Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Paź królowej [fragment]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Donnie
Szkolny pisarzyna
Posty: 37
Rejestracja: ndz 26 cze 2011, 21:26
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Paź królowej [fragment]

Postautor: Donnie » czw 29 wrz 2011, 20:12

Wulgaryzmy.
-------------------------------------------------------------------------Paź królowej

-----------Krople deszczu spływały po jego drżącym ciele. Błoto sięgało mu za kostki. Stał nieruchomo. Przestał już odczuwać wściekłość, teraz był w szoku i ronił łzy. Przed nim rozciągał się piękny staw, otoczony smukłymi bukami. Gdzieś w oddali piorun przeciął niebo zostawiając po sobie głuchy huk.
-----------Czy żałował tego, co zrobił? A czymże jest żal? Negatywnym odczuciem braku czegoś? Zabawne, bo chłopak z pewnością nie ubolewał nad śmiercią mężczyzny. Pozbycie się tego skurwysyna wieściło raczej szczęście i ulgę.
-----------Słońce właśnie wschodziło, kiedy z jego zmęczonej dłoni wyśliznęła się siekiera. Uderzyła ostrzem o ziemię, zostawiając na niej krwawą ranę. Promienie ognistej kuli budzącej się na niebie odgoniły szare chmury i oświetliły twarz młodzieńca.
-----------Zakrzepła krew zdobiła jego policzki, a podkrążone oczy świadczyły o ciężkich przeżyciach ostatniej nocy. Włosy miał ubłocone jak u plemienia Himba, a podarte spodenki i koszulka, umorusane były mieszaniną piasku z krwią. Stał tak bez ruchu i wpatrywał się w nicość. Nie zaśmiecał sobie już głowy pięknem miejsca, w jakim się znajduję. To właśnie nicość była dla niego ukojeniem, pewnego rodzaju niebyt sprawiał mu przyjemność.
-----------W tle zdało się słyszeć stukot dzięcioła. Ptaki wesoło ćwierkały. Chłopak obudził się nagle z letargu i spojrzał za plecy, po czym upadł na kolana rozbryzgując błoto dookoła. Widok masakry, w której brał udział ostatniej nocy przytłoczył go do ziemi.
------------ O kurwa. – Wyjęknął ze łzami w oczach. – Matko boska.
Drewniany domek z ogromnym tarasem był nienaruszony, robił naprawdę dobre wrażenie. Każdy chciałby spędzić wakacje w tak ustronnym i zadbanym miejscu. Przed chatką stały potężne drewniane stoły, a po lewej stronie domku mały kamienny grill. Obok ławek leżały zwłoki grubego mężczyzny w średnim wieku. Denatowi brakowało dolnych kończyn, leżały kilka metrów dalej w kałuży. Wyglądały jak kłody drewna unoszące się na wodzie. Ciało jego było ponacinane na podbrzuszu i w okolicach piersi. Ramiona miał posiniaczone, a paznokcie niemal całkowicie czarne. Twarz była niewidoczna, zagrzebana w mokrym piachu. Leżał na brzuchu. Plamy krwi ciągnęły się od zwłok w stronę młodego chłopaka, jakby wskazując winowajcę całego wydarzenia.
-----------Chłopiec zamknął oczy, nie zmienił pozycji, nadal klęczał. Znowu odciął się od rzeczywistość i podążył w głąb swego umysłu.
-----------Biegał teraz w złocistym zbożu i podskakując, co kilka metrów starał się chwycić dłonią pięknego motyla. Pamięta do tej pory gatunek owada. Był to Paź królowej. Ojciec tłumaczył mu kiedyś jak te cudowne stworzenia pojawiły się na świecie.
------------ Ariel! Ariel! – krzyczał mężczyzna odziany w zieloną koszulę i znoszone dżinsowe spodnie. Miał zaciśnięte dłonie jak gdyby dzierżąc w nich niesamowicie cenny skarb. – Podejdź no tutaj do mnie młody.
------------ Co tam masz? – chłopiec był wyraźnie zaciekawiony.
Ojciec uchylił delikatnie dłonie, na których siedział przepiękny motyl. Owad potrząsnął skrzydełkami rozsypując kolorowy pyłek i zastygł w bezruchu. Ariel przykucnął obok ojca i nie mógł oderwać oczu od majestatycznego owada.
------------ Nie przestrasz go, to motylek… ale nie taki zwykły. Nazywa się Paź królowej – wyciągnął dłoń bliżej syna. – To stworzenie jest magiczne – zmienił nagle ton głosu. Teraz był bardzo podekscytowany. – Kiedyś, dawno, dawno temu na świecie żyli młodzi chłopcy, którzy należeli do rodu szlacheckiego. Byli pomocnikami króla, bądź królowej. Nazywano ich paziami. Ubierali się bardzo kolorowo i nosili zmyślne fryzury. Zjawisko to było naprawdę zadziwiające, bo większość z nich była w twoim wieku, a najstarsi mieli tylko czternaście lat. Pewnego dnia, królowa Lepidosa poprosiła swojego pazia, aby złapał dla niej kilka motyli do szklanego pojemniczka i dostarczył jak najszybciej do królestwa. Królowa, była zakręcona na punkcie tych stworzeń, ponieważ nosiła kreacje przypominające umaszczenie ich skrzydełek i nacierała się pyłkiem, wierząc, że kiedyś dzięki temu uniesie się wysoko ponad chmury.
-----------Chłopiec nie zwlekał. Natychmiast wyruszył w poszukiwaniu motyli. Niestety. Wędrował dość długo, był zgrzany, zmęczony i niestety nie złapał ani jednego. Jak na złość nigdzie ich nie było. Słońce powoli chowało się za horyzontem. Nagle paź usłyszał w oddali wołanie kobiety. Siedziała pod starym spróchniałym drzewem, zresztą i ona dorównywała pewnie wiekiem tej potężnej roślinie. Pod pachą trzymała słoik wypełniony jakąś dziwną substancją. Młodziak podbiegł do niej natychmiast i opowiedział o swojej jakże ważnej misji. Kobieta w czarno-szarej sukni wysłuchała go do końca i postawiła warunek. Jeśli nie będzie wykradał motyli z jej polany, dostanie cały słoik magicznego pyłku, który sprawi, że królowa będzie mogła podróżować w przestworzach. Chłopczyk podziękował jej wylewnie i pomaszerował w stronę zamku. Po głowie jednak chodziła mu pewna myśl - może by tak zostawić ten pyłek dla siebie i innych paziów z królestwa, mogliby latać i bawić się razem w przestworzach.
-----------Następnego dnia zwołał paziów z całego zamku i wręczył po szczypcie magicznej substancji. Kiedy obsypali się proszkiem, ulegli zmniejszeniu i przeobrażeniu w piękne, kolorowe motyle. Lepidosa akurat wtedy wychodziła z zamku na ogród. Widząc, co się dzieje straciła przytomność i upadła prosto w krzaki. Chłopcy przemienieni w motyle polecieli ku polanie, pozostawiając za sobą drobny pyłek.
-----------Stworzenia te nazywane są teraz Paziami królowej. Ich celem jest sprawowanie straży nad polanami. Cała ta przygoda była pewnego rodzaju karą, ale pazie pogodzili się ze swoim losem i teraz są bardzo szczęśliwi pełniąc dalej szlachetne obowiązki.
------------ Super! – Ariel był zachwycony opowieścią. – Tato, chodźmy poszukać ich więcej!
-----------Z daleka widać było jak drobna siedmiolatka próbuje wdrapać się na omszały płot i dołączyć do zabawy ojca z synem. Przerażony mężczyzna podbiegł do niej natychmiast, chwycił ją pod pachami i przeniósł nad płotem.
------------ Ania! – Ariel dopiero teraz zauważył młodszą siostrę. Biegał jednak dalej w poszukiwaniu magicznych motyli.
-----------Chociaż dziewczynka, była już po drugiej stronie płotu to ojciec nie zamierzał jeszcze jej puścić. Kręcił nią wkoło i śmiał się głośno. Jej blond włosy tańczyły w powietrzu, unosiły się i opadały. Ania była rozbawiona do łez.
-----------Dźwięk koguta policyjnego przywrócił Ariela do rzeczywistości. Otworzył szeroko oczy i próbował podnieść się z ziemi. Słońce było już w pełni sił, grzało niemiłosiernie, a chmur nie było widać nawet w oddali. Mężczyzna w niebieskim mundurze wylazł niezdarnie z auta i począł toczyć się w stronę dzieciaka. Miał sumiasty wąs, około metra osiemdziesiąt i jakieś pięćdziesiąt kilo nadwagi. Zbliżał się powoli i chyba nie zdawał sobie dokładnie sprawy z tego, co tu zaszło.
-----------Chłopak czołgał się w błocie. Widział, że grubas idzie w jego kierunku. Adrenalina w żyłach przywróciła mu trzeźwość umysłu i nakazała odwrócić uwagę od zwłok leżących obok drewnianych ławek. Pełzł, więc z determinacją.
------------ Czy wszystko gra? – Policjant wyciągnął z kabury pistolet P-64. – Nic ci nie jest chłopcze?
-----------Jedyne, co usłyszał to milczenie. Ariel nie potrafił nawet jęczeć. „Dzieci i ryby głosu nie mają”, przypomniało mu się stare porzekadło. Właściwie to czuł się jak ryba… wyrzucona na ląd. Ciągle się przemieszczał i był coraz bliżej stawu.
------------ Nazywam się Adam Brzecki, jestem funkcjonariuszem policji w Skwarkowicach. – Mężczyzna stał już około dwóch metrów od młodzieńca. Przykucnął i schował broń do kabury. – Chryste, jak ty… jak ty wyglądasz, cały jesteś we krwi, co tu… Jezuu!
-----------Ariel zamknął oczy i starał się przywrócić obraz dawnych lat. Lat wypełnionych zabawą i czasem spędzonym z rodziną. Łzy znowu spływały mu po policzkach.
-----------Nagle na twarz chłopca bryzgnęła świeża krew. Oczy miał nadal zamknięte, usta i podbródek mu drżały. Reszta ciała była całkowicie sparaliżowana.
-----------Policjant osunął się na bok i zastygł w kuriozalnej pozycji. W jego głowie tkwiła siekiera. Dzieliła jego czaszkę dokładnie na pół, a z rany obficie sączyła się krew. Miał jeszcze delikatne drgawki, ale nie trwało to długo. Chrząknął kilka razy i odleciał. Był już zupełnie nieobecny.
-----------Nad zwłokami stróża prawa stała drobna dziewczynka o blond włosach. Na jej twarzy malował się uśmiech, w mniej drastycznych okolicznościach wyglądałaby ślicznie. Tylko krew obecna na jej licach sprawiała, że w tym momencie była raczej krwiożerczą bestią niżeli śliczną panienką. Końcówki włosów zlepione były w krwawo-czerwone dredy, a bose stópki zatopione w resztkach wypływających z czaszki zamordowanego. Gdzieś w oddali znowu zastukał dzięcioł.
Ostatnio zmieniony pn 30 kwie 2012, 23:09 przez Donnie, łącznie zmieniany 4 razy.


//Przygarnę wszystkie niechciane książki!//

Awatar użytkownika
MTszewski
Pisarz domowy
Posty: 66
Rejestracja: ndz 01 maja 2011, 22:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MTszewski » czw 29 wrz 2011, 22:44

Witaj, jako że przeczytałem twój tekst, pozwolę sobie co nie co skrobnąć na jego temat.


Krople deszczu spływały po jego drżącym ciele. Błoto sięgało mu za kostki. Stał nieruchomo.


Rozbiłeś na trzy zdania, błąd to nie jest, ale lepiej, gdyby połączyć dwa ostatnie w jedno, np. Stał nieruchomo w błocie sięgającym za kostki. Mu nie jest tutaj potrzebne.

Gdzieś w oddali piorun przeciął niebo(przecinek) zostawiając po sobie głuchy huk.


Negatywnym odczuciem braku czegoś?

Nie wyszło Ci to zdanie. Może, "uczuciem pustki?", albo "Może tym, co czuje drzewo po stracie gałęzi?" ;). Wymyśl coś innego.

Zabawne, bo chłopak

Zabawne? Negatywne odczucie braku czegoś nie jest zabawne ;)

Słońce właśnie wschodziło, kiedy z jego zmęczonej dłoni wyśliznęła się siekiera. Uderzyła ostrzem o ziemię, zostawiając na niej krwawą ranę.

Krwawa rana jakoś mi nie pasuje, może ślad. Rana od razu nasuwa skojarzenie, że to z niej wychodzi krew, przynajmniej według mnie.

Promienie ognistej kuli budzącej się na niebie odgoniły szare chmury i oświetliły twarz młodzieńca.

Drugi raz piszesz o wschodzie słońca. Wyrzuć pierwsze wspomnienie o tym, ognistą kulę zastąp słońcem, i powinno być tip top.


Zakrzepła krew zdobiła jego policzki, a podkrążone oczy świadczyły o ciężkich przeżyciach ostatniej nocy.


Zdanie poprawne, ale przyczepię się do logiki. Po pierwsze - podkrążone oczy świadczą raczej o niewyspanej nocy, albo o kacu, co jest ciężkim przeżyciem, ale chyba o takie coś nie chodziło.
Po drugie. Wiem, że psuję klimat i się czepiam. Ale przed chwilą padał deszcz, krew z twarzy mogła więc zakrzepnąć? Poza tym, czy krew zdobi? Napisz, że szpeci, ja nie lubię na przykład latać zakrwawiony :)

Włosy miał ubłocone jak u plemienia Himba, a podarte spodenki i koszulka, umorusane były mieszaniną piasku z krwią.

Dobra podsumujmy. Na twarzy krew, we włosach błoto, a na ubraniach krew z piaskiem. Dużo różnego brudu, może poprzestańmy na błocie i krwi, skoro już w błocie stał.

Nie zaśmiecał sobie już głowy pięknem miejsca, w jakim się znajduję.

Coś za dużo tych ę. I chyba lepiej : znajdował.


To właśnie nicość była dla niego ukojeniem, pewnego rodzaju niebyt sprawiał mu przyjemność.

Jaki to jest nie byt pewnego rodzaju. Wiem, wiem czepiam się.

W tle zdało się słyszeć stukot dzięcioła. Ptaki wesoło ćwierkały.

Bez tle i może bez zdało. Jak słyszał to słyszał, jeszcze nie odpływał. Poza tym na końcu napisałeś że stukał znowu, więc jednak na pewno stukał :)

Chłopak obudził się nagle z letargu i spojrzał za plecy, po czym upadł na kolana (przecinek) rozbryzgując błoto dookoła.

Tu warto napisać, że upadek spowodował widok tego co zrobił. Wspominanie po fakcie już nie daje takiego efektu.

O kurwa. – Wyjęknął ze łzami w oczach. – Matko boska.


Po wyrazie na k nie powinno być kropki, wyjęknął więc z małej. Matko Boska piszemy z dużych liter, chyba, że twój podpis traktujesz poważnie.

Drewniany domek z ogromnym tarasem był nienaruszony, robił naprawdę dobre wrażenie. Każdy chciałby spędzić wakacje w tak ustronnym i zadbanym miejscu. Przed chatką stały potężne drewniane stoły, a po lewej stronie domku mały kamienny grill.

Piszesz o wyglądzie domu, kiedy ja chcę zobaczyć masakrę.

Denatowi brakowało dolnych kończyn, leżały kilka metrów dalej w kałuży. Wyglądały jak kłody drewna unoszące się na wodzie.

Przydałoby się "które". Nie wiem czemu, ale dopiero za trzecim razem zauważyłem, że nie ma tam kałuży krwi. Aż się prosiło by to napisać.

w okolicach piersi.

No rozumiem, gruby był.

Twarz była niewidoczna, zagrzebana w mokrym piachu. Leżał na brzuchu.

Uff, a już myślałem, że miała miejsce dekapitacja. A tak szczerze, jeżeli głowa nie jest ucięta, to nie trzeba było wspominać o tym leżeniu na brzuchu.


Chłopiec zamknął oczy, nie zmienił pozycji, nadal klęczał.

Chłopiec nadal klęcząc, zamknął oczy. Przydałoby się tu imię już wcześniej wprowadzić, różnica między chłopakiem, a chłopcem według mnie jest.

Pamięta do tej pory gatunek owada. Był to Paź królowej.

Da się z tego zrobić jedno zdanie.

Ojciec uchylił delikatnie dłonie, na których siedział przepiękny motyl. Owad potrząsnął skrzydełkami(przecinek) rozsypując kolorowy pyłek i zastygł w bezruchu. Ariel przykucnął obok ojca i nie mógł oderwać oczu od majestatycznego owada.

Powtórzonka. Poza tym paź królowej majestatyczny? Różni się od rusałki, to prawda, ale... Dobra, nic nie mówię...

rozsypując kolorowy pyłek i zastygł w bezruchu.

Mi zawsze spierniczały :(


zmienił nagle ton głosu. Teraz był bardzo podekscytowany.

Ton , czy on?

nosili zmyślne fryzury. Zjawisko to było naprawdę zadziwiające

Zjawisko nie pasuje, ale cóż może ojciec starej daty i tak mówi.

Natychmiast wyruszył w poszukiwaniu motyli. Niestety.

To brzmi, jakby tatuś żartował. Po niestety dałbym przecinek. Ogólnie tatuś dziwnie mówi, mógłbyś co poniektóre rzeczy przeczytać i poprawić :)


Siedziała pod starym spróchniałym drzewem, zresztą i ona dorównywała pewnie wiekiem tej potężnej roślinie.

A to stare próchno z tej kobiety było.

Kobieta w czarno-szarej sukni

Wybacz, ale ciężko mi sobie wyobrazić, że dorosły facet opowiadając bajkę swojemu dziecku wspomina o kolorze sukni.

Przerażony mężczyzna podbiegł do niej natychmiast, chwycił ją pod pachami i przeniósł nad płotem.

Mogłeś napisać kwestię taty np: "Na litość Boską, dziecko, co ty robisz?" czy coś w tym stylu, albo nawet i inaczej, byle żeby pokazać to jego przerażenie.

Otworzył szeroko oczy i próbował podnieść się z ziemi.

Udało mu się? Dlaczego podniesienie się z niemi było dla niego trudne?

począł toczyć się w stronę dzieciaka.

He, he począł toczyć się. Zmień to :)

Miał sumiasty wąs, około metra osiemdziesiąt i jakieś pięćdziesiąt kilo nadwagi.

Czyli ważył ze 120 kg... zamiast pisać o takich szczegółach napisz, że był dość wysoki i otyły, albo nawet to rozwiń, nie wiem, że brzuch mało nie urywał guzików w mundurze policjanta. Wymyśl coś, oczywiście może to zostawić, błędem to nie jest, mówię tylko jak według mnie byłoby lepiej.

Zbliżał się powoli i chyba nie zdawał sobie dokładnie sprawy z tego, co tu zaszło.


To dokładnie niepotrzebne. Z resztą to oczywiste, że nie zdawał sobie sprawy, chyba. Z drugiej strony, czemu tu przyjechał. Na ryby chciał iść? warto coś o tym wspomnieć.

-Chłopak czołgał się w błocie. Widział, że grubas idzie w jego kierunku. Adrenalina w żyłach przywróciła mu trzeźwość umysłu i nakazała odwrócić uwagę od zwłok leżących obok drewnianych ławek. Pełzł, więc z determinacją.
------------ Czy wszystko gra? – Policjant wyciągnął z kabury pistolet P-64. – Nic ci nie jest chłopcze?


W pogrubionym zdaniu przecinek niepotrzebny. Poza tym jest ono pocieszne. Kwestia policjanta, świadczy niezbyt dobrze o jego inteligencji. Chłopak czołga się w błocie, a ten pyta się czy wszystko gra? Tak, po prostu biorę sobie kąpiel błotną.
I tak poza tym dlaczego wyciąga pistolet? Może na razie położył rękę na kaburze, nie mierzył przecież do niego. Bo, uwaga, jeśli jednak miał jakiś powód by wyciągnąć spluwę, to czemu zaraz ją chowa, co w zachowaniu pełzającego w błocie chłopaka go uspokoiło?

Ariel nie potrafił nawet jęczeć.

Jęknąć. Jęczeć sugeruje, że nie mógł tego przez dłuższy czas.

-Nagle na twarz chłopca bryzgnęła świeża krew.

Z dwóch metrów?

a z rany obficie sączyła się krew

Jeśli obficie, to tryskała.

Na jej twarzy malował się uśmiech, w mniej drastycznych okolicznościach wyglądałaby ślicznie. Tylko krew obecna na jej licach sprawiała, że w tym momencie była raczej krwiożerczą bestią niżeli śliczną panienką.

Gdyby nie to, to to, ale jednak to powoduje, że nie to. Czyli nie podoba mi się ten opis.

Dobrze, to co mogłem wyłapałem, pewnie ktoś coś jeszcze znajdzie, jeśli będzie chciał.

Co do fabuły. Pomysł fajny, kontrast między wyobraźnią bohatera, a brutalną rzeczywistością. Jednak sam kontrast mi jakoś nie wystarczył, chciałbym połączenia tego co on sobie wyobrażał, z tym co się wydarzyło. Tak mamy historię w historii, które nie mają ze sobą wiele wspólnego.
A i jak dla mnie przydałoby się jakieś wytłumaczenie powodu zabicia tego grubaska, to że był skurwysynem to niezły powód, ale mimo wszystko nie wystarczający. Mówię to dlatego, że jedyny morał jaki nasuwa mi się z tej historii to fakt że nie warto być otyłym, bo jakiś chłopak, czy dziecko lubujące się w motylkach może cię zabić bez powodu. Prozdrowotne przyznam, ale chyba nie o to chodziło.

Dialogi - tatuś opowiada sztucznie (przydałoby się choć troszeczkę humoru, by podkreślić sielskość), policjant mówi trochę sztucznie.

Ogólnie, nie jest źle, przydałoby się trochę doszlifować to. Może ktoś ci da ogólniejsze rady, ja raczej nie mam kompetencji by ich udzielać.

Pozdrawiam i życzę dużo pomysłów :)

A, bym zapomniał. Ostrzeżenie przed wulgaryzmami by się przydało.



Awatar użytkownika
slavec2723
Dusza pisarza
Posty: 519
Rejestracja: śr 15 gru 2010, 18:35
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: ze Skopania
Płeć: Mężczyzna

Postautor: slavec2723 » czw 29 wrz 2011, 22:44

Niestety nie jest najlepiej. Z kilku powodów. I niestety, z tych podstawowych.

-Krople deszczu spływały po jego drżącym ciele. Błoto sięgało mu za kostki.


Czy nie lepiej byłoby napisać: Krople deszczy spływały po drżącym ciele. Błoto sięgało za kostki.

Przecież i tak w dwóch pierwszych zdaniach nie przedstawiasz bohatera. Jasne jest, że to po jego ciele będzie spływał deszcz. Za Kresem - kreśl niepotrzebne zaimki.

Gdzieś w oddali piorun przeciął niebo zostawiając po sobie głuchy huk.

[...]
Słońce właśnie wschodziło


Tej sceny po prostu nie rozumiem. Najpierw burza, pioruny w oddali, błyskawica przecina nieboskłon, a tu ni z tego ni z owego, wschodzi słonko. Rozumiem, że chcesz wprowadzić kontrast, ale wydaje mi się, że nie tędy droga. Zdaje się, że nim minie burza, to wpierw przestaje padać deszcz, wiatr nieco słabnie, przegania chmury, słońce powoli wyłania się zza chmur. Taki opis pomógłby czytelnikowi wczuć się w scenę. A tak mamy - burza gdzieś w oddali, a słonko właśnie wstaje. Ja tego nie kupuję.

Włosy miał ubłocone jak u plemienia Himba, a podarte spodenki i koszulka, umorusane były mieszaniną piasku z krwią.


piasku i krwi...

pewnego rodzaju niebyt sprawiał mu przyjemność.


Nie rozumiem, co to znaczy pewnego rodzaju niebyt. A są jakieś niebyty innego rodzaju?

Chłopak obudził się nagle z letargu i spojrzał za plecy, po czym upadł na kolana rozbryzgując błoto dookoła.


Po pierwsze - jak jeszcze raz gdzieś przeczytam, że nagle... No naprawdę, nagle to, nagle tamto... Dla mnie (nie wiem jak dla innych) słówko nagle wcale nie wprowadza napięcia. Ba, jest pójściem na łatwiznę. Czy nie lepiej byłoby zbudować nastrój, a następnie zburzyć go, szybką akcją, reakcją głównego bohatera, niespodziewaną sceną... A tak po raz kolejny, nagle coś się dzieje, a ja z tytuły owej nagłości mam nagle przeżywać dreszcze. Po raz kolejny, nie kupuję.

Po drugie - pomijając moją negatywną fiksację na punkcie słowa nagle - chłopak obudził się z letargu i spojrzał za plecy, po czym upadł na kolana - więc wpierw nasz bohater się budzi, później spogląda za plecy (co musi być strasznie niewygodne), a następnie pada na kolana - co jest jeszcze trudniejsze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że leżał. Chyba, że przyjmiemy, że spał na stojąco - ale w tekście nic nie ma na temat lunatykowania bohatera.

Każdy chciałby spędzić wakacje w tak ustronnym i zadbanym miejscu. Przed chatką stały potężne drewniane stoły, a po lewej stronie domku mały kamienny grill.


Osobiście stwierdzam, że nie chcaiłbym spędzać wakacji w domku z potężnymi stołami i małym grillem. Wolałbym już potężny grill i krótkie ławki. Przynajmniej możnaby usiąść na przeciwko siebie. A tak to ledwo wlazłem za stół, a kiełbaska usmażona na grillu musi być mała. Co to za wakajce?

Obok ławek leżały zwłoki grubego mężczyzny w średnim wieku.


Znów próbujesz wprowadzić kontrast. Nieskutecznie. Najpierw kuriozalny opis domku, jak podaje autor, w cichym ustronnym miejscu.
Pisarze budują nastrój. Nie można po prostu napisać, że okolica była ustronna! Trzeba to oddać! Najlepiej słowami, jeśli już bierzemy się za pisanie. Wprowadź do opisu drzewa, brak odgłosów cywilizacji, ludzi. Sama natura. Wtedy uwierzę, że miejsce było ustronne. Ty dajesz mi tylko informację! A przecież, to nie jest TVN24.

Ciało jego było ponacinane na podbrzuszu i w okolicach piersi.


Niepotrzebny zaimek.Ciało było ponacinane na podbrzuszu.

Podejdź no tutaj do mnie młody.


Nie! Albo podejdź, no tutaj. Albo podejdź tu, młod

To stworzenie jest magiczne – zmienił nagle ton głosu. Teraz był bardzo podekscytowany.


Znów nagle. Aż dziw bierze, że nagła zmiania nie wzbudziła w chłopcu żadnej reakcji. Ot, ojciec ni z tego, ni z owego ulega ekscytacji. Zdarza się... Młody widać musiał być do tego przyzwyczajony.

Ubierali się bardzo kolorowo i nosili zmyślne fryzury.


Co to są zmyślne fryzury? Jak dla mnie babol miesiąca. Wymyślne fryzury.

Królowa, była zakręcona na punkcie tych stworzeń,

Przypominam, że są to słowa ojca. A wypowiada się w stylu młodzieżowym.

Następnego dnia zwołał paziów z całego zamku i wręczył po szczypcie magicznej substancji. Kiedy obsypali się proszkiem, ulegli zmniejszeniu i przeobrażeniu w piękne, kolorowe motyle. Lepidosa akurat wtedy wychodziła z zamku na ogród. Widząc, co się dzieje straciła przytomność i upadła prosto w krzaki. Chłopcy przemienieni w motyle polecieli ku polanie, pozostawiając za sobą drobny pyłek.


Kuriozalny opis.

Podsumujmy: nie wprowadzasz czytelnika do swojego opowiadania, wszystko dzieje się nagle, ni ztąd ni z owąd. Po prostu, nagle. Niektóre ze zdań są niegramatyczne, inne po prostu kulawe. Źle się to czyta. Rozumiem cały pomysł na przechodzenie z jednej scenerii do drugiej, ale na to (pewnie jak i na wszystko w pisaniu) potrzebny jest warsztat. Ty go nie posiadasz.

Żeby nie było tak drastycznie zaznaczę fragment, który mi się spodobał.

„Dzieci i ryby głosu nie mają”, przypomniało mu się stare porzekadło. Właściwie to czuł się jak ryba… wyrzucona na ląd

Ładnie współgra to ze zdaniami wcześniej, które mówią o czołganiu się bohatera przez błoto... Te słowa rzeczywiście opisują sytuację i odczucia bohatera.


Od siebie powiem, że o wiele łatwiej ocenia się teksty innych osób, niż pisze własne. Także, nie załamuj się. Przede wszystkim czytaj. Dużo czytaj. Dużo pisz. Może coś, kiedyś....

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Donnie
Szkolny pisarzyna
Posty: 37
Rejestracja: ndz 26 cze 2011, 21:26
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Donnie » pt 30 wrz 2011, 11:44

Rozbiłeś na trzy zdania, błąd to nie jest, ale lepiej, gdyby połączyć dwa ostatnie w jedno, np. Stał nieruchomo w błocie sięgającym za kostki. Mu nie jest tutaj potrzebne.


Kiedyś nauczycielka wyzwała mnie za budowanie, za długich zdań. Teraz mam taki uraz i skracam je, widocznie za bardzo.

MTszewski pisze:Powtórzonka. Poza tym paź królowej majestatyczny? Różni się od rusałki, to prawda, ale... Dobra, nic nie mówię...


Chciałem nadać mu bardzo pozytywny charakter. Tak w ogóle to interesuję się trochę motylami i uważam, że Rusałka pawik jest najładniejsza ;)

slavec2723 pisze:Czy nie lepiej byłoby napisać: Krople deszczy spływały po drżącym ciele. Błoto sięgało za kostki.


Faktycznie lepiej. Wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby tak to ująć.

slavec2723 pisze:Co to są zmyślne fryzury? Jak dla mnie babol miesiąca. Wymyślne fryzury.


zmyślny
synonimy: pomysłowy, kreatywny, wynalazczy, zmyślny, z inwencją
antonimy: niepomysłowy, niekreatywny

Wydaje mi się, że dobrze użyłem tego przymiotnika, być może nie mam racji :P.

Dzięki serdeczne za wytknięcie mi błędów. Nie spodziewałem się tylu logicznych, co do samego stylu pisania, to nie dziwi mnie, że jest kiepski. Prawda, brakuje mi warsztatu. Ostatnio zaczynam nad tym pracować.

Może mojego fragmentu nie czytało się przyjemnie, za to wasze komentarze tak. Uśmiałem się jak nigdy. Wyciągnąłem również wnioski. :)

Pozdrawiam.


//Przygarnę wszystkie niechciane książki!//

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 16 gru 2011, 10:30

Zakrzepła krew zdobiła jego policzki


Dwa zaprzeczenia. Jedno wynika z braku logiki, drugie raczej z okoliczności zaistniałych w tekście. Skoro pada deszcz, spływa po jego policzkach, to na tych samych policzkach nie mogła ona zakrzepnąć. I nie uważam, że krew zdobiła jego policzek (choć to poprawnie, to raczej nie pasuje do sytuacji).

właśnie nicość była dla niego ukojeniem, pewnego rodzaju niebyt sprawiał mu przyjemność.

Uhm, albo robisz niewidzialny przeskok w czasie, albo tutaj jest też błąd logiczny: skoro szok (w jakim się znajduje) to nie może być uspokojony (ukojony, jak sugerujesz).

- O kurwa.Wyjęknął ze łzami w oczach. – Matko boska.

bez kropki i małą literą - atrybut dotyczy formy wypowiedzi (wyjęknął)

Obok ławek leżały zwłoki grubego mężczyzny w średnim wieku.

niezgrabnie. Gruby to raczej obraźliwe określenie. Proponuję:
Obok ławek leżały masywne zwłoki mężczyzny w średnim wieku.

Twarz była niewidoczna, zagrzebana w mokrym piachu.

tu bym raczej napisał o głowie - bo to ona całą jest zagrzebana, a stąd wiadomo, że i twarz jest niewidoczna (nie napiszesz o niej - nie widać jej - to pobudzi wyobraźnię).

-Ariel! Ariel! – krzyczał mężczyzna odziany w zieloną koszulę i znoszone dżinsowe spodnie

Nadmiar słów. Zobacz na:
- Ariel! Ariel! – krzyczał mężczyzna odziany w zieloną koszulę i dżinsy
bo dżinsy to spodnie.

A teraz podsumowanie kilku chwytów. Zobacz, co się powtarza i pomyśl, jak to usunąć:
Przestał już odczuwać wściekłość, teraz był w szoku i ronił łzy.
- Co tam masz? – chłopiec był wyraźnie zaciekawiony.
- Super! – Ariel był zachwycony opowieścią.


Pomysł wydaje się ciekawy, natomiast oprawa... brakuje w niej płynności, zacięcia opowiadacza, które powinno mieć od samego początku. Wprowadzasz nowe elementy, ale pomiędzy nimi odczuwam pewną pustkę, jakbyś silił się na tajemniczość, zamiast pleść tę opowieść. Obwiniam za te braki nie wypracowany styl. Liczne błędy ci wskazano, i owszem - jest ich tutaj dość sporo (pomijając przecinki, i zaimki) - ale większość można usunąć korektą własną, natomiast te logiczne trzeba rozpracować na poziomie konstrukcji tekstu, bo potem ciężko je odnaleźć. Mimo ciekawego pomysłu, czytało się źle.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2395
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pn 30 kwie 2012, 22:53

Stronę językową rozpracowali moi poprzednicy, więc daruję sobie. Już wiesz, co nie gra, co powinno pójść do poprawy.

Ja się w tekście trochę pogubiłam. Niby kontrast między wspomnieniami a rzeczywistością jest wyraźny, ale w momentach przejść coś się gmatwało.
Zabrakło mi też jakiegoś połączenia pomiędzy bajką ojca a tymi rzeczywistymi wydarzeniami. Dlaczego akurat paź królowej (poza skojarzeniem z łąką)? Sam kontrast między sielskim obrazem, a rzezią to chyba jednak trochę za mało.

Ogólnie odebrałam to jako zlepek scen. Przeskoki, niedopowiedzenia. To fragment, więc trudno wyrokować, jak samo zabójstwo było uzasadnione, ale tak na krótko metę ro niezbyt jasno to zapisane.

Drażniły mnie momentami jakieś lekkie sprzeczności w opisach. Albo nie łapałam zmian sytuacji/kamery, albo coś tam nie grało. Tekst na pewno jeszcze do korekty.
Nie zamęczyłam się, ale też nie zostało we mnie zbyt wiele pozytywnych odczuć po tej lekturce.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości