Słuch absolutny [miniaturka]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
malinowa mamba
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pn 12 wrz 2011, 20:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Słuch absolutny [miniaturka]

Postautor: malinowa mamba » śr 09 lis 2011, 09:36

Jeszcze tylko skok, podwójny piruet i miękkie zejście w dół.
Jestem już porządnie wyczerpana, zdecydowanie wolę współczesny od jazzu. Mimo to skaczę najwyżej jak mogę, a ciało mnie słucha. Czuję się taka lekka. Grawitacja przestała istnieć jakieś dwie minuty temu. Mięśnie pulsują gorącem. Są dokładnie rozgrzane, teraz już nie ma przeszkód.
Przetaczam się po parkiecie. Muzyka ucichła. Serce wali mi jak szalone, ale nie ze zmęczenia. Cieszy się, bo wie, że to nie koniec. Teraz dopiero czas na najlepsze.
Kilka sekund oddechu i po chwili znowu słyszę muzykę. Tym razem łagodniejszą, nostalgiczną. Wiem, że później będzie się zmieniać. Ciągle się zmienia.
Wstaję, rozluźniam ciało. Każdy dźwięk czuję od czubka głowy, po palce u stóp. Zjednoczyłam się z piosenkarką. To ja straciłam wszystko, to ja chcę się zabić. Nie ona.
Znowu ląduję na ziemi. Tym razem bardziej brutalnie. Po plecach przebiega mi dreszcz emocji.
Wolność.
Na to nie ma innego słowa.
Słowami nie da się opisać wstrzymanych oddechów, obitych o podłogę kolan, świadomości tego, że się jest. Tu i teraz. Nie da się opisać napięć i rozluźnień, łez cisnących się do oczu przez sam nastrój muzyki. Ani pragnienia bycia kimś lepszym, przez robienie czegoś, co się kocha.
Bo tak właśnie jest. Na kilka minut stajesz się kimś innym, a jednocześnie nigdy nie czujesz się bardziej sobą.
Mały skok.
Teraz jest szybciej. Zdążę. Muzyka jest mną. Dopasowuje się do moich ruchów. Mogłabym zamknąć oczy i już ich nie otwierać.
Zamykam.
I widzę jaśniej. Wszystko, co do tej pory działo się w mojej głowie i ciele, widzę teraz jak na dłoni.
Krew na podłodze, podrapane meble. Rozbita szyba w oknie. Woda wlewa się do środka hektolitrami. Ból, brud i łzy. Ukochana książka leży na stole dokładnie tak, jak wtedy, kiedy wypadła z ręki. Na lustrze poodbijane palce.
Prawa ręka zaciśnięta na małym okrągłym pudełeczku. Decyzja już podjęta.
Otwieram oczy.
Głęboki oddech.
Ostatnio zmieniony pt 25 lis 2011, 14:07 przez malinowa mamba, łącznie zmieniany 3 razy.


This is War.

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4276
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » śr 09 lis 2011, 11:17

malinowa mamba pisze:zdecydowanie wolę współczesny od jazzu.

Niejasne. Mogę się domyślać, że bohaterka tańczy właśnie do muzyki jazzowej, która niespecjalnie jej odpowiada, ale jazz jest również "współczesny".
malinowa mamba pisze:Przetaczam się po parkiecie.

To znaczy: leżę na nim i obracam się całym ciałem? Teoretycznie, w tańcu współczesnym i to jest możliwe, ale nie wiem, czy na pewno o taki efekt Ci chodziło.
malinowa mamba pisze:Krew na podłodze, podrapane meble. Rozbita szyba w oknie. Woda wlewa się do środka hektolitrami. Ból, brud i łzy. Ukochana książka leży na stole dokładnie tak, jak wtedy, kiedy wypadła z ręki. Na lustrze poodbijane palce.
Prawa ręka zaciśnięta na małym okrągłym pudełeczku. Decyzja już podjęta.
Otwieram oczy.

Krew na podłodze - wypadek? Podrapane meble - na ogół psy i koty niszczą je w ten sposób. Rozbita szyba - może ma coś wspólnego z tą krwią na podłodze. Woda wlewa się do środka hektolitrami - czyżby powódź w mieście? Ręka zaciśnięta na pudełeczku - lekarstwa czy narkotyki?
A na lustrze zostały raczej ślady palców.

Byłby to całkiem zgrabny tekst o doznaniach ćwiczącej tancerki, gdyby nie ten fragment, który wydaje się wtrętem z zupełnie innej bajki, a do tego jest wewnętrznie niespójny. Domyślam się, że chodziło Ci o całkowite utożsamienie się bohaterki z piosenkarką, która popełniła samobójstwo (decyzja podjęta), albo straciła życie w jakichś dramatycznych okolicznościach, lecz ten zestaw rekwizytów wcale mnie nie porusza, przywołuje jedynie na myśl rozmaite stereotypy. Takie na przykład, że artysta cierpieć musi, a jeśli cierpi, to w brudzie i bałaganie. I do tego ten kataklizm za oknem. Tak, jakby ból istnienia nie mógł kogoś dopaść w czystym mieszkaniu skąpanym w słonecznym świetle.
W sumie jednak czytało mi się całkiem przyjemnie. Plus za temat. A jeśli chodzi o styl - tutaj akurat podobają mi się takie krótkie, nagle ucinane zdania i duża ilość równoważników. Dynamizują wypowiedź, pasują do tematu. W dłuższych tekstach mogą jednak drażnić. Ale to już taka uwaga na przyszłość.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kruger » śr 09 lis 2011, 12:11

W tym, napisanym w sporej mierze dla pewnego klimatu, tekście, słowo "piosenkarka" brzmi jakoś tak vulgo. Taki dysonans, cały tekst jest językowo wznoszący a tu nagle sprowadzenie w dół, niemalże kolokwialnie.

Nie pasuje mi współprzeżywanie słów piosenki. Klimat tańca, ciała w tańcu, zapamiętania itp. - kompletnie się gryzie (IMHO) z przeżywaniem jakiejś piosenki w warstwie tekstowej. Słucha, żyje muzyką, rytmem, dźwiękami - raczej już słów nie słucha. Nawet tytuł to zdaje się sugerować. Słuch absolutny - to tez pewna obietnica. Tylko ja nie wiem po lekturze, czemu jest absolutny?

Dróg interpretacji jest kilka. I obawiam się, że najbardziej prawidłowa, zamierzona przez autorkę i rozszyfrowana przez Rubię, jest ta, która najmniej mi się spodoba. Banalna. Że bohaterka tańczy nie tyle do muzyki, co do tekstu. Że przeżywa wyssany z palca ból egzystencjalny narratorki utworu do tego stopnia, że gdy zamyka oczy, widzi scenerię w której narratorka piosenki cierpi. I że cały taniec, ból, zmęczenie, to wyraz wsparcia narratorki w jej samobójczych zamierzeniach, a nie jakaś wewnętrzna potrzeba bohaterki. To by mi się bardziej podobało.
Przez moment miałem nadzieję, ze bohaterka chce się zabić, tańcząc do upadłego. To by było coś.

Podsumowując. Siła w klimacie i stylu. Słabość w fabule, zdaje się być banalna, po rozszyfrowaniu. Nie wyzyskuje możliwości jakie daje język stworzonego obrazu.



Awatar użytkownika
malinowa mamba
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pn 12 wrz 2011, 20:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: malinowa mamba » śr 09 lis 2011, 12:18

malinowa mamba pisze:zdecydowanie wolę współczesny od jazzu.

Chodzi o style tańca. Faktycznie, może się to wydawać niejasne osobom, które na co dzień nie mają z nim nic wspólnego.

rubia pisze:Przetaczam się po parkiecie.

To znaczy: leżę na nim i obracam się całym ciałem? Teoretycznie, w tańcu współczesnym i to jest możliwe, ale nie wiem, czy na pewno o taki efekt Ci chodziło.

Tak, mniej więcej coś takiego :)

malinowa mamba pisze:Woda wlewa się do środka hektolitrami.

Myślałam raczej o intensywnym deszczu, a że szyba rozbita...

To mój pierwszy tekst tutaj, więc trochę się stresowałam, ale jestem pozytywnie zaskoczona. Dziękuję za opinię!!!

[ Dodano: Sro 09 Lis, 2011 ]
Słuch absolutny istnieje w muzyce. Nie wiem jak dokładnie to wytłumaczyć, można o tym poczytać choćby na Wikipedii.
Nie do końca udało mi się przekazać to, co miałam na myśli. Czyli idealne zjednoczenie się z muzyką, z każdym tonem, które opowiadają pewną historię. Ale jest czymś niesamowicie trudnym opisać uczucia towarzyszące w tańcu. Bo może się to wydawać łatwe, kiedy ktoś tego nie doświadcza, ale dokładne odwzorowanie tych momentów jest czymś praktycznie niemożliwym. Podziwiam tych, którym się to udaje.
Kruger pisze:W tym, napisanym w sporej mierze dla pewnego klimatu, tekście, słowo "piosenkarka" brzmi jakoś tak vulgo.

Tak, też mi nie pasowało, ale jakoś nie umiałam go zastąpić.


This is War.

Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kruger » śr 09 lis 2011, 13:05

malinowa mamba pisze:Nie do końca udało mi się przekazać to, co miałam na myśli. Czyli idealne zjednoczenie się z muzyką, z każdym tonem, które opowiadają pewną historię. Ale jest czymś niesamowicie trudnym opisać uczucia towarzyszące w tańcu. Bo może się to wydawać łatwe, kiedy ktoś tego nie doświadcza, ale dokładne odwzorowanie tych momentów jest czymś praktycznie niemożliwym. Podziwiam tych, którym się to udaje.

A Tobie się to udało oddać słowami, naprawdę. Nawet tytuł do tego nawiązuje, choć oznacza rzeczywiście coś innego. W tym kontekście rozumiem słuch absolutny właśnie to taneczne zjednoczenie z muzyką, przeżywaniem tańcem historii, którą opowiada muzyka.
Tym wiekszy dysonans tworzy kwestia tekstu. IMHO, tekst i przeżywanie słów piosenkarki jest tu totalnie zbędne, niech bohaterka przeżywa historię wynikającą z dźwięków myuzyki, nie ze słów :)



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pn 14 lis 2011, 21:55

malinowa mamba pisze:Ukochana książka leży na stole dokładnie tak, jak wtedy, kiedy wypadła z ręki.
Tutaj mi coś zgrzyta. Leży jak wtedy gdy wypadła. Niby wiadomo, o co chodzi, ale jakoś tak tym "leżeniem na stole" uspakajasz obraz. No i jakoś czasowo to nie współgra.

Uważam, że z emocjami, pokazaniem oddania muzyce całkiem ładnie sobie poradziłaś. Opis do mnie przemówił. Szkoda tylko, ze nie skupiłaś się na tańcu, a przeszłaś na jakąś mocno wtórną historię cierpiącej piosenkarki. Samo dramatyczne wydarzenie nie wniesie dramatyzmu do tekstu. Mnie piosenkarka nie obchodzi, mnie obchodzi Twoja bohaterka - ta tańcząca, zatracona w muzyce itd. Ale! Nie podoba mi się tutaj po prostu pomysł, natomiast wykonanie, płynność przejścia nie jest może olśniewające, ale jest w porządku. Mogłabyś jeszcze poszaleć i w te opisy krwi na podłodze, potłuczonych szyb itd (czyli świata piosenkarki) wpleść takie "przebicia" ze świata tancerki (na przykład tutaj właśnie wepchnąć obite kolana, wyczerpane mięśnie).
To takie luźne pomysły, raczej nie po to, byś koniecznie po nie sięgała, ale żebyś pamiętała, że czasem warto pokombinować. Bo tekst wyszedł trochę za bardzo dwuczęściowy.

Co do języka - w takiej miniaturce trudno go ocenić, ale nie popełniłaś jakiś poważniejszych błędów. Niekiedy coś troszkę dziwnie zapisane, ale poza tym ok. W dłuższym tekście uważaj, żeby nie zostać przy takich krótkich, pociętych zdaniach, bo to się raczej nie sprawdzi. Tutaj dało radę.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości