Bogowie [miniatura obyczajowa]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Bogowie [miniatura obyczajowa]

Postautor: minojek » sob 09 kwie 2011, 15:38

WWW - A gdyby nie przeżył pan tego, co przeżył, i gdyby dać panu szansę pozostania sobą, to kim byłby dzisiaj?
Marek uniósł głowę. Znał odpowiedzi na pytania dotyczące życia i śmierci, lecz nie pojmował, jak bardzo są one osobiste, jak bardzo rozgraniczone subiektywizmem i przekonaniami.
- Uważa pan – ciągnął nieznajomy – że pozbawić się przeszłości to stracić siebie?
Marek wpił w niego wzrok. Za późno, by jakkolwiek uważać, i za wcześnie, żeby o tym opowiadać.
Nowo napotkany wstał.
- Milczy pan – powiedział. – Ale dlaczego? Z obawy czy ochoty? Tak – uśmiechnął się i spojrzał na przybrudzoną kurtkę – nie wyglądam poważnie, ale być może mam coś, co pan utracił.
Marek pokręcił głową.
***
WWWUliczki cmentarzyka wiły się jeszcze bardziej niż za dnia, kiedy barwne porosty oplatały nagrobki i zaglądały pod marmurowe płyty.
WWWTo, co sprawiło, że się tam znalazł, przyszło po cichu, jak gdyby chcąc ukazać własną podłość i podstępność. W języku ulicznym dawało się określić mianem katastrofy i szczęściarza.
- Jak to było? – pytano, na co Marek odpowiadał, że dziwnie, najpierw jakby przed burzą, by potem się rozrosnąć i uderzyć. Zaczynał bredzić, co chwila pociągając z butelki kupionej na spółkę.
- Ale dlaczego – dociekano – nie może pan pisać? To niezrozumiałe: żyć i tworzyć, a tu nagle bęc i po wszystkim? Co z talentem, przecież nie uciekł.
Mógłby odpowiedzieć, że zdolności dostajemy przypadkiem i że odchodzą równie łatwo, jak się w nas wtapiają, jednak zdawał sobie sprawę, że słuchacze nie dopuszczą do siebie ani słowa. Dla ludzi, którym cele wyznacza pogoda, wszelkie ubytki w psychice powodowane czymś tak zdawałoby się błahym, jak uszkodzenia mechaniczne, bywają zaprzeczeniem wielkości człowieka. Bo jak inaczej? – Rozmyśla pijaczek. Żył i osiągnął sukces, pisarz z renomą, bohater. Ktoś, kto udzielił dziesiątek wywiadów, z dnia na dzień traci osobowość i niknie. Ginie, jak gdyby był nikim, jak gdyby nie wyróżniał się spośród przeciętności.
WWWSpecjaliści mówili wyraźnie – wyleczyć się da, lecz dopiero wówczas, gdy się spróbuje. Jeżeli się nie spróbuje, nie ma nad czym myśleć, co najwyżej oddać Stwórcy Jego potęgę poprzez modlitwę.
- Paciorek rano, wieczorem – powiedział któryś z medyków. Ale nic – wypowiadał te słowa z naciskiem – nie zrekompensuje straty.
Niewierzący, pomyślał Marek, lecz wobec poglądów oraz ich prawdziwości mieli identycznie prawa.
WWWPróba ocalenia talentu Marka polegała na odbudowaniu uszkodzonej partii mózgu.
- Odtworzymy uszkodzoną część – wyjaśniali lekarze. – Dajemy osiemdziesiąt procent pewności. Prawdopodobieństwo powodzenia jest bardzo wysokie.
WWWOd tamtej pory przesiadywał na poniemieckim cmentarzyku. Niekiedy samotnie, niekiedy w gronie tych, których jak dotąd jedynie mijał, obok których przechodził, jedynie delikatnie im się kłaniając.
A kiedy pytali, w czym podłoże jego lęku, odpowiadał, że w duszy.
- Po prostu się wypaliłem.
Tłumaczył to tak, jak gdyby szło wyłącznie o psychikę i decyzję, którą rzekomo podjął.
- Zastanówmy się – mówił – skoro nie mamy nic do powiedzenia, zamilknijmy.
Wówczas szyjka butelki przymykała mu usta i ci, co z nim przebywali, kiwali głowami z szacunkiem.
- Mądrze pan to ujął.
Wznosili toasty, ich zdaniem najświętsze, przypijali wzajemnie, wreszcie się upijając. I siedzieli tak, pochyleni, wykrzywieni, bez celu oraz przyjemności.
Potem znikali, jeden po drugim. Aż tego wieczora ostał się tylko jeden. Przysiadł przy Marku i zatopił w świadomości.
- Nie wiem, co pan o tym myśli, ale proszę mnie wysłuchać.
Więc Marek słuchał, choć nie był już pewien, czy to rzeczywistość, czy rausz.
- Wydaje się panu, że wie, ale to bujda. Bo co my wiemy? Tyle, że się można tanio napić i pokłócić z babą – wzruszył ramionami. – Pan powinien wiedzieć, że to, co uciekło, najwyraźniej nie było pana warte.
Wtedy Marek przypomniał sobie cały swój ból. Przed wypadkiem pisał pięknie, bawił się słowem – on, stwórca tysięcy postaci, samozwańczy bożek, nad którym kontrolę sprawują panienki z powieści. Później zdarzył się wypadek i panienki spakowały wszystko, czym je obdarzył – nie było już więcej panienek.
Po całodziennym biegu przystopowywał przy kartce, w ślepej wierze, że w końcu napisze chociaż jedno dobre zdanie. Mylił się, nie napisał już nic.
WWW- A gdyby nie przeżył pan tego, co przeżył, i gdyby dać panu szansę pozostania sobą, to kim byłby dzisiaj?
- Pisarzem – odpowiedział.
Ostatnio zmieniony ndz 31 lip 2011, 10:40 przez minojek, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 09 kwie 2011, 16:46

minojek pisze:Znał odpowiedzi na pytania dotyczące życia i śmierci,


Jak ja mu zazdroszczę!
minojek pisze:Znał odpowiedzi na pytania dotyczące życia i śmierci, lecz nie pojmował, jak bardzo są one osobiste, jak bardzo rozgraniczone subiektywizmem i przekonaniami.



Zrobiłam sobie wybór, odrzucając niektóre części i wyszło mi:
Znał odpowiedzi, lecz nie pojmował, jak bardzo są rozgraniczone subiektywizmem. I stawiam pytanie - O co biega? Co to są odpowiedzi rozgraniczone subiektywizmem? Wiem, że to co zrobiłam, to chamski zabieg, ale jednak... co to znaczy?
minojek pisze:pozbawić się przeszłości to stracić siebie

hmmm? Problem podobny. Niby chwytam głębie, ale jak zaczynam rozmyślać, to ląduję na mieliźnie.
minojek pisze:Za późno, by jakkolwiek uważać, i za wcześnie, żeby o tym opowiadać.

Czego ta sentencja dotyczy?
minojek pisze:W języku ulicznym dawało się określić mianem katastrofy i szczęściarza.

Nie rozumiem. Co w języku ulicznym ( a może lepiej języku ulicy?) dawało się określić ( też nie rozumiem tego wyrażenia) za jednym zamachem i katastrofą i szczęściarzem?
minojek pisze:co najwyżej oddać Stwórcy Jego potęgę poprzez modlitwę.

To pojęłam, ale i tak widzę tu zbyt wielki skrót myślowy. Co oddać - honor, pokłon?
minojek pisze:lecz wobec poglądów oraz ich prawdziwości mieli identycznie prawa.

Mieli identyczne prawo wobec poglądów oraz ich prawdziwości - znaczy się, że co?

Resztę jako tako pojęłam. I nawet mi się te rozważania spodobały. Tzn motyw, problem jest interesujący. Kawałek mózgu uszkodzony mechanicznie i talent fiuuu! poleciał w zaświaty. To pewnie by tak było. A my się zachwycamy, że ktoś ma wenę. A to tylko trochę zwojów i trochę chemii.

Sposób napisania mnie zniechęca. Zawiłość niektórych wyrażeń nie zachęca do wnikliwej lektury. Odsyła do czegoś innego. Prostszego.

Pozdrawiam.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 15 lip 2011, 22:58

Marek wpił w niego wzrok. Za późno, by jakkolwiek uważać, i za wcześnie, żeby o tym opowiadać.

masło maślane - skoro nie ma zdania, to tym bardziej nie może o tym opowiadać (odpowiedzieć na pytanie...)

Uliczki cmentarzyka wiły się jeszcze bardziej niż za dnia, kiedy barwne porosty oplatały nagrobki i zaglądały pod marmurowe płyty.

czyli, że zmieniały położenie? Jeśli o chodzi o efekt wizualny, warto to w jakiś sposób zaznaczyć. Np. że zdawały się wić...

Później zdarzył się wypadek i panienki spakowały wszystko, czym je obdarzył – nie było już więcej panienek.

ooo, a to bardzo dobre zdanie! Proste, ale jak oddaje sytuację!

Trochę nielogiczności jest w tekście, ale wynika to z formy zapisu - czasami piszesz skrótem, czasami coś wtrącasz w za dużej ilości. Ale przyznam, że miniatura Ci wyszła - i to pierwszy twój tekst, który mnie się spodobał. Jego siła jest w ostatnich linijkach, gdzie - wbrew dotychczasowym osiągnięciom - udało ci się pokazać postać od wewnątrz, jako człowieka z krwi i kości. I jest też pewna magia w tych niby rozmowach. Tak, to dobry tekst.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » sob 30 lip 2011, 18:37

Wstęp pełen niezbyt składnych sentencji. Sporo mądrych słówek, według mnie zestawionych trochę na chybił trafił.

Dalej jest trochę nierówno. są momenty, które czyta się płynnie (zwłaszcza końcówka), a są też takie, nad którymi trzeba przeskoczyć, najlepiej nie rozważając, co Ty tam tak naprawdę napisałeś, tylko chwytając się jakiś wrażeń.

Chociażby to zdanie:
minojek pisze:wobec poglądów oraz ich prawdziwości mieli identycznie prawa.

I takich elementów jest sporo.

W miniaturce podobał mi się motyw tej utraty talentu, motyw wypadku. Obraz załamanego pijaczka na cmentarzyku też nawet dociera do wyobraźni. Co budzi moje wątpliwości to te elementy, kiedy do rozmowy włącza się ten "nieznajomy". Robi się wtedy tak pouczająco i patetycznie, że aż trochę szkolnie. Mam takie wrażenie, jakbym to już gdzieś, kiedyś czytała.

Ogólnie spodobał mi się pomysł, a wykonanie już nieco mniej. Jak dla mnie przegiąłeś miejscami z "głębią" w słowach, sam się nieco zaplątując. Ale ogólny efekt jest akceptowalny. Mamy obraz, oparty na jakiejś wizji, zamknięty w klamerce - to się broni.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości