Ostatnia Bitwa Smokobójcy

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Ostatnia Bitwa Smokobójcy

Postautor: Monivrian » pt 18 lis 2011, 23:48

Krótka skończona historia, która być może w dalekiej przyszłości zostanie rozwinięta w długą, paro-rozdziałową opowieść.

Ostatnia bitwa smokobójcy

Mężczyzna odziany w prosty, skórzany pancerz śmiało wszedł na kamienistą, usypaną popiołem i czarnym piachem, drogę. Był uzbrojony tylko w wiszący u pasa miecz i w zawieszoną na plecach tarczę beż żadnego godła.
Ordan szedł niespiesznie, klucząc między leżącymi na kamienistej ziemi odłamkami skał. Rozglądał się uważnie po okolicy, zasnutej gęstą mgłą. Mężczyzna zrozumiał, że był już prawie u celu swej długiej wędrówki. Jego wzrok padł na pobliskie drzewo – doszczętnie spalone, na koniuszkach gałęzi lśniły jeszcze pojedyncze płomyki ognia. Był to pewny znak, że smok znajdował się gdzieś w pobliżu. Wojownik zacisnął ręce na chłodnej rękojeści miecza.
Teraz muszę być silny – przemknęło mu przez głowę. – Już niedługo pozbędziemy się tego gada. Może, jak szczęście mi dopisze, również i czarnoksiężnika.
Z tym postanowieniem, podążył dalej w poszukiwaniu smoka i jego pana – także odpowiedzialnego za krzywdy, którą doznali ludzie z królestwa Arasan, skąd pochodził Ordan. Problemy z czarnoksiężnikiem Norgdornem i jego smokiem zaczęły się jakieś trzy lata temu. Początkowo wydawało się, że mag nie miał złych zamiarów wobec królestwa Arsan. Proponował ich władcy wydanie mu jedynego syna nadwornego arcymaga w zamian za zostawienie królestwa w spokoju. Najwyraźniej ten fałszywy czarownik chciał mocy tego. Jednak król Ivrion zdołał przejrzeć tego człowieka i poznać jego prawdziwe zamiary. Wygnał go poza królestwo i przez pewien czas nikt nie wiedział, gdzie on się skrył. Decyzja ta, choć bardzo słuszna, ściągnęła na całe królestwo bolesne konsekwencje. Norgdorn polecił swemu smokowi palić i zabijać, dopóki monarcha nie ugnie się pod presją. Niewielu było na tyle odważnych, by stanąć do walki z czarnoksiężnikiem i jego gadem.
Tylko on, nie mogąc znieść tego, co się działo, postanowił zmierzyć się z wrogiem.
Droga zaczęła się lekko piąć w górę. Młodzian szedł nią wytrwale, w oddali rysowały się niewyraźne kontury nieokreślonej, dużej budowli. Wkrótce dotarł na niewielką równinę, pośrodku której znajdował ogromny, wykonany z ciemnego kamienia pałac. Ten widok bardzo go zdziwił, choć już wcześniej zauważył tę budowlę. Nie spodziewał się tego, że na takiej niegościnnej ziemi jak ta, mogło się udać wznieść tak okazałą budowlę. Miał bardzo niemiłe przeczucie, że za tym wszystkim stoi jakaś magia i bał się, że ta należała do maga, którego poszukiwał.
I to podejrzenie okazało się trafne. Do jego uszu dotarły słowa:
- A więc jesteś tu, dzielny wojowniku. Wiedziałem, że trafisz pod mój pałac. – Przed nim zmaterializował się człowiek odziany w powłóczystą, czarną szatę. – Gotowyś na śmierć? – zaśmiał się drwiąco.
Mężczyzna zesztywniał; mięśnie ciała napięły się do granic możliwości, z trudem opanowywał gniew. Przez chwilę myślał, że wściekłość rozsadzi go od środka. Szybko się opanował, doskonale wiedząc, że to tylko rozbawi jego wroga. Przyjrzał się dokładniej człowiekowi, który przed chwilą z niego drwił. Jego twarz była kredowo biała, pozbawiona zarostu. Lśniły w niej zielone oczy o kocich źrenicach. Jego blade wargi cały czas były wykrzywione w pogardliwym wyrazie.
- Norgdorn – wysyczał Ordan przez zaciśnięte zęby. – Wiedziałam, że cię znajdę w tych okolicach. Ty też powinieneś się przygotować na śmierć.
Czarnoksiężnik milczał.
- To się jeszcze okaże – powiedział spokojnie. – Chcesz ze mną walczyć?
- Tak! Musisz zapłacić za wszystkie krzywdy wyrządzone mojej ojczyźnie – dobył miecza. – No, już stawaj do walki, gnido!
- Pozwól, Ordanie, że na razie sobie postoję. – stwierdził spokojnym, tajemniczym tonem mag.
Wojownik zaśmiał się drwiąco.
- Tchórzysz, czarowniku.
- Popatrzę sobie, jak zmagasz się z moim pupilkiem.
Niemalże z ostatnimi słowami Norgdorna, wojownik usłyszał za swoimi plecami łopot skrzydeł. Odwrócił się gwałtownie, unosząc trzymany w dłoni miecz w stronę nadlatującego smoka. Była to bestia o ogromnych szponach, które znajdowały się na wszystkich jego łapach. Z pleców wyrastały mu ostre kolce, a ogon był zwieńczony maczugą z ostrych, nasączonych trucizną igieł. Łuski zwierzęcia były granatowe, stanowiły mocny kontrast dla jego czerwonych oczu. Otworzył paszcze pełną ostrych jak brzytwa kłów i zionął ogniem w człowieka, który śmiał zakłócić spokój jego pana.
Ordan z trudem umknął przed ciosem. Trawa w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał, zajęła się ogniem. Mocno zacisnął dłoń na rękojeści miecza, która była już śliska od potu.
- Czekałem na ciebie, smoku – krzyknął Ordan. – Szykuj się na śmierć!
Głos mu zadrżał, doskonale odkrywając przed czarnoksiężnikiem, że mężczyzna bał się. Ordan musiał przyznać przed samym sobą, że ogarnął go paraliżujący strach, kiedy smok w końcu się pojawił. Wiedział, że musiał opanować lęk i skupić się na walce, która miała być trudniejsza, niż wcześniej to sobie wyobrażał.
Zwierzę wylądowało na ziemi przed nim, z jego nozdrzy buchała ciemna smuga dymu. Znów otworzył pysk i zionął ogniem w stronę młodzieńca. Wojownik znów uniknął ciosu, przetaczając się po trawie. Wstał. Podbiegł szybko do smoka. Uniósł miecz i uderzył. Miecz ześlizgnął się po twardej łusce smoka, nie czyniąc mu żadnej szkody. Ordan usłyszał złośliwy śmiech czarnoksiężnika.
- To na nic – powiedział, nie przestając się śmiać. – Jego łuski wzmocniłem magią. Nie zabijesz go w ten sposób głupcze…
Smok podniósł swą łapę, uzbrojoną w ostre szpony i uderzył nimi Ordana, który nie zdążył się odsunąć wystarczająco. Ciało wojownika wypełniło się bólem. Z trudem odsunął się od gada, wpatrując się w kilka ogromnych szram na torsie, które wypełniała krew. Zmrużył oczy, uparcie szukając słabych punktów gada, który wydawał się niepokonany. I znalazł go. Smok stanął tylko na tylnych nogach, odsłaniając miękki, niechroniony niczym brzuch.
To moja szansa! – pomyślał, desperacko podbiegając znów do potwora. – Muszę zaryzykować.
Uniósł miecz i wbił go z całej siły w miękki brzuch gada. Smok zaryczał żałośnie. Odarn wyrwał ostrze z jego ciała i wbił ponownie. Krew tryskała z każdej rany, jaką wojownik zdołał zadać bestii, która zabiła zbyt wiele ludzkich istnień. Wkrótce zwierzę osunęło się na ziemię u stóp wojownika, który spojrzał z bezczelnym uśmiechem na czarnoksiężnika.
- Teraz twoja kolej, czarowniku – powiedział młodzian, chełpiąc się swym zwycięstwem nad smokiem.
- Nie sądzę – odpowiedział spokojnie mag.
Powoli zbliżył się do konającego smoka i położył rękę na jego krwawiących ranach.
- Powstań, mój smoku – rozkazał zimnym, emanującym mocą głosem. – Tak nie może być, żebyś łatwo został pokonany. Przecież to tylko głupi wojownik! Daję ci całą moją siłę! Teraz musisz zrobić jedną rzecz: zabij go!
Ręka czarnoksiężnika zapłonęła mocą; rany smoka zaczęły znikać w szybkim, gwałtownym tempem. Ordan nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie działo. Smok podniósł się i rozwinął skrzydła. Wzbił się w powietrze.
- To niemożliwe – wymamrotał zszokowany.
- Ależ możliwe, głupcze – zaśmiał się bezczelnie mag. – Szykuj się na śmierć!
Smok rzucił się na niego, zanim wojownik zdołał uskoczyć w bok. W ciało wojownika jednocześnie zagłębiły się zęby i szpony. Nie krzyczał, nie miał już na to siły. Ostatnie, co czuł w swoim krótkim życiu, był straszliwy ból, kiedy smok rozrywał jego ciało na strzępy. Jego uszy przenikał szaleńczy śmiech Norgdorna, który słabł w miarę, jak opuszczały go siły.
Potem była ciemność.
Ostatnio zmieniony wt 29 lis 2011, 18:21 przez Monivrian, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
tumi1
Pisarz osiedlowy
Posty: 331
Rejestracja: śr 17 gru 2008, 17:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: tumi1 » sob 19 lis 2011, 00:37

Nie kontynuuj tej opowieści. Gość zginął ku uldze smoka i czytelnika. Wiesz, wydaje mi się, że pomysł na fabułę koncentrującą się na walce ze złym czarnoksiężnikiem i jego smokiem jest oklepany jak maska auta mojego wujka :3 Używasz stanowczo zbyt dużo przymiotników:

Mężczyzna odziany w prosty, skórzany pancerz śmiało wszedł na kamienistą, usypaną popiołem i czarnym piachem, drogę.

Ja bym napisał chociażby "Odziany w prostą skórznię..." <- to by chyba było poprawnie, ale głowy nie dam.

Kolejna sprawa, to brak akapitów. Tekst wygląda jak bryła i wygląda cokolwiek nieapetycznie.

Zakończenie w zamyśle miało zaskoczyć, ale nie zaskoczyło. Zapewne czytelnik miał myśleć, że rycerz wygra. Niestety, sporo czytelników miało styczność z Dobrym Fantasy i właśnie ta część wie, że samotna szarża na smoka i czarnoksiężnika (Nawet w prostym rachunku to jeden na dwóch! A jednym z tych dwóch jest smok!). Widzisz, nawet w LoL-u zrobienie solo dragona nie jest takie proste (no, na początku). Czemu miałoby się to udać naszemu rycerzykowi? Rycerzyk jest nudny i sztampowy, jak zresztą wszystkie postaci w opowiadaniu.

Bardzo podobnie jest w dalszej części tekstu. Nie powiem, trzeba jakoś prezentować świat, ale Ty przeginasz ze szczegółami.

Opis smoka mnie rozbroił:D Pograj w Skyrim i zobacz, jak wygląda smok. Może uda Ci się opisać jego potęgę, zwinność i szlachetność:]

Generalnie tekst jest słaby, zostanie dość szybko zapomniany. Takich opowiadań jak to było już od diabła, zresztą nawet ja zacząłem tutaj w podobny sposób. I dlatego właśnie nie spisuję Cię na straty, bo jednak może będą z Ciebie ludzie ;)

1. Zadbaj o akapity. To będzie ukłon w stronę czytelnika
2. Nie przesadzaj z opisami.
3. Pójdź na spacer, podumaj sobie gdzieś w lesie i wróć z oryginalną fabułą. Albo chociaż dobrą.

To chyba tyle.

Ocena: 2+/10

Napisz coś nowego i wrzuć tutaj. Jak to zrobisz, daj mi znać na privie, to zobaczę, czy jest progres :]

I pamiętaj: PO PIERWSZE, ZWIĘKSZ MASĘ!

Dobranoc i trzymaj sie ;)


Bo lubię pisać.

Awatar użytkownika
Ilharess
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: sob 12 lis 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ilharess » sob 19 lis 2011, 01:06

Niestety, sporo czytelników miało styczność z Dobrym Fantasy i właśnie ta część wie, że samotna szarża na smoka i czarnoksiężnika (Nawet w prostym rachunku to jeden na dwóch! A jednym z tych dwóch jest smok!).


Eee tam. Smoka da się ukatrupić nawet widelcem jak się ma dobrego Mistrza Gry :P Fantasy właśnie ma to do siebie, że spotkanie "mano a draco-ze-wsparciem-czarnoksiężnika" nie musi się kończyć sztampowo.

A tak na poważnie to zgadzam się z zarzutem, że trochę przesadziłaś z przymiotnikami. Pierwsze dwa zdania, bez dyskusji, nadają się tylko do przerobienia.

Mądrzę się tak, bo jeszcze mi "miesiąc ochronny" nie minął i nikt się nad moją tfu(rczością) nie miał okazji pastwić. Wiem, że zrobienie dobrego opisu świata nie jest wcale takie łatwe od razu. Może spróbuj najpierw skupić się nad fabułą i akcją pozostawiając detale wyobraźni czytelnika i z czasem, gdy nabierzesz wprawy w pisaniu dobrych, wciągających historii zacznij je rozbudowywać o tło? Bo mnie osobiście interesuje bardziej czy rycerz zrobi coś ciekawego niż to, czy ma herb na tarczy, czy wianuszek stokrotek.



Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Monivrian » sob 19 lis 2011, 17:58

Dziękuję za pomoc.
W zasadzie akapity znikły mi przy wklejaniu tego tekstu na forum. Kiedy zrobiłam spacją wcięcia to po wysłaniu nie pokazały się już akapity :/
Ten tekst jest stary. Ma ponad pół roku. Postaram się wziąć do serca wasze rady i napisać coś lepszego.



Awatar użytkownika
Luka w pamięci
Umysł pisarza
Posty: 770
Rejestracja: pn 16 sie 2010, 17:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Luka w pamięci » wt 22 lis 2011, 12:46

Monilviam pisze:Ordan szedł niespiesznie, klucząc między leżącymi na kamienistej ziemi odłamkami skał. Rozglądał się uważnie po okolicy, zasnutej gęstą mgłą. Mężczyzna zrozumiał, że był już prawie u celu swej długiej wędrówki. Jego wzrok padł na pobliskie drzewo – doszczętnie spalone, na koniuszkach gałęzi lśniły jeszcze pojedyncze płomyki ognia. Był to pewny znak, że smok znajdował się gdzieś w pobliżu. Wojownik zacisnął ręce na chłodnej rękojeści miecza.

Ja wiem. Ktoś Ci nakładł do głowy, żeby nie robić powtórzeń i używać synonimów. Ok. Ale gdyby je wywalić, nadal jest poprawnie. Mamy tylko jeden podmiot na początku, nazywasz go Ordanem i jedziesz dalej z resztą zdań, rezygnując z wojowników i mężczyzn.

Monilviam pisze:Problemy z czarnoksiężnikiem Norgdornem i jego smokiem zaczęły się jakieś trzy lata temu. Początkowo wydawało się, że mag nie miał złych zamiarów wobec królestwa Arsan. Proponował ich władcy wydanie mu jedynego syna nadwornego arcymaga w zamian za zostawienie królestwa w spokoju. Najwyraźniej ten fałszywy czarownik chciał mocy tego.

Nie, wcale nie miał złych zamiarów. Zobacz, jak następne zdania przeczą temu pogrubionemu.

Monilviam pisze:Jednak król Ivrion zdołał przejrzeć tego człowieka i poznać jego prawdziwe zamiary.

Więc były jeszcze jakieś inne zamiary? Prawdziwsze? Gorsze?

Monilviam pisze:Wygnał go poza królestwo i przez pewien czas nikt nie wiedział, gdzie on się skrył. Decyzja ta, choć bardzo słuszna, ściągnęła na całe królestwo bolesne konsekwencje. Norgdorn polecił swemu smokowi palić i zabijać, dopóki monarcha nie ugnie się pod presją. Niewielu było na tyle odważnych, by stanąć do walki z czarnoksiężnikiem i jego gadem.
Tylko on, nie mogąc znieść tego, co się działo, postanowił zmierzyć się z wrogiem.

Znów podmioty. Trochę tu chaosu, mam nadzieję, że dobrze widać. W pierwszym podkreślonym może się wydawać, że monarcha kogoś wygnał, a potem sam się skrył. W drugim podkreślonym jest Norgdorn i jego smok - więc nie trzeba już powtarzać "czarnoksiężnika i jego gada". Wystarczy napisać "...stanąć do walki z NIMI". Wiadomo, o kogo chodzi. A pogrubione - zapewne dotyczy Ordana. A z opisu wynika, że... Norgdorna? Musisz tego bardzo pilnować. Tyle błędów w tak króciutkim opisie.


Monilviam pisze:Droga zaczęła się lekko piąć w górę. Młodzian szedł nią wytrwale, w oddali rysowały się niewyraźne kontury nieokreślonej, dużej budowli. Wkrótce dotarł na niewielką równinę, pośrodku której znajdował ogromny, wykonany z ciemnego kamienia pałac. Ten widok bardzo go zdziwił, choć już wcześniej zauważył tę budowlę. Nie spodziewał się tego, że na takiej niegościnnej ziemi jak ta, mogło się udać wznieść tak okazałą budowlę.

Powtórzeń też nie mogło zabraknąć. Nie jest to jedyne miejsce, gdzie się znajdują, ale możesz też ich sama poszukać.

Monilviam pisze:Do jego uszu dotarły słowa:
- A więc jesteś tu, dzielny wojowniku. Wiedziałem, że trafisz pod mój pałac. – Przed nim zmaterializował się człowiek odziany w powłóczystą, czarną szatę. – Gotowyś na śmierć? – zaśmiał się drwiąco.
Mężczyzna zesztywniał; mięśnie ciała napięły się do granic możliwości, z trudem opanowywał gniew. Przez chwilę myślał, że wściekłość rozsadzi go od środka. Szybko się opanował, doskonale wiedząc, że to tylko rozbawi jego wroga.

Przy tym bohaterze nawet Conan Barbarzyńca jest mistrzem opanowania. No proszę cię. Czarnoksiężnik rzecze parę słów, a ten się zaraz tak napina. I jeszcze - opanował się, żeby nie rozbawić wroga. Niestety, jest to tak dziecinny powód, że wyszło odwrotnie i jednak rozbawił. Ale czytelnika.
Ten fragment (oraz wszystkie inne dialogowe) pokopał wiarygodność bohatera.. Nie lubię go i nie obchodzi mnie. A niech zdechnie, o jednego głupka mniej. Sorry, nie można o nim pomyśleć inaczej. Jest jak postać z filmów animowanych. Zresztą czarnoksiężnik też. Ilekroć przeczytałam słowo "Głupcze!", miałam w uszach jeszcze głośne "Buhaha" doktora Klaufa.

Monilviam pisze:Czarnoksiężnik milczał.
- To się jeszcze okaże – powiedział spokojnie. – Chcesz ze mną walczyć?

Jeżeli coś powiedział, to po co wstawka, że milczał? Gdyby np. chwilę milczał, a następnie coś powiedział...

Monilviam pisze:- Pozwól, Ordanie, że na razie sobie postoję. – stwierdził spokojnym, tajemniczym tonem mag.

Co to jest tajemniczy ton? Jak brzmi? Zbyt ogólnikowo.

Monilviam pisze:Była to bestia o ogromnych szponach, które znajdowały się na wszystkich jego łapach.

Miała też oczy w oczodołach, a nozdrza z przodu pyska. Nie musisz dookreślać rzeczy tak oczywistych. Każdy normalny czytelnik wie, że szpony mogą być na łapach.

Monilviam pisze:Łuski zwierzęcia były granatowe, stanowiły mocny kontrast dla jego czerwonych oczu.

Też jestem dziewczyną i lubię kolory. Ale kto w starciu ze smokiem analizuje kontrasty i tonacje?

Monilviam pisze:Otworzył paszcze pełną ostrych jak brzytwa kłów i zionął ogniem w człowieka, który śmiał zakłócić spokój jego pana.
Ordan z trudem umknął przed ciosem.

Cios to taki manualny myk. Płomień nie może być ciosem.

Monilviam pisze:Zwierzę wylądowało na ziemi przed nim, z jego nozdrzy buchała ciemna smuga dymu.

Z obu nozdrzy jedna smuga?

Monilviam pisze:Znów otworzył pysk i zionął ogniem w stronę młodzieńca. Wojownik znów uniknął ciosu

Cios to taki... A, już mówiłam.

Monilviam pisze:Ordan usłyszał złośliwy śmiech czarnoksiężnika.
- To na nic – powiedział, nie przestając się śmiać.

Podmioty. Znów. Wynika, że Ordan powiedział i się śmiał.

Monilviam pisze:Ciało wojownika wypełniło się bólem.

Zawsze mnie zastanawia użycie takich zwrotów. W momencie, gdy bohater ma konkretną ranę - jakieś szramy na klatce piersiowej, boli go całe ciało? I zęby, i palce u stóp?

Monilviam pisze:- Teraz twoja kolej, czarowniku – powiedział młodzian, chełpiąc się swym zwycięstwem nad smokiem.

"Teraz twoja kolej" - nie jest chełpieniem się. Możesz napisać tak ogólnie, że się chełpił, ale nie jednocześnie z tymi słowami, bo one wcale o tym nie świadczą.

Przymiotniki Ci już wypomniano, schematyczność też. Masz jeszcze tendencję do powtarzania całych informacji. Np. bohater zobaczył miękki, niechroniony niczym brzuch. I wbija miecz w miękki brzuch gada. No wiemy, że miękki, mówiłaś o tym chwilkę temu.
Za opisy źle się zabierasz. Dajmy na to, że nigdy nie widziałam smoka. Ty opowiadasz o kolorach, kolcach i igiełkach. Powiedz rzeczy najważniejsze. Np. że był wielki jak trzy autobusy, bo inaczej pomyślę, że to taka mała jaszczurka. Zwłaszcza, że zraniony smok wyłożył się "u stóp" bohatera. Niby poprawnie, ale jak sobie wyobrażę te ogromne stopy...

No. Najpierw ogarnij podmioty, potem powtórzenia. Tymczasem zaproponuję jeszcze zmianę konstrukcji opisów. Twoje opisy są raczej proste. Miał, był, wyglądał. Patrzył, widział, rozglądał się. Więcej finezji.

Dopracuj dialogi, bo może miały być patetyczne, a wyszła monotematyczna papka, czyli: Gotowyś na śmierć? - Powinieneś przygotować się na śmierć. - Szykuj się na śmierć! - i: Szykuj się na śmierć (ponownie).
Najbardziej polubiłam smoka, mimo że opisałaś go jak maskotkę z McDonaldsa, ale przynajmniej się nie odzywa i reaguje naturalnie.

Pozdrawiam.


Weryfikacja zatwierdzona przez Adriannę
Ostatnio zmieniony ndz 27 lis 2011, 14:36 przez Luka w pamięci, łącznie zmieniany 1 raz.


ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » ndz 27 lis 2011, 14:34

Monilviam pisze:Był uzbrojony tylko w wiszący u pasa miecz i w zawieszoną na plecach tarczę beż żadnego godła.
Niby nie są to identyczne słówka, ale jednak dają powtórzenie.

Monilviam pisze:leżącymi na kamienistej ziemi odłamkami skał.
jeżeli ziemia jest kamienista, to każdy czytelnik z IQ wyższym równym IQ szympansa widzi w głowie, że tam leżą jakieś kamienie odłamki skał czy cokolwiek. Więc albo jedno określenie, albo drugie. Unikaj łopatologii w opisach.

Monilviam pisze:płomyki ognia
Domyślam się, że nie są to płomyki wody, ani powietrza - naprawdę.

Z tym postanowieniem, podążył dalej w poszukiwaniu smoka i jego pana – także odpowiedzialnego za krzywdy, którą doznali ludzie z królestwa Arasan, skąd pochodził Ordan.
których
A do całości zdania. Wiesz, każdy intuicyjnie czuje, że jeżeli mamy tandem smok-czarodziej w klasycznym fantasy, to ten drugi jest jak najbardziej odpowiedzialny za całe zło. Takie sztampowe wstawki sobie odpuszczaj. Warto byłoby wspomnieć, gdyby czarodziej był tylko marionetką czy podwałdnym inteligentnego gada.
Problemy dalszej części akapitu ładnie wyłożyła Luka.

Monilviam pisze:Wkrótce dotarł na niewielką równinę, pośrodku której znajdował ogromny, wykonany z ciemnego kamienia pałac. Ten widok bardzo go zdziwił, choć już wcześniej zauważył tę budowlę. Nie spodziewał się tego, że na takiej niegościnnej ziemi jak ta, mogło się udać wznieść tak okazałą budowlę. Miał bardzo niemiłe przeczucie, że za tym wszystkim stoi jakaś magia i bał się, że ta należała do maga, którego poszukiwał.
Logika, logika!
Zdanie podkreślone brzmi po prostu strasznie. Widziałem z oddali wielką, czarną budowlę, spoko. Widzę tę budowlę z bliska - ojej, zdziwiony jestem. I te niewprawne oznaczenia kursywą. Chodzi o to:
1. rycerz POSZUKUJE maga i smoka (jak mu szczęście dopisze to dorwie ich obu)
2. ale rycerz BOI się, że właśnie do niego trafił
3. WIE, że ma do czynienia z gościem, który jest mega potężny, ma własnego smoka, ale głupi zamek go szokuje
itd.

Monilviam pisze:Zwierzę wylądowało na ziemi przed nim, z jego nozdrzy buchała ciemna smuga dymu.
Smok może być nazywany zwierzęciem... Niby tak. Ale mam nadzieję, że używasz tego określenia świadomie.

Monilviam pisze:Wojownik znów uniknął ciosu, przetaczając się po trawie. Wstał. Podbiegł szybko do smoka. Uniósł miecz i uderzył. Miecz ześlizgnął się po twardej łusce smoka, nie czyniąc mu żadnej szkody. Ordan usłyszał złośliwy śmiech czarnoksiężnika.
O i taka prosta porada. Masz powtórzenie, jak się z nim uporasz? Zamienisz na "gada"?
Nie!
Zauważ, ze jeżeli napiszesz "Miecz ześlizgnął się po twardej łusce, nie wyrządzając żadnej szkody" każdy zrozumie, o co chodzi. W końcu w tym towarzystwie tylko smok ma łuski. I tylko jemu w danej chwili bohater chce wyrządzić krzywdę.

Monilviam pisze:Smok podniósł swą łapę, uzbrojoną w ostre szpony
Wiemy, że "swą" - unikaj zbędnych zaimków.
I zauważ, że uzbrojenie w szpony opisałaś jakiś akapit temu. Na dodatek fakt, że smok ma pazurki nie jest aż tak zaskakujący, żeby musieć o nim ciągle przypominać.

Monilviam pisze:Smok podniósł swą łapę, uzbrojoną w ostre szpony i uderzył nimi Ordana, który nie zdążył się odsunąć wystarczająco. Ciało wojownika wypełniło się bólem. Z trudem odsunął się od gada, wpatrując się w kilka ogromnych szram na torsie, które wypełniała krew. Zmrużył oczy, uparcie szukając słabych punktów gada, który wydawał się niepokonany. I znalazł go. Smok stanął tylko na tylnych nogach, odsłaniając miękki, niechroniony niczym brzuch.
To moja szansa! – pomyślał, desperacko podbiegając znów do potwora. – Muszę zaryzykować.
Uniósł miecz i wbił go z całej siły w miękki brzuch gada. Smok zaryczał żałośnie.
Tak nie możesz pisać. Już pomijając powtórzenia. To ciągłe przypominanie, o kim mówisz, unikanie wykorzystywania podmiotu domyślnego bardzo osłabia tekst. Wszystko robi się takie łopatologiczne i niepłynne. Dostajesz zdania o najprostszej możliwej konstrukcji - jak w wypracowaniu w podstawówce.
Poza tym baw się perspektywą. Nie musisz w kółko prowadzić narracji X zrobił, Y udał, Iksa coś zabolało. Rób "zbliżenia kamery" na ciekawsze detale, oczywistości zbywaj milczeniem albo tylko sygnalizuj.
Urozmaić tekst.

Monilviam pisze:Krew tryskała z każdej rany, jaką wojownik zdołał zadać bestii,
Z Twojego wcześniejszego opisu wynika, że zadał jej całą jedną ranę. Więc opis wygląda na komicznie przerysowany.

Monilviam pisze: znikać w szybkim, gwałtownym tempem
tempie jeśli już.
No i gwałtowne tempo? Ja nie wiem, co to jest.

Monilviam pisze:Jego uszy przenikał szaleńczy śmiech Norgdorna, który słabł w miarę, jak opuszczały go siły.
Brzmi jakby to czarnoksiężnik słabł i to jego opuszczałyby siły.

Oj, niestety, niewiele dobrego mam do powiedzenia o tym tekście. Ani treść, ani wykonanie nie zachęca.
Mamy sztampową historyjkę - dobry rycerz vs. zły czarownik. Takie zajeżdżone motywy nadal się sprawdzają, ale tylko pod warunkiem, że są jakoś ciekawie ujęte. Na przykład jest ciekawa stylistyka naokoło albo postaci mają wyjątkowo nakreślone charaktery, albo towarzyszą temu fascynujące wątki poboczne. Tutaj tego nie ma. Ot - powalczyli sobie, bo jeden każe mordować ludzi, a drugi chce ich bronić. Trochę zaskakujące mogłoby być zabicie rycerzyka, gdyby nie to, że informujesz o tym w tytule.
Dialogi są po prostu komiczne. Na potrzeby sceny można dodać bohaterom trochę patosu, ale naprawdę nie robi się tego tylko i wyłącznie za pomocą "szykuj się na śmierć" i "głupiec" (od pewnego momentu dostałam już lekkiej głupawki na widok tych słów.

Co do warsztatu. Duuuużo pracy przed Tobą. Czytaj dużo i świadomie - przyglądaj się zabiegom stosowanym przez autorów, żeby urozmaicić opisy, zaciekawić czytelnika. Na razie używasz prostych zdań, wplatając w nie wiele błędów.
Nic nie jest nie do pokonania, ale musisz się do tego ostro przyłożyć.
Życzę efektów.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości