Kosmiczna Śmieciarka cz. II (humor / s-f)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Kosmiczna Śmieciarka cz. II (humor / s-f)

Postautor: Mazer » wt 08 lut 2011, 13:11

Cóż, mimo że pierwsza część spotkała się z dość chłodnym przyjęciem, wklejam drugą, ostatnią. Wydaje mi się, że można tekst poniżej przeczytać nawet bez zagłębiania się w fabułę poprzedniego, aczkolwiek wiadomo, skoro to całość, to jest ze sobą powiązana ;)
No i jeśli już ktoś przez to przebrnie, to ciekawi mnie, czy zauważy pewne odniesienie do "Autostopem przez Galaktykę" D. Adamsa, ot, taki mój mały ukłon w stronę mistrza :)
No i po raz pierwszy rozdzielam akapity, yeah!

Przestrzeń kosmiczną przemierzał średniej klasy pojazd czyszczący. Jego kapitan siedział w fotelu i, obserwując ciemną otchłań wszechświata, spokojnie ćmił cygaro - smak dobrego, suszonego tytoniu zawsze pozwalał mu zapanować nad nerwami. Trzydzieści siedem cykli, pomyślał, spoglądając na kalendarz i nagle poczuł, jak po karku przechodzi mu dreszcz zdenerwowania, a z przygryzionej wargi cieknie słodka krew, najchętniej wyskoczyłby z kabiny i pchnął statek, by nadać mu większej prędkości. Czuł, że jest na skraju wytrzymałości, czuł, jak każda komórka w ciele odlicza dzielące go od żony metry, a umysł zagłębia się w kompletnym zatraceniu z tęsknoty. Jednakże był kapitanem i musiał zapanować nad emocjami.

I nagle, w tym samym momencie, ciszę w kokpicie rozdarło przerażające pikanie, a kontrolka połączenia z bazą zamigała. Kapitan mruknął coś pod nosem, po czym chwycił słuchawkę.

- Gwiezdny Wojownik T-34. Odbiór bazo.
- Tu Główny Dyspozytor Ruchu. Gwiezdny Wojowniku T-34, masz pilne zadanie do wykonania.

Kapitan zaklął - tylko tego mu trzeba było, nowa misja tuż przed powrotem do domu. Wiedział jednak, że nawet płacz nie robił na Dyspozytorze wrażenia, z nim nie było dyskusji.

- Z jednostki transportowej Xavius 20 wydostała się niewielka część ładunku i zmierza wprost na zamieszkałą planetę. Zajmij się tym.
- Jak niewielka?
- Wystarczająco niewielka, byś mógł się nią zająć. Zaraz prześlę ci dane. Koniec rozmowy.

Kapitan poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła, a skronie rozsadza wściekłość. Sapał nad pulpitem i już chciał wykrzyczeć cały swój gniew, gdy nagle ktoś wszedł i stanął za jego fotelem.

- Widzisz Młody, tak to wygląda – powiedział Kapitan, głośno wciągając powietrze nosem. Kolejne cygaro było niezbędne. - Trzydzieści siedem cykli w trasie, wracasz do domu szczęśliwy z wykonanych zadań, a tu bam! – Uderzył środkową ręką w szybę osłaniającą pulpit i dokładnie w tym momencie na jednym z ekranów wykwitł żółty trójkącik, oznajmiający otrzymaną wiadomość. – Czytaj, Młody.

Młody skrzeczącym głosem zaczął deklamować założenia misji. Z każdym następnym punktem na twarzy jego przełożonego coraz bardziej uwidaczniała się mieszanka niechęci i rezygnacji, aż końcu ten opuścił bezwładnie głowę, jęcząc coś niezrozumiale. Młody stał i patrzył na niego, nie mogąc właściwie zrozumieć, dlaczego tak się załamał. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że to przedłuży podróż, ale żeby było przyczyną aż takiego przygnębienia?

- Nie Młody, tu nie chodzi o to, że później wrócimy, ale ten obszar to pieprzone granice cywilizacji… zadupie jakich mało – wyjaśnił Kapitan, nie podnosząc głowy z pulpitu. - Tam nawet piraci się nie zapuszczają.

Młody stał i nic nie mówił. To był jego pierwszy kurs w roli pomocnika kapitana. To była w ogóle jego pierwsza praca. Swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe opierał jedynie na rejestracji w bezrobociu i otrzymaniu kilku nierealnych do zdobycia propozycji z Urzędu Pracy. Staż u Gwiezdnego Wojownika T-34 załatwił mu wujek, chcąc rozbudzić w nim krew podróżnika. Młody nie rozumiał, dlaczego wujek tak wychwalał Kapitana, on sam widział w nim głównie trzydzieści kilo nadwagi oraz zdecydowanie za dużo włosów na barkach i piersi.

- Dobra Młody, dawaj dokładne namiary. Im szybciej się z tym uwiniemy, tym szybciej będziemy w domu.

Młody podał współrzędne, a Kapitan zareagował kolejnym uderzeniem głową w pulpit.

- Po co? Pytam się, po co oni nas tam wysyłają? Dla uratowania jakiejś pieprzonej lepianki? Do jasnej cholery, jaki jest sens ratowania cywilizacji, która uważa zegarki elektroniczne za niezły wynalazek? Zegarki, Młody, rozumiesz? Zegarki! Jak można być dumnym z zegarków?! – Młody wzruszył ramionami i usiadł na fotelu obok Kapitana, który jeszcze parę sekund ciężko dyszał, aż w końcu wyprostował się. – Dobra, koniec jęczenia, włączaj dyfuzor! Wkraczamy do akcji! – Klasnął lewą dłonią o prawą, a środkową uruchomił mapę kosmosu, która w postaci trójwymiarowego obrazu zawisła w specjalnej wnęce obok sterów. Wprowadził współrzędne do bazy danych. - Żenujące. Zerknij Młody, oni ciągle posiadają tylko jeden księżyc. I to naturalny! Rozumiesz? Naturalny księżyc. Widziałeś kiedyś coś takiego? – Młody zaprzeczył. – No to zobaczysz. – Kapitan usadowił się wygodniej, chwycił ster i wcisnął czerwony guzik.

W kabinie coś brzdęknęło, coś się przewróciło, coś wydało przeszywający wizg i nieoczekiwanie ucichło. Kapitana na moment ogarnęła lekka konsternacja - takich dźwięków się nie spodziewał, ale już nie miał odwrotu, dyfuzor został uruchomiony, pozostało tylko zręcznie wymijać kolejne grupy asteroidów, uciekać przed śmiertelną siłą czarnych dziur i unikać wykrycia przez radary kosmicznych piratów.

W końcu dolecieli bezpiecznie do celu, ale Kapitan, zamiast uśmiechnąć się stęknął.

- Cholera. Spójrz Młody, ładunek przekroczył linię pomarańczową i teraz… Nie wiesz, co to jest linia pomarańczowa, tak? No właśnie. Jesteś taki sam, jak twój wujek – zero przygotowania teoretycznego. Linia pomarańczowa, oznacza początek „Strefy zagrożenia życia”. Dla tej planety „Strefa” zaczyna się za księżycem, a kończy… cóż, kończy na samej planecie. Teraz rozumiesz? „Strefa zagrożenia” zaczyna się tam, gdzie orbituje pierwszy satelita, sztuczny, naturalny, bez znaczenia, ale im dalej orbituje, tym strefa większa, im strefa większa, tym większa szansa na uratowanie planety. A teraz powiedz mi, jak cywilizacja, która uważa zegarki elektroniczne za niezłe osiągnięcie myśli technologicznej może zbudować sztucznego satelitę? Otóż nie może, co za tym idzie, nie może się również sama obronić przed zagrożeniem z kosmosu. I w tym momencie wkraczamy my.

Młody uważnie przyglądał się potężnej skale cennego kruszcu zmierzającej wprost ku niebieskiej planecie. Z zamyślenia wyrwało go dopiero uderzenie w ramię.

- Przestań się gapić, tylko słuchaj! Wyrównaj ciśnienie w hangarze pierwszym i drugim. Sprawdź, ile mamy miejsca w sektorze odpadów organicznych. – Kapitan wszedł w trans, był jak zaprogramowana maszyna, wydawał polecenia i jednocześnie samemu skupiał się na własnych działaniach. Młody po chwili odczytał raport. - Hm, powinno się wszystko zmieścić w głównym hangarze, ale jeśli silniki ciśnieniowe zaczną szaleć, bądź gotowy do fragmentacji ładunku i przerzucenia części do odpadów organicznych, rozumiesz? – Młody kiwnął, że na razie daje radę. - A teraz patrz i ucz się. – Kapitan chwycił każdą z trzech rąk drążki sterujące i zaczął nimi odpowiednio poruszać.

Statek ustawił się odrobinę z tyłu ponad celem, dzięki czemu Kapitan mógł zassać wszystkie odłamki lecące wokół obiektu, a które tylko by przeszkadzały w późniejszej akcji. Po oczyszczeniu przestrzeni ze śmieci, otworzył właz głównego hangaru i włączył silniki zasysające na pełną moc. I w tym samym momencie rozległo się krótkie wzium!, a wszystko, co było widać zniknęło.

- No tego jeszcze nie grali – mruknął Kapitan.

Szczęściem, sytuacja trwała jedynie parę sekund, po czym wróciła do normy. Aczkolwiek obraz, który Kapitan zobaczył, wcale go nie satysfakcjonował. Przeciwnie. Z ust wyskoczyła mu seria przekleństw.

- Ty też to widzisz? – spytał Młodego, a ten przytaknął.

Skała wcale nie została wessana przez statek, ciągle zmierzała w kierunku niebieskiej planety.

- Dobra, więc powiedz mi, co zassaliśmy? Bo na pewno coś zassaliśmy! Przecież widzę, że w hangarze z odpadami or… ganicznymi – dokończył niepewnie. – Młody, który guzik wcisnąłeś? Który, kurwa, guzik wcisnąłeś?!

Obaj spojrzeli na pulpit po prawej stronie, na którym migała zielona dioda.

- Ile razy mówiłem, że zielony guzik jest od odpadów organicznych, a czerwony od hangaru z materiałem nie poddającym się utylizacji. Młody, ile razy mówiłem?! Miałeś wcisnąć czerwony guzik. Czerwony! – Kapitan zaczął walić pięścią w tenże guzik. – Teraz już pozamiatane. Nie dam rady zrobić drugiego podejścia. To znaczy... Nie, nie dam rady. Jednym słowem, żegnajcie frajerzy! – Zasalutował w kierunku niebieskiej planety. – Widzisz Młody? Gdyby tylko mieli większą „Strefę zagrożenia” można by spokojnie się pokusić o jeszcze jedno podejście, a tak? Dupa zbita.

Młody po raz pierwszy w życiu pożałował swej ułomności. Zawsze, odkąd uzyskał świadomość istnienia, rodzice, ciotki, wujkowie wmawiali mu, że daltonizm, to nic złego, że da się z tym żyć. Młody w to uwierzył, ale teraz okazało się, że przez niemoc w rozróżnieniu kolorów skazał planetę na zagładę.

- A to co? – zdziwił się Kapitan, widząc że czujnik odpowiadający za klasyfikację zebranego materiału mruga krótkimi piknięciami, sugerując, że w hangarze pojawił się odpad, który nigdy wcześniej nie został zassany przez ten statek. – To jest… ciekawe. Młody, przełącz obraz, trzeba zobaczyć, co tam siedzi.

Młody wykonał polecenie i na środkowym monitorze pojawił się obraz hangaru. Kapitan zaczął szukać obiektów, a gdy je namierzył wraz z Młodym przybliżyli się do ekranu i westchnęli zaskoczeni.

- Młody, to stworzenie nazywa się Człowiekiem, mówi się również na nich Ludzie. A wiesz, co jest najśmieszniejsze? Wydaje im się, że są sami we Wszechświecie. Co więcej, wydaje im się, że są inteligentni! Młody, zegarki elektroniczne i inteligencja, dobre – zadrwił Kapitan i uniósł wzrok znad pulpitu na przestrzeń kosmiczną. - Zresztą nie musisz sobie nimi już zaprzątać głowy. – Daleko przed statkiem rozbłysło jasne światło. - Nasz ładunek właśnie walnął w planetę Ludzi, a jej jądro eksplodowało. Trzymaj się! Zaraz mocno zatrzęsie!

Chwilę później fala uderzeniowa, w postaci świetlnego promienia dotarła do statku, odrobinę nim potelepała i poleciała dalej w przestrzeń.

- Dobra, sprawdźmy jeszcze tylko, czy ktoś… Nie, nie sądzę, by ktokolwiek to przeżył – stwierdził Kapitan, obserwując lewitujący po okolicy gruz. - Hm, czyli jedynymi przedstawicielami ludzkiej rasy są ci, których trzymamy w hangarze odpadów? – Młody przytaknął, a Kapitan na moment zamilkł. – Ok, Młody, w takim razie osuszamy sektor!

Młody w pierwszej chwili chciał wykonać polecenie, ale zawahał się i spojrzał na Kapitana, prosząc o wyjaśnienia.

- Chcesz się tłumaczyć, dlaczego mamy tych pasażerów? Chcesz wypełniać setki stron formularzy, tylko dlatego, że jakimś cudem ci trzej się u nas znaleźli? Usuniemy ich i po sprawie. Młody, jesteś jeszcze młody, ale dam ci teraz najważniejszą lekcję w życiu – nie ma świadków, nie ma sprawy. Jak znikną ci trzej nie będziemy musieli się tłumaczyć dlaczego nie daliśmy rady uratować planety. Jeśli będą oni, będą i problemy. - Kapitan wzdrygnął się na samą myśl o bieganiu z pokoju do pokoju i składaniu wyjaśnień. – Nie, ja się na to nie piszę. Wciskaj osuszanie. – Młody wahał się jeszcze przez moment, ale w końcu podjął decyzję.

Niestety, trzej przedstawiciele rasy ludzkiej zdołali uniknąć unicestwienia. Młody zmarszczył brwi, a na policzki wyskoczyły mu rumieńce zdenerwowania, nie chciał mieć problemów przez swój daltonizm, nie chciał tłumaczyć, dlaczego wcisnął zły guzik, jednym słowem Kapitan go przekonał – nie ma świadków, nie ma sprawy – położył palec na kolejnym przycisku, a słupy buchnęły ogniem.

Młody, gdy zobaczył dwa spopielone ciała, doznał wyrzutów sumienia. Był winien unicestwienia całej planety, a teraz jeszcze dorzucił dwa kolejne zgony do swojego CV.

- Młody, a gdzie trzeci? Ich było trzech!

W tym momencie właz do kabiny uniósł się, a do środka weszła istota w skafandrze bez hełmu.

- Kim ty, kurwa jesteś? – zdziwił się Kapitan.
- Jestem, kurwa, Bruce. I wychodzi na to, że jestem nieśmiertelny. A wy… ręce do góry, wszystkie trzy!
Ostatnio zmieniony pt 25 lis 2011, 14:07 przez Mazer, łącznie zmieniany 3 razy.


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » wt 08 lut 2011, 14:19

Myślę, że to przyjęcie będzie gorące! Pamiętaj, że to są absolutnie subiektywne odczucia.

Mazer pisze:Przestrzeń kosmiczną przemierzał średniej klasy pojazd czyszczący.

Proponuję zmianę kolejności: Średniej klasy pojazd czyszczący przemierzał przestrzeń kosmiczną. Tylko wtedy jest ta zaznaczona zbitka prze - prze. Trzeba by innego czasownika.
Mazer pisze:smak dobrego, suszonego tytoniu

Może lepiej: smak dobrego, porządnie (idealnie) suchego tytoniu...
Kapitan w pierwszym akapicie siedzi i znudzony otchłanią kosmosu ćmi cygaro. OK. Ale zaraz potem dostaje maniackiego napadu! Pogryzł się do krwi (a w ustach ma cygaro, bo sobie wyobrażam, jak siedzi z taką filmową połówką cygara przyklejoną do kącika ust) ze zdenerwowania, tęsknoty (Do żony? Uch, muszę mojemu mężowi powiedzieć, że niektórzy tak mają.), by zaraz opaść na fotel ze spokojem, bo jako kapitan musi zachować spokój??
Mazer pisze:Trzydzieści siedem cykli, pomyślał
-
Trzeba wydzielić pomyślane słowa - cudzysłów może.
Poza tym ile to trzydzieści siedem cykli? Czy to dużo? Domyślam się, że tak, skoro cierpi z powodu chronicznego braku żony, ale sama cyferka mnie o tym nie informuje. Bo może on tępy zazdrośnik i nie było go tylko np. 37 godzin, dni? Cykle mogą być różne. A może go ta mania zazdrości prześladuje? I dopiero co wyleciał a już nie może, bo mu mózg obrazki podsuwa różne? A może ja teraz prześladuje ciebie tym rozważaniem... ?
Mazer pisze:jak po karku przechodzi mu dreszcz zdenerwowania

Nie wiem czy dreszcz zdenerwowania może chodzić po karku. Mrówki chodzą po plecach. Dreszcz może przelecieć?
Mazer pisze:pchnął statek, by nadać mu większej prędkości

by nadać mu większą prędkość
Mazer pisze:a umysł zagłębia się w kompletnym zatraceniu z tęsknoty

Umysł zagłębia się w zatraceniu z tęsknoty? (Do żony? Zazdroszczę kobiecie! Wzruszyłam się!) Kompletnym zatraceniu? Zatracenie jest z definicji kompletne. Nie można się zatracić na pół gwizdka. Jak wróci do domu i zatraci się z żoną niekompletnie, to da mu popalić. Tym bardzie po trzydziestu siedmiu cyklach!
Jest taki ładny zw. fraz. - usychać z tęsknoty. Chyba byłby tu adekwatny.
Mazer pisze:Młody nie rozumiał, dlaczego wujek tak wychwalał Kapitana, on sam widział w nim głównie trzydzieści kilo nadwagi oraz zdecydowanie za dużo włosów na barkach i piersi.

Widzę, że chłopaki się dobrze znają. To skąd ta tęsknota do żony?
Sorry, to był cios poniżej pasa.

Mimo wszystko przeczytałam. Wizja zagłady naszej kochanej planety i jakiejś nieudanej próby ratowania ludzkości. I to ze strony tęskniącego do żony kosmity! Może i...
Tylko dlaczego uratowany ludź ma na imię Bruce? Może dajmy mu Zdzisław? Ci Amerykanie! Wszędzie ich pełno! Zawsze ocalą świat, okiełznają kolejną katastrofę... Czy Bóg mówił po angielsku z amerykanskym akcentem?

Chcę przeczytać, co było, kiedy kapitan wrócił do żony!

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » wt 08 lut 2011, 15:56

Kapitan w pierwszym akapicie siedzi i znudzony otchłanią kosmosu ćmi cygaro. OK. Ale zaraz potem dostaje maniackiego napadu! Pogryzł się do krwi (a w ustach ma cygaro, bo sobie wyobrażam, jak siedzi z taką filmową połówką cygara przyklejoną do kącika ust) ze zdenerwowania, tęsknoty (Do żony? Uch, muszę mojemu mężowi powiedzieć, że niektórzy tak mają.), by zaraz opaść na fotel ze spokojem, bo jako kapitan musi zachować spokój??

Nie napisałem, że był znudzony oglądanie przestrzeni kosmicznej ;P Siedział w fotelu i patrzył przed siebie, akurat w przestrzeń, po czym zerknął na kalendarz, co tylko przypomniało mu o tym, jak dawno nie widział się z żoną, a co wywołało nerwową reakcję (przygryzienie wargi, dreszcz). Wewnątrz bulgotał z tęsknoty, ale musiał się opanować, będąc kapitanem.

Trzydzieści siedem cykli to... trzydzieści siedem cykli, ni mniej, ni więcej, heh. Sam nie wiem ile, ale z pewnością dużo. Wyszedłem z założenia, że pewnych rzeczy nie będę wyjaśniał, bo opowiadanie mogłoby przerodzić się w opowieść.

Tylko dlaczego uratowany ludź ma na imię Bruce? Może dajmy mu Zdzisław? Ci Amerykanie! Wszędzie ich pełno! Zawsze ocalą świat, okiełznają kolejną katastrofę... Czy Bóg mówił po angielsku z amerykanskym akcentem?

No też tego nie lubię, ale to był specjalny zabieg - w pierwszej części w dużej mierze naśmiewałem się z "Armagedonu", był więc Bruce, Ben i Steven, imiona aktorów odgrywających główne role w filmie.

Dzięki bardzo za komentarz :)
Pozdrrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2369
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 10 lis 2011, 19:59

Mazer pisze:Trzydzieści siedem cykli, pomyślał, spoglądając na kalendarz i nagle poczuł, jak po karku przechodzi mu dreszcz zdenerwowania, a z przygryzionej wargi cieknie słodka krew, najchętniej wyskoczyłby z kabiny i pchnął statek, by nadać mu większej prędkości.
Przed "najchętniej" wstawiłabym kropkę.

Mazer pisze:Z każdym następnym punktem na twarzy jego przełożonego coraz bardziej uwidaczniała się mieszanka niechęci i rezygnacji
W niektórych zdaniach, tak jak na przykład tutaj jest coś niezgrabnego... Bardzo szczegółowo wszystko dookreślasz. Każdy ruch, zmianę na twarzy, przyczynę i skutek. Tutaj wiemy już, że "z każdym punktem", a więc coś stopniowo zachodzi... To "coraz bardziej" jest już takie wtrynione na siłę.

nierealnych do zdobycia propozycji z Urzędu Pracy.
może lepiej: "niemożliwych do zdobycia"?

Mazer pisze:Staż u Gwiezdnego Wojownika T-34 załatwił mu wujek, chcąc rozbudzić w nim krew podróżnika. Młody nie rozumiał, dlaczego wujek tak wychwalał Kapitana, on sam widział w nim głównie trzydzieści kilo nadwagi oraz zdecydowanie za dużo włosów na barkach i piersi.
ten gwiezdny wojownik to statek, tak? Więc chyba "na"
No i powtórzenie

Mazer pisze: Dobra, koniec jęczenia, włączaj dyfuzor! Wkraczamy do akcji! – Klasnął lewą dłonią o prawą, a środkową uruchomił mapę kosmosu, która w postaci trójwymiarowego obrazu zawisła w specjalnej wnęce obok sterów. Wprowadził współrzędne do bazy danych. - Żenujące. Zerknij Młody, oni ciągle posiadają tylko jeden księżyc. I to naturalny! Rozumiesz? Naturalny księżyc. Widziałeś kiedyś coś takiego?
Ooook :D Zaskoczyłeś mnie. Plus.

Mazer pisze: i jednocześnie samemu skupiał się na własnych działaniach
sam

Mazer pisze:a wszystko, co było widać zniknęło.
bardzo koślawe określenie

Mazer pisze:Młody po raz pierwszy w życiu pożałował swej ułomności. Zawsze, odkąd uzyskał świadomość istnienia, rodzice, ciotki, wujkowie wmawiali mu, że daltonizm, to nic złego, że da się z tym żyć. Młody w to uwierzył, ale teraz okazało się, że przez niemoc w rozróżnieniu kolorów skazał planetę na zagładę.

- A to co? – zdziwił się Kapitan, widząc że czujnik odpowiadający za klasyfikację zebranego materiału mruga krótkimi piknięciami, sugerując, że w hangarze pojawił się odpad, który nigdy wcześniej nie został zassany przez ten statek. – To jest… ciekawe. Młody, przełącz obraz, trzeba zobaczyć, co tam siedzi.

Młody wykonał polecenie i na środkowym monitorze pojawił się obraz hangaru. Kapitan zaczął szukać obiektów, a gdy je namierzył wraz z Młodym przybliżyli się do ekranu i westchnęli zaskoczeni.

- Młody, to stworzenie nazywa się Człowiekiem, mówi się również na nich Ludzie.
przesadzasz z tym Młodym. Z Kapitanem zresztą podobnie. Narzuciłeś sobie pewną koncepcję nazewnictwa i fajnie, ale musiałbyś się bardziej wysilić i powalczyć z konstrukcją zdań i całych akapitów, żeby się w kółko nie powtarzać. Sytuacja, w której co chwilę rozpoczynasz akapit od nazwy postaci nie jest zbyt dobra.

Ogólnie jedziesz bardzo prostym językiem. Nie powiem, to w jakiś sposób koresponduje z treścią i koncepcją, ale też sprawia, że nad pewnymi rzeczami chce się przeskoczyć. Pomysł nawet zabawny, chociaż zakończenie wg mnie trochę przebiegnięte. moment, który mogłeś uczynić najbardziej wyrazistym ma się nijak do np. marudzenia o tęsknocie za domem.
Przeczytało się ok. Bez fajerwerków, ale zjadliwie. Fajnie by było, gdybyś trochę jakiejś ciekawszej akcji dodał. W końcu to jakieś pokiepane, komediowe SF - idź na całość! ;)

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » pt 11 lis 2011, 22:30

I nagle, w tym samym momencie, ciszę w kokpicie

To co jest pomiędzy przecinkami niezbyt mi pasuje w połączeniu z nagle.
a kontrolka połączenia z bazą zamigała

Żeby podtrzymać napięcie przydałby się jakieś określenie na koniec: szaleńczo na przykład.
po czym chwycił słuchawkę

Samo chwycenie słuchawki nie rozpoczyna rozmowy, trzeba ją podnieść. Zresztą bardziej pasowałby mi jakiś przycisk i wielki ekran pojawiający się przed kapitanem - byłoby bardziej kosmicznie.
wrażenia, z nim nie było dyskusji

A może by tak zastąpić przecinek myślnikiem?
Zaraz prześlę ci dane. Koniec rozmowy

Przy takim przekazywaniu informacji bardziej pasowałoby bez odbioru;)
Młody stał i patrzył na niego, nie mogąc właściwie zrozumieć, dlaczego tak się załamał.

Młody zastanawiał się dlaczego był załamany - tak wychodzi z tego zdania, a to przecież kapitan się załamał. Można wstawić szef lub jakiś jego synonim przed tak
Staż u Gwiezdnego Wojownika T-34

Staż w Gwiezdnym Wojowniku - o ile jest to nazwa statku.
Straszliwie powtarzasz Młody
rozbudzić w nim krew podróżnika

Rozbudzić można zew, albo pragnienie podróży, ale nie krew.
Kapitan zareagował kolejnym uderzeniem głową w pulpit

Jak to kolejnym, skoro wcześniej nie uderzał głową o pulpit?
ale już nie miał odwrotu

Ale już nie było odwrotu.
zamiast uśmiechnąć się(przecinek) stęknął

a które tylko by przeszkadzały w późniejszej akcji

Późniejszej można zastąpić głównej, ale to tylko sugestia. Tak jak jest, też jest dobrze:)

Bardzo dobrze mi się czytało i mam nadzieję, że trzecią część też wrzucisz. Było dużo poczucia humoru i też dobrze przedstawiona różnica postrzegania świata przez istoty obce.
Duży minus dostajesz jednak za dialogi, które były straszliwie długie, lepiej dla tekstu byłoby gdybyś rozbił je na krótsze.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4277
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » sob 12 lis 2011, 20:51

Rzadko zabieram się za weryfikowanie tekstów s-f, gdyż odstraszają mnie skomplikowane opisy urządzeń i technologii, o których jedynie sami autorzy wiedzą, do czego służą. Ty całą tę sferę sprowadziłeś do niezbędnego minimum, za co od razu na wstępie duży plus.
Mazer pisze: ciszę w kokpicie rozdarło przerażające pikanie, a kontrolka połączenia z bazą zamigała.

Skoro pikanie jest sygnałem połączenia z bazą, nie może być przerażające. Na dłuższą metę załoga by tego nie wytrzymała. To kapitan mógł się przerazić, że baza znowu czegoś od niego chce.
Mazer pisze: wracasz do domu szczęśliwy z wykonanych zadań,

Skoro pracują na śmieciarce, zadania nie są chyba szczególnie ambitne, więc może lepiej byłoby: szczęśliwy, ze masz to za sobą.
Mazer pisze:Młody skrzeczącym głosem zaczął deklamować założenia misji.

Deklamować można coś, co się zna na pamięć. W tym przypadku - może jakiś regulamin, ale na pewno nie wiadomość otrzymaną przed chwilą.
Mazer pisze:rozbudzić w nim krew podróżnika.

Rozbudzić można raczej jakieś uśpione instynkty albo chęci.
Mazer pisze:Jak można być dumnym z zegarków?! – Młody wzruszył ramionami i usiadł na fotelu obok Kapitana, który jeszcze parę sekund ciężko dyszał, aż w końcu wyprostował się. – Dobra, koniec jęczenia, włączaj dyfuzor!

Nieprawidłowy zapis.
[...] Jak można być dumnym z zegarków?!
Młody wzruszył ramionami i usiadł na fotelu obok Kapitana, który jeszcze parę sekund ciężko dyszał, aż w końcu wyprostował się.
– Dobra, koniec jęczenia, włączaj dyfuzor!

Podobnie w dalszych akapitach, gdzie opis działań Młodego włączasz w gadaninę Kapitana.
Mazer pisze:A teraz powiedz mi, jak cywilizacja, która uważa zegarki elektroniczne za niezłe osiągnięcie myśli technologicznej może zbudować sztucznego satelitę? Otóż nie może, co za tym idzie, nie może się również sama obronić przed zagrożeniem z kosmosu.

Otóż może, dowodów na to mamy niemało. Sztuczne satelity nie muszą chronić przed zagrożeniem z kosmosu. Podobnie jak naturalne.
Mazer pisze:przez niemoc w rozróżnieniu kolorów skazał planetę na zagładę.

Przez tępotę też. Przecież mógł się nauczyć położenia guzików - górny od organicznych, środkowy od czegoś tam... Guziki nie skaczą po pulpicie, zawsze mają to samo położenie.
Mazer pisze:czujnik odpowiadający za klasyfikację zebranego materiału mruga krótkimi piknięciami, sugerując, że w hangarze pojawił się odpad, który nigdy wcześniej nie został zassany przez ten statek.

Żaden odpad nie został nigdy wcześniej zassany. Przecież to są wszystko akcje jednorazowe. Raczej: pojawił się jakiś nieznany rodzaj odpadów
Mazer pisze:Nasz ładunek właśnie walnął w planetę Ludzi, a jej jądro eksplodowało. Trzymaj się! Zaraz mocno zatrzęsie!
Chwilę później fala uderzeniowa, w postaci świetlnego promienia dotarła do statku, odrobinę nim potelepała i poleciała dalej w przestrzeń.

E tam. Fala uderzeniowa rozchodzi się w powietrzu, a nie w próżni. A promień świetlny niczym nie potelepie.

Całkiem dobrze mi się czytało, wynurzenia kapitana najwyraźniej cierpiącego na słowotok akurat mi nie przeszkadzały, bardziej zgrzytały drobne usterki logiczne.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » śr 16 lis 2011, 22:47

Nie sądziłem, że to opowiadanie doczeka się jeszcze jakichkolwiek komentarzy :D
W każdym razie - dzięki bardzo! Wszelkie uwagi przyjąłem, zanotowałem i przemyślałem.

Z perspektywy czasu wiele bym zmienił, sporo błędów, które zostały wytknięte, sam bym usunął, no ale cóż.

Dzięki jeszcze raz :)


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości