Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Anka, czyli dyskotekowa jazda bez trzymanki/ obyczaj

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Anka, czyli dyskotekowa jazda bez trzymanki/ obyczaj

Postautor: MARCEPAN 30 » wt 27 kwie 2010, 23:00

Stare, powyginane kamienice nie są dla niego dzisiaj takie jak zawsze. Są obce, jakby bardziej pochylone, jakby bardziej odrapane, bardziej szydercze, niż zwykle. Kulą się nieprzyjaźnie, przykucają wzdłuż głównej ulicy i uśmiechają się kpiąco, drwią z niego, plują mu pod nogi. Stare, spękane kafle chodnika są jedynymi rzeczami, na które stara się patrzeć, ale wie, ze przed sobą nie umknie, że własnych myśli nie zagłuszy. A huczą mu w głowie i modli się w duchu, by ten dzień już się skończył, by wszystko wróciło do normy, by było jak dawniej, jak zawsze.
„Przetrzymać to, mieć za sobą i wrócić do normalności” - pomyślał kuląc się jeszcze bardziej i przyspieszając kroku.
Sam nie mógł uwierzyć, że to robi. Czuł, w tej jednej chwili czuł, że wszyscy wokół, nawet żule plujący w - bramach, nawet baby w oknach oparte łokciami o poduszki ułożone na parapecie, wyglądające na rynek, że oni wszyscy w tym ułamku sekundy są lepsi od niego. I dlatego musiał zakończyć to jak najszybciej.
Wszedł zdecydowanym krokiem do kwiaciarni, kupił bukiet żonkili, zapłacił, jęknął pod nosem zdawkowe „do widzenia” i wyszedł skulony niczym złodziej, niczym ktoś kto ma w planie napad, zbrodnię, gwałt. Coś, co już w trakcie tworzenia czyni człowieka zezwierzęconym, obolałym wewnętrznie, napełnionym niewytłumaczalnym poczuciem winy, ale bez możliwości odwrotu. Jak pies w amoku, gdy wyczuje woń suczej cieczki. Nie ma odwrotu, mimo, że z tyłu łba czai się wiedza, że Pan da w skórę, że przypnie do budy i nie przyniesie miski ze zlewkami, że coś złego czai sie w tym gonieniu suki. Ale nie można przestać, nie można nie pójść za instynktem. Przetrzyma się głód, osamotnienie i rany zadane przez inne psy, przetrzyma się wszystko, nawet wyrzuty psiego serca, że się sponiewierało, że się upodliło, że ze spuszczonym łbem trzeba teraz truchtać. Przetrwa się, bo później będzie dobrze, świat wróci do normy, Pan znów pogłaszcze, odczepi od budy, zabierze do lasu, może nawet pozwoli poleżeć na kanapie.
„Zakochany facet jest żałosny” - pomyślał jeszcze starając się ukryć kwiaty, tak by broń Boże nikt ich nie zauważył. Z tyłu głowy czaiło się upodlenie, podobne do tego psiego. Było tym gorsze i tym boleśniejsze, bo nigdy nie musiał tego robić. Nie potrzebne były mu te ceregiele, te bzdury z kwiatami, kartkami i pierdołami o gwiazdach w lipcowe noce. Zazwyczaj wchodził do klubu, zamawiał browarka i kręcił się po sali. Śledził, rozglądał się, zamawiał kolejne browarki i czekał. Zawsze znalazła się jakaś siksa, która albo to potknęła się koło niego, albo nie miała ognia, a on akurat palił, albo po prostu, gdy już nieźle szumiało w głowie, zagadywał jakąś pierdołą w stylu:
- Sama jesteś?
- Nie, a bo co?
Później wszystko kręciło się już samo. Alkohol, czasem jakieś dragi, hipnotyzująca muzyka i laska zginała mu się wpół na ramieniu. Wystarczyło już tylko rzucić bajerem o dusznej sali, ze na dworze tak ciepło, a tu nie ma czym oddychać i zawlec ją na tartak, albo na stary dworzec PKP. Dymanko murowane! Oczywiście nie co tydzień, nie na każdej bibce się udawało, ale raz na jakiś czas tak.
Najgorzej było później wytrzymać te wszystkie sms - y, próby dodzwonienia się i płacze, przy przypadkowym spotkaniu.
- Dlaczego nie zadzwoniłeś? - nienawidził tego pytania! Nienawidził laski, która płakała przed nim, rzucała te sarnie, rozciągnięte spojrzenia i próbowała wkraść się w jego prywatność. Zabrać mu czas, który miał dla kumpli, zamulać mu w chacie, gadać o pierdołach. Zazwyczaj kilka dni musiał stracić na pozbycie się jej, na definitywne zakończenie sprawy.
Wielkie mi co! Bzyknęliśmy się i tyle. Nawet nie pamiętam jak masz na imię, w ogóle cię nie pamiętam. - zdarzyło mu się raz powiedzieć.

Ale tym razem było inaczej! Anka zrobiła z nim coś dziwnego, coś niewytłumaczalnego, coś co nakazało mu wrócić, zadzwonić, spytać o coś, o cokolwiek. Może wyskok na pizzę, może jakieś namioty. Może po prostu browarek u niej w domu. Przecież jest dużo starsza, z dycha więcej jak nic, nie mieszka ze starymi, ma wiecznie wolna chatę i robi loda jak żadna, którą poznał do tej pory. Z resztą, połowa w ogóle nie robiła loda! Brzydziły się, wykrzywiały, że nie chcą, że nie wezmą, księżniczki pieprzone. I wtedy bzykanko nie było juz w pełni uświęcone, nie było pełne.
Ale Anka? Anka to co innego! Lodzik wieczorem, lodzik z rana i takie pozycje, że się w głowie nie mieści. Chcesz os tyłu? Proszę bardzo, masz od tyłu. Chcesz na konika? Owszem, da się zrobić.
I jak tu kwiatów nie kupić?
Ok, zakochany facet jest żałosny. Ale co zrobić? Widocznie ten jeden jedyny raz w życiu każdy mężczyzna musi się zbłaźnić.
Baby patrzą z okien, żule plują na chodnik, kamienice tłoczą się ciasno i duszą. Klatka Anki jest już tuż, tuż. Przełknął ślinę, wciągnął gila, charknął i wszedł. Przemierzył dwa piętra po starych, kamiennych schodach, przeliczył wszystkie szczeble w pooranej czasem poręczy, minął dziecko, staruszkę i lekko pogwizdując stanął przed drzwiami. Wciągnął powietrze, rozciągnął ciało, wmówił sobie, ze jest wyluzowany i zapukał. Za drzwiami rozległ sie jazgot psa i szuranie kapci.
„Anka! Anula kochana! Zaraz ją zobaczę. Dobra stary, jesteś luźny, jesteś fajny, będzie gites. Jeden wygłup, jedno zagranko i później już tylko wyrko i wyrko.” - pomyślał jeszcze i rozpromienił się na widok uchylanych drzwi.
- Cześć. Co ty tu robisz? - zaspanym głosem zapytała kobieta w drzwiach.
- Ania, kocham cię. - rzucił, by jak najszybciej mieć to za sobą.
- Co?
- Kocham cię. Zrozumiałem to dzisiaj w nocy i wiem, że ty też do mnie coś czujesz. Kocham cię i już. Chcę byś ze mną była, znajdę robotę i wiesz. No kurzczę, powiedz coś.
Kobieta spuściła głowę, zagryzła dolną wargę, wychyliła się na korytarz, rozejrzała i ściszyła głos:
- Słuchaj Wacek, fajnie, że mi to mówisz...

- Ania, kto tam? - zagrzmiał zniecierpliwiony głos z głębi mieszkania. Wacek poczuł, że czas stanął w miejscu, że coś się czai, że powietrze gęstnieje i zamienia się w wielką, czarną pięść, która zaraz roztrzaska mu twarz. Nie do końca jeszcze złożył historię w całość, ale już czuł ból, namiastkę rozpaczy, która zaraz się zmaterializuje, stanie przed nim twarzą w twarz i bezlitośnie pokona.
- Kto to? - zapytał tylko.
- Wacek, jesteś uroczym chłopakiem. Fajnie było cię poznać, ale... No wiesz, ty jesteś dużo młodszy, na pewno poznasz kogoś w swoim wieku...
- Kto to? - zapytał juz bardziej stanowczo.
- Wacuś, ja mam męża. Wozi rozbite samochody z Rajchu, czasem wyjeżdża na dłużej, tak jak w ten weekend, który u mnie spędziłeś.

- Anka, do cholery! Przeciąg robisz – głos z mieszkania stał się bardziej stanowczy, bardziej niecierpliwy i jakby bliższy, jazgot psa wbił się w głowę Wacka i szarpał umysł. Wydzierał resztki nadziei, targał obrazami, które próbował skleić w całość. Rozszarpywał myśli, które próbowały być całością, które próbowały nadać temu wszystkiemu jakiś sens, jakikolwiek.
- Sorry Wacek, spadam.

Z chwilą, gdy kobieta zamknęła drzwi, czarna pięść ulepiona ze stęchłego powietrza spadła na głowę chłopaka. Osłabione emocjami nogi miały problem z utrzymaniem reszty ciała. Cios był mocny i trafiony, wystarczył, by znokautować go i rzucić o ziemię. Odwrócił się plecami do drzwi, skulił, syknął pod nosem i zacisnął pięści. Nie mógł, nie chciał i nie był w stanie tego pojąć. Nagły skurcz żołądka skulił go jeszcze na chwilę, ale powstrzymał się od rozpaczy.
Kiedy złocisty pył z żonkili osiadł mu na butach, poprzysiągł sobie, że jeszcze tu wróci...


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » śr 02 cze 2010, 13:33

Fajne, podobało mi się.

MARCEPAN 30 pisze:Chcesz os tyłu?


tu masz literówkę.

I robisz błąd w pisaniu dialogów:

MARCEPAN 30 pisze: - Anka, do cholery! Przeciąg robisz – głos z mieszkania stał się bardziej stanowczy


Wypowiedź męża powinieneś zakończyć kropką. Potem zacząć od wielkiej litery, bo to nie komentarz odautorski, tylko nowe zdanie.

MARCEPAN 30 pisze:- Kto to? - zapytał tylko.


tu jest okej.

MARCEPAN 30 pisze:- Dlaczego nie zadzwoniłeś? - nienawidził tego pytania!


a tu znów to samo. Nowe zdanie.

Troszkę jak dla mnie za bardzo rozwlekasz początek i ciężko przez niego przebrnąć. Potem już przyzwoite scenki. Nic odkrywczego, ale fajne.

Tekst dobry.

Pozdrawiam.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Anka, czyli dyskotekowa jazda bez trzymanki/ obyczaj

Postautor: ewik33 » pt 04 cze 2010, 15:44

Stare, spękane kafle chodnika są jedynymi rzeczami, na które stara się patrzeć, ale wie, ze przed sobą nie umknie, że własnych myśli nie zagłuszy.

Wystarczyło już tylko rzucić bajerem o dusznej sali, ze na dworze tak ciepło, a tu nie ma czym oddychać i zawlec ją na tartak, albo na stary dworzec PKP.

Przecież jest dużo starsza, z dycha więcej jak nic, nie mieszka ze starymi, ma wiecznie wolna chatę i robi loda jak żadna, którą poznał do tej pory.

I wtedy bzykanko nie było juz w pełni uświęcone, nie było pełne.

Wciągnął powietrze, rozciągnął ciało, wmówił sobie, ze jest wyluzowany i zapukał. Za drzwiami rozległ sie jazgot psa i szuranie kapci.

No kurzczę, powiedz coś.

- Kto to? - zapytał juz bardziej stanowczo.


Literówki.

Sam nie mógł uwierzyć, że [1]to robi. Czuł, w tej jednej chwili czuł, że wszyscy wokół, nawet żule plujący w [2]- bramach, nawet baby w oknach oparte łokciami o poduszki [3]ułożone na parapecie, wyglądające na rynek, że oni wszyscy w tym ułamku sekundy są lepsi od niego. I dlatego musiał zakończyć to jak najszybciej.

[1] – Trochę za dużo zaimków.
[2] – Tutaj jakiś niepotrzebny znaczek.
[3] – Pogrubiony fragment można w sumie usunąć. Jeśli baby tkwią w oknach, opierając się łokciami o poduszki, wiadomo, że poduszki leżą na parapecie.

Najgorzej było później wytrzymać te wszystkie [1]sms - y, próby dodzwonienia się i [2]płacze, przy przypadkowym spotkaniu.

[1] – esemesy
[2] – Może lepiej: łzy podczas przypadkowego spotkania. Poza tym masz tu zbędny przecinek.

Zabrać mu czas, który miał dla kumpli, zamulać mu w chacie, gadać o pierdołach.


Obydwa zaimki można sobie darować.

Z resztą, połowa w ogóle nie robiła loda!

zresztą

- Cześć. Co ty tu robisz? - zaspanym głosem zapytała kobieta w drzwiach.

W poprzednim zdaniu wspominasz o otwieranych drzwiach, dlatego tutaj można drzwi pominąć (z korzyścią dla tekstu).

- Cześć. Co ty tu robisz? – zapytała kobieta zaspanym głosem.

- Ania, kto tam? - zagrzmiał zniecierpliwiony głos z głębi mieszkania. Wacek poczuł, że czas stanął w miejscu, że coś się czai, że powietrze gęstnieje i zamienia się w wielką, czarną pięść, która zaraz roztrzaska mu twarz.

Od nowego akapitu.

- Kto to? - zapytał juz bardziej stanowczo.
- Wacuś, ja mam męża. Wozi rozbite samochody z Rajchu, czasem wyjeżdża na dłużej, tak jak w ten weekend, który u mnie spędziłeś.

- Anka, do cholery! Przeciąg robisz – głos z mieszkania stał się bardziej stanowczy,


Powtórzenia.

Cała masa literówek, trochę zbędnych zaimków, mankamenty w zapisywaniu dialogów. Mimo to tekst czyta się dobrze, ponieważ bardzo sugestywnie przedstawiłeś portret bohatera, jego przemyślenia, zachowania. Historyjka prosta, lecz bardzo życiowa, zgrabnie zakończona. Podobało mi się.


„Pewne kawałki nieba przykuwają naszą uwagę na zawsze” - Ramon Jose Sender

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » sob 05 cze 2010, 10:39

Przecież jest dużo starsza, z dycha więcej jak nic,

Przez pewien skrót, gdy przeczytasz to jednym ciągiem (na głos), zaśmiejesz się.
Przecież jest dużo starsza, miała z dychę więcej jak nic,

Ciężko napisać krótkie opowiadanie obyczajowe. Ciężko, ponieważ wymaga niebywałej wprawy opisanie zawiłości ludzkiej myśli w taki sposób, aby bohater stał się namacalny. Żebym ja, czytelnik i człowiek mógł go sobie odtworzyć i machinalnie, chcąc nie chcąc, porównać do znanego mi człowieka lub stworzyć kogoś nowego. W twoim opowiadaniu jest ta siła, gdzie narrator ładnie wprowadza wykręconą scenę i to w niej umiejscawia napalonego bohatera. Mimo trudnego zadania, podołałeś: z początku przekombinowane porównanie do psa goniącego za suką wydało się przeszarżowane, lecz dokładnie oddaje ducha tego człowieka i przyznam, że ta konsekwencja robi wrażenie. Opowiadanie z cyklu "trafiła kosa na kamień" to z kolei rzecz dość powszechna w obyczaju, ale poprowadziłeś tekst i szybko i ładnie. Zaletą, kolejną już, jest poprowadzenie dialogu: krótki, ale treściwy. Narrator, człowiek z boku doskonale portretuje umysł i myśli bohatera - co tu więcej dodać. Tekst jest ładny i czytelny. Jedynie, co przeszkadzało w czytaniu to błędy - za dużo ich jak na tak krótki tekst.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » sob 05 cze 2010, 21:31

Chyba jak zwykle zabrakło mi cierpliwości przy poprawianiu tekstu. Pośpiech wygrał, a nie powinien :)

[ Dodano: Sob 05 Cze, 2010 ]
Dzięki za wgląd i rzeczową weryfikację. Mało mam teraz czasu, ale postaram się jeszcze nad czymś popracować. Skrupulatniej.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości