Clarisa

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Clarisa

Postautor: MaW » sob 05 lut 2011, 12:37

Nazywam się Edvinas Janulis, jestem Litwinem, czego można się domyślić po imieniu, choć niektórzy twierdzą, że brzmi ono trochę skandynawsko. Serce mam młode, dwudziestoletnie zaledwie, a mimo to obciążone niesamowitą tęsknotą, przez co czasami czuję się jak wiekowy starzec. Bywa tak, że targany nostalgią, nie mogę spać i wspominam lato tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku, kiedy to zdarzyło się coś, co zmieniło moje życie. Choć, szczerze mówiąc, niekiedy mam wrażenie, że wspominam coś, co nigdy nie miało miejsca. Chyba spadam w otchłań szaleństwa. A to wszystko przez nią. Clarisę. Kim jest? Dokładnie nie wiem. Kiedyś powiedziała mi, że korzenie ma hiszpańskie i myślę, że coś w tym jest, bo jej karnacja była nieco latynoska. Poznałem ją jako siedemnastolatek na stacji wileńskiego metra. W głowie wciąż mam ten moment, gdy pierwszy raz ją zobaczyłem. Ubrana była w kaszmirową bluzkę przewiązaną żółtobrązowym pasem ze srebrną klamerką po środku. Czasami sam nie mogę się nadziwić, dlaczego jestem w stanie odtworzyć dokładny przebieg naszego pierwszego spotkania. Pamiętam nawet, że na prawym nadgarstku miała przewiązane trzy rzemyki, a na szyi wisiał jeszcze jeden, z zawieszonym ornamentem w kształcie czarnego pióra. Nigdy nie spytałem jej, czy ma on jakieś znaczenie, ale los miał mi to wkrótce wyjaśnić.
Zobaczyłem ją, jak wychodziła z dworca. Zwróciła moją uwagę, bo co tu ukrywać, spodobała mi się. Tym większe było moje zdziwienie, gdy nagle podeszła do mnie i sprezentowała mi kartkę z adresem, jak wytłumaczyła, przyjaciela. Szybko skojarzyłem tą ulicę i totalnie rozkojarzony powiedziałem, aby udała się w kierunku kościoła św. Pawła i Piotra. O dziwo, całkiem dobrze mówiła po litewsku. Myślałem, że będę musiał sięgnąć po angielszczyznę, albo mój kulejący hiszpański. Na szczęście, nic takiego się nie stało.
– Serdecznie dziękuję – powiedziała niesamowicie melodyjnym głosem, który sprawił, że serce mocniej mi załomotało. – Dawno nie byłam w Wilnie, bo całe dziesięć lat i szczerze powiedziawszy, nie pamiętam nic z tego miasta. Sam rozumiesz, trudno żebym jako siedmiolatka spamiętała wszystkie ulice i place. – Nie rozumiałem, czemu była taka wylewna, ale w sumie spodobało mi się to. Lubię otwartych ludzi. Szybko przekalkulowałem w myślach to, co przed chwilą usłyszałem i ze zdumieniem stwierdziłem, że Clarisa, tak jak ja, ma siedemnaście lat. Wyglądała na trochę więcej, coś w okolicach dwudziestu dwóch, ale nigdy jej tego nie powiedziałem, bo nie chciałem jej sprawić zawodu.
– No… tak, jasne. Już mówię, jak trzeba iść – Zacząłem się jąkać. Clarisa uśmiechnęła się cichaczem. Od razu zrozumiałem, że musiała spostrzec moje rumieńce. Zrobiło mi się strasznie głupio. – To będzie dość spory kawałek. Najlepiej by było jakbyś poszła w prawo na drugim skrzyżowaniu… a może na pierwszym…
Nie wiem czemu, ale nagle cały plan Wilna umknął mi z głowy tak, jak to zwykle u mnie bywa z datami. Tym bardziej zrobiło mi się głupio. Clarisa musiała wyczuć moje zdenerwowanie.
– Może po prostu mnie tam zaprowadzisz? – zaproponowała.
Totalnie mnie wmurowało. Każdemu innemu zapewne bym odmówił, w końcu nie jestem po to, aby oprowadzać kogoś po Wilnie, ale tym razem, zupełnie nie wiem czemu, zgodziłem się, ku uciesze mojej nowej przyjaciółki.

Wkrótce znikł nam z oczu dworzec i zagłębiliśmy się w miasto. Przez długi czas nie rozmawialiśmy. Czułem się z tym mało komfortowo. Z jednej strony chciałem zagadać, ale z drugiej, nie chciałem palnąć niczego idiotycznego, co zdemaskowałoby moje skrępowanie. Za to Clarisa wydawała się być zachwycona. Rozglądała się po budynkach z wymalowanym na twarzy uśmiechem mówiącym: Jakie to miasto jest wspaniałe!
W końcu zdobyłem się na odwagę i zagadałem.
– Tak w ogóle, to jestem Edvinas.
– Clarisa. – Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że właśnie poznałem imię osoby, która zawładnie całym moim życiem.
– Więc, Clariso, pamiętasz coś z Wilna?
– A tak, pamiętam, na przykład, tą restaurację. Zawsze jadałam w niej z tatą niedzielne obiady. Tata mówił, że to miejsce ma niesamowitą atmosferę i zawsze mu się tam najlepiej pisało.
– Więc twój tata jest pisarzem?
Clarisa wpadła w zakłopotanie.
– Nie, nie. On pisał… pisał listy do mamy, bo moja mama Hiszpanka i sam rozumiesz....
Rozumiałem dwie rzeczy. To, że jej mama jest Hiszpanką, a jej ojciec bardzo za nią tęsknił, oraz to, że z jakichś względów Clarisa nie chcę mi powiedzieć, że ma tatę pisarza.
– A gdzie jest właściwie twój ojciec?
Pierwszy raz na jej twarzy pojawił się grymas, mówiący mi, że wkroczyłem na dość niepewny grunt.
– Nie ważne, nie twoja sprawa – ucięła prędko.
Nagle poczułem ochotę, aby wyrwać ulicznemu migowi kosę i trzasnąć się nią w głowę. Zachodziłem w głowę, jak mogłem po kwadransie znajomości zapytać o tak prywatną rzecz. To zaskakujące, ale już wtedy czułem się tak, jakbym znał Clarisę od wielu lat. Nie czułem do niej dystansu jako do obcej osoby, którą bądź, co bądź, była.
Nie wiedziałem czy palę się ze wstydu, czy z gorąca. Obie wersje wydawały się prawdopodobne, ale bliżej mi było do tej pierwszej. Nie rozmawialiśmy ze sobą przez dobre pięć minut. Pięć minut, które zdawały się być wiecznością. Jednak w końcu zebrałem się ponownie na odwagę i zapytałem, jak mi się zdawało, całkowicie neutralne pytanie.
– Przyjechałaś tu na wakacje?
– Można tak powiedzieć. Wyjeżdżam z końcem lata, więc trochę tu pobędę.
Odetchnąłem z ulgą. Pomyślałem, że będę miał jakieś dwa miesiące, aby zawładnąć jej sercem. To głupie, wiem. Poznałem dziewczynę piętnaście minut temu i już chcę ją poderwać. A na dodatek ona wcale nie wygląda na zainteresowaną moją osobą.
– Mówiłaś coś, że przyjechałaś do przyjaciela, tak?
– Tak, tak – odpowiedziała prędko, choć jej ton głosu wydawał się być zatruty kapką kłamstwa. Mimo wszystko nie zadawałem dalszych pytań, które mogłyby zaspokoić moją ciekawość czy ugasić ewentualną zazdrość.
– Pamiętam też ten bar! Tata mówił, że serwują tu najlepsze drinki, jakie kiedykolwiek pił. Choć ja, jako pięciolatka, nie do końca wiedziałam, co znaczy słowo „drink”. – Uśmiechnęła się miło.
– Wiesz co, szczerze mówiąc, to napiłbym się czegoś. - Tak naprawdę w ogóle nie chciało mi się pić, ale nie wpadł mi do głowy żaden pomysł na przedłużenie pobytu z Clarisą.
– Drinka?
– Nie sprzedadzą nam. Ale co powiesz na czekoladowego szejka? Podobno tutaj są najlepsze. – Byłem z siebie niesamowicie dumny, wypowiadając te słowa. Mogłem pochwalić się znajomością miasta, a jednocześnie wywrzeć na Clarisie wrażenie.
Clarisa przytaknęła z entuzjazmem i razem poszliśmy do budki z napojami.

Zawsze wydawało mi się, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Myślałem, że to tylko wymysł, mający na celu podbicie oglądalności komedii romantycznych. Aż do tamtego dnia, w którym sam poczułem się jak bohater jakiegoś romansidła. Dokładnie wtedy, czternastego lipca, mniej więcej o dwunastej trzydzieści pięć cały mój dotychczasowy świat wywrócił się do góry nogami.

Postanowiłem grać na zwłokę. Namówiłem Clarisę na krótki postój. Usiedliśmy na ławce przy fontannie. Lubiłem to miejsce. Poczułem się niesamowicie swobodnie i wyzbywszy się ekscytujących emocji powiedziałem:
– Wiesz, mieszkam całkiem niedaleko stąd.
– Zazdroszczę ci, tez chciałabym mieszkać w takim pięknym mieście.
– Więc czemu przeprowadziłaś się do Hiszpanii?
– To przez ojca. Niestety nie mogę powiedzieć, o co chodzi, wybacz. Wystarczy ci informacja, że musieliśmy wyjechać. Nie pytaj o więcej.
– Mam nadzieję, że to nic poważnego.
– Pewnie zdziwiłbyś się, jak bardzo jest to poważne, ale nie będę ci o tym mówić. To taki nasz sekret rodzinny.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie rozmawiało się z miło. Nabrałem do niej pełnego zaufania i myślę, że ona do mnie też.
– Może mógłbym kiedyś do ciebie wpaść, jeśli, naturalnie, twój przyjaciel nie będzie miał nic przeciwko.
– Ejej, nie myśl sobie, że to mój chłopak, to nic z tych rzeczy. Nie będę miała nic przeciwko, jeśli zajrzysz kiedyś do mnie.
Czekałem na te słowa jak wysuszona ziemia na deszcz, choć gdybym wiedział, w co się pakuję, pewnie spiąłbym tyłek i uciekał stamtąd w podskokach.
– No, chyba będziemy się zbierać. Chciałabym jeszcze porobić parę rzeczy w domu.
– A tak, jasne. – Niemalże zapomniałem o tym, że miałem zaprowadzić ją pod kościół świętego Pawła i Piotra.

Dalsza droga nie zajęła nam dużo czasu, toteż rozstaliśmy się około trzynastej. Przed rozejściem, zapytałem ją, gdzie mieszka, oraz zapowiedziałem swoją jutrzejszą wizytę.
Odszedłem szczęśliwy, choć teraz, po wielu latach, wolałbym, aby ten dzień potoczył się zupełnie inaczej…

Ciąg dalszy nastąpi.
****
Długie teksty są nie dla mnie... ale krótkie też nie. Dlatego piszę "Clarisę", opowiadanie, które ma nie być ani długie, ani krótkie. Co z tego wyjdzie, nie wiem. Proszę o ocenę i nie krzyczcie za bardzo ;)



Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2428
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Re: Clarisa

Postautor: ravva » sob 05 lut 2011, 13:15

MaW pisze:Nazywam się Edvinas Janulis, jestem Litwinem, czego można się domyślić po imieniu, choć niektórzy twierdzą, że brzmi ono trochę skandynawsko. Serce mam młode, dwudziestoletnie zaledwie, a mimo to obciążone niesamowitą tęsknotą, przez co czasami czuję się jak wiekowy starzec. Bywa tak, że targany nostalgią, nie mogę spać i wspominam lato tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku, kiedy to zdarzyło się coś, co zmieniło moje życie.
witamy w szkolnym wypracowaniu.

ostatnio pomagałam pisac coś podobnego mojemu starszemu synkowi (5 kl podstawówki) na temat dicka z tajemniczego ogrodu.

spróbuj zacząć bardziej dynamicznie, niech coś się dzieje.
wstawki typu "czego mozna sie domyśleć po imieniu" sa zupełnie zbędne. weź pod uwagę, ze czytelnik nie musi się niczego domyślac, a imiona mogą, ale nie musza być przypisane do narodowości.

A to wszystko przez nią. Clarisę. Kim jest? Dokładnie nie wiem. Kiedyś powiedziała mi, że korzenie ma hiszpańskie i myślę, że coś w tym jest, bo jej karnacja była nieco latynoska.
jakieś akapity, podział tego textu dobrze by mu zrobił.
jak wyglada "latynoska" karnacja? jak ją opiszesz komuś, kto latynosa na oczy nie widział?


Zobaczyłem ją, jak wychodziła z dworca. Zwróciła moją uwagę, bo co tu ukrywać, spodobała mi się. Tym większe było moje zdziwienie, gdy nagle podeszła do mnie i sprezentowała mi kartkę z adresem, jak wytłumaczyła, przyjaciela. Szybko skojarzyłem tą ulicę i totalnie rozkojarzony


khem, to sie kupy nie trzyma, wiesz?
"gdy" wychodziła, nie "jak" wychodziła - 'gdy' mówi o czasie, momencie, 'jak', o sposobie.

btw - powtórzenie masz, wywal, zastąp synonimem.

"sprezentowała" znaczy"ofiarowała".
chyba chodziło ci o coś innego, nie?

O dziwo, całkiem dobrze mówiła po litewsku. Myślałem, że będę musiał sięgnąć po angielszczyznę, albo mój kulejący hiszpański. Na szczęście, nic takiego się nie stało.
cuda-wianki.

poza tym "sięgnąć" po angielski? napisz to inaczej.
Wyglądała na trochę więcej, coś w okolicach dwudziestu dwóch, ale nigdy jej tego nie powiedziałem, bo nie chciałem jej sprawić zawodu.
heh, zawód sprawiłby twój bohater kobiecie w wieku 30 lat, gdyby powiedział, ze wyglada na 40, niemozliwe jest sprawienie zawodu nastolatce, mówiac, ze wygląda na więcej niz ma wpisane w metryce - dla wiekszości byłby to komplement :-D

Za to Clarisa wydawała się być zachwycona.
bez 'byc'


postaraj się pisać spokojniej, obróc w głowie plan miasta, zobacz, jak ludzie się zachowuja, co robia, jak poruszają się oni, a jak ich cienie.
wszystko da się opisac, jeśli nie bedziesz się spieszyć.

na razie to trzeba dopracować - za szybko to idzie, bohaterka za gwałtownie wdziera się w świat - jak mu tam... Edvinasa - swoja drogą, co za imię :-) jest za bardzo "do przodu", a on zbyt tym przerazony, żeby to sens miało.

wyluzuj młodego trochę, tylko mu to na zdrowie wyjdzie, opowieść stanie się ciekawsza i żywsza.
i mniej romansowa :-)


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » sob 12 lut 2011, 11:02

Serce mam młode, dwudziestoletnie zaledwie, a mimo to obciążone niesamowitą tęsknotą, przez co czasami czuję się jak wiekowy starzec.

To zdanie jest dobre, ale usunąłbym zaznaczone wyrazy, rozdzielił całość na dwie części. Pierwsza dałaby do myślenia, zrobiła pauzę dla w umyśle czytelnika, druga podrzuciłaby rozwiązanie, dość intensywne.
Serce mam młode, dwudziestoletnie zaledwie, a mimo to obciążone niesamowitą tęsknotą. Czasami czuję się jak wiekowy starzec.

Kiedyś powiedziała mi, że korzenie ma hiszpańskie i myślę, że coś w tym jest, bo jej karnacja była nieco latynoska.

Marsz do SWO! Bzdury takie wypisywać... Gdzie Hiszpański, a gdzie latynoamerykański...

Poznałem ją jako siedemnastolatek na stacji wileńskiego metra...

Ten fragment powinien być nowym akapitem - nagle przechodzisz do nowej sytuacji, wprowadzając zupełną odmienność opisu - przechodzisz z osoby, na konkretną scenę.

Pamiętam nawet, że na prawym nadgarstku miała przewiązane trzy rzemyki, a na szyi wisiał jeszcze jeden, z zawieszonym ornamentem w kształcie czarnego pióra

Galopujesz z tym opisem. Raz, że trudno sobie tę zawieszkę skojarzyć przez zły dobór słowa "motyw" (tu: ornament), a dwa, że istotnie tam nie ma dodatku do rzemyka, tylko niespójne połączenie wzoru na nim... Napisałbym: motyw na małej ozdobie

Totalnie mnie wmurowało. Każdemu innemu zapewne bym odmówił, w końcu nie jestem po to, aby oprowadzać kogoś po Wilnie, ale tym razem, zupełnie nie wiem czemu, zgodziłem się, ku uciesze mojej nowej przyjaciółki.

bardzo pochopne określenie - uważałbym z rzucaniem w retrospekcjach konkretnych rzeczy. Napisałbym: znajomej

– A tak, pamiętam, na przykład, tą restaurację.

Nadal obowiązuje zasada gramatyczna: tę restaurację.

– Więc twój tata jest pisarzem?
Clarisa wpadła w zakłopotanie.
– Nie, nie. On pisał… pisał listy do mamy, bo moja mama Hiszpanka i sam rozumiesz....
Rozumiałem dwie rzeczy. To, że jej mama jest Hiszpanką, a jej ojciec bardzo za nią tęsknił, oraz to, że z jakichś względów Clarisa nie chcę mi powiedzieć, że ma tatę pisarza.

Głupio się poczułem i śpieszę wyjaśnić: Narrator mówi, wraz z bohaterką, że ojciec nie jest pisarzem. W porządku. Na potwierdzenie tej informacji otrzymuję sensowne wytłymaczenie w postaci listów, a bohater, nie wiedzieć czemu, uznaje całkowicie obcego faceta za pisarza... Litości, bo to naprawdę jest idiotyczne.

którą bądź, co bądź, była

członu wyrazowego nie rozdzielamy przecinkiem: bądź co bądź
Jest to zwrot jednozdaniowy pochodzący bodajże od : Niech będzie co będzie

Nagle poczułem ochotę, aby wyrwać ulicznemu migowi kosę i trzasnąć się nią w głowę. Zachodziłem w głowę, jak mogłem po kwadransie znajomości zapytać o tak prywatną rzecz. To zaskakujące, ale już wtedy czułem się tak, jakbym znał Clarisę od wielu lat. Nie czułem do niej dystansu jako do obcej osoby, którą bądź, co bądź, była.

Mimo, że tekst leci dość płynnie, pewna maniera konstruowania zdań w tem sam sposób zaczyna wychodzić na wierzch jak oliwa, ale o tym na końcu...

– Tak, tak – odpowiedziała prędko, choć jej ton głosu

ton jej głosu

Zawsze wydawało mi się, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Myślałem, że to tylko wymysł, mający na celu podbicie oglądalności komedii romantycznych.

Koszmar tego zdania nie polega na błędności, ale na prawdzie. Prawdzie, iż jako nastolatek, nie widzisz nic poza lichym wnioskiem wysnutym z czegoś, czego zwyczajnie nie rozumiesz. W takich zdaniach autor przerzuca część siebie na tekst i ukazuje rąbek swojego wnętrza czytelnikowi. No to wyszło ci... klops ci wyszedł. A już wyjaśniam: miłość od pierwszego wejrzenia ma się kojarzyć z wyższym, niemalże boskim uczuciem, które zostało zesłane na niewiasty w tych nowelach - coś tak nie zaprzeczalnego, że jest prawdziwie jak zła pogoda lub promienie słońca ogrzewające podczas letnich dni. To musi być coś, i ukazanie tego czegoś, czyli miłości od pierwszego wejrzenia, ma za zadanie porwać czytelniczki/widzów - to jest pewnego rodzaju sztuka - wątłej jakości, jeśli chodzi o jakość, ale nadal. Poza tym, dlaczego użyłeś komedii romantycznej, zamiast tandetnych romansów?
Pewnie zapytałeś siebie: Jak ty byś to zapisał, mądralo?!
Odpowiadam:
Zawsze myślałem, że miłość od pierwszego wejrzenia to wynalazek mający porwać zniewieściałe kobiety samotnie spędzające czas przed telewizorem lub czytające marnej jakości książki, marzące o ratunku z rąk uroczego jegomościa z różą w ustach.

Dwie rzeczy do odnotowania dla autora:
- Przecinki przed jak: proszę się zapoznać
- Używać zdań z mniej jak

Tekst w p.o.r wyszedł ci dobrze. Dobrze do tego stopnia, że doczytałem do końca i nawet nie kręciłem nosem. Może żaden to wymiernik, ale zawsze możesz uznać, iż podobało mi się, prawda? Mówią, że w por pisze się łatwiej, i ja się z tym zgadzam, a ten fragment przeczytałem z misją porównania tekstu do Twojego wcześniejszego, bo widziałem pewną lukę w twojej twórczości, i jak się okazało, miałem rację. Mankament tworzenia jest jasny, acz ty go nie dostrzeżesz, może nawet mało kto - więc pokażę.

[...]Wyglądała na trochę więcej, coś w okolicach dwudziestu dwóch, ale nigdy jej tego nie powiedziałem, bo nie chciałem jej sprawić zawodu[...]

Piszesz w retrospekcji: przenosisz czytelnika na dworzec i jest dobrze. Ale ta wstawka załamuje czas i przestrzeń. Skąd ten zabieg, jeśli nie odwołuje się do niczego w mojej głowie? Zasadniczo użycie nieokreślonego czasu względem wprowadzonej bohaterki powinno zachodzić w głowie narratora - nie bohatera. Tu bohater jest narratorem kierującym scenami i dotąd skupia się na tym co jest - nie co będzie. Widzisz różnicę? Skupienie Twoje (autora) jest inne niż percepcja bohatera, a ty je chcesz połączyć (ty jesteś narratorem mówiącym przez bohatera). Drugi przykład:
Pierwszy raz na jej twarzy pojawił się grymas, mówiący mi, że wkroczyłem na dość niepewny grunt.

Znowu wybiegłeś poza tekst, czas i miejsce - Ten pierwszy raz, który pojawia się (istotnie, pierwszy raz) wyciąga poza ten czas i poza to, co widzi bohater. Pamiętaj, że dalej trzymasz się retrospekcji, więc myśli tego typu należy pisać w narracji opisowej dosadnie, albo wyciągać je poza konkretne sceny, i dawać jako wstawki myślowe - przerywniki.
Teraz dla odmiany pokażę ci fragment, który doskonale oddawał charakter bohatera:
Nagle poczułem ochotę, aby wyrwać ulicznemu migowi kosę i trzasnąć się nią w głowę. Zachodziłem w głowę, jak mogłem po kwadransie znajomości zapytać o tak prywatną rzecz. To zaskakujące, ale już wtedy czułem się tak, jakbym znał Clarisę od wielu lat.
Słowa kluczowe - prosty przekaz, ale odnoszący się do wielu wątków psychiki mężczyzny, i stanowią projekcję tychże. Od razu dodam - dlaczego to też ważne: ponieważ to doskonały przerywnik pomiędzy zrobił to, ona tamto, my to, czyli tzw. wyliczanki czynnościowej.

Tekst znudził mnie, fabularnie rzecz jasna, bo nic tam się nie działo. Gdyby nie bohater, który fajnie przedstawia świat i jakby się rozkręca, nie przetrwałbym, tych flaków z olejem... Ale napisane to jest dobrze.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Luka w pamięci
Umysł pisarza
Posty: 770
Rejestracja: pn 16 sie 2010, 17:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Luka w pamięci » czw 10 mar 2011, 11:31

MaW pisze:Dawno nie byłam w Wilnie, bo całe dziesięć lat

Długo nie było mnie w Wilnie, bo całe dziesięć lat.
lub
Dawno byłam w Wilnie, bo całe dziesięć lat temu.

MaW pisze:Clarisa uśmiechnęła się cichaczem.

uśmiech z reguły jest cichy...

MaW pisze:Wkrótce znikł nam z oczu dworzec i zagłębiliśmy się w miasto.

To tak, jakby to dworzec oddalał się od nich, aż w końcu znikł im z oczu. A to przecież oni szli. Podobnie jak nie mogliby iść tyłem, aby wciąż obserwować ów znikający dworzec...

MaW pisze:– A gdzie jest właściwie twój ojciec?
Pierwszy raz na jej twarzy pojawił się grymas, mówiący mi, że wkroczyłem na dość niepewny grunt.
– Nie ważne, nie twoja sprawa – ucięła prędko.
Nagle poczułem ochotę, aby wyrwać ulicznemu migowi kosę i trzasnąć się nią w głowę. Zachodziłem w głowę, jak mogłem po kwadransie znajomości zapytać o tak prywatną rzecz. To zaskakujące, ale już wtedy czułem się tak, jakbym znał Clarisę od wielu lat. Nie czułem do niej dystansu jako do obcej osoby, którą bądź, co bądź, była.

Pogrubione to sam wiesz.
Pytanie o ojca nie jest znów aż tak prywatną rzeczą, powiedziałabym nawet, że zupełnie naturalną. Bohater mógłby przez chwilę się poczuć głupio, ale co takiego wielkiego się stało? Mówi się "trudno" i jedzie się dalej ;)

MaW pisze:Poznałem dziewczynę piętnaście minut temu i już chcę ją poderwać.

Trochę te dokładne określenia czasu mi się nie podobają. Już wcześniej mówiłeś o piętnastu minutach. Potem była wspomniana mała gafa, cisza przez pięć minut, a następnie znów mówisz o... piętnastu minutach znajomości ;) Jak widzisz, taki pierdółek, a tak wybija z rytmu.

MaW pisze:Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie rozmawiało się z miło.

coś zgubiłeś

MaW pisze:Przed rozejściem, zapytałem ją, gdzie mieszka, oraz zapowiedziałem swoją jutrzejszą wizytę.

Rozejściem się lub odejściem.

MaW pisze:– Wiesz, mieszkam całkiem niedaleko stąd.
– Zazdroszczę ci, tez chciałabym mieszkać w takim pięknym mieście.
– Więc czemu przeprowadziłaś się do Hiszpanii?
– To przez ojca. Niestety nie mogę powiedzieć, o co chodzi, wybacz. Wystarczy ci informacja, że musieliśmy wyjechać. Nie pytaj o więcej.
– Mam nadzieję, że to nic poważnego.
– Pewnie zdziwiłbyś się, jak bardzo jest to poważne, ale nie będę ci o tym mówić. To taki nasz sekret rodzinny.

Z tym fragmentem mam trochę kłopot. Panna nie chce o tym gadać, powinna więc krótko uciąć temat, jak wcześniej. Ale wciąż coś dopowiada, wciąż jednak ów temat ciągnie. Z jednej strony to taka niekonsekwencja w jej zachowaniu, przegadywanie. Z drugiej, i raczej zrobiłeś to nieświadomie - pokazałeś dość typową babską mentalność. Mówienie o problemach ogólnikami, tak żeby w gruncie rzeczy nie powiedzieć żadnych konkretów, ale jasno zasygnalizować, że jednak coś jest na rzeczy.

Co do tych licznych retrospekcji. Hmm. Jeśli zamierzasz pisać coś dłuższego, co chwila wstawiając takie szczątkowe wspomnienia (typu: "pamiętam, że wtedy...", "nie wiedziałem jeszcze, że..." itp., to znaczy z wyraźnym odniesieniem do przyszłości, zamiast opisywania zdarzeń akurat z danej chwili), to lepiej to skrócić. Dłuższy kawałek złożony z samych retrospekcji może znudzić, natomiast coś krótkiego - taka jedna, intensywna retrospekcja, może być o wiele ciekawsza i lepiej strawna dla czytelnika.

Od początku jakiś tam klimacik był. Dość nikły, ale czytało się przyjemnie. I choć zdania w większości proste, zwyczajne, to układają w się w miarę ciekawą całość. Stylowo mogło być dużo lepiej. Bohatera da się polubić, jest naturalny i rzeczywiście nieźle pokazuje świat.

Pozdrawiam.


ObrazekObrazekObrazek


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości