"Veni, vidi, vici" - humor

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Veni, vidi, vici" - humor

Postautor: Mazer » ndz 20 mar 2011, 06:52

Nie mam pojęcia, jaki to może być gatunek, jakby ktoś się orientował, to proszę o podanie :) Ogólnie kim byłem, jak żyłem i do czego doszedłem. Heh, absolutnie nie autobiograficzne ;)

Co do tekstu - napisałem, poprawiłem, ale coś mi w nim zgrzyta... tylko nie bardzo wiem co, to chyba kwestia spojrzenia osoby trzeciej. Nie chodzi mi tu o błędy techniczne.

Miłego!

Są ludzie skazani na sukces i bez względu na to co zrobią, sukces ten osiągną. Mogą być próżni, sławę zdobywać bezmyślnymi popisami, a i tak będą wypychani przed szereg. Jednakże taka chwała przeminie wraz z ich śmiercią, pozostawiając po sobie niezatarte wrażenie bezgranicznej głupoty i wówczas dopiero okaże się, że nie była warta więcej niż pukiel kudłów wyrwany psu. Wiem to, bo teraz sam wybieram owych „skazanych na sukces” i to ja nakładam im kajdanki sławy, karmiąc naiwną wiarą w to, że sława, jaką się otaczają nigdy nie przeminie. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że są moimi zabawkami.

Jest jednak coś, co nas łączy – i ja i oni osiągnęliśmy sukces, lecz mój sukces jest wieczny, a ich ledwie pstryknięciem palcami. Ja, by dojść na szczyt, musiałem wykazać się sprytem, często bezwzględnością, a przede wszystkim umiejętnym operowaniem prawdą, bo nigdy, przenigdy nie skłamałem, po co? Kłamstwo to domena słabych, domena tych, którzy myślą, że mają kontrolę nad swym losem, a przecież prędzej czy później oszustwo doprowadzi każdego do kłopotów. Natomiast prawda, nawet ta najbardziej gorzka, przedstawiona w odpowiedni sposób stanie się upragnioną słodkością, po którą sięgnie niejeden łasuch. Ale to już sztuka manipulacji, sztuka, w której osiągnąłem mistrzowski poziom.

Pamiętam, doskonale pamiętam zaskoczenie rodziców, gdy usłyszeli me pierwsze słowa: „Veni, vidi, vici”, już na starcie wiedziałem, że będę panem wszystkiego.

W przedszkolu szybko zrozumiałem, że są cele ważne i ważniejsze. Potrafiłem roztropnie ustąpić w jednej sytuacji, by później łatwiej osiągnąć to, czemu nadałem większy priorytet. Podczas gdy inne dzieciaki przy byle lodzie potrafiły płakać godzinę, chcąc uzyskać dodatkową gałkę, ja spokojnie poprzestawałem na jednej, dając rodzicom złudzenie, że ich synek jest dobrze wychowywany i szanuje decyzje starszych. O, jakże się mylili, zwyczajnie nie zdawali sobie sprawy, iż rezygnacja z tych głupich gałek po prostu topiła ich obronę, a mi dawała przewagę w chwili, gdy chciałem dostać upragnioną zabawkę – mimo znacznie większej ceny od lodów, samochodzik był nagrodą za dobre zachowanie. Nagrodą w ich oczach, w moich celem, który osiągnąłem.

W podstawówce nauczyłem się gospodarować pieniądzem. Bycie skarbnikiem niby jest funkcją charytatywną, ale już wtedy wiedziałem, że za pracę społeczną się nie wyżyje. Rozumiałem, że od rodziców muszę żądać jak najmniej - oni mieli myśleć, iż jestem ułożonym młodym człowiekiem, a funkcja, jaką pełniłem w klasie jest tego ostatecznym dowodem; wychowawczyni miała we mnie widzieć malutkiego przedsiębiorcę, czule dbającego o dobro kolegów, a koledzy i koleżanki mieli mi nieświadomie płacić pensję.

Zorientowałem się wówczas, że ludzi można prowadzić jak na smyczy, byle tylko im tej smyczy nie pokazywać, a jedynie dać złudzenie wolności wyboru. Istnieje opinia, że człowiek inteligentny zawsze zorientuje się, kiedy nim manipulują. Obaliłem ten mit. Wystarczy, że człowiek inteligentny spotka na swej drodze przebieglejszego od siebie.

Parę lat później, w czasach licealnych, dostałem pierwszą prawdziwą nauczkę – największym oszustwem w dziejach ludzkości jest miłość, a kobieta jest najlepszą aktorką na scenie życia. Od tamtej pory jedyną osobą, o jaką dbałem i bezgranicznie kochałem byłem wyłącznie ja, a ludzi przestałem dzielić na mężczyzn i kobiety, widziałem w nich po prostu obiekty. Oczywiście zostawał jeszcze jeden problem - żar, ogień piekielny, który nie raz wybuchał na widok niewieścich piersi. Z początku sprawiało mi to pewne trudności, jednakże szybko nauczyłem się kontrolować go siłą chłodnego rozsądku. Doszło do mnie również, że będąc mężczyzną znacznie trudniej manipulować ludźmi. Piękna kobieta może wykorzystać swoje fizyczne walory do pewnych celów, lecz ostatecznie będzie zwykłą panienką do dymania, natomiast piękna i inteligentna jest w stanie owinąć sobie wokół palca właściwie każdego samca, osiągając wszystko to, czego zapragnie. Piękno i inteligencja to najskuteczniejsza broń iście z piekła rodem. Rzecz zdecydowanie gorzej wygląda u mężczyzn, gdyż nam w egzystencji przeszkadza drugi mózg – choć wielu widzi w nim dar natury, to dla mnie stanowił on jedynie wybój na drodze prowadzącej do sukcesu, wybój konieczny do ominięcia. Przegrani ci, którzy go nie ominą. Ten mózg jest właśnie jedną z tych niewidzialnych smyczy, którą ludzie, w tym wypadku mężczyźni, zakładają sobie na szyje, naiwnie myśląc, że to coś dobrego. Przyznam, raz wpadłem w tę pułapkę, ale tylko po to, by zrozumieć, że przy kolejnym razie trzeba zachować większą ostrożność.

Kiedy pod koniec liceum wszystkich nauczycieli i uczniów ogarnął szał maturalny, moje plany sięgały już daleko w przyszłość. Wiedziałem, że matura to bzdura. Bo jak wynik jednego głupiego egzaminu może zaważyć na moich dalszych losach? Dlaczego ten głupi świstek papieru ma być kluczem do bram odpowiednich uczelni? Czemu uzyskanie właściwego progu punktów ma mi otwierać bądź zamykać ramiona rektorów? To jest chyba komplet do pary największych oszustw w dziejach ludzkości – miłość i matura. Zignorowałem więc tytuły magistrów, doktorów, a postawiłem na umysł. W akwizycji liczy się wyłącznie szybki język, dobór właściwych argumentów i znalezienie w drugim człowieku słabego punktu. Sześciotomowe, prezentujące niski poziom merytoryczny, acz oprawione w ładną okładkę wydanie encyklopedii potrafiłem wcisnąć profesorowi historii; lekarz kupował ode mnie zestaw stetoskopów, choć na półce już leżało mu kilka; w lecie potrafiłem wcisnąć używane opony zimowe każdemu kierowcy po zawyżonej cenie; sprzedaż idiotycznych kaset disco-polo, nie płyt – kaset i nie z muzyką, a z disco-polo, szła mi banalnie łatwo, wystarczyło podeprzeć ją faktem przeznaczenia jednego procentu na rzecz potrzebujących, procent ów był niewielką ceną w zestawieniu z zyskami, jakie osiągałem. I podkreślić to muszę – nigdy, ale to nigdy nie skłamałem, sztuką było jedynie umiejętne wychwalanie tego, co trzeba było wychwalić, a ukrywanie tego, co należało ukryć. Oczywiście zdarzały się potknięcia, jednakże traktowałem je nie jako porażki, a lekcje, z których wyciągałem odpowiednie nauki – poznawałem ludzką psychikę. Na nic podręczniki, na nic wykłady teoretyków, na nic godziny u psychologów, najlepszą nauką jest empiryczne poznawanie ludzi, a chodząc od domu do domu, wydzwaniając po firmach miałem okazję poznać cały wachlarz charakterów. Mało tego, poczyniłem też sporo znajomości, które w mym późniejszym fachu sowicie zaprocentowały. Wszak ci, którzy nie dali się skusić na moje zachęty, okazywali się przenikliwymi skurczybykami, co za tym idzie idealnymi współpracownikami.

Z plecami, jakie sobie poczyniłem, umysłem, jakim obdarzyła mnie natura oraz zręcznym wykorzystaniem takiego zestawu pozostało mi tylko jedno – polityka. Tutaj dopiero rozwinąłem skrzydła, tutaj dopiero poczułem się jak hiena pośród morza padliny, mogłem wybierać truchła jakie tylko chciałem i pożerać, pożerać, pożerać, aż się nawpierdalałem do syta. Lecz syty nigdy nie byłem, zawsze mi było mało, wszędzie widziałem możliwości do wykorzystania, do zainwestowania, a bycie prezesem ugrupowania politycznego, później senatorem, premierem, aż w końcu prezydentem, takich możliwości stwarzało bez liku. Ludzie sami wchodzili mi do kieszeni, a ja ich w tej kieszeni szczelnie zamykałem. Nikt nie miał możliwości choćby piśnięcia słowem, każdego prowadziłem na smyczy, a tym, którzy zaczynali szczekać zręcznie zaciskałem obrożę. Kiedy purytańscy przeciwnicy legalizacji prostytucji zobaczyli jakie profity płyną z takiego posunięcia, szybko zamilkli. Zyski wystarczyły na załatanie dziur w drogach, pielęgniarki cieszyły się z wyższej pensji – czyli kierowcy i służba zdrowia już się uśmiechała. Kolejnym krokiem było zmniejszenie liczebności bezproduktywnych, dziwnych tworów urzędniczych, co ograniczyło wydatki państwa na takowe, co z kolei pozwoliło zwiększyć dofinansowania dla bezrobotnych absolwentów szkół wyższych – głos młodych to iście potęga w budowaniu własnego królestwa, ci również stanęli za mną. Załatwienie rynku zbytu dla węgla otworzyło ludziom oczy – pokazałem, że czarne złoto, wciąż może być polskim złotem i przynosić dochody, stanęła zatem za mną siła górników, co w postkomunistycznym kraju dawało ogromne poparcie. Pragnącym zabawy, a nie bawiącym się w politykę wystarczyło zapewnić jakieś igrzyska, jakieś mistrzostwa, co w następstwie przyniosło spore dochody przeznaczone na podniesienie poziomu narodowego sportu. Jeśli jesteś skurwysynem i czynisz skurwysyństwa, ludzie będą ci patrzeć na ręce, jeśli jesteś skurwysynem, a potrafisz to zataić, czyniąc właściwe posunięcia, ludzie będą wpatrzeni w ciebie jak w bóstwo, a wtedy nawet nie zadadzą ani jednego pytania o lewe interesy. Znałem doskonale psychikę moich poddanych, bo to już nie byli wyborcy, a jedynie pszczółki, które bzykały tak jak chciałem.

Na tym jednak moja kariera wcale nie finiszowała.

Wszystko, co materialne ma swój początek i koniec. Ale wcale mnie to nie zmartwiło, wszak to tylko ciało ludzkie jest śmiertelne, lecz dusza jest wieczna. Doświadczenie, jakie uzyskałem na ziemi pozwoliło mi wywalczyć już na wstępie odpowiednie przywileje tutaj. Z takim CV od razu dostałem funkcję generała i to był błąd moich zwierzchników. Kontrola nad wojskiem była pierwszym krokiem do obalenia dotychczasowych rządów. W nowym domu szybko zostałem Panem i Władcą. Teraz to ja decyduję, z kim podpiszę cyrograf, kogo obalę, kogo wyniosę na wyżyny, a przy tym pamiętam, by nie popełnić błędu mojego poprzednika – Belzebub pozwolił jednej, małej duszy zbyt mocno się rozwinąć, zbyt się wybić, przelał w nią zbyt wiele własnej diabelskiej kreatywności, piekielnej przebiegłości, nie przewidując, że tam, na ziemi takie ziarenko może wykiełkować w potężną roślinę, której tutaj, nawet w swoim królestwie, nie będzie w stanie ściąć.

Od razu kazałem zmienić piekielne motto. Teraz wrota ozdobione są napisem:
„Złych okiełznać, dobrymi manipulować. A przede wszystkim diable - myśl”.
Kiedy dostałem list z góry: „Gratuluję sukcesu, obserwowałem twoje ruchy i liczyłem na ciebie - nie zawiodłeś mnie. Twój poprzednik był zbyt chaotyczny. Zło jest dobre wtedy, kiedy jest zaplanowane i tylko wtedy dobro może z nim współgrać. P.S. Razem stworzymy raj na ziemi.”. Ten list dał mi do zrozumienia, że uzyskałem poparcie najważniejszej osoby w tym grajdołku.

No i kazałem też zmniejszyć grzanie w kotłach, nie lubię się pocić.
Ostatnio zmieniony pn 16 kwie 2012, 22:32 przez Mazer, łącznie zmieniany 3 razy.


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » pn 21 mar 2011, 00:19

warta więcej niż pukiel kudłów wyrwany psu

nie warta funta kłaków- będzie frazeologicznie:P
kajdanki sławy, karmiąc naiwną wiarą w to, że sława

i ja(przecinek) i oni

lecz mój sukces jest wieczny, a ich ledwie pstryknięciem palcami

Żeby uniknąć powtórzenia ,,sukcesu", i żeby ładnie brzmiało:
lecz mój jest wieczny, a ich to zaledwie pstryknięcie palcami.
przenigdy nie skłamałem, po co?

Zamiast przecinka dałbym kropkę. W tym momencie potrzebna jest dłuższa pauza. Przeczytaj i przekonaj się, która wersja brzmi lepiej.
Kłamstwo to domena słabych, domena tych

sztuka manipulacji, sztuka

Pamiętam, doskonale pamiętam

Wiem, że są to powtórzenia celowe, ale wg. mnie występują za blisko siebie(jedno powtórzenie obok drugiego w tekście) i negatywnie oddziałują na odbiór tekstu.
doskonale pamiętam zaskoczenie rodziców, gdy usłyszeli me pierwsze słowa

Marne szanse żeby pamiętał. Przyjęto(oczywiście po wielu badaniach), że pierwsze wspomnienia posiadamy z wieku około trzech lat. Pierwsze słowa pojawiają się o niebo wcześniej, bo jednoroczne dzieciaki gaworzą, czyli raczej bohater swoich słów nie pamięta.
Nagrodą w ich oczach, w moich celem, który osiągnąłem.

W ich oczach nagrodą, w moich celem, który osiągnąłem
Mała zmiana a jakoś lepiej się czyta.
jaką pełniłem w klasie(przecinek) jest tego

w lecie potrafiłem wcisnąć używane opony zimowe każdemu kierowcy po zawyżonej cenie

w lecie wciskałem używane opony zimowe po zawyżonej cenie każdemu kierowcy
I podkreślić to muszę – nigdy, ale to nigdy nie skłamałem, sztuką było jedynie umiejętne wychwalanie tego, co trzeba było wychwalić, a ukrywanie tego, co należało ukryć

To, że nie kłamał NIGDY dowiedzieliśmy się już wcześniej, a było to opisane bardzo szczegółowo, więc na pewno wszyscy zapamiętali i nie musisz tego powtarzać.
i pożerać, pożerać, pożerać, aż się nawpierdalałem do syta

Jakoś ten ,,zabieg", dzięki któremu miałeś ,,coś" osiągnąć nie wyszedł.
później senatorem, premierem, aż w końcu prezydentem

Coś mi się nie wydaje, żeby prezydentem został człowiek z wykształceniem średnim. A w dodatku na polityka nie nada się człowiek, który nie kłamie:P
Belzebub pozwolił jednej, małej duszy

Raczej to Lucyfer ma większe wpływy;)


1)Buduj krótsze zdania. Rozciągasz je tak bardzo, że aż nieprzyjemnie mi się to czytało. Większość twoich zdań można rozbić na dwa- trzy krótsze, bo twoje standardowe zdanie to dwie i pół linijki tekstu.
2)Unikaj powtórzeń, nawet tych celowych, ponieważ zdecydowanie jest ich w tekście za dużo. Przykład:
wybój na drodze prowadzącej do sukcesu, wybój konieczny do ominięcia. Przegrani ci, którzy go nie ominą

Czyta, czytaj i zastępuj słowa innymi.
3)W sumie tak długi tekst nie przekazał mi zbyt wiele. Nie wiem nadal prawie nic o bohaterze, a przecież cały czas była o nim mowa.

Tak więc skróć zdania, wyrzuć powtórzenia i pisz tak, żeby chciało się to czytać kilka razy.



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pn 21 mar 2011, 01:47

Dzięki za komentarz :)

Pewne uwagi wziąłem do serca i, rzeczywiście, po poprawieniu tekst wygląda inaczej, tego mu trzeba było. Aczkolwiek odniosę się do tych, z którymi się nie zgadzam. Wiem doskonale, że mniej więcej od trzeciego roku życia cokolwiek się pamięta oraz o fakcie, że prezydent musi mieć wyższe wykształcenie, ale tekst ten nie jest dokumentem, jest on napisany dla uśmiechu: dzieciak pamiętał, bo miał w sobie cząstkę piekielnej mocy, został prezydentem, bo miał cząstkę mocy itp. I wydaje mi się, że całkiem sporo można dowiedzieć się o bohaterze - filozofia życia, stosunek do kobiet i miłości, kariera zawodowa.

Dzięki raz jeszcze!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pn 19 gru 2011, 13:12

lekarz kupował ode mnie zestaw stetoskopów, choć na półce już leżało mu kilka

leżało kilka

Jeśli jesteś skurwysynem i czynisz skurwysyństwa, ludzie będą ci patrzeć na ręce, jeśli jesteś skurwysynem, a potrafisz to zataić, czyniąc właściwe posunięcia, ludzie będą wpatrzeni w ciebie jak w bóstwo, a wtedy nawet nie zadadzą ani jednego pytania o lewe interesy.

ten fragment to takie lanie wody - bo czym jest skurwysyństwo w tym wydaniu, a zatajanie takowego? Może nie być żadnej różnicy w obu poczynaniach (tzn. są identyczne). Wszak skurwysyństwo jest właściwym posunięciem wg protagonisty.

Coś tu jest niepełne, zdekompletowane, wybrakowane... nijakie. Otóż, podoba mi się prosty przekaz dotyczący ludzkich słabości i możliwości manipulacji - opis przedszkolnych lat i poczynań bohatera jest wiarygodny, zwięzły, i przyjemny w odbiorze. Dodam do tych pochwał posadę skarbnika i uzasadnienie poczynań - tutaj jest logicznie i czytało się przyjemnie. Natomiast później zaczynasz galopować z wydarzeniami, jest coraz więcej ogólników, coraz mniej konkretów uzasadniających słuszność (oraz ciąg przyczynowo-skutkowy, który występuje na początku tekstu) decyzji bohatera. Późniejszy przeskok do zaświatów zabiera tę autobiografię na jakieś fantastyczne tory i tekst siada - choć ładnie spina klamrą początek i koniec, podsumowując charakter bohatera. Czego brakuje? Treści - z tym, że jednak forma za krótka, aby ją tu wlepić, a przy dłuższej trzeba jednak wypełnić to w sposób podobny z początku tekstu.

Uchybień językowych nie znalazłem - czytało się płynnie, nie przynudzasz, dobór słów staranny z małym wyjątkiem: przekleństwa nie pasują mi do tego człowieka - stanowią zaprzeczenie do jego wybitnej inteligencji społecznej.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2382
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pt 13 kwie 2012, 15:13

Czytało się szybko i sprawnie, chociaż kilka potknięć zaburzyło mi odbiór (ale z tego, co widzę większość wyłapał zqr). Tutaj tylko podkreślę nadmiar (według mnie) powtórzeń zrobionych celowo. To momentami brzmi po prostu niezgrabnie.

Fabułka miała lepsze i gorsze momenty. Opowieść o kształtowaniu się bohatera - przedszkole, podstawówka - są bardzo zgrabnie ogarnięte. Później praca - opisywanie, co, komu wciskał - niby oklepane do bólu, ale też się broni. Były momenty przegadane i trochę nużące, ale dawało się nad nimi szybko przejść.

Do czego mam największe zastrzeżenia to zakończenie. Jedziemy, budujemy bohatera, widzimy, jaki nietypowy jest itd... I nagle... PUF!
Liścik z góry i dziękujemy. Niby wiadomo, skąd to, dlaczego, niby wywołuje uśmiech... Ale rozbudowujesz bohatera, żeby w dwóch akapitach zakonczyć wszystko trochę w takim stylu, jakbyś przekłuł balonik... tylko taki, w którym prawie nie było powietrza.

Brakuje to jeszcze jakiejś treści, która stałaby się solidniejszą podbudową dla zakończenia.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość