Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Linia

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Linia

Postautor: Maciejo » śr 09 lis 2011, 00:10

Wrzucam moje pierwsze dłuższe opowiadanie. Również pierwsze, gdzie zacząłem bawić się w dialogi. Ogólnie jestem z niego zadowolony mocno średnio, delikatnie ujmując. A co w na jego temat myślicie?


I
Sen


WWWPustka.
WWWMark nie miał pojęcia gdzie się znalazł. Zewsząd otaczały go egipskie ciemności, odnosił jedynie wrażenie, że stoi pośrodku jakiejś olbrzymiej przestrzeni. Gdzieś w oddali, na ledwo widocznej linii horyzontu, zamajaczył jasny punkcik. W nieprzeniknionej pustce przypominał jedną z gwiazd na wieczornym niebie.
WWWMężczyzna ostrożnie postawił stopę, starając się wymacać podłoże. Było przyjemne i ciepłe w dotyku. Jeden krok, potem następny i znacznie już teraz pewniej ruszył w stronę światła.
WWWWydawało mu się, że szedł całymi godzinami, gdy niemal podświadomie wyczuł czyjąś obecność. Postać idąca teraz tuż obok niego, pojawiła się znikąd. W innym wypadku wrzasnąłby pewnie ze strachu, jednak w towarzyszu jego wędrówki było coś znajomego, uspokajającego, czego nie umiał dokładnie określić. Widział jedynie zarys jego sylwetki, co pozwoliło mu stwierdzić, że jest to mężczyzna.
WWW- Kim jesteś? – zapytał na wpół zaciekawiony, na wpół przestraszony.
WWWNieznajomy nie odpowiedział. Wyciągnął rękę, wskazując na punkt światła.
WWWW jednej chwili znaleźli się na miejscu. Nagły, oślepiający blask sprawił, że Mark zasłonił ręką oczy.
WWWZorientował się, że stoi przed czymś przypominającym olbrzymi prostokąt, zalewający białą poświatą wszystko dookoła. Przypominał zawieszony w kosmicznej pustce telewizor, z jakiegoś paranoidalnego snu. Mark spojrzał ukradkiem na stojącą obok postać, jednak blask zdawał się jej nie dosięgać, wciąż była jedynie niewyraźną sylwetką. Musiała zauważyć jego spojrzenie, gdyż niemal niedostrzegalnie skinęła głową na źródło światła.
WWWW tej samej chwili ekran ożył. Z prędkością przewijanego na podglądzie filmu, zaczęły pojawiać się na nim pojedyncze obrazy, jednak Mark rozróżniał bez problemu, co przedstawiały.
WWWPłonący budynek. Ojciec, wyrzucający go siłą z klatki schodowej, wracający do domu po matkę. Pamiętał jego spojrzenie. W jakiś sposób wiedział wtedy, że widzi go po raz ostatni.
WWWJakiś umorusany sadzą facet w strażackim stroju, mówiący, jak bardzo mu przykro. Nigdy nie zapomniał tamtej nocy.
WWWInny facet, ubrany w przemoczony, brązowy płaszcz, klepiący go przyjacielsko w ramię. „Mamy go, synu. Teraz wszystko będzie dobrze.” Gówno prawda. Już nigdy nie miało być dobrze.
WWWCiotka Adelle i pierwszy, podwędzony z jej paczki papieros. Pamiętał, jak całe jej mieszkanie śmierdziało fajkami, od kibla po balkon. Ciężko było nie spróbować zakazanego owocu. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył.
WWW On sam, czekający z bukietem czerwonych tulipanów na dziewczynę, mającą nigdy się z nim nie spotkać. Jego pierwsza miłość. Podobno ta jest najsilniejsza, najbardziej prawdziwa. Nie do końca.
WWWZnów ciotka, wrzeszcząca w agonii, wypluwająca płuca, na całe dwa, długie tygodnie przed śmiercią. Po raz pierwszy naprawdę został sam. Wtedy też poznał Alana, człowieka, który dał mu nadzieję na spełnienie marzeń. Obaj byli żywym dowodem na to, że plus i minus, ład i chaos, razem stanowią jedność. Alan, jedyny syn właścicieli prężnej fabryki helikopterów, mający przyszłość zabezpieczoną już przed narodzeniem. Mogący podbijać kolejne damskie serca i do końca życia spijać drinki na plaży którejś z tropikalnych wysp, posiadający jednak wystarczające ambicje, by zostać zapamiętanym, jako ktoś więcej, niż kolejny dzieciak z bogatej rodziny. Alan, będący dla niego substytutem brata, ojca i matki. Chłonący jego pomysły i marzenia jak gąbka. Tylko dzięki jego pomocy, Mark zdołał dostać się na uniwersytet. Naprawdę wierzył, że we dwójkę mogą tego dokonać. Dotrzeć do źródła. Może choć raz poczułby, że jest coś wart. Może.
WWWStudia i stypendium za doskonałe wyniki.
WWWAlan, zalany w trupa, wkomponowujący się swoim nowiuteńkim Ferrari, w płot posesji rektora uczelni. Oczywiście z Markiem, jako pasażerem. Jeden szalony wieczór, mogący przekreślić jego marzenia. Jakim cudem nie wylecieli wtedy ze szkoły, nie miał pojęcia. Chyba jedyne wytłumaczenie, jakie przychodziło mu do głowy, to, że byli najlepsi. Naprawdę najlepsi.
WWW Alice. To śmieszne, ale dostrzegł ją dopiero gdy zaczęli studia doktoranckie. Przez pięć poprzednich lat wiedzieli o sobie jedynie tyle, ile wynikało z tabel ocen po kolejnych egzaminach. A tu, bum – pomyślał. Z dnia na dzień zaczęli się poznawać. Dziewczyna z plakatu, podobno tak się określa ten typ urody. Długie, kasztanowe włosy, ciało jak marzenie. I te niesamowite, przenikliwe niebieskie oczy. Miał wrażenie, że pochodziła z innego świata. Choć mogła mieć każdego na pstryknięcie palców, wybrała właśnie jego. Do dziś nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu. Niesamowicie inteligentna. I akceptująca go takiego jakim był naprawdę, ze wszystkimi wadami, z całym bagażem przeszłości. On, nie mający niczego, poza bolesną historią dzieciństwa. Jednak pokochała go, z całym inwentarzem. Nigdy nie powiedział jej, jak bardzo był za to wdzięczny.
WWWPierwszy pocałunek. Seks w świetle księżyca. Leżeli nago pośród pachnących nadchodzącą jesienią łanów zbóż, a on obserwował jej perfekcyjne ciało. Chłonął chciwie każde jej westchnienie, dotykał jej gładkiej niczym jedwab skóry. Boże, jaka ona była piękna.
WWWAlan, dobijający się do niego w ten sam wieczór na komórkę, wrzeszczący z podniecenia o przełomowym odkryciu. Wtedy powiedział jej o ich planach. Nigdy nie powinien był tego robić.
WWWPraca doktorancka i zatrzymane w niemym zachwycie twarze profesorów. Chyba po raz pierwszy w historii nowoczesnego nauczania, dwóch studentów otrzymało pozwolenie na wspólne prowadzenie badań. Przełomowy pomysł, przełomowe odkrycie. Świat stał przed nimi otworem.
WWWPonownie Alan, wznoszący w górę kufel z piwem, w geście zwycięstwa. Byli tak blisko.
WWW Jajko niespodzianka - odmowa finansowania badań przez instytut. Genialne, lecz nieetyczne. Rewolucyjne, lecz oburzające. Tak powiedzieli. Idioci.

WWWOcknął się z transu i spojrzał na stojącą obok postać. Wciąż stała nieruchomo, zwrócona w kierunku ekranu.
WWWMiał dość. Do czego to wszystko prowadzi?
WWW- Przerwij to – jęknął - Nie chcę tego oglądać.
WWWNa ekranie pojawiły się kolejne obrazy, teraz już znacznie wolniej, jakby pozwalając mu delektować się każdą sceną.
WWWSpotkanie we trójkę w restauracji. Wtedy Alan po raz pierwszy zaproponował, że prywatnie sfinansuje badania. Pamiętał, jak Alice rzuciła mu się na szyję. Pamiętał, też spojrzenie jakim jego przyjaciel ją obdarzył. I jej uśmiech. Nigdy w życiu nie czuł się bardziej upokorzony.
WWWOd początku wiedział, że Alice podobała się Alanowi. Człowiekowi, którego ambitnym planem było „zaliczenie najlepszych lasek na wydziale”. Mimo, że udało mu się przelecieć w zasadzie wszystkie, jego danie główne cały czas uciekało z talerza. I jak na ironię, wskoczyło wprost pod widelec ostatniego potencjalnego oponenta, jakiego mógł brać pod uwagę.
WWWI choć Alan starał się nigdy nie dać mu tego do zrozumienia, Mark podświadomie wyczuwał, że przyjaciel nie zamierzał rezygnować z podjętych planów. Wiedział też, że nie wygra tej walki. Wszystko było kwestią czasu.
WWWTo Alan miał pieniądze, nie on. To Alan potrafił opowiadać godzinami, o rzuceniu świata na kolana. W końcu, to Alan był tym, do którego legły tłumy. Był gwiazdą. A Mark wiedział, że uczucie łączące go z Alice nie mogło przetrwać, choć naiwnie starał się wierzyć, że mogło być inaczej. Nigdy na nią nie zasługiwał.
WWWPo raz kolejny został sam. W sumie, czego miał się spodziewać, on, skromny uczniak. Zawsze był ich zabawką, zawsze był tym drugim, tym gorszym. Wykorzystali go do własnych celów, a potem porzucili, jak niechciane szczenię.
WWWZacisnął pięści do białości.

WWWAlice, odchylająca głowę, jęcząca z rozkoszy, drżąca po miłosnej ekstazie. Nie przeżytej z nim. Alice i Alan.

WWWSpojrzał z nienawiścią na nieznajomego.
WWW- Dlaczego mi to pokazujesz?! – Wykrzywił usta w grymasie wściekłości - Za kogo ty się masz?!
WWWKu jego zaskoczeniu, postać pochyliła się ku niemu.
WWW- Już niedługo spotkamy się ponownie. – szepnął dziwnie znajomy głos. - Wtedy poznasz odpowiedzi na dręczące cię pytania.

II
Iniekcja


WWWBól.
WWWI światło. Paskudne światło, przebijające się przez zaciśnięte powieki, drążące tunel w jego mózgu.
WWWMark obudził się na kozetce, cały drżąc. Nie z zimna, po prostu nie był w stanie zahamować spazmatycznych ruchów mięśni. Jak by tego było mało, świat wirował mu przed oczyma, jak po godzinnej wizycie, na jakiejś gównianej karuzeli. Poczuł, że chce mu się rzygać. Ogromna ilość śliny napłynęła mu do ust. Wypluł ją na posadzkę. WWWPaskudne uczucie. Chwilę po tym, zwymiotował.
WWW- Kurwa… – Skrzywił się na widok zawartości żołądka, ściekającej teraz z wolna na błyszczące nieskazitelną bielą kafelki.
WWWZ najwyższym wysiłkiem rozejrzał się dookoła.
WWWPomieszczenie w którym się znajdował było niewielkich rozmiarów. Zewsząd otaczała go niewiadomego pochodzenia aparatura medyczna; słyszał miarowe pikanie, odmierzające czynności życiowe jego organizmu. Wyraźnie wzmocnione drzwi, białe jak śnieg ściany i brak okien nasunęły mu nieprzyjemne skojarzenia z zakładem psychiatrycznym. Najgorsze, że nie potrafił sobie przypomnieć w jaki sposób i dlaczego trafił w to miejsce.
WWWSpróbował się podnieść, lecz ręce odmówiły mu posłuszeństwa.
WWWW tej samej chwili drzwi do pokoiku otwarły się z hukiem i wpadł przez nie jakiś rozczochrany brunet w lekarskim kitlu, przysłaniającym dżinsowe spodnie i różową koszulę w paski. Kilkudniowy zarost na twarzy mężczyzny i napuchnięte powieki wskazywały na braki we śnie.
WWW- Mój Boże – wysapał, spoglądając z niesmakiem na kałużę wymiocin – Wszystko w porządku? Jak się czujesz?
WWWMark przypatrywał mu się zmrużonymi oczyma. Wiedział, że skądś zna tego człowieka. Próbował bezradnie poskładać plątaninę myśli w całość. Na domiar złego, jakiś głos dudnił w jego głowie z subtelnością godną młota pneumatycznego, nie pozwalając mu się skupić.
WWWPowiedz mu, że jesteś jak nowo narodzony. Powiedz…
WWW- Mark? – Brodacz wyglądał na zaniepokojonego. – To ja, Alan. Poznajesz mnie?
WWW- Ja… - Mark zawahał się - gdzie ja jestem?
WWW- W bezpiecznym miejscu. Byłeś w śpiączce przez dwa miesiące. Nie sądziłem, że to może potrwać aż tak długo. Myśleliśmy już z Alice, że dojdzie do najgorszego. Tym razem przesadziliśmy, stary. To nigdy nie powinno zajść aż tak daleko.
WWWAkurat. Fałszywy śmieć!
WWWMark zignorował głos. Jedyne co potrafił sobie przypomnieć, to nieskładne obrazy, zdajające się nie mieć większego sensu.
WWWCzyżbyś zapomniał?
WWWAlice…
WWWAlan…

WWW- Pamiętam tylko jakieś urywki. Ty... – pokręcił z rezygnacją głową, patrząc na przyjaciela.
WWW- Alice mówiła, że tak może się stać. – przerwał mu Alan - Pamięć będzie wracała stopniowo, najdalej za tydzień lub dwa powinieneś odzyskać wspomnienia. Ale póki co, musisz odpoczywać. Przygotuję ci środek nasenny.
WWWNie ufaj mu.
WWW- Tym razem będziesz spał, jak każdy z nas. – uśmiechnął się. – Dobrze widzieć cię wśród żywych.
WWWRuszył w stronę wyjścia.
WWW- Alan?
WWWPrzyjaciel zatrzymał się w pół kroku i spojrzał wyczekująco.
WWW- Cokolwiek próbowaliśmy osiągnąć… – przerwał na chwilę – udało nam się to?
WWW- Tak naprawdę, tylko ty znasz odpowiedź.
WWWOn kłamie. Wie wszystko.
WWWAlan zamknął za sobą drzwi i przekręcił zamek.
WWWNie widzisz? Trzymają cię tu, jak szympansa w klatce.
WWW- Zostaw mnie w spokoju! – wrzasnął Mark, chwytając się za głowę.
WWWDlaczego tak desperacko próbujesz odrzucić to, co jest rzeczywistością? Zdradziła cię. Nigdy cię nie kochała. Naprawdę myślałeś, że mogłeś z nim konkurować? Ty, niemający nic, przeciwko człowiekowi, do którego stóp mógł paść cały świat? Spójrz prawdzie w oczy. Przegrałeś. Zostałeś wykorzystany.
WWWObserwowali cię przez cały czas. Czekali, zdobywali kolejne informacje, podczas gdy ty nie mogłeś nic zrobić, nieświadomy w stanie śpiączki. I nagle, wróciłeś do świata żywych. Problem w tym, że przez długie dwa miesiące, zdążyli przygotować się na taką okoliczność.
WWWA teraz uśpią cię, jak bezpańskiego psa. Nie jesteś już im potrzebny. Mają wszystko, czego chcieli. Dzięki tobie i przez ciebie.

WWWMark poczuł, że traci nad sobą kontrolę. Ukrył twarz w dłoniach, nie mogąc pohamować emocji.
WWWPrzecież zawsze o tym wiedziałeś. Gdzieś w głębi duszy, w najdalszych zakamarkach umysłu, domyślałeś się prawdy.
WWWNie czas na łzy.
WWWTwój kolega nie zamierza podać ci środka nasennego, ale tego już się chyba domyślasz. Będziesz musiał go zabić, nim on zabije ciebie. Musisz walczyć, Mark.
WWWDawno temu odebrano ci najbliższych. Nie pozwól, by odebrano ci twą duszę.
WWWWalcz.

WWW- Nie potrafię. Nigdy nie potrafiłem. Nawet nie wiem co mam robić. – załkał.
WWWSłuchaj uważnie.
WWWMusisz zdobyć drugą dawkę. I to w ciągu trzydziestu najbliższych minut. To priorytet. Nie zdawaliście sobie z tego sprawy, ale wasz specyfik jest silnie uzależniający. Wkrótce poczujesz się jak na głodzie narkotykowym.
Drżenie rąk, wymioty, zaburzenia wzrokowe i słuchowe, cały zestaw przyjemności.
A to będzie dopiero początek. W ciągu pół godziny, głód nasili się do stopnia, w którym przestaniesz panować nad własnym ciałem.
WWWW końcu umrzesz, przyjacielu. Umrzesz, niechciany przez świat, który tak desperacko pragnąłeś uzdrowić.

WWW- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę? Że to wszystko to nie jakieś majaki? Jesteś tylko głosem w mojej głowie!
WWWNieprawda. Nie tylko głosem. I dobrze o tym wiesz. Jestem jedynym przyjacielem który ci pozostał, jakkolwiek próbowałbyś ten fakt negować.
WWWJak to zwykle bywa, wszystko jest kwestią wiary.
WWWZaproś dziewczynę do tańca, lub siedź przy stoliku, patrząc, jak robią to twoi kumple. Zawierz, lub nie. Żyj, lub umieraj.
WWWCzas podjąć decyzję.

WWWRozległ się szczęk zamka.
WWWMark przełknął nerwowo ślinę. Jego mózg gorączkowo analizował miliony możliwości. W ciągu kilku sekund całe jego życie runęło, niczym klocki domina poruszone przez przypadkowy podmuch wiatru.
WWW- Zostań ze mną. – wyszeptał w końcu.
WWWAż do końca.
WWWDrzwi otworzyły się i niemal tanecznym krokiem do pokoiku wkroczył Alan, uśmiechnięty od ucha do ucha.
WWW- Mówiłem, że zaraz wrócę. – Puścił oko do kolegi. – Jak samopoczucie?
WWWMark zignorował pytanie. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak bardzo mylił się co do tego człowieka. Próbował powściągnąć rosnącą wściekłość, lecz słowa same wyrwały mu się z ust.
WWW- Gdzie jest Alice? – warknął.
WWWAlan zrobił wielkie oczy.
WWW- Wszystko w porządku, stary?
WWW- Gdzie ona jest? – powtórzył z naciskiem Mark.
WWW- Jezu, spokojnie kumplu. Alice jest u mnie.
WWWOczywiście, że u niego.
WWW- Powiedziałem jej, że musi choć na chwilę odpocząć od tego wszystkiego. – kontynuował - W zasadzie to zmusiłem ją do tego. Cholera, żebyś to widział. Przez całe dwa miesiące, dzień i noc siedziała przy tobie. Nawet spała tutaj. To wspaniała kobieta. Masz wielkie szczęście, że ją poznałeś.
WWW- Jasne. - rzucił cierpko.
WWW- Wiem, że już nie możesz doczekać spotkania się z nią, ale najpierw musisz odpocząć. – Alan nie wychwycił sarkazmu. – Zrobię ci zastrzyk. To potrwa tylko chwilę.
WWWSięgnął do kieszeni na piersi.
WWW- Stój.
WWWMarka zdziwił spokój, emanujący z jego własnego głosu. Spokój i coś jeszcze… Wola walki? Dawno nie poczuł czegoś takiego. W tym momencie był zdecydowany na wszystko.
WWWAlan zatrzymał się, zaskoczony.
WWW- Najpierw powiedz mi, gdzie jest druga dawka leku.
WWW- Druga dawka? – Alan miał autentycznie zaszokowany wyraz twarzy. - Nie wiem o czym mówisz. Nie pamiętasz? Nie produkujemy niczego więcej, dopóki nie ustalimy jakie efekty przyniesie użycie pierwszej…
WWW- Dość kłamstw. – przerwał mu - Wiem o wszystkim.
WWW- O jakim wszystkim? – zawtórował za nim kolega – O czym ty mówisz?
WWWMark przekrzywił głowę, przypatrując się Alanowi. Mężczyzna wyglądał na autentycznie zszokowanego.
WWWNie daj się zwieść pozorom.
WWW- Wiem, jak zabawialiście się ty i Alice. Wiem, co robiliście, gdy ja byłem w śpiączce. Zrobiliście ze mnie królika doświadczalnego. Wykorzystaliście mnie – powiedział lodowatym tonem – ale dość już tego. A teraz powiesz mi, gdzie znajdę drugą dawkę.
WWW- Posłuchaj – Alan był wstrząśnięty. – Nie wiem co stało się z tobą podczas snu, nie wiem co widziałeś, gdzie byłeś, ale nie podoba mi się to. To nie jest prawda.
WWW- Gdzie jest druga dawka? – nie ustępował.
WWW- Nie ma drugiej dawki, Mark. Musisz się uspokoić.
WWWSłowa podziałały na niego niczym płachta na byka. Mark poczuł jak wzbiera w nim bezsilna złość. Zacisnął pięści do białości.
WWW- Kłamliwy sukinsynu! – syknął – Pieprzony zdrajco! Powiesz mi gdzie jest albo…
WWWAlan pokręcił zdecydowanie głową.
WWW- Dość już tego. Rozumiem, że jesteś zdezorientowany, ale to nie powód by bezpodstawnie mnie o coś tak obrzydliwego osądzać. – Ponownie sięgnął do kieszeni na piersi i wydobył z niej strzykawkę.
WWWHej, żyjesz jeszcze? – odezwał się nieoczekiwanie głos w głowie Marka – Straciłeś już zdolność kojarzenia faktów? Zobacz co jeszcze jest w jego kieszeni.
WWWMark skierował wzrok w polecone miejsce. Z kieszeni wystawał teraz długopis. Musiał być tam od początku, a teraz wysunął się, gdy Alan wyjmował strzykawkę.
WWWTo by było niezłe, co? Wiesz, takim niepozornym przedmiotem też można zrobić krzywdę. Pióro silniejsze od miecza…
WWW- Teraz dostaniesz środek usypiający. – kontynuował Alan – Obudzisz się za kilka godzin i być może wtedy, będziemy mogli normalnie porozmawiać.
WWWTylko spokojnie…
WWW- Wyciągnij rękę. – powiedział zdecydowanym tonem.
WWWMark posłusznie wykonał polecenie. Przyjaciel pochylił się i nasmarował miejsce wkłucia nasączoną watką. Kieszeń z długopisem w środku znalazła się teraz o dosłownie na wyciągnięcie ręki
WWWPrzygotuj się.
WWWZe spokojem obserwował, jak igła zbliża się do jego skóry. Dzieliło ją od niej może pięć centymetrów. Czas niemal stanął w miejscu.
WWWCztery centymetry.
WWWTrzy.
WWWOstatni raz spojrzał w oczy przyjaciela. Nie, nie przyjaciela. Człowieka który go zdradził.
WWWKtóry bez skrupułów wykorzystał jego uczucia.
WWWUdowodni mu raz na zawsze, kto jest lepszy.
WWWDwa.
WWWZa wszelką cenę.
WWWJeden.
WWWTo twoja szansa! – zawył głos w jego głowie – TERAZ!
WWWAlan nie miał szans by zareagować.
WWWZ niesamowitą szybkością, Mark zerwał się z łóżka. Jeden ruch ręką i strzykawka wylądowała na podłodze . Drugą wyszarpnął długopis z kieszeni przyjaciela.
WWWZobaczył wyraz bezgranicznego zdziwienia, odmalowujący się na obliczu Alana. Mężczyzna próbował cofnąć się, lecz Mark był szybszy. Ciął prowizoryczną bronią na odlew, celując w podbródek. Zaostrzony koniec z łatwością przebił miękką tkankę w okolicach żuchwy. Trysnęła krew, obryzgując szkarłatem nieskazitelną biel pomieszczenia.
WWWAlan walczył. Zaślepiony bólem, wymachując rekami na wszystkie strony, chciał wycofać się jak najdalej od napastnika. Zrobił rozpaczliwy krok w tył i poślizgnął się na kałuży rzygowin, uderzając głową z impetem o posadzkę.
WWWMark usiadł na nim okrakiem, trzymając w ręce długopis wycelowany w twarz mężczyzny.
WWW- Proszę… - Alan, wypluł porcję krwi i śliny na podłogę. Zabrzmiało to jak „chrszsze”.
WWWMark zaśmiał się obłąkańczo. Tak naprawdę nie widział już przed sobą przyjaciela. Rzeczywistość zdawała się zlewać się w jeden wielki, niewyraźny obraz.
A więc zaczęło się. Wszystko działo się szybciej, niż mógł przypuszczać. Musiał zdobyć lek.
WWW- Powiedz mi gdzie jest lek. – wycedził.
WWWMężczyzna pokręcił niedostrzegalnie głową. Rzęził i pluł krwią
WWW- GDZIE?
WWW- Mam go… przy sobie… - wycharczał ostatkiem sił mężczyzna – błagam…
WWWTen fiut bzykał twoją żonę. Tak bardzo ją kochałeś… – odezwał się głos jadowitym tonem.
WWWMark zamknął oczy, walcząc z napływającymi emocjami. Desperacko próbował nad sobą zapanować.
WWWBzykał ją prosto w…
WWW- Zamknij mordę! – wrzasnął.
WWWZauważył, jak źrenice Alana rozszerzają się w przypływie panicznego przerażenia.
WWWZrób to. Dobrze wiesz, że nie ma innej drogi.
WWW- Nie mogę! – wyjęczał Mark – Mówiłem ci, że nie potrafię!
WWWOn by cię zabił bez wahania. Odbierz mu życie, lub sam umieraj.
WWWOdebrał ci wszystko, co kochałeś.
WWWZabij skurwiela!

WWWMark wrzeszczał. Nie panował już nad swoim ciałem. Zdążył jedynie zobaczyć, jak uzbrojona w broń ręka, opada w kierunku twarzy mężczyzny.
WWWJeden raz.
WWWDrugi.
WWWTrzeci.
WWWCiało przyjaciela wzdrygnęło się po raz ostatni w paroksyzmie bólu i agonii, po czym zawisło w bezruchu.
WWWZnajdź lek. Druga dawka da ci czasu na tyle, by odszukać antidotum.
WWWMark zabrał się do przeszukiwania kieszeni denata. W końcu odnalazł to czego szukał. Niepozorna fiolka zawierała bursztynowy płyn.
WWWTeraz iniekcja. Nie ma czasu do stracenia.
WWWMark powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, w poszukiwaniu strzykawki. W końcu odnalazł ją i wypełnił zawartością fiolki. Wyczuł żyłę pod powierzchnią skóry i wbił w nią igłę.
WWWPo raz ostatni spróbował rozejrzeć się dookoła. Świat wirował mu przed oczami. Poczuł, że ponownie zbiera mu się na wymioty. Nie było innego wyjścia. Pragnienie było coraz silniejsze.
WWWNa co czekasz? Kończy ci się czas! Zrób to!
WWWMark zamknął oczy, zacisnął palce na spuście strzykawki i wydozował dawkę.
WWWNa krótką chwilę, rzeczywistość wróciła do normy. Świat nabrał ostrości, powróciły kolory i jasność myślenia. Odetchnął z ulgą.
WWWNareszcie.
WWWDziękuję ci.

WWWMark poczuł nagły, palący ból w skroniach. Zaczął krzyczeć.
WWWChwilę potem, wszystko eksplodowało oślepiającym światłem.
WWWOsunął się bez życia na podłogę.

III
Odpowiedzi


WWWŚwiatło.
WWWNiekończący się blask.
WWWUbrany w gustowny biały garnitur mężczyzna, siedział przy przezroczystym, szklanym stoliku. Uśmiechał się przyjaźnie.
WWW- Może usiądziesz? – zagadnął przyjaznym tonem – Z pewnością masz wiele pytań.
WWWMark poznał ten głos.
WWW- To ty! – powiedział z niedowierzaniem. – Ty byłeś głosem w mojej głowie!
WWW- Tak, to ja. – nieznajomy uśmiechnął się szerzej. Wskazał ręką na wolne naprzeciwko niego miejsce. – Powiedziałem, żebyś usiadł.
WWWW jednej chwili Mark zorientował się, że siedzi, a właściwie został posadzony, po przeciwnej do rozmówcy stronie stolika.
WWW- Mówiłeś, że jeśli wezmę drugą dawkę, wszystko wróci do normy – zaatakował.
WWW- To prawda. – mężczyzna pokiwał głową. - Dokładnie tak powiedziałem.
WWW- Więc gdzie jestem teraz?
WWW- Dokładnie w tym samym miejscu, w którym przyszło mi egzystować przez trzydzieści dwa lata twojego żałosnego życia. W zasadzie, jest jednak zasadnicza różnica. – omiótł spojrzeniem przestrzeń w której się znajdowali. – Teraz jest tu jakby jaśniej, niż kiedyś.
WWWMark pokręcił głową.
WWW- Och, nie rozumiesz? – mężczyzna udał żal - Wy, ludzie, jesteście tak bardzo ograniczeni. To niesprawiedliwe, że tak godne pożałowania istoty jak wy, dzierżą władzę nad Ziemią. Ale to się wkrótce skończy, zapewniam cię. Co za szkoda, że tego nie zobaczysz.
WWW- Co to ma znaczyć? Kim ty do cholery jesteś?
WWW- Myślę, że dobrze wiesz, kim jestem. Pamiętasz, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy? Pozwól, że ci przypomnę. Nie mogłeś mnie wtedy rozpoznać, choć wydawałem ci się kimś znajomym. Zresztą, skąd mógłbym wiedzieć o tobie te wszystkie rzeczy, które ci pokazywałem? No dalej Mark, to nie takie trudne. Dobrze wiesz, że istnieje tylko jedno wytłumaczenie.
WWW- To niemożliwe. – Mark poczuł, że kręci mu się w głowie. – Ty jesteś… Mną?
WWWMężczyzna pstryknął palcami w odpowiedzi, uśmiechając się szeroko.
WWW- Więc dokonałem tego. – Mark nie mógł uwierzyć, w to, co się działo. Lata poszukiwań dobiegły końca. Dotarł do źródła.
WWW- Owszem. Znalazłeś mnie. Dotarłeś do miejsca, w którym nie był jeszcze żaden człowiek. Do granic ludzkiego umysłu. – Mężczyzna spojrzał mu prosto w oczy - Zawsze tego chciałeś, prawda? A przynajmniej od momentu, w którym ten podpalacz zamordował twoich rodziców. Myślałeś, że możesz zrozumieć, co kieruje ludźmi, popełniającymi tak okropne zbrodnie, a może nawet, przy odrobinie szczęścia, wyeliminować pierwiastek zła w nich tkwiący. Myślałeś, że możesz zmienić ludzką naturę. Dlatego postanowiłeś stworzyć ów specyfik. – ciągnął – Mający za zadanie wprowadzić badanego w stan śpiączki tak głębokiej, że umożliwiałaby ingerencję w podstawowe czynności jego umysłu. Dzięki pieniądzom i zaangażowaniu Alana, udało ci się. To jednak było dla ciebie za mało. Kompleks niższości i obsesyjne pragnienie udowodnienia własnej wartości, spowodowały, że poszedłeś krok dalej. Postanowiłeś przetestować twój wynalazek na sobie. Wszystko wydawało się zaplanowane, co do ostatniego szczegółu. Podczas gdy ty wchodziłeś w stan śpiączki, Alan miał zbierać dane, potrzebne do kolejnych badań. Problem w tym, że ani ty, ani twój przyjaciel, nie mieliście najmniejszego pojęcia, na jak niebezpieczny teren wkraczacie. Wasz eksperyment okazał się niemożliwy do skontrolowania. Alan dowiedział się o tym jako pierwszy. Aparatura nie mogła zarejestrować tego, co działo się z tobą w trakcie snu, podróży jaką odbywałeś. Czynności życiowe mózgu zatrzymały się. Dla zewnętrznego świata byłeś martwy. W ten sposób spotkałeś się ze mną po raz pierwszy. Inicjacyjną dawką dałeś mi możliwość przeniknięcia do waszej rzeczywistości, ale nie mogłem wpływać na twoje decyzje tak, jakbym tego chciał. Podsunąłem ci pewne sugestie, licząc na to, że połkniesz przynętę. Poszło łatwiej niż mogłem przypuszczać. Niestety, pierwsza dawka nie wystarczyła na tyle, by utworzyć trwały kanał komunikacyjny. Wiedziałem, że muszę pozwolić ci wrócić. Wiesz, ile mnie ta decyzja kosztowała? Mogłeś przecież oprzeć się moim słowom i nie zechcieć drugiej dawki. Podjąłem jednak ryzyko i wygrałem, a ty wylądowałeś tutaj po raz drugi. Tym razem, bez możliwości powrotu. – jego usta wykrzywiły się w szyderczym grymasie - Naprawdę myślałeś, że zgłoszenie się na ochotnika do przetestowania leku, sprawi, że jej zaimponujesz? Byłeś cholernym głupcem.
WWWMark poczuł jak wzbiera w nim bezsilna złość.
WWW- Co takiego? – wycedził przez zaciśnięte zęby.
WWW- Ty wciąż nie pojmujesz przyczyny rozgrywających się przed twoimi oczami wydarzeń, prawda? Wy, ludzie, tak bardzo próbujecie udowodnić swoją wartość, że przekraczacie granicę, zapominając o tym, czy w ogóle powinniście próbować to robić. Tak bardzo zależało ci na zaimponowaniu Alice, na udowodnieniu jej, że możesz konkurować ze swoim lepiej usytuowanym, bardziej przebojowym przyjacielem, że przestałeś zauważać, że to właśnie ciebie wybrała, nie jego. I wierz mi, cierpiała, bardzo cierpiała, mogąc jedynie stać z boku i patrzeć bezradnie, jak rujnujesz sobie życie. Powiedz mi, – Spojrzał mu prosto w oczy - czy w tym wszystkim było jeszcze miejsce na uczucie? Czy chodziło jedynie o ciebie i tą wymyśloną rywalizację z Alanem? Czy ty kiedykolwiek naprawdę ją kochałeś? Ona naprawdę poświęciła dla ciebie wszystko. Pokochała cię takiego, jakim byłeś. A ty… – powiedział z naciskiem. – Ty, w swojej wyimaginowanej walce, przekroczyłeś granicę, za którą nigdy nie powinieneś był się znaleźć.
WWWMark poczuł, że łzy napływają mu do oczu.
WWW- Oszukałeś mnie – powiedział cicho.
WWWMężczyzna klasnął w dłonie.
WWW- Oczywiście! I powiem ci więcej, nie było to trudne. Cholernie łatwo było podsunąć komuś tak zakompleksionemu jak ty, wizję odrzuconej miłości, wielkiego spisku i zdrady. Przez całe życie, wydawało ci się, że świat jest przeciwko tobie. Więc, gdy zasugerowałem ci, że także twój najlepszy przyjaciel nie jest tym za kogo się podaje, łatwo uwierzyłeś w taką wersję rzeczywistości.
WWW- Więc chcesz powiedzieć, że Alan…
WWW- Nigdy cię nie zdradził, podobnie jak Alice. Był wierny jak pies, do samego końca. I naprawdę nie spodziewał się, że możesz mu zafundować taką śmierć.
WWWMark nie potrafił nad sobą zapanować.
WWW- Ty cholerny draniu! – wycedził przez zaciśnięte zęby.
WWWZerwał się z fotela i rzucił w kierunku rozmówcy. Mężczyzna z uśmiechem na twarzy machnął jedynie, jakby od niechcenia ręką i jakaś niewidzialna siła, pchnęła Marka powrotem na siedzenie.
WWW- Wierzyłeś w to, ze możesz mi tym desperackim ruchem coś zrobić? – pogroził mu palcem – To mój świat. Moje zasady gry. Możesz jedynie siedzieć i patrzeć. Dokładnie tak, jak ja musiałem.
WWW- Zabiję cię! – Mark gotował się ze wściekłości – Przysięgam na Boga, że…
WWW- Och, naprawdę wątpię, byś był w stanie to zrobić. Przede wszystkim, zauważ, że wszystko to co widzisz, dzieje się jedynie w twojej głowie. Tak naprawdę, twoje ciało leży nieprzytomne w prywatnym laboratorium Alana. Jesteś więźniem własnego umysłu, przyjacielu. Teraz ja przejmuję kontrolę.
WWW- Znajdą cię. – wycedził Mark – Zabiłeś człowieka. Myślisz, że ci to ujdzie płazem? Będą cię szukać do końca twojego życia.
WWW- Naszego życia. – poprawił go rozmówca – Będziesz miał nieprzyjemność to wszystko oglądać. Poza tym, zanim mnie zatem znajdą, nie będę już sam. Wielu jest takich jak ja, czekających na uwolnienie. A zgadnij, – mrugnął do niego porozumiewawczo - kto będzie moim pierwszym pacjentem.
WWWMark poczuł lodowaty ucisk w żołądku. Wściekłość ustąpiła miejsca, panicznemu niemal przerażeniu.
WWW- J- jeśli ją tkniesz… - wyjąkał.
WWW- To co mi zrobisz? – zaśmiał się mężczyzna. – Chyba już ustaliliśmy, że nie stoisz na pozycji, która gwarantuje ci możliwość grożenia mi w jakikolwiek sposób. Zresztą, męczy mnie już ta rozmowa. Czas się pożegnać.
WWWPstryknął palcami. Jak na zawołanie, przed oczami Marka wyrosły zawieszone w przestrzeni drzwi.
WWW- Nie rób tego! – zawołał błagalnym tonem – Zaklinam cię na Boga! Proszę!
WWW- Już za późno. – mężczyzna podszedł do drzwi – Miałeś swoją szansę, ale nie potrafiłeś jej dostrzec. Niestety jednak, nie będziesz miał szansy naprawienia swoich błędów.
WWWDrzwi zamknęły się za nim, po czym zafalowały niczym pustynny miraż i rozpłynęły w powietrzu. Chwilę potem, światło, rozświetlające przestrzeń zniknęło. Zapadły ciemności.
WWWMark zaczął krzyczeć.


WWWCzłowiek, który nie był już Markiem, ocknął się na podłodze. Zimno kafelków, spowodowało, że miał gęsią skórkę. Wstrząsnął nim dreszcz. Osobliwe uczucie. Uśmiechnął się. Dookoła było pełno krwi, obok leżało czyjeś ciało. Przyjrzał się mu.
WWW- Nie zasłużyłeś na taki los – rzekł, po czym, bez chwili wahania, zdarł z niego ubranie.
WWWRóżowa koszula i spodnie pasowały niemal perfekcyjnie. Z pomocą znalezionego w kieszeni dżinsów klucza, otworzył znajdującą się w pomieszczeniu lodówkę medyczną. Wyciągnął z niej kilka fiolek, wypełnionych bursztynowym płynem i uśmiechnął się szerzej. Napełnił płynem jedną ze strzykawek.
WWWKtoś krzyczał w jego głowie, darł się wniebogłosy.
WWWZabiję cię, zabiję cię jak psa! Spróbuj jej cokolwiek zrobić, ty parszywy…
WWWMężczyzna z wyrozumiałym uśmiechem pokręcił głową. Popatrzył chwilę na przedramię, odnalazł żyłę, po czym wkłuł się w nią, dozując odpowiednią ilość płynu
WWWGłos ucichł momentalnie.
WWWWesoło pogwizdując, ruszył w kierunku wyjścia.
Ostatnio zmieniony czw 31 maja 2012, 18:55 przez Maciejo, łącznie zmieniany 3 razy.


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2395
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 30 lis 2011, 21:32

Maciejo pisze:stoi pośrodku jakiejś olbrzymiej przestrzeni
nie wiem do końca, czemu, ale jakoś nie podoba mi się stanie pośrodku przestrzeni
O wiem. Chyba dlatego, że "bycie pośrodku olbrzymiej (zakładam, ze pustej) przestrzeni" kojarzy mi się z wiszeniem w powietrzu raczej niż ze staniem (z definicji wtedy od dołu jesteś ograniczony).

Maciejo pisze:Mężczyzna ostrożnie postawił stopę, starając się wymacać podłoże.

Czyli jednak nie stał? Nie rozumiem.

Maciejo pisze:eden krok, potem następny i znacznie już teraz pewniej ruszył w stronę światła.
Do przekonstruowania. Bo to "znacznie już teraz" brzmi fatalnie, a po prostym wycięciu nie dostajemy chyba tego, co dostać chciałeś.

Maciejo pisze: jednak w towarzyszu jego wędrówki było coś znajomego, uspokajającego,
wiemy, czyjej

Maciejo pisze:Jakiś umorusany sadzą facet w strażackim stroju, mówiący, jak bardzo mu przykro. Nigdy nie zapomniał tamtej nocy.
Podmioty domyślne!
To nie facet umorusany sadzą nigdy nie zapomniał tamtej nocy

Maciejo pisze:Znów ciotka, wrzeszcząca w agonii, wypluwająca płuca, na całe dwa, długie tygodnie przed śmiercią. Po raz pierwszy naprawdę został sam. Wtedy też poznał Alana, człowieka, który dał mu nadzieję na spełnienie marzeń. Obaj byli żywym dowodem na to, że plus i minus, ład i chaos, razem stanowią jedność. Alan, jedyny syn właścicieli prężnej fabryki helikopterów, mający przyszłość zabezpieczoną już przed narodzeniem. Mogący podbijać kolejne damskie serca i do końca życia spijać drinki na plaży którejś z tropikalnych wysp, posiadający jednak wystarczające ambicje, by zostać zapamiętanym, jako ktoś więcej, niż kolejny dzieciak z bogatej rodziny. Alan, będący dla niego substytutem brata, ojca i matki. Chłonący jego pomysły i marzenia jak gąbka. Tylko dzięki jego pomocy, Mark zdołał dostać się na uniwersytet. Naprawdę wierzył, że we dwójkę mogą tego dokonać. Dotrzeć do źródła. Może choć raz poczułby, że jest coś wart. Może.
Zaraz, zaraz. Chcesz mi wmówić, że to jest ten "pojedynczy obraz przeskakujący jak na filmie odpalonym na przewijanie? Ja wiem, że to bohater sobie przypomina, ale jak rzucasz o takich klatkach zdjęciowych, bawisz się w kursywę, to zachowaj jakąś spójność. Niech to naprawdę będzie rzut oka, błysk myśli. A nie wykład o synu właściciela fabryki.

Maciejo pisze: spojrzał na stojącą obok postać. Wciąż stała nieruchomo,
stojąca postać stała? no co Ty nie powiesz? ;)

Maciejo pisze:do którego legły tłumy.
chyba lgnęły

Maciejo pisze: miarowe pikanie, odmierzające czynności życiowe jego organizmu.
pogrubienie - chyba sam wiesz
Poza tym to "odmierzanie czynności życiowych organizmu" brzmi trochę pokrętnie

Maciejo pisze:napuchnięte powieki wskazywały na braki we śnie.
jakie braki?
Raczej brak snu po prostu

Maciejo pisze:- Druga dawka? – Alan miał autentycznie zaszokowany wyraz twarzy. - Nie wiem o czym mówisz. Nie pamiętasz? Nie produkujemy niczego więcej, dopóki nie ustalimy jakie efekty przyniesie użycie pierwszej…
WWW- Dość kłamstw. – przerwał mu - Wiem o wszystkim.
WWW- O jakim wszystkim? – zawtórował za nim kolega – O czym ty mówisz?
WWWMark przekrzywił głowę, przypatrując się Alanowi. Mężczyzna wyglądał na autentycznie zszokowanego.
Czy facet w zestawie ma tylko jedną minę? I to z etykietą "autentycznie zaszokowany"? Samo określenie brzmi trochę... jakby mówiło wszystko i nic. Jak wyglądałby "nieautentycznie zaszokowany"? Więc albo opisz, albo takie przymiotniki "autentyczne" sobie daruj. Brzmi nienaturalnie.

Maciejo pisze: panicznego przerażenia
prawie jak ciemny mrok. Łapiesz?

Maciejo pisze:po czym zawisło w bezruchu
zawiśnięcie w bezruchu średnio pasuje do gościa rozpłaszczonego na posadzce

Maciejo pisze:Uśmiechał się przyjaźnie.
WWW- Może usiądziesz? – zagadnął przyjaznym tonem
Coś jeszcze robił przyjaźnie? ;)

Maciejo pisze:wolne naprzeciwko niego miejsce. – Powiedziałem, żebyś usiadł.
WWWW jednej chwili Mark zorientował się, że siedzi, a właściwie został posadzony, po przeciwnej do rozmówcy st
Powtarzasz informacje, niepotrzebnie. Przecież wiemy, gdzie mógł uściąść, więc istotne by było, gdyby usiadł gdzie indziej. Tak to się domyślimy

Maciejo pisze:To niesprawiedliwe, że tak godne pożałowania istoty jak wy, dzierżą władzę nad Ziemią. Ale to się wkrótce skończy, zapewniam cię. Co za szkoda, że tego nie zobaczysz.
Brzmi sztampowo, cholernie sztampowo.

Maciejo pisze:Mark nie potrafił nad sobą zapanować.
WWW- Ty cholerny draniu! – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Pierwsze zdanie nie koresponduje z drugim. Wycedzenie czegoś, co nawet nie jest grubą obelgą nie jest na pewno "niepanowaniem nad sobą"
Dalej niby coś tam robi, ale na początku mamy dysonans.

Maciejo pisze:mrugnął do niego porozumiewawczo
nie ma do kogo innego, więc pogrubione zbędne

Maciejo pisze:rzekł, po czym, bez chwili wahania, zdarł z niego ubranie.
WWWRóżowa koszula i spodnie pasowały niemal perfekcyjnie
Pasowały perfekcyjnie po tym jak je podarł? I nie przeszkadza mu, że ciuchy są całe urąbane krwią?
No może nie, ale zwykle bohater w cudze ciuchy się przebiera, żeby NIE wzbudzać od razu nadmiernego zainteresowania.

Co do stylu, to mam wrażenie, że na siłę próbujesz ubarwiać naturalnie prosty język. Przez to niekiedy dostajemy dziwaczne składnie, rozepchane przymiotnikami zdania, powtórzenia. Robisz w opisach niekiedy błędy logiczne czy też wprowadzasz niespójności. Niemniej czytało mi się nieźle i nawet wciągnęło.

Sama fabuła bazuje na ciekawym pomyśle. Widać parę takich "przebłysków", które paradoskalnie wyday mi się ciekawsze niż sam główny wątek. Bo główny wątek leci do przodu na łeb na szyję. Dwa "zdjęcia" w wyobraźni i zaczyna wierzyć, parę zdań w głowie i zabija, strzykawka i ujawnia się "ten zły". Trochę za szybko. Znika Ci w tym bohater. Ex cathedra dostajemy informacje, jaki to zakompleksiony itd., ale nie dajesz okazji tak naprawdę go poznać.
Szkoda też, że owe "odpowiedzi" poznajemy wyrecytowane przez to straszne alter ego. Fajniej by było, gdybyś dał czytelnikowi powoli do tego dochodzić.
Trochę też zbyt szybko podpowiadasz pewne rzeczy. Na przykłąd w chwili mordowania Alana piszesz ciągle "autentycznie zaszokowany" "naprawdę zdziwiony/przerażony", czyli sugerujesz, że jest niewinny. Gdybyś na przykład przyjął spojrzenie Marka w tym momencie i pisał coś w stylu "Jego oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Nie mógł uwierzyć, że poznałem jego plan. Dłoń ze strzykawką nawet nie drgnęła - był gotów mnie zabić" (dobra, wiem, brzmi kretyńsko), to miałbyś szansę zaskoczyć czytelnika na końcu. Tak to już wiedziałam, że ten głos kłamie.

Ogólnie tekst miał swoje plusy i minusy. Nie dałeś fabule się rozwinąć, a szkoda, bo pomysł fajny. Język do dopracowania.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maciejo » pt 02 gru 2011, 01:56

Wielkie dzięki za weryfikację, Ado. Komentarze rewelacyjne, teraz mogę powiedzieć, że "śmieję się z własnych błędów". Postaram się też wyciągnąć wnioski na przyszłość, by następny tekst był lepszy niż ten.


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » śr 30 maja 2012, 08:07

Gdzieś w oddali, na ledwo widocznej linii horyzontu, zamajaczył jasny punkcik.

Skoro widzi horyzont i jakiś punkt, to już nie można powiedzieć, że nic nie widzi.

Wydawało mu się, że szedł całymi godzinami, gdy niemal podświadomie wyczuł czyjąś obecność. Postać idąca teraz tuż obok niego, pojawiła się znikąd.

Co się dzieje z punktem światła gdy tak idzie godzinami?
Dwa razy opisałeś, że ktoś się pojawia. Wytnij albo czucie obecności, albo zdanie, że postać pojawia się znikąd.

Z prędkością przewijanego na podglądzie filmu, zaczęły pojawiać się na nim pojedyncze obrazy, jednak Mark rozróżniał bez problemu, co przedstawiały.

Na podglądzie pojawiają się szybko przewijane obrazy a nie pojedyncze obrazy. No i gdyby te obrazy były zamazane, wtedy Mark mógłby mieć problemy z rozróżnieniem, co na nich jest. Szybkość wyświetlania nie ma tu w zasadzie nic do rzeczy.

Chyba jedyne wytłumaczenie, jakie przychodziło mu do głowy, to, że byli najlepsi.

...mu do głowy było takie, że byli najlepsi.

Leżeli nago pośród pachnących nadchodzącą jesienią łanów zbóż, a on obserwował jej perfekcyjne ciało.

Skoro nadchodziła jesień, to raczej były to ścierniska. Niezbyt miłe miejsce na takie zabawy.

- Przerwij to – jęknął - Nie chcę tego oglądać.

- Przerwij to - jęknął. - Nie chcę tego oglądać.

Mimo, że udało mu się przelecieć...

Mimo że...

...jego danie główne cały czas uciekało z talerza. I jak na ironię, wskoczyło wprost pod widelec ostatniego potencjalnego oponenta, jakiego mógł brać pod uwagę.

Czyli że Alan chciał Alice, ale ona wybrała Marka, tak? Ale przecież opisujesz scenę, gdy Alan i Alice zaczynają się mieć ku sobie. Niezrozumiałe.

- Już niedługo spotkamy się ponownie.(BEZ PRZECINKA) – szepnął dziwnie znajomy głos. - Wtedy poznasz odpowiedzi na dręczące cię pytania.

W- Ja… - Mark zawahał się(KROPKA) - gdzie ja jestem?

- Alice mówiła, że tak może się stać.(BEZ KROPKI) – przerwał mu Alan(KROPKA)


Zdążył jedynie zobaczyć, jak uzbrojona w broń ręka, opada w kierunku twarzy mężczyzny.

Dłoń uzbrojona w długopis a nie broń.

Mark zamknął oczy, zacisnął palce na spuście strzykawki i wydozował dawkę.

Takie rzeczy robi się przed wbiciem igły w żyłę.

Ubrany w gustowny biały garnitur mężczyzna,(BEZ PRZECINKA) siedział przy przezroczystym, szklanym stoliku.



Ciekawa historia, interesujące zwroty akcji, bohaterowie w dobrze opisani. Czyta się szybko, niestety robisz dużo błędów w zapisach dialogów, co niszczy przyjemność czytania. Fabuła według mnie wymaga dopracowania. Ta osoba w jego umyśle gdy się ujawnia, zbyt dużo mówi, niepotrzebnie według mnie, takie podanie wszystkiego czytelnikowi na tacy zamiast przemycenie informacji w tekście, psuje efekt, zwłaszcza że istota zbyt szybko się ujawniła, przez co zepsuło to końcówkę. No i kim jest mężczyzna w umyśle Marka? Jego częścią, czy też nie? Mark dociera do jakiegoś źródła, granic umysłu, gdzie jest ta istota, która jednocześnie jest głosem w jego umyśle, no i nie jest człowiekiem, skoro mówi o ludziach "wy". Co robi w umyśle? Dlaczego chciał uciec, czemu w taki sposób? Wiele niedomówień.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości