Expect the Unexpected

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Expect the Unexpected

Postautor: Maciejo » pt 29 lip 2011, 04:31

Mój drugi tekst który publikuję tutaj. Co o nim myślicie?



Życie potrafi być nieprzewidywalne.
Mariusz czekał z utęsknieniem na wyjście z pracy. Zerknął na zegarek. Chyba już od godziny wskazówki uparcie pokazywały 21.20. Czterdzieści minut. Już blisko, wciąż jednak lata świetlne od zakończenia roboty. Jezu, czemu zawsze gdy do końca zmiany zostawało tak niewiele, każda sekunda zamieniała się w wieczność?
Wyciągnął z kieszeni słuchawki i wcisnął je do uszu. Dobry sprzęt, kupiony za marne piętnaście złotych w jednym z centrów handlowych. Na tyle dobry, by całkowicie wygłuszał dźwięki otoczenia. Uśmiechnął się pod nosem. Znowu powiedzą, że dziwaczeje coraz bardziej, że nie chce z nikim rozmawiać, tylko słuchać tego swojego jazgotu. Co robić jednak, gdy z pozostałej czwórki osób, pracujących na jego maszynie, żadna nie była wystarczająco ciekawym partnerem do rozmów. Prosta praca, prości ludzie. Pieprzyć ich.

„BUM, BUM, BUM… Jesteśmy młodzi, mamy serce do walki, choć urodziliśmy się w świecie, rozpadającym się na kawałki.”

Jak zwykle, od początku tygodnia w udziale przypadły mu popołudniówki. Właściwie nie powinno go to dziwić, bo od kiedy się tu zatrudnił, zmiana popołudniowa stanowiła jakieś osiemdziesiąt procent jego czasu pracy. Cały dzień zmarnowany , więc oczywiście pan profesor, ma jebać, bo starsi stażem do sprawiedliwej pracy się nie poczuwają. W zasadzie już dawno zrobiłby niezły dym z tego powodu, cały czas jednak miał w myślach swoje studia. Jeśli nawet wykłóciłby się o chodzenie na inne zmiany, prawdopodobnie życzliwi brygadziści, do spółki z kolegami, załatwiliby mu z wielką satysfakcją weekendy pracujące, co dla studenta „zaocznego” równałoby się z zakończeniem trybu nauki nieco wcześniej, niż mógł planować. Wpadł w ich sidła jak śliwka w gówno i mógł winić za to jedynie siebie. Bądź miłym i uprzejmym, mówili rodzice, kiedy się zatrudniał, ci ludzie są od ciebie starsi i bardziej doświadczeni, ucz się od nich, przytakuj im, ale walcz o siebie.
Szkoda, że jak zwykle ich nie posłuchał. Dał bydłu dłoń z sianem, które ku jego zdziwieniu pożarło całą rękę. Teraz mógł jedynie siedzieć z japą na kłódkę, modląc się o czyjąś łaskę . I tak już od czterech lat. Wystarczająco dużo czasu, by zacząć się zastanawiać, czy czasem nie rozpoczął się u niego proces stawania się częścią statku.
O ile z początku wydawało mu się, że praca w firmie będzie jedynie prostym środkiem do celu, to z każdym kolejnym dniem zaczynał w to wątpić . Z dnia na dzień przesiąkał zakładową kulturą i miał coraz mniej sił, by się przed tym bronić. Tu praca, tam nauka i tak w kółko. Życie jak na gównianym rollercoasterze – spróbuj wyskoczyć, to się zabijesz, siedź uparcie w środku, to najpewniej prędzej czy później zarzygasz sobie spodnie. Nie pamiętał już, kiedy miał normalny dzień wolny, taki, który mógłby spędzić nie wychodząc z łóżka. W zasadzie jedyne, co potrafiło go jeszcze motywować, to obietnica złożona samemu sobie.
Już dawno postanowił, że jego nazwisko zostanie zapamiętane, że musi sprawić by pamięć o nim nie zgasła przez stulecia. Że to niby banał i połowa ludzkości marzy o tym samym? Miał to gdzieś. Najgorsze, że pogrążając się w rutynie kolejnych dni czuł jak wypala się w nim płomień nadziei na lepsze życie. Pewnie, pocieszał się w duchu, jeszcze tylko rok nauki, będzie miał tytuł magistra, tylko co potem? W obecnej sytuacji na rynku pracy, pozostawało jedynie się modlić, by za setnym życiorysem wysłanym na ogłoszenie, doczekać się odpowiedzi. Zresztą, wybór takiej ścieżki w życiu, nie zapewniał nieśmiertelności. Bo w końcu jaki jest sens żyć, wiedząc, że po śmierci zapamiętają cię jedynie twoi bliscy, a ty sam spoczniesz sześć metrów pod ziemią, jako jedno z anonimowych ciał? Tego obawiał się najbardziej. Zapomnienia. Mariusz jednak miał plan. Wiedział, że jeśli kiedykolwiek uda mu się go zrealizować, niedoszli oprawcy padną mu do stóp. Wtedy napluje im prosto w twarze. I choćby tylko dla tego jednego momentu, tej jednej myśli, warto było walczyć.
Nigdy się nie poddawaj . Zostałeś stworzony do wielkich rzeczy, stary, więc postaraj się nie zawieść, przynajmniej samego siebie. To był jego czas.
Jeszcze raz sprawdził godzinę. 21.44. Pieprzyć to. Jest piątkowy wieczór, a on, zamiast bawić się razem z kumplami, siedzi w pracy. Cud, że jeszcze do niego nie dzwonili z zaproszeniem na jakąś popijawę. Może to i lepiej, dziś odpocznie, pijąc do monitora. Całe szczęście, że cała jego praca polegała na doglądaniu linii produkcyjnej. Fizyczną robotę odwalali inni, odbierając towar z taśmy i przekładając go na palety. Przynajmniej się nie pocił, tyle dobrego w całym burdelu. No i mógł posłuchać muzyki. Jedyne zajęcie, które trzymało go przy zdrowych zmysłach, przez codzienne osiem godzin nudy.
Szybko załatwił przekazywanie zmiany. Zrób to, to i tamto, na tą i tamta datę, nie zapomnij tylko o tym. Zmiennik miał jeszcze ochotę na dłuższą pogaduchę, ale Mariusz zbył go machnięciem ręki. Ostatnie na co miał teraz ochotę, to radosne rozmowy o niczym. W tym momencie nie miało znaczenia, że był to jedyny człowiek z którym przyjaźnił się poza pracą. Jedyne czego teraz chciał, to ucieczka do domu. Z resztą swojej zmiany nawet się nie pożegnał, bo i niby po co? Wbiliby mu sztylet w plecy, gdyby tylko mieli okazję.
Z radością powitał pierwszy łyk wieczornego powietrza. Nareszcie koniec, teraz pozostawało jedynie udać się do sklepu po jakiś tani czteropak i w końcu będzie mógł jechać do domu. Monopolowy, do którego miał zwyczaj chodzić, znajdował się po przeciwnej stronie ulicy, jakieś dwieście metrów od firmy, więc założył słuchawki i ruszył w jego stronę.

„BUM, BUM, BUM…Będziemy walczyć, wygramy czy przegramy, zostaniemy zapamiętani.”

Koło sklepu, jak to w piątkowy wieczór, panował ruch niemal jak w godzinach
szczytu, samochody podjeżdżały i odjeżdżały jeden za drugim. W sumie nie dziwiło go to, jedynym miejscem oprócz spożywczaka, w którym o tej godzinie można było jeszcze coś kupić, była stacja benzynowa na obrzeżach miasta. Oczywiście z cenami dwukrotnie przekraczającymi te sklepowe.
Postawił już nogę na ulicy, gotów do przejścia na druga stronę, gdy zauważył pędzące bez świateł w jego stronę, czarne BMW. W ostatniej chwili odskoczył, samochód zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej z piskiem opon. Kurwa, dwa kroki dalej i leżałby teraz pod kołami. Musi być bardziej ostrożny, tak to jest, jak się buja w obłokach, zamiast zwracać uwagę na drogę. Wyciągnął słuchawki z uszu. Muzyki posłucha jednak w domu. Samochód wciąż stał na środku ulicy, tamując ruch. Jakiś dres, widać kierowca, coś krzyczał w jego stronę. Mariusz pokazał mu środkowy palec. Widział, jak twarz tamtego przybiera kolor purpury. Gdyby nie kolejka trąbiących samochodów, dureń gotów byłby za taki gest wyskoczyć z auta i skopać go na środku ulicy. W końcu odjechał, wciąż nie zapalając świateł. Idiota. Nie ma to, jak zapierdalać po zmroku, setką przez środek miasta.
W sklepie panował niesamowity ścisk. Mało brakowało, żeby kolejka wytoczyła się na dwór. Wszelkiej maści żule, dresy, szukający odrobiny emocji studenci, czy wiecznie uciekający z domów, niespełnieni mężowie czekali zgodnie na swój alkoholowy przydział. Jak za starych dobrych lat. Spojrzał na ich twarze. Zabawne, że każdemu z nich wydaje się zapewne, że jest pępkiem świata, że to jego problemy są najważniejsze. Każdy żyje swoimi niespełnionymi marzeniami, przekonując się co dzień, że świat ma je w dupie. Naturalna kolej rzeczy. Rodzisz się, przeżywasz swoje nic nie warte życie, umierasz.
Oprócz planowanego czteropaka zakupił jeszcze paczkę chipsów. Nada się w sam raz, jako towarzyszka wieczornej randki z piwem. Wyszedł ze sklepu. Po przeciwnej stronie ulicy jakaś grupka młodzików kłóciła się o coś. Zdołał podsłyszeć, że jeden z chłopaków oskarża swoją dziewczynę o zdradę. Przyjrzał się im uważniej. Wyglądali może na piętnaście lat. Zdrada, a to dobre. Dziewczyna spoliczkowała chłopaka, rozmowa zaczęła przybierać bardziej gwałtowny przebieg. Reszta grupy śmiała się do rozpuku. Jesteście solą tej ziemi, tak pewien mądry człowiek powiedział o młodzieży. Sęk w tym, że się mylił. To nie sól, padre, to tylko papierek po Snickersie i amfetamina. Nic na tym nie wyrośnie.
Kłótnia zdążyła się przeobrazić w wymianę bluzgów. Nie miał zamiaru w jakikolwiek sposób w tym uczestniczyć. I jak tu nie słuchać muzyki. Po raz kolejny wcisnął słuchawki do uszu. Nareszcie błogi spokój.

„BUM, BUM, BUM…”

Być może, gdyby nie słuchawki, usłyszałby wycie torturowanego silnika czarnego BMW, które z piskiem opon ruszyło w jego stronę. Być może, mógł zauważyć je wcześniej, gdyby tylko zachował odpowiednią ostrożność, jak wcześniej postanowił. Być może. Jedyne co zdążył zobaczyć, to rozmazaną plamę, mknącą w jego kierunku. Przez chwilę wydawało mu się także, że dostrzega za szybą znajomą, posiniałą z wściekłości twarz.
Cokolwiek chciał zrobić, było już za późno. Na jedną, nieskończoną sekundę, czas stanął w miejscu. Poczuł każdy miażdżony mięsień, łamiące się kości, każdy eksplodujący bólem nerw. Zdążył też przypomnieć sobie marzenia jakimi na co dzień się karmił. Nie, wcale nie całe życie. Teraz już wiedział, że pieprzenie o dobrych i złych uczynkach, przewijających się przed oczyma jak film, to mrzonka.
Miałem być kimś wielkim – powiedział głos w jego głowie. – tylko o tym marzyłem. Nigdy tego nie otrzymałem.
Jego oczy zamknęły się i zanurzył się w błogą ciemność.
Życie potrafi być nieprzewidywalne.
Ostatnio zmieniony pn 15 sie 2011, 17:53 przez Maciejo, łącznie zmieniany 3 razy.


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3675
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » pt 29 lip 2011, 19:53

Maciejo pisze:Dał bydłu dłoń z sianem, które ku jego zdziwieniu pożarło całą rękę.


Jasny gwint! Krwiożercze siano! :D

Jest tu dużo błędów, ale całą robotę z łuskaniem grochu zostawię tym razem Weryfikatorom.

Zaintrygowało mnie to:

Maciejo pisze:Już dawno postanowił, że jego nazwisko zostanie zapamiętane, że musi sprawić by pamięć o nim nie zgasła przez stulecia.


W tekście nie ma nic o tym, jak bohater zamierzał tę pamięć wiekuistą zdobyć. Żadnych pasji, talentów, zainteresowań, no nic kompletnie. Czym on chciał się wsławić? No bo przecież nie magisterką, chyba?

Właśnie taki facet mógłby być materiałem na zamachowca-samobójcę albo innego bandytę. To jest obecnie sposób na "zdobywanie nieśmiertelności". Pamiętam jakiegoś mordercę czy innego pedofila, który idąc skuty do więzienia, krzyczał jeszcze do tłumnie zgromadzonych (a jakże!) dziennikarzy: "Nie pozwalają mi mówić! Zorganizujcie konferencję prasową!" Konferencji się sk... zachciało. Celebrytą się poczuł, a ta gromada dziennikarzy, podtykając mu mikrofony, tylko go w tym utwierdzała. Ten Twój bohater mógłby być takim kimś - mógłby planować jakiś zamach czy coś (oczywiście wyłącznie po to, żeby być sławnym) i wtedy pojawia się to BMW i okazuje się, że nawet takie plany się rozwiewają jak sen jaki złoty...

W obecnej wersji temu tekstowi brak sensu, myśli jakiejś...


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maciejo » wt 02 sie 2011, 21:25

Hmm, no mi właśnie chodziło o ukazanie tego, jak to się mówi "life is brutal, full zasadzkas" :), z perspektywy szarego człowieka.

Całą pointą miało być to, że planujemy, śnimy o dokonaniu rzeczy wielkich (tu niech każdy wstawi swoje najskrytsze pragnienie ;)), a tu nagle splot przypadkowych wydarzeń weryfikuje nasze plany, często w brutalny sposób.

Tyle, że po Twoim komentarzu faktycznie widzę, że coś mi tu nie zagrało. Dzięki i czekam mimo wszystko na dalsze opinie :)


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » pt 05 sie 2011, 14:40

Co robić jednak, gdy z pozostałej czwórki osób, pracujących na jego maszynie, żadna nie była wystarczająco ciekawym partnerem do rozmów. Prosta praca, prości ludzie. Pieprzyć ich.

I tu bym skończyła te rozmyślania nad pracą. Zbyt długo = nudno się robi.

O ile z początku wydawało mu się, że praca w firmie będzie jedynie prostym środkiem do celu, to z każdym kolejnym dniem zaczynał w to wątpić .

O jaki cel chodzi?

Wpadł w ich sidła jak śliwka w gówno

W kompot. Śliwka w kompot wpada.

Dał bydłu dłoń z sianem, które ku jego zdziwieniu pożarło całą rękę.

Już abstrahując od siana. Wyrażenie brzmi: "Dać komuś PALEC, a weźmie całą rękę".

Życie potrafi być nieprzewidywalne.

Czyżby? Zaczepiając dresa ciemną nocą naprawdę tak ciężko przewidzieć, że ten odpowie i to nie będzie miła pogawędka?

Trochę ciężko się czytało twój utwór. Za dużo tych przemyśleń, z których wyszedł jeden wielki blok tekstu. Nie wyszło jeśli chodzi o przesłanie. To jest raczej tekst o tym, jak marnujemy czas marząc o rzeczach wielkich, marudząc jakie to życie jest złe, zamiast zacząć działać. Mimo wszystko podobało mi się. Potrafisz pisać i stworzyć przekonujący świat.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4308
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pn 15 sie 2011, 10:52

Maciejo pisze: Bądź miłym i uprzejmym, mówili rodzice

Bądź miły i uprzejmy. Taka forma, jaką zastosowałeś, wymagałaby dopełnienia: miłym i uprzejmym kolegą, pracownikiem, itp.
Maciejo pisze: Wystarczająco dużo czasu, by zacząć się zastanawiać, czy czasem nie rozpoczął się u niego proces stawania się częścią statku.

Powtórzenie. Poza tym, takie długie zdania nieosobowe są ciężkie i niezgrabne. Uprościłabym: [...} czy przypadkiem nie staje się już częścią statku, albo podobnie.
Maciejo pisze:wydawało mu się, że praca w firmie będzie jedynie prostym środkiem do celu,

Strasznie to sloganowe, tym bardziej, że wcześniej nic nie piszesz o celach swego bohatera. Może: prostym sposobem na zarobienie paru groszy?
Maciejo pisze:tylko co potem? W obecnej sytuacji na rynku pracy, pozostawało jedynie się modlić, by za setnym życiorysem wysłanym na ogłoszenie, doczekać się odpowiedzi.

Znowu bezosobowo i publicystycznie. To są rozważania Twojego bohatera, nadaj im rys osobisty, bez tej "sytuacji na rynku pracy", choćby tak: tylko co potem? Będzie wysyłał setki podań i modlił się, żeby choć jedno zostało zauważone.
Maciejo pisze:Nigdy się nie poddawaj . Zostałeś stworzony do wielkich rzeczy, stary, więc postaraj się nie zawieść, przynajmniej samego siebie. To był jego czas.

Chyba: To jest twój czas. Przecież ostatnie zdanie należy jeszcze do tego krótkiego monologu wewnętrznego?

Maciejo pisze: Zdołał podsłyszeć, że jeden z chłopaków oskarża swoją dziewczynę o zdradę.

Skoro kłócili się publicznie, to pewnie "zdołało to podsłyszeć" pół ulicy. Zwyczajnie: jeden z chłopaków oskarżał...
Maciejo pisze:Być może, mógł zauważyć je wcześniej,

Może, mógł... Raczej: zauważyłby je wcześniej

Piszesz najczęściej zdaniami wielokrotnie złożonymi, co samo w sobie nie jest błędem ,ale spowalnia narrację i odbiera jej temperaturę emocjonalną. A przecież koncentrujesz się głównie na emocjach swojego bohatera! Spróbuj uprościć konstrukcję zdań, zróżnicować ich długość. Unikniesz w ten sposób monotonii w narracji.

A co do treści - mam podobne odczucia, jak poprzedniczki. Zbyt jednostronnie pokazujesz bohatera. Nie podoba mu się jego obecne położenie, zgoda, ale o czym marzy? Do czego dąży? Nie wiadomo nawet, co studiuje, nie mówiąc już o tym, w jaki sposób chciałby zdobyć sławę.
Maciejo pisze:Miałem być kimś wielkim – powiedział głos w jego głowie. – tylko o tym marzyłem. Nigdy tego nie otrzymałem.

Wielkości nikt nigdy nie otrzymał. Na to się ciężko pracuje, i to przez całe życie. Więc może zamień "wielkość" na "sławę", bo to jest coś, co przychodzi z zewnątrz, często nawet bez jakiejś szczególnej zasługi.
Ogólnie jednak - podobało mi się.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości