Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Cnota utracona [początek powieści] Zawiera wulgaryzmy

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
matiej
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 07 sty 2011, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Cnota utracona [początek powieści] Zawiera wulgaryzmy

Postautor: matiej » czw 19 sty 2012, 23:05

CNOTA UTRACONA

Fetor wypełniał cały pokój. Smród, jaki unosi się za pieprzonym dworcowym kloszardem. Nawet gorszy. Połączony z odorem najbardziej ohydnego bimbru i spermy. Wokół żarzącej się żarówki, zwisającej na kablu z sufitu, kłębiło się najbardziej parszywe latające robactwo. Goła podłoga. Niegdyś leżały na niej klepki, lecz jednej zimy wszystkie spalono w kozie. Żeby jakoś ogrzać tą norę. Syf. Innym przymiotnikiem nie można opisać pomieszczenia, które w tym mieszkaniu pełniło funkcję salonu. Na zimnym betonie leżała naga kobieta. Widok raczej obrzydliwy, nie zaś podniecający. Cała pomarszczona, jak winogron pozostawiony w letnim słońcu. Na pierwszy rzut oka wyglądała na co najmniej sześćdziesiąt. Naprawdę miała czterdzieści sześć. Żółte, tlenione włosy. Tłuste, jakby łojem pokryte. Posklejane od zastygniętego nasienia. Cyc obwisły. Jak u starej mlecznej krowy. Zero jędrności. Zwisał bezwładnie, niczym worek bokserski. Uśmiechnęła się szeroko. Brak przedniego, górnego uzębienia. Te zęby, które pozostały miały kolor podobny kostki szarego mydła. Leżała otoczona dziesiątkami butelek po wódce, tanim winie, czy lurowatym piwie oraz setkami petów, które ktoś kiedyś gasił o podłogę.

Mąż Jadwigi, bo tak kobieta miała na imię, rozlał bimber do dwóch kieliszków. Chwycił jeden z nich. Drugi był przeznaczony dla Kazika, tak zwanego przyjaciela domu. Łysego, żylastego pięćdziesięciolatka. Roman – małżonek Jadźki – wzniósł kieliszek. Obaj wlali w przepite gardła kolejną pięćdziesiątkę trutki. Inaczej nie można było nazwać tego co pili. Bliżej było do denaturatu, aniżeli wódki.

Przełykając Roman się zakrztusił. Odbiło mu się. Kaszlnął. Wymiociny popłynęły z otworu jamowego. Prosto na stół. Kazik odszedł od stołu. Zostawił towarzysza samego. Jadwiga rozłożyła nogi. Przyjaciel klęknął przed nią. Wpatrywał się w babsko. Chwila święta, największa przyjemność z tego pierdolonego życia jego. Na wychudzonej twarzy malowało się skupienie. Krew zaczęła pulsować. Żyły na ciele jeszcze bardziej się uwydatniły. Czuł się jak kanonik klęczący przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Każdy ma taką madonnę, na jaką zasłuży.

Pochylił się. Głowę miał między jej udami. Językiem próbował przebić się przez gąszcz włosów łonowych. Nigdy nie golone. Odchylił łeb. Splunął. Wprost na brzuch Jadwigi. Ta jedynie głośno się roześmiała. Ślina pomieszana z pojedynczymi włosami łonowymi zaczęła z niej spływać. Kazik dobrał się w końcu do rozjechanej pizdy kobiety. Lizał ją z taką namiętnością, jakby to była słodka, niewinna cipka nastolatki. W rzeczywistości kosztował odpady. Ochłap. Z kąta pokoju słychać było odgłosy wymiotów. Resztki pożywienia zmieszane z krwią i kwasami żołądkowymi znów się rozlewały. Jadwiga zaczęła głośno jęczeć. Kazik gryzł jej łechtaczkę. Próbował ją gryźć dziąsłami. Zębów od wielu lat nie posiadał. Jęki babska były coraz głośniejsze. Roznosiły się po całym mieszkaniu.

W drugim pokoju tych odgłosów orgii dla plebsu musiały wysłuchiwać dzieci Jadwigi i Romana. Nikt jednak nie miał pewności czy wszystkie były z jednego ojca. Rozkładała nogi dla każdego, kto chciał ją ruszyć. Prawda była taka, że pierdolili ją wyłącznie menele. Porządny mężczyzna takiej by nawet kijem nie tknął. W małym pokoiku również nie było żadnego pokrycia podłogi. Golutki beton. Cztery łóżka, które kiedyś tam stały także potraktowano jako opał. Trzech braci i siostra spało na cienkich materacach. Ona była najmłodsza. Czternaście lat. Najstarszy z chłopaków miał osiemnaście. Później siedemnastolatek i szesnastolatek. Imiona odpowiednio Adam, Michał, Mateusz. Dziewczyna zwana była Olą. Nie mogła spać. Odgłosy z drugiego pokoju nie pozwalały jej zasnąć. Miała bardzo słaby sen. Doskonale wiedziała co się wyczynia w salonie. Czuła obrzydzenie do rodziców, a jeszcze większe do tego całego szemranego towarzystwa kręcącego się po mieszkaniu. Marzyła o normalnym domu. Co gorsza musiała gapić się na brata, który pół nocy walił kapucyna. Kołder żadne nie miało. Widziała więc wszystko. Tym bardziej, że Adam w jednym ręku trzymał latarkę. Wspomagał się najbardziej perwersyjnym ślizgaczem wygrzebanym ze śmietnika. Pół nocy już trzepał. Łapa obryzgana spermą. Wystrzał. Jechał dalej.

Siku - pomyślała Ola. Mocz mocno naciskał ją na pęcherz. Próbowała wstrzymać. Wolała nie iść do łazienki. Musiałaby przejść przez salon. Nie chciała patrzeć jak ojciec z kumplem rżną jej matkę. Zarówno przerażające, co żałosne. Makabra. Tak co noc. Towarzysze jedynie się zmieniali. Czasem było ich kilku. Każdy mógł Jadwidze wsadzić do woli. Najważniejsze by tylko jakiś alkohol przyniósł. Nie mogła powstrzymać. Lekko popuściła. Momentalnie smród szczochów rozniósł się po pokoju. Duża plama pokryła białe spodnie od piżamy. Wstała. Zmusiła się by pójść do łazienki. Brat spojrzał w jej kierunku. Światło latarki skierował na Olę. Zaczął szybciej walić. Podniecała go. Zawsze ślinił się na widok siostry. Marzył by ją posiąść. Pragnął chorego kazirodczego związku z siostrą. Chciał co dzień spuszczać się do jej młodej cipki, w jej wydatne usta, a nie wyłącznie na własną dłoń. Zniknęła za drzwiami.

Wchodząc do pokoju od razu spostrzegła matkę. Kazik mocno sapiąc rżnął ją. Ola nie poruszyła się. Wlepiła swoje duże oczy w tą żałosną scenę. Ojciec pod ścianą. Także nagi. Leżał w morzu ekskrementów. Próbował się podnieść. Jadwiga zauważyła córkę.

- Co się kurwa gapisz?

Nic nie odpowiedziała. Minęła parę będącą w groteskowej ekstazie. Każdy jej krok Kazik śledził wzrokiem. Już tylko siedział w Jadwidze. Przestał ją posuwać. Skupił się na córce. On również miał ochotę na młodziutką cipkę.

Otworzyła drzwi od łazienki. Wokół kibla naszczane. Cała deska kleiła się. Papieru była resztka. Nie chciała marnować na czyszczenie. Spuściła spodnie od piżamy i usiadła. Gdzie niegdzie mocz nie zdążył jeszcze wyschnąć. Deska przykleiła się do jej ciała. Rozluźniła się. Mocz zaczął z niej ściekać. Wodospad Niagara ze szczochów. Nagle rozpostarły się drzwi. Do środka wtoczył się Kazik. Wzrokiem łowcy przypatrywał się swojej ofierze. Ola poczerwieniała. Stanęła. Próbowała podciągnąć spodnie. Nie zdążyła. Przyjaciel rodziny był już przy niej. Wtulił w siebie. Czuła jak jego penis dotyka jej okolic intymnych. Ręce zacisnął na młodych pośladkach. Wiedział już co czuł arcybiskup Paetz dotykając nastoletnich ciał ministrantów. Było to niezwykłe uczucie. Ola próbowała go odepchnąć. Był zbyt silny. Jego brudne łapska coraz łapczywiej karmiły się młodym dupskiem. Wbijał brudne, czarne, poobgryzane, połamane pazury w jej delikatną skórę. Nigdy nie posiadł młodej kobiety, a tym bardziej dziewczynki. Wygłodniały. Wiedział już, że Jadwiga przestała mu wystarczać. Jedną dłoń zaczął kierować coraz wyżej. Wplótł paluchy w jej smoliste włosy. Odchylił głowę Oli do tyłu. Swoje usta zbliżył do jej. Wcisnął język między wargi dziewczyny. Pierw poczuła odór. Smród alkoholu, brudu, ekskrementów i rzygowin. Wszystko to wymieszane. Ledwo się powstrzymała by nie zwymiotować. Następnie zmysł smaku zaczął działać. Okropieństwo. Smakował alkoholem i cipskiem Jadwigi. Na chwilę rozluźnił uścisk. Chwyciła ręką za jego policzek. Wbiła paznokcie. Pociekła krew. Wypuścił swą zdobycz. Ta go jeszcze odepchnęła. Padł. Poniżyła go. Leżąc, ślepo wpatrywał się w młode łono. Ślinił się. W pijańskim amoku wmówił sobie, że kocha Olę. Przed oczyma miał wyłącznie konsumpcję tej miłości. Dziewczyna podciągnęła spodnie. Wybiegła. Nie zważając na nic uciekła do pokoju. Zamknęła drzwi. Siadła na podłogę. Wystraszona spojrzała na brata. Ten wciąż walił konia.

Obolały Kazik wyczołgał się z łazienki. Krew sączyła się coraz mocniej. Widząc to Roman podszedł do przyjaciela. Pomógł mu wstać.

- Kaziu, ty krwawisz - wybełkotał.
- Przez twoją zasraną córeczkę.
- Ona ci to zrobiła?
- Ta. Pomacać tylko chciałem, a ta bladź mnie tak urządziła.
- Kaziu, obiecuję na krzyż. Ty mój przyjaciel. Nie podaruję gówniarze tego.

Wszedł do pokoju dzieci. Ola leżała skulona na swoim materacu. Bała się. Zaczynała dygotać. Wiedziała, że ojciec jest bardzo agresywny po pijaku. W myślach odmawiała zdrowaśkę. Poczuła szarpnięcie. Roman ciągnął ją za koszulkę. Wrzasnął.

- Wstawaj jebana suko.

Szarpnął mocniej. Poddała mu się. Wstała. Wziął zamach. Nie trafił w córkę. Wywrócił się. Kazik pomógł mu wstać. W oczach miał dzikość wygłodniałego zwierza. Kolejny zamach. Tym razem trafił. Z całej siły w brzuch córki. Złamała się w pół. Padła. Znowu szarpnięcie. Nie była w stanie wstać. Przed oczyma zrobiło się biało. Piekielny ból. W tej chwili pragnęła jednego. Chciała umrzeć.

Ojciec zebrał siły. Pomału zaczął trzeźwieć. Chwycił oburącz córkę. Rzucił nią. Uderzyła o ścianę. Synowie pobudzili się. Nie pomogli siostrze. Oportunizm. Nie chcieli być kolejni. Jedynie Adam odczuwał zwiększone podniecenie. Przemoc potęgowała je. Dziewczyna została wywleczona z pokoju. Traktowano ją jak worek kartofli. W tamtej chwili dla ojca znaczyła znacznie mniej aniżeli taki worek.

Drzwi trzasnęły. Adam wiedział, że siostra szybko nie wróci. Podszedł do jej rzeczy. Starannie złożone ubrania leżały obok materaców. Nie mieli szaf, ani chociażby kartonów na rzeczy. Wszystko co posiadali leżało na ziemi. Porozrzucał ciuchy. Na samym spodzie znalazł trzy pary majtek. Wszystkie stringi, bo najtańsze. Gapił się na nie. Ręka samoistnie powędrowała w okolice krocza. Nie mógł się powstrzymać. Był jak narkoman widzący przed sobą ścieżkę amfetaminy. Doszedł bardzo szybko. Obryzgał bieliznę, a przy okazji materac siostry.

Ola leżała w miejscu, gdzie uprzednio matka gziła się z Kazikiem. Nie wiedziała co ją czeka. Sąd nad jej osobą odbywał się przy stole. Rozmową towarzyszył alkohol. Szeptali.

- Romuś, Jadźka wiecie, że jesteście dla mnie jak rodzina.
- No.
- Dam wam dwie dychy, a wy mi dacie córkę zerżnąć.
- Co myślisz stary?
- Na wódkę by starczyło.
- Widzisz Jadźka. Będziesz miała na wódkę.
- Pierw pokaż, że masz dwudziestkę.

Kazik chwycił leżące na stole spodnie. Uwalone. W wymiocinach. Z kieszeni wyciągnął garść drobniaków. Jadwiga skrupulatnie przeliczyła. Trzykrotnie.

- Co pierdolisz, tu jest tylko siedemnaście.
- Ale na połówkę jakąś i tak starczy wam.
- Jadźka, Kazik ma rację. Starczy na połówkę. Niech bierze Olkę. Co ci zależy.
- Dobra, bierz se ją.

Na ustach Jadwigi malował się uśmiech. Były to chyba najłatwiej zarobione pieniądze w jej życiu. Nie musiała tym razem wypinać własnej dupy. Teraz i tak nikt za nią nie płacił. Brali za darmo. Cieszyła się, że w ogóle ktoś chciał ją bzykać. Usiadła mężowi na kolanach. Wepchnęła jego sflaczałego penisa do pochwy. Zaczęła podskakiwać.

Kazik stał przed Olą. Jego członek był w pełnym wzwodzie. Nastolatka spodziewała się najgorszego. Bała się i wstydziła. Wiedziała już, że za chwilę straci dziewictwo z tym oblechem. Zamknęła oczy. Pragnęła by chociaż to szybko minęło. Poczuła tylko pociągnięcie. Otworzyła oczy. Jego ohydny, żylasty fiut znajdował się kilka milimetrów od jej twarzy. Śmierdział moczem. Złapał go. Próbował na siłę wcisnąć go w usta dziewczyny. Nie mógł trafić. Smyrał kutasem po buzi. Opierała się. Okropieństwo.

- Ssij suko - nie mogła się przemóc by otworzyć usta. - Kurwa ssij. Po to się urodziłaś dziwko. By ciebie rżnęli faceci. To wasz pierdolony obowiązek. Otwieraj tego jebanego ryja suko.

Niepewnie rozchyliła wargi. Ryknął tylko "szerzej". Zacisnęła mocno powieki. Zaczęła szukać boga. Nie było go. Miłosierny nie chciał pomóc niewinnej ofierze pijackiej libacji. Nie zjawił się żaden miłosierny samarytanin, który uwolniłby ją od chorej seksualnej żądzy Kazika. Powiadają, że bóg jest wszędzie. W tym mieszkaniu go nie było. Brutalnie wsunął chuja do jamy ustnej nastolatki. Po same jądra. Odruch wymiotny momentalnie pojawił się u niej. Próbowała wysunąć choć kawałek. Nie mogła. Przytrzymywał jej głowę. Triumfował. Panował nad nią. Stała się jego pierdoloną niewolnicą. Leoncio z telenoweli nie posiadł swojej Izaury, Kazik owszem. Miał ją na noc, na własność. Zwolnił uścisk. Lekko odsunęła się. Jego fiut już jedynie w jednej czwartej był w ustach dziewczynki. Rozległo się donośne „ssij”. Ola pokornie wykonała rozkaz. Tak jak los gladiatorów na rzymskiej arenie od kaprysu cesarza zależał, tak jej od tego chama, prostaka. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Nie ludzie. Bestie, bez skrupułów. Rodzice bez instynktu macierzyńskiego i ten skurwysyn. Wyrzuceni na margines społeczeństwa, wyzuci z uczuć. Byli jak zombie. Przed oczyma tylko alkohol i ostry seks. To nie był nawet seks. Ot zwykłe rżnięcie. Pieprzenie dla pieprzenia, jak niegdyś sztuka dla sztuki. Przeważnie nie czerpali wielkiej przyjemności, ot jebali się. Tym razem było inaczej. Kazik czuł się wniebowzięty.

Ola z obrzydzeniem pieściła językiem fiuta oprawcy. Czuła się, jakby wypiła szklankę moczu. Poczuła ból. Zaczął szarpać za jej włosy. Wiedziała, że musi obciągać. Widziała to kiedyś w pornolu. Oglądała u koleżanki. Beznamiętnie poruszała głową. Od czasu do czasu jej język zahaczał o nabrzmiałego kutasa. Kazik jęczał. Było mu dobrze. W tle akompaniowała Jadwiga rżnięta przez męża.

Wiedział, że za chwilę dojdzie. Skwituje stosunek oralny ogromnym wytryskiem w usta dziewczynki. Zaleje ją. Nakarmi swym nektarem. Dzieliły go sekundy. Jego wulkan trysnął lawą, która roztoczyła się po otaczających terenach.

Ola poczuła ciepło w ustach. Wypełniła je kleista maź. Ciepła. W smaku gorzka, słona, nijaka, a zarazem okropna. Jego penis wyszedł na zewnątrz. Przy okazji rozlewając resztki substancji na jej twarz. Czuła się upodlona. Nie chciała połknąć. Splunęła. Z ogromną wściekłością spojrzał na nią. Nie wahał się. Jak tenisista z forhenda rakietą w piłkę, tak on otwartą dłonią w jej twarz uderzył.

- Miałaś połknąć szmato. Teraz to ze smakiem zliżesz.

Chwycił za głowę dziewczynki i przycisnął ją do podłogi. Wiedziała co ma robić. Nie chciała by ją ponownie bił. Wyciągnęła język i zbierała z betonu spermę. Szybko przełykała.

- Rozbieraj się - rozkazał.

Zdjęła koszulkę. Cycki jeszcze porządnie nie zdążyły urosnąć. Cytrynki. Momentalnie jego łapy pojawiły się na nich. Zaczął tarmosić. Ściskać. Druga ręka powędrowała między jej nogi. Pierwszy raz dotykał nieowłosioną cipkę. Ola goliła. Robiła to od chwili, gdy dziewczyny przed wf-em wyśmiały ją, że nosi stringi, a kłaki wystają jak u jakiegoś Yeti. Wtedy pierwszy raz uciekła ze szkoły. Upokorzyły ją. Poszła do marketu. Ukradła maszynkę jednorazową. Wciąż z niej korzystała. Źle już cięła, często zacinała, lecz innej nie miała. Nie chciała więcej kraść.

Dotykał jej dziewiczą pizdę. Nikt jeszcze tego nie robił, poza nią. Czasem się obmacywała. Wiedziała, że to grzech. Zastanawiała się czy w tym momencie także grzeszyła. Robiła się coraz bardziej mokra. Wymiękła. Mimo wszystko odczuwała przyjemność. Przyspieszyła oddech. W pełni oddała się menelowi. Zamknęła oczy. Wyłączyła wszystkie zmysły, poza tym jednym. Mocno naciskał na jej łechtaczkę. Zaczynała czuć ból. Zagłuszał tą chorą przyjemność. Powróciła do realnego świata. Nie mogła od niego uciec, tak jak potrafią to robić schizofrenicy. Zrobiło się chłodniej. Nie miała już spodni na sobie. Położył się na niej.

Znów ten odór z jego ryja. Swoim obleśnym, pełnym śliny językiem zaczął dotykać jej policzków. Rozkoszował się tym. Był szczęśliwy jak gówniarz liżący lizaka. Powoli nadchodził punkt kulminacyjny. Tak ważna chwila, jak pytanie za milion w Milionerach. Moment w którym nieskazitelna czystość dziewczynki przykryta zostanie kołdrą szlamu. Perfumeria przemieni się w szambo.

Zsunął jej majtki. Zszedł między nogi by dziewiczym nektarem napełnić swe usta. Przyssał się wręcz do jej łona niczym pijawka. Lecz nie krew, a dzieciństwo i chęć życia z niej wysysał. Upajał się smakiem, każde muśnięcie łechtaczki ozorem przyprawiało go o rozkosz. Ola na brak podniecenia też nie narzekała. Wszakże ekstaza ta ułomna była, niechciana. Jednak człowiek jest tak zaprojektowany, że nawet w najgorszym momencie, jakim jest gwałt czuć tą przyjemność, pomimo, że tego w ogóle się nie pragnie. Odchylił łeb swój parszywy, młode łono zbrukane śliną plugawego menela.

Nastał więc moment, na który tak bardzo czekał, ona zaś przed nim uciekała. Modlitwy do samego serca chrystusowego i najświętszej panienki o kant dupy można było potłuc. Na nic się nie zdały. Położył się na niej. Do nozdrzy Oleńki dotarł fetor Kazika. Straszliwie jebało tym skurwysynem.

Poczuła ból. Oprawca próbował wcisnąć swojego żylastego fiuta w głąb dziewczynki. Penetracja nieznanych otchłani została rozpoczęta. Dla niej to było nieuniknione, lecz czemu tak wcześnie. Wolała by do tej chwili jeszcze trochę czasu upłynęło. By jej najświętszych głębin nie badał stary, zdezelowany, ledwo zipiący sprzęt. Ból z każdą sekundą zaczął narastać. Zacisnęła wargi, szybciej oddychała. Tłoki ruszyły. Wchodził, wychodził, tak kilka razy. W końcu się spuścił, lawa trysnęła. Dla niej to wieczność, bezmiar wszechświata, dla obserwatora jedynie żałosne sekund ledwie sześćdziesiąt. Stróżka krwi na podłogę pociekła.

To już był koniec. Cnota stracona. Kat duszy niewinnej, jak przeklętej lud ziemi, powstał, porzucił nadobną, którą tak bardzo umiłował. Teraz już była mniej atrakcyjna. Jak wiele innych zbrukana nasieniem. Odszedł do swych towarzyszy broni. Z czystym sumieniem mógł się napić ponownie. Zadanie wykonał, dziewictwa pozbawił. Ona zaś wciąż na gołej podłodze leżała. Śmieć porzucony. Jak kibel potrzebę fizjologiczną Kazika zaspokoiła i niepotrzebna dłużej się stała. Miłość prysnęła, nie chciał jej więcej. Pragnął jedynie czystej dziewicy, teraz już wolał zająć się jej doświadczoną matką.

Pochwyciła swe łachy, do pokoju uciekła. Jednak z tego zdarzenia w salonie pamiątka została. Plama krwi dziewiczej wpiła się w betonową posadzkę. Metaforyczny nagrobek tej cnoty. Rzuciła się na materac bezwładnie. Naga, skulona jak ranna suka. Światło latarki padało na nią. Brat znów przyspieszył. Widząc jej cipę zranioną przez Kazia czuł taką ekstazę jakby to on pozbawiał ją cnoty. Kolejny psychopata rodził się w tym domu. Ola czuła wlepiony w jej nagie ciało braterski wzrok. Nie czuła krępacji, w końcu na samo dno, gdzie już nawet mułu brak ją zepchnięto. Bardziej upokorzyć się nie dało. Krzyczała wewnątrz jej rozdarta dusza. Darła się wniebogłosy do boga. Wręcz ujadała, lecz na zewnątrz słychać tylko pojedyncze pochlipywania było. Sama samotna bez jakiegokolwiek wsparcia. Wciąż czuła fetor skurwiela, posmak nasienia również pozostał. Upodlona, niczym bezbronni w Auschwitz. Esesman tym razem nie był germanem, to z krwi i kości Słowianin. Lecz taki bydlak jak i aryjscy oprawcy. Bez krzty współczucia, empatii. Zwierzę nie człowiek.
Ostatnio zmieniony pn 19 lis 2012, 00:30 przez matiej, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
K.Apostata
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: ndz 27 lut 2011, 00:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Postautor: K.Apostata » czw 19 sty 2012, 23:41

WTF ??????

Edit: ancepa - zakaz jednorazowych postów. Może jednak skomentujesz, wyrazisz opinię?
Ostatnio zmieniony czw 19 sty 2012, 23:47 przez K.Apostata, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
matiej
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 07 sty 2011, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: matiej » czw 19 sty 2012, 23:46

Prosiłbym jednak o konstruktywny komentarz. W opisie była informacja o tym, że tekst jest bardzo mocny i dotyczy molestowania. W mojej ocenie opis sceny gwałtu, czy molestowania powinien oddawać uczucia osoby krzywdzonej.



Awatar użytkownika
nenek
Pisarz osiedlowy
Posty: 221
Rejestracja: wt 16 gru 2008, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: nenek » pt 20 sty 2012, 00:58

Dla mnie tekst ciężki. Nie chodzi mi o sam opis tylko o ogólne zachowanie rodzeństwa. To uderza we mnie jakoś najbardziej. Zazwyczaj dzieci starają się trzymać razem i bronić. Kwestia brata i ogólnie rodzeństwa była dla mnie za płytka ( Dlaczego tak się zachowują? Coś więcej?) Wiem, że nie o nich tu miało być ale razi.
Nie jestem dobra by tak jak inni wytknąć konkretne błędy w składni etc. Natomiast dla mnie sposób opowieści nie jest jednolity.

"Brutalnie wsunął chuja do jamy ustnej nastolatki." Gryzie się z "buzią dziewczynki" Którą widziałam, ale teraz nie mogę znaleźć.

Jak dla mnie tekst jak już wspomniałam nierówny, nastawiony na czyste szokowanie i wywołanie obrazy.
Pokazania splugawienia w najprostszy i najmniej wyrafinowany sposób.
Osobiście nie odbieram go dobrze. Pomimo całej okropności opisanej sceny jest dla mnie tak nierealny, że nie poczułam nawet współczucia. Po prostu nic.



Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1130
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Filip » pt 20 sty 2012, 11:17

Żeby było jasne: Nie podobało mi się.

Teraz napiszę dlaczego:
Nie mam nic przeciwko opisywaniu drastyczności, seksu, przemocy i co tam jeszcze siedzi autorowi w głowie - rozumiem, że obecność tych elementów wpływa na zwiększenie zainteresowania czytelnika. Wielką sztuką jest jednak odpowiednie ich pokazanie - trzeba do tego dużo talentu i wyczucia.

Jest pewna granica w szokowaniu odbiorcy - zwłaszcza, że w tym kawałku jest to robione na siłę. Cały tekst jest obliczony na wywołanie taniej sensacji - dodatkowo, bardzo nieudolnie napisany. Sztampowi bohaterowie, kiepskie dialogi, pseudofilozoficzne wywody autora i wszechobecna grafomania ("Dla niej to wieczność, bezmiar wszechświata, dla obserwatora jedynie żałosne sekund ledwie sześćdziesiąt") skutecznie odrzucają od czytania.
Strata czasu, przykro mi.



Awatar użytkownika
K.Apostata
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: ndz 27 lut 2011, 00:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Postautor: K.Apostata » pt 20 sty 2012, 12:07

Faktycznie, zwykłe "WTF???" to żaden komentarz, ale po przeczytaniu tego tekstu tylko tyle mogłem z siebie wydusić. Ogranicze się do dwóch uwag:

1. Poruszyłeś bardzo poważny i trudny temat. Brawo za odwage - plus dla Ciebie.
2. Cała reszta to jeden Wielki Minus.
-styl jak z najbardziej tandetnych opowiadań erotycznych, słownictwo skierowane dla odbiorcy prymitywnego.
- w poście wyżej Pilif wytknął Ci "pseudofilozoficzne wywody". Słuszna uwaga. Znalazłem taki jeden kwiatek. Pozwolisz, że zacytuje: " Ola na brak podniecenia też nie narzekała. Wszakże ekstaza ta ułomna była, niechciana. Jednak człowiek jest tak zaprojektowany, że nawet w najgorszym momencie, jakim jest gwałt czuć tą przyjemność, pomimo, że tego w ogóle się nie pragnie". No coments



Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » pt 20 sty 2012, 14:55

pieprzonym dworcowym kloszardem

Bezsensownie użyty wulgaryzm, który na wstępie odrzuca od tekstu.
wszystkie spalono w kozie. Żeby jakoś ogrzać tą norę

Zamiast kropki powinien być przecinek, żeby opis nie był tak "porwany".
Syf. Innym przymiotnikiem nie można opisać pomieszczenia

Syf nijak nie chce współpracować i w dalszym ciągu nie jest przymiotnikiem.
Widok raczej obrzydliwy, nie zaś podniecający

"Nie zaś" zamieniłbym na "a nie" lub coś w tym stylu, bo "nie zaś" nijak jak dla mnie nie brzmi(może to tylko moje własne widzimisię)
Na pierwszy rzut oka wyglądała na co najmniej sześćdziesiąt. Naprawdę miała czterdzieści sześć. Żółte, tlenione włosy. Tłuste, jakby łojem pokryte. Posklejane od zastygniętego nasienia. Cyc obwisły. Jak u starej mlecznej krowy. Zero jędrności.

1.Przy opisach staraj się budować dłuższe zdania, bo wtedy czytelnik może łatwiej zobrazować sytuację. Dodatkowo tak krótkie zdania są po prostu męczące i irytujące.
2.Słowo "cyc" nie pasuje tak samo jak wcześniejsze określenie kloszarda "pieprzonym". Jeśli wcielasz się w postać narratora trzecioosobowego, to staraj unikać się takich określeń, bo negatywnie wpływają one na tekst, jeśli wpleciesz je w nieodpowiednim momencie(dlatego początkowo lepiej jest używać ich bardzo rzadko). Kolokwializmy i wulgaryzmy zdecydowanie lepiej "brzmią" wypowiedziane ustami narratora w pierwszej osobie, który daje ponieść się emocjom.
3.Co do podkreślonego: masło maślane. Tłuste jakby pokryte tłuszczem? Jeśli chcesz wprowadzić takie porównania to musisz pomyśleć nad ich rozbudowaniem i sensownością.
rozlał bimber do dwóch kieliszków

Jak na taką norę to jest to szczyt kultury, którego raczej nie miałeś zamiaru wprowadzać.
Wymiociny popłynęły z otworu jamowego

Rozumiem, chciałeś żeby nie było wszystko napisane wprost i żeby wprowadzić urozmaicenie słownictwa. Nie udało ci się to jednak zupełnie.
W późniejszych fragmentach musiałbym pisać non stop o łączeniu zdań w jedno bardziej rozbudowane i o przekleństwach, które tylko zaniżają poziom tekstu, więc tych poszukasz sam, a ja napiszę o jeszcze kilku błędach "natury innej".
Każdy ma taką madonnę, na jaką zasłuży

Oprócz tego, że powinna być Madonna z dużej litery, to jest to jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze zdanie z całego tekstu. Mimo tego, że krótkie, to jest najgłębsze. Niestety zagubione między marnością.
Gdzie niegdzie

Trzeba połączyć.
Przed oczyma zrobiło się biało. Piekielny ból

Kiedy człowiek odczuwa ból, który ciężko znieść, to raczej ciemnieje mu przed oczami.
Smyrał kutasem po buzi

To zapewne fragment, którego nie mógł znaleźć nenek.
Odruch wymiotny momentalnie pojawił się u niej

Rozumiem raz, czy dwa razy ułożyć zdanie z niezbyt poprawnie zbudowanym szykiem, ale u ciebie pojawia się to niestety bardzo często. Niektórych twoich zdań nie powstydziłby się Mistrz Yoda, a to jest jedno z nich.
Ostatnie trzy akapity są jakby zupełnie z innej bajki jeśli chodzi o styl pisania, są tworzone raczej pod kątem wiersza lub poematu, który jednak nijak nie pasuje do tego tekstu. Nie chodzi o temat, bo można by opisać go wierszem, a nawet ubrać w kwieciste słowa tak, żeby każda chciała zaznać czegoś takiego, ale w twoim tekście jest to potrzebne jak kwiatek do kożucha.
Cały ten teks, zdanie po zdaniu, musiałbyś poprawić starając się wyrzucić zbędne wulgaryzmy(a jest ich sporo), łącząc trójwyrazowe zdania w większą całość(pamiętając, że ma być sensownie i poprawnie), urozmaicenia językowe zamienić albo na lepsze, albo na prostsze(bo przeplatają się u ciebie dwa światy: ten otworów jamowych i ten pierdolonych meneli - kontrasty są potrzebne, to fakt, ale ty kontrast postawiłeś między jedną rzeczą, nazywając ja inaczej).
Musisz dużo czytać, bardzo dużo, jeśli chwytasz się za taki temat, to chwycić się też za teksty go dotyczące. Najlepiej pisać o tematach takich, które zna się dogłębnie i jest się pewnym, że nie popełnia się błędów.
Pisz, pisz, pisz, a później poprawiaj, odłóż tekst na jakiś czas po czym go przeczytaj i znów popraw, może wtedy przyjdzie na świat coś bardzo dobrego.



Awatar użytkownika
matiej
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 07 sty 2011, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: matiej » pt 20 sty 2012, 15:23

Wielkie dzięki zaqru za rady. Ten tekst już trochę leżał, bo pracowałem nad innym i chciałem nim do niego wrócę poczytać kilka takich właśnie rad. I powiem Ci nie jesteś wredny i nie czepiasz się



Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » śr 14 lis 2012, 18:33

matiej pisze:Cała pomarszczona, jak winogron pozostawiony w letnim słońcu.

winogrono, nie winogron

matiej pisze:Cyc obwisły. Jak u starej mlecznej krowy. Zero jędrności. Zwisał bezwładnie, niczym worek bokserski.

masło maślane
Cyc obwisły jak u starej, mlecznej krowy/ bezwładny niczym worek bokserski.

matiej pisze:Obaj wlali w przepite gardła kolejną pięćdziesiątkę trutki. Inaczej nie można było nazwać tego co pili. Bliżej było do denaturatu, aniżeli wódki.

Tu narrator ocenia, a może lepiej by tylko podał informacje?
Może z powyższych trzech zdań zrobić jedno?
"Wlali w przepite gardła kolejne pięćdziesiątki trutki, której bliżej było do denaturatu aniżeli wódki."

matiej pisze:Przełykając Roman się zakrztusił. Odbiło mu się. Kaszlnął. Wymiociny popłynęły z otworu jamowego. Prosto na stół.

Pojedyncze zdania. Może połączysz je w większe całości?
"Kaszlnął, a wymiociny popłynęły prosto na stół."

matiej pisze:Kazik odszedł od stołu. Zostawił towarzysza samego. Jadwiga rozłożyła nogi. Przyjaciel klęknął przed nią. Wpatrywał się w babsko.Chwila święta, największa przyjemność z tego pierdolonego życia jego. Na wychudzonej twarzy malowało się skupienie. Krew zaczęła pulsować. Żyły na ciele jeszcze bardziej się uwydatniły. Czuł się jak kanonik klęczący przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Każdy ma taką madonnę, na jaką zasłuży.

Kazik zostawił towarzysza samego. Odszedł od stołu i wpatrywał się w babę, która rozłożyła nogi. Klęknął przed nią, a na wychudzonej twarzy malowało się skupienie. Krew zaczęła żywiej pulsować, bo żyły na ciele bardziej się uwydatniły. Chwila święta, największa przyjemność z tego pierdolonego życia jego.Czuł się jak kanonik klęczący przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Każdy ma taką madonnę, na jaką zasłuży.

Popróbuj budować dłuższe zdania. Niech one opowiadają a nie szczekają, jak wściekły kundel. I choć niektóre rzeczy dobrze opisywać w taki sposób, to cały tekst napisany takimi zdaniami jest nieciekawy.

Poza tym - tekst jest brutalny, wulgarny ponad miarę. Nie podobał mi się i nie wiem, po co został napisany.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości