Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Sąd Ostateczny

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Sąd Ostateczny

Postautor: winky » ndz 04 mar 2007, 20:03

Humoreska napisana dosłownie przed chwilą pod wpływem nagłego natchnienia. Ocenę efektu końcowego zostawiam Wam. :)





SąD OSTATECZNY



I widziałem wielki, biały tron i tego, który na nim siedzi, przed którego obliczem pierzchła ziemia i niebo, i miejsca dla nich nie było. I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte; również inna księga, księga żywota została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach. I wydało morze umarłych, którzy w nim się znajdowali, również śmierć i piekło wydały umarłych, którzy w nich się znajdowali, i byli osądzeni, każdy według uczynków swoich. I śmierć, i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste, to druga śmierć. I jeżeli ktoś nie był zapisany w księdze żywota, został wrzucony do jeziora ognistego.

Apokalipsa św. Jana, 20:11-15



*



Słońce piekło w oczy. Paliło bezlitosnym, białym blaskiem, jasno dając do zrozumienia, że nie obchodzą go narzekania i ponure westchnienia dusz zgromadzonych w Niebie, na powierzchni alabastrowych chmur.

Przez gęstą mgłę przedzierał się wysoki mężczyzna w podniszczonym czarnym habicie i idealnie okrągłą łysiną na czubku głowy, poruszając zamaszyście rękoma i mamrocząc coś pod nosem. Parł przed siebie, a jego orzechowe oczy utkwione były w jednym, jemu tylko znanym punkcie. Było to oczywiste tym bardziej, że z każdej strony rozciągał się identyczny widok błękitnego nieba i białych obłoków, w którym trudno było się doszukać czegoś nadzwyczajnego. Mijał po drodze wiele innych dusz przebywających w Niebie, na żadną jednak nie zwracał uwagi.

W pewnej chwili zapadł się nagle o metr.

- A niech to diabli – warknął chrypliwie sam do siebie, próbując wyczołgać się z dziury. Gdy mówił, rozpłatane sztyletem gardło poruszało się obrzydliwie. – Czy stwarzając Niebo Bóg naprawdę nie pomyślał, że chmury są kiepskim materiałem na posadzkę?

- Słyszę, że bluźnisz, braciszku – powiedziała eterycznym głosem skrzydlata postać, która wyłoniła się przed nim z obłoku, w którym właśnie ugrzązł. – A poza tym, zgubiłeś koloratkę.

- Nie jestem księdzem! – zaprotestował ostro człowiek. – Jestem aktorem! Zostałem zamordowany na scenie...

- Rozumiem. – Cherubin delikatnie poprawił złotą aureolę unoszącą się nad jego równie złotymi loczkami. Jasne skrzydełka z wdziękiem trzepotały w powietrzu, gdy tak wisiał i patrzył łagodnie z góry na aktora.

- Może byś mi tak pomógł?

- Musisz umieć sobie radzić w życiu.

- O jakim życiu ty mówisz, przecież jestem martwy! – wykrzyknął, wytrącony z równowagi tą odpowiedzią. Anioł tylko uśmiechnął się pogodnie.

- Twoje obecne zachowanie jest dość wymownym świadectwem tego, jaki byłeś przed śmiercią. Ludzie nigdy się nie zmieniają, nawet po ułożeniu ich w grobach.

Mężczyznę jeszcze bardziej zirytowały słowa cherubina. Zaklął w duchu i wierzgnął rozpaczliwie nogami zdając sobie sprawę, iż z dołu musi wyglądać co najmniej komicznie. Wygrzebał się ze stratocumulusa i klęknął na jedno kolano, by złapać oddech. Gdy podniósł głowę, złotowłosy anioł wciąż mu się przyglądał, nie ruszywszy się z miejsca ani o milimetr.

- Było ciężko? – spytał.

- Cholernie.

- Nie bluźnij.

- Chciałbym zamienić słówko ze świętym Piotrem – powiedział mężczyzna, ignorując uwagę o przekleństwach. Anioł skinął. I patrzył. Patrzył mu w oczy tak długo, że aktor porzucił nadzieję na odpowiedź i kontynuował: - muszę się go o coś zapytać.

- Tego się domyśliłem. Ale, tak na dobrą sprawę, po co mówisz to mnie?

Przez ułamek sekundy człowiek miał wielką ochotę odpowiedzieć coś zjadliwego, ale popatrzył na tę słodką, niewinną twarzyczkę i ograniczył się tylko do westchnienia, które samowolnie wyrwało mu się z okaleczonej krtani. Ominął anioła i ruszył dalej przed siebie, patrząc tym razem pod nogi.

W kwestii poruszania się po Niebie najgorsze było to, że wszędzie wyglądało tak samo. Znaleźć coś graniczyło niemalże z cudem.

Mężczyzna uśmiechnął się pod wąsem. Cud. Słowo to użyte w tym miejscu wydało mu się brzmieć dziwnie.

Po długim czasie spostrzegł przed sobą na wysokości kilkunastu metrów wielką, kiczowato pozłacaną bramę, ozdobioną misternymi, spiralnymi wzorami. Przez podobną przechodził sześćset osiemdziesiąt trzy lata temu, gdy jego dusza wstępowała do Nieba. Ale ta brama była inna. Od tej pierwszej różniło ją to, że nikt nigdy nie widział jej otwartej. Co nie znaczyło, że nikt nie wie, co się za nią znajduje.

Aktor spojrzał niepewnie w górę. Gdyby był aniołem, mógłby bez problemu się tam dostać. Jako dusza ludzka, miał do dyspozycji jedynie zdradliwe cirrusy.

Zakasał rękawy i uczepił się rzadkich chmur. Były jak gęsta pajęcza sieć skroplona wodą. Podciągnął się w górę, spodziewając się natychmiastowego upadku, ale czekało go miłe zaskoczenie: wspinanie się było co prawda trudne i nieprzyjemne z racji na wilgoć, ale także zupełnie możliwe i bezpieczne. Bo przecież drugi raz nie umrze.

I gdy już wyciągał dłoń, by chwycić przelewające się między palcami chmury, nagle coś dźgnęło go mocno w oba boki i strąciło z powrotem na dół, gdzie leżał, krzycząc. Zamrugał załzawionymi powiekami i zobaczył dwa serafiny. Gdyby nie celowały w niego długimi, srebrnymi gizarmami, być może westchnąłby z zachwytu na ich widok. Każdy miał po trzy pary skrzydeł o alabastrowo-złotych piórach, oboje byli odziani w jednakowe szaty ze zwiewnego materiału w pięknym kolorze ciemnej miedzi, wykańczane złotem, a nad głową każdego z nich unosiła się aureola, większa i piękniejsza od tej, którą miał cherubin. Ich twarze o szlachetnych rysach szpecił grymas gniewu. Moc aż od nich emanowała, gdy jęli zbliżać się powoli do wystraszonego tym nagłym atakiem mężczyzny.

- Czego tu szukasz? – rozległ się głos jednego z nich, choć żaden nie otworzył ust. Znajdowali się już na tyle blisko, że aktor zauważył, iż jeden seraf ma lewe, drugi prawe oko w kolorze głębokiego szkarłatu. Zerknął niepewnie na ostrza wycelowanych w jego pierś gizarm.

- Ja... – wyjąkał. – Ja... chcę pomówić ze świętym Piotrem.

- Tam go nie znajdziesz – odezwał się drugi głos. – Wiesz, gdzie go szukać, a mimo tego przychodzisz tu.

Mężczyzna rozejrzał się. W pobliżu zgromadziło się wiele innych osób, które przyglądały się ze zdumieniem rozgrywającej się na ich oczach scenie. Odchrząknął i oznajmił stanowczo:

- Chcę porozmawiać z Bogiem na temat Sądu Ostatecznego!

Wokół rozległo się zgodne ,,ooch!”, wyrażające strach i ciekawość. Serafiny spojrzały po sobie, najwyraźniej zaskoczone. Po chwili opuściły broń i wyprostowały się z godnością.

- Dlaczego chcesz o to pytać? – spytał jeden z nich.

- No... bo... – zmieszał się tym, że leży, podczas gdy jego rozmówcy stoją na baczność, więc szybko dźwignął się na nogi. – Jak długo można czekać?

- Co chcesz przez to powiedzieć? – rzucił ostro drugi, marszcząc brwi i obojgu błysnęły szkarłatne oczy. Ten widok dodał mu animuszu.

- Ile jeszcze czasu musi minąć, zanim ci, którzy na to naprawdę zasługują przekroczą progi tej bramy? – wskazał na wznoszący się wysoko nad nimi portal, odpływający powoli na chmurach. – Jak dawno temu został zapowiedziany Sąd Ostateczny? Ile tysiącleci niepewności możemy znieść? Wam... i nam zresztą też... łatwo mówić, żyjemy sobie w Niebie jak pączki w maśle. Ale co mają powiedzieć ci, którzy czekają na przeznaczenie w Piekle? Niektórzy smażą się w ogniu już od kilku stuleci i bezskutecznie czekają na wybawienie!

- Wybawienie? Wybawienie? – serafiny otworzyły szeroko oczy, po czym obnażyły idealnie równe, białe zęby, a w przestrzeni rozległ się ich perlisty śmiech. – Na jakie wybawienie mogą liczyć zesłani w otchłanie Piekieł grzesznicy?

- To właśnie ma rozstrzygnąć Sąd Ostateczny! Mylę się, czy nie? – z tym pytaniem zwrócił się do zgromadzonych dusz, które odpowiedziały aplauzem.

- Mój syn wpadł w złe towarzystwo! – załkała jakaś kobieta odziana tylko w halkę, z zakrwawionym nożem sterczącym z piersi. – To nie jego wina, że zabił własną matkę! Należy mu się rozgrzeszenie!

- Kuzyn mój, Albert – podchwycił brzuchaty szlachcic – trafił do Piekła tylko za to, że dopuścił się cudzołóstwa. Ale to przecież była tylko prostytutka, nawet jej nie znał!

- A ja z bratem dopuszczaliśmy się kradzieży i rozbojów, ja poszłam tu, bo wyznałam skruchę, ale on nie! To nie powód, by od razu słać mu madejowe łoże!

W Niebie zapanował chaos. Ludzie przekrzykiwali się wzajemnie, podając podobne przykłady niesprawiedliwości i domagając się natychmiastowego Sądu Ostatecznego.

Serafiny spojrzały po sobie. Kiwnęły znacząco głowami i oznajmiły głośno, że poradzą się Boga i jutro dadzą od Niego ostateczną odpowiedź. Zatrzepotały skrzydłami i uleciały w dal.

Aktor spoglądał na rozwścieczone twarze dusz zdumiony, że sam do tego doprowadził. Trochę go to peszyło, ale z drugiej strony rozpierała go duma. Oto on postawił wielki krok w kierunku wypełnienia się przepowiedni o Apokalipsie... jutrzejszy dzień będzie Dniem Sądu Ostatecznego... miliardy potępionych dusz dźwignie się z popiołów... a potem będzie już tylko zgrzyt i płakanie zębów...

Nagle drgnął, gdy uświadomił sobie okropny błąd, jaki popełnił.

- Stójcie! – wrzasnął w kierunku, w którym uleciały serafiny tak głośno, że aż rozcięte gardło załopotało mu jak żagiel. – Stójcie! Jakie jutro?! Przecież tutaj dzień nigdy się nie kończy!



*



Usłyszał trzepot sześciu par skrzydeł. Zerwał się jak oparzony, jako że przez ostatnie sto dwanaście lat leżał krzyżem w jednym miejscu, zapomniawszy, iż tajemnicza pozłacana brama i tak odleci, niesiona przez chmury. Spostrzegł zbliżających się ku niemu dwóch serafinów. Ich twarze były bez wyrazu. Szkarłatne źrenice błysnęły, gdy jeden z nich przemówił, nie otwierając ust:

- Sądu Ostatecznego nie będzie.

- Jak to: nie będzie? – wyszeptał z niedowierzaniem.

- To spowodowałoby tylko jeszcze większy zamęt. Niektóre z dusz egzystują już w zaświatach od kilku tysięcy lat, a niektóre od kilku minut...

- ...żeby każdy miał równe szanse, to jest: by miał tyle samo czasu na rachunek sumienia...

- ...Te dusze, które przebywają tu najdłużej musiałyby czekać bezczynnie, aż te nowe skończą kontemplować...

- ...A ponieważ stale przybywa nowych dusz, taki proces trwałby...

- ...W nieskończoność – dokończyły równocześnie.

- Sugerujecie – wykrztusił po dłuższej chwili mężczyzna – że to się po prostu nie opłaca? I już do końca... nie, nie będzie żadnego końca świata... żadnego Armageddonu, żadnej potyczki dobra ze złem, w której to pierwsze zwycięży, a przed nami tylko...

- Wieczność.

Mężczyzna spoglądał mętnym wzrokiem to na jednego, to na drugiego serafina. Potem odwrócił się na pięcie i odszedł zamaszystym krokiem, burząc ład kłębiących się wokół niego chmur i mamrocząc pod nosem:

- Wiedziałem, trzeba było wierzyć w reinkarnację. Albo zostać ateistą.



KONIEC


Z powarzaniem, łynki i Móza.

Obrazek

לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » śr 07 mar 2007, 12:39

Pomysł: 4

Jakiś taki nierewelacyjny, Ale świerzy. Choć muszę przyznać, że momentami bywałem zawiedziony.



Styl: 4

Jak to u ciebie nie najgorszy. Czasem tylko coś było nie tak, ale moze to moja wina.



Schematyczność: 4+

Nie ma co ukrywać, polewka z sądu ostatecznego to żadki temat.



Błędy: 4

Niby czysto, ale...

... a potem będzie już tylko zgrzyt i płakanie zębów...


Chyba ktoś tu się zamotał :P.



Ogólnie: 4-

Zapowiedziałeś to jako humoreskę, ale przesadnie zabawne to to nie było, nie licząc ostatniej wypowiedzi aktora:

- Wiedziałem, trzeba było wierzyć w reinkarnację. Albo zostać ateistą.




Jestem na tak.


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.



„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.



"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
winky
Umysł pisarza
Posty: 771
Rejestracja: ndz 19 lis 2006, 13:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: winky » śr 07 mar 2007, 19:16

gott-foo pisze:
... a potem będzie już tylko zgrzyt i płakanie zębów...


Chyba ktoś tu się zamotał :P.



To było specjalnie - taki teskt rzuciła kiedyś moja koleżanka. ;)

Danke. :)

Dodane po 19 minutach:

Acha... no i poza tym: zapowiedziałam to jako humoreskę. ;)


Z powarzaniem, łynki i Móza.



Obrazek



לא תקחו אותי - אני חופשי

Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » czw 08 mar 2007, 09:06

Ajm sory :D to z rozpedu.


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.







„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.







"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » czw 08 mar 2007, 10:40

Pomysł: 4 -

świerzy, to prawda ale jakoś mnie nie przekonał



Styl: 4

Niektóre zdania wydają się trochę za długie i "prowokują" mnie do przeskakiwania kilku linijek. Poza tym, jakoś to mało śmieszne - przynajmniej dla mnie



Schematyczność: 4+

tu zgodzę się absolutnie z Gott-Foo



Błędy: 4-

nie jest źle, powiedzałabym nawet, że jest całkiem dobrze :D



czasem tylko przecinki się kłaniają :D



mężczyzna w podniszczonym czarnym


Ogólnie: 4-

nie przemawia do mnie twój tekst, nic mi nie daje, ale też nie jest zły

jedynie końcówka jest śmieszna i ciekawa



Jestem na... tak.



pozdrawiam

Freja 8)


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości