Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Dorosłym wstęp wzbroniony! [opowiadanie]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Dorosłym wstęp wzbroniony! [opowiadanie]

Postautor: MaW » czw 31 mar 2011, 18:26

"Dorosłym wstęp wzbroniony!"


WWWMała dziewczynka, we wściekle czerwonej sukience w białe grochy, ustawia na plaży miniaturowe królestwo z piasku dla wymyślonej księżniczki i jej księcia na białym rumaku (w tym przypadku niedźwiadku–breloczku) Budowlę chroni fosa, a wetknięta w czubek wieży flaga, z uschniętego patyczka i liścia brzozy, góruje nad zamkiem. Bramy strzegą kamienni żołnierze o twarzach bez wyrazu, ustawieni w kolejności od najmniejszego do największego.
WWW– Tatusiu! Spójs na mój ziamek! – mówi dziewczynka cicho do mężczyzny, leżącego na kocu i czytającego magazyn dla miłośników sztuczek cyrkowych i iluzji.
WWW– No śliczny! – zachwyca się tata, łapiąc się za głowę. Po chwili jednak znów zakrywa twarz gazetą.
WWW– Ale tatusiu! Zobac jaki tunel wykopałam! – pokazuję mała, wsuwając rękę przez otwór, znajdujący się przed murami zamku, a potem wychyla koniuszki palców przez dziurę znajdującą się przy wjeździe na dziedziniec.
WWW– Widzę, widzę. Mamusia byłaby dumna! – odpowiada ojciec, nadal nie odrywając wzroku od tekstu.
WWW– Tatusiu… A chciałbyś być tym księciem? – pyta córka.
WWW– Ja księciem? Za stary jestem…
WWW– Ale nikt nie chce być księciem! Ja jeśtem królewnoł, ale nikt nie chce być księciem. Prooosę! Tatusiu! – Robi proszącą minę i składa ręce jak do modlitwy.
WWW– No dobrze, dobrze, mogę być księciem. To ja? Ten na niedźwiedziu?
WWW– Tato! To jest rumak! Książę musie mieć jumaka!
WWW– Ach, tak, rozumiem.
WWW– A ten zamek… to będzie ta plaza, dobze, tato?
WWW– To świetny pomysł!
WWW– Nasa parasolka – pokazuje na wysoki, pasiasty parasol. – To wieza, a to wsystko to nasze królestwo, dobze?
WWW– Rewelacyjny pomysł – mruczy ojciec, próbując wyrazić chociaż krztę zainteresowania.
WWWCórka uśmiecha się tak szeroko, jak tylko może i pokazuje rządek malutkich zębów. Bierze w rękę łopatkę i wraca do zabawy, mrucząc pod nosem jedyną, znaną jej piosenkę…

„Idzie ziuch, wichel dmucha
I do tyłu ciągnie ziucha,
Ale ziuch się nie psejmuje
I wesoło maseruje!”

WWWSpokój tego popołudnia mąci jednak jej krzyk. W jednej chwili wybucha płaczem i przeciera oczy zabrudzonymi rączkami.
WWW– Córciu? Co się stało?
WWW– Rozwaliła się fosa! – skarży się mała, wskazując na kupkę piasku, zmieszaną z morską wodą.
WWW– Och, to nic! Chodź, tatuś pomoże ją odbudować – mówi mężczyzna i siada na piasku przy córce.
WWW– Nie będzie jus taka siama! – narzeka.
WWW– No pewnie, że nie! Będzie jeszcze lepsza – mówi tata, zagarniając trochę piasku w miejsce po fosie.
WWW– Jej jus nie wolno odbudować! – mówi mała.
WWW– Wolno, sama zobacz!
WWW– Tatusiu, ale ta fosa…To psecies kawałek nasego królestwa!!
WWW– Co ty mówisz, córciu?
WWWNagle fale biją o brzeg coraz wścieklej. Wyrywają się ze smyczy morza i targną na ląd z niewyobrażalną siłą. W jednej chwili zalewają cały zamek małej dziewczynki, ubranej w czerwoną sukienkę w białe grochy, ale ona… siedzi nadal na swoim miejscu z zamkniętymi oczami i uśmiecha się, czując rwącą wodę przy nóżkach. Ziemia się trzęsie, a piach przesuwa pod stopami córki i taty, oraz dwoma innymi plażowiczami.
WWW– Córciu! Chodź szybko! Złap mnie za rękę, słyszysz?
WWWAle córcia nie słyszy. Wciąż wpatruje się w piętrzące się przed jej twarzą bałwany, miotające milionami ziarenek piasku. Spokój i radość. To właśnie czuje.
WWW– Córciu! Nie widzę cię! – krzyczy ojciec z przerażeniem. Co dziwne, dziewczynka znajduję się dwa kroki przed nim. Siedzi na piasku i… śpiewa:

„Idzie ziuch, wicher dmucha…”

WWWGłos dziewczynki jest absolutnie niesłyszalny dla ojca. On krzyczy coraz głośniej, nie dając się porwać wściekłym wysłannikom morza. Już ledwo stoi na nogach; piach wciąga go coraz głębiej. Woda zalewa mu gardło, przemieniając krzyk w nieokreślony bulgot.
WWW A córcia siedzi metr dalej… Woda powinna była już dawno ją zakryć, ale nic takiego się nie dzieje; sukienka małej wciąż odznacza się na tle kipiącego morza. Fale całkowicie zalały plażę. Zniszczyły pasiastą wieżę i pokonały nawet pięciu żołnierzy o twarzach bez wyrazu. Ścigają się między sobą i z impetem nacierają na królestwo, zabierając wszystko, co żywe, prócz małej dziewczynki, ubranej we wściekle czerwoną sukienkę w białe grochy…

„I do tyłu ciągnie ziucha…”

WWWMężczyzna ma wodę już przy oczach. Ostatnimi resztkami sił próbuje uwolnić się z uścisku piachu i morza, jednak jego wysiłek zdaje się na nic. Fale zakrywają go w końcu całego i w tej chwili ulatnia się z nich złość i na powrót wracają do poprzedniej postaci; spokojnych masażystów brzegu.

WWWA mała dziewczynka, ubrana w czerwoną sukienkę, przerzuca z radością kupkę piachu, śpiewając ostatni wers:

„I wesoło maseruje!”

WWW– Tatuś? – woła. – Tatusiu? Gdzie jesteś?


*************

WWW– Poproszę… może dwie cole. Albo nie! Dla mnie cola, a dla mojego syna… piwo!
WWW– Tato? – spytałem, patrząc na ojca spojrzeniem pod tytułem: „Piwo? Co mu się stało?”
WWW– Tak, Marcin, piwo. Musisz posmakować dorosłości, czas najwyższy.
WWWNie udawałem zdumienia. Tata był chyba ostatnią osobą, po której spodziewałbym się tych słów. Uśmiechnąłem się dumnie i wyprostowałem tak, jakbym połknął kij. Muszę posmakować dorosłości… Tak, DOROSŁOŚCI!
WWW Gdy kelner odszedł ojciec powiedział:
WWW– Pamiętam swoją osiemnastkę – zaczął. – A wiesz, że w sumie nie różniła się ona zbytnio od twojej? Też siedzieliśmy w barze, tyle, że z kumplami. Wtedy wypiłem moje pierwsze piwo… – Tutaj odchrząknął i niepewnym głosem powiedział – Mam nadzieję, że ty też wypijesz PIERWSZE.
WWWNie wiedziałem, jak zareagować, bo kiedyś miałem już kilka spotkań z alkoholem, więc po prostu mruknąłem i spuściłem głowę.
WWWKelner wrócił po chwili i podsunął nam pod nos szklankę z czarnym napojem i kufel z, żółtawej barwy, cieczą.
WWW– No, synu – powiedział ojciec, wznosząc szklankę na toast. – To twoje zdrowie. – Dokończył i wysuszył całą szklankę trzema potężnymi łykami.
A ja nie zrobiłem inaczej. Również przytknąłem kufel do ust i wypiłem porządne kilka łyków, na tyle wielkich, że pozwoliły opróżnić kufel do połowy.
WWWOjciec zerknął na zegarek i zaskoczony, podskoczył na krześle.
WWW– Wiesz co, ja się będę zbierał. Muszę jeszcze coś załatwić z mamą – powiedział.
WWW– A gdzie idziesz? – spytałem.
WWW– Na plażę, będziemy na ciebie czekać. Dopij piwo i przyjdź do nas, okej?
WWW– To nie możesz na mnie zaczekać?
WWWOjciec wydał z siebie parę dźwięków, oznajmujących głębokie zakłopotanie, aż w końcu powiedział:
WWW– Musimy coś załatwić z mamą. Zobaczysz, spodoba ci się.
WWWOd razu wiedziałem, o co chodzi. Pewnie szykują jakiś prezent, pomyślałem. Uśmiechnąłem się, widząc nieporadnego ojca i powiedziałem:
WWW– No dobra, ale wiesz, za godzinę jestem umówiony z kolegami.
WWW– Dobra, dobra. Godzina i się zmywamy. Będziemy czekać przy tej opuszczonej wieżyczce dla ratowników– dodał.
WWWNie wiedziałem, gdzie to jest, ale wydawało mi się, że gdy wyjdę na plażę, od razu rzuci mi się w oczy. W końcu wieżyczka dla ratowników musi się jakoś odznaczać.
WWWOjciec podstawił krzesło pod stół i pożegnał się ze mną.
WWWWypiłem łyk piwa i odprowadziłem go wzrokiem. Potem wziąłem kufel w rękę i wstałem od stołu. Zatrzymałem się na chwilę przy oknie, aby dokończyć piwo, a przy okazji popodziwiać widok z okna.
WWWTuż za ogrodzeniem, z piaszczystego podłoża, wystrzeliwały w górę grube sosny. Pomiędzy pniami dało się widzieć, falujące w oddali, morze, skąpane w jasnym, popołudniowym świetle. Ścieżka, wcięta w las, prowadziła od knajpy aż na samą plażę. Poza sezonem świeciła pustkami, więc mogłem zobaczyć tylko sylwetkę taty, powoli oddalającą się ode mnie.
WWWOdstawiłem kufel na ladę i poszedłem do łazienki. Postanowiłem, że po wyjściu, udam się prosto do rodziców. Chyba nie będzie za wcześnie? – pomyślałem.
WWWGdy wyszedłem, była szesnasta czterdzieści pięć. Dopadły mnie wątpliwości. Chyba ojciec nie zdążył jeszcze nawet dojść do mamy – pomyślałem i usiadłem przy ladzie, dla zabicia czasu.
WWWBarman zajmował się polerowaniem szklanki. Robił to z największą precyzją i ostrożnością, jakby pucował największy eksponat, albo dzieło sztuki. Zapewne nudziło mu się koszmarnie, bo nie było żadnych klientów, oprócz mnie.
WWW– A panu co? Dziewczyna rzuciła? – spytał.
WWWMusiałem mieć wyraźnie nieco zmieszaną minę. Może to przez to piwo.
WWW– Nie, nie nic z tych rzeczy. A tak właściwie… wie pan może gdzie znajdę na plaży opuszczoną wieżyczkę dla ratowników? – spytałem, co to by nie milczeć.
WWWBarman odstawił uważnie szklankę i spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
WWW– Chyba nie mówisz pan o TAMTYM kawałku plaży? – spytał.
WWW– Nie rozumiem. O jakim kawałku mowa?
WWW– Wieżyczka, która pana interesuje, znajduje się jakieś pół kilometra stąd. Idzie pan tą ścieżką – wskazał palcem odpowiedni kierunek – aż do plaży, potem odbija pan w prawo i za pięć minut jest pan na miejscu. A co pana właściwie prowadzi w tamte strony?
WWW– Sprawy osobiste – palnąłem.
WWWBarman spuścił głowę i oparł się o ladę.
WWW– Musi pan jednak wiedzieć, że tamto miejsce nie cieszy się dobrą opinią – szepnął, choć sam nie wiedziałem czemu; w lokalu przecież nikogo nie było.
WWW– A czemuż to? – zapytałem.
WWW– Niech zgadnę, że pan nie miejscowy?
WWW– No nie, a co to za różnica?
WWW– Dobra, słuchaj pan. Powiem tak: jeśli wierzysz pan w legendy i takie tam opowiastki, to lepiej żeby pan został tutaj, albo pojechał do domu. Jeśli nie, idź i udawaj, że tej rozmowy nie było.
WWW– O czym pan mówi? Jakie znowu legendy?
WWW– A tak tam, ludzie gadają. Jak masz pan chwilę czasu, to opowiem. Masz?
WWW– No mam – powiedziałem, postanawiając, że dam rodzicom trochę więcej czasu, niż zamierzałem.
WWW– Dobra, więc tak. Wszystko zdarzyło się parę lat temu. Na plażę przyjechał ojciec z córką. Z tymże ta córka, wie pan, nie do końca była normalna. Ludzie gadają, że pochodziła ze związku wróżbiarki i iluzjonisty, choć jak dla mnie to nie usprawiedliwia jej zachowania. Otóż, wierz pan lub nie, ale ta dziewczynka miała jakąś nadprzyrodzoną moc. Wszystko, co stworzyła: rysunki, papierowe zwierzaki i tak dalej, miało swoje odniesienie do rzeczywistości. A to oznaczało, że gdy taki na przykład rysunek się zniszczył, to zniszczyła się też jakaś rzecz, lub ktoś zmarł. Dajmy na to: dziewczynka rysuje kota i wyobraża sobie, że to kot sąsiadów. Ale przez przypadek ktoś wylewa na rysunek wodę. Wtedy kot sąsiadów się topi, nawet, jeśli nigdzie nie ma żadnego zbiornika z wodą.
WWWWytrzeszczyłem oczy, po części udając zdziwienie, dla przyzwoitości. Nigdy nie wierzyłem w tego typu opowieści, ale, sam nie wiem czemu, słuchałem barmana dalej.
WWW– Matka dziewczynki zmarła, bo jej portret wylądował w ognisku, przez przypadek, naturalnie. Ciała nigdy nie znaleziono, bo podobno nic z niej nie zostało; spaliła się żywcem. Ojciec jednak nadal nie podejrzewał córki. Do czasu, gdy przybył z nią nad morze. Mała zbudowała zamek z piasku i wyobraziła sobie, że plaża to jej królestwo. Ale wtedy coś się zawaliło. Nie wiem, ściana, może jakaś wieża? No i się zaczęło. Nikt nie wie, co się stało, ale podobno widok plaży był nie do poznania. Jak po jakimś huraganie, albo sztormie, i to nadzwyczaj silnym.
WWW– A dziewczynka?
WWW– Uratowała się. Podobno te jej czary nie dotykają dzieci. Gdy dziewczynka wylądowała w sierocińcu, ludzie zasypali ją pytaniami: „Czemu żyjesz?”, albo: „Dlaczego się nie utopiłaś?”. Swoją drogą, to chyba trochę nieprzyzwoite, zadawać dziecku takie pytania. No ale mniejsza z tym, mała powiedziała wtedy, że dzieci zawsze przeżyją, bo to nie one są źródłem zła na świecie i nie należy ich za nie karać.
WWW– No co pan? Zabija tylko dorosłych?
WWW– Dokładnie.
WWW– I chce pan powiedzieć, że ta plaża, ta, na której bawiła się ta dziewczynka, to ta tutaj? – wskazałem palcem za okno.
WWW– Dokładnie rzecz biorąc, to ta, która pana interesowała. Zaraz obok opuszczonej wieżyczki.
WWW– Ale czemu pan mi odradzał pójście tam?
WWW– A to już chyba wymysł ludzi. Ponoć wszystko, co miało wspólnego z tą dziewczynką, zostało oznaczone swego rodzaju fatum. Nadal może siać niebezpieczeństwo i zabijać, ale tylko dorosłych. Jeśli chcesz pan, to idź. Ja bym nie poszedł. Od paru lat tamten teren jest praktycznie opustoszały. To przez tą historię.
WWWNagle wyprostowałem się i uświadomiłem sobie jedno: rodzice są na plaży. Rodzice są dorośli.
WWW– O mój Boże… – szepnąłem.
WWW– Co się stało? – spytał barman.
WWW– Moi rodzice są na plaży. Na tej obok wieżyczki.
WWWBarman upuścił szmatkę na podłogę i rzekł śmiertelnie poważnym głosem:
WWW– Nie idź pan do nich. Zginiesz razem z nimi. Słyszysz? Nie idź!
WWW– Przecież mi się nic nie stanie! Jeszcze nie jestem dorosły!
WWW– Nie? A wydawało mi się, że słyszałem waszą rozmowę o osiemnastce.
WWW– Zgadza się, dzisiaj mam urodziny. Myśli pan, że nic mi się nie stanie?
WWW– Zależy. A o której się pan urodził?
WWW– A bo ja wiem? Wieczorem jakoś. Nie pamiętam godziny.
WWW– Dobra, więc masz trochę czasu. Biegnij ile sił w nogach i módl się, żebyś nie skończył już osiemnastu lat. Bo jeśli już minęła godzina pana urodzin to sam pan wie, co pana czeka.
WWWNie czekałem dłużej. Wybiegłem z knajpy, otwierając drzwi kopniakiem. Rzuciłem się biegiem ścieżką, prowadzącą do plaży. W głowie miałem mętlik. Coś podpowiadało mi, że to, co opowiadał barman to tylko bujda. Ale co będzie, jeśli okaże się prawdą? Wolałem nie ryzykować. Biegłem ile sił w nogach. Do plaży dotarłem w niecałą minutę. Szybko przypomniałem sobie słowa barmana: odbija pan w prawo i za pięć minut jest pan na miejscu. W prawo…
WWWPobiegłem dalej, jednak po piachu biegło się znacznie wolniej.
W oddali widziałem już wieżyczkę. Po kilku chwilach była już całkiem wyraźna, ale nie mogłem dostrzec rodziców. Może już po wszystkim? – pytałem, sam siebie. Spóźniłem się! – krzyczałem w myślach.
WWWAle nagle ujrzałem siedzących ich na kocu. Majstrowali coś przy pasiastym sześcianie. Może był to mój prezent – nie wiedziałem, nie interesowało mnie to.
WWWZacząłem biec coraz szybciej.
WWW– Tato! Mamo! – krzyczałem, ale nie doczekałem się reakcji rodziców. Czemu mnie nie słyszą? – spytałem.
WWW– Tato! – wrzasnąłem.
WWWZnowu żadnej reakcji.
WWWByłem już paręset metrów od nich, gdy nagle stało się coś dziwnego. Mama nagle odeszła. Po prostu, wstała i poszła w kierunku zarośli. Może czegoś szukała? I wtedy się zaczęło… Woda w morzu jakby wybuchła.
WWWZatrzymałem się.
WWWFale chłostały plażę wodnymi biczami. Ostatni raz widziałem taki widok w telewizji, gdy relacjonowali przejście tsunami na Pacyfiku. Tak to wyglądało. Miniaturowe tsunami. Sylwetka ojca znikła strasznie szybko, nawet nie zdążyłem spojrzeć na niego ostatni raz… Woda zalała całą plażę i zakryła tatę. I ja nic nie mogłem zrobić. Stałem z ręką przytkniętą do czoła i sapałem głośno, wydając z siebie dźwięki zmęczenia i przerażenia. Wszystko trwało kilka sekund. Później morze się uspokoiło, cofnęło do linii brzegowej i ucichło.
WWWA mama wyszła z zarośli.

*******

Kochany tato,

Dziś jest siódmy lipca, moje urodziny. Nie, nie osiemnaste. Dziewiętnaste. Siedzę na plaży sam, mama została w knajpie. Spoglądam gdzieś na morze i widzę twoją twarz. Dryfuje na falach, niesiona przez prądy i wiatry. Dopiero teraz wiem, że spędzaliśmy ze sobą zbyt mało czasu. Szkoda, że nie możemy już tego nadrobić.
Powiesz mi, czemu mama wtedy zeszła z plaży? Mi nie chce powiedzieć, a bardzo mnie to interesuje. Więc jak? Zdradzisz? Proszę, powiedz. Niech to będzie mój prezent urodzinowy.
Jeśli chcesz wiedzieć, to już nikt nie zginie na tej plaży. Po Twojej śmierci ustawiłem na piachu tabliczkę ostrzegawczą. Chyba wystarczy, prawda?

Marcin

WWWWetknąłem list do butelki i zakorkowałem ją, poczym rzuciłem z całej siły w morze. Wiedziałem, że prędzej czy później tu wróci, ale nie obchodziło mnie to.
Patrzyłem jeszcze przez chwilę na horyzont i chylące się ku niemu słońce, a potem spojrzałem na drewnianą tabliczkę, wetkniętą w piach, parę metrów ode mnie. Pochyłe, nieco niestarannie napisane litery, układały się w napis:

WWWWWWDOROSŁYM WSTĘP WZBRONIONY!
Ostatnio zmieniony śr 24 paź 2012, 23:26 przez MaW, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Luka w pamięci
Umysł pisarza
Posty: 770
Rejestracja: pn 16 sie 2010, 17:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Luka w pamięci » pn 11 kwie 2011, 10:19

MaW pisze:Gdy kelner odszedł ojciec powiedział:
– Pamiętam swoją osiemnastkę – zaczął.

Któreś z tych pogrubionych trzeba wywalić, niezgrabnie brzmią.

MaW pisze:Kelner wrócił po chwili i podsunął nam pod nos szklankę z czarnym napojem i kufel z, żółtawej barwy, cieczą.

Za dużo kombinowania. Szklankę coli i kufel piwa. Jak już się upierasz na ten kontrast kolorystyczny, to też można zgrabniej: szklankę z czarnym napojem i kufel z żółtym.

MaW pisze:Z tymże ta córka,

Z tym, że !

MaW pisze:No ale mniejsza z tym, mała powiedziała wtedy, że dzieci zawsze przeżyją, bo to nie one są źródłem zła na świecie i nie należy ich za nie karać.
– No co pan? Zabija tylko dorosłych?

Zabrzmiało tak, jakby to ten pan zabijał dorosłych ;)

Fabuła niezła. Ale za bardzo pospieszyłeś się z jej zapisaniem.Z tego powodu zachowanie bohaterów jest bardzo niewiarygodne. Chłopak - nie dowierza barmanowi, a potem nagle wierzy na tyle, żeby kopniakiem otwierać sobie drzwi knajpy. Barman - twierdzi, że to tylko ludzie tak gadają, a po chwili jest wręcz przerażony tym, że rodzice bohatera są na plaży. No weź, nie piszesz dla dzieci... (piszesz?) My się nie nabierzemy na takie nagłe zmiany charakteru. Napisz coś więcej o tym jak się wahają, zastanawiają, analizują czy lepiej w tę bajkę uwierzyć czy nie... Więc bohaterowie mają u mnie duży minus.

Co do opisu wypadku na plaży, to mam mieszane uczucia. Przez cały czas wydawało mi się, że opisujesz, jak z morza nadchodzi fala i wszystko zalewa. A później się dowiaduję, że to było takie "miejscowe" zdarzenie. Jednak sądzę, że można było o zrobić lepiej, wyraźniej i dokładniej.

I jeszcze tak porównawczo: to jest lepsze od twoich poprzednich opowiadań, już takie gładsze w opisach, w konstrukcji, nawet pojedyncze zdania jakby ładniejsze. Chyba się uczysz :mrgreen:

Pozdrawiam.


ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
Kai Man
Pisarz osiedlowy
Posty: 313
Rejestracja: czw 07 kwie 2011, 09:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krążek na bagnie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Re: Dorosłym wstęp wzbroniony! [opowiadanie]

Postautor: Kai Man » pn 11 kwie 2011, 11:36

MaW pisze:"Dorosłym wstęp wzbroniony!"


WWWMała dziewczynka, we wściekle czerwonej sukience w białe grochy, ustawia na plaży miniaturowe królestwo z piasku dla wymyślonej księżniczki i jej księcia na białym rumaku (w tym przypadku niedźwiadku–breloczku) Budowlę chroni fosa, a wetknięta w czubek wieży flaga, z uschniętego patyczka i liścia brzozy, góruje nad zamkiem. Bramy strzegą kamienni żołnierze o twarzach bez wyrazu, ustawieni w kolejności od najmniejszego do największego.
WWW– Tatusiu! Spójs na mój ziamek! – mówi dziewczynka cicho do mężczyzny, leżącego na kocu i czytającego magazyn dla miłośników sztuczek cyrkowych i iluzji.
WWW– No śliczny! – zachwyca się tata, łapiąc się za głowę. Po chwili jednak znów zakrywa twarz gazetą.
WWW– Ale tatusiu! Zobac jaki tunel wykopałam! – pokazuję mała, wsuwając rękę przez otwór, znajdujący się przed murami zamku, a potem wychyla koniuszki palców przez dziurę znajdującą się przy wjeździe na dziedziniec.
WWW– Widzę, widzę. Mamusia byłaby dumna! – odpowiada ojciec, nadal nie odrywając wzroku od tekstu.
WWW– Tatusiu… A chciałbyś być tym księciem? – pyta córka.
WWW– Ja księciem? Za stary jestem…
WWW– Ale nikt nie chce być księciem! Ja jeśtem królewnoł, ale nikt nie chce być księciem. Prooosę! Tatusiu! – Robi proszącą minę i składa ręce jak do modlitwy.
WWW– No dobrze, dobrze, mogę być księciem. To ja? Ten na niedźwiedziu?
WWW– Tato! To jest rumak! Książę musie mieć jumaka!
WWW– Ach, tak, rozumiem.
WWW– A ten zamek… to będzie ta plaza, dobze, tato?
WWW– To świetny pomysł!
WWWNasa parasolka – pokazuje na wysoki, pasiasty parasol. – To wieza, a to wsystko to nasze królestwo, dobze?
WWW– Rewelacyjny pomysł – mruczy ojciec, próbując wyrazić chociaż krztę zainteresowania.
WWWCórka uśmiecha się tak szeroko, jak tylko może i pokazuje rządek malutkich zębów. Bierze w rękę łopatkę i wraca do zabawy, mrucząc pod nosem jedyną, znaną jej piosenkę…

„Idzie ziuch, wichel dmucha
I do tyłu ciągnie ziucha,
Ale ziuch się nie psejmuje
I wesoło maseruje!”

WWWSpokój tego popołudnia mąci jednak jej krzyk. W jednej chwili wybucha płaczem i przeciera oczy zabrudzonymi rączkami.
WWW– Córciu? Co się stało?
WWW– Rozwaliła się fosa! – skarży się mała, wskazując na kupkę piasku, zmieszaną z morską wodą.
WWW– Och, to nic! Chodź, tatuś pomoże ją odbudować – mówi mężczyzna i siada na piasku przy córce.
WWW– Nie będzie jus taka siama! – narzeka.
WWW– No pewnie, że nie! Będzie jeszcze lepsza – mówi tata, zagarniając trochę piasku w miejsce po fosie.
WWW– Jej jus nie wolno odbudować! – mówi mała.
WWW– Wolno, sama zobacz!
WWW– Tatusiu, ale ta fosa…To psecies kawałek nasego królestwa!!
WWW– Co ty mówisz, córciu?
WWWNagle fale biją o brzeg coraz wścieklej. Wyrywają się ze smyczy morza i targną na ląd z niewyobrażalną siłą. W jednej chwili zalewają cały zamek małej dziewczynki, ubranej w czerwoną sukienkę, w białe grochy, ale ona… siedzi nadal na swoim miejscu z zamkniętymi oczami i uśmiecha się, czując rwącą wodę przy nóżkach. Ziemia się trzęsie, a piach przesuwa pod stopami córki i taty, oraz dwoma innymi plażowiczami.
WWW– Córciu! Chodź szybko! Złap mnie za rękę, słyszysz?
WWWAle córcia nie słyszy. Wciąż wpatruje się w piętrzące się przed jej twarzą bałwany, miotające milionami ziarenek piasku. Spokój i radość. To właśnie czuje.
WWW– Córciu! Nie widzę cię! – krzyczy ojciec z przerażeniem. Co dziwne, dziewczynka znajduję się dwa kroki przed nim. Siedzi na piasku i… śpiewa:

„Idzie ziuch, wicher dmucha…”

WWWGłos dziewczynki jest absolutnie niesłyszalny dla ojca. On krzyczy coraz głośniej, nie dając się porwać wściekłym wysłannikom morza. Już ledwo stoi na nogach; piach wciąga go coraz głębiej. Woda zalewa mu gardło, przemieniając krzyk w nieokreślony bulgot.
WWW A córcia siedzi metr dalej… Woda powinna była już dawno ją zakryć, ale nic takiego się nie dzieje; sukienka małej wciąż odznacza się na tle kipiącego morza. Fale całkowicie zalały plażę. Zniszczyły pasiastą wieżę i pokonały nawet pięciu żołnierzy o twarzach bez wyrazu. Ścigają się między sobą i z impetem nacierają na królestwo, zabierając wszystko, co żywe, prócz małej dziewczynki, ubranej we wściekle czerwoną sukienkę w białe grochy…

„I do tyłu ciągnie ziucha…”

WWWMężczyzna ma wodę już przy oczach. Ostatnimi resztkami sił próbuje uwolnić się z uścisku piachu i morza, jednak jego wysiłek zdaje się na nic. Fale zakrywają go w końcu całego i w tej chwili ulatnia się z nich złość i na powrót wracają do poprzedniej postaci; spokojnych masażystów brzegu.

WWWA mała dziewczynka, ubrana w czerwoną sukienkę, przerzuca z radością kupkę piachu, śpiewając ostatni wers:

„I wesoło maseruje!”

WWW– Tatuś? – woła. – Tatusiu? Gdzie jesteś?

(...)



Wskażę tylko niekonsekwencję w naśladowaniu dziecinnego języka. Wbrew pozorom każde dziecko ma raczej "stabilny" sposób seplenienia i "rerania" ;) No i zauważyłem na szybko jedną literówkę w tym cytacie i jeden brak przecinka...


Tacitisque senescimus annis
Najmądrzejsza rzecz, to wiedzieć co jest nieosiągalne, a nie w głupocie swojej, dążyć ku temu za wszelką cenę
- Zero Tolerancji -

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MaW » pt 15 kwie 2011, 14:07

Dzięki za komentarze, zapamiętam wasze rady ;)
I jeszcze tak porównawczo: to jest lepsze od twoich poprzednich opowiadań, już takie gładsze w opisach, w konstrukcji, nawet pojedyncze zdania jakby ładniejsze. Chyba się uczysz :mrgreen:

Chyba czas najwyższy się czegoś nauczyć :D
A co do mowy dziewczynki to faktycznie jej nie dopracowałem. Nie że nie byłem świadomy tej niekonsekwencji, ale myślałem, że sposób seplenienia u małych dzieci nie jest, jak to nazwałeś, stabilny. No ale teraz będę już wiedział :D


All write!

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2393
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 23 paź 2012, 15:37

MaW pisze:– Tatusiu! Spójs na mój ziamek! – mówi dziewczynka cicho do mężczyzny, leżącego na kocu i czytającego magazyn dla miłośników sztuczek cyrkowych i iluzji.
To "cicho" nie pasuje mi w połączeniu z dwoma wykrzyknikami i rozentuzjazmowanym dzieckiem...

MaW pisze:– No śliczny! – zachwyca się tata, łapiąc się za głowę. Po chwili jednak znów zakrywa twarz gazetą.
Wydaje mi się to trochę niefortunnym sformułowaniem. Może bardziej "kryje twarz za gazetą".

MaW pisze:WWW– Rozwaliła się fosa! – skarży się mała, wskazując na kupkę piasku, zmieszaną z morską wodą.
WWW– Och, to nic! Chodź, tatuś pomoże ją odbudować – mówi mężczyzna i siada na piasku przy córce.
Powtórzenie.

Przesadzasz z atrybucją dialogów. Spójrz tutaj:
MaW pisze:– Nie będzie jus taka siama! – narzeka.
Widać, że narzeka. Słówko nie dodaje żadnego klimatu, niczego nie wyjaśnia. Ot, jest wepchniete. W Twoim tekście jest tych dopowiedzeń bardzo dużo i przez to miejscami robi się dość nieporadnie.

MaW pisze:Nagle fale biją o brzeg coraz wścieklej.
Nie podoba mi się ta konstrukcja. "Nagle fale wściekle uderzają o brzeg" albo "Fale biją coraz wścieklej o brzeg". Połączenie "nagle" i stopniowania "coraz" nie za bardzo gra.

MaW pisze:targną
Nie wiem, czy wyrażenie "targnąć się" ma swój aspekt niedokonany... Ale tutaj mam spore wątpliwości.

MaW pisze:spokojnych masażystów brzegu.
łaaa... Ci masażyści tak masakrycznie psują klimat.

MaW pisze:Kelner wrócił po chwili i podsunął nam pod nos szklankę z czarnym napojem i kufel z, żółtawej barwy, cieczą.
Nie ględź. Piwo i colę przyniósł. Chyba każdy wie, jak toto wygląda ;)

MaW pisze:Wypiłem łyk piwa i odprowadziłem go wzrokiem. Potem wziąłem kufel w rękę i wstałem od stołu. Zatrzymałem się na chwilę przy oknie, aby dokończyć piwo, a przy okazji popodziwiać widok z okna.
Powtórzenie.

Nawet niezły pomysł, tylko strasznie "przebiegnięty". Dostajemy zalążek fabuły, zalążek bohaterów, zalążek wyjaśnienia... Luka wspomniała już o niewiarygodności zachowań. W samej fabule też jest dziwnie troszkę - tak jakbyś na siłę posplatał dwa wątki - dziewczynkę, której twory mają związek z rzeczywistością i fatum, wykańczające dorosłych na plaży. Oba fajne, tylko ogniowo łączące jakieś słabe.

Warsztatowo sporo jeszcze do nadrobienia, ale dało się czytać. Styl wymaga wygładzenia, lekkości, do tego zdarzają się błędy. Jednak w porównaniu do Twoich wcześniejszych opowiadań jest rzeczywiście lepiej (no, a teraz to już zakładam, że w ogóle dużo lepiej - w końcu to już nie taki nowy tekst).

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MaW » sob 24 lis 2012, 19:32

Dziękuję Adrianno za odwiedziny. Fakt, tekst nie taki nowy, ale lubię do takich wracać. Ostatnio w wolnej chwili przeczytałem wszystkie swoje opowiadania i dało mi to naprawdę niezłą lekcję. Buzia mi się uśmiechała bez przerwy, gdy czytałem swoje pierwsze potyczki literackie, zwłaszcza przy niektórych, bezsensownych zdaniach ;) Chciałbym wierzyć, że teraz jest lepiej, zwłaszcza że planuję wziąć się za powieść (tak, tak, napisanie powieści obiecywałem już sobie kilka razy, ale teraz mam bardzo szczere chęci i zapał do działania) Jednak boję się poddawać ją do weryfikacji. Zawsze gdy to robiłem, dowiadywałem się jak dużo jeszcze muszę pracować i szlag brał całe moje chęci :)



Awatar użytkownika
gebilis
Pisarz pokoleń
Posty: 999
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: gebilis » sob 24 lis 2012, 19:49

MaW pisze:dowiadywałem się jak dużo jeszcze muszę pracować i szlag brał całe moje chęci

Nawet nie próbuj tak myśleć! Pisz, pisz i jeszcze raz pisz - potem się zastanowisz, co z tym zrobić. Pozdrawiam. :)


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MaW » sob 24 lis 2012, 20:11

Nawet nie próbuj tak myśleć! Pisz, pisz i jeszcze raz pisz - potem się zastanowisz, co z tym zrobić.

Oczywiście, że nie zamierzam zaniechać pisania ;) Jednak bardziej chodzi tu o zaspokajanie własnych potrzeb. Pisząc dla siebie, piszę jak potrafię najlepiej i to mi wystarcza. Gdy jednak publikuję coś, nie liczy się prywatny stosunek do tekstu.. I tutaj się wykładam ;) Ale nie mówię, że to źle - to forum nauczyło mnie więcej niż wszyscy poloniści razem wzięci.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości