Konstytucja codzienności [miniatura]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
malpaico
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: wt 12 sty 2010, 22:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna

Konstytucja codzienności [miniatura]

Postautor: malpaico » ndz 02 paź 2011, 02:34

WWWWielki bełt puszczany ze strony jego osoby zatrzymuje się na każdym. Momentalne wyładowanie emocji powiązane z epifenomenem krzyku. Cały ten bełkot rozkojarzonego człowieka z resztką gorzały, jak i spojrzenie dziewki stojącej przy ulicy w półmroku latarni i otoczonej przyjemnym szelestem modrych świerków w parku otulanych porannym szronem ukojenia po upojnej nocy, która zakończona owocnym dochodem zaspokoi żywieniowo malutkie dziecię czekające teraz w gęstwinie zarośli, opatulone w filcowy kocyk, z niewiedzą o poczynaniach dawczyni jego mleka jak i kobiety najbliższej sercu z nadzieją o jej szybkim powrocie, przyprawiają przechodniów o zimne dreszcze płynące przez ciało niczym strumyk. On na szczęście nigdy nie dowie się, jak umarła matka, sam tego nie dożyje. Nie zapamięta tej, o rysach czternastolatki. Możliwość znalezienia wszystkiego w zamian za cnotę, codzienność wpisana w konstytucję. Patrzący na wiek, czym to młodszej ślina spływa im po pas. Nikt nie myśli o jej życiu poza chodnikiem, choć w końcu każdy z nich mógłby zostać jej ojcem owe lata temu.
WWWNie zważając na wspaniały wschód, który właśnie zaczynał opatulać swoim gorącymi ramionami zmrożone serca spacerowiczów miejskich, przechadzający się młody chłopiec, wypatrujący niczym sroka błyskotki w zieleni bujnej ogródka trawy, aby jednym czmychnięciem zakraść się do podszytej niedźwiedzim futrem kurtki miejscowego łowcy nagród, podąża już za swoją kolejną zdobyczą. Jak widać z odległości, mężczyzna zdaje się członkować w miejscowym towarzystwie burżujskich dygnitarzy kobiety różnego pochodzenia, gdzie towarzysze u jego boków można zastać zaabsorbowanych jedynie osobą własną. Brudne łapska młodzieńca, chcą wślizgnąć się jak najdalej, aby tylko sięgnąć co cenne, co wartościowe. Ten portfel, czterdziestoletni, z własną, niezacieralną historią, warty wystarczająco aby wyżywić rodzinę przez rok, z dodatkową zawartością wewnętrzną na kolejne dwa lata. Musi się zbliżyć o krok, zanim go zauważy. Musi to robić. Jak co dnia próbując – jak co dnia pudłując.
Ulicy na prawo kresu widać nie było. Na lewo zaś ludzie, a z ludzi barykady poustawiane. Porozrzucani po ulicy ze skrawkami starych, stęchłych i zżółkłych od lat dykt. Maszerują to w każdą ze stron, za nimi duch Breżniewa stąpa nawołując do boju. I przeczesując delikatnie swe włosy do tyłu patrzy groźnym wzrokiem, przez pryzmat swych siwych kłaków, na to co teraz jest, a dla niego było nieosiągalne. Domeną młodzieży stało się podtrzymanie tej polityki. Polityki białej pały, która z rozmachem uderza w nerki przeciwników. Bo właśnie też teraz, dokładnie na wprost, przez płot oblany farbą, ze złotą gwiazdą, przeskakuje degenerat, prostak, okrutnik, zdrajca i nikczemnik, który za niedługą chwilę wyprowadzi swój kraj na prostą końcową. Śledząc jego kroki może zobaczyć że jest on człowiekiem dumy, wielkości i roztargnienia. Lecz teraz w niewiedzy przed tym co przyniesie przyszłość przebiega, uciekając, potykając się z dwa razy, nie raz, rozchlapując lustrzane kałuże w płytkich dziurach miasta, przed niewidocznymi czarnymi prochowcami, ochlapuje przy tym z razu staruszkę.
WWWBiedną kobietę losu która zawinięta w chusty czarne, smoliste, przesiąknięte goryczą, opływające jej chudą pomarszczoną twarz, dają oznakę żałoby przed ludzkim światem, jak umiera w swoich własnych refluksach. Z kącika oka spływa delikatna łza, która płynąc po policzku zbrązowiałym i zziębniętym od grudniowej temperatury, nawilża z niewyobrażalną przyjemnością umierające już ciało. Wyjąc w niebogłosy o przebaczanie, odpala zapałkę za zapałką ogrzewając delikatnie przemęczone dłonie, których zgrubiałe palce ledwo co manewrują małym pudełeczkiem. Przykurcza nogi bardziej, kiedy wiatr chłodniejszy, bądź deszcze podlejsze. Na przebranie nawet bielizny zwyklejszej nie da nikt, nie pamiętają o matce. Na co komu taka, gdy nawet na czynsz nie dołoży. Przemoczona zatem schowa się w zakamarki śmietnika, położy się między czarnymi workami, sama jak worek i jedynie co wyzbiera to dwa okruszki ominięte przez gołębie pomiędzy kostkami. Wtedy ostatni raz oprze swoją kruchą głowę, jakby chciała odpocząć. Zaciśnie ręce wokoło bioder aby złapać ostatni dotyk ciepła a później bezwiednie odejdzie.
WWWJakby to miał być sprawiedliwy koniec.
Ostatnio zmieniony pt 07 paź 2011, 12:21 przez malpaico, łącznie zmieniany 2 razy.


"Ona miała oddech o zapachu miętowego odświeżacza, pachniała kliniką operacji plastycznych i telewizyjnym ekranem, ..." - M. Witkowski - Margot

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » wt 04 paź 2011, 20:04

malpaico pisze:Cały ten bełkot rozkojarzonego człowieka z resztką gorzały, jak i spojrzenie dziewki stojącej przy ulicy w półmroku latarni i otoczonej przyjemnym szelestem modrych świerków w parku otulanych porannym szronem ukojenia po upojnej nocy, która zakończona owocnym dochodem zaspokoi żywieniowo malutkie dziecię czekające teraz w gęstwinie zarośli, opatulone w filcowy kocyk, z niewiedzą o poczynaniach dawczyni jego mleka jak i kobiety najbliższej sercu z nadzieją o jej szybkim powrocie, przyprawiają przechodniów o zimne dreszcze płynące przez ciało niczym strumyk.


Jest na tym świecie jeden artysta, którego zdania wielokrotnie spiętrzone są dla mnie majstersztykiem, dziełem genialnym i powalającym na kolana. I niestety nie jesteś to ty. Wybacz, ja czytelnik prosty i zdeprawowany kulturą popu, nie pojmuję, o czym udziwniasz. A to co poniżej rozumiem i podziwiam:
"Rynek był pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia. Cierniste akacje, wyrosłe z pustki żółtego placu, kipiały nad nim jasnym listowiem, bukietami szlachetnie uczłonkowanych filigranów zielonych, jak drzewa na starych gobelinach. Zdawało się, że te drzewa afektują wicher, wzburzając teatralnie swe korony, ażeby w patetycznych przegięciach ukazać wytwomość wachlarzy listnych o srebrzystym podbrzuszu, jak futra szlachetnych lisic. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (jak cierpliwi sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni tynku) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu, spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały chłodem i winem."

Pozdrawiam.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 04 paź 2011, 21:08

Mnie też, dorapa, przyszedł Schulz do głowy i nie chciał odpuścić. Wciąż porównywałam.

Najpierw zdanie
Wielki bełt puszczany ze strony jego osoby zatrzymuje się na każdym.
- nie rozumiem, ale chcę zrozumieć. Pogrubione: jest błędem? zamierzone zastosowanie niepoprawnej kalekiej gramatycznie formy językowej? Ponieważ nie wiem, czytam dalej.
Momentalne wyładowanie emocji powiązane z epifenomenem krzyku. Ponosisz mi poprzeczkę epifenomenem i równoważnikiem zdania. Analizuję uważnie:

wielki bełt zatrzymujący się na każdym = momentalne wyładowanie emocji.
epifenomen krzyku?
wielki bełt = epifenomen?
dlaczego krzyk zatrzymuje się na każdym i jest puszczany?
bełt to strzała z kuszy, czasami potocznie "haft".
bełt puszczany to strzelanie z kuszy
puszczamy "pawia"?
Gdzie jest kusza???
O co chodzi???

Próbuję Ci pokazać jak wygląda mniej więcej recepcja. Wiadomo, że trochę koloryzuję, ale zauważ też z pierwszych dwóch wypowiedzeń NIC nie rozumiem, choć znam pojęcie epifenomen.
Jeżeli chodzi o wpłynięcie w lekko psychodeliczną przestrzeń, to nie przemyślałeś gramatyki i zamknąłeś drzwi z łoskotem cudactwem ze strony jego osoby

A teraz zdanie potwór:

Cały ten bełkot rozkojarzonego człowieka z resztką gorzały, jak i spojrzenie dziewki stojącej przy ulicy w półmroku latarni i otoczonej przyjemnym szelestem modrych świerków w parku otulanych porannym szronem ukojenia po upojnej nocy, która zakończona owocnym dochodem zaspokoi żywieniowo malutkie dziecię czekające teraz w gęstwinie zarośli, opatulone w filcowy kocyk, z niewiedzą o poczynaniach dawczyni jego mleka jak i kobiety najbliższej sercu z nadzieją o jej szybkim powrocie, przyprawiają przechodniów o zimne dreszcze .


na niebiesko zaznaczyłam moment, kiedy zamykasz zdanie główne.
bełkot jak i spojrzenie - to podmiot
przyprawiają - to orzeczenie w zdaniu głównym
przyprawiają o zimne dreszcze przechodniów.
To zdanie jest przecież logicznym następstwem Twojego epifenomenu i tajemnicy bełtu.
A NIE SĄ. Widzisz to?
zimne dreszcze (jakie) płynące przez ciało niczym strumyk.
Jezu, co za strumyk?
czyje ciało? przechodniów jest wielu? dlaczego jedno
Było o krzyku - strumyk krzyczy??? Nie krzyczy, szemrze.
przechodnie są jak strumyk? Że niby płyną?

Odpuszczę analizę obrazowania we wtrąceniu, bo tam przez kompletny brak interpunkcji można by wyczytać wszystko.

Dlaczego tak analizuję, skoro wiadomo, że nikt tak nie czyta?

Dosłownie nie, ale nasz mózg tak odbiera. On łaknie porządku i "znanego".
W słowach są obrazy i sensy. Mózg je dekoduje. I rozumiem albo nie. Kiedy przestaje móc - poddaje się i ... każe mi przestać czytać w tym OBCYM dla niego języku.
Równie dobrze mogłoby być po fińsku.

Proza poetycka wymaga precyzji, precyzji i jeszcze raz precyzji, myślenia i widzenia słowem, odczuwania zmysłowego tego, o czym piszę. Inaczej... mój mózg przestaje myśleć, rozumieć, zamyka się na tekst

Strumień świadomości jest efektem świadomej gry pisarza ze światem myśli, gry toczonej pomiędzy spostrzeganiem świata a możliwościami ujęcia tego słowami. Pytaniem, czy mówienie nadąża za myśl?

Ty stworzyłeś trochę i pewnie nieświadomie parodię i prozy poetyckiej i strumienia świadomości (Joyce)

Zrób to samo co ja z fragmentem Schultza, który wkleiła dorapa...
Spróbuj zobaczyć to, co jest opisane, pewnie poczujesz różnicę.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4276
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pt 07 paź 2011, 10:33

Przeczytałam - nie zrozumiałam. Więc zaczęłam czytać po raz drugi, zastanawiając się, dlaczego tak się stało. Słowa, owszem, rozumiem. Wszystkie. Związki frazeologiczne - prawie wszystkie. Niektóre budzą moje podejrzenia. Zdania - tu się zaczyna problem.
Problem polega nie na tym, że są to zdania wielokrotnie złożone, gdyż jeśli takowe zbudowane są prawidłowo, to nic nie przeszkadza w odbiorze tekstu. Ale u Ciebie nie są. Tworzysz jakieś konstrukcje, które nie są spójne ani na płaszczyźnie językowej (no, powiedzmy, gramatycznej), ani na płaszczyźnie logicznej. Jak tutaj:
malpaico pisze: Patrzący na wiek, czym to młodszej ślina spływa im po pas.

albo tutaj:
malpaico pisze:mężczyzna zdaje się członkować w miejscowym towarzystwie burżujskich dygnitarzy kobiety różnego pochodzenia

To drugie zdanie, chociaż niezgrabne, jest nawet poprawne pod względem gramatycznym, nie wiem natomiast, co to znaczy członkować kobiety. I wolę się tego nie domyślać.
malpaico pisze: towarzysze u jego boków można zastać zaabsorbowanych jedynie osobą własną.

malpaico pisze: dają oznakę żałoby przed ludzkim światem, jak umiera w swoich własnych refluksach.

Tu znowu dwie kolejne koślawe konstrukcje.
Lekceważysz związki frazeologiczne:
malpaico pisze:z nadzieją o jej szybkim powrocie,

na jej szybki powrót
malpaico pisze:aby tylko sięgnąć co cenne, co wartościowe

sięgnąć po to, co cenne
albo
chwycić to, co cenne
malpaico pisze:dają oznakę żałoby

stanowią oznakę żałoby

A czasem szwankuje mi także zwykła logika:
malpaico pisze:wspaniały wschód, który właśnie zaczynał opatulać swoim gorącymi ramionami zmrożone serca spacerowiczów miejskich,

Nie zważam już na to, co, czym i komu ten wschód opatula, ale czy świt jest tą porą, kiedy na ulicach można spotkać spacerowiczów? W dodatku przechadzających się z grubo wypchanymi portfelami, jak to wynika z dalszej części tego akapitu?

Nie podaję już więcej podobnych przykładów, gdyż można je odnaleźć we wszystkich akapitach.

Mam wrażenie, że chcesz poruszyć czytelników losem istot odrzuconych (młodociana prostytutka, kobieta umierająca na śmietniku). Przy okazji jednak brniesz w banały:
malpaico pisze: On na szczęście nigdy nie dowie się, jak umarła matka, sam tego nie dożyje.

Nie pokazujesz żadnej sytuacji, zagrażającej życiu. Co więcej, sugerujesz, że ludzie tę prostytutkę omijają obojętnie. To zdanie prowadzi więc do takich potocznych prawd ogólnożyciowych: no cóż, wszyscy kiedyś umrą. Jedni wcześniej, inni później...

Proza poetycka ma swoje prawa, dlatego nie mam nic przeciwko zestawieniu tych czterech obrazów: młodocianej prostytutki, złodziejaszka szukającego łupu, buntu na ulicach i starej kobiety na śmietniku. Ponieważ jednak w takiej prozie brak jest fabuły, jej siłą oddziaływania są przede wszystkim sugestywne obrazy, które potrafią poruszyć wyobraźnię i emocje czytelnika. Sugestywnych obrazów nie tworzy się jednak przez nagromadzenie bombastycznych metafor i łamańców językowych. Wprost przeciwnie, one zacierają przekaz. Czytelnik nie chce co chwila zastanawiać się, co właściwie kryje się za jakąś zbitką słów. Na odchodzenie od reguł gramatyki i logiki można pozwolić sobie na bardzo wysokim szczeblu kompetencji językowych.
I tym smutnym akcentem kończę, licząc, że kolejne Twoje teksty okażą się bardziej przejrzyste. Co dla mnie byłoby zaletą.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » pt 07 paź 2011, 12:16

1. Pisz krótszymi zdaniami.

2. Uważaj na przecinki.
Lecz teraz(PRZECINEK) w niewiedzy przed tym co przyniesie przyszłość(PRZECINEK) przebiega(BRAK PRZECINKA) uciekając, potykając się z dwa razy, nie raz, rozchlapując lustrzane kałuże w płytkich dziurach miasta, przed niewidocznymi czarnymi prochowcami, ochlapuje przy tym z razu staruszkę.


3. Unikaj porównań, przenośni, alegorii.
Tworzysz wielgaśne zdania tchnące patosem i kompletnie niezrozumiałe. Używanie takich środków stylistycznych to naprawdę wyższa szkoła jazdy. Poza tym nie panujesz nad nimi, gubisz sens zdań. Ot, dołączasz jedną przenośnię do drugiej, jak w łańcuszku.
Lecz teraz w niewiedzy przed tym co przyniesie przyszłość przebiega, uciekając, potykając się z dwa razy, nie raz, rozchlapując lustrzane kałuże w płytkich dziurach miasta, przed niewidocznymi czarnymi prochowcami, ochlapuje przy tym z razu staruszkę.

Ucieka nie wiedząc co przyniesie przyszłość? Ucieka przed kimś? Kimś niewidzialnym? Lustrzane kałuże czyli pokryte lodem? A jeśli tak, to jak je rozchlapuje?

4. Zwróć uwagę na logikę tekstu.
Nie zważając na wspaniały wschód, który właśnie zaczynał opatulać swoim gorącymi ramionami zmrożone serca spacerowiczów miejskich

Ile osób spaceruje sobie zimą po mieście przed wschodem słońca?
On na szczęście nigdy nie dowie się, jak umarła matka, sam tego nie dożyje.

Wcześniej piszesz, że ona stoi w krzakach i zaraz dziecko napoi. To skąd jej śmierć?
On na szczęście nigdy nie dowie się, jak umarła matka, sam tego nie dożyje. Nie zapamięta tej, o rysach czternastolatki. Możliwość znalezienia wszystkiego w zamian za cnotę, codzienność wpisana w konstytucję.

Czternastoletnia dziewica matka.

5. Czerpiesz pomysły od innych.
Wyjąc w niebogłosy o przebaczanie, odpala zapałkę za zapałką ogrzewając delikatnie przemęczone dłonie, których zgrubiałe palce ledwo co manewrują małym pudełeczkiem.

Toż to rodem z "Dziewczynki z zapałkami"!

6. Używasz słów w złym znaczeniu.
Jak widać z odległości, mężczyzna zdaje się członkować w miejscowym towarzystwie burżujskich dygnitarzy

członkować - dzielić na części, kawałki, odcinki
patrzy groźnym wzrokiem, przez pryzmat swych siwych kłaków

patrzeć przez pryzmat czegoś - ujmować coś z pewnego punktu widzenia, interpretować coś pod pewnym kątem, w szczególny sposób
jak umiera w swoich własnych refluksach

refluks - cofanie się treści żołądkowej. Nie jest to jednak to samo co wymioty.


Tekst napisany z patosem to nie to samo, co dobry tekst. Brak tu jakiegoś motywu przewodniego, tematu, czegokolwiek. Ot, zlepek wielgaśnych zdań, często bez żadnej logiki. Wiele pracy przed tobą.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości