Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Grr-Okk i Bunga-bunga polują na mamuta

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
walterbezmienia
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: czw 14 paź 2010, 17:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Grr-Okk i Bunga-bunga polują na mamuta

Postautor: walterbezmienia » czw 14 paź 2010, 17:38

Herman EDIT: Wulgaryzmy!

Pewnego pięknego grudniowego przedpołudnia roku 999 999 p.n.e. Grr-Okk siedział sobie, jak zwykle, przed jaskinią i walił się z nudów maczugą po łbie. Po każdym uderzeniu czuł dziwną błogość i ciągle mu się zdawało, że wokół lata skowronek... Niestety, ten sielankowy nastrój zakłócił znienacka jego serdeczny druh, Bunga-Bunga, który nadbiegł zdyszany, stanął przed Grr-Okkiem i wrzasnął:

— Ma-mut!

— Yyyp? — zapytał uprzejmie Grr-Okk i miał właśnie zamiar zdzielić się ponownie maczugą, gdyż Bunga-Bunga zagłuszył mu głos skowronka.

— Zostaw tę cholerna maczugę, narkomanie jeden! Mamut! Rozumiesz? Ma-mut! K...wa, kiedy ty się mówić nauczysz? Patrz!

Bunga-Bunga, wytrąciwszy przyjacielowi maczugę, podskoczył, jak umiał najwyżej, z rozcapierzonymi rękoma i zawołał:

— O!

— Yyp? — zapytał ponownie Grr-Okk

Bunga-Bunga skoczył więc jeszcze wyżej, zakreślając rękoma solidny łuk.

— Ma-mut! O!

Grr-Okk zaczął bardzo intensywnie myśleć, co można było poznać po otwartych ustach i ściekającej po brodzie ślinie. Bunga-Bunga tymczasem zmęczył się skakaniem i stał, wpatrując się w Grr-Okka i z utęsknieniem wypatrując w jego oczach śladu inteligencji. Wreszcie palnął się dłonią w czoło, jakby coś sobie przypomniał, złapał kompana za rękę i pociągnął go do wejścia jaskini, przy którym widniało kilka rysunków.

— Widzisz to? Ma-mut! Czaisz bazę?

— Maaa... Maaa... Mut! — powtórzył Grr-Okk. — Maa... Mut... — Najwyraźniej coś wreszcie zaczęło mu świtać. — Mamut! — wrzasnął nagle i wskoczył do jaskini. Po chwili wybiegł z niej, trzymając oburącz dzidę zakończoną kamiennym grotem.

— No, nareszcie – sapnął Bunga-Bunga. — Idziemy na polowanie.

Na umówionym miejscu zbornym zebrała się już cała męska część plemienia w wieku poborowym. W centralnym punkcie zgromadzenia stał Szefunio i jako jeden z dwóch nie miał w ręku dzidy, ponieważ od dzieciństwa brzydził się przemocą. W ramach równowagi trzech jego przydupasów dzierżyło po dwie dzidy. Drugim wojownikiem nieposiadającym dzidy był Rzucający-Nieźle-Kamieniem. Ten akurat wychodził z założenia, że inwestowanie w drogą, nierzadko importowaną broń jest nieopłacalne, gdyż pod nogami jest w bród najprzeróżniejszych militariów dowolnego kalibru. Szefunio właśnie udzielał stosownego przeszkolenia, aby wyprawa po mamuta odbyła się w sposób nowoczesny i zgodny z obowiązującymi normami kontroli jakości.

— Znaczy, że tak... Idziemy po mamuta, nie? Jak dojdziemy, to rzucamy dzidami w mamuta. Potem bierzemy ubitego mamuta i ciągniemy go tu. Następnie przekazujemy go sekcji gospodarczej, czyli naszym żonom, które zajmą się przetwarzaniem surowca na wyroby gotowe. Przypomnę tylko, że oprócz żarcia mamut składa się jeszcze ze skóry, z której można se zrobić modny ciuch, i gnatów, z których można se zrobić, co tam kto chce. Wszystko jasne?

W tym momencie jak na komendę wszystkie głowy zwróciły się w stronę Grr-Okka, który stał sobie spokojnie z tyłu, przyglądając się własnej dzidzie i zastanawiając się, którą stroną byłoby lepiej palnąć się w łeb: czy tą z grotem, czy tą bez? Szefuniowi na widok Grr-Okka trochę zrzedła mina i jakby powietrze z niego uszło.

— Taaa... Czy ktoś mógłby mu przetłumaczyć to, co ja powiedziałem?

W tym momencie jak na komendę wszystkie głowy zwróciły się w stronę Bungi-Bungi. Stojący najbliżej Yapp Yerd ’Ole (syn skandynawskich emigrantów) wyseplenił przez brakujące przednie zęby, których mu brakowało... A to akurat jest ciekawe, więc zanim przejdziemy do tego, co wyseplenił, to zapoznajmy się pokrótce z historią postradania przedniego uzębienia przez Yappa Yerda ’Olego.

Historia Postradania Przedniego Uzębienia Przez Wojownika Zwanego Yapp Yerd ’Ole

Pewnego pięknego grudniowego przedpołudnia 999 999 r. p.n.e. Yapp Yerd ’Ole wybrał się na ryby. W tym celu wziął ze sobą swój najnowszy sprzęt wędkarski, czyli maczugę ze specjalnie wydrążonej wewnątrz kości, która dzięki temu była lżejsza od zwykłych maczug i osiągała przy rozmachu prędkości nieporównywalnie większe niż wszystkie zwykłe maczugi. Gdy już znalazł się nad wodą, w pewnym momencie wydało mu się, że widzi jakąś większą rybę pomiędzy dwoma skałami. Niewiele myśląc, wpadł tam cały i zaczął walić maczugą w tak imponującym tempie, że normalnie... strasznie imponującym normalnie. Niestety nie była to ryba. Z jeziora wynurzył się Grr-Okk, który właśnie uczył się oddychać pod wodą. Z racji, że na ogół lubił brać maczugą po łbie, był pewien, że Yapp Yerd ’Ole przyszedł się z nim pobawić. Chcąc dobrze, zawinął się swoją maczugą z takim skutkiem, że Yapp Yerd ’Ole jeszcze pięć razy odbił się od okolicznych skał, zanim upadł na brzeg. Gdy po dwóch dniach przyszedł do siebie, zaczął coś bredzić o spotkaniu z brontozaurem. My w każdym razie wiemy już, jak to było, więc nie zdziwi nas specjalnie, że to właśnie Yapp Yerd ’Ole miał w tym momencie największe obiekcje:

— Ja tylko chcałbym miec pefnosc, ze ten troglodyta NA PEFNO fie, ze my idziemy na mamuta, i ze NA PEFNO fie, co to jest mamut. I ze mu nic durnego f trakce polofania do tego pustego łba nie sceli.

Bunga-Bunga poczuł w tym momencie potrzebę ujęcia się za towarzyszem.

— Panowie... Bez przesady! Nie róbcie z niego aż takiego kretyna. Chłopak może i jest lekko opóźniony w ewolucji (jakieś pół miliona lat), ale za to sam jest silny jak mamut. W zasadzie moglibyśmy go wysłać w pojedynkę i gwarantuję, że za godzinę zwierz leżałby tu przed nami. Proponuję następujący podział: 50% dla myśliwego i jego menedżera, 30% procent...

Nie dowiemy się niestety, dla kogo Bunga-Bunga przewidział 30%, gdyż Szefunio przerwał mu stanowczo.

— Zamknij się! Trzymaj tego neandertala gdzieś z boku i twoja w tym głowa żeby znowu czegoś nie spieprzył. Ruszamy!

Tak więc wyruszyli. Następnie szli. Potem się zmęczyli, więc postali chwilę, pogadali o przewidywanej pogodzie na jutro i ruszyli znowu. Nagle jeden z wojowników (o imieniu, które niestety nie utrwaliło się w historii), idąc skrajem urwiska, potknął się, poślizgnął czy coś w ten deseń, a następnie zniknął w przepaści. Nie cały jednak zniknął, albowiem posiadając niezrównany refleks łowcy, w ostatniej chwili zdołał złapać się jedną ręką wystającego progu skalnego. Idący tuż za nim Rzucający-Nieźle-Kamieniem patrzył się był akurat w inną stronę i przechodząc, nadepnął na tę rękę, rozpaczliwie utrzymującą nieszczęsnego wojownika po stronie świata żywych. Rozległo się przeciągłe „Aaaaaaaaaaaaaaaaaa...!!!”, które trwało i trwało... Rzucający-Nieźle-Kamieniem spojrzał ciekawie w dół. Okrzyk „Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!...” wciąż jeszcze było słychać, a echo odbijało go po skałach. Rzucający-Nieźle-Kamieniem podrapał się po rozczochranej głowie, po czym rozejrzał się wokół i schyliwszy się, podniósł z ziemi kamień, który wydał mu się najwłaściwszy. Przez chwilę ważył go w dłoni ze skupieniem, a następnie wypuścił go w ślad za wojownikiem.

— Aaaaaaaaaaa...!!! Aap...

Leżący dwa metry poniżej, na przygniecionym kaktusie, z ustami zatkanymi kamieniem, spoglądał na niego z niemym wyrzutem w oczach. W tym momencie zjawił się obok Szefunio, z wyrazem wściekłości na twarzy, i oświadczył:

— Jeżeli ktoś miał w planach wypłoszyć wszystkie mamuty w promieniu siedemdziesięciu rzutów maczugą, to najprawdopodobniej właśnie mu się to udało! Cisza ma mi być od tej pory. Mamut gdzieś tu jest...

Zaczęli więc posuwać się bardzo cichutko, w milczeniu, powoli, czujnie, prężąc mięśnie, węsząc, skradając się... Słowem — profesjonalizm w każdym calu. Mamut tymczasem stał sobie spokojnie na pagórku, obserwując ich z góry i nie mając bladego pojęcia, o co chodzi. Wojownicy okrążyli pagórek jeden raz, następnie drugi raz, po czym przystanęli, by się naradzić.

— No, gdzies tu był, jak boga kocham... Chyba ze jus sobie posedł — wyseplenił Yapp Yerd ’Ole.

— Ja mam pomysł! — pisnął ktoś z tyłu.

— Jaki? — zapytał Szefunio.

— Obejdźmy jeszcze raz pagórek.

— Ech... — Szefunio pokręcił z dezaprobatą głową. — Czy ktoś ma jeszcze jakiś pomysł?

Niestety, nikt nie miał dalszych pomysłów, więc na wszelki wypadek okrążyli jeszcze raz pagórek, żeby nie stać bezczynnie. Wtedy odezwał się Bunga-Bunga:

— No dobra. To teraz ja mam pomysł. Trzeba wdrapać się na ten pagórek i popat... — tu przerwał, trzymając rękę wyciągniętą w stronę pagórka, bowiem wydało mu się, że nagle coś jakby... znaczy... jakby... No, czego oni tak wszyscy gęby pootwierali? Spojrzał więc tam, gdzie się gapili, czyli w kierunku wyciągniętej dłoni.

— MAMUT!!! — wrzasnęli wszyscy naraz. Po chwili u stóp pagórka stali już tylko Bunga-Bunga i Grr-Okk... jak zwykle zresztą.

„Jak zwykle zresztą”, pomyślał Bunga-Bunga, patrząc na tuman kurzu pozostawiony przez dzielnych wojowników.

— Tchórze! — wrzasnął Szefunio, ukryty za jedną z dalszych skałek. — Wracać! Walczyć! Za ojczyznę! Na mamuta!

— Sam se walcz! — pisnął ktoś zza jeszcze dalszej skałki.

— Przydupasy, do mnie! — ryknął Szefunio. W tym momencie tuż przy nim wylądowało sześć nowiutkich, importowanych dzid. Jednakże bez właścicieli.

Tymczasem Bunga-Bunga usiłował naświetlić Grr-Okkowi swój plan taktyczny:

— Słuchaj, zrobimy tak: ja podejdę z tej strony i ściągnę na siebie jego uwagę. Ty obejdziesz pagórek, staniesz za mamutem i rzucisz w niego dzidą. Tylko, na miłość boską, w niego, nie we mnie! Albo wiesz co... Dobra, to nie. Zrobimy tak: ty podejdziesz z tej strony i ściągniesz jego uwagę. W końcu jesteś większy, to ciebie łatwiej zauważy. A ja pójdę od tamtej strony i...

Twarz Grr-Okka przedstawiała właśnie jego iloraz inteligencji, wyrażony cyframi rzymskimi w postaci dwóch strumyków sączącej się po brodzie śliny z otwartych ust. Bunga-Bunga na ten widok postanowił jeszcze raz zmienić taktykę.

— OK, zapomnij, o czym mówiłem. Plan jest taki: ty idziesz i załatwiasz mamuta, a ja czekam tu z posiłkami i osłaniam tyły. Ma-mut! — wrzasnął Grr-Okkowi do ucha. — Tam!!! — wskazał ręką na stojąca na wzniesieniu zwierzę. — Idź i zrób mu z dupy jesień średniowiecza!

I wtedy, ku jego niebotycznemu zdumieniu, Grr-Okk pociągnął nosem raz i drugi, po czym... poszedł. Bunga-Bunga zamrugał z niedowierzaniem.

— Rany boskie, ten chłopak jest z dnia na dzień mądrzejszy. Tylko patrzeć, jak zacznie mówić.

Grr-Okk zaczął obchodzić mamuta nieco bokiem, by po chwili zniknąć za garbem pagórka. „Chce go jednak od tyłu zajść, spryciula”, pomyślał Bunga-Bunga z uznaniem. Po krótkim czasie do jego uszu doszło głośne mlaskanie. „Już go je???”. Mamut jednak stał wciąż niewzruszony i dostojny, jakby fakt, że jest właśnie konsumowany, nie robił na nim żadnego wrażenia. Nagle do uszu wszystkich wojowników dobiegł jeszcze inny głos, doskonale zresztą im znany.

— A pódziesz, złodzieju, huncwocie, lebiego jedna! Gruszek mu się zachciało!

W tej samej chwili rozległo się donośne „FLAMP!” i zza pagórka wyłonił się Grr-Okk, pokonując drogę powrotną lotem balistycznym, szczęśliwy jak nigdy dotąd, gdyż wokół niego krążyło całe stado skowronków. Chwilę później spoza wzniesienia wyłoniła się słuszna sylwetka Grzmotyldy, żony Szefunia, jedynej istoty w całym plemieniu zdolnej przyłożyć Grr-Okkowi. W jej ręce tkwiła potężna maczuga, z którą właśnie miał, przed momentem, bliskie spotkanie Grr-Okk. Spoza wszystkich okolicznych skałek rozległo się w jednej chwili zgodne: „O-ooo...”. Grzmotylda, stojąc obok mamuta, który najwyraźniej wcale jej się nie bał, potoczyła badawczym spojrzeniem po okolicy, po czym zawołała:

— Szefuniu! Słoneczko moje! Wystaw no swoją kudłatą mordę zza skały!

Szefunio, który był święcie przekonany, że jego ukochana małżonka znajduje się jeszcze u swoich rodziców, do których wybrała się w odwiedziny trzy księżyce temu, niepewnie wychylił się spoza swej osłony.

— Już wróciłaś, Grzmotysiu?

Maczuga zafurkotała w powietrzu i na sekundę uczyniła jedność z zarośniętym łbem Szefunia, który w tym momencie również ujrzał stado skowronków, tyle że w 3D.

— Wróciłam, cymbale jeden! I nie waż mi się tknąć tego mamuta ani nasyłać na niego swoich warchołów, bo on jest mój! Dostałam go od tatusia! Pikuś, chodź, idziemy — to mówiąc, złapała mamuta za cios i pociągnęła za sobą, a potulne bydlę poczłapało grzecznie za nią.

Wojownicy, ukradkiem, jeden po drugim zaczęli pośpiesznie opuszczać swoje stanowiska, chcąc jak najszybciej znaleźć się poza strefą zagrożoną zasięgiem działania Grzmotyldy. Bunga-Bunga zaklinał się później przed żoną wodza, że jego tam nie było, bo akurat w tym czasie sprzątał piwnicę. Co ciekawe, podobnie twierdziła reszta plemienia...
Ostatnio zmieniony śr 02 lis 2011, 21:08 przez walterbezmienia, łącznie zmieniany 4 razy.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2799
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » czw 14 paź 2010, 17:54

:D śmiałam się czytając tekst, przypomniał mi się film "Wrrr.." czy jakoś tak. :)

Tekst jak dla mnie zabawny, troszkę na granicy;)

Ostrzeżenie o wulgaryzmach trzeba umieścić na początku tekstu.

Pozdrawiam :)

[ Dodano: Czw 14 Paź, 2010 ]
Film "RRRrrr..." :)



Awatar użytkownika
walterbezmienia
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: czw 14 paź 2010, 17:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: walterbezmienia » czw 14 paź 2010, 18:32

Veto! Tu nie ma wulgaryzmów. Jeden wykropkowany, to się nie liczy, a drugi zakamuflowany. Składam wniosek o odrzucenie wniosku wnioskującego o wulgaryzmach.
Takie sprawy uzgadniaj na PW, bo ten post nie wnosi niczego konstruktywnego, jeśli chodzi o ocenę tekstu. Pozdrawiam, Herman.
Ostatnio zmieniony czw 14 paź 2010, 19:46 przez walterbezmienia, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2799
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » czw 14 paź 2010, 19:24

walterbezmienia pisze:Trzymaj tego neandertala gdzieś z boku i twoja w tym głowa żeby znowu czegoś nie spieprzył
ostatnie słowo, tak dla przykładu :)

Żeby załagodzić, mogę przyjąć, że to nie jest wulgaryzm tylko słowo potoczne.

:D Zadowolony? :D



Awatar użytkownika
kanadyjczyk
Umysł pisarza
Posty: 943
Rejestracja: wt 02 wrz 2008, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Białystok
Płeć: Mężczyzna

Postautor: kanadyjczyk » czw 14 paź 2010, 19:32

:) zadowolony:) dla kogo?


"Ostatecznie mamy do opowiedzenia tylko jedną historię." - Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » czw 13 paź 2011, 12:30

Grr-Okk siedział sobie, jak zwykle, przed jaskinią i walił się z nudów maczugą po łbie.

Bez przecinków.

Przypomnę tylko, że oprócz żarcia mamut składa się jeszcze ze skóry, z której można se zrobić modny ciuch(*), i gnatów, z których można se zrobić, co tam kto chce.

(*) Przed "i" nie stawiamy przecinka.
i z gnatów, z których można se...

— Ja tylko chcałbym miec pefnosc, ze ten troglodyta NA PEFNO fie, ze my idziemy na mamuta,(*) i ze NA PEFNO fie, co to jest mamut.

Leżący dwa metry poniżej(*), na przygniecionym kaktusie, z ustami zatkanymi kamieniem, spoglądał na niego z niemym wyrzutem w oczach. W tym momencie zjawił się obok Szefunio, z wyrazem wściekłości na twarzy(*), i oświadczył:

Wojownicy,(*) ukradkiem, jeden po drugim zaczęli pośpiesznie opuszczać swoje stanowiska, chcąc jak najszybciej znaleźć się poza strefą zagrożoną zasięgiem działania Grzmotyldy.

(*) Brak przecinka.

No, gdzies tu był, jak boga kocham

Jak Boga kocham.

Uważaj na przecinki. No i tyle. Świetnie napisany tekst, zabawny, czyta się szybko i z przyjemnością. Trochę mi zgrzytnęło "A pódziesz, złodzieju, huncwocie, lebiego jedna! Gruszek mu się zachciało!", zbyt swojsko zabrzmiało. Bardzo udany tekst.



Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » czw 13 paź 2011, 15:00

Ogólne wrażenie - niezgorsze. Nie śmiałem się może, ledwo co się uśmeichnąłem. Mimo tego, tekst czyta się na tyle dobrze, że człowiek nie zawraca sobie głowy drobnymi potknięciami w stylu brakującego bądź nadmiarowego przecinka.

W sumie mocno mi się to kojarzy z filmem "Year One" bodajże - to strasznie słabe filmidło, ale dokładnie w takich klimatach. Ergo - tekstowi, w mojej opinii, bardzo brak oryginalności i powiewu świeżości.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 14 paź 2011, 13:35

Pewnego pięknego grudniowego przedpołudnia roku 999 999 p.n.e.


To nie jest czepialstwo - zastrzegam. W tekstach przedstawiających pradawne dzieje można śmiało kierować się do czytelnika, używając naszego systemu postrzegania świata, ale czy nie lepiej wprowadzić w ruch wyobraźnię odbiorcy, pozostawiając pewnie niuanse bez tych odniesień? Bo widzisz, grudzień pradawnym nie był znany a i Homo Erectus (o którym najpewniej piszesz, wiele nie mówił). Oczywiście, rozumiem, iż jest to groteska, nie mniej prześmiewczość tekstu więcej by zyskała, gdyby po prostu mówił o dwóch prehistorycznych postaciach bez tych odniesień.

i z utęsknieniem wypatrując w jego oczach śladu inteligencji.

poprawnie, pasuje do tekstu - mi jednak widzi się tam zrozumienie (bo starasz się do teraz opisać reakcję bohatera przez mimikę, gesty i owe spojrzenie).

W tym momencie jak na komendę

W tym momencie jak na komendę

Dwa akapity zaczynają się tak samo... Brak pomysłów?
W jednej chwili, Zebrani natychmiast spojrzeli na, Wszyscy jednocześnie...

— Zamknij się! Trzymaj tego neandertala gdzieś z boku i twoja w tym głowa żeby znowu czegoś nie spieprzył. Ruszamy!

A to wskazuje, że wyprzedzał ich jednak o jakieś pół miliona lat w ewolucji...

Moje wrażenia niestety są negatywne, nie licząc dwóch bardzo ciekawie rozwiązanych rzeczy; nazwy bohaterów (w tym to, co przywołało uśmiech na mojej twarzy: Yapp Yerd'Ole - Buahahahahah) oraz totalnie olewatorski sposób narracji - bez spinki, bez konsekwencji, jakbyś pisał to po pijaku i z pazurem. Ta zadziorność jest ciekawa.

Ale mimo tych niebywałych zalet stwierdzam, że przeszarżowałeś - ja rozumiem konwencję, groteskę albo mocny pastisz, ja to naprawdę rozumiem. Ale do kogo skierowany jest ten tekst? Dzieci w wieku przedszkolnym? Wówczas się sprawdzi i nie mam zastrzeżeń - jeśli natomiast liczysz na starszego odbiorcę, to nie można kalać jego inteligencji prostymi zabiegami "bo tak mi się chce" a trzeba go zaangażować narracją. I teraz dam przykłady angażującego sposobu opowiadania:
— Jeżeli ktoś miał w planach wypłoszyć wszystkie mamuty w promieniu siedemdziesięciu rzutów maczugą, to najprawdopodobniej właśnie mu się to udało!

oraz
W tym momencie jak na komendę wszystkie głowy zwróciły się w stronę Grr-Okka, który stał sobie spokojnie z tyłu, przyglądając się własnej dzidzie i zastanawiając się, którą stroną byłoby lepiej palnąć się w łeb: czy tą z grotem, czy tą bez? Szefuniowi na widok Grr-Okka trochę zrzedła mina i jakby powietrze z niego uszło.

w obu przypadkach jest i śmiesznie i mądrze - świadomie (albo i nie) odnosisz się do przedstawionego świata. W pierwszym przypadku to mierzenia odległości (zabawne, pomysłowe i mające prawo bytu) w drugim z kolei nawiązujesz do głupkowatej natury bohatera. Można? Można.

Mnie się nie podobało - chyba że wyłączę logikę i wszelkie myślenie - czyli stanę się Grr-Okkiem :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1425
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » sob 19 lis 2011, 18:26

Bardzo śmieszne i pięknie napisane.
Na przykład przejście: ... jak zwykle zresztą. / "Jak zwykle zresztą"
Przypomina Cortazara ("Dla wszystkich ten sam ogień")




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości