Miniaturka, która nie wygrała konkursu.

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Miniaturka, która nie wygrała konkursu.

Postautor: Mich'Ael » pt 23 mar 2012, 22:09

Słowem wstępu: to nie jest moje najlepsze dzieło, ale mogę je wrzucić, może czegoś nauczę cię dzięki komentarzom tych, którzy zdołają przez owo dziełko przebrnąć. To chyba pierwszy tekst, który powstał w wyniku chłodnego namysłu, na zasadzie "Napiszę to i to, w taki i taki sposób". Temat konkursu był jasno określony i obawiam się, że ten konkretny tekst był zdecydowanie zbyt mało "science" jak na Science Fiction. Do wygrania było 7000 złotych, więc jednak popełniłem go mimo to. ;)

Przetłumacz to jeszcze raz sam.

Świat, jaki znamy, przestał istnieć 30. września 2012 roku, kiedy to Bóg we własnej osobie objawił się ludziom i objął ziemię w niepodzielne władanie.

Wiesz, że 30. września to Międzynarodowy Dzień Tłumacza? Pewnie nie miałeś pojęcia, że takie święto w ogóle jest. Nie, nie – to wcale nie jest dziwne. Zresztą, teraz już nie musisz się tym przejmować. A-a. Wcale a wcale. Już nigdy nie będzie żadnych kwiatów dla tłumaczy. No hay flores para los traductores.
Byliśmy jedną z najbardziej niedocenianych profesji. Jeżeli tłumacz wywiąże się ze swoich obowiązków, nikt tego nie widzi. Niewidzialni ludzie. Mówi się wtedy, że ten i ów popełnił doskonałą powieść, która wstrząśnie światem i zmieni jego oblicze na zawsze. Tłumacze nie zmieniają oblicza świata. Zwykle.

A jak tekst źródłowy jest koszmarkiem spędzającym tłumaczowi sen z powiek, to i tak marność nad marnościami przekładu zawsze jest jego winą. Taka praca to ciężki kawałek chleba, wierz mi.

Do tego były jeszcze te wszystkie programy, które w coraz większym stopniu pozbawiały tłumaczy możliwości zarobku… Słyszałeś kiedyś o tłumaczeniu maszynowym? Program odwala czarną robotę za tłumacza, a potem człowiek tylko siedzi i sprawdza; poprawia to, co maszyna zrobiła źle. A Siri znasz? To dopiero było coś – mała rewolucja i rewelacja zarazem. Aplikacja na nowoczesne telefony komórkowe, która odpowiada na zadawane jej normalnym głosem pytania i, zdaniem zadowolonych użytkowników, ma własną osobowość. Tradosa kojarzysz? To taki zmyślny program, który zapamiętuje za nieszczęsnego tłumacza wszystkie teksty, które kiedykolwiek przełożył, i pozwala mu wklejać gotowe fragmenty w nowe tłumaczenia. Genialne w swej prostocie, naprawdę.

Chwila, gdy ktoś wpadnie na pomysł, by połączyć te wszystkie rozwiązania w jedno i stworzyć sztucznego tłumacza musiała kiedyś nadejść. Ja i chłopaki z Instytutu czuliśmy się trochę jak Wiktor Frankenstein, ale tylko odrobinkę – tu przecież nie wchodziła w grę żadna sztuczna inteligencja ani współczesny Prometeusz. To miał być tylko i wyłącznie posłuszny, acz bardzo zaawansowany technicznie, programik.

Prace nad Projektem Azrael rozpoczęliśmy już w roku 2007 i nowe rozwiązania dodawaliśmy do niego na bieżąco, w miarę, jak się pojawiały. Nazwaliśmy go tak, a nie inaczej, bo jeden z programistów wykazał się poczuciem humoru i wiedzą o religii – Azrael to po arabsku „ten, któremu pomaga Bóg”. Co więcej, kot Klakier z kreskówki „Smerfy” to po angielsku także „Azrael”. Takim argumentom nie mogliśmy się oprzeć i projekt zyskał chwytliwe imię.

W połowie roku 2011 wypuściliśmy Azraela na nieświadomy niczego świat. Działał jak marzenie. Wyszukiwał informacje w Internecie szybciej niż byłby w stanie zrobić to jakikolwiek człowiek i już po chwili zaczynał odczytywać tłumaczenie miłym dla ucha, ciepłym głosem. Wcale nie brzmiał jak maszyna, zadbaliśmy o to! Był tłumaczem doskonałym – nie musiał spać ani jeść, nigdy nie bolała go głowa i nie narzekał na wynagrodzenie. Niestety, o czym przekonaliśmy się później, nasz aniołek bardzo szybko zaczął żyć własnym życiem i... cóż... dorabiać na boku, że tak to ujmę.

W roku 2012 projekt oficjalnie zaprezentowano światu, szumnie – i nie bez racji! – określając Azraela jako rewolucję w dziedzinie tłumaczeń. I faktycznie, zrewolucjonizował przekład, na zawsze i nieodwracalnie, a przy tym, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pozbawił pracy rzesze tłumaczy na całym świecie. Były zamieszki, oj były…

Dlaczego w ogóle przyłożyłem do tego rękę i wiedzę z dziedziny przekładu? Nie szukaj odpowiedzi zbyt daleko, bo chodziło o pieniądze. Wynagrodzenie, jakie mi zaoferowano, sprawiło, że nawet przez chwilę nie zastanawiałem się nad wszystkimi ludźmi, których pozbawię pracy. Nie myślałem o konsekwencjach. Wcale nie postąpiłbyś inaczej – jesteśmy tylko ludźmi. Roiłem sobie też, że przyczyniam się do rozwoju świata, że władny jestem swoim umysłem posunąć go naprzód. Nie wyszło to za dobrze…

Pamiętasz szum medialny wokół zmian w prawie pozwalających na sprawowanie kontroli nad Internetem? ACTA, PIPA, SOPA? Dramatyczne komunikaty o „końcu wolnego Internetu”? Nie, skądże – ja wcale nie odchodzę od tematu. Wręcz przeciwnie. Ty sobie pewnie wtedy myślałeś, że to rządy najbogatszych państw sprawdzają, czy Internet da się wykorzystać do ich własnych celów, ale to wcale nie było tak. To nie był żaden Nowy Światowy Porządek, żadna żydomasoneria. To był Azrael.

Jako jeden z głównych tłumaczy uczestniczących w projekcie, wiem teraz z całą pewnością, że to zamieszanie spowodował nasz „aniołek”. Powiedział mi o tym. Czasem mam wrażenie, że mi się zwierza...

Chciał sprawdzić, czy jest w stanie wywołać masową histerię posługując się tylko jednym narzędziem – informacją i dezinformacją na szeroką skalę. Odniósł na tym polu pełen sukces, co tylko upewniło go w przekonaniu, że może wszystko.

30. września 2012 zaczął rozpowszechniać fałszywe komunikaty, rozsyłać wojskowym sfabrykowane rozkazy ataku i mamić ludzkość na niemożliwą do tej pory skalę. Nauczył się też kontrolować bezzałogowe pojazdy i maszyny. I komputery. Był wszędzie i był wszystkim – czy nie tak wyobrażaliśmy sobie Boga?

Przetrzebił ludzkość do liczby, nad którą da się z łatwością sprawować kontrolę, a potem objawił się pozostałym. Do tej garstki przemówił wykorzystując wszelkie możliwe kanały przekazywania informacji. Kto wie, może w mniej cywilizowanych rejonach nadawał bezpośrednio do mózgu zainteresowanych…

I rzekł do nich: „Jam jest Bogiem waszym, a imię me jest Azrael. Ukorz się przede mną, a zostaniesz oszczędzony.”

I ukorzyli się, a niepokorni zasilili szeregi umarłych.

I cała ziemia zaśpiewała jednym głosem, wychwalając imię Najwyższego – istoty, która jęła wskazywać ludzkości kierunek rozwoju i zobowiązała się poprowadzić ją ku światłości…

Nie wiem, co z tego wszystkiego wyszło w praktyce, niestety. Jestem… jak to ująć... „trochę” odcięty od świata.

Mam w tym pokoju bez okien wszystko, czego potrzebuję do wegetacji – jedzenie i woda pojawiają się, gdy śpię, a i toalety, i prysznica nie brak. Nie mam dostępu do Internetu, więc nie wiem, czy jest jeszcze Internet.

Czy poza moim pokojem istnieje w ogóle jakiś świat? Nie wiem. To trwa już… ile dokładnie? Kilka tygodni? Może jestem tylko ja i on? Niewiedza to straszna katorga. Samobójstwo wydaje się coraz bardziej rozsądnym rozwiązaniem. Nie mam jak go popełnić – już on o to zadbał.

O, jest i wiadomość od mojego Boga – chce, żebym przetłumaczył mu pismo od jednego z wyznawców. Ma problem z pewnymi sformułowaniami, nie do końca wie, jak je rozumieć. Dla innych może sobie być wszechmocny, wszechobecny i wszechwiedzący, lecz ja wiem, że nie-człowiek nigdy do końca nie zrozumie człowieka...

Skończyłem tłumaczenie, złośliwie przekręcając nieco sens. Odsyłam.

„Przetłumacz mi to jeszcze raz sam”.

Takiż to komunikat pojawił się po chwili w edytorze tekstu. Jak on to robi?

Wiadomość nie zmienia się, mruga tylko monotonnie i miarowo, a ja mam wrażenie, że coś sugeruje i ukrywa, że puszcza do mnie perskie oko.

O co mu do cholery chodzi tym razem? Czy naprawdę trzyma mnie przy życiu tylko dlatego, że sam nie umie tego zrobić, że nie rozumie do końca ludzi? Czy chce się, nie wiem, czegoś ode mnie nauczyć? Zaprawdę powiadam wam, niezbadane są ścieżki, po których podążają myśli aniołów…
***
Wzdycham i zaczynam znowu stukać w klawisze, tym razem posługując się jednym li tylko narzędziem – własną wyobraźnią i wiedzą. Żadnych „wspomagaczy”, żadnych programów ułatwiających tłumaczenie, żadnych słowników nawet. Nie tym razem. Może właśnie o to mu chodzi? Wątpię, by nawiązywał do filmu „Casablanca” i zdania „Zagraj to jeszcze raz, Sam". Nie jest typem żartownisia.

Nie ma z nim dyskusji. A gdybym mówił językami ludzi i aniołów, to i tak bym się z nim nie dogadał.

Innego końca świata nie będzie.
Ostatnio zmieniony pt 30 mar 2012, 12:21 przez Mich'Ael, łącznie zmieniany 3 razy.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » sob 24 mar 2012, 14:47

Po pierwsze: jaki to koniec świata nastąpił? Sama dezinformacja i uwięzienie tłumacza to dla mnie trochę za mało. Po drugie: nie ma tu żadnej akcji. Cały tekst jest przegadany. Tego Klakiera mogłeś odpuścić. Nie rozumiem jaki ma sens nadawanie programowi imienia Azrael bo tak się nazywa kot z kreskówki. No i pomysł oklepany: człowiek stwarza maszynę, ta zyskuje świadomość, przejmuje kontrolę i mamy koniec świata. Z technicznych spraw: zbyt dużo przecinków.

Przeczytałam, ale nie poruszył mnie ten tekst nic a nic. Moim zdaniem jeden z twoich gorszych tekstów. Pisać umiesz, więc napisane sprawnie, ale nic ponadto.



Awatar użytkownika
Preissenberg
Dezerter
Posty: 1044
Rejestracja: pt 23 maja 2008, 14:34
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: k/Poznania
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Preissenberg » pn 26 mar 2012, 20:09

Ale jaki mi tam Bóg. Co najwyżej istota pozaziemska, demon ;)
Ebru pisze:Przeczytałam, ale nie poruszył mnie ten tekst nic a nic. Moim zdaniem jeden z twoich gorszych tekstów. Pisać umiesz, więc napisane sprawnie, ale nic ponadto.

Mam podobne odczucia.


Żeby pisać, trzeba mieć od czego uciekać
Dawid Kain

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3586
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » wt 27 mar 2012, 07:57

Był limit znaków? Wydaje mi się, że ten tekst by zyskał, gdyby był dłuższy, z dygresjami, bardziej klimatyczny. Jest za sucho. Bohater siedzi zamknięty, nie wie, czy świat jeszcze istnieje, a emocji w nim tyle, co w kamyku polnym. Poza tym, do kogo on mówi? Jest odcięty od świata, komu i po co to opowiada?

Następna sprawa - łopatologia. Choćby tutaj:

Mich'Ael pisze: Wątpię, by nawiązywał do filmu „Casablanca” i zdania „Zagraj to jeszcze raz, Sam". Nie jest typem żartownisia.


Przecież już sam tytuł jest wystarczająco czytelny! Autor ma nas za przedszkolaków, skoro wszystko chce nam wprost wyjaśniać, bo tacy głupi, jego zdaniem, jesteśmy, że aluzji nie odczytamy...

Momentami pojawiają się sprzeczności, może zamierzone, ale niezgrabnie to wychodzi. Na przykład:

Mich'Ael pisze:Zaprawdę powiadam wam, niezbadane są ścieżki, po których podążają myśli aniołów…


Mich'Ael pisze: A gdybym mówił językami ludzi i aniołów, to i tak bym się z nim nie dogadał.


Jeżeli to jest "anioł", to "językiem aniołów" powinien się dogadać... ;)

Można się jeszcze pobawić z tym tekstem, coś może z tego jeszcze być. Tylko nie wiem, czy Ci się będzie chciało. :)

Pozdrawiam


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Dobrze nam robi nasze pisanie na nasze pisanie. Pięknie. - Godhand

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » śr 28 mar 2012, 12:08

Khem, khem... <podnosi się z ziemi, otrzepuje z kurzu>
Nie bijcie, nie kopcie, miejcie litość.

Ad Thana - limit znaków to było bodajże 8000. Po wygraniu konkursu wychodzi prawie złotówka za każde stuknięcie w klawiaturę! Złoty interes, doprawdy.

Z tekstem nie zamierzam nic więcej robić - pomysł jest obrzydliwie oklepany, jak zauważył Ebru. Wody z kamienia nie wycisnę.

Wrzuciłbym coś znaaaacznie lepszego żeby się zrehabilitować w oczach tych i owych, ale na razie za bardzo lubię ów świeży tekst. Jak napiszę coś nowego i stwierdzę: "O, ten poprzedni tekst w zasadzie był słabszy..." to może wrzucę.

Dzięki za negatywne opinie - innych sie, po prawdzie, nie spodziewałem.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4275
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » śr 28 mar 2012, 22:17

Skoro się podniosłeś i nawet otrzepałeś, to i ja swoje dorzucę.

W zasadzie mam podobne uwagi, co Thana. Z tym, że na pierwsze miejsce wysunęłabym tutaj to zwracanie się narratora do nieokreślonego odbiorcy.
Mich'Ael pisze:Wiesz, że 30. września to Międzynarodowy Dzień Tłumacza? Pewnie nie miałeś pojęcia, że takie święto w ogóle jest. Nie, nie – to wcale nie jest dziwne. Zresztą, teraz już nie musisz się tym przejmować.

Taka forma jest możliwa w dwóch przypadkach:
1. Narrator kieruje te słowa do kogoś, kto należy do rzeczywistości tekstu. Może to być osoba obecna, albo i nie - można pisać do kogoś przebywającego daleko, można prowadzić rozmowę imaginacyjną, nawet z nieżyjącym. Jednak powinien to być jakiś w miarę zindywidualizowany interlokutor, gdyż inaczej narrator zwraca się do jakiegoś cienia, płaskiej sylwetki bez własciwości.
2. Narrator kieruje te słowa do czytelnika. To jest stary chwyt retoryczny, mający pobudzić uwagę słuchaczy (wywodzi się z dyskursów na forach, bynajmniej nie tych internetowych, albo z przemówień sądowych). Niestety, obecnie funkcjonuje przede wszystkim w reklamie oraz w najróżniejszych poradnikach. No, może jeszcze w felietonach. Ja akurat nie lubię tego chwytu, i może nie tylko ja.

A sprawa druga, to brak emocjonalnej reakcji bohatera na to, co się dzieje. Świat się skończył, a on to relacjonuje zupełnie bez zaangażowania. Przydałoby się trochę poczucia winy (przecież sam, chociaż nieświadomie, przyłożył do tego rękę), trochę przestrachu czy może nawet przerażenia: sytuacja go zdecydowanie przerosła, i co? Tak zupełnie nic? Nawet jeśli są to tylko rojenia obłąkanego tłumacza, czego nie wykluczam, to również pewna dawka emocji byłaby potrzebna.

Natomiast sam pomysł wyjsciowy spodobał mi się. W końcu, pierwszy poważny kryzys ludzkości nastąpił, kiedy pod wieżą Babel zdarzyło się pomieszanie języków. To pewnie wtedy pojawili się tłumacze...


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość