[Obyczaj] Zalążek książki o roboczym tytule "NY Saint&a

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
matiej
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 07 sty 2011, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[Obyczaj] Zalążek książki o roboczym tytule "NY Saint&a

Postautor: matiej » wt 09 sie 2011, 20:41

Sic enim dilexit Deus mundum, ut Filium suum unigenitum daret, ut omnis, qui credit in eum, non pereat, sed habeat vitam aeternam.

Sierpniowa noc spowiła Nowy York. Mówi się, że to miasto nigdy nie śpi, lecz bywają miejsca gdzie po zmierzchu ciężko dostrzec człowieka. Ulice na których nie odbija się blask neonów, a gwar ekskluzywnych klubów, czy podrzędnych pubów nie zakłóca spokoju okolicznych mieszkańców. Tam też w ciszy wiatr tańczy z porozrzucanymi kartkami, a każdy przechodzień przykuwa wzrok snujących się po własnych domach mieszkańców. W takim właśnie miejscu postawny mężczyzna żwawym krokiem przechodził przez jezdnię. Szedł pod przykryciem ciemności. Dopiero latarnia rozświetliła jego sylwetkę. Ubrany we flanelową koszulę i mocno poprzecierane jeansy. Na nogach zniszczone granatowe Conversy. Lekki wiatr rozwiewał brązowe, sięgające ramion włosy. Twarz zakrywał gęsty zarost. Najbardziej intrygujące w nim były małe, piwne oczy, w których skrywała się jakaś tajemnica. Jednak ciężko było określić jaki sekret kryje w sobie ów mężczyzna. Stanął na rogu Popham Avenue i West 176th Street. Bronx. Główną populację tej dzielnicy stanowią latynosi oraz afroamerykanie. Biali należą do zdecydowanej mniejszości. Oparł się o brudny, pomazany sprayem kosz na śmieci. Zaczął się rozglądać. Najwidoczniej czekał na kogoś. Nagle ogromna jasność rozbrzmiała przed jego oczyma. Zamknął powieki. Usłyszał przeraźliwy pisk. Uderzenie. Huk. Okropny ból. Głucha cisza. W oknie najbliższego domu pojawiła się postać. Otworzyła okno. Rozejrzała się. Ponownie zniknęła w czeluściach budynku. Chwilę później dobiegł z niego krzyk:

- Calvin dzwoń po pogotowie!

Po sześciu minutach głos syreny przeszył okoliczną ciszę. Chwilę później karetka się zatrzymała. Wybiegło dwóch ratowników medycznych. Jeden pochylił się nad leżącym mężczyzną. Przyłożył dwa palce do szyi. Nie wyczuł tętna. Odchylił głowę poszkodowanego, po czym uniósł żuchwę do góry. Wciąż nie oddychał. Nachylił się. Wziął głęboki oddech i wdmuchnął powietrze do ust ofiary. Wciąż brak oznak życia. Kolejne trzy wdechy i wydechy. Brak oznak poprawy. Wykonał przywołujący gest do partnera z karetki. W tym samym czasie przyjechała policja. Ten podbiegł trzymając defibrylator w ręku. Włączył urządzenie. W międzyczasie drugi z ratowników wciąż przeprowadzał resuscytację. Czas uciekał. Leżący mężczyzna zaczął sinieć. Zaprzestano resuscytacji. Ratownik rozerwał koszulę poszkodowanemu i przyłożył prawą elektrodę na mostku poniżej prawego obojczyka, zaś lewą w piątej przestrzeni międzyżebrowej. Pierwszy impuls. Brak sygnałów życia. Drugi. Nadal nic. Trzeci. Ratownik sprawdza tętno. Pojawiło się. Ratownik trzymający defibrylator spojrzał na mężczyznę i rzekł:

- Pan pozwolił tobie zmartwychwstać. Szczęściarz z ciebie.

Położono go na nosze i wniesiono do karetki. Godzinę później, po odjeździe policji, Popham Avenue znów zasnęła, zaś tajemniczy mężczyzna przemierzający samotnie pod osłoną nocy dzielnice Bronxu wybudzony został ze snu wiecznego. Wewnątrz ambulansu panowała wręcz zabawowa atmosfera. Młodszy z ratowników, masywnie zbudowany, wysoki murzyn nucił:

- Don’t call my name, Alejandro, I’m not your babe…

Starszy, niski latynos, szturchnął go w ramię, przerywając śpiew.

- Przestań śpiewać, bo nam znowu odejdzie, jak posłucha twojego śpiewu. Lady Gaga z ciebie nie jest.

- Znalazł się Banderas. Jak ostatnio, jak nie mieliśmy co robić, przygrywałeś na twojej gitarze to omal w całym szpitalu szyby nie popękały. Za cholerę bym nie odgadł, że był to motyw z Desperado. Hehe. Przez tą całą akcję z tym tu – wskazał na mężczyznę leżącego w karetce – strasznie zgłodniałem.

- Jeszcze dwie godziny i jesteśmy wolni to skoczymy do KFC przy Webster Ave na Pot Pie.

- E, nie po drodze mi. Nie chce mi się później naginać na 175 do metra tylko po to by wpieprzyć kurczaka w cieście.

- No hay problema mi amigo . Dzisiaj jestem samochodem, bo przed pracą dzieciaki do teściowej wiozłem to ciebie podrzucę z powrotem.

- Skoro chcesz to czemu nie.

- Ale ty stawiasz tym razem.

- Sknerus jeden – zaśmiał się. – Niech ci będzie, ale cole sam sobie kupujesz.

- Ok. Będę trzy dolce do przodu, a coli w KFC nie ma, tylko pepsi.

- Hehe, co za różnica. Poza tym będziesz do przodu nie całe trzy, bo paliwo odlicz cwaniaku.

- Dobra, dwa.

Karetka zatrzymała się. Zgasł silnik. Podbiegło dwóch lekarzy i sanitariuszy. Wyjęto mężczyznę z ambulansu, po czym niezwłocznie przewieziono go na ostry dyżur. Przeszło dwie godziny później karetka znowu wyjechała do akcji. Wypadek na Cross Bronx Expy, w okolicach Monroe Ave. Cadillac Escalade przy 93 milach na godzinę staranował starego Buicka Somerset. Dwie ofiary śmiertelne. Ciała zmasakrowane. Dwudziestoośmioletni afroamerykanin oraz trzydziestoośmioletni Portorykańczyk. Jechali po pracy na późną kolację. Samochód przypominał niemal jednolitą bryłę. Sprawca wypadku lat siedemnaście. Pod wpływem alkoholu, marihuany i extasy. Wracał z imprezy. Złamana ręka i rozcięty łuk brwiowy. Samochód, należący do ojca, miał zniszczony przód. Karetka przyjechała niespełna siedem minut po zdarzeniu. Niestety nie było komu pomagać. Tej piątkowej nocy Bóg zwrócił na Bronksie jedno życie, a zabrał co najmniej dwa.
Mężczyzna poszkodowany przy Popham Avenue leżał w śpiączce w szpitalu. Jego stan był stabilny, choć zagrożenie życia pozostawało. Lekarze zaplanowali jego wybudzenie na niedzielę. Trzeci dzień po wypadku. Przy łóżku mężczyzny pojawił się młody, niespełna trzydziestoletni, ciemnoskóry lekarz Brian Anderwood. Straszny kobieciarz i zagorzały fan NY Yankees. Nie opuścił żadnego meczu rozgrywanego na Yankee Stadium od pięciu lat. Tego wieczoru miał również pojawić się na meczu przeciw Red Sox. Dzień wcześniej The Bronx Bombers pokonali przyjezdnych z Bostonu 5-2. Natomiast po piątkowym meczu Anderwood musiał przełknąć gorycz porażki z Old Town Team . Towarzyszył mu asystent. Nathaniel Jones. Wysoki, dobrze zbudowany dwudziestopięciolatek. Anderwood owinął go sobie wokół palca. Niewiadomo czemu miał ogrony szacunek, a zarazem strach przed lekarzem. Przez dobrą minutę przyglądali się pacjentowi. Anderwood podrapał się po łysinie. Zebrało mu się na żarty.

- Cholera czuję się strasznie niewyspany – ostentacyjnie ziewnął. - Chętnie bym się z tym tu zamienił na osiem godzin.

Asystent głośno się roześmiał.

- A co pan doktor robił, że się tak nie wyspał?

- Kojarzysz tą nową pielęgniarkę, Jones?

- Ta wysoka blondyna, jak jej tam…

- Jane… - wtrącił lekarz.

- O właśnie, Jane.

- To właśnie ona zajęła prawie całą moją noc. Od rana wypiłem już z osiem kaw, a do końca nie była tego warta – odparł z pogardą. Asystent jedynie się uśmiechnął. – To, o której robimy mu budzenie?

- Za trzy godziny.

- A którą mamy, bo zegarek zostawiłem u niej.

- Dziewiąta szesnaście. To ma pan pretekst by się znowu u niej pojawic.

- Kupię sobie nowy. Czas coś zjeść, a tutaj wrócimy później. Przecież nam nie ucieknie, chyba, że lunatyk uje – sam wybuchnął grubiańskim śmiechem. – Jones, zostaw te kartki i chodź do stołówki. Czuję, że robię się strasznie głodny.

- Tak jest szefie – posłusznie zameldował Jones. Udali się do szpitalnej stołówki. Zamówili po sandwichu z tuńczykiem oraz mocną kawę. Lekarz wygodnie rozsiadł się i rozpoczął przegląd prasy. Asystent donosił jedzenie. Brian pochwycił kubek z kawą. Wziął głęboki łyk. Odłożył gazetę na bok:

- Słyszałeś tą historię z synem Wonderdorfa?

- Kogo? – zdziwił się Jones.

- No tego właściciela sieci ekskluzywnych hoteli.

- A to słyszałem. Ten, który zaginął. Co z nim?

- W New York Times pisali, że się odnalazł.

- Pewnie po cichu wyjechał na jakąś wyspę na imprezę. Z tego co czytałem w Internecie to niezły imprezowicz z niego.

- No właśnie nie. Znaleziono go w NY, w mieszkaniu czynszowym. Podobno miał dość dotychczasowego życia i je porzucił.

- Ja bym nie zrezygnował z bycia synem miliardera i tych profitów z tego płynących.

- A kto normalny by zrezygnował? – zdumiał się lekarz. – Jak dla mnie ta historia musi mieć jakieś drugie dno – rozmowę przerwał dźwięk pagera. Wiadomość bardzo zaskoczyła, a zarazem ucieszyła lekarza. – Słuchaj Jones, nasz śpioch się sam obudził. Zajmiesz się nim sam, dobra?

- A pan doktor?

- A ja pójdę zabawić się z tą stażystką, co tydzień temu przyszła do nas. Za półgodziny zaczyna pracę.

- Wie pan doktor, ja to w sumie się nie dziwię, że żona pana zostawiła.

- Zostawiła? – roześmiał się. – To ja ją zostawiłem. Miałem dość tego rodzinnego, monotonnego życia. Niedzielne obiady u teściów, co noc ta sama kobieta. To nie dla mnie.

- Aż dziw, że w ogóle wyszła za pana.

- Sam się dziwię. Dobra Jones, weź idź do śpiocha, a ja sobie spokojnie skończę kawkę i kanapkę – asystent wymownie spojrzał się na swoją porcję, a następnie lekarza. – Nie martw się twoją kawusię też wypiję, a i kanapką nie pogardzę. No leć już do niego.

Jones posłusznie wstał i udał się w kierunku Sali, gdzie leżał wybudzony ze śpiączki pacjent. Otworzył drzwi. Pacjent najwyraźniej go zauważył, gdyż jego oczy skupione były na Jones’ie. Z kieszeni wyciągnął długopis. W ręku trzymał podkładkę z kartą pacjenta. Stanął po prawej stronie łóżka. Zwrócił się do pacjenta:

- Dzień dobry. Czy słyszy mnie pan?

Skinął głową. Asystent Jones bacznie przyjrzał się mężczyźnie, po czym w pierwszej rubryce odnotował cztery punkty. Pacjent spontanicznie otwierał oczy. Przeszedł do dalszej części badania. Dwa palce uniósł w górę.

- Czy może pan powiedzieć ile palców trzymam w górze?

Mężczyzna mocno mrużył oczy. Patrzenie sprawiało mu ból. Po dłuższej chwili zastanowienia, słabym głosem odpowiedział:

- Dwa.

- Bardzo dobrze. Proszę teraz powiedzieć, jak ma pan na imię.

- Jesus.

Jones sprawdził odpowiedź w karcie pacjenta. Zgadzała się. „Dziwne imię jak dla białego. Raczej latynosi tak nazywają swoje bachory, ale może miał jakiś fanatycznie wierzących starych. Nic mi do tego” – pomyślał.

- Pańska odpowiedź zgadza się z tą, jaką uzyskaliśmy na podstawie pańskiego ubezpieczenia znalezionego przy panu. Proszę mi jeszcze powiedzieć, gdzie się znajdujemy.

- W szpitalu, ale nie wiem jakim.

- W Bronx Lebanon Hospital Center – uprzejmie poinformował pacjenta Jones. W drugiej rubryce odznaczył pięć punktów. – Przejdziemy teraz do ostatniej części badania. Proszę unieść lewą rękę.

Pacjent wykonał to, jak również kolejne polecenia bez problemu. W ostatniej rubryce Jones odhaczył sześć punktów.

- Bardzo dobry wynik. Praktycznie śpiączka nie odbiła się na pańskim zdrowiu. Jest pan w pełni świadomy. W Skali Glasgow otrzymał pan maksymalną ilość punktów. Nie widzę powodów by pana przetrzymywać w szpitalu. Po dwóch, trzech dniach obserwacji powinien pan wyjść. Po co obciążać zbytnio pańską polisę ubezpieczeniową.

- A co się w ogóle ze mną stało – nieśmiało zapytał się pacjent.

- Ktoś pana potrącił i uciekł. Na szczęście nie ma pan żadnych złamań. Na jakiś czas ustąpiła akcja pańskiego serca i stąd ta śpiączka. Na szczęście na czas przyjechała karetka i w ostatniej chwili pana reanimowali.

- Czy mógłbym podziękować tym, którzy mnie przywrócili do życia.

- Niestety nie. Im już nie miał kto przywrócić życia. Kilka godzin później zginęli w wypadku drogowym – zamyślił się na chwilę. – Dobrze ja już nie będę pana męczył. Proszę dalej leżeć, jakby pan czegoś potrzebował proszę zawołać pielęgniarkę.

Jesus pod nosem wyszeptał: και τη τρίτη ημέρα αναστάντα εκ των νεκρων . Przeżegnał się. Zasnął ponownie.
Ostatnio zmieniony czw 08 wrz 2011, 23:46 przez matiej, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
MF
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: śr 03 sie 2011, 09:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: MF » śr 10 sie 2011, 17:07

Nie pamietam kto - magazyn Asimova, czy jakis inny, ma/mial w swojej zajawce dla przyszlych autorow takie ostrzezenie...
No more Moses shit, okay?
Well, jesli opowiadanie, short, miniaturka jest skierowana w strone SF&F to zapewne tak - lepiej nie poruszac - drazliwych - tematow, albo ogranych do bolu w 4ech tekstach - patrz Tora, Biblia, Koran ;)))
Przyznam, ze jestem z urodzenia i wychowania katolikiem, ale z wyboru ateista i jakos te wszystkie jezusikowe teksciki mnie nie rajcuja - prywaty punkt widzenia.
Jednak...
Oficjalnie, musze oddac autorowi co autorskie - in plus.
Tekst ma swoje zaciecia, bledy, nieodrobienia stylu, ale jako wizytowka mozliwosci autora, dobrze obrazuje ukryty talent.
Pisz dalej, kolego, pisz dalej.
FM



Awatar użytkownika
matiej
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 07 sty 2011, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: matiej » czw 11 sie 2011, 11:24

Marek Falzmann pisze:Nie pamietam kto - magazyn Asimova, czy jakis inny, ma/mial w swojej zajawce dla przyszlych autorow takie ostrzezenie...
No more Moses shit, okay?
Well, jesli opowiadanie, short, miniaturka jest skierowana w strone SF&F to zapewne tak - lepiej nie poruszac - drazliwych - tematow, albo ogranych do bolu w 4ech tekstach - patrz Tora, Biblia, Koran ;)))
Przyznam, ze jestem z urodzenia i wychowania katolikiem, ale z wyboru ateista i jakos te wszystkie jezusikowe teksciki mnie nie rajcuja - prywaty punkt widzenia.
Jednak...
Oficjalnie, musze oddac autorowi co autorskie - in plus.
Tekst ma swoje zaciecia, bledy, nieodrobienia stylu, ale jako wizytowka mozliwosci autora, dobrze obrazuje ukryty talent.
Pisz dalej, kolego, pisz dalej.
FM


Sam jestem ateistą i mam już ułożony dalszy ciąg zdarzeń, który nieco może zaszokować. A przesłanie tej powieści ma wyjść de facto ateistyczne.



Awatar użytkownika
MF
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: śr 03 sie 2011, 09:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: MF » pt 12 sie 2011, 20:05

Wybacz, ze nie pisze na priva tylko publicznie, ale to co podam dotyczy kazdego tu obecnego postowicza wysylajacego teksty do weryfikacji.
Zanim cokolwiek zrobisz, zalicz ponizsze posty w danej grupie:
Idz do...
Strona Główna »
Chcę coś wydać »
Jak wydać książkę? »
Strefa Autorów
ZALICZ WSZYSTKIE ponizsze
Tematy
Pytania do Piotra "Revisa" Sendera
Pytania do Jacka Skowrońskiego
Pytania do Marcina Ciszewskiego
Pytania do Marcina Wełnickiego
Pytania do Wiesława "Winricha" Karasińskiego
Pytania do Agnieszki "Ignite" Hałas
Pytania do Adama "Navajero" Przechrzty
Pytania Do Władysława "Naturszczyka" Zdanowicza
Pytania do Anny Teluk-Lenkiewicz
Pytania do Romka Pawlaka
Pytania do Andrzeja Pilipiuka
Pytania do Stefana Dardy
Pytania do Jerzego Reutera

Tylko porada ;)))
Powyzsze wypowiedzi znanych autorow otworza ci oczy...
FM



Awatar użytkownika
Satrina
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: pt 12 sie 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Drugi Krąg Piekła
Płeć: Kobieta

Postautor: Satrina » pt 12 sie 2011, 21:14

Witaj,

Pozwól, że wypowiem się pod Twoim tekstem również i ja. Wszystkie uwagi z mojej strony są oczywiście czystym, subiektywnym odczuciem. Mam nadzieję, że coś na nich skorzystasz.

1. Hmmm, trochę tu namotałeś. Wprowadziłeś wielu bohaterów w bardzo krótkim czasie, z czego większości nie potrafię rozróżnić. Są tak powierzchownie przedstawieni, że trudno mi było jakoś się z nimi zidentyfikować.

2. Moim zdaniem dialogi są słabe. Niepotrzebnie rozdzielasz poszczególne wypowiedzi dodatkową przerwą. Nie wiem jaki to ma sens.

3. Doszukałam się literówek, co niestety świadczy o tym, że nie dopieściłeś tego tekstu przed wstawieniem go na forum.

4. Od zdania: "Karetka zatrzymała się." aż do końca akapitu, czytając ten tekst miałam wrażenie, że czytam jakąś notatkę policyjną, albo wycinek z gazety. Szczerze powiedziawszy taki zabieg w ogóle mi się tu nie spodobał.

5. Przy opisie reanimacji miałam problem z rozszyfrowaniem jaki ratownik co robi, jakoś ten opis do mnie nie przemówił. Np.: "Zaprzestano resuscytacji. Ratownik rozerwał koszulę poszkodowanemu i przyłożył prawą elektrodę na mostku poniżej prawego obojczyka, zaś lewą w piątej przestrzeni międzyżebrowej."

6. O samej fabule na razie nie jestem w stanie nic powiedzieć, jednak niewiele z tego tekstu wynika. Czytało mi się dość mozolnie, jednym słowem tekst mnie nie porwał.

MOJE UWAGI:

a każdy przechodzień przykuwa wzrok snujących się po własnych domach mieszkańców. - wytnij <własnych>, to chyba wynika samo z siebie
Szedł pod przykryciem ciemności. - nie za bardzo wiem, czy można iść pod <przykryciem ciemności>? Mam wątpliwości.
skrywała się jakaś tajemnica. Jednak ciężko było określić jaki sekret kryje w sobie ów mężczyzna. - powtórzenie: skrywała/kryje
Nagle ogromna jasność rozbrzmiała przed jego oczyma. - wg mnie jasność nie rozbrzmiewa, jasność rozbłyska
W oknie najbliższego domu pojawiła się postać. Otworzyła okno. - powtórzenie: oknie/okno
- Calvin(,) dzwoń po pogotowie!
Chwilę później karetka się zatrzymała. - <zatrzymała się>?
W międzyczasie drugi z ratowników wciąż przeprowadzał resuscytację. Czas uciekał. Leżący mężczyzna zaczął sinieć. Zaprzestano resuscytacji. - powtórzenie: resuscytacja/resuscytacji, szczerze powiedziawszy zgrzytnęło mi tu to określenie, jakoś nie pasuje mi do reszty tekstu
przyłożył prawą elektrodę na mostku poniżej prawego obojczyka, - <do mostka>?
Ratownik sprawdza tętno. Pojawiło się. Ratownik trzymający defibrylator spojrzał na mężczyznę i rzekł: - powtórzenie: ratownik/ratownik, może określenie <rzekł> nie bardzo pasuje do reszty tekstu? Proponuję: powiedział/odezwał się
Jak ostatnio, jak nie mieliśmy co robić, - <Tak jak ostatnio, kiedy nie mieliśmy co robić>?
Nie chce mi się później naginać na 175 do metra tylko po to(,) by wpieprzyć kurczaka w cieście. - cyfry piszemy słownie z tego co wiem
- No hay problema mi amigo . Dzisiaj jestem samochodem, - o jedną spację za dużo
Niech ci będzie, ale cole sam sobie kupujesz. - <colę>?
Dzień wcześniej The Bronx Bombers pokonali przyjezdnych z Bostonu 5-2. - czy nie powinno być <pięć do dwóch>?
przełknąć gorycz porażki z Old Town Team . Towarzyszył mu - o jedną spację za dużo
Niewiadomo czemu miał ogrony szacunek, a zarazem strach przed lekarzem. - <Nie wiadomo>, <ogromny>
- Cholera(,) czuję się strasznie niewyspany – ostentacyjnie ziewnął. - <ziewnął ostentacyjnie>?
To ma pan pretekst by się znowu u niej pojawic. - <pojawić>
Przecież nam nie ucieknie, chyba, że lunatyk uje - <lunatykuje>
Znaleziono go w NY, w mieszkaniu czynszowym. - raczej w rozmowie nikt nie używa skrótów, jak miałoby to brzmieć?
Za półgodziny zaczyna pracę. - <pół godziny>
Ja bym nie zrezygnował z bycia synem miliardera i tych profitów z tego płynących. - wytnij <tych>
skończę kawkę i kanapkę(.) (Asystent) asystent wymownie spojrzał się na swoją porcję, a następnie lekarza. - <spojrzał na swoją porcję, a następnie na lekarza>?
wstał i udał się w kierunku Sali, gdzie leżał wybudzony ze - <sali>
Pańska odpowiedź zgadza się z tą, jaką uzyskaliśmy na podstawie pańskiego ubezpieczenia znalezionego przy panu. Po co obciążać zbytnio pańską polisę ubezpieczeniową. - powtórzenie: pańska/pańskiego/panu/pańską
- A co się w ogóle ze mną stało(?) – nieśmiało zapytał się pacjent. - <zapytał nieśmiało>?
Ktoś pana potrącił i uciekł. Na szczęście nie ma pan żadnych złamań. Na jakiś czas ustąpiła akcja pańskiego serca - powtórzenie: pana/pan/pańskiego
Czy mógłbym podziękować tym, którzy mnie przywrócili do życia. (?)

Pozdrawiam i dużo weny życzę : )


[...] mowa ludzka wywodzi się z pieśni, a pieśń – z potrzeby wypełnienia dźwiękiem tej nazbyt dużej i dość pustawej przestrzeni, jaką jest dusza człowieka.

Coetzee John Maxwell,

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1114
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » sob 13 sie 2011, 12:15

lecz bywają miejsca(przecinek) gdzie po zmierzchu

Tam też(przecinek) w ciszy(przecinek) wiatr tańczy

snujących się po własnych domach

Niepotrzebne.
ogromna jasność rozbrzmiała przed jego oczyma

Rozbrzmiewanie to wrażenie połączone z dźwiękiem, tak więc oczy nic do tego nie mają. Rozjaśniała czy coś w ten deseń bardziej by pasowało.
Usłyszał przeraźliwy pisk. Uderzenie. Huk. Okropny ból. Głucha cisza

Do ostatniego zdania przydałby się jakiś wstęp typu: Aż nagle zapanowała/ w końcu jednak zapanowała itp.
Nie wyczuł tętna. Odchylił głowę poszkodowanego, po czym uniósł żuchwę do góry. Wciąż nie oddychał

Wcześniej nie wspominałeś o tym, żeby sprawdzali, czy poszkodowany oddycha. Odchodzi się też od sprawdzania tętna.
Wziął głęboki oddech i wdmuchnął powietrze do ust ofiary. Wciąż brak oznak życia. Kolejne trzy wdechy i wydechy. Brak oznak poprawy.

Po dwóch wdechach powinien zacząć „masaż serca”, a nie kontynuować oddechy.
Wykonał przywołujący gest do partnera z karetki

Niezbyt realna sytuacja. Jeden z ratowników wypluwa płuca ratując człowieka, a drugi czeka w karetce na znak, żeby przynieść defibrylator?
Leżący mężczyzna zaczął sinieć. Zaprzestano resuscytacji

To miałoby sens gdybyś zmienił kolejność tych zdań.
Pan pozwolił tobie zmartwychwstać

Tobie mi tu nie pasuje. Zmieniłbym na ci, lub umieścił na początku zdania.
panowała wręcz zabawowa atmosfera

Karnawałowa.
Przez tą całą akcję

Tę całą akcję.
tylko po to(przecinek) by wpieprzyć

By nie brzmi naturalnie w luźnych rozmowach. Można zmienić na żeby itd.
Ale ty stawiasz tym razem

Ale tym razem ty stawiasz.
przy 93 milach na godzinę

Liczby słownie.
Tej piątkowej nocy(przecinek) Bóg zwrócił na

fan NY Yankees

New York Yankees - rozwijaj skróty.
porażki z Old Town Team . Towarzyszył mu

Niepotrzebna spacja.
Nie(spacja)wiadomo czemu miał ogro(m)ny szacunek, a zarazem(czuł/odczuwał) strach przed lekarzem

To, o której robimy mu budzenie

Wydaje mi się, że przecinek jest niepotrzebny.
A którą mamy, bo zegarek zostawiłem u niej

A którą mamy? Zegarek zostawiłem u niej.
bycia synem miliardera i tych profitów z tego

Zbędne.
Wie pan doktor

Do wywalenia - brzmi nienaturalnie.
że w ogóle wyszła za pana.

Szyk - za pana wyszła
spojrzał się na swoją porcję, a następnie (na) lekarza

udał się w kierunku Sali

Niepotrzebna wielka litera.
Pacjent najwyraźniej go zauważył, gdyż jego oczy skupione były na Jones’ie. Z kieszeni wyciągnął długopis.W ręku trzymał podkładkę z kartą pacjenta. Stanął po prawej stronie łóżka

Wynika z tego, że to pacjent wyciągnął długopis, trzymał podkładkę i stanął przy łóżku.

Nawet przyjemny tekścik, tylko, że co chwilę natyka się na jakiś błąd. Poczytaj o akapitach na forum, nie rozdzielaj każdej wypowiedzi dialogowej wolną linijką, pamiętaj o tym, żeby postaci wypadały na tle rzeczywistości realnie. No i pisz dalej, ale tym razem wolniej i czytaj dwa razy to co już masz na ekranie;)



Awatar użytkownika
MF
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: śr 03 sie 2011, 09:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: MF » ndz 14 sie 2011, 23:25

Dodam slowo uwagi o takich jak ponizszy dziwolagach.
Czemu to ma sluzyc?
Zniecheceniu czytelnika?

Sic enim dilexit Deus mundum, ut Filium suum unigenitum daret, ut omnis, qui credit in eum, non pereat, sed habeat vitam aeternam.

Generalnie, kazde rozpoczynanie od cytowania obcego autora, czy bajerku jezykowego, dowodzi tylko niepwnosci autora, szukajacego moralnej podpory.
Bardzo zly nawyk.

FM



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4276
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » ndz 28 sie 2011, 23:22

matiej pisze:Szedł pod przykryciem ciemności. Dopiero latarnia rozświetliła jego sylwetkę. Ubrany we flanelową koszulę i mocno poprzecierane jeansy. Na nogach zniszczone granatowe Conversy. Lekki wiatr rozwiewał brązowe, sięgające ramion włosy. Twarz zakrywał gęsty zarost. Najbardziej intrygujące w nim były małe, piwne oczy, w których skrywała się jakaś tajemnica.

W świetle latarni kolory odzienia, owszem, da się rozpoznać, chociaż z trudem (sztuczne swiatło zniekształca barwy). Ale dostrzec kolor oczu, i jeszcze tę tajemniće, która się w nich skrywa? Nieprawdopodobne. W związku z tym następne zdanie jest zawieszone w próżni.
matiej pisze:Główną populację tej dzielnicy stanowią latynosi oraz afroamerykanie.

Tak może pisać urzędnik w jakimś sprawozdaniu. Wystarczyłoby: Mieszkają tu prawie wyłacznie... albo podobnie.
matiej pisze: Usłyszał przeraźliwy pisk. Uderzenie. Huk. Okropny ból.

Ta wyliczanka nie brzmi dobrze, tym bardziej, że uderzenia ani bólu nie można usłyszeć.
Lepiej byłoby zwyczajnie: Poczuł uderzenie, a potem okropny ból.
matiej pisze:W oknie najbliższego domu pojawiła się postać. Otworzyła okno. Rozejrzała się. Ponownie zniknęła w czeluściach budynku. Chwilę później dobiegł z niego krzyk:

- Calvin dzwoń po pogotowie!

Ten opis jest zbyt szczegółowy, a przy tym jednak bezbarwny. Jakaś postać, krzyk, który dobiega z "czeluści budynku"... Wystarczyłoby napisać, że ktoś otworzył okno, rozejrzał się, a potem zawołał w głąb budynku:
matiej pisze:Wykonał przywołujący gest do partnera z karetki. W tym samym czasie przyjechała policja. Ten podbiegł trzymając defibrylator w ręku. Włączył urządzenie.

To zdanie rozbija opis czynności ratowników. Poza tym "przywołujący gest do partnera" jest sformułowaniem bardzo niezgrabnym. Nie mógłbyś po prostu napisać, że gestem przywołał kolegę?
matiej pisze:Po sześciu minutach głos syreny przeszył okoliczną ciszę.

matiej pisze: Godzinę później, po odjeździe policji, Popham Avenue znów zasnęła,

Skąd ta potrzeba takiego precyzyjnego określania czasu? Rozumiałabym jeszcze, gdyby całą historię opowiadał narrator, który siedzi przy oknie, nudzi się i nie ma nic lepszego do roboty, niż patrzeć na zegarek.
matiej pisze:Położono go na nosze i wniesiono do karetki. Godzinę później, po odjeździe policji, Popham Avenue znów zasnęła, zaś tajemniczy mężczyzna przemierzający samotnie pod osłoną nocy dzielnice Bronxu wybudzony został ze snu wiecznego. Wewnątrz ambulansu panowała wręcz zabawowa atmosfera.

A ja sądziłam, że ze snu wiecznego został wybudzony znacznie wcześniej, zanim go wniesiono do karetki, co zresztą potwierdzają słowa ratownika. Z tego fragmentu zostawiłabym jedynie: Położono go na nosze i wniesiono do karetki.Wewnątrz ambulansu zapanowała wręcz zabawowa atmosferaprzecież to, co się dzieje na ulicy (a nic się nie dzieje) jest kompletnie nieistotne.
matiej pisze:Karetka zatrzymała się. Zgasł silnik.

To sugeruje jakąś awarię, a tymczasem oni po prostu dojechali do szpitala.
matiej pisze: Towarzyszył mu asystent. Nathaniel Jones. Wysoki, dobrze zbudowany dwudziestopięciolatek. Anderwood owinął go sobie wokół palca. Niewiadomo czemu miał ogrony szacunek, a zarazem strach przed lekarzem.

Ostatnie zdanie odnosi się chyba do Jonesa, ale brzmi tak, jakby to Anderwood czuł ten strach,chyba przed samym sobą. Poza tym jest to koślawe gramatycznie: można mieć szacunek dla... i odczuwać (a nie mieć!) strach przed.... a Niewiadomo to ortograf. Nie wiadomo.
Uf, nie mam siły, żeby wypisywać kolejne potknięcia. Więc może tak: z tego fragmentu wynika, ze realia i procedury szpitalne nie są Ci obce. To duży plus dla tekstu, jeśli autor pisze o czymś, na czym się zna. Ale, niestety, brak jest tu napięcia, co wynika z dosyć monotonnej narracji, czasem przypominającej notatki prasowe, i z nadmiernego rozbudowywania dialogów. W życiu, owszem, toczy się takie długie, rozwlekłe rozmowy o banalnych, codziennych sprawach, ale w Twoim tekście są one stanowczo za długie. A wydarzenie naprawdę dramatyczne - śmierć tych dwóch ratowników, wracających z pracy - ginie w masie rozmaitych, nieistotnych szczegółów. Kiedy czytałam ten fragment o wypadku, z trudem skojarzyłam, że to właśnie o nich chodzi. Mało to ludzi jeździ po pracy na późną kolację?
To może być punkt wyjścia do jakiejś dłuższej historii. Nadmiar nieistotnych szczegółów jest jednak na dłuższą metę męczący, a to tego grozi monotonią, więc powinieneś ustalić sobie jakąś hierarchię ważności: postaci, wątków, wydarzeń, i do niej dostosowywać i szczegółowość opisów, i nawet obszerność dialogów.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
MaciejŚlużyński
Wydawca
Wydawca
Posty: 1091
Rejestracja: śr 09 mar 2011, 22:34
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MaciejŚlużyński » pn 29 sie 2011, 03:15

Ja się skupię na jednej tylko rzeczy:

matiej pisze:przyłożył prawą elektrodę na mostku


Kłania się tu brak podstaw frazeologii języka polskiego. A to dla pisarza narzędzie drugie, zaraz po słowniku. Otóż nie można czegoś przyłożyć "na", można przyłożyć "do". "Na" można coś położyć.

Tu mi się przypomina taki stary dowcip: prezydent Wałęsa czyta jakąś książkę i co chwila wybucha "niemożliwe!", "nie wierzę!", "ale numer!", "nigdy bym nie pomyślał!". Jeden z jego asystentów pyta, co to za książka. A Wałęsa na to: "słownik ortograficzny".

Nie mam nic przeciwko prezydentowi Wałęsie i szanuje Go jako człowieka, ale mistrzem mowy ojczystej nie był. A wracając do rzeczy - czy naprawdę trzeba to powtarzać do znudzenia, że pisarz operujący językiem, musi ten język ZNAĆ? I to najlepiej w jego odmianie literackiej?


Pozdrawiam
Maciej Ślużyński
Wydawnictwo Sumptibus
Oficyna wydawnicza RW2010

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 07 wrz 2011, 20:41

matiej pisze:Ulice na których nie odbija się blask neonów
nie odbija? Ale w sensie od czegoś? A sam w sobie jest? Na pewno o to Ci chodziło?

matiej pisze:W takim właśnie miejscu postawny mężczyzna żwawym krokiem przechodził przez jezdnię. Szedł pod przykryciem ciemności. Dopiero latarnia rozświetliła jego sylwetkę. Ubrany we flanelową koszulę i mocno poprzecierane jeansy. Na nogach zniszczone granatowe Conversy. Lekki wiatr rozwiewał brązowe, sięgające ramion włosy. Twarz zakrywał gęsty zarost. Najbardziej intrygujące w nim były małe, piwne oczy, w których skrywała się jakaś tajemnica. Jednak ciężko było określić jaki sekret kryje w sobie ów mężczyzna. Stanął na rogu Popham Avenue i West 176th Street. Bronx. Główną populację tej dzielnicy stanowią latynosi oraz afroamerykanie. Biali należą do zdecydowanej mniejszości. Oparł się o brudny, pomazany sprayem kosz na śmieci. Zaczął się rozglądać. Najwidoczniej czekał na kogoś.
Nie będę się czepiać poszczególnych zdań. Chodzi mi o budowę całego fragmentu.
Postawiłeś na podział na krótkie zdania (niekiedy zupełnie bez przyczyny - chociażby podkreślony fragment można było ująć w jakiejś płynniejszej formie). Dlaczego się czepiam? Otóż taki styl wprowadza monotonny, nużący rytm. Dla mnie brzmiało to jak wypluwanie komunikatów na jakimś dworcu.

Więc według mnie uwaga pierwsza: pracuj nad płynnością.

Nagle ogromna jasność rozbrzmiała przed jego oczyma.
rozbrzmieć to może dźwięk. Jasność to raczej nie wiem... rozbłysła?

matiej pisze:Przyłożył dwa palce do szyi. Nie wyczuł tętna. Odchylił głowę poszkodowanego, po czym uniósł żuchwę do góry. Wciąż nie oddychał.
Z tego wynika, że to ratownik nie oddychał.

matiej pisze:W międzyczasie drugi z ratowników wciąż przeprowadzał resuscytację. Czas uciekał. Leżący mężczyzna zaczął sinieć. Zaprzestano resuscytacji
nawet tak specyficzne słowo dałoby się zastąpić lub pominąć

matiej pisze:Ratownik rozerwał koszulę poszkodowanemu i przyłożył prawą elektrodę na mostku poniżej prawego obojczyka, zaś lewą w piątej przestrzeni międzyżebrowej. Pierwszy impuls. Brak sygnałów życia. Drugi. Nadal nic. Trzeci. Ratownik sprawdza tętno. Pojawiło się. Ratownik
Znów powtórzenia.

Ten fragment z ratowaniem życia jest ogólnie ciężki. Są dwa podstawowe problemy:
1. Tworzysz bezemocjonalny, telegraficzny skrót całej akcji.
2. Nie panujesz nad językiem: nie dbasz o zmiany podmiotów, robisz dużo powtórzeń itp.

matiej pisze:Złamana ręka i rozcięty łuk brwiowy. Samochód, należący do ojca, miał zniszczony przód. Karetka przyjechała niespełna siedem minut po zdarzeniu. Niestety nie było komu pomagać.
Nie było komu pomagać? Czyli co, chłopaczek na prochach sam sobie rękę poskładał, zagipsował, a łuk brwiowy zszył?

matiej pisze:Brian Anderwood. Straszny kobieciarz i zagorzały fan NY Yankees. Nie opuścił żadnego meczu rozgrywanego na Yankee Stadium od pięciu lat. Tego wieczoru miał również pojawić się na meczu przeciw Red Sox. Dzień wcześniej The Bronx Bombers pokonali przyjezdnych z Bostonu 5-2. Natomiast po piątkowym meczu Anderwood musiał przełknąć gorycz porażki z Old Town Team .
Cholera no! Sam zabijasz swój tekst.
Bo jest coś takiego: masz nieźle opanowany świat, wiesz, o czym chcesz napisać, ale zabijasz to stylem.
Gdyby powyższy fragment upłynnić, dodać mu jakiś emocji, lepiej włączyć do w tekst, a nie sztywnym opisem wjechać w wybudzanie pacjenta, to mielibyśmy fajny smaczek - szczegół, dzięki któremu zapamiętamy lekarza i kilka ostatnich jego przeżyć związanych z tą pasją - krótko, a wyraziście.
Tylko nie tak, nie wykładaj tego w środku innej sceny i to jeszcze zdaniami prostymi i sztywnymi.

matiej pisze:Pacjent najwyraźniej go zauważył, gdyż jego oczy skupione były na Jones’ie. Z kieszeni wyciągnął długopis.
Pacjent, taaaak? ;]

matiej pisze:Jones posłusznie wstał i udał się w kierunku Sali, gdzie leżał wybudzony ze śpiączki pacjent. Otworzył drzwi. Pacjent najwyraźniej go zauważył, gdyż jego oczy skupione były na Jones’ie. Z kieszeni wyciągnął długopis. W ręku trzymał podkładkę z kartą [b]pacjenta[b]. Stanął po prawej stronie łóżka. Zwrócił się do [b]pacjenta[b]:
Rany, jak ja nienawidzę, jak ktoś wrzuca tekst, na który nawet nie raczył zerknąć przed wysłaniem. Sorry, ale nie wierzę, że coś takiego można przegapić.

Starałam się nie wyłapywać błędów już przez kogoś wskazanych, ale różnie z tym mogło wyjść.

Jeśli chodzi o styl, to według mnie jest bardzo słabo. Błędy warsztatowe, monotonny narrator, wprowadzający mnóstwo nieistotnych szczegółów w sposób niedbały i nużący. Dialogi? Sama nie wiem. Widywałam gorsze, ale tutaj też często "nie brzmiały".

Fabuła? No rozumiem, że początek historii, więc nad pomysłem i realizacją trudno się rozwodzić. Jako zalążek historii - może być. Pewne drobne nielogiczności zostały Ci już wskazane (ten ratownik czekający w karetce i coś tam jeszcze), poza tym przechodzisz z punktu A do punktu B. To już jakaś podstawa, ale żeby dało się to czytać musisz o niebo poprawić język.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości