TRZEPANIE DYWANÓW

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Epejos22
Pisarz osiedlowy
Posty: 381
Rejestracja: sob 14 cze 2008, 13:43
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Górny Śląsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

TRZEPANIE DYWANÓW

Postautor: Epejos22 » ndz 04 mar 2012, 01:03

[center]NOWELE SCHIZOFRENOGENNE Z MORAŁEM




1.




TRZEPANIE DYWANÓW[/center]





WWWTrzepałem dzisiaj dywany.

WWWJak co dzień.

WWWNie, nie chciałem mieć czystych dywanów. Chciałem przeżyć jedynie czynność, nazwaną potocznie "trzepaniem dywanów". Bo uwierz mi czytelniku, nie wszystko jest tym, czym się z perspektywy gapia wydaje.

WWWA więc, powiem to jeszcze raz – NIE CHCIAŁEM MIEĆ CZYSTYCH DYWANÓW!

WWWCzego więc chciałem? Czemu przez cały dzień tkwiłem w zasłonach kurzu i pozwalałem, by posiadacze odkurzaczy piorąco–myjących drwili ze mnie przez cały dzień w oknach swoich wymuskanych pomieszczeń?

WWWWszystko zaczęło się o świcie.

WWWBo uwierz mi czytelniku, wszystko zaczyna się o świcie. Każda przygoda, romans i tragedia też każda zaczyna się o świcie, gdy umysł nachodzi chciejstwo niespotykane do tej pory. Ludzie mają różne chciejstwa. Jedni z niezrozumiałych przyczyn zrywają ze ścian tapetę (u zarania dnia, codziennie!), jeszcze inni piorą pościel (u zarania dnia, codziennie!), tak by ich sny za każdym razem były świeże i pachnące, a mnie naszło chciejstwo nie mniej absurdalne – CODZIENNE TRZEPANIE DYWANÓW. Tak, mój czytelniku. Trzepanie dywanów o świcie tak bladym jak cera znudzonego nieba, które wszystko już widziało i żaden człowiek nie zdoła na nim sprowokować choćby najbardziej rozrzedzonej chmurki zdziwienia.

WWWWsadziłem do ust papierosa, zrolowałem kilka dywanów i wyszedłem z nimi na podwórze, które wydzielone było w zamkniętą przestrzeń. Dawała ona nieodparte wrażenie, że człowiek wpadł do wielkiej studni bez wyjścia, którą stwórca, w każdej chwili odseparować może od reszty świata, kładąc nań porcelanowe denko, bądź inne wieko.

WWWNa środku stał trzepak. Cudownie skorodowany. Cudownie osamotniony. Czekał tam na mnie.

WWWRozwiesiłem co miałem na jego sztywnej poręczy, i wyciskając z papierosa ostatnią mgłę, ująłem w dłoń trzepaczkę.

WWWPrzez chwilę stałem nieruchomo, w intensywnym oczekiwaniu na zarodek jakiejś emocji. Pamiętam, że zamknąłem oczy chcąc poczuć bardziej namacalnie uchwyt prowincjonalnego narzędzia. Bo oto dzierżyłem w dłoni RĘKOJEŚĆ, uchwyt wiejskiej trzepaczki, przedłużenie mojej ręki, ostatni przystanek moich myśli, posłuszną wykonawczynie mojej intencji! Zastanowiłem się przez chwilę, trwając tak w niezmiennej pozie. Bo oto wpadła mi myśl niebagatelna do głowy, że przecież przedmiot zwany powszechnie „trzepaczką” jest rodzaju żeńskiego, że jest przedmiotem uosobionym w kobietę. „Nie może być” – zbuntowałem się w duchu. „Ależ tak” – musiałem zre(S)kapitulować przed napierającymi faktami. – „Trzepaczka jest kobietą.”

WWWOtworzyłem oczy i zobaczyłem dywan, przedpokojowy chodnik rodzaju męskiego. Jakby ktoś to zaplanował. Smukła i zaokrąglająca się na przedzie trzepaczka, oraz dywan będący kwintesencją abnegacji. Ogorzały niechluj, zapuszczony do ostatniego centymetra włóczki, z której został wytłoczony. On i ona. Zabawki w moich dłoniach. A ja?... Ja byłem lakarzem, decydującym o przebiegu ich sadomasochistycznego konfliktu. Wszystkie sznurki spoczywały w moich dłoniach. Zupełnie przez przypadek, niechcący właściwie stałem się posiadaczem, wydzielonego świata w skali mikro.

WWWCóż...” – pomyślałem – „Konflikt uważam za rozpoczęty”.

WWWWziąłem głęboki zamach, i wyjąc w niebogłosy obkładać zacząłem (bogu ducha winny) dywan. Sfingowałem na poczekaniu jakieś zarzuty i bez procesu zacząłem realizować prawo, tak by nienaruszalna logika działania–i–skutku, bodźca–i–reakcjii oraz winy–i–kary nie straciła na aktualności.

WWWPierwszy klaps spłoszył w całości ptactwo rozsiadłe niedbale na wszystkich półkach dookolnych parapetów.

WWWDrugi klaps przyciągnął oczy znudzonych telewizją emerytów i rencistów, przez co stałem się rozpoznawanym powszechnie gladiatorem, który walczy z wiatrakami w opustoszałym Koloseum kamienic, a więc Don Kichotem i Spartakusem w jednej osobie!

WWWZa trzecim ciosem, wymierzonym w rozlatujący się już nieomal dywan, utraciłem kontrolę nad dalszą sekwencją zdarzeń. Stałem się tyranem. Lalkarzem–despotą, który traktował trzymane w dłoniach linki szpagatowe jak przewodniki elektryczne, ciskając w nie prądami o nieludzko wysokim natężeniu. Dzięki temu laleczki poruszały się a moje psychodeliczne zamiary stawały się ciałem.

WWWWaliłem jak w bębny, rozjuszony brutalnie. Jak barbarzyńca tańczyłem tubalnie.

WWWDoliczyłem do tysiąca (TYSIĄCA! HAHAHA!...) i zatrzymałem się. Dyszałem jak zwierzę.

WWWSpojrzałem na dywan, który przed godziną przewiesiłem przez poręcz trzepaka. Byłem przerażony tym co ujrzałem. Zamiast misternej krzyżówki arabesek, przywodzącej na myśl najprzedniejsze gobeliny zdobiące indyjskie pałace, zobaczyłem wyliniałe strzępy ledwie trzymające się poręczy, i zwisające z niej jak krwioobieg wyjęty z czyjegoś ciała.

WWWZamordowałem swój dywan. Trzepaczka, instrumentalnie przeze mnie wykorzystana, zamordowała swoje męski dopełnienie. W imię czego? W imię porannego chciejstwa, które zrodziło się w zastępstwie normalnego skądinąd głodu? Właśnie tak! W imię nienazwanej rui to zrobiłem, co się pojawiła w zastępstwie spragnionego wody ciała, odwadniającego się każdej nocy gehenną nocnych koszmarów.

WWWStałem osamotniony w zasłonach kurzu, który przybierał kształty najróżniejszych koronek.

WWWSpojrzałem w górę. Słońce było porażające, przenikliwe. Dostrzegłem tam w górze gęste kołtuny kurzu wzbijające się w niebo, oraz kołtuny włóczki, która niegdyś byłą dywanem. Wszystko to miało skrzydła i wypuściło się najpewniej w poszukiwaniu świata, gdzie ponownie zdoła przybrać określone kształty, zdobyć ponowną tożsamość, przeobrazić się rezolutnie w nowe dywany, nowe przedpokojowe chodniki, nowe... gobeliny.

WWWStałem tam sam jeden, jak palec. Wyrodny i nieogolony. Okna, do tej pory szczelnie pozamykane, otwierały się, a ludzie wychudzeni samotnością wychylali. Jeden klasną, drugi klasną. I tak, drogą bezkrytycznego naśladownictwa wszyscy poczęli klaskać w zachwycie, rozanieleni autentycznością misterium, którego niechcący stałem się sprawcą. Lecz teraz byłem kimś więcej, byłem spoiwem łączącym te wszystkie istnienia, które do tej pory pojedynczo stawiały czoło domatorskim depresją. Stałem się ich prywatnym wieszczem, natchnionym przez poranne chciejstwo. Ojcem chaotycznie zrzeszonej komuny. Kaznodzieją wymachującym dumnie trzepaczką. I w końcu – nieprzewidywalnym pedantem, który nigdy nie pozwoli wyczytać z martwego spojrzenia, co tym razem stanie się z dywanem rozwieszonym na sztywnej poręczy trzepaka – dywanem, oczekującym bezosobowo na rozbrojenie z granatów znienawidzonego przeze mnie kurzu oraz bomb, wiercących się pod lupą roztoczy.

WWWRobiłem to codziennie. Musiałem to robić. Bo słońce było przenikliwie, a niebo wciąż... Bladoniebieskie.


WWW***


WWWMorał:
WWWŚwiat jest dobry. Złe są tylko dywany.


WWW***


WWWKONIEC.

WWW13 kwiecień 2006
Ostatnio zmieniony pn 12 mar 2012, 21:04 przez Epejos22, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » pn 05 mar 2012, 16:28

Nie, nie chciałem mieć czystych dywanów. Chciałem przeżyć jedynie czynność, nazwaną potocznie "trzepaniem dywanów".

Codziennie tak przeżywa? No i skoro je trzepie codziennie, to skąd w nich tyle kurzu.

Bo uwierz mi czytelniku, wszystko zaczyna się o świcie.

Nie wszystko.

...które wydzielone było w zamkniętą przestrzeń.

które było zamkniętą przestrzenią?

człowiek wpadł (1)do wielkiej studni bez wyjścia, którą stwórca, w każdej chwili odseparować może od reszty świata, kładąc nań (2)porcelanowe denko, bądź inne wieko.

(1) ...do wielkiej studni bez dna... Studnia żadnych wyjść nie posiada.
(2) Czy to ważne jakie to wieko?

Ogorzały niechluj, zapuszczony do ostatniego centymetra włóczki, z której został wytłoczony.

Dywany się tka, nie tłoczy.

Zupełnie przez przypadek, niechcący właściwie stałem się posiadaczem, wydzielonego świata w skali mikro.

Przypadku tu nie ma, a nazywanie trzepaczki z dywanem światem jest lekką przesadą.

W imię nienazwanej rui to zrobiłem, co się pojawiła w zastępstwie spragnionego wody ciała, odwadniającego się każdej nocy gehenną nocnych koszmarów.

O co tu chodzi?

Słońce było porażające, przenikliwe.

W opisanej przez ciebie studni raczej ciężko cokolwiek zobaczyć.

...ludzie wychudzeni samotnością wychylali

Wychudzenie samotnością?

Jeden klasną, drugi klasną.

Klasnął.

...rozanieleni autentycznością misterium, którego niechcący stałem się sprawcą.

Jakiego misterium? Jakiego niechcący? To on sam zdecydował się wytrzepać dywan i on sam nadał temu jakieś znaczenie.

...byłem spoiwem łączącym te wszystkie istnienia, które do tej pory pojedynczo stawiały czoło domatorskim depresją.

Jakie istnienia? O co chodzi z tą domatorską depresją?

Stałem się ich prywatnym wieszczem, natchnionym przez poranne chciejstwo.

Niejasne. Czyim wieszczem? Dywanu i trzepaczki, czy mieszkańców kamienicy?

Ojcem chaotycznie zrzeszonej komuny.

Jakiej komuny?

I w końcu – nieprzewidywalnym pedantem, który nigdy nie pozwoli wyczytać z martwego spojrzenia, co tym razem stanie się z dywanem rozwieszonym na sztywnej poręczy trzepaka – dywanem, oczekującym bezosobowo na rozbrojenie z granatów znienawidzonego przeze mnie kurzu oraz bomb, wiercących się pod lupą roztoczy.

Raczej to jasne, że jak się wiesza dywan na trzepaku, to w celu wytrzepania.
Bomby-roztocza?

Bo słońce było przenikliwie, a niebo wciąż... Bladoniebieskie.

Bo słońce było przenikliwe, a niebo wciąż... bladoniebieskie.
Jaki to ma związek z trzepaniem dywanu?

Nie przemawia do mnie ten tekst. Jest napisany dosyć wprawnym językiem - poza paroma niezbyt udanymi metaforami - tylko po co? Po co dodawać jakieś dziwne znaczenie trzepaniu dywanów? A nawet jeśli, to przesłanie takiego tekstu powinno być jasne. Tutaj bohater wychodzi na podwórze, wiesza dywan, dodaje interpretację do tego co robi i nagle okazuje się jakimś wieszczem który trzepie dywan bo niebo jest niebieskie. W dodatku dajesz morał tej historii, który jakoś ciężko mi podpiąć pod ten tekst. Skąd pomysł, że dywany są złe a świat dobry? Nigdzie w tekście nic nie było o złych dywanach. Podobało mi się średnio.



Awatar użytkownika
Epejos22
Pisarz osiedlowy
Posty: 381
Rejestracja: sob 14 cze 2008, 13:43
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Górny Śląsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Epejos22 » pn 05 mar 2012, 23:45

Wow! Bardzo dziękuję za rzetelną krytykę. Uśmiechałem się prawie przy każdym zdaniu. Kilka razy parsknąłem śmiechem (!), co mi się rzadko zdarza :)

A teraz kontrrrrr-atak :) :

Dywany się tka, nie tłoczy.


To co (w takim razie) sprzedaje firma tapicerska "Berfin" z województwa podlaskiego?
Cytuję:

"Na naszą ofertę składają się m.in. [...] dywany wytłaczane, oraz gładkie".

Źródło: http://www.ara-dywany.pl/

[...] nazywanie trzepaczki z dywanem światem jest lekką przesadą.


No chyba, że autorowi chodziło o to, że "dywan", to symbol uległości, a "trzepaczka", to symbol dominacji (czemu dość jednoznacznie dał wyraz w swoim opowiadaniu). Są to siły na tyle uniwersalne i ponadczasowe, że można je - lekką ręką - "podciągnąć" pod "zasady gry" obowiązujące w całym wszechświecie. Nawet osoba wierząca jest uległa w stosunku do Boga, który jest - proszę mnie źle nie zrozumieć - alfadominatorem wszechrzeczy.

Stąd zdanie:

"[...] stałem się posiadaczem, wydzielonego świata w skali mikro".

A więc "posiadaczem miniaturowego świata, w którym żądzą ponadczasowe zasady dominacji i uległości".

Klasnął.


Mou Die! Tego nie zauważyłem!!!

O co chodzi z tą domatorską depresją?


"Domatorską", czyli "dziejącą się w obrębie mieszkania" .
Tak ja to rozumiem.

Czyim wieszczem? Dywanu i trzepaczki, czy mieszkańców kamienicy?


Wyszedłem z założenia, że czytelnik będzie łączył słowo "wieszcz" z bytami osobowymi, a nie bezosobowymi.
Ja - po prostu - wierzę w ludzi.

Bo słońce było przenikliwe, a niebo wciąż... bladoniebieskie.
Jaki to ma związek z trzepaniem dywanu?


Mou Die!

Skąd u Pani ta nieczułość na ekwilibrystyczne metafory? :)
Ja, w wieku 20 lat, miałem w głowie - tylko i wyłącznie - ekwilibrystyczne metafory. Zdanie w stylu "kot mył się w słońcu" (notabene, ostatnie zdanie wieńczące najgenialniejsze "Sklepy cynamonowe" Brunona Schultza) wprawiało mój mózg w stan farmakologicznej wręcz śpiączki.

Swego czasu popełniłem całkiem "genialną" pracę na temat myślenia metaforycznego u dzieci (tak, nie pomyliła się Pani - "genialną"!*), i aż po dzień dzisiejszy pani profesor z metodyki nauczania plastycznego rozpoczyna swój wykład od słów: "Panie Grzegorzu... Znów przypomniałam sobie Pana pracę na temat myślenia metaforycznego u dzieci. - Wzdycha dwa razy (co trwa mniej więcej 12 sekund) i rozpoczyna swój kolejny półtoragodzinny wykład.

***

Z resztą uwag całkowicie (≈) się zgadzam!

Nawet nie wiesz jak Ci dziękuję, że poświęciłaś swój czas na przeczytanie mojego błyskotliwie napisanego tekstu.
Merci.

:)

----------
* Zupełnie nie rozumiem dlaczego ludzie się bronią przed używaniem tego słowa. Ja je używam tak często, jak to tylko możliwe.

[ Dodano: Pon 05 Mar, 2012 ]
Epejos22 pisze:Wow! Bardzo dziękuję za rzetelną krytykę. Uśmiechałem się prawie przy każdym zdaniu. Kilka razy parsknąłem śmiechem (!), co mi się rzadko zdarza :)

A teraz kontrrrrr-atak :) :

Dywany się tka, nie tłoczy.


To co (w takim razie) sprzedaje firma tapicerska "Berfin" z województwa podlaskiego?
Cytuję:

"Na naszą ofertę składają się m.in. [...] dywany wytłaczane, oraz gładkie".

Źródło: http://www.ara-dywany.pl/

[...] nazywanie trzepaczki z dywanem światem jest lekką przesadą.


No chyba, że autorowi chodziło o to, że "dywan", to symbol uległości, a "trzepaczka", to symbol dominacji (czemu dość jednoznacznie dał wyraz w swoim opowiadaniu). Są to siły na tyle uniwersalne i ponadczasowe, że można je - lekką ręką - "podciągnąć" pod "zasady gry" obowiązujące w całym wszechświecie. Nawet osoba wierząca jest uległa w stosunku do Boga, który jest - proszę mnie źle nie zrozumieć - alfadominatorem wszechrzeczy.

Stąd zdanie:

"[...] stałem się posiadaczem, wydzielonego świata w skali mikro".

A więc "posiadaczem miniaturowego świata, w którym żądzą ponadczasowe siły dominacji i uległości".

Klasnął.


Mou Die! Tego nie zauważyłem!!!

O co chodzi z tą domatorską depresją?


"Domatorską", czyli "dziejącą się w obrębie mieszkania" .
Tak ja to rozumiem.

Czyim wieszczem? Dywanu i trzepaczki, czy mieszkańców kamienicy?


Wyszedłem z założenia, że czytelnik będzie łączył słowo "wieszcz" z bytami osobowymi, a nie bezosobowymi.
Ja - po prostu - wierzę w ludzi.

Bo słońce było przenikliwe, a niebo wciąż... bladoniebieskie.
Jaki to ma związek z trzepaniem dywanu?


Mou Die!

Skąd u Pani ta nieczułość na ekwilibrystyczne metafory? :)
Ja, w wieku 20 lat, miałem w głowie - tylko i wyłącznie - ekwilibrystyczne metafory. Zdanie w stylu "kot mył się w słońcu" (notabene, ostatnie zdanie wieńczące najgenialniejsze "Sklepy cynamonowe" Brunona Schultza) wprawiało mój mózg w stan farmakologicznej wręcz śpiączki.

Swego czasu popełniłem całkiem "genialną" pracę na temat myślenia metaforycznego u dzieci (tak, nie pomyliła się Pani - "genialną"!*), i aż po dzień dzisiejszy pani profesor z metodyki nauczania plastycznego rozpoczyna swój wykład od słów: "Panie Grzegorzu... Znów przypomniałam sobie Pana pracę na temat myślenia metaforycznego u dzieci. - Wzdycha dwa razy (co trwa mniej więcej 12 sekund) i rozpoczyna swój kolejny półtoragodzinny wykład.

***

Z resztą uwag całkowicie (≈) się zgadzam!

Nawet nie wiesz jak Ci dziękuję, że poświęciłaś swój czas na przeczytanie mojego błyskotliwie napisanego tekstu.
Merci.

:)

----------
* Zupełnie nie rozumiem dlaczego ludzie się bronią przed używaniem tego słowa. Ja je używam tak często, jak to tylko możliwe.



Awatar użytkownika
A.
Pisarz domowy
Posty: 72
Rejestracja: sob 19 lut 2011, 12:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: A. » pt 09 mar 2012, 18:55

Utwór utrzymany jest w tonacji przypominającej tę, którą cechuje poprzedni Twój tekst, opublikowany tutaj kilka lat temu. Muszę przyznać, że mamy podobną wyobraźnię :) Świt, ta naturalna cezura, odwieczny przedmiot eksploatacji poetyckiej; słońce, niebo, ptactwo - preferujesz te same fragmenty rzeczywistości, co ja, a pokrewieństwa naszych imaginacyj nie dowodzi oczywiście tylko wykorzystywanie tych motywów do celów artystycznych, ale swoisty, poetycki rzekłbym sposób kreowania świata przedstawionego w oparciu o wymienione motywy.

Moją uwagę zwróciła również rozbudowana metaforyka; wyeksponowanie destrukcyjnych właściwości relacji damsko-męskich, unaocznienie uprzedmiotowiania, któremu ulegają powszechnie kobiety, deprecjacja, której z kolei podlegają mężczyźni - i wiele jeszcze innych przenośni odnoszących się najczęściej do sfery damsko-męskiej. Zresztą Tym się właśnie Twój tekst odznacza, że bardzo wyraźnie sygnalizuje drugie piętro znaczeniowe - może aż nazbyt wyraźnie w tak lapidarnym utworku. Mam wrażenie, że gdzieniegdzie przesycony on jest tymi sygnałami: znaczenia napierają na siebie, chcąc uzyskać supremację nad innymi, co czytelnika dezorientuje i zniechęca.

Bardzo mi przypada do gustu Twoja predylekcja do udziwaczniania zachowań bohaterów, do niejakiego odbierania im autonomii i obarczania ich funkcją intensyfikowania ładunku emocjonalnego noweli. Ci klaskający ludzie wyznaczają apogeum utworu, jego kulminację.
Ciekawym rozwiązaniem okazało się również wieko, którym stwórca może odseparować podwórko od reszty świata - potrafisz niekonwencjonalnie odmalowywać tło zdarzeń. Umiejętność ta spokrewniona jest zresztą ze zdolnością płynnego rozwijania jednego obrazu w drugi. Sekwencja obrazów nie "zacina się" u Ciebie, co pozostaje w związku z koherencją następujących po sobie znaczeń (np. "Zamiast misternej krzyżówki arabesek, przywodzącej na myśl najprzedniejsze gobeliny zdobiące indyjskie pałace, zobaczyłem wyliniałe strzępy ledwie trzymające się poręczy, i zwisające z niej jak krwioobieg wyjęty z czyjegoś ciała"); widzimy tutaj, że arabeski, wzory na gobelinach, strzępy dywanu i krwiobieg dzielą społem pewien obszar semantyczny, którego konsekwentnie się trzymasz. Jest to niebagatelny walor.

Pod względem językowym - jak się spodziewałem - imponująco. Powtarzanie tych samych fraz (zwłaszcza na początku) bynajmniej nie robi wrażenia błędu stylistycznego (poza jednym, na moje oko, wyjątkiem), udatnie służy ekspresji i waloryzuje tekścik dźwiękowo. Szczególnie następujące fragmenty spotkały się z moim uznaniem (oczywiście bez kontekstu nie widać ich zalet, ale nie będę przecież wklejał całych passusów; zaznaczę tylko miejsca, w których rytmika osiąga swój paroksyzm):

(...)Jedni z niezrozumiałych przyczyn zrywają ze ścian tapetę (u zarania dnia, codziennie!), jeszcze inni piorą pościel (u zarania dnia, codziennie!) (...)


a, tutaj cały ustęp wkleję:

Trzepałem dzisiaj dywany.

Jak co dzień.

Nie, nie chciałem mieć czystych dywanów. Chciałem przeżyć jedynie czynność, nazwaną potocznie "trzepaniem dywanów". Bo uwierz mi czytelniku, nie wszystko jest tym, czym się z perspektywy gapia wydaje.

A więc, powiem to jeszcze raz – NIE CHCIAŁEM MIEĆ CZYSTYCH DYWANÓW!


Fragmencik powyższy przypomniał mi wiersz Grzegorza Wróblewskiego pt. "powtórzenie":

Byłem już kiedyś w tym samym pomieszczeniu.
Rozmawiałem z tą samą kobietą,
obserwowałem jej błyszczący naszyjnik
i piłem herbatę z tej samej filiżanki.
Wiem dokładnie, w którym momencie
powiemy sobie:
Dobranoc! Ile minut będę usypiał i co
się potem nam przyśni...
Byłem już kiedyś w tym samym pomieszczeniu!
(...)[/i/]

(za poprawność zapisu wersyfikacyjnego nie ręczę)

Oprócz tego mamy jeszcze wiele aliteracji w Twoim utworze, co oczywiście przemawia na jego korzyść.

Słowem, kawałek dobrej roboty :) Zgrzytów większych nie przyuważyłem.

[ [i]Dodano: Pią 09 Mar, 2012
]
Przyuważyłem jednak, przyuważyłem... Tutaj:

Okna, do tej pory szczelnie pozamykane, otwierały się, a ludzie wychudzeni samotnością wychylali.


Do dupy. Rozumiem, że powtórzenie zaimka zwrotnego zniweczyłoby urodę zdanka, ale trzeba było jakoś inaczej wybrnąć z tej sytuacji np. " (...) a ludzie wychudzeni samotnością wychylali ciekawie głowy".

Pozwolę sobie jeszcze, skoro już piszę, wyrazić podziw dla tego fragmentu:

Wziąłem głęboki zamach, i wyjąc w niebogłosy obkładać zacząłem (bogu ducha winny) dywan. Sfingowałem na poczekaniu jakieś zarzuty i bez procesu zacząłem realizować prawo, tak by nienaruszalna logika działania–i–skutku, bodźca–i–reakcjii oraz winy–i–kary nie straciła na aktualności.


Ciekawe nawiązanie do (in)determinizmu :)



Awatar użytkownika
Epejos22
Pisarz osiedlowy
Posty: 381
Rejestracja: sob 14 cze 2008, 13:43
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Górny Śląsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Epejos22 » pt 09 mar 2012, 21:14

Kurcze.
Sprawiłeś mi wielką radość tą recenzją.
Dziękuję Ci A.

[ Dodano: Pią 09 Mar, 2012 ]
Zapewne "wierci" Cię następujący fragment:

"Chciałem przeżyć jedynie czynność nazwaną potocznie [...]".

Czytelnik ma wrażenie, że lepiej brzmiałoby zdanie:

"Chciałem jedynie przeżyć czynność nazwaną potocznie [...]".

Ale ta wersja też jest lekko zwichrowana.


P.S.

Dodam jeszcze, że opowiadanie jest osnute na faktach. Moja świętej pamięci babcia poprosiła mnie o wytrzepanie dywanów... I tak się zaczęło. Wziąłem starą, metalową trzepaczkę i [i]"wyszedłem z nią na podwórze, które wydzielone było w zamkniętą przestrzeń [...]".



Awatar użytkownika
A.
Pisarz domowy
Posty: 72
Rejestracja: sob 19 lut 2011, 12:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: A. » sob 10 mar 2012, 09:35

Recenzja to za dużo powiedziane :]
Wskazany przez Ciebie fragment nie wykazuje jakiegoś rażącego dysonansu. To prawda, że zgłoski "ż" i "cz" należą do tej samej rodziny i dla zachowania jak największej jednorodności dźwiękowej można by było zaakceptować drugi wariant (chciałem jedynie przeżyć czynność) - zwłaszcza, że "j" i "ł" również ze sobą konweniują - ale nie jest to, jak już powiedziałem, żaden mankament.

Właściwie dwa razy mi coś nie zagrało. Tu:

Czemu przez cały dzień tkwiłem w zasłonach kurzu i pozwalałem, by posiadacze odkurzaczy piorąco–myjących drwili ze mnie przez cały dzień w oknach swoich wymuskanych pomieszczeń?


Jawne, najzupełniej nieusprawiedliwione nadużycie powtórzenia.

I tutaj jeszcze zdarzyło Ci się, w moim mniemaniu, popełnić omyłkę:

Każda przygoda, romans i tragedia też każda


Na siłę nie aliterujmy.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 11 mar 2012, 02:17

Spodziewałem się więcej. Lepiej. Mocniej. Twój sposób prowadzenia dyskusji sugerował zupełnie inny wymiar myślenia. Tekst... cóż, jest przezywczajny - ot, miniatura, choć bogata w emocje, ale to nadal mini-proza, jakich wiele. Potraktuję to jako ćwiczenie, ponieważ w jakimkolwiek innym wymiarze jest irracjonalne. I ad dziwnymi słowy się rozchodziwszy, naszło mnie:
zre(S)kapitulować - czy to jakieś słowotwórstwo? Od rekapitacji (notowanej w słowniku w 1973 roku - archaizm)? Pasowałoby, ale zapis nie ten...

Miniatury mają sens - owszem - twoja, sytuacyjna, nie całkiem. Nie odnalazłem w niej nic odkrywczego, nic godnego zastanowienia albo - co ważniejsze - przemyślenia. Ot tekst, gnany chwilą.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Epejos22
Pisarz osiedlowy
Posty: 381
Rejestracja: sob 14 cze 2008, 13:43
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Górny Śląsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Epejos22 » ndz 11 mar 2012, 03:34

Edit - ancepa <post wykasowany na życzenie autora>
Post zredagowany (proszę o wykasowanie wcześniejszego, bo zaszłą pomyłka ;)):

Dzięki, Martinus.
Wszystkie opinie są dla mnie bardzo ważne.

Eksponowanie własnej, intymnej twórczości w pewnym sensie WYZWALA człowieka. Nie ważne, że są w niej błędy, głupoty i typowa dla "tego wieku" naiwność.
Zdaję sobie sprawę z tego, że moja "proza" (ekhhhmmm) sprzed lat ma w sobie różnego rodzaju defekty. Miałem wtedy 20 lat. A i tak sądzę że - jak na dwudziestolatka - cechowała mnie wyjątkowa kultura słowa i WYBITNE - jak na ten wiek zdolności - (STRAŻE!!!) - do językowego artykułowania mych treści.

Od jakiegoś czasu sprawdzam, na ile wyrażanie myśli narcystycznych i megalomańskich zmienia kompozycje uczuć w mej duszy. A więc na ile mi to szkodzi, a na ile nie szkodzi. I - o ile - kiedyś (w pewnym sensie) mi to szkodziło, to dzisiaj - pozwala mi to na jeszcze lepsze zdystansowanie się do tzw. systemu aksjologicznego, który zniewala człowieka od chwili, w której Ewa - nasza "rezolutna" rodzicielka - zjadła owoc z biblijnego "drzewa poznania".

Jak to mówią, w życiu trzeba spróbować wszystkiego (poza kazirodztwem).

Martinius pisze:Potraktuję to jako ćwiczenie, ponieważ w jakimkolwiek innym wymiarze jest irracjonalne.


Teraz piszę inaczej (gdyż ;) w ogóle nie piszę). Zdroworozsądkowe życie przeciągnęło mnie na swoją stronę! Barok językowy schował się w cień.

Martinius pisze:Spodziewałem się więcej. Lepiej. Mocniej. Twój sposób prowadzenia dyskusji sugerował zupełnie inny wymiar myślenia.


Powyższy tekst napisałem mniej-więcej 6 lat temu! Moje agresywne i wycyzelowane teksty, które miałeś okazję spotykać na forum, były owocem czegoś zupełnie... innego.
6 lat temu nie znałem filozofii indyjskiej! Byłem zamknięty w swojej głowie (o ile tak można nazwać swego rodzaju "autyzm społeczny" spowodowany nadmiernie rozbudowanymi procesami semantyczno-wyobrażeniowymi).

Poza tym!: 2 lata temu dostałem zawrotu głowy i wycofałem się z pisarstwa (przynajmniej na razie). Trauma, która się z tym wiązała ostudziła moją agresywną stronę osobowości. Zacząłem dmuchać na zimne i nie zatracać się w "oderwanych od rzeczywistości" procesach twórczych ;) które niegdyś stanowiły podstawową i najbardziej fundamentalną część mojego - nazbyt! - artystycznego życia.

W celach terapeutycznych przeniosłem się do innego miasta i studiuję rzeźbę. A że jest to kierunek artystyczno-pedagogicznym, to będę miał po nim uprawnienia do nauczania szeroko pojętej Estetyki w szkołach ;)

Póki co, nie spodziewaj się "więcej, mocniej i lepiej". Oczyszczam szufladę z pierwocin mego rozwoju.
Zainteresowani będą mogli prześledzić jak wyglądały moje samodzielne początki.

Jeszcze raz Ci dziękuję, drogi Martinusie.
Bądź silny i się nie poddawaj.
Ostatnio zmieniony pn 12 mar 2012, 21:44 przez Epejos22, łącznie zmieniany 1 raz.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości