Nowa misja - całość

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mil93
Pisarz domowy
Posty: 65
Rejestracja: ndz 14 lis 2010, 19:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Uniejów
Płeć: Kobieta

Nowa misja - całość

Postautor: mil93 » wt 12 lip 2011, 01:04

Kiedyś wrzuciłam na forum początek, a teraz (po długim leżakowaniu) zjawia się na scenie całość. Jeśli jeszcze nie znudziły Wam się moje teksty o aniołach - przeczytajcie. Jeśli macie tylko ochotę - skomentujcie.

Itadakimasu!


NOWA MISJA
Odgłos pisania piórem był bardzo wyraźny. Będąc bardziej skupionym, wychwyciłoby się dalekie odgłosy kroków, a może nawet jakieś słowa. Chociaż noc panowała już od jakiegoś czasu, to każdy był przygotowany na natychmiastowe stawienie się na rozkaz. Tak samo jak Shelion.
Napisał ponad trzy strony listu, a i tak nie przedstawił w nim jeszcze sedna sprawy. Zresztą napisanie go było nie lada sztuką- jak wytłumaczyć Velonice to, co się stało? Był świadomy tego, że list może niczego nie zmienić i nadal będzie miała mu za złe jego zachowanie, ale teraz potrzebował jej jak nigdy dotąd. Po raz pierwszy odsunął dumę na dalszy plan i przyznał, że nie potrafi sobie poradzić w pojedynkę.
Przerwało mu pukanie do drzwi. Nie czekając, do pokoju wślizgnął się młody posłaniec. Wręczył Shelionowi jeden z kilku listów, które trzymał w ręce i bezszelestnie opuścił pomieszczenie. Posłańcy często się tak zachowywali- szczególnie o późnej porze, kiedy nie mieli już sił i marzyli jedynie o własnym posłaniu.
Shelion nie był zachwycony tą sytuacją, gdyż wiedział co może znajdować się w liście: zmiana misji, tymczasowe zawieszenie albo całkowite oddalenie od sprawy. Powoli otworzył kopertę, rozłożył list i cicho przeczytał dwa pierwsze zdania. Brzmiały one następująco: „Drogi Shelionie! Postanowiłem zmienić Twą dotychczasową misję i przydzielić Ci zupełnie odmienne zadanie.” Zmiana rozkazów była najmniej haniebna w jego wypadku. Pozostałą część wiadomości nie był już zbyt zainteresowany. Po przeleceniu po niej wzrokiem dotarły do niego wyrazy: „strzec”, „dziewczyna”, „Ziemia”, „ważne” oraz „nadzieja”. Jeszcze raz spojrzał na ostatnie zdanie. Rzeczywiście, nie pomylił się, było tam wyraźnie napisane: „Shelionie, mam nadzieję, że podołasz tej misji.” Stwierdził, iż powinien jak najszybciej udać się do świętego Piotra, aby mu to wytłumaczył. Odłożył list na stolik, a jego wzrok spoczął na niedokończonym liście do Velonici. „Już nigdy go nie dokończę”, pomyślał, zrzucając na podłogę te dwie kartki. Ogromnie mu ulżyło, że nie musiał się zniżać do poziomu, przy którym trzeba wypowiadać słowo „przepraszam”. Wstał z krzesła i przydepnął kartki- po pokoju rozszedł się cichy syk. Następnie odwrócił się w stronę drzwi, szybko pokonał odległość dzielącą go od nich, lekko je otworzył i błyskawicznie znalazł się na korytarzu. Gdyby ktoś spojrzał na miejsce na podłodze, gdzie jeszcze dziesięć sekund temu leżały owe dwie kartki, to nic by tam nie zobaczył. To była tylko jedna z wielu umiejętności jakie posiadał Shelion- jeden z archaniołów.
Odgłos kroków niósł się po całym korytarzu. Na czwartym piętrze, gdzie znajdował się jego pokój, panowała idealna cisza. Nie słychać było żadnych rozmów czy muzyki. Shelion dotarł do schodów- bezszelestnie zmierzał w dół, a z każdym krokiem do jego uszu docierało coraz więcej dźwięków. Aniołowie niższej rangi nie wiedzieli, że można porozumiewać się ciszej, albo po prostu nie chcieli o tym wiedzieć. Shelion był dość wyrozumiały i zdawał sobie sprawę, że tym istotom trudno odzwyczaić się od ziemskich nawyków- tak wiele czasu spędzają wśród ludzi, że uważają rozmowę za coś naturalnego wśród aniołów. Gdyby niespodziewanie zjawił się tu jakiś rygorystyczny archanioł, to zapewne pozbawiłby wszystkich do drugiego piętra umiejętności mowy, po czym by powiedział: „W końcu będzie w Niebie tak jak należy. Bez tego nieustającego hałasu…”
Shelion znalazł się na zewnątrz- ruszył wybrukowaną ścieżką w stronę Centrali. Często przechodził tędy w środku nocy. Małe światełka, unoszące się wśród drzew rosnących obok dróżki, oświetlały drogę przechodniom. Wszystkie rośliny zostały posadzone z ogromną dokładnością, tak aby nawet po wielu latach wyglądały w swym sąsiedztwie doskonale. Można było wskazać wśród nich wszelkie istniejące gatunki: choineczki z krótkimi i miękkimi igłami, a także z twardymi, długimi i ciemnozielonymi szpilkami; drzewka z gałęziami opuszczonymi do samej ziemi; ponad trzymetrowe drzewa to z małymi, to z dużymi liśćmi; różnobarwne krzewy, pnące się powoli do góry lub rozkładające się leniwie na ziemi; krzaczki z jakimiś jagodami czy poziomkami, których nikt nie odważył się tknąć, aby nie zepsuć tej doskonałej roślinnej kompozycji. Ten widok nie robił już na Shelionie większego wrażenia- przechodził tędy tak wiele razy.
Gdy wyszedł z tego małego parku, ukazał się przed nim budynek Centrali w pełnej krasie. Był majestatyczny, stojący tu od zawsze w niezmiennej postaci. Anioł wiedział, że święty Piotr jest niezwykle zajętą osobistością i może nie mieć czasu na spotkanie z nim, ale zawsze warto spróbować. Drewniane drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Po holu spacerował strażnik- na widok znajomej twarzy ukłonił się tylko bez słów. Shelion od razu skierował swe kroki w stronę schodów. Bardzo dobrze znał ten budynek, trafiłby do każdego miejsca z zamkniętymi oczami. Teraz wspinał się na szóste piętro, czyli do czegoś w rodzaju biura, w którym Święty Piotr spędzał większość czasu. Dotarł tam dość późno, jak na swoje możliwości. Stanął wyprostowany przed drzwiami. Po dłuższej chwili rozległ się głos Świętego Piotra: „wejdź”. Anioł nacisnął na srebrną klamkę. Zatrzymał się na środku pomieszczenia i z opuszczoną głową czekał na kolejne polecenie.
- Mów, Shelionie.
- Dostałem od Ciebie list.- Dopiero teraz spojrzał na Świętego Piotra.- Czy to jakaś niebezpieczna misja?
- Bezpośredni jak zwykle…- powiedział pod nosem święty.- Ze wszelkimi pytaniami o tę misję powinieneś się udać do Świętego Pawła.
- Dziękuję. Do widzenia.
Shelion ukłonił się, odwrócił na pięcie, i znalazłszy za drzwiami skierował do biura kolejnego świętego. „Nie wróży do niczego dobrego…”- stwierdził w myślach. Po wkroczeniu na dziewiąte piętro zobaczył Świętego Pawła zmierzającego szybkim krokiem w stronę schodów. Pochylił głowę i zdążył powiedzieć tylko: „Święty…” zanim Paweł przerwał mu słowami:
- Uważaj na siebie, Shelionie.
W sercu anioła pojawił się niepokój. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej, lecz gdy podniósł głowę, po świętym nie było już śladu.
„Co to wszystko ma znaczyć?” Shelion zmierzał właśnie z powrotem przez park. „Wszelkie misje od Świętego Pawła kończą się przecież spotkaniami z Szatanem. Czyżby Upadli chcieli czegoś od śmiertelniczki? W takim razie co w niej takiego wyjątkowego? Grozi jej tak wielkie niebezpieczeństwo, że trzeba przydzielać wyższego anioła, nawet jeśli jest on w trakcie innego zadania?” Wszedł do swojego pokoju. „Jak trudna będzie moja nowa misja?”

***

Na zewnątrz padał gęsty śnieg. Sophia siedziała w fotelu i czytała książkę Hemingwaya „Komu bije dzwon”. Tymczasem Shelion stał przed jej pokojem. „Co jest ze mną? Tak bardzo się przestraszyłem?” Przeniknął przez zamknięte drzwi i spojrzał na dziewczynę. „Oczywiście- niebieskooka blondynka…”- pomyślał. Rozejrzał się po pokoju. Ściany były pomalowane na fioletowo, na środku stało pościelone łóżko, dalej regał, biurko, laptop… Anioł nagle poczuł się dziwnie, jakby ktoś go obserwował. Odruchowo spojrzał w stronę dziewczyny.
- Nie mogę się przez ciebie skupić- powiedziała, patrząc wprost w jego oczy.
Shelion nie mógł w to uwierzyć - ona go widziała! Siedziała wpatrując się w niego, z zamkniętą książką na kolanach, w którą stukała palcami ze zniecierpliwienia.
- Niedorzeczność- powiedział anioł do siebie.
- Jakbyś mógł wyjść to byłabym bardzo wdzięczna- odezwała się znowu.- Twoja obecność mnie dekoncentruje.
- Nie mogę. Mam cię strzec mimo wszelkich trudności.
Nic nie odpowiedziała, uporczywie wlepiając w niego wzrok. Shelion podszedł bliżej. Nagle dziewczyna wstała i podeszła do niego, tak że oddzielało ich co najwyżej dziesięć centymetrów. Popatrzyła na niego z ciekawością, a zarazem nutką politowania.
- To ty nie wiesz, że nie rozumiem mowy aniołów?
Cisza. Shelion patrzył na nią coraz szerzej otwartymi oczami.
- Musisz być jakimś młokosem, skoro niczego nie wiesz.
Cisza. Potem odwróciła się na pięcie wracając na swoje poprzednie miejsce. Chwilę potem siedziała w fotelu z otwartą książką, śmiejąc się cicho pod nosem. Anioł nadal stał w tym samym miejscu. Dziewczyna znowu podniosła głowę.
- Pewnie nawet nie wiesz jak się nazywam… Dla ciebie mogę być Sophie.
Po chwili dodała:
- Możesz się już ruszyć.
Patrzył na nią z niedowierzaniem. „Jakim cudem ona posiada zdolność dostrzegania aniołów? To nie może dziać się naprawdę… Ta dziewczyna nie zdaje sobie nawet sprawy, do czego może doprowadzić ujawnienie jej daru!” Shelion zaczął nerwowo chodzić po pokoju. „Tylko gdzie ona się tego nauczyła? Przecież nie może być tak, odkąd się urodziła. Kto był takim idiotą, aby dać jej taką umiejętność? Gdyby dostała go od samego Boga… Nie! To niedorzeczne!” Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach- starał się przestać myśleć w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł oraz że nikt nie raczył mu chociażby wspomnieć o tym, iż dziewczyna nie jest zwykłą śmiertelniczką.
Sophia patrzyła na anioła smutnym wzrokiem. Był już szóstym, który miał ją obserwować. Nie lubiła tego słowa- wolała wierzyć, że te istoty są kimś w rodzaju aniołów stróżów. Jednak wszyscy po pewnym czasie ją opuszczali. Bardzo dobrze pamiętała wyraz twarzy każdego z odchodzących. Jedyne czego aktualnie pragnęła, to aby ten anioł nie był tak straszliwie smutny, gdy będzie musiał odejść. „Mam już dość takiego widoku… To wpędzi mnie w końcu w depresję.”
Tego dnia nie zamienili ze sobą więcej słów. Sophia skończyła książkę w środku nocy. Shelion przez cały czas siedział z zamkniętymi oczami- wyglądał jakby medytował. Otworzył je dopiero, gdy oddech dziewczyny całkiem się uspokoił. „Nie różni się od innych ludzi, kiedy śpi.” Usiadł tak, by ich twarze znajdowały się na jednym poziomie.
- Mam nadzieję, że jesteś choć trochę inteligentniejsza od reszty ludzi i nie powiedziałaś nikomu o swoich zdolnościach…

***

Shelion był już kilka razy w szkole na Ziemi, ale ta okazała się w pewnym sensie wyjątkowa. Sophie uczęszczała do jednego z najsławniejszych college’ów w kraju. Liczba uczących się tam studentów była ogromna, tak samo jak i budynek. Drewniane posadzki i ściany z marmurowymi wstawkami wskazywały na wysoki poziom nauczania i wysokie czesne, jakie musieli płacić studenci.
Anioł, nieprzyzwyczajony do takiego tłoku, przelatywał nad głowami uczniów- ciągłe przeciskanie się między ludźmi było uciążliwe. Czasami zdarzyło się, że ktoś przeszedł przez Sheliona, czego nie mógł znieść. Uczucie niematerialności nie pozwalało mu w takich momentach myśleć.
A rozmyślał cały czas. Co prawda przebywał już jakiś czas z Sophie, ale jeszcze jej nie poznał. Niekiedy tłumaczyła mu coś, gdy spostrzegła jego zamyśloną twarz. Nie rozmawiali, ponieważ dziewczyna nie rozumiała mowy aniołów, chociaż Shelion zaczynał myśleć, że to nieprawda. Pewnego dnia, patrząc na leżącą na stole książkę, powiedział do siebie: „Pochłania książki, jedna za drugą.” W tym samym momencie Sophie weszła do środka i rzekła: „Czytanie jest mi potrzebne do życia, tak samo jak tlen, czy woda.” Anioł spojrzał na nią pytająco, lecz ona szybko opuściła głowę. Od tego czasu Shelionowi nie dawała spokoju jedna myśl: czy ten delikatny uśmiech był tylko jego wymysłem, czy też naprawdę pojawił się na jej twarzy…
„Jakie zdolności jeszcze posiadasz?”- zastanawiał się, będąc cały czas kilka metrów nad dziewczyną. Właśnie zatrzymała się przed drzwiami jednej z sal. Spojrzała na zegarek, wyciągnęła z torby książkę i zaczęła szybko przerzucać kartki. W międzyczasie z tłumu studentów wyłonili się dwaj młodzieńcy i stanęli niedaleko Sophii. Shelion spojrzał na nich i w większym niż zwykle skupieniu starał się odczytać ich myśli. Po dłuższej chwili wszystkiego się dowiedział- spojrzał pytającym wzrokiem na swoją podopieczną. Sophia poczuła, że na nią patrzy. Nie wiedząc o co chodzi, rozejrzała się dookoła i zobaczywszy stojących niedaleko niej dwóch chłopaków, zaczęła grzebać w torbie. Anioł, korzystając z wolnego miejsca na korytarzu, stanął na ziemi i podszedł do dziewczyny- rysowała coś na kartce. Shelion nachylił się, aby przyjrzeć się temu dokładniej. Na kartce widniało serce, które w chwilę później zostało skreślone jednym ruchem ołówka. Spojrzał Sophie prosto w oczy.
- Jak to jest, że znasz myśli wszystkich dookoła, a ja nie mogę czytać w twoich?
Dziewczyna otworzyła z powrotem wcześniej czytaną książkę i zatonęła w lekturze, uśmiechając się pod nosem…

***

Był środek nocy. Sophie spała już od dłuższego czasu, a Shelion siedział w jej ulubionym fotelu i rozmyślał. W takich chwilach jak ta żałował, że aniołowie nie mogą spać. W jego głowie tłoczyły się miliony myśli, a jedna z nich była szczególnie natarczywa: „Jesteś już tutaj od trzech tygodni- wróć do Nieba po dalsze instrukcje!”
Archanioł miał dość tego chaosu, lecz nie potrafił nad nim zapanować. Nagle wszystkie myśli rozproszyły się, a ich miejsce zajęło uczucie strachu. Shelion wyczuł bowiem, że w okolicy pojawiło się źródło złowrogiej mocy. Takie natychmiastowe zmaterializowanie się negatywnych emocji oznaczało jedno- wysłannika Szatana.
Anioł przeczuwał jaki będzie rozwój wypadków, więc jedynie roztoczył nad dziewczyną barierę ochronną, a następnie czekał. Bardzo dobrze czuł, jak przybysz zmierza w jego stronę. Po upływie niecałych trzech minut w pokoju pojawił się oczekiwany przez Sheliona gość.
Pomimo tego, iż panowała noc, diabeł był dobrze widoczny. Od jego bladej twarzy i torsu odbijały się promienie księżyca, czarne skrzydła rozciągały się na szerokość pokoju, a zielone oczy, wpatrzone wprost w przeciwnika, pogłębiały uczucie strachu. Długie szpony u rąk i nóg, rogi oraz silny ogon dopełniały ten obraz.
- Witaj, Shelionie.- Lodowaty głos wypełnił całe pomieszczenie.- Miałem nadzieję, że spotkam istotę wyższej rangi, ale zobaczenie ciebie tutaj przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
- W końcu udało mi się ciebie zaskoczyć, Nihilu- odparł archanioł.
Obaj znali się od bardzo dawna. Pierwszym stworzeniem, z jakim zdarzyło się walczyć Shelionowi, był właśnie Nihil. W czasie wypełniania misji otrzymanej od świętego Pawła przed aniołem wyrósł z ziemi diabeł. Shelion stanął jak wryty. Wzrok nowoprzybyłego przeszył anioła na wskroś, a następnie wróg rzekł: „Jestem Nihil. Mówię ci o tym, abyś wiedział jak miał na imię twój zabójca.” Po tych słowach wspomnienia Sheliona urywają się, a kolejnym obrazem jest umazana krwią twarz pochylającej się nad nim anielicy. Kilka dni później dowiedział się, że miała ona na imię Velonica…
- Nie dekoncentruj się- przywrócił go do rzeczywistości głos diabła.
- Przyszedłeś aby ją zabić?- Shelion ruchem głowy wskazał na śpiącą Sophie.
- Nie żartuj. Dlaczego miałbym zabijać mojego sprzymierzeńca?
Archanioł nie spodziewał się, że…
Już na początku założył, iż dziewczyna jest „po stronie” Nieba! Dlaczego tak w ogóle pomyślał?! Z powodu jej niewinnego wyglądu? A może dlatego że, choć nie chciała tego przyznać, rozumiała język aniołów? Jak mógł się tak pomylić?! Starał się być przez cały czas obiektywnym, aby dokonać odpowiedniego osądu. Sympatię do niej usprawiedliwiał tym właśnie, że jest związana z aniołami…
Patrzył na diabła szeroko otwartymi oczami, a po chwili z jego ust wyrwało się:
- To niedorzeczne!
Na twarzy Nihila nie pojawił się nawet cień jakiejkolwiek emocji. Shelion już dawno zauważył, iż ta istota została „wyprana” z wszelkich uczuć, ale w tej chwili oczekiwał od niego choćby nikłego uśmiechu triumfu. Nawet gdyby czekał godzinę, oblicze diabła pozostałoby niewzruszenie chłodne.
- Nie rozumiem…- powiedział, rozpraszając panującą kilka minut ciszę.
- Wy, aniołowie, nie rozumiecie wielu rzeczy…- odrzekł Nihil.
Zrobił krok naprzód, tak że mógłby chwycić Sheliona za gardło i zakończyć ten dialog. W miejscu, w którym przed chwilą stał, widniały ślady jego ostrych szponów. Kontynuował:
- Wy przysłaliście kiedyś na Ziemię Księcia Pokoju, o ile się nie mylę. Dlaczego my nie moglibyśmy wysłać tutaj Księżniczki Chaosu?
Shelion przeniósł wzrok z podłogi na Nihila. Powietrze niebezpiecznie się naelektryzowało.
- W końcu to do mnie dotarło- powiedział archanioł, nie odrywając czarnych oczu od swojego przeciwnika. - Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać.
- Widzę, że nareszcie przestałeś się mnie bać.
- Czy w Piekle uczą straszenia wrogów pustymi słowami?
- Nie. Zacznijmy.
Shelion rozłożył skrzydła, jego czarne tęczówki rozświetliły się złotym błyskiem, w prawej dłoni pojawił się miecz. Nihil przeleciał przez okno na oświetloną latarniami ulicę. Czekał na anioła, ściskając w ręku czarną jak smoła broń.

***

Nie mógł dłużej patrzeć na te idealnie białe ściany. Już dawno powinien być przy Sophii- zamiast tego leżał w Lecznicy i gapił się w sufit. Miał nadzieję, że dziewczyna jeszcze żyje. „Jak tylko stąd wyjdę, udam się na Ziemię. Nie będę zważał na rozkazy. Skoro zacząłem misję, to muszę ją zakończyć”- myślał.
Weszła anielica. Zabrała kilka rzeczy ze stolika obok i, uśmiechnąwszy się do Sheliona, wyszła z sali.
Archanioł zamknął oczy. Nie mógł zapomnieć ostatniej sceny pojedynku. Był zbyt pewny siebie. Dlatego Nihil przeżył. Trzymał miecz nad diabłem, który nie mógł się bronić. Wystarczyłoby jedno pchnięcie, jeden ruch…
Pukanie. Shelion nikogo się nie spodziewał, ale mimo tego spojrzał na wchodzącego. Do pokoju bezszelestnie wślizgnął się posłaniec.
- Witaj, Shelionie.- Archanioł zdziwił się trochę, widząc mówiącego posłańca.- Gdy tylko będziesz w stanie chodzić, masz spotkać się ze świętym Pawłem. Ma on dla ciebie kolejne rozkazy dotyczące twojej przerwanej misji. Do widzenia. Zdrowiej, Shelionie.
Z powrotem był sam.
- Sophie…- powiedział do siebie.
Zaraz po tym w jego głowie pojawiła się myśl: „Zanim wrócę, czekają mnie godziny patrzenia się na sufit przeplatane wspomnieniami kolejnej porażki z Nihilem.”

***

Dziewiąte piętro. Strażnik spojrzał na niego dziwnym wzrokiem, po czym bez słowa skinął głową. Shelion wiedział, że jego długie włosy nie były w stanie do końca zasłonić blizny- ciągnęła się od środka prawego policzka aż do piersi. Przeszkadzało mu tylko to, iż tak bardzo przyciąga wzrok innych. „Aniołowie w końcu przywykną do tego widoku”- pocieszał się.- „Będą wiedzieli, że nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika.”
Nie doszedł jeszcze do drzwi, kiedy z biura świętego wyszedł posłaniec i ruchem ręki zaprosił archanioła do środka. Shelion stanął przed świętym Pawłem, ukłonił się i czekał na instrukcje. Święty przesunął po biurku kopertę.
- W niej są rozkazy. Otwórz ją gdy będziesz w swoim pokoju. Do zobaczenia, Shelionie. Czekam na raport.
Anioł zabrał kopertę, ukłonił na pożegnanie jak zwykle, a myśli napływały do jego głowy z niewiarygodną prędkością. „Czemu on jest taki poważny? Tajne rozkazy? Raport? Co jest tam napisane? Chyba nie wysłał mnie na kolejną walkę z diabłem? Brak w tym wszystkim jakiejkolwiek logiki…”
Sam nie wiedział kiedy znalazł się u siebie. Usiadł przy biurku i wyciągnął z tajemniczą kartkę z koperty. Znajdowały się na niej tylko dwa słowa…

***

Stał przed drzwiami do jej pokoju. Wiedział, że nie ma już odwrotu- jeśli tam wejdzie, to będzie musiał wykonać rozkaz. „Czego innego się spodziewałem? Myślałem, że każdy z nas pójdzie w swoją stronę i wszystko będzie w porządku? Od samego początku miało tak być. Najwyższy zakpił sobie z nas wszystkich, dając nam mylne poczucie samodzielności…”
Drzwi otworzyły się nagle. Stanęła w nich Sophie, zaskoczona widokiem anioła. Po chwili na jej twarzy pojawił się serdeczny uśmiech.
- Dlaczego stoisz za drzwiami? Wejdź, ja zaraz wrócę.
Shelion znalazł się w środku. „Więc nie wie, po co przyszedłem…”- przemknęło mu przez głowę.
- Diabeł o imieniu Nihil powiedział, że cię pokonał.- Archanioł odwrócił się z jej stronę.- Nie chciałam w to uwierzyć. Na szczęście okazało się to nieprawdą...
„Powinienem wykonać rozkaz jak najszybciej, aby oni nie zorientowali się, iż dzieje się coś złego.” Postanowił jednak zapytać się Sophii o jedną rzecz.
- Dlaczego przez cały czas udawałaś, że nie rozumiesz co do ciebie mówię?
Na twarzy dziewczyny pojawiło się zakłopotanie.
- Uznasz to pewnie za coś głupiego- zaczęła- ale lubię bawić się kosztem innych, to dostarcza mi w pewnym sensie rozrywki…
Shelion nie odpowiedział. Nawet mimo tego, iż robiła to by go ośmieszyć, nie przestał jej lubić. „Nie ma innej opcji- jeśli ja nie dokończę misji, to przyślą kogoś innego. Nie da się oszukać przeznaczenia…”
W jego prawej dłoni pojawił się miecz. Spojrzał w oczy dziewczyny. Było w nich zdziwienie, ale nie zauważył strachu. Zbliżył się na taką odległość, aby ostrze bez problemu dosięgło serca Sophii i przeszyło je na wylot.
- Wybacz mi to, co zrobię- powiedział szeptem.
Na jej twarzy zagościł nikły uśmiech. Odpowiedziała mu tylko:
- Najbardziej podobały mi się w tobie te długie, kruczoczarne włosy…
Szybkie pchnięcie. Nie patrzył na jej twarz. W ogóle na nią nie patrzył. Odwrócił w tym momencie głowę, nie chcąc widzieć duszy ulatującej z ciała. Spływająca po policzku łza zatrzymała się na jego bliźnie.
Ostatnio zmieniony wt 04 gru 2012, 22:09 przez mil93, łącznie zmieniany 3 razy.


"Gdybym była deszczem, który łączy niebo z ziemią, mogłabym złączyć się z jego sercem i uspokoić je..."

"The stab of stilettos
On a silent night
Stalin smiles and Hitler laughs
Churchill claps Mao Tse-Tung on the back"

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 01 wrz 2011, 12:18

Przeczytano, przez noc przemyślano uwagi i do roboty!

Zacznę od zupełnego ogółu.
Mnie zajeżdżone do bólu, romantyczne anioły do zadań specjalnych nie przeszkadzają. Nie rzucam się na książki o tej tematyce, ale na widok takich opowiadań się nie krzywię. Liczyłam na to, że czymś mnie zaskoczysz, wciągniesz, niestety... Sporą winę pewnie ponosi warsztat, ale i pomysł fabularny jakiś taki... Jak z telenoweli.

Co mi najbardziej przeszkadzało w warsztatowej warstwie tekstu?
Zaczynamy.

mil93 pisze:„Już nigdy go nie dokończę”, pomyślał, zrzucając na podłogę te dwie kartki.
mil93 pisze:Napisał ponad trzy strony listu,
To ile tych stron było?

Pierwsza uwaga ogólna, tycząca się całości stylu.
mil93 pisze:Następnie odwrócił się w stronę drzwi, szybko pokonał odległość dzielącą go od nich, lekko je otworzył i błyskawicznie znalazł się na korytarzu
Przegadujesz tekst. Zasypujesz mnie łańcuchami czasowników, czynności, które są zupełnie oczywiste. Całe to zdanie można było zastąpić hasłem "Wyszedł.", ale jak już koniecznie musisz to opisywać, to chociaż daruj sobie wstawki takie, jak ta pogrubiona. Przecież czytelnik nie jest kretynem i wie, że trzeba podejść do drzwi, żeby je otworzyć. Jeżeli anioł by tego nie zrobił, to by było warte zaznaczenia (gdyby się np. teleportował czy coś), ale tak to tylko czyni tekst nieudolnym.

mil93 pisze:panowała idealna cisza. Nie słychać było żadnych rozmów czy muzyki.
Albo tutaj: jak już powiedziałaś, że idealna cisza, to ja się nie spodziewam, ani rozmów, ani tym bardziej muzyki. Jeżeli chciałabyś zaznaczyć, ze to jakieś bardzo nietypowe, czy coś, to może i dałoby się taki fragment wcisnąć, ale tutaj nie ma sensu.

mil93 pisze:Odgłos kroków niósł się po całym korytarzu. Na czwartym piętrze, gdzie znajdował się jego pokój, panowała idealna cisza. Nie słychać było żadnych rozmów czy muzyki. Shelion dotarł do schodów- bezszelestnie zmierzał w dół, a z każdym krokiem
powtórzenie

mil93 pisze:Gdyby niespodziewanie zjawił się tu jakiś rygorystyczny archanioł, to zapewne pozbawiłby wszystkich do drugiego piętra umiejętności mowy, po czym by powiedział: „W końcu będzie w Niebie tak jak należy. Bez tego nieustającego hałasu…”
To brzmi jakoś dziwacznie. Shelion złazi z 4. piętra, więc głosy dochodzą z 3. Więc ten archanioł pozbawiłby "wszystkich do drugiego piętra", czyli co, tylko tych z trzeciego? To na co taki rozbuchany opis? I to powiedział by itd. - brzmi trochę jak karykatura biblijnego stylu (jeśli chodzi o takie wprowadzenie wypowiedzi kogoś och, ach, świętego).

Z kolejnych kwestii ogólnych. Nadużywasz "wskazań". Często można się bez nich obyć, a w nadmiarze kiepsko brzmią.
mil93 pisze:tej doskonałej roślinnej kompozycji. Ten widok nie robił już na Shelionie większego wrażenia- przechodził tędy tak wiele razy.
Gdy wyszedł z tego małego parku
Co najmniej dwa pogrubione słówka można usunąć bez chwili zastanowienia.

mil93 pisze:Gdy wyszedł z tego małego parku, ukazał się przed nim budynek
Okropne zdanie. W drugiej części szyk jest strasznie nienaturalny. Na dodatek brzmi trochę, jakbyś nie upilnowała podmiotów. Tak, jakby to budynek wyszedł z parku.

Kolejny grzech: suche opisy, rzucanie informacjami, zamiast pokazania tego czytelnikowi.
mil93 pisze:Był majestatyczny, stojący tu od zawsze w niezmiennej postaci.
A co, jak nie wierzę? Sam fakt, że jakiś budynek stoi cholernie długo i się nie zmienia nie czyni go majestatycznym (dla mnie wielkopłytowce stoją "od zawsze i niezmienione", ale z tym majestatem bym nie szalała). Rzucasz hasło, nie dając nawet grama opisu, czy emocji bohatera związanych z tym miejscem i sądzisz, że ujrzę przed oczyma majestetyczną budowlę godną nieba? Błąd.

mil93 pisze:Dotarł tam dość późno, jak na swoje możliwości.
Czyli jak? Jakie były możliwości anioła, co znaczy dość późno w niebie (czy długo po tym jak dostał list, jak powziął zamiar, jak powinien, czy późno ogólnie - a jak późno ogólnie, to w czym problem, przecież list też dostał późno).

mil93 pisze:Anioł nacisnął na srebrną klamkę
Masz tendencję też do upychania zbędnych zaimków, przyimków i innych cudów. Tutaj chociażby to "na"

mil93 pisze:- Mów, Shelionie.
- Dostałem od Ciebie list.- Dopiero teraz spojrzał na Świętego Piotra.- Czy to jakaś niebezpieczna misja?
- Bezpośredni jak zwykle…- powiedział pod nosem święty.- Ze wszelkimi pytaniami o tę misję powinieneś się udać do Świętego Pawła.
- Dziękuję. Do widzenia.
Nie, nie, nie. Za nic nie wyobrażę sobie Archanioła, gadającego ze Świętym Piotrem jak dwie lalki. Bo to nie jest nawet sztywne w sensie wyuczonych formułek - rozmowy - ten ważniejszy-ten podwładny. To jest po prostu króti dialog, żeby czytelnik wiedział, co się dzieje. Nie ma w nim za grosz życia, ani charakterów postaci.
Przy okazji: w takim tekście nie piszemy "Ciebie" wielką literą.

[Z drobniejszych uwag: niekonsekwencja w imieniu Sophia/Sophie - raz to zapisujesz tak, raz inaczej.]

I to jest tylko na podstawie pierwszego fragmentu... Dalej nie będę się zagłębiać w przykłady, spróbuję tylko kilka rzeczy podsumować.

Narrator, który jest niby podczepiony do Sheliona (w większości patrzy na świat/y jego oczami) jest strasznie oschły i nużący. Wyklepuje informacje, zamiast opowiadać. Idziemy przez historię, krok po kroku na zasadzie: wszedł tu, zobaczył to, poszedł tam itd. Brakuje mi odczuć głównego bohatera, poza jego myślami. Shelion się zastanawia, czyżby się przestraszył, a ja właściwie nie wiem. Facet zachowuje się ogólnie jak ofiara. Jest archaniołem, a w kółko sterczy pod drzwiami (to u Piotra, to u Sophie), nie próbuje niczego się dowiedzieć, rozwiązać całej sprawy, tylko siedzi i się zamartwia.

Budujesz długie zdania dla opisania rzeczy dość oczywistych, a istotniejszym, ciekawszym kwestiom prawie nie poświęcasz czasu. Masz tendencję do rozpychania zdań zbędnymi słówkami i nie pilnujesz szyków (a one często odpowiadają za to, czy tekst "się czyta", czy nie.)

A teraz do fabuły.
No dobra, mamy dziewczynkę, która widzi anioły. Diabeł czegoś od niej chce, w gruncie rzeczy nie wiem, czego. Niby mówi, że to oni ją wysłali, ale to, że Archanioł wierzy czemuś stworzonemu do kłamstw, nie znaczy, że mnie to przekonuje. Ostatecznie nie wiem, co zrozumiał z tego Shelion, więc dla mnie nie ma tutaj rozwiązania historii. Jeszcze bym odpuściła, gdyby zachowania bohaterów były jakkolwiek wiarygodne. Ale to wszystko jakieś takie... Archanioł dłużej gada z diabłem niż ze świętymi, diabeł przywołuje go do porządku "nie dekoncentruj się" i tłumaczy sprawę jak idiocie, zamiast wykorzystać moment i uciąć mu łeb. Święty ktośtam karze ją zabić dopiero jak spuszczono łomot jego podopiecznemu (jeśli dobrze rozumiem, nie pierwszemu) - ja wiem, że tego wymagała fabuła, ale to się kupy nie trzyma, chyba że wszyscy "ci dobrzy" są jacyś głupawi.
Do tego od pewnego momentu (starcia z Nihilem) powtarzasz, że Shelion ją polubił. Ja tej relacji nie widzę. Nie pokazałaś, jak ta sympatia się zbudowała, tylko nagle o niej mówisz. Dla mnie to nie działa.

Podsumowując.
Zupełnie nie kupuję tej historii. Bohaterowie są zbyt papierowi, a wydarzenia jakoś wyskakują jak króliki z kapelusza i biegają w losowe strony. Do tego sporo mankamentów technicznych. Wydaje mi się, że trochę przebiegłaś fabułe, byleby tylko doskoczyć do kilku scen, na których Ci zależało - chyba zwłaszcza zakończenia (tej "łzy zatrzymującej się na bliźnie"). Ogólnie raczej nie przypadło mi to wszystko do gustu.


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Luka w pamięci
Umysł pisarza
Posty: 770
Rejestracja: pn 16 sie 2010, 17:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Luka w pamięci » pt 30 wrz 2011, 21:55

mil93 pisze:Powoli otworzył kopertę, rozłożył list i cicho przeczytał dwa pierwsze zdania. Brzmiały one następująco: „Drogi Shelionie! Postanowiłem zmienić Twą dotychczasową misję i przydzielić Ci zupełnie odmienne zadanie.” Zmiana rozkazów była najmniej haniebna w jego wypadku. Pozostałą część wiadomości nie był już zbyt zainteresowany. Po przeleceniu po niej wzrokiem dotarły do niego wyrazy: „strzec”, „dziewczyna”, „Ziemia”, „ważne” oraz „nadzieja”. Jeszcze raz spojrzał na ostatnie zdanie. Rzeczywiście, nie pomylił się, było tam wyraźnie napisane: „Shelionie, mam nadzieję, że podołasz tej misji.” Stwierdził, iż powinien jak najszybciej udać się do świętego Piotra, aby mu to wytłumaczył.

Dwie rzeczy. Najpierw brak zdroworozsądkowego myślenia. Shelion przeleciał wzrokiem po tekście i zarejestrował kilka słów. Nie zrozumiał, więc zamiast przeczytać jeszcze raz, uważnie, stwierdził, że musi zapytać św. Piotra. Treść misji go nie interesowała, ale zastanowiła go powaga tej misji - że dla niej musi porzucić inną rozpoczętą misję.
Druga rzecz: "Jeszcze raz spojrzał na ostatnie zdanie." Ale on wcale nie patrzył wcześniej na ostatnie zdanie, tylko na pierwsze.

mil93 pisze:Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach- starał się przestać myśleć w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł oraz że nikt nie raczył mu chociażby wspomnieć o tym, iż dziewczyna nie jest zwykłą śmiertelniczką.

A on nie raczył doczytać listu do końca (że się znów przyczepię).

Zdanie następne - zazgrzytało mi to, że zaczęłaś prowadzić narrację z punktu widzenia dziewczyny, czyli:
mil93 pisze:Sophia patrzyła na anioła smutnym wzrokiem. Był już szóstym, który miał ją obserwować. Nie lubiła tego słowa- wolała wierzyć, że te istoty są kimś w rodzaju aniołów stróżów.

I tak dalej cały akapit. Wszystko jest z punktu widzenia Sheliona, mogłoby tak pozostać.

Dziwne mi się wydaje, żeby święci posyłali anioły na takie misje, nie mówiąc szczegółów. Rodzaj testu?

"Rozmowy" Sheliona i dziewczyny. Ona mówi, on rozumie. Zakładam, że to ludzka mowa. Ale kiedy on mówi, ona nie rozumie, bo to język aniołów. Nie mógł mówić w jej języku? A może z jego głosem jest coś nie tak, że nie jest słyszalny na Ziemi?
A może to jest jak z wyglądem - jeśli śmiertelnicy go nie widzą, to i nie słyszą. W takim wypadku od razu powinien się domyślić, że dziewczyna nie jest śmiertelniczką.

Były momenty, kiedy można było fajne opisy wstawić, ale tego nie zrobiłaś. Np. anioł roztacza nad dziewczyną barierę ochronną. Co to było? Jak wyglądało? Poświata? Kopuła ze świetlistych mocy? Fosforyzujące promienie? Może wcale nie miało wyglądu? Albo pisałaś jakoś tak: "W miejscu, gdzie stał diabeł, był ślad szponów" (czy pazurów, z pamięci to piszę więc nie wiem). Ale gdzie stał? Na dywanie? Poszarpał ten dywan? Wydarł drzazgi z drewnianej podłogi? Może sadza z kotłów diabelskich sypała mu się spod pazurów? Mówię o szczegółach, ale szczegóły zawsze fajnie działają na wyobraźnię. U Ciebie jest ich malutko.

Zakończenie szybkie, dla mnie pozytywnie, bo kiedy anioł stwierdził, że musi dokończyć, co zaczął, już mi się zdawało, że będzie próbował paktować, nawracać dziewczynę czy coś. Całe opowiadanie - przyjemne.

Weryfikacja zatwierdzona przez Adriannę
Ostatnio zmieniony śr 26 wrz 2012, 12:40 przez Luka w pamięci, łącznie zmieniany 1 raz.


ObrazekObrazekObrazek


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości