Obrazek
    :arrow: Zasady konkursu 18+

  • duży słoik miodu porzeczkowego do wygrania!
  • na opowiadania z wątkiem erotycznym czekamy do 22 sierpnia

Lovecraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

O wszystkim co z literaturą związane.

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
siso
Pisarz domowy
Posty: 120
Rejestracja: wt 07 maja 2013, 01:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Lovecraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: siso » sob 22 wrz 2018, 21:40

Tak sobie siedzę i czytam. Ostatnie opowiadanie z tomiku "Zgroza w Dunwich...", nazywa się ono "Nawiedziciel mroku". I zastanawiam się co zrobiłem źle.

Nie widzę mistrza. Spodziewałem się go, bo zanim sięgnąłem po tomik, sporo razy mi HPL jako mistrza polecano. Przeczytałem więc prawie już wszystkie opowiadania w tym zbiorze i czuję, że przedawkowałem "bluźniercze zło", "niewysłowioną zgrozę" i "balansowanie na granicy szaleństwa". Owszem, niektóre opowiadania są napisane zgrabnie. Tłumacz zaprezentował wspaniały warsztat, czuć w tym przeszłość. Ale nieustający lęk przed czymś nieznanym nauce? Przerażające, obce, kosmiczne rasy? Straszliwy Necronomicon szalonego Araba Abdula Alhazreda (nota bene, pisownia błędna, o czym można się przekonać grzebiąc w wikipedii)? "Prastare" miasteczka w Nowej Anglii? :)
No, wybaczcie, śmiech na sali.

Chyba jednak nie umiem docenić tego, co inni dostrzegają w imć Lovercrafcie. Proszę, powiedzcie, jak uciec z tego szaleństwa :)



Baribal
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 788
Rejestracja: pt 04 sty 2013, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: Baribal » sob 22 wrz 2018, 23:18

Lovecrafta nie wolno, powtarzam, nie wolno czytać na poważnie. W sensie te wszystkie macki, przedwieczne horrory, to wszystko napletek. Lovecrafta nie czyta się dla strachów, samotnika z Providence czyta się dla archetypu męskiego przegrywa, kujona, który odpuścił sobie świat na rzecz swoich autystycznych wizji.
Alternatywą jest jeszcze Lovecraft długiego trwania, kiedy czyta się jego teksty dla opisania narracji z perspektywy geologicznej. Idealny przykładem są tu góry szaleństwa, literacko kupa nudy przy której takie szajsy jak "Nad Niemnem" stają się ciekawe. jednakże w odróżnieniu od Nad Niemnem, nie jest to tekst o problemach chłopów i bogoli, a próba opisania wektora ewolucyjnego.
Lovecraft to próba oddania w literaturze tego, co szkoła Annales próbowała oddać w historiografii, czyli perspektywa eonów.

ps.
Lovecraft był rasistowskim stulejarzem.



Awatar użytkownika
BollyBoss
Pisarz domowy
Posty: 166
Rejestracja: pn 10 lip 2017, 14:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: BollyBoss » ndz 23 wrz 2018, 00:26

Aż sobie sprawdziłem, jakie opowiadania są w tym zbiorze, który czytałeś. Ja mam w swojej biblioteczce "Zew Cthulhu" od C&T w tłumaczeniu Grzybowskiej, "Charlesa Dextera Warda" od tego samego wydawnictwa oraz "Bestię w jaskini i inne opowiadania" (Zysk i S-ka), więc w sumie większość opowiadań ze "Zgrozy..." znam. Pamiętam, że gdy czytałem Lovecrafta po raz pierwszy ok. 7 lat temu też nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, ale i nie odrzucił. Na pewnym forum opublikowałem nawet taką oto reckę, którą niniejszym przytaczam w całości:
Mam swoją listę pisarzy, z których twórczością (nie)systematycznie się zapoznaję. W te wakacje padło na Lovecrafta. Z czym się go je, każdy chyba słyszał - otacza tego autora dość niezwykły "kult", prawie taki, jak bóstwa z jego mitologii (albo raczej bestiarium). Rozpadający się zbiór opowiadań "Zew Cthulhu" w przekładzie pani Grzybowskiej straszył już samym wyglądem, budząc apetyt na ów rozsławiony szeroko "horror kosmiczny".

Ot i garść refleksji... Mieszane uczucia. Wielkiego wrażenia na mnie nie zrobił, nie zaskoczył, ale i specjalnie nie rozczarował. Tak to jest, gdy wiesz mniej więcej, czego możesz się spodziewać, i w zasadzie to właśnie dostajesz. Zamawiasz schabowego, przynoszą schabowego, który nie jest może taki jak w domu, ale zjadasz i nie masz powodów do narzekania.

Ogólnie rzecz biorąc, jest umiarkowanie pozytywnie. Opowiadania ze swoim klimatem trafiają jeszcze w mój gust. Nie jest to na pewno czysty horror sf, ale już nie oklepane wampiry i wilkołaki. Z opowiadań zamieszczonych w tomie "Zew Cthulhu" za najlepsze uważam "Kolor z Przestworzy", zaraz za nim umieściłbym w swoim prywatnym rankingu "Widmo nad Innsmouth" i "Koszmar w Dunwich". Reszta bez rewelacji.

Słusznie mówi się, że przeczytać kilka opowiadań Lovecrafta, to tak jakby poznać wszystkie. Schematy i konwencje w zasadzie powtarzają się, nawet opisy przyrody brzmią podobnie - choć temu ostatniemu trudno się dziwić, zważywszy, że nieodmiennie miejscem akcji jest tu Nowa Anglia (są wyjątki, np. "W górach szaleństwa", tekst nienależący jednak do tego zbiorku). Młody, wrażliwy bohater, trochę egzaltowany, artysta lub naukowiec, w celu rozwikłania jakiejś zagadki zanurza się w obcą sobie, nieprzyjazną społeczność lokalną. Jest to świat, w którym wszystko jest "bluźniercze" - od spowitych mrokiem gór czy zakazanych ksiąg ukrytych w starej bibliotece, po studnię i świeżo wyprane skarpetki [śmiech z taśmy]. No i zwykle okazuje się, że za wszystkim stoją jakieś potworne do granic możliwości potwory z innego wymiaru, z kosmosu, bóstwa straszliwe i przeraźliwe.

Schemat na szczęście sprawdza się, a opowiadania są nader przyjemnym czytadłem. Różnie jest co prawda z szeroko pojętym realizmem tych historii. Trudno mi było np. uwierzyć w kult, który przetrwał tysiące lat w prawie absolutnej tajemnicy w wielu miejscach rozsianych na całym świecie albo w stwory, co na błoniastych skrzydłach ot tak sobie latają na Plutona i z powrotem - takich aktów niewiary zdarzyło mi się jednak niewiele, a cała otoczka zachowuje przynajmniej pozory pewnej naukowości, do czego ja osobiście przywiązuję wielką wagę.

Podsumowując: nie reklamuję, nie zniechęcam. Kto nie zna, może się zapoznać, choćby z uwagi na popularność samego autora i wpływ jego twórczości na popkulturę.


Po latach stwierdziłem, że podszedłem do twórczości HPL-a ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami. Podobnie jak Ty nie odkryłem w nim mistrza, jednak wciąż dostałem kawał dobrej, choć bez wątpienia specyficznej literatury grozy. "Kolor z Przestworzy" i "Widmo nad Innsmouth" naprawdę potrafią przyprawić o ciarki, a to pierwsze opowiadanie stanowi istny przebłysk geniuszu i niedościgniony wzór, jak powinno się kreować Obcego.



Awatar użytkownika
Alicja Minicka
Pisarz
Pisarz
Posty: 651
Rejestracja: sob 07 lip 2012, 09:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: Alicja Minicka » ndz 23 wrz 2018, 11:20

siso pisze:Source of the post Tak sobie siedzę i czytam. Ostatnie opowiadanie z tomiku "Zgroza w Dunwich...", nazywa się ono "Nawiedziciel mroku". I zastanawiam się co zrobiłem źle.

Nie widzę mistrza. Spodziewałem się go, bo zanim sięgnąłem po tomik, sporo razy mi HPL jako mistrza polecano. Przeczytałem więc prawie już wszystkie opowiadania w tym zbiorze i czuję, że przedawkowałem "bluźniercze zło", "niewysłowioną zgrozę" i "balansowanie na granicy szaleństwa". Owszem, niektóre opowiadania są napisane zgrabnie. Tłumacz zaprezentował wspaniały warsztat, czuć w tym przeszłość. Ale nieustający lęk przed czymś nieznanym nauce? Przerażające, obce, kosmiczne rasy? Straszliwy Necronomicon szalonego Araba Abdula Alhazreda (nota bene, pisownia błędna, o czym można się przekonać grzebiąc w wikipedii)? "Prastare" miasteczka w Nowej Anglii? :)
No, wybaczcie, śmiech na sali.

Chyba jednak nie umiem docenić tego, co inni dostrzegają w imć Lovercrafcie. Proszę, powiedzcie, jak uciec z tego szaleństwa :)



Chyba oceniasz prozę Lovecrafta przez pryzmat współczesnych utworów. Może wydawać się przestarzała w formie i treści, ale ten Autor jest mistrzem budowania klimatu grozy i surrealistycznego nastroju. Warto zauważyć, że jego potencjał dostrzegli także twórcy gier komputerowych.



Awatar użytkownika
siso
Pisarz domowy
Posty: 120
Rejestracja: wt 07 maja 2013, 01:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: siso » ndz 23 wrz 2018, 13:08

Dziękuję wszystkim za ciekawe przemyślenia :)

Faktycznie, Baribal, Góry Szaleństwa są opisane w ciekawy sposób, czuć klimat naukowy. Piękna inspiracja do filmu "Coś".
I fakt, rasistowsko tam jest na maksa, może niekoniecznie w górach, ale wszystkie "plugastwa portowe", "domieszki krwi murzyńskiej" czy wręcz przedmiotowe traktowanie służby - czy ta się z pewnym zażenowaniem.

BollyBoss, Dla mnie też "Widmo..." i "Kolor..." były jednymi z najlepszych opowiadań. Pięknie budowany nastrój z "Kolorze..." i fajne zakończenia "Widma...". Tylko wszędzie ta prastarość...

Alicja Minicka, masz rację, spoglądałem na niego przez współczesność. Ale gdybym to czytał sto lat temu, na pewno odbiór byłby lepszy.

To nie jest tak, że nie idzie tego czytać. Przeciwnie, język (zwłaszcza w tym przekładzie, który mam) jest piękny, klimat niepewności gęstnieje z każdą stroną, a zmurszałe zabudowania miasteczek czy wiosek, gdzie coś się nieustannie czai i skąd cały czas obserwuje i podsłuchuje bohatera, tylko dodają smaczku. Pominąwszy więc pewne niedogodności, pozostaje wciąż sporo pozytywów i dzięki nim czyta się Lovercrafta przyjemnie.
Warto tylko nie przedawkować :)



Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: Kadah » ndz 23 wrz 2018, 15:30

Uwielbiam Lovecrafta. Za całą masę rzeczy, które teraz wydaja się może oczywiste, ale kiedyś takie wcale nie były. Za bohaterów, którzy różnią się od większości literackich herosów tak bardzo, jak tylko możliwe. Za historie, w których architektura staje się kolejnym bohaterem opowieści, złowieszczym i pełnym znaczeń, łączącym ten świat z krainami, których istnienia możemy się jedynie domyślać. Za umieszczenie człowieka na skali wszechświata jako bezradnego pyłku a nie śmiałego zdobywcy, w czym lubowało się wielu autorów żyjących w jego czasach. Zamiast propagandowych plakatów we wszystkich kolorach tęczy Lovecraft wolał pokazywać zszarzałe, brudne, obszarpane obrazy naszej bezradności. Lęków. Kruchości świata, w którym żyjemy.

Lovecraft jest trudny. Ponury. Przygnębiający. Ale jednak są historie do których wracam co jakiś czas z takim samym wrażeniem: że odkrywają przede mną prawdę, której inaczej w żaden sposób bym nie poznała. Wystarczy, że kolejny raz przeczytam "Muzykę Ericha Zanna", by znów to poczuć.

Zazwyczaj kiedy ktoś mi każe zapomnieć o wymaganiach względem języka i podejść do czyjejś twórczości z otwartym umysłem, oznacza to, że czeka mnie dużo kiepskiego tekstu. U Lovecrafta jest inaczej. Fakt, język jest bardzo specyficzny. Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek podjęła wysiłek przedzierania się przez te meandrujące, przeładowane zdania, przypominające barokowe budowle aż spuchłe od nadmiaru ozdóbek, wieżyczek, tarasów i wykuszowych okien dla kogokolwiek, poza nim. A jednak kiedy go czytam, jestem niemal w stanie zobaczyć posępny płaskowyż Lang, mury miasta Kadath, zamglone szczyty Gór Szaleństwa. A czasem, tuż po przebudzeniu, kiedy w głowie majaczą jeszcze obrazy ze snów, jestem niemal w stanie uwierzyć w nieludzkie bestie, kryjące się wśród gwiazd.

I chyba dlatego właśnie nazywają go mistrzem.


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
Bartosh16
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2899
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: Bartosh16 » ndz 23 wrz 2018, 17:18

1. Mam nadzieję, że literówka w tytule w nazwisku autora to przypadek...

2. Miałem przyjemność przeczytać "Szczury w murach" - opowiadanie podobno do tego stopnia przerażające, że redaktor naczelny któregoś z czasopism postanowił go nie publikować. I właściwie tylko dlatego postanowiłem do niego zajrzeć, gdyż groza (może oprócz Mastertona), to nie mój klimat. Autentycznie w niektórych momentach można poczuć niepokój.

Ale chyba wiem siso, do czego zmierzasz. Przeczytałem praktycznie wszystkie powieści napisane przez Cobena i mimo że facet pozostaje dla mnie niekwestionowanym mistrzem, to jednak po 25 powieści
► Pokaż Spoiler
pojawia się zmęczenie wtórnością.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Lekcja życia"

Awatar użytkownika
Alicja Minicka
Pisarz
Pisarz
Posty: 651
Rejestracja: sob 07 lip 2012, 09:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: Alicja Minicka » ndz 23 wrz 2018, 17:49

Bartosh16 pisze: pojawia się zmęczenie wtórnością.


Myślę, że wtórność to podstawowy problem całej beletrystyki.



Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Lovercraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: Kadah » ndz 23 wrz 2018, 19:14

Alicja Minicka pisze:Source of the post Myślę, że wtórność to podstawowy problem całej beletrystyki.

Beletrystyki i tak w mniejszym stopniu niż np. filmów. W Hollywood jeden scenariusz tłuką tak długo, póki nie zrobią z niego totalnej miazgi. Mania prequeli i sequeli rozpowszechniła się na dobre. W literaturze nie jest jeszcze tak źle.


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
siso
Pisarz domowy
Posty: 120
Rejestracja: wt 07 maja 2013, 01:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Lovecraft i niekończące się pasmo najplugawszych zgróz

Postautor: siso » ndz 23 wrz 2018, 23:25

Ach, najmocniej przepraszam, naturalnie, że literówka przez przypadek. Jakaś zbitka liter mi się wkradła w palce i uparcie nie chciała odpuścić. W żadnym wypadku nie chciałem przeinaczać jego nazwiska.

Wtórność. Tak, Bartosh16, to mnie najbardziej w jego opowiadaniach uwiera. Niby nie tworzył dłuższych form, bodajże niecałe 200 stron poświęcił na "Przypadek Charlesa Dextera Warda", który to przypadek jest już małą powieścią (no, może raczej nowelą, bo tylko ten jeden wątek tam jest), a jednak jego twórczość nacechowana jest wtórnością do bólu. Wiadomo, że dzisiejsza kinematografia i literatura też nią wręcz ociekają. On jednak, niecałe sto lat temu, nie miał u swej konkurencji tego wszystkiego, co my mamy dzisiaj. Mimo to zdołał napłodzić powtórzeń samego siebie w znacznych ilościach.

Ale fakt, że niektóre z jego dzieł wywołują uczucie niepokoju.

P.S. Nie da się wyedytować wątku? Usunąłbym tę wstydliwą literówkę...

edit-ancepa- Poprawione.

Added in 2 hours 35 seconds:
Ancepa, dzięki :)




Wróć do „Dyskusje o literaturze”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości