U nas za stodołą – 2\3 (opowiadanie obyczajowe)

1
Postanowiłam wstawić obie części tekstu, ponieważ po wyrzuceniu zbędnych fragmentów ilość słów znacznie się zmniejszyła.

U nas za stodołą – 2 – Dziadek

Oczekiwanie na rozmowę z głową rodu wzbudzało we mnie coraz większy niepokój. Dziadek utkwił mi w pamięci jako człowiek o szorstkim sposobie bycia i osoba kierująca się swoimi zasadami. Coraz bardziej mnie nosiło. Opona motocykla aż prosiła się o kopniaka.

– Nie przeszło ci – stwierdzi mężczyzna stojący za mną. – Pietrzak powiedział, że jakiś dawca u mnie przed chałupą stoi.

Odwrócenie się wiele mnie kosztowało, jednak to nic w porównaniu z próbą zapanowania nad emocjami.

– W tym ubraniu nie wyglądam jak dziewczyna.

– No. A te gacie to z plastiku są?

Odruchowo spojrzałam na plamę. Była ledwo widoczna.

– Dziadku, to specjalny materiał na odzież motocyklową.

– Specjalny... W mieście wszystko jest specjalne – kpił.

Nie spodziewałam się, że przywita mnie z otwartymi ramionami, ale ton jego głosu bolał niemal fizycznie. Brak choćby cienia uśmiechu nie sprzyjał spotkaniu po latach. Niezręczne milczenie, świdrujący wzrok i ta rosnąca gula w gardle. Ściana między nami ani drgnęła.

Powolnym krokiem zaczął iść za stodołę. Jego przygarbiona postać przypomniała mi, że nie zdążę się zestarzeć. Na mojej głowie nie będzie siwych włosów, a na twarzy zmarszczek. Nie poznam wnuków.

Dziadek usiadł na ławce.

– Po co przyjechałaś?

– Stęskniłam się za wami.

– Tak? – Uniósł ze zdumieniem brwi. – Potrzebujesz pomocy?

– Nie, skąd – czując na sobie ciężar jego spojrzenia, dodałam – nie, nie potrzebuję.

Moja maska odchodziła jak kora z jabłoni.

– To po co tu przyjechałaś?

Zabolało. I słusznie.

– Mam urlop i... i chciałam odwiedzić wreszcie tatę.

– Długo ci z tym zeszło.

Czułam się coraz gorzej. Mdliło mnie.

Zagrzmiało, oboje spojrzeliśmy w niebo. Nadarzyła się okazja, aby zejść ze sceny.

– Wiesz co? Pojadę teraz i wrócę na obiad.

Zanim zdążył zaprotestować, byłam już poza zasięgiem jego głosu.

Tak wyglądało moje pożegnanie z dziadkami.

U nas za stodołą – 3 – Tata

Wpatrywałam się w srebrne literki nagrobka. Wiatr smagał mokrą od łez twarz. Wszystkie lata na wygnaniu, które sama sobie zafundowałam, straciły znaczenie. A jednak robiłam to kolejny raz.

– Tato, uciekłam. Znowu. Wiesz, teraz rozumiem, czemu chciałeś mojej pomocy. – Otarłam twarz zewnętrzną stroną dłoni. – Pamiętasz Reksia? Na pewno pamiętasz. Byłam zła na dziadka, że go zabił. Wziął to na siebie i mu pomógł. Zrozumiałam to dopiero, gdy ty... gdy ty umierałeś. Prosiłeś mnie o pomoc. Prosiłeś o coś, czego nie umiałam zrobić. Nawet dla ciebie nie umiałam... Zrozum, nie mogłam cię zabić. – Dotknęłam pomnika. – Nie chciałam być taka jak dziadek. Nie chciałam ci tak pomagać.

Kila prób zmówienia modlitwy spełzło na niczym. Gdy rozbrzmiały dzwony, a zegar wybił trzynastą, wiatr przybrał na sile. Przeganiał kolejne sekundy.
– Teraz już wiem, że umieranie nie jest łatwe. Niedługo się spotkamy, tato.

U nas za stodołą – 2\3 (opowiadanie obyczajowe)

3
Nie bardzo rozumiem o co chodzi w tym tekście. :( Ojciec prosił ją żeby go zabiła. Bohaterką się nie zgodziła i z tego powodu ma wyrzuty sumienia?
„Ludzie myślą, że ból zależy od siły kopniaka. Ale sekret nie w tym, jak mocno kopniesz, lecz gdzie”. - Neil Gaiman - Nigdziebądź


„Szczęknęły zdejmowane sztaby.
- Mógłbyś je trochę popchnąć? - odezwał się głos. - Wrota Wie¬dzy, Przez Które Nie Mogą Przejść Nie Znający Prawdy, strasznie się zacinają od wilgoci”.
Straż! Straż! - Terry Pratchet

U nas za stodołą – 2\3 (opowiadanie obyczajowe)

4
Dziewczyna, która wie, że niebawem umrze. Pewnie usłyszała diagnozę i to spowodowało, że zdecydowała się odwiedzić dziadka i grób ojca.
Niekiedy kochamy tak mocno, że nie chcemy, aby ta osoba umarła, mimo tego, że cierpi w niewyobrażalny sposób.
Moim zdaniem dobry tekst. Pozdrawiam :)
Słowołapacz pisze: stwierdzi
chyba zabrakło ł*

U nas za stodołą – 2\3 (opowiadanie obyczajowe)

5
Wszystkie trzy części (łącznie z "Babcią") to właściwie dwa opowiadania, które niewiele mają ze soba wspólnego. Część trzecia, czyli "Tata" moglaby byc zupelnie odrębną miniaturą. O umieraniu, o uldze w cierpieniach, o eutanazji wreszcie - poważny temat, ledwo tu muśnięty, lecz nie wymagajmy zbyt wiele od tak krótkiego tekstu. Wprawdzie argumentacja bohaterki: "nie chcialam cię zabić, bo nie chciałam być taka jak dziadek" jest, no cóż, argumentacją małej dziewczynki, podczas gdy umierający ojciec zwracał się chyba do dorosłej już córki, ale tekst jest zwartą, w miarę spójną całością. Czytelnik w zasadzie nie musi wiedzieć, w jaki sposób dziadek pozbawił życia Reksia, ewentualnie mozna by dorzucić jakieś zdanie, lecz cała historia z "Babci" - uśmiercanie psa i królików - nie jest potrzebna do zrozumienia tej części.
No i wlaśnie: dwa wczesniejsze fragmenty są o czymś zupełnie innym. O tym, że dziadkowie mają pretensje do wnuczki, bo wybrała miasto. Wnuczka z kolei nie bardzo wie, po co do nich przyjechała (przecież, nawet jeśli grób ojca jest w tej samej miejscowości, odwiedziny w domu dziadkow nie są żadną koniecznoscią). Są pretensje, jest wymiana zdań, nie ma wymiany myśli, argumentów. Można przyjąć, że dziewczyna porzucila wieś, bo nie widziala tam perspektyw dla siebie - ale to wniosek tyleż oczywisty, co banalny. To moglaby być ciekawa historia o życiowych wyborach, nadziejach, zawodach - tyle tylko, że jej nie ma. Wyznanie bohaterki, że jest śmiertelnie chora, dobrze wkomponowało się w historię ojca, natomiast do jej relacji z dziadkami ma się nijak. Można by to próbowac rozgrywać, podejmując wątek "przyjechałam was przeprosić" albo nawet "przyjechałam się pożegnać", lecz wymagałoby to zdecydowanych zmian w obu tych częściach.
Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Zweryfikowane i zarchiwizowane”