Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Podła Wina Uczuć, part II [obyczaj]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Wika
Szkolny pisarzyna
Posty: 44
Rejestracja: czw 25 wrz 2008, 15:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Podła Wina Uczuć, part II [obyczaj]

Postautor: Wika » śr 01 paź 2008, 15:12

Miłego gryzienia i przeżuwania, krócej - Smacznego.







— O nie, niech się dzieje, co chce, ale ja już tego futra nie oddam –— szeptała do siebie łuśka, oglądając się w tym samym czasie w największym lustrze, jakie było w domu. Pierwszy raz w życiu miała na sobie tak wspaniałe okrycie, co nie znaczy, że wcześniej chodziła w byle czym. Pochodziła z dobrej, bogatej rodziny i jej ubrania i tak zawsze były lepsze, ładniejsze i droższe niż dzieci z sąsiedztwa. Futro to było jednak doskonałe. Modne i na dodatek łuśka wyglądała w nim, jakby było na nią uszyte; brązowe, o kilka tonów jaśniejsze od jej ciemnych włosów. Znakomicie komponowało się z jej najlepszą spódnicą i krótkimi kozaczkami. Jednak przyjęcie tego prezentu wiązało się również z niewymówioną, ale oczywistą obietnicą: wyjścia za mąż, za człowieka, którego wcale nie kochała.

Nie przeszkadzało jej to jednak specjalnie. W tej chwili cieszyła się z tego, że z czasem będzie mogła przyjechać do małego miasteczka, z którego pochodziła, w skórzanych rękawiczkach i futrze z norek, u boku eleganckiego, acz podstarzałego i niższego od niej mężczyzny, który pod garniturami skrywał jednak usposobienie nowobogackiego wieśniaka.

łuśka nie zastanawiając się ani chwili dłużej wypadła z pokoju jak z procy. Zatrzymała się jednak przed drzwiami salonu, by uspokoić oddech i ułożyć rozsypane podczas biegu włosy. Przygładziła spódnicę i delikatnie nacisnęła klamkę. Dobiegł ją gruby, ordynarny głos jej nieukrywającego wobec niej planów adoratora. Siedział przy stole, z nogą niedbale założoną na nogę. Przykrótkie spodnie odsłaniały cienką, bladą kostkę u nogi. Jego twarz oblał niezdrowy rumieniec. Mimo to uśmiechał się, demonstrując swoje ubytki w dużych, żółtych zębach, pomiędzy którymi były spore przerwy. łysina lśniła w świetle wielu żarówek niczym kula bilardowa. łuśka starała się tego nie dostrzegać, próbowała nie zwracać uwagi na jego wzrost, wygląd i… lata. Jej adorator był bowiem od niej, podlotka, starszy o dwadzieścia lat. łuśka przybrała, jak jej się wydawało, przyjemny wyraz twarzy. Było to jednak zbędne, ponieważ Karol — czyli jej przyszły mąż — nie zwrócił nawet na nią uwagi. Wpatrywał się za to w jej rodziców, a głównie w jej ojca, który równie dobrze mógłby być jego bratem. To samo tyczyło się jego przyszłej teściowej. żadne z nich nie było zachwycone decyzją córki, a już najmniej jej młodszy brat, który również siedział przy stole, patrząc na „szwagra” spode łba. Choć kochał siostrę, to nie mógł nadziwić się temu, jak chytra, głupia lub ślepa jest. Delikatnie próbował uświadomić jej popełniany błąd, ale ona natychmiast zbywała go opowieściami o nowych ubraniach oraz prezentach przywiezionych jej przez Karola. Mówiła też, jakiż on jest zaradny, pracowity i bogaty. Dziwnym trafem zapominała dodawać, że dawało się u niego zauważyć węża w kieszeni. W przyszłości znalazła jednak i na to radę.

— No cóż, chyba nie możemy odbierać szczęścia naszej córce, prawda? –— ni to zapytał, ni stwierdził ojciec łuśki, imiennik swego przyszłego, jak się jednak okaże, zięcia.

Nikt nie odpowiedział na to pytanie. Matka łuśki, spokojna, porządna kobieta, zagryzła tylko wargi.

— To znaczy, że się zgadzacie? — zapytał Karol, całkowicie pomijając jakiekolwiek formy grzecznościowe, i przechodząc, nie wiadomo kiedy, na „ty”.

W pokoju zapadło milczenie. Z ust Karola nie znikł jednak jego fałszywy uśmiech, który sprawiał, że jego oczy jeszcze bardziej się zwężały, tworząc małe szparki. Popatrzył tymi szparkami na łuśkę i dał jej znak, żeby poszła się pakować. Bez żadnych wstępnych ceregieli, bez zgody, czy choćby ustalenia tego ze swoją „narzeczoną” stwierdził, że ślub będzie w listopadzie — tak naprawdę chodziło mu o cenę, a ponieważ listopad nie był miesiącem, w którym często zawierano związki małżeńskie, księża cierpieli na ogromną ilość wolnego czasu. Nie byłoby więc jakiegokolwiek problemu z „zaklepaniem” dogodnego dla nich terminu.

łuśka była lekko zawiedziona. Słowa goryczy cisnęły jej się na usta, które wolała jednak zmilczeć. Zacisnęła więc wargi i poszła na górę, by tam w spokoju zastanowić się nad tym, co będzie jej najbardziej potrzebne w najbliższym czasie.

Gdy zeszła, w salonie panowała cisza. Jej matka nerwowo skubała frędzle serwety i rzucała zdziwione spojrzenia w kierunku swego męża, który zazwyczaj w takich sytuacjach potrafił zachować twarz i postawić na swoim, choćby miało to sporo kosztować zarówno jego, jak i jego rodzinę. Tym razem sprawiał jedynie wrażenie człowieka, który ma nadzieję, że śni, a sen ten wcale nie jest przyjemny i pragnie się jak najszybciej obudzić. Jedynym w pełni rozprężonym człowiekiem w tym pokoju był Karol, który wesoło podrygiwał stopą w rytm wygwizdywanej przez siebie melodii.

— Och, byłbym zapomniał. łucjo, to jest pierścionek, który daję ci w obecności twoich rodziców. –—Otworzył niewielkie pudełeczko, w którym znajdował się średniej wielkości złoty krążek z jedną, małą perełką.

— Bardzo dziękuję ci, Karolu. Jest naprawdę piękny! — wykrzykiwała łuśka wkładając pierścionek. Karol najwidoczniej zapomniał, że to on powinien był wsunąć go na jej palec.

— Mamo, śliczny, prawda? Tato? — łuśka starała się w jakiś sposób rozładować nerwową atmosferę. Matka łuśki była kobietą inteligentną. Domyśliła się, że jej córce bardzo zależy na „dobrych stosunkach rodzinnych”, jakby to określiła ciocia Jania, siostra ojca łucji.

— Tak, tak. Rzeczywiście bardzo ładny — powiedziała Natalia. Karol był jakby myślami daleko stąd. Jedynie Krzyś przewracał oczami w ogóle nie zadając sobie trudu, by to ukrywać.

— No, to pojedziemy już. łuśka, gdzie są twoje bagaże? Aha, już widzę. Załóż coś na siebie i jedziemy. Do widzenia, odwiedzimy was niedługo i dokładnie dogadamy się w sprawie ślubu. — Tu nastąpiła wymiana grzeczności, uściski dłoni i zmierzwienie czupryny prawie że dorosłego Krzyśka.

Piętnaście minut później już ich nie było, a jedynym dowodem, widocznym na pierwszy rzut oka, była zapełniona popielniczka, z której jeszcze sączy się dym śmierdzącego papierosa bez filtra i do połowy opróżnione filiżanki herbaty.

Natalia bez słowa zaczęła ustawiać naczynia na srebrnej tacy niosąc je do kuchni. Karol dopiero teraz zdawał sobie sprawę z tego, co zaszło.

— No, to macie! — skomentował głośno Krzysiek, ponieważ sam był zdenerwowany. Na łuśkę i na tego jej adoratora od siedmiu boleści, jak określał go w myślach. Był bardzo przywiązany do siostry, choć nie raz się kłócili i sprzeczali o choćby najmniejsze drobnostki. A tu nagle jej zabraknie. Przeprowadziła się do tej łodzi, do mieszkania Karola. Będzie odwiedzać ich od „wielkiego dzwonu” i tak to się skończy. A później urodzi temu starcowi dzieci i już w ogóle nie będzie przyjeżdżać.

— Oj, przestań. Dobrze wiesz, że łucja jest dorosła. — powiedziała głośno Natalia jakby sama próbowała siebie przekonać, że jej córka ma prawo robić z własnym życiem co chce. Krzysiek przemilczał wypowiedź matki.



W tym samym czasie, w niewielkim samochodzie Karola — pikapie — łuśka myślała o tym, co będzie się działo, kiedy wejdą do mieszkania i przyjdzie im iść razem jeść kolację, spędzać razem czas… Czy nadal będzie tak „sielsko i anielsko”, czy też Karol się zmieni? Nie, to przecież niemożliwe.

Dyskretnie odwróciła głowę w jego stronę i przyglądała się jego profilowi twarzy. Nos, dość pokaźnych rozmiarów, czarne wąsiki, niewielkie oczy i wąskie usta. Nie był przystojny, ale, w końcu nie uroda się liczyła.



Karol mieszkał w kamienicy.



W mieszkaniu było zimno. Wysokie pokoje w kamienicach starego budownictwa, nawet jeśli się je ogrzewało, nigdy nie były przesadnie ciepłe. Sufit, prócz ogromnego, mosiężnego żyrandola, zdobiły różnorodne wzory i freski. Mahoniowy kredens z kryształowymi szybami zawierał w sobie serwis Rosentala, kilka porcelanowych figurek oraz kieliszki, które nie były tak szykowne, jak wcześniej wymienione przedmioty. Niewielka kuchnia była niezwykle przytulna, choć może odrobinę zagracona. W sypialni natomiast mebli było bardzo mało. łóżko małżeńskie, ogromna szafa i niewielka kanapka, stojąca naprzeciwko dużego lustra. Pomimo tego, że stał tam piec kaflowy, temperatura była — jak wydawało się łuśce — bliska zera. Karol, kiedy zobaczył, że jego przyszła żona podchodzi do pieca i dotyka jego dużych, beżowych kafli, które okazały się zimne, stwierdził:

— W sypialni nie palę i palić nie będę. Po co? Na około mamy mieszkania sąsiadów. Oni palą w piecach, to w tym pokoju jest ciepło.

Wieczorem w salonie, kuchni i przedpokoju było już ciepło. Karol rozpalił w dwóch piecach i łuśka z zadowoleniem patrzyła, jak po ciężkiej pracy, jaką było kursowanie trzy razy, z piwnicy do mieszkania na drugim piętrze, jej narzeczony pali fajkę i pije herbatę z dwoma łyżeczkami cukru.

— Rozpakowałaś się? — zapytał.

— Tak, rozpakowałam. Ale chyba muszę dokupić sobie jeszcze rękawiczki skórzane, bo te już okropnie wyglądają.

— Aha, rozumiem.

— Karolu, a może przejdziemy się dzisiaj na spacer? Na dworze jest tak ładnie.

— ładnie? No, może faktycznie. Ale po przyjściu zjemy kolację.

— Przecież dopiero czwarta!

— Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje — moja droga. No, ale już zmrok zapada, ubieraj się. Ja będę gotowy za dziesięć minut.

łuśka szybko przebrała się, upudrowała nos i pomyślała:

— Nareszcie! Założę moje nowe futro!





Wiktoria, kwiecień 2008 r.


"Bawisz się słowami. Upajasz się nimi. Słowami chcesz zastąpić normalne, ludzkie uczucia, których w tobie nie ma."

______________________

Non. Je ne regrette rien.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 01 paź 2008, 23:00

Blokuję zgodnie z regulaminem.

1 tekst na tydzień.



Martinius


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » ndz 26 paź 2008, 12:44

Pierwszej części nie widziałem.

Dobrze dla mnie.

Czułem się jakbym czytał jakiegoś bloga, nie opowiadanie literackie.

Język, styl, forma. Wszystko jest do poprawy.

Zbyt proste jak dla mnie.

Aż prosi się o użycie nieco bardziej wyszukanego języka. Przynajmniej nie tak kolokwialnego.

Nie trafia do mnie. Nie potrafię nic więcej powiedzieć.

Krytykować bardzo nie chcę.

Podsumuję więc jednym słowem: słabo.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » wt 28 paź 2008, 13:54

Dla mnie jest po prostu mało wiarygodne w warstwie fabularnej. Bohaterka bardzo płytko przeżywa całą sytuację, która, co by nie mówić, zaważy na całym przyszłym życiu. Niby są tu ciekawe literacko elementy - rodzaj współczesnego mezaliansu, kasiasty narzeczony, dziewczyna pragnąca wyrwać się z małego miasteczka - ale wykonanie jakoś bez ikry. Bez emocji. Nie wątpię, że za chwilę może wydarzyć się coś frapującego, wstrząsającego nawet, ale na razie sposób narracji na to nie wskazuje. Nie czuję bluesa.



Ale nie jest tragicznie, opowiadanie czytelne, bez większych wpadek, tyle że nudnawe. Taki czarno-biały film amatorski. Brakuje mi osobistej nuty, wyczuwanego między wierszami zaangażowania autorki.



Trzymaj się!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości