnie tego nie czyni? Niejasne.
Na jednej z nich Izydor, nowy chłopak mojej teściowej, rumieni się jak nastolatek.
Wtrącenie w nawiasie sugeruje, że to teściowa ma 80 lat. Poza tym, unikałabym nawiasów w zapisie.
Majka Skowron pisze:Koleje losu mego bowiem, bardzo zmienne bywają.

Domyślam się, że ta inwersja jest zamierzona, jednak przez to zdanie zgrzyta straszliwie.
Bowiem koleje mojego losu bywają bardzo zmienne. lub w ogóle bez bowiem.
Majka Skowron pisze: Ale przecież, jakieś normalne łaszki wypada włożyć.

Znów naddatek interpunkcji. Tak samo w kolejnym zdaniu.
Majka Skowron pisze:No i staję w efekcie (1), jak ta (2), muzealna kukła, wsparta o ścianę (3), siłą woli i rozumu, jak przez życzliwego kustosza.

Znów te przecinki! Powtórzenie. Dodatkowo zdanie dla mnie trochę gubi sens. W efekcie czego bohaterka przypomina kukłę? Dlaczego rozum i siła woli tutaj są jej podporą? Porównanie ciekawe ale puste - nie widzę do czego się odnosi. Dlaczego akurat muzealna? Bo zakurzona, stara, nieżyciowa?
I błędna konstrukcja - co ten życzliwy kustosz robi? Bo wspiera już ściana.
Majka Skowron pisze:No i te postanowienia wielkopostne, średnio mi wychodzą.

Za często zaczynasz zdanie od "No". Przecinek do usunięcia.
Majka Skowron pisze:Tak i w czasie tego postu się stało.

Zgrzyt, zgrzyt.
To samo stało się w czasie tego postu albo Tym razem znów się nie udało.
Majka Skowron pisze:Zamiast pozbyć się złych przyzwyczajeń, przybyło mi nowe.

Gram.
Zamiast pozbyć się złych przyzwyczajeń, nabyłam nowych. lub np.:
Zamiast ubyć złych przyzwyczajeń, przybyło mi nowych.
Majka Skowron pisze: (1) Zaczęło mi się trochę popalać, w tajemnicy oczywiście, jednak nie jak dawniej, przed rodzicami, a przed dziećmi, tym razem (sic).

(1) Co to za konstrukcja? Co zaczęło się popalać? Chyba lepiej: Znów zaczęłam trochę palić lub Zdarzyło mi się palić
Zmieniłabym szyk zdania:
Jednak tym razem przed dziećmi, a nie, jak dawniej, przed rodzicami.
Majka Skowron pisze:W związku z tym jakoś niegodnam, tak w równym rządku z tymi wypastowanymi butami stojącymi w rzędzie na rezurekcji.

Znów nadmiernie udziwniony twór. Trudno też do końca przylepić to poczucie bycia niegodnym. Czy wynika ono z niedotrzymania postanowień? Do rozwinięcia.
Majka Skowron pisze:Gdzieś tam w kącie sobie stanę, ciemnym jak zwykle…

Gdzieś tam w ciemnym kącie sobie stanę, może pod chórem...
Majka Skowron pisze:Naszły te ciemne dni, co ludzie mi jakąś potworną pomyłką Boga się zdają.

Dopadł mnie całkowity brak zrozumienia. Ludzie zdają się pomyłką czy te dni ludziom się zdają?
Majka Skowron pisze:Pląsy i wygibasy, pozy wszelakie, by absolutnie, nawet przez przypadek, bezinteresownie drugiemu, nie ułatwić życia.

nie ułatwić drugiemu życia.
Stopień nieokreślenia wydarzeń, które opisujesz, powoli morduje moje zainteresowanie i utrudnia podążanie za tekstem. W sumie pół tekstu, a ja nie wiem o co chodzi, poza tym, że bohaterka czuje się źle z powodu palenia papierosów. I niedopasowania, cokolwiek to dla niej znaczy - nie wiadomo w jakim aspekcie dokładnie czuje, że "odstaje". Niby to jej monolog czy zwierzenia, ale o czym?
Permanentna krzątanina większości ludzi wokół swojego ja, jak Burka naokoło budy. I nie ma tu znaczenia ilość godzin spędzonych na tak zwanej modlitwie, czy pięknych słów wypowiedzianych.

Fajnie byłoby wiedzieć skąd i do kogo ten zarzut. Bo tak generalnie naturalny jest egocentryzm. Społeczeństwo altruistyczne nie istnieje.
Przydałby się przykład, co właściwie bohaterkę tak wzburza.
Czasem, owszem, jest mi z kimś po drodze, (1) mam (2) tak zwany wspólny temat.(3) Np. z Markiem:

1. mamy
2 tak zwany - nadużywasz, wywalić.
3. Bez skrótu.
Zapis dialogów zupełnie niepoprawny. Wtrącenia narracyjne po pauzie.
- Nikt lepszy od Ciebie nie mógł zadzwonić - westchnął.
- No - śmieję się. - Nie przejmuj się nimi.[/i]
Majka Skowron pisze: Długa cisza pomiędzy nami zapanowała ale niekrępująca wcale.

[i]Zapadła pomiędzy nami długa, ale niekrępująca cisza.

Dialog jest o niczym. Przeczytałam go i nie mam pojęcia o czym ta dwójka ludzi rozmawiała. Trochę sloganów, pytania w eter, narrator śpi i nie daje żadnych informacji, zaraz na czym to polega ten wspólny temat? Świat jest zły? Ludzie są zepsuci? Nie wiem.
Majka Skowron pisze: (1)I na to wszystko, (2) na całą tę smutę, ni z tego, ni z(3) tamtego, gdy już (4)w sumie zasypiałam (5), leżąc w łóżku, (6)nagle zajaśniało niesamowitą łaską po całości.

Zdanie koszmarek.
1. I po tym wszystkim
2. ni z owego
3. pogrubione wywalić
5. przecinek usunąć
6. Eeee? Co zrobiło??
Majka Skowron pisze:Czuję na stówę, że mnie kocha, chyba nawet lubi, Ale za co???

W połączeniu z karkołomnymi konstrukcjami i górnolotną stylizacją wcześniej, to "na stówę' w oczy kole. Plus, po przecinku z małej litery. Albo kropka i nowe zdanie. No i wystarczy jeden ?. Naprawdę.
To nie gg.
Podsumowując, strasznie się umęczyłam. Pierwsze zdanie mnie zaciekawiło no i na tym koniec. Bo nijak się ono ma do dalszego fragmentu. Ani on o pisankach, ani o Izydorze czy teściowej. Po co zatem ta informacja? By jakoś wlepić nieuporządkowany strumień filozofowania o życiu i ludziach? Do tego o niczym konkretnym. Brak problemu, brak zarysowanej bohaterki, brak treści. Błędy gramatyczne, stylistyczne, no i sianie przecinkami w miejscach zupełnie nieuzasadnionych. Ogółem - dużo pracy, przede wszystkim na poziomie językowym ale i samego zamysłu. Zastanów się dobrze, co chcesz napisać, przeczytaj to, co napisałaś i sprawdź, czy to się udało.



Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kruger » wt 24 kwie 2012, 09:35

Miałem w zeszłym tygodniu gotowy komentarz, ale mnie go chwilowa przerwa netu zabrała. A potem czasu brakło. I teraz Caroll wypunktowała jego istotę nader skutecznie.
Więc tylko parę uwag ogólnych, bez wgłębiania się w tekst. I w zasadzie już, dla podkreślenia komentarza przedpiścczyni.

Interesujący pierwszy akapit nijak się ma do reszty. A że z niego wynika tytuł, to tytuł też nijak się ma do zasadniczej treści. Można by szukać tych więzów, że te pisanki to życiowe konkluzje narratorki, ale pierwszy akapit niweczy takie powiązanie, bo sugeruje, że pisanki są obrazami ludzi. A o konkretnych ludziach to tam dalej już nie bardzo.

Dużo mętnych porównań. To z muzeum wygrywa zdecydowanie, z jednej strony narratorka chce podkreślić swój stan: racjonalizm trzyma ją w pionie, ale emocje rozbijają. Porównanie do stania pod ścianą - udane. Metafora muzeum, już nie, bo w muzeum eksponaty są rozłożone planowo, nie przypadkowo, a robi to kustosz, który nie jest eksponatom życzliwy, a raczej naukowo skrupulatny.

Druga taka wtopa:
Bodajże od urodzenia zmagam się ze sobą i losem, by jakoś w miarę przyzwoicie wypaść przed audytorium tego świata.

Skoro audytorium (widownia) świata, to znaczy, że to świat występuje przed jakimś audytorium, nie narratorka. A więc - mętnie.

Zauważony przez Caroll yodyzm posunięty do granic śmieszności. Inwersje nie tworza górnolotnego stylu, tylko go ośmieszają.

Brak jednolitego stylu. Tematyka raczej poważna, impresja o życiu, konformizm, religia. Osoba, która chce o tym powiedzieć nie używa kolokwializmów (zaczęło mi się trochę popalać, czuję na stówę, po całości).
Można to tłumaczyć tak, że egzaltowana nastolatka snuje górnolotne myśli, ale robi to nieudacznie i naiwnie. Ale jeśli tak, to niechże z treści wynika, że tak jest, z fabuły. Tu nie wynika, tekst wygląda jak najbardziej na poważnie, przy czym fabuły - niet.

Po mętnej narracji przyszła kolej na dialog, który jest totalnym koszmarem. W ramach jednej wypowiedzi zbitki zdań, które są sobie wręcz znaczeniowo przeciwstawne. Odpowiedzi interlokutora niezrozumiałe w kontekście rozmowy, od czapy, jakby wzięte z innego dialogu. No i forma zapisu, nad wyraz błędna, utrudniająca zrozumienie tego, co i tak już jest niezrozumiałe.
Po co literki J i M na początku dialogów? Albo to, albo komentarze narracyjne.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4276
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » wt 24 kwie 2012, 23:29

Ponieważ nie chcę powtarzać tego, co napisali Caroll i Kruger, dorzucę jedynie kilka uwag o kompozycji i bohaterach Twojego opowiadania.
Taki tekst mógłby pojawić się w jakiejś znacznie obszerniejszej całości, jako fragment dziennika głównej bohaterki, która snuje dość nieskładne rozważania o życiu, może pod wplywem chandry, może kaca - ot, takie luźno ze sobą powiązane strzępy przemyśleń o sprawach rozmaitych.
Jako odrębne opowiadanie ten tekst się nie sprawdza, przede wszystkim dlatego, że brak jest w nim jakiegokolwiek szkieletu konstrukcyjnego, a nawet myśli przewodniej, chyba, żeby za takową uznać założenie "ja to jakaś taka dziwna jestem". Niestety, to jednak nie wystarcza, gdyż przekonanie o własnej odmienności (niezwykłości, obcości w paskudnym świecie) jest straszliwie banalne i naprawdę trzeba mieć jakiś pomysł, żeby tę opozycję: ja - nieprzyjazne otoczenie wypełnić zajmującą treścią. U Ciebie takiego pomysłu zabrakło. Przez tekst przewijają się jakieś cienie ludzi: Marek mógłby równie dobrze mieć na imię Agata, a cała jego rozmowa z narratorką mogłaby pozostać bez zmiany choćby jednego zdania. Niestety, nie świadczy to o uniwersalizmie podejmowanych zagadnień (mimo wątku religijnego), lecz o ogólnikowości wypowiedzi. To "wchodzenie do duszy" jest zdecydowanie na wyrost, zważywszy, że problemy Marka są równie mętne, jak pocieszenia jego interlokutorki.
Nadmiar kolokwializmów również utrudnia odbiór. Do tego narratorce jakikolwiek odbiorca jest chyba dość obojętny, swoje rozważania kieruje głównie do samej siebie.
Fatalny zapis dialogów nie poprawia komunikatywności tekstu.
Ciekawym pomysłem, szkoda, że nie wykorzystanym, były te portretowe pisanki.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Majka Skowron
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: pt 04 mar 2011, 12:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Majka Skowron » czw 26 kwie 2012, 11:13

Zgadzam się z Wami poza jednym. to nie kac to ciąża
Dlatego tak mało kobiet jet artystkami. Mam już dwa dzieła sztuki własnej roboty - teraz pora na trzecie. dla osłody tekst poprawiony przeze mnie przed Waszymi uwagami -
Ale co Was ujęło w tym pierwszym akapicie to nie rozumiem. Miało byc o katolickiej obłudzie --eee to już przejedzony temat. Dzięki za czytane i komentowanie:

Jakieś koślawe te moje pisanki. Na jednej z nich, nawet Izydor – nowy chłopak mojej teściowej (lat 80)-rumieni się, jak nastolatek.

Zmagam się, by jakoś w miarę przyzwoicie wypaść, przed audytorium tego świata, szczególne w święta. Wpasować się. Być jak to się mówi - równą babką albo przynajmniej - normalną. Efekty jakieś są, nie powiem. Choć pasmo porażek, w tej materii, okazuje się, być również sporych rozmiarów.


Bo wszystko przez to, że u mnie wszystko na poważnie, jak miłość, to do śmierci. Jak przyjaźń, to po grób. Jak coś obiecam, to robię. Jak ktoś prosi, to pomagam. Ale, to ponoć dziwactwo jakieś - budzi niepokój, rusza sumienie, kłuje w to, czy tamto ego i się zaczyna zabawa.


Tak, więc, zakładam stosowne łaszki, na tę maskaradę zwaną życiem. Już może nawet nie chodzi o ten, tak zwany wizerunek ale, o święty spokój.
No i staję w efekcie, niczym muzealna kukła, wsparta o ścianę, siłą woli i rozumu, jak przez gorliwego kustosza. Trzymam się prosto przez czas jakiś, glanc, spódniczka w kancik i tak dalej, beczę, jak baran w przyzwoitym stadzie, o wszystkim, tylko nie o tym co ważne i prawdziwe, gdy wtem – powoli, powoli zaczynam się osuwać, aż - bam, plask i bęc. Gleba, czy jak kto woli - katastrofa po całości. Uczucia, emocje, jak to się czasem mówi, biorą górę. Kawa na ławę i zewsząd rozlega się triumfalny okrzyk: MAMY CIĘ !!!

No i te postanowienia wielkopostne, średnio mi wychodzą. Zamiast pozbyć się złych przyzwyczajeń, jak należy, przybyło mi nowe. Zaczęło mi się trochę popalać, w tajemnicy oczywiście, jednak nie jak dawniej, przed rodzicami, a przed dziećmi, tym razem (sic).
Na szczęście na chwilę tylko. W związku z tym jakoś niegodnam, tak w równym rządku z tymi wypastowanymi butami stojącymi w rzędzie na rezurekcji. Gdzieś tam w kącie sobie stanę, ciemnym jak zwykle… Może pod chórem…

Problemów zwaliło się bez liku i jakoś ten czas zamiast czasem oczyszczenia stał się kryzysem. Szkoda słów, by opisać, te ciemne dni, gdy ludzie, jak potworna pomyłka Boga, zdolni jedynie wołać: DAJ!!!! DAJ!!!

A moje dłonie takie puste...


***

I na to wszystko, na całą tę smutę, ni z tego, ni z tamtego, gdy już w sumie zasypiałam, nagle zajaśniało niesamowitą łaską, po całości. Jakimś niebem, nie wiadomo skąd i jak. Bez powodu.
Morze miłości. Radości. Ufności. Światło. Ciepło. Spokój. Czuję na stówę, że mnie kocha, chyba nawet lubi, Ale za co???
Może po prostu bawię Go moimi marnymi wysiłkami, a czasem może trochę rozczulam??? Siedzi tam na górze i zanosi się serdecznym śmiechem na mój widok.


Potem ta historia przedziwna z gościem co ni z tego ni z owego, ot tak zachciał mi pomóc i dziewczyna i … Ale, to już innym razem.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości