Bocian II (humor, trochę wulgaryzmów, ale w znośnie)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Bocian II (humor, trochę wulgaryzmów, ale w znośnie)

Postautor: Mazer » ndz 11 gru 2011, 14:05

Ciąg dalszy opowiadanka "Bocian". Jak wspomniałem wcześniej, można czytać bez zagłębiania się w fabułę poprzedniej.

Właściwie nie wiedział, co go obudziło – chłód i wilgoć, jakich doświadczał prawie na całym ciele od szyi w dół czy też niesamowity skwar lejący się z nieba na głowę; a może to okropne uczucie suchości w przełyku? Zastanawiające były również dziwne pacnięcia, co chwila uderzające go w dziób.

Chcąc, nie chcąc, otworzył ślepia. I od razu wpadł w konsternację – rozkopana ziemia, szumiące drzewa, pluskająca gdzieś opodal woda, to nie była okolica, gdzie powinien się znajdować. Choć i tak o wiele bardziej zatrważającym był fakt, że przytomność odzyskał, będąc po szyję zakopanym w jakimś dołku. Jakie zdarzenia doprowadziły go do takiego położenia? Niestety, od momentu opuszczenia tamy u bobra Stefana aż do teraz, miał absolutną pustkę w pamięci.

Od dalszego rozmyślania nad sprawą, bociana odgoniła rzeczywistość - otóż jedna z licznych much latających mu nad głową, postanowiła przysiąść na dziobie, po czym ostentacyjnie zaczęła zmierzać w kierunku oczu i żadne, nawet najbardziej rozpaczliwe ruchy głową, nie były w stanie jej przestraszyć. Dopiero nieoczekiwane pac! sprawiło, że zniknęła.

- Ha! I o to w tym chodzi, Młody! – rozległ się ochrypły okrzyk gdzieś spomiędzy trawy. – Hej, Młody! Patrz, jak się poluje!
- Tak, tak, już pa… Och! Obudził się – drugi głos był zdecydowanie łagodniejszy i przepełniony bojaźnią przed otoczeniem.
- Bez nerwów, jest uwięziony i nie wyjdzie.

Bocian z zaintrygowaniem zerknął w kierunku, skąd dochodziła rozmowa. Z początku nie mógł uwierzyć w to, co widzi, a jednak – był obserwowany przez dwie żaby schowane w zaroślach - większą i mniejszą - a po hardym spojrzeniu starszej, wyglądało na to, że nie specjalnie nawet chciały się ukrywać. Przez chwilę bił się z myślami nad podjęciem właściwiej decyzji, jednak ostatecznie beznadziejność jego położenia niejako sama w sobie zmusiła go do poczynienia odpowiedniego kroku. Z trudem odkleił język od podniebienia i przemówił.

- Hej, ga… ekhm, gady! Pomóżcie mi!
- Nie jesteśmy gadami – fuknęła większa żaba.
- Ech… płazy, gady, ssaki. Żyjemy przecież na tym samym świecie, jesteśmy stworzeniami, jesteśmy od siebie uzależnieni.
- Tak, uzależnieni. Łańcuchem pokarmowym.
- Oj, pokarmowym od razu! To jakieś głupie przesądy z tymi bocianami i…
- Przesądy, takie same jak z żabami i owadami. – Płaz nagle zmrużył ślepia, po czym błyskawicznie wypuściła długi jęzor, niczym głodnego wilka na bezbronną sarnę, który to jęzor pacnął w dziób, zgarniając z niego nieświadomą zagrożenia muchę. – Poza tym – kontynuowała, połknąwszy owada - spójrz, jak te bzykacze nad tobą krążą, nie przymierzając… muchy nad padliną. Za bardzo ci z mordy zionie, żeby mogły się oprzeć takiemu smrodowi. Zapewniasz mi darmowy bufet.
- Ech, proszę was o pomoc - powtórzył błagalnym tonem bocian. Nie miał siły na dyskusję, chciał jak najszybciej wydostać się z pułapki. - Proszę.
- Prosisz? Ty? To jakby lis prosił kurę.
- Tata, może moglibyśmy mu jednak… - nieoczekiwanie do rozmowy wtrąciła się młodsza.
- Jaki, kurwa, tata, szczylu?! Co ty, badania genetyczne przeprowadziłeś? – oburzyła się dorosła żaba, po czym spojrzała na bociana. - Widziałeś go? Jeszcze wczoraj był pieprzonym skrzekiem, a dzisiaj do mnie tato. W jego wieku do starszych zwracałem się proszę pana, bez względu na to, czy tato, czy nie tato. W ogóle, wtedy nie było tato, a wyłącznie proszę pana. Ale to było dawniej, a dzisiaj liberalizacja, równouprawnienie, tolerancja, a jak gówniarza nazwiesz gówniarzem, a nie dzieckiem, to zaraz cię oskarżą o znęcanie się.
- Ale… tatusiu, mamusia mówiła…
- Posłuchaj. Co mamusia mówiła, to mówiła, a prawda wygląda tak, że kiedy wypływałeś jej z dupy jeszcze jako galareta, to leżeliśmy na niej we trzech – ja, Zenek i jakaś przybłęda, nie wiem, kto to był, mało istotny szczegół. Taki płazi groupen seks sobie zrobiliśmy – Starsza żaba wyszła z trawy, po czym zbliżyła do bociana. – Też masz takie problemy? Cholera, jednego dnia siadasz na samicy, a drugiego wołają do ciebie tatusiu!
- No… - zaczął niepewnie bocian - u nas wygląda to trochę inaczej, ale…
- Hm, racja. – Żaba zamyśliła się, po czym przysiadła obok dzioba i pacnęła. Po chwili pacnęła raz drugi.
- Ej, co ty robisz?! – Bocian szarpnął głową. - Przecież tam nie ma żadnej muchy!
- No nie ma, ale… Co mi zrobisz? – spytała i raz jeszcze zaatakowała. Tym razem jednak bocian był szybszy – chwycił wysunięty jęzor, zakleszczając go w dziobie i energicznym pociągnięciem przyciągnął płaza tuż pod siebie, po czym przygniótł go. - Stary, pojebało cię? - stęknęła żaba, leżąc na grzbiecie.
- Pytałeś, co ci zrobię. Młody, patrz! – Bocian uniósł dziób, pokonując porannego kaca i rąbnął przerażoną żabę, która zdezorientowana sytuacją, nie zdołała w porę uciec spod gilotyny. Rąbnął drugi raz. Rąbnął trzeci i czwarty, a kiedy za piątym usłyszał chrzęst łamanych kosteczek, zostawił ją w spokoju. Ślepia płaza zaszły białą błoną, dając ostateczny znak, że ów dokonał żywota. – I właśnie przez takie zachowanie rodzą się te pieprzone stereotypy. Bociany wcale nie jedzą żab, owszem, jak nic innego nie ma, to tak, ale generalnie nie jesteście w naszym jadłospisie. Tylko, jak mnie jakiś skrzekacz wkurwi, to co mam zrobić? Oj, Młody, nie chowaj się tak. Życie to nie bajka, im wcześniej to zrozumiesz, tym później będzie ci łatwiej. A ten tutaj osobnik, to zwykły kmiot był, zbyt pewny siebie cwaniaczek.
- Ale to był mój…
- Wcale nie wiesz, czy był twój. Równie dobrze, twoim tatą mógł być któryś z tamtych dwóch.
- Ale mamusia mówiła…
- Posłuchaj – westchnął Bocian. - Twoja mamusia zwykłą dziwką była. Nie słyszałeś co mówił? Jak składała jajeczka, leżało na niej trzech gości! Rozumiesz? Trzech! Wiesz, co to jest gang-bang? – Młoda żaba pokiwała w zaprzeczeniu głową. – Cóż, znając wasze seksualne upodobania, kiedy dojrzejesz do prokreacji, się dowiesz. A teraz wyłaź z trawy, leć po bobra Stefana i powiedz mu, że potrzebuję pomocy.

Młoda żaba spojrzała na bociana, na ciało swego rzekomego tatusia i znów na bociana. Szybko wykalkulowała, że bycie oponentem wobec takiego ptaka, nawet, jeśli jest zakopany po szyję w ziemi, może się skończyć źle. No i zrozumiała, że w życiu na sztuczne sentymenty nie ma miejsca – rzekomy tatuś nie żył i to na własną prośbę, więc po cóż nad nim płakać? Tym bardziej, że raz okazana pomoc wobec żywego osobnika, może się zwrócić z nawiązką, a litość nad martwym profitów żadnych nie przyniesie. Po krótkim namyśle kiwnęła łebkiem i zniknęła w trawie.
Ostatnio zmieniony czw 12 lip 2012, 13:05 przez Mazer, łącznie zmieniany 3 razy.


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
MTszewski
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: ndz 01 maja 2011, 22:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MTszewski » pt 16 gru 2011, 23:31

Witaj, pewnie widząc wielkość komentarza, przeczuwasz, że z tekstem nie jest dobrze. Postarałem się opisać jego stan zdrowia, i mam nadzieję, że diagnoza będzie trafna ( choć może niekompletna). Zaczniemy od wyszczególnienia poszczególnych, raczej miejscowych dolegliwości pacjenta.

Właściwie nie wiedział, co go obudziło – chłód i wilgoć, jakich doświadczał prawie na całym ciele od szyi w dół (przecinek) czy też niesamowity skwar lejący się z nieba na głowę;


W tym zdaniu można zrezygnować z prawie całego ciała, od szyi w dół wystarczy.

Zastanawiające były również dziwne pacnięcia, co chwila uderzające go w dziób.

Według mnie uderzające pacnięcia dziwnie brzmią, prawie tak jakby zostały uosobione.

Chcąc, nie chcąc, otworzył ślepia. I od razu wpadł w konsternację – rozkopana ziemia, szumiące drzewa, pluskająca gdzieś opodal woda, to nie była okolica, gdzie powinien się znajdować.


Chyba lepiej by było przebudować ten fragment w taki sposób ( szczególnie pogrubione zgrzyta):
Chcąc, nie chcąc, otworzył ślepia i od razu wpadł w konsternację. Rozkopana ziemia, szumiące drzewa, pluskająca gdzieś opodal woda - to nie była okolica, gdzie powinien się znajdować.


Choć i tak o wiele bardziej (1) zatrważającym był fakt, że przytomność odzyskał, będąc po szyję zakopanym (2)w jakimś dołku.


1. O wiele bardziej zatrważający?
2. Dołek kojarzy mi się z dziurą w ziemi, zasypany dołek to chyba już dołek nie jest:) Może napisz, że odzyskał przytomność, zakopany po szyję w ziemi.

Jakie zdarzenia doprowadziły go do takiego położenia?

A nie lepiej dać to w przemyślenia bociana i napisać: "O k**wa, co ja tutaj robię?"?
Potem przydałoby się dodać jakiejś pikanterii tej imprezie u bobra Stefana.


rozległ się ochrypły okrzyk gdzieś spomiędzy trawy

...gdzieś z trawy.

drugi głos był zdecydowanie łagodniejszy i przepełniony bojaźnią przed otoczeniem.

Głos się bał? ( zwróciłem na to uwagę, bo mi też się zdarzyło upersonifikować głosy :) )

Z początku nie mógł uwierzyć w to, co widzi, a jednak – był obserwowany przez dwie żaby schowane w zaroślach - większą i mniejszą - a po hardym spojrzeniu starszej, wyglądało na to, że nie specjalnie nawet chciały się ukrywać.

"A jednak" mi tu nie pasuje, ten zwrot się stosuje, gdy np. coś wydawało się nie być prawdą, a jednak było nią:)
Drugie pogrubienie źle się czyta.
Ogólnie ten opis jest zły i nieścisły ( bo skąd mamy wiedzieć, że starsza jest większa? ) Poprawić:)

Przez chwilę bił się z myślami nad podjęciem właściwiej decyzji

Można bić się z myślami nad czymś? Chyba nie.

Płaz nagle zmrużył ślepia, po czym błyskawicznie wypuściła długi jęzor, niczym głodnego wilka na bezbronną sarnę, który to jęzor pacnął w dziób, zgarniając z niego nieświadomą zagrożenia muchę.

Przeczytaj to zdanie. Mamy tu powtórzenie, oraz płaza, który wypuściła jęzor. No i po sarnie, niestety, ale nie wiem co się dzieje.

muchę. – Poza tym – kontynuowała, połknąwszy owada -

Tutaj ciągle mówisz o żabie, jako o płazie, więc według mnie znowu powinien być rodzaj męski. Poza tym, by nie ciąć wypowiedzi dwa razy, przydałoby się zamienić na: ...muchę. Połknąwszy owada, kontynuowała. - ... I jedziesz dalej.

Ech, proszę was o pomoc - powtórzył błagalnym tonem bocian. Nie miał siły na dyskusję, chciał jak najszybciej wydostać się z pułapki. - Proszę.

To ech, gryzie mi się z błagalnym tonem. "Ech" powoduje, że bociek prosi żaby, choć nie ma na to ochoty. Poza tym jakby usunąć wstawkę narratora to tak brzmiący dialog "Ech, proszę was o pomoc. Proszę." nie brzmi dobrze.

Co ty, badania genetyczne przeprowadziłeś?

Żarty żartami, ale żaby robiące sobie badania genetyczne... No nie wiem. Można zamiast walnąć: - Jaki, kurwa, tata, szczylu?! Na pewno nie spłodziłbym kogoś z taką mordą jak twoja. - czy coś w ten deseń.

że kiedy wypływałeś jej z dupy jeszcze jako galareta

Zamienić miejscami.

zakleszczając go w dziobie i energicznym pociągnięciem przyciągnął płaza tuż pod siebie, po czym przygniótł go.

Energicznie przyciągnął wystarczy.
Czym go przygniótł?

Bocian uniósł dziób, pokonując porannego kaca i rąbnął przerażoną żabę, która zdezorientowana sytuacją, nie zdołała w porę uciec spod gilotyny.

Pokonawszy porannego kaca, bocian uniósł dziób...
Drugie pogrubienie praktycznie nie potrzebne ( taka musztarda po obiedzie, już ją rąbnął, a ty piszesz czemu przed rąbnięciem nie uciekła)

rąbnął przerażoną żabę, która zdezorientowana sytuacją, nie zdołała w porę uciec spod gilotyny. Rąbnął drugi raz. Rąbnął trzeci i czwarty,

Niezły drwal z tego bociana.

zostawił ją w spokoju.

Wiecznym... :P

Ślepia płaza zaszły białą błoną, dając ostateczny znak, że ów dokonał żywota.

A może: Jej ślepia zaszły błoną, dając znak, że dokonała żywota.


Życie to nie bajka, im wcześniej to zrozumiesz, tym później będzie ci łatwiej.

Znaczy, że im później to zrozumie, tym wcześniej będzie mu łatwiej ?

Ogólnie sytuacja zrąbaniem żaby jest taka sobie. Bociek zarąbał żabki ojca ( no nie wiadomo w sumie czy prawdziwego), zwyzywał matkę od dziwek, a na koniec kazał jej iść po bobra, a ta po krótkim namyśle kiwa łebkiem i idzie. WTF?

więc po cóż nad nim płakać? Tym bardziej, że raz okazana pomoc wobec żywego osobnika, może się zwrócić z nawiązką,

1. po co
2. Wobec żywego osobnika? Chyba bardziej oględnie się tego nie dało napisać ;)

Szybko wykalkulowała, że bycie oponentem wobec takiego ptaka, nawet, jeśli jest zakopany po szyję w ziemi, może się skończyć źle.

Po pierwsze: Nie musi się skończyć źle. Wystarczy nie podchodzić i olać gościa, który zabił ojca, zbluzgał matkę...
Po drugie: Zdanie jest bardzo takie sobie. Może tak: Szybko doszła do wniosku, że sprzeciw wobec bociana może skończyć się źle, mimo że ptak jest zakopany po szyję.

Dobrze, dolegliwości które znalazłem, wypisałem. Teraz czas na ogólniejszą diagnozę.

Najlepsza u pacjenta była najstarsza żaba. Bociek i młodszy płaz ze względu na to, że nie są zbyt przekonywujący, są przeznaczeni do rehabilitacji. W porównaniu do poprzedniego stanu ( części :)), zdrowie tekstu się pogorszyło, ta część mi się mniej podobała, bardziej doskwierały błędy, pomysł też był troszkę gorszy(choć nie był zły).

Badanie ( czytanie) przebiegało ciężko, szczególnie przeszkadzały mi przypadki zdań , w który pisałeś coś takiego: "jakie zdarzenia doprowadziły go do takiego położenia" , "że nie specjalnie nawet chciały się ukrywać", "ostatecznie beznadziejność jego położenia niejako sama w sobie ".
Pierwsze zdanie nic ze sobą nie niesie, poza tym nikt tak nie myśli, ani nie mówi, ani nie chce czytać.

Drugie warto napisać prościej, bo czym się różni: "nie specjalnie nawet chciały" od "nie chciały"? W znaczeniu niczym, a to pierwsze jest po prostu błędne.

Trzecie zaś źle się czyta. Tak jak i: ostatecznie podniosłość tej chwili... ostatecznie waleczność tego rycerza... Czasem można tak napisać, ale tutaj mi to przeszkadzało.

Dobre wyniki mogę przyznać reakcji starszej żaby na nazwanie go ojcem. Reszta, niestety... bez rehabilitacji się nie obejdzie...
Tak mi się wydaje, że za szybko przydzieliłeś tutaj pacjenta, z większością jego problemów powinieneś sobie sam poradzić.

Ogólnie tekst nie podobał mi się. Może, gdyby był lepiej napisany...

Recepta: Filiżanka kawy, poczytać coś innego, poczytać to, popoprawiać to, powtarzać aż do skutku:)

Pozdrawiam. Trzymaj się jakoś :D



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pn 09 lip 2012, 18:17

również dziwne pacnięcia, co chwila uderzające go w dziób.
Uderzające pacnięcia... Wiadomo, o co chodzi, ale jednak nieładnie napisane.

Mazer pisze: to nie była okolica, gdzie powinien się znajdować.
"okolica, gdzie się znajdował"? Znów brzmi mi to co najmniej naciąganie.

Mazer pisze:przepełniony bojaźnią przed otoczeniem.
przepełniony bojaźnią/lękiem w zupełności wystarczy

Mazer pisze:nie specjalnie
niespecjalnie

Mazer pisze:Przez chwilę bił się z myślami nad podjęciem właściwiej decyzji, jednak ostatecznie beznadziejność jego położenia niejako sama w sobie zmusiła go do poczynienia odpowiedniego kroku.
Koślawiec. Zwłaszcza początek "bił się z myślami nad podjęciem właściwej decyzji" - strasznie to jakoś pozlepiałeś.

Mazer pisze:Płaz nagle zmrużył ślepia, po czym błyskawicznie wypuściła długi
wypuścił

Styl tego tekściku nie bardzo mi leży. Sporo zdań rozwlekasz, udziwniasz, co im specjalnego uroku nie dodaje. Nie wypisywałam dużo, tylko kilka przykładów, bo ciężko nad każdym zdaniem się pochylić. A przydałoby się. Wiem, że czasem uderzasz w taki ton, żeby było zabawniej, ale często kończy się to tylko jakimś łamańcem. Trochę szkoda.

Treściowo... Taka sobie opowiastka. Starsza żaba jest całkiem zabawna. Bociek zdecydowanie był lepszy w wersji Bocian I. Nic, co by mi zapadło na dłużej w pamięć, ale dość, żeby się przy herbatce uśmiechnąć.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1114
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » śr 11 lip 2012, 18:14

Chcąc, nie chcąc

Bez przecinka.
od momentu opuszczenia tamy u bobra Stefana aż do teraz

Podkreślone mi nie pasuje: tamy bobra Stefana może: jeśli nie jest to jego tama, to ująłbym to jakoś inaczej, bo w tym momencie brzmi to jak nazwa własna tamy(ino bez cudzysłowu)
nieoczekiwane pac! sprawiło

Wydzieliłbym w tekście te pac, albo zamienił je na "pacnięcie".
że zniknęła

Raczej odleciała.
w kierunku, skąd dochodziła rozmowa.

(...)z którego dochodziła(...)
Z początku nie mógł uwierzyć w to, co widzi, a jednak

Przed "a jednak" dałbym kropkę, bo obecne połączenie wypada blado.
był obserwowany przez dwie żaby schowane w zaroślach - większą i mniejszą

"był obserwowany przez dwie żaby - większą i mniejszą - schowane w zaroślach" - W takiej formie wygląda to wg mnie lepiej i późniejsze odniesienie do chowania się przez starszą żabę jest bardziej "na bieżąco" w stosunku do tekstu.
Przez chwilę bił się z myślami nad podjęciem właściwiej decyzji

Wystarczy, że buł się z myślami - samo to oznacza, że głowił się nad jakąś decyzją.
spójrz, jak te bzykacze nad tobą krążą,(jak) nie przymierzając… muchy nad padliną

Zapewniasz mi darmowy bufet

A nie nam? Przecież są tam dwie żaby. Czy młodsza nie je?
Ech, proszę was o pomoc - powtórzył (...) - Proszę.

Te drugie "proszę" można by zamienić na jakieś "błagam" - wtedy pokazywałoby to bociana, który coraz bardziej się płaszczy przed żabami.
Starsza żaba wyszła z trawy, po czym zbliżyła(się) do bociana

Po chwili pacnęła(po) raz drugi

kiedy dojrzejesz do prokreacji,(to) się dowiesz


Nie pamiętam dokładnie pierwszej części, ale wiem, ze podobała mi się bardziej.
Niektóre zdania są zaplątane, bo nie postawiłeś kropki tylko przecinek.
Co do fabuły: nie zapadnie raczej w pamięć, chociaż nie jest najgorsza. Skacowany bocian zakopany po szyję kontra żaba: niezbyt wyrównana walka, no i też bocian mógłby negocjować, zamiast od razu zabijać tatulka.
Jeśli miałbym dać ocenę w jakiejś skali, to byłaby to ocena neutralna: bo ani nic mnie nie zachwyciło, ani nic nie sprawiło, że miałby ten tekst być zaszufladkowany jako "zły".




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości