Bitwa nr 17: B v S

Moderator: Faraon

Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3945
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Faraon » śr 18 lip 2018, 15:46

Rubia pisze:Temat: Sonata księżycowa
Gatunek: fantasy
Objętość: max 15.000 znaków ze spacjami
Czas do: 25.07.2018 do 23:59

Komentarz do tematów: tytuły te funkcjonują już od dawna w kulturze, są powiązane z dwoma wybitnymi dziełami. Skojarzenia z nimi będą mile widziane, chociaż nieobowiązkowe.


Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 5.08.2018 godz. 23:59. Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.


Prosimy o przyznawanie od 0 do 5 punktów [bez połówek] w poniższych kategoriach:
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność (idea, podejście do tematu, potencjał, rozwój i wykorzystanie możliwości zamysłu)
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku)
3. Błędy (błędy ortograficzne, gramatyczne, interpunkcyjne, stylistyczne i leksykalne)
4. Warsztat (błędy logiczne [fabularne], ocena stylu, narracji, dialogów oraz kompozycji)
5. Subiektywne wrażenia/odczucia
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać każdemu po jednym)

Suma: 0-26.

Wzór:

Kod: Zaznacz cały

Kategoria 1. [b]Pomysł i rozwinięcie/kreatywność[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst S:
Uzasadnienie:

Kategoria 2. [b]Realizacja tematu[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst S:
Uzasadnienie:

Kategoria 3. [b]Błędy[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst S:
Uzasadnienie:

Kategoria 4. [b]Warsztat [/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst S:
Uzasadnienie:

Kategoria 5. [b]Subiektywne wrażenia[/b]
Tekst B:
Uzasadnienie:
Tekst S:
Uzasadnienie:

[b][i]Ekstra punkt![/i][/b] dla:
Za:

[b]Suma[/b].
Tekst B:
Podsumowanie:
Tekst S:
Podsumowanie:



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3945
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Faraon » ndz 29 lip 2018, 14:00

Jeśli przegapiłem jakieś formatowanie czy cokolwiek zmieniłem, proszę autorów o szybki kontakt.

 ! Wiadomość z: Faraon
Oceny użytkowników zarejestrowanych po 30.04.2018r. lub niepodporządkowane wzorowi nowego systemu oceniania bitew są jak najbardziej mile widziane - autorzy liczą na jak największy odzew z Waszej strony! - ale nie będą mieć wpływu na ostateczny wynik starcia (sumę punktów).
Ocena wszystkich dwudziestu zaplanowanych pojedynków zagwarantuje wzięcie udziału w losowaniu wyjątkowej nagrody specjalnej.


W Firefoxie fragmenty tekstu mogą nie wyświetlać się poprawnie - na szczęście bitwy są widoczne bez zalogowania i wystarczy przekopiować link do dowolnej innej przeglądarki internetowej.

#############################################

Tekst B

Imiona kamieni
Sonata quasi uno urban fantasy

Adagio sostenuto


Tuż przed północą księżyc zajrzał w okno pustego zakładu fryzjerskiego dla mężczyzn Robert’s Shop La Barberia di Roma. Chciał przejrzeć się w lustrze, ale pomiędzy rzeźbionymi ramami stał już ktoś inny. Gruby blondyn o zimnych oczach uśmiechał się drwiąco do swojego odwiecznego wroga.


­­– Zabiłem ją poprzednim razem i teraz też ją zabiję. Chroniłeś swoją przyszłą adeptkę przez czternaście lat. Nieźle ci się udawało, ale to już koniec. Przegrałeś. Znów.


– Chroniłem ją przez czternaście lat i będę chronił nadal – odpowiedział mu niski, melodyjny głos. Postać w lustrze naprzeciwko miała skórę ciemną jak gorzka kawa. W świetle księżyca widać było tylko zęby i białka oczu.


– Zostały ci cztery dni. Znów masz tylko cztery dni. Jak wtedy. I przegrasz, tak jak wtedy.


– Tym razem to ty przegrasz!


– Żadna muzyka, żaden śpiew, żaden taniec nigdy nie podziałają na człowieka tak mocno, jak wódka. Pijaną ręką łatwo sterować. Zabiję ją, a ty nic nie zrobisz. Nie ocalisz jej ani słowem, ani dźwiękiem, ani obrazem. Jesteś bezbronny. Twoje sztuczki są nic niewarte.


– Przekonamy się. Tym razem jej nie dostaniesz!


„Cztery dni” zaszeptało echo i zakończyło pijackim chichotem. Przestraszony księżyc skrył się za chmurami.


***

Wenecja to tylko przystanek w drodze do Rzymu. Byliśmy tu z Małą w zeszłym roku, ale wtedy do Wiecznego Miasta nie dotarliśmy. Na Ponte Rialto Laura skręciła kostkę i musieliśmy wracać. To nieprawda, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Są też takie, które prowadzą donikąd. Ktoś idzie, na przykład, na spacer po Rambli i już nie wraca, bo ktoś inny od lat we własnej głowie pędzi skradzioną furgonetką prosto do piekła. Pieści w sobie to prywatne maleńkie piekło, a ono, wykarmione i wychuchane, powoli wypełza z umysłu, kiełkuje spod ziemi, aż w końcu rozkwita hukiem i krwią. To mogła być nasza krew.


­– Dlaczego uparłaś się na muzeum Miró? – pytam Małą przy śniadaniu.


Ona pochyla głowę, długo milczy, smaruje masłem bułkę, miesza kawę z mlekiem. W końcu odgarnia włosy z twarzy, spogląda gdzieś daleko, może w przestrzeń, może w przeszłość.


– Pamiętasz, wujek, jak wychodziliśmy z metra w Lizbonie? – mówi wreszcie. Głos jej lekko drży, faluje jak woda w kanale, obok którego siedzimy. – U szczytu schodów stał gościu z ulotkami, pamiętasz?


– Tak, dał nam zaproszenie do tego… spirytysty?


Espiritualisty. – Poprawia mnie Laura i wyciąga z torebki karteczkę.


Astrólogo - Espiritualista

MESTRE ISA


Lê a sorte, dá previsão de Vida, faz consulta à distância. Se quer prender a si uma nova vida, com segurança e pondo fim a tudo o que a/o preocupa. Contacte o Mestre Isa, pois não deixe agravar os seus problemas nos casos acima mencionados.

Rua Cidade Horta, n 43-R/C Dt 1000-101 Lisboa

– No, jakaś portugalska wróżka. Ale przecież u niej nie byliśmy?


– To nie wróżka. – Kręci głową Laura. – To facet. Duży i bardzo czarny.


– Skąd wiesz?


Mała uśmiecha się tajemniczo, ale widzę, że mówi poważnie, więc ja też jestem poważny, chociaż czuję się coraz dziwniej. Biorę łyk kawy. Oddycham głęboko mokrym, weneckim powietrzem. Miasto trzeszczy i chlupocze, ono dobrze wie, że kiedyś zatonie, ale robi dobrą minę do złej gry. Tuż obok przepływa tramwaj, a zaraz za nim karetka.


– Śnił mi się tamtej nocy.


– Ale skąd wiedziałaś, że to on?


– Przedstawił się. Eu Mestre Isa. Tak powiedział.


– I co potem?


– Potem próbował mówić po polsku, ale słabo mu szło. Coś o czerwieni i bieli. O siostrach. I że prawda jest ukryta za ustami milczących. Żebym szukała w ciszy. Dlatego chciałam iść gdzieś, gdzie jest cicho. A wiesz, kogo on przypominał?


Dobrze, że siedzę, bo nagle serce uderza potężnie jak podmuch przed burzą, a potem przychodzi gwałtowny zawrót głowy, który pewnie by mnie przewrócił. Cała Wenecja momentalnie zwija się w harmonijkę i znów rozwija, migocze jak miraż, blednie do rozmytej akwareli. To nie jest prawdziwe. To się nie dzieje. To się nie może dziać! Jakiś murzyński wróż na końcu świata mówi Małej przez sen to, czego nie potrafiła powiedzieć Elżbieta. Ani ja. Ani mój brat. Prawda jest za naszymi ustami. Cicho, to był tylko sen, sen zmęczonego dziecka. A może Laura już wcale nie jest dzieckiem?


– Kogo przypominał? – Staram się, żeby Mała nie usłyszała w moim głosie niepokoju. Słońce skrzy się na falach.


– Jednego z tych Murzynów, którzy tańczyli w porcie w Marsylii.


Pamiętam ich, tańczyli pod ustawionym na drewnianych palach, wielkim lustrzanym dachem, grali na bębnach i grzechotkach, wyginali mokre od potu ciała w niemożliwe figury, a tłum turystów stał dookoła, śmiał się i klaskał. Dopóki nie przestali, ciężko dyszący, zmęczeni ruchem, upałem i marsylskim słonym wiatrem. Cały tłum rozpierzchł się w sekundę, gdy tylko tancerz ruszył pomiędzy ludzi z odwróconym tamburynem, prosząc o datki. A przecież podobało im się! Jeszcze przed chwilą im się podobało! Patrzyli z podziwem, klaskali, uśmiechali się! Cóż, widocznie nie aż tak, żeby rzucić tym, którzy właśnie skończyli swój występ, choćby pół euro. Nie wycenili chwili radości, którą im tamci dali, nawet na tyle, chociaż za kieliszek pastisu gotowi byliby zapłacić trzy razy więcej. A teraz nagle mieli ważniejsze sprawy, nagle zaczęło im się bardzo spieszyć i uciekli. Ich odbicia przemknęły po lustrzanym suficie jak kolorowe owady. Zostaliśmy sami.


Nice show! – powiedziała wtedy Laura do wysokiego, muskularnego faceta o skórze koloru gorzkiej kawy i błyszczących oczach. Pięć euro stuknęło , upadając na tamburyn.


Merci, mademoiselle – odpowiedział niskim, smutnym głosem. Mógłby śpiewać bluesa, ale widocznie akurat wolał zatańczyć.



Allegretto

Tańczą też dwie kobiety na placu przed kościołem Ognissanti. Nie wiem, czy to zaplanowany performance, czy po prostu jakieś turystki pomyliły pory roku i zrobiły sobie prywatny karnawał w sierpniu. Ich taniec jest dziwny, chwiejny, nierówny, pełen nagłych podskoków i gwałtownych ruchów, jakby ktoś pociągał za sznureczki przywiązane do ich rąk i nóg. Może są pijane, może tylko rozbawione. Jedna ma sukienkę z białej koronki, druga – ciężką czerwoną suknię z aksamitu. Przystajemy popatrzeć, inni przechodnie też, tłum gęstnieje błyskawicznie.


Kobiety mają na twarzach maski, nic w tym dziwnego, jesteśmy przecież w Wenecji. Z białej maski sterczy długi dziób, czerwona lśni złotym brokatem. Obok kręci korbą kataryniarz, prawdziwy kataryniarz jak na Starym Mieście w Warszawie, tylko ten tutaj też jest zamaskowany, tak samo jak tancerki. Jego maska jest czarna jak smoła. Sekwencja obrazów i dźwięków wciąż się powtarza: obrót, szarpnięcie, jęk, podskok, nienaturalne wygięcie nogi, ręki, szyi, wirująca suknia, uśmiechnięta maska biała albo czerwona. Katarynka zgrzyta, ale skoczna melodia płynie niestrudzenie, a ja znów słyszę w niej coś zupełnie innego, jak wtedy, w Lizbonie:



To nie karnawał, ale tańczyć chcę


I będę tańczył z nią po dzień…



Gdy muzyka w końcu cichnie, otwieram oczy, jest duszno, Wenecja śmierdzi stęchlizną. Zgubiłem Małą w tym tłumie, gdzie ona jest?! Rozglądam się na wszystkie strony, kobiety w maskach dygają i znikają, jakby ich nigdy nie było. Gdzie się podziały? Przed oczami fruwają mi czarne plamy. Mrugam. Gdzie jest Laura? Kataryniarz podnosi coś z ziemi i zaciska w dłoni, dopiero teraz dostrzegam, że jego ręka jest czarna. Przepycham się obok niego, wreszcie widzę Małą, stoi przy samych drzwiach kościoła, wpatrzona w smartfon. Nie mogę jednak do niej podejść, bo ten muskularny facet o skórze koloru gorzkiej kawy zastępuje mi drogę i powoli zdejmuje maskę czarną jak smoła. I już wcale nie wygląda na kataryniarza.


Eu Mestre Isa – mówi smutnym głosem, który nadawałby się do śpiewania bluesa, a potem wręcza mi dwa kamyki: czerwony i biały.


My work is finished – oznajmia spokojnie. – My sigil is done, take these pebbles and remember their names. Save Victoria.


Victoria? Ocalić zwycięstwo? Nic nie rozumiem. On jeszcze coś szepcze niezrozumiale, a potem znika, tak po prostu sobie znika, ale nie zastanawiam się nad tym, bo wreszcie mogę iść do Laury, która stoi nieruchomo w cieniu kościoła. Delikatnie biorę ją za rękę, a ona patrzy na mnie, tylko patrzy, bez słowa. W jej oczach maluje się strach.



Presto agitato

– Wiesz, gdzie ona teraz jest? – pytam, żeby jakoś przerwać to okropne milczenie.


– W Józefowie. Leży na oddziale dla dzieci i młodzieży po… – to słowo nie chce Małej przejść przez gardło – … próbach.


Tym razem mamy cały przedział tylko dla siebie, chociaż bilety kupowaliśmy w ostatniej chwili na dworcu Santa Lucia. Załapaliśmy się na Euro Night do Wiednia, a potem o czternastej dziesięć będziemy mieli Euro City do Warszawy. Kilka godzin musimy przeczekać w Wiedniu. Szybciej się nie da. Samolot odpada, bo przecież ja nie mogę latać. Nienawidzę Wiednia.



21.34. Treviso Centrale.

­­– Wujek, przepraszam – mówi Laura. – Znów nie pojedziemy do Rzymu. Znów przeze mnie.


– Daj spokój! – Macham ręką. – Widzisz, my po prostu jesteśmy tacy Twardowscy.


­ – Twardowscy?


– Tak, tylko że na odwrót. Twardowski musiał pamiętać, żeby omijać Rzym, a nas to miasto po prostu samo od siebie odpycha.


Gadam głupoty, żeby tylko jakoś ją podtrzymać na duchu, pocieszyć. Ale ona się nie uśmiecha.


– Wujek, dlaczego ludzie się tną? Jak bardzo musi boleć w środku, żeby… sobie zrobić… coś takiego?


Nie pytaj mnie. Nie pytaj mnie o to. Wkładam rękę do kieszeni i dotykam dwóch kamyków, które dał mi Mestre Isa. Mają imiona wyryte na powierzchni. Biały to Desampro – Bezradność, a czerwony to Compaixão – Współczucie. Tak twierdzi Google Tłumacz.


Nie pytaj, mała leśna driado, bo będę musiał ci odpowiedzieć.



21.54. Conegliano

– Wiki jest dla mnie jak siostra. A teraz jest tam całkiem sama. Nikt do niej nie przyjdzie, bo nie ma kto – tłumaczy Laura.


– W porządku, rozumiem.


– Ona jest z Ukrainy. Przyjechali tu całą rodziną. Potem mama Wiktorii wyjechała do Niemiec, do pracy. Jej starszy brat, jak skończył osiemnastkę, to też wyjechał. No i Wiki została z ojcem, a on pije. Bardzo pije.



22.15. Pordenone

Mijamy kolejne włoskie miasteczka, czas się kurczy. Mam wrażenie, że co chwilę zalewają nas światła latarń dworcowych, a potem rozlega się gwizdek konduktora i znów zapadamy się w czerń. Szybciej, jeszcze szybciej, szepcze pociąg. Jesteśmy jak straż pożarna, jak karetka, pędzimy przed siebie z jedną tylko myślą: zdążyć. Księżyc jest po naszej stronie, niestrudzenie biegnie razem z nami, co i rusz zaglądając w okno i dodając otuchy. Mała opowiada mi o Wiktorii, o przyjaźni między dwiema dziewczynkami z jednej klasy, dwoma samotnymi dzieciakami z różnych światów. Nie wiedziałem, że Laura jest aż tak samotna.



22.45. Udine

Zaciskam palce na kamykach w kieszeni. Na przemian dotykam Bezradności i Współczucia. Milczę. Słucham. Do chwili, kiedy Mała zaczyna mówić o Elżbiecie.


– Nigdy nie byłam dla niej ważna. Zawsze ktoś inny. Albo coś. Ucz się dobrze, nie stwarzaj problemów. Przecież wiesz, że mam słabe zdrowie. Do porozmawiania ze mną za słabe, ale do pracy ma zdrowie jak koń. Praca, praca, praca. A ja? Lepiej, żebym się nie odzywała, lepiej, żebym siedziała cicho w swoim pokoju, lepiej, żeby mnie wcale nie było…


– Boże, Laura, to nie tak, to wszystko nie tak…



Tarvisio Boscoverde 23.59

Zaraz przekroczymy granicę austriacką. Nie mów nic Laurze, tak będzie lepiej powiedziała mi Elżbieta dawno temu. Lepiej dla kogo? Milczałem przez te wszystkie lata. Wierzyłem, że Elżbieta wie, co jest dobre dla jej dziecka. Jest matką. Ja nie jestem ojcem. Już nie.



Villach Hbf 00.42

Nienawidzę tego kraju. Nienawidzę wylizanych trawniczków i śmierdzących piwnic. Kamienic, torcików, walczyków i rynsztoków. Mozartów, Straussów, Hitlerów i Fritzlów. Paskudnej prawdy, którą obchodzimy dookoła, cichutko, na paluszkach. Dość.



Salzburg Hbf 04.04

– Widzisz, Laura…


Chciałbym to wszystko powiedzieć jak najszybciej, raz a dobrze, skoro już postanowiłem, że powiem. Chciałbym mieć to z głowy, zrzucić kamień z mojego chorego serca, ale przecież nie mówię tego w pustkę, mówię do niej, muszę być delikatny, muszę…


– … gdyby wszystko potoczyło się inaczej, miałabyś dziś starszą siostrę. Bo kiedyś ją miałaś. A ja miałem córkę.


Powoli dociera do niej sens moich słów. Ale to dopiero początek.


– Zaraz… – mówi cicho. – Zaraz, czy to znaczy, że ty i moja mama… że wy…?


– Tak. Dawno temu. Tak.


– No to raczej nie miałabym siostry, tylko by mnie w ogóle nie było, prawda?



Szaro. Zaraz wstanie świt. Nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym Laury by nie było.



Attnang-Puchheim 05.25

– Co się z nią stało? Z moją… siostrą?


Teraz. Właśnie teraz muszę wrócić tam, dokąd najbardziej nie chcę wracać. Obracam w kieszeni Współczucie i Bezradność, Bezradność i Współczucie. Patrzę na księżyc, tak blady, że ledwo go widać. Uspokajam oddech. Już. Skaczę w przepaść.


– Kiedy miała dwa miesiące, zachorowała na zapalenie płuc. Zmarła w szpitalu. Pielęgniarka pomyliła dawki leków. Później, w śledztwie wyszło, że była pijana.


Laura milczy, a ja mówię dalej, bo teraz już nie mogę się zatrzymać, muszę powiedzieć jej wszystko, do końca.



Linz Hbf 06.01

– Elżbieta bardzo się po tym wszystkim zmieniła. Wydawało się, że daje sobie radę. Ale nie. Cztery miesiące później… zrobiła sobie to, co teraz Wiktoria.


– Ja wiem – przerywa mi Laura. – Ja już od dawna wiem, dlaczego ona zawsze nosi bransoletki. Widziałam! A wiesz, co mi powiedziała?


– Co? – pytam bezmyślnie. Koncentruję się na tym, żeby uspokoić serce.


Mijamy winnice z krzewami pousadzanymi, po austriacku, w obsesyjnie równe rządki. Słońce lśni na zielonych liściach. Zapowiada się piękna pogoda. Wdech. Wydech.


– Że pokaleczyła się szkłem z rozbitego słoika. Słoika z konfiturami! Ja nie jestem głupia, ja wiem, że to nieprawda, zawsze wiedziałam.


– To było szkło – potwierdzam, jakby to miało jakieś znaczenie. – Ale nie ze słoika, tylko z rozbitego lustra.



Amstetten Noe 06.42

– Nie było mnie przy niej wtedy. Był mój brat. I tak już zostało. A później urodziłaś się ty.


To nie tak, że jesteś dla niej nieważna, Lauro. Ona się po prostu boi. Boi się, że cię straci. Robi wszystko, żeby zagłuszyć strach. Rozumiesz?


Laura nie rozumie, ale kiwa głową, jakby rozumiała, więc mówię dalej:


– Jesteś największym dobrem, jakie mogło jej się w życiu przydarzyć.


Jest też największym dobrem, jakie mogło się przydarzyć mnie, ale o tym jej nie mówię. Ma rodzinę, ma ojca i matkę. Ja nie jestem dla niej nikim ważnym, ot, fajny wujek, z którym spędza wakacje, to wszystko. Niech tak zostanie.


Laura długo milczy, a potem pyta nagle:


– Dlaczego cię przy niej nie było?


– Operowali mi serce. Leżałem wtedy w klinice. W Wiedniu.



Wien Hbf 07.55

Czekamy, aż wysiadający tłum przepłynie z peronu na schody.



– Wujek, ja nie mogę… Nie mogę jeszcze raz stracić siostry.


– Wiem. Nie stracisz. Pójdę razem z tobą do tego szpitala. Jesteś niepełnoletnia, mogą cię nie wpuścić. Może ich przekonam.


– Dziękuję.



Wczoraj wieczorem wsiadłem do pociągu z czternastoletnim dzieckiem. Teraz biorę za rękę czternastoletnią kobietę. Postarzeliśmy się tej nocy oboje. Nie planowałem tego. Przepraszam, Elżbieto.


Wyciągam z kieszeni dwa kamienie. Desampro. Compaixão.


– Weź je – mówię do Laury. – Dał mi je Mestre Isa.


– Spotkałeś go? Kiedy? – pyta zdziwiona.


– W Wenecji. Wtedy, kiedy na chwilę straciliśmy się z oczu. Dał mi kamienie i powiedział, żebym ocalił Wiktorię. A ja myślałem, że chodzi mu o zwycięstwo.



Laura przygląda się uważnie kamykom, obraca je w palcach, wreszcie chowa do torebki. Ona ma teraz wszystko. Ja nie mam już nic. Przed nami dalsza droga do Wiktorii.



#############################################


Tekst S

Trans księżycowych łez


Kiedy na mnie spojrzała, cały mój świat wypełniły jej oczy: ogromne, lśniące szmaragdowym blaskiem niczym ocean wokół Łzy. Jak na elfa mam wysokie progi estetyczne, ale ona po prostu rozbiła bank.


A przy okazji moje życie.



Siedziałem przy kontuarze i sączyłem wino, a czarno-biały telewizor serwował finał zamieszek. Anioły pikowały na ostatnie ognisko smoczej rozróby. Jaszczurom kończyły się siły. Ciosy pazurami i ogonami nie miały szans wobec fal uderzeniowych spod skrzydeł atakujących.


Przez moment kamera pokazywała elfie komando pacyfikacyjne. Czterej muziarze w srebrnych mundurach, grający na widmowych instrumentach wzniosłą symfonię. Do tego czterej kinetyzerzy, przekształcający muzykę w fizyczne ataki. Gdy ci ostatni przestali już tańczyć i machać rękoma, anioły rozmgliły się w nicość. Jaszczury dały za wygraną. Teraz do akcji wkroczyła policja z kajdanami.


I pomyśleć, że zaczęło się od spontanicznego przemówienia. „Smoki nie chcą od państwa opieki! Albo nam dacie sensowne zajęcie, albo prędzej czy później ktoś pójdzie wyrzynać elfy!” Dotąd rząd patrzył przez palce na podobne wyskoki, ale kiedyś to się zmieni. Gdy jaszczury runą w otchłań, wspomną, że krasnoludy wymarły z tego samego powodu. Echa metalwojny pobrzmiewały w Osnowie do dziś.


Ekran zaczernił się, by po chwili wyświetlić paski informacyjne. Telewizja od tygodni wałkowała temat zaginięć młodych elfów. Ciekawe, kiedy ktoś zwali winę na smoki? A może ta kwestia krążyła już w rządowych kuluarach?


Powiodłem wzrokiem po zadymionej knajpie. Tylko parę elfów przy stolikach gapiło się jeszcze w telewizor. Reszta obojętnie sączyła alkohol. Wszyscy milczeli, kołysząc się na krzesłach w rytm melodii z głośników. Ja też. Lubiłem ten lokal właśnie za towar.


Generalnie elfy kochają muzykę symfoniczną. Harfy, organy i plinganie na fortepianie uspakajają Osnowę oraz – jak twierdzi telewizja – utrwalają na Łzie harmonię. Przychodzi jednak taka chwila, kiedy zaczynasz węszyć za czymś nowym. Świeżym. Inaczej ugrzęźniesz w marazmie albo utoniesz we własnych rzygach.


Chudy jak tyczka smok wodził łapami po klawiszach syntezatora. Głośniki mruczały. Senne „dum-dsz, dum-dsz” podkładu, zwiewne wibracje elektronicznych fletów, do tego sekwencje przelotnych, wysokich szumów. Synth. Smocza muzyka, która dawała łagodny odlot.


– Cześć! Mogę się przysiąść?


Wyrosła dosłownie znikąd. Nim się spostrzegłem, siedziała już obok. Wstrzymałem oddech na jej widok. Uroda elfki zniewalała bardziej niż najpotężniejszy atak kinetyzera. No i ten bezmiar zieleni w oczach...


Synth brzęczał i szumiał łagodnie.


– Może wina? – zagaiłem.


– Nie. – Wyciągnęła rękę w geście przywitania. – Jestem Ea.


– Tiv. – Ucałowałem elfkę w wierzch dłoni. – Skąd ten zaszczyt?


Przez bardzo długą chwilę lustrowała mnie wzrokiem; ja w tym czasie odnosiłem wrażenie, że świat wali mi się na głowę. W końcu Ea wskazała tatuaż na moim policzku. Przekreślony trójkąt. Piętno kinetyzera, który odszedł ze służby.


No tak. Czego się spodziewałem? Że zagada do mnie miłość życia?


– Chodźmy na zewnątrz – zaproponowałem. – W chłodzie lepiej się rozmawia.



Mawiają, że świat powstał, gdy Wieczny Księżyc uronił do jeziora łzę. Z owej łzy zrodził się nasz kontynent, zaś towarzyszące temu fale rozepchały jezioro do rozmiaru oceanu. Co skrywał horyzont? Tego nie zdołał ustalić nikt – ani krasnoludy w apogeum ich cywilizacji, ani smoki, zaś elfom po prostu się nie chciało. Może Ea werbowała załogę do rejsu w nieznane? Dziecięca część mojej duszy bardzo tego pragnęła.


Miasto jak zwykle tonęło w srebrzystym blasku księżyca. Wzdłuż chodnika ciągnęła się brukowana jezdnia, po obu jej stronach zaś kamieniczki: wąskie, smukłe, zdobione kolumienkami, tu i tam subtelnie podświetlone lampkami. Synthowe rozluźnienie znikło wraz z zamknięciem drzwi knajpy. Spadła na nas znajoma atmosfera wyciszenia, skupienia i tajemnicy. Teraz grała Osnowa.


Gdyby jakiś wrażliwiec usiadł do fortepianu i zaczął tkać melodię równie delikatną co smutną, gdyby sformował ją w trzy sekwencje i zapętlił – to uzyskałby dźwięki, jakie nieustannie wydaje otoczka naszego świata. Doprowadzają mnie do szału, gdy za bardzo się wsłucham, ale wiele elfów reaguje totalnym rozluźnieniem. Głównie ci zgrzybiali i zapadnięci w stagnację. Wapno, którego nie ruszy nawet druga metalwojna.


Ea szarpnęła mnie za ramię.


– Potrzebuję pomocy, Tiv – powiedziała szeptem.


– Jakiej?


– Ochrona. I eskorta w pewne miejsce.


Westchnąłem. Kolejna fucha jak milion poprzednich. A już miałem nadzieję...


– O jakie miejsce chodzi? – zapytałem.


– „Synth Soora”. Płacę z góry. Proszę.


Uniosłem brew – nie tyle pod wpływem ciężaru sakiewki, co nazwy lokalu. „Synth Soora” leżał w smoczej dzielnicy i był jedną z najgorszych spelun Łzy. Elfy chadzały tam wyłącznie po to, by się srogo naćpać. Pracowałem kiedyś u właściciela, więc siłą rzeczy poznałem asortyment. Jaszczur grał naprawdę pierwszorzędny towar, mroczny i ciężki. Przy tych dźwiękach zapominało się dosłownie o wszystkim.


Schowałem sakiewkę.


– Chodźmy zatem.


– Wolałabym pojechać – szepnęła Ea. Jej spojrzenie płonęło, tak bardzo płonęło. Jakby szmaragdy przeobraziły się w czyste światło!


– Na Srebrzystej zostawiłem automobil. – Ująłem elfkę pod ramię. Drżała. – Nie chcemy się wyróżniać, prawda? – dodałem półgłosem.


– Słusznie.


Ruszyliśmy chodnikiem, wyludnionym i cichym, a dźwięk naszych kroków mieszał się ze rzewnym plinganiem Osnowy. Wyostrzyłem zmysły. Strzelałem spojrzeniem w każdy zaułek. Nikt nie przemykał pośród cieni, ale mimo to nie zdejmowałem dłoni z muzładunku u pasa. Czułem przez skórę, że niedługo mi się przyda.


– Kogo unikamy? – zapytałem.


– Wszystkich. Naraziłam się pewnym elfom. Bardzo złym.


– Więc dlaczego ja? Policja...


– Polecono mi ciebie – ucięła moja podopieczna. – Władza nie może się w to mieszać.


Zachichotałem w duchu. Na Łzie zostało bardzo niewielu wariatów, którzy poświęciliby przewidywalne życie na rzecz czegoś niebezpiecznego. W czasach przed metalwojną Ea poszłaby do krasnoludów, a teraz?


Teraz musiała polegać na kinetyzerze, który ćpa synth i ma wyjebane na wszystko.


– Nie możemy iść szybciej? – poprosiła. – Gdzie ten wóz?


– Za rogiem. O tutaj.


W Osnowie są zaszyte różne idee. Budynki. Maszyny. Instrumenty. Nawet syntezatory, na których grają smoki. Aby je zmaterializować, elfy wpadają w muzyczny rezonans, ale tylko najlepsi potrafią dotrzeć do prawdziwych skarbów. Czasem jednak zdarza się totalny amator ze szczęściem jak stąd do Równin Północnych. W ten właśnie sposób za garść dukatów dostałem czarny kabriolet o błotnikach jak złożone skrzydła. Za takie pieniądze swastyki na tapicerce nie stanowią żadnego problemu.


Kłopot pojawia się dopiero wówczas, gdy o rzeczony automobil, wymyty ostatnio i wypolerowany, opiera się dwójka obcych typów. Może i mam wyjebane na świat. Ale nie kiedy ktoś maca moją gablotę!


Ułamek sekundy na ocenę sytuacji. Dwa elfy w cywilnych ciuchach. Jeden rozkładający ręce. Drugi unoszący dłoń jak do toastu. Muziarz i kinetyzer. Poplecznicy bandytów, z którymi zadarła Ea?


Odpaliłem muzładunek


W powietrzu eksplodowały dźwięki. Ryk trąb i warkot werbli, układające się w ciężkie „DAM-DAM-DAM-dam-DADAM-dam-DADAM!”. To Imperium szło na wojnę z Rebelią, a na jego czele kroczył Mroczny Lord. Pochwyciłem tę ideę. Przekułem ją w rzeczywistość. Na ulicę wbiegł wojownik w czarnej zbroi i dobył miecza. Klinga broni zapłonęła czerwienią. Gotowe. Teraz musiałem nim odpowiednio pokierować.


Nie zdążyłem.


Mroczny Lord runął na bruk, stratowany przez pegaza, i rozmglił się w nicość. Ujeżdżająca wierzchowca Walkiria wrzasnęła dziko do wtóru ryku trąb, ryku, który przytłaczał wszystko. Muziarz grał niczym jednoosobowa orkiestra symfoniczna; nie dało się zliczyć jego widmowych instrumentów. Kolega drania też pokazał klasę. Sterował atakiem w mistrzowskim stylu.


Wyłączyłem muzładunek i uniosłem ręce. Byłem bez szans.


– Dobra decyzja – pochwalił kinetyzer, wciąż przebierając palcami w powietrzu. Stojący obok niego pegaz rżał prowokacyjnie. Walkiria strzelała z oczu piorunami. – Jestem Ki, a to Drum. Wydział Wewnętrzny. Jesteście aresztowani za współpracę z Moogiem.


– Z kim? – bąknąłem, ale zagłuszyła mnie Ea:


– A wy jesteście martwi!


Ta zieleń w jej oczach... Na moment rozlała się na cały świat. A wtedy...


Grzmot elektronicznych dźwięków. Atak rytmicznych oscylacji. Pod nimi nerwowe „cyk-cyk-cyk”, niżej warstwa basów i druga, trzecia – a suma tego wszystkiego tak lekka i porywająca, że hipnotyzowała potężnej niż synth. Była obca, ale zarazem znajoma. Rezonowała z umysłem, wlewając doń coś niesamowitego. Ujrzałem maszyny mknące przez burzę piaskową: geometryczne i zwaliste, niepodobne do niczego, co jeździło po Łzie. Błagały o fizyczną formę. Wystarczyło tylko przywołać ich nazwę.


Co też uczyniłem.


Ściana kamienicy eksplodowała i ze środka wypadł czołg. On nie zmiótł Walkirii wraz z wierzchowcem. On po prostu wkomponował ich w bruk.


A muzyka wciąż szalała. Wszystko drżało. Fasady pękały i sypały gruzem. Jezdnia rozstąpiła się jak piekielna czeluść, odgradzając nas od przeciwników. Wewnątrz płonęło zielone światło.


– Tiv! – wrzasnęła Ea i pociągnęła mnie na wprost.


W przepaść.



Wstrząsy i warkot wyrwały mnie z odrętwienia. Usiadłem. Spojrzałem w jedną, a potem w drugą stronę.


– Paka ciężarówki? – wymamrotałem.


Wóz jechał przez równinę oblaną srebrem Wiecznego Księżyca. Ea kucała obok mnie. Świetnie.


– No dobra – mruknąłem do elfki. – Skoro jeszcze żyję, pozwól, że zapytam. Kim jest Moog?


Nie wahała się z odpowiedzią. Zupełnie jakby była przygotowana.


– Bardzo stary smok.


– Soor miał cię do niego przerzucić, tak?


– Tak.


– Dlaczego?


– Słyszałeś o Wyklętych?


– Dla elfów zbrodniarze, dla smoków bohaterowie. – Zmarszczyłem brwi. – Co zrobił?


– Badał Osnowę razem z krasnoludami. Eksperymentował. Ledwo przeżył metalwojnę. Elfy zabiły mu cały zespół.


Wpatrywała się we mnie smutno. Prawie słyszałem, jak pęka mi serce.


– Słucham dalej – zachęciłem.


– Moog nie jest jak inni – podjęła Ea. – On nieustannie zadaje pytania. Czym tak naprawdę jest Osnowa? Skąd w niej te wszystkie idee? Używamy jej, ale nie rozumiemy.


– Rząd na pewno rozumie.


– Właśnie! Rozumie i nic nie robi z tą wiedzą. Nie chce zniszczyć utopii.


– Utopii?


– Według legend elfy, smoki i krasnoludy uciekły na Łzę przed zagładą. To jest świat idealny. Pełen spokoju i harmonii. Pozbawiony zawiści i wojen, bo wszystkiego dostarcza Osnowa. Widzisz, do czego zmierzam? Do czego zmierza ten świat?


– Antyteza działania – westchnąłem. – Stagnacja i zaćpanie się synthem.


– Tak! – Oczy Ei płonęły. – Ale muzyka krasnoludów burzyła spokój Osnowy. Jazgot gitar i perkusji rwał ją jak starą szmatę. Elfy nie mogły tego znieść.


– Więc rozpętały wojnę. Czy to, co zagrałaś... Czy to był metal?


Pokręciła głową.


– Metal nie wystarczy. Moog zrozumiał to dopiero niedawno. Dał mi tę wiedzę. Dlatego... – Urwała. – Stworzyliśmy teleport, wiesz? Na Północne Równiny! Jak kinetyzerzy najwyższej klasy!


– Świetnie – mruknąłem. – Teraz Moog może przerzucić armię do pałacu rządu, żeby pomścić krasnoludy.


– Zemsta rządzi ciasnymi umysłami, Tiv. Moog mierzy poza horyzont.



Krasnoludy jako jedyne stworzyły przemysł. Kiedy wymarły, kilka ich fabryk zachowano w formie pomników historii. Przejechaliśmy przez bramę jednego z nich. Ciężarówką zatrzęsło, gdy przecięła stare torowisko. Wtoczyła się do długiego budynku, a rozsunięte dla nas wrota odturkotały z powrotem na prowadnicach. W górze rozjarzyły się lampy, wyłaniając z półmroku ogrom hali. Moją uwagę szybko przykuł bardzo stary smok.


Siedział na metalowym tronie. Otaczały go konsolety pełne klawiszy, lampek i pokręteł. Moog wyglądał jak dostawca synthu. Nie zbrodniarz.


Nieco dalej, w tle, krzątały się elfy. Sama młodzież. Wspomniałem aferę z zaginięciami. Czyżbym znalazł porywacza?


– Ea! – wykrzyknął Moog z przestrachem w głosie. W mig pojąłem, skąd ten lęk.


W tle brzmiało echo znajomego wycia.


Ki. Drum. Pieprzone Walkirie. Cholera jasna! Może i daliśmy nogę teleportem, ale sukinsyny i tak nas namierzyły!


– Ea! – ponaglił smok. – Nie mamy czasu!


Elfka zeskoczyła z ciężarówki. W jednej chwili biegła ku Wyklętemu... ale w następnej już jej nie było. Rozpadła się w wir zielonych światełek, który wzleciał pod strop fabrycznej hali i po prostu znikł. Zamarłem. Młodzi zza tronu wstrzymali oddech, całkowicie zszokowani.


Poczułem, że coś się we mnie kruszy. Coś ważnego. Coś, czego dotąd nie zauważałem.


Elfia symfonia narastała z sekundy na sekundę. Moog pochwycił moje spojrzenie.


– Przepraszam – rzekł pospiesznie. – To był jedyny sposób. Ona...


Walkirie wrzasnęły dziko.


– Czy ty ją zabiłeś? – wycedziłem.


– Tak. Nie. Ona nie była do końca realna. To nośnik. Ona... – Moog zawahał się. – Ona wykradła prawdziwe brzmienie Osnowy. Wszystkie dźwięki zarejestrowane przez rząd. Na misję wyruszyła cała drużyna, najlepsi spośród moich podopiecznych. – Wskazał przestraszoną młodzież. – Wydział Wewnętrzny nie miał litości.


„No to może teraz zemsta?” – chciałem zapytać.


Ale wtedy Moog zaczął grać.


Szybki bit i wysokie oscylacje, do tego dużo szybsze „szt-szt-szt”. I kolejna warstwa, jakby klaskanie. I jeszcze jedna: coś między bębnem a fujarką. A do tego nagle – pling... pling... pling... – pojedyncze dźwięki fortepianu niczym łzy ronione do jeziora. Elektroniczny płacz księżyca. To właśnie w nim ujrzałem przeszłość.


Ea szukająca mnie w knajpie.


Ea uciekająca z rządowego pałacu.


Ea i jej towarzysze, rozszarpywani przez Walkirie.


Ea i epicki włam do tajnego archiwum.


Ea w fabryce, u stóp tronu Mooga, dopiero co spleciona z nitek zielonego światła.


I wspomnienie.


Jaszczur nie mógł znieść marazmu, w którym ugrzęzła Łza. Eksperymentował samotnie przez długie lata, wynajdując i testując rozmaite rodzaje muzyki. W końcu trafił na tę jedyną. Tę, która potrafi rozciąć Osnowę i pokazać, co jest po drugiej stronie. Stary Wyklęty nazwał ją transem. Dzięki niej mógł zrobić kolejny krok: zebrać wszystkich, którzy jeszcze nie zwapnieli, i wyprowadzić ich poza Łzę!


Wrota hali runęły pod naporem pegazów. Do środka wparowały Walkirie, czysta furia uskrzydlona grzmotem trąb. Fala uderzeniowa przewróciła moją ciężarówkę. Poleciałem na podłogę. Moog dostał kawałem gruzu w głowę i oklapł bezwładnie na tronie. Teraz plingał tylko instrumentalny podkład jego utworu – cichnący, zwalniający, mroczniejący. Dźwięki Osnowy. Smutne, tajemnicze sekwencje, grane przez wrażliwca na fortepianie.


Młode elfy miotały się w panice. Za chwilę zostaną pojmani i rząd znów zatriumfuje.


Albo i nie.


Bo Moog właśnie się ocknął.


Elektroniczne bity eksplodowały w powietrzu, wszystkie warstwy naraz. Rozszumiane wibracje do spółki z motywem Osnowy, ale szybsze, potężniejsze, niosące siłę i nadzieję! Ea zagrała podobną melodię. Teraz, gdy Moog wplótł ją w finalną wersję utworu – teraz muzyka odsłoniła prawdę o rzeczywistości.


Za Osnową istniał bezmiar przestrzeni. Kipiał od zbrodni i okrucieństwa, ale też twórczości i energii. Powoływane do życia idee nie wzięły się znikąd. Stanowiły echo. Odbicie miliardów pomysłów z tamtego świata. Elfy, smoki i krasnoludy uciekły stamtąd, by nie zginąć. Ale jeśli nie wrócą, na Łzie czeka ich coś gorszego niż śmierć.


Walkirie gnały już ku nam. Moog grał.


– Młodzi! – wychrypiał. – Sięgnijcie za horyzont!


Zaczerpnąłem wiedzy z tamtego świata. Ubrałem ją w śmiercionośną formę i uwolniłem. Ściana ognia rozkwitła w fabryce, gdy drony poszczuły Walkirie rakietami i napalmem. Wśród huku i wrzasków wibrowała muzyka. Trans księżycowych łez, który właśnie pruł Osnowę i tworzył portal.


Rządowi potrzebowali czasu na zmianę taktyki. To była nasza szansa.


– Młodzi, chodu! – Wskazałem światło na skraju hali, zielone jak blask w oczach Ei. – Ruchy, ruchy, ruchy!


Zrozumieli w lot i pomknęli w tamtą stronę. W nieznane. Do świata, który da im wszystko oprócz stagnacji. Obserwowałem ich przez moment – a potem sam zerwałem się do biegu.


Młodzi sięgnęli za horyzont.


Nie tylko oni.




https://www.youtube.com/watch?v=O_mGIbitxDw



#############################################


To jest 1. Półfinał Turnieju o Puchar Administratora WeryfikatoriuM 2018 :arrow: Oceniamy!



Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 909
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: P.Yonk » pn 30 lip 2018, 22:59

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Świetne przejście z obyczajówek do lekkiej fantasy w stylu Coelho'wskim. Doskonałe.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Niekończący się strumień pomysłów.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Piekielna forma.
Tekst S: 5

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst S: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Mistrzostwo.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Niesamowity progres jakościowy.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Już się wypowiadałem na temat w odpowiednim temacie ;) - tylko powtórzę. Ucz mnie.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Nie mogę nie dać 5, bo podoba mi się bardzo, choć nie tak bardzo jak B, niestety dla S. Ale oba zasługują na taką ocenę.

Ekstra punkt! dla: B
Za: wiesz za co Autorze.

Suma.
Tekst B: 26
Podsumowanie: Już nie mam słów na podsumowanie. Domieszka fantasy w tej historii, ciągnącej się przecież od pierwszej bitwy, wywołała dawno zapomniane emocje, jeszcze z czasów zaczytywania się Coelho. Być może - słyszałem taką opinię tutaj - to nie dla wszystkich komplement. Wierz mi szanowny Autorze, w mojej opinii to duże wyróżnienie. Ucz mnie! Proszę.
Tekst S: 25
Podsumowanie: Wybacz mi drogi Autorze (dobrze wiesz, że ja wiem ktoś zacz :twisted:), że jednak wybrałem tekst B, jako ten lepszy. Twój to wulkan kreatywności, ale jeszcze nie masz takiej formy, stylu, warsztatu, czy co tam u diaska jest.

Przypominam sobie "Achaje" Ziemiańskiego i stopniowanie poziomów umiejętności w fechtunku - zależy kto takiego szkolił, gdzie i za ile: żołnierz, szlachcic, książę, zawodowiec, mistrz, szermierz natchniony. Jam to taki ktoś między żołnierzem, a księciem. Czasem piszę jak książę, ale częściej wale jak żołnierz na oślep, może przeżyję. Ty S jesteś zawodowcem (prawie, wydaj książkę), najmita do walk "honorowych", masz talent i pomysły, aleś jeszcze nie mistrz. B to mistrz. Powiedziałbym nawet, że szermierz (pióra) natchniony, ale nie zaryzykuję takiego stwierdzenia, choć w tej bitwie tak go odebrałem. Ktoś, kto jednym zdaniem robi coś takiego w głowie czytającego, że ów przepadnie, nim zdąży je przeczytać. Potem już tylko daje się ponieść dokądkolwiek autor zapragnie.

Gratuluję tekstów.


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"All the signs show that I'll move somewhere soon. I don't know where, but the sky will be blue, and too bright the Sun."
"Jem kamienie. Mają smak zębów."

Awatar użytkownika
Eldil
Dusza pisarza
Posty: 537
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Eldil » wt 31 lip 2018, 17:43

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 4
Uzasadnienie: Pomysł dobry. Nic więcej. Poza tym, ryzykowna taktyka - jeden pomysł na cały turniej.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Wow. Chcę więcej. Zostań moim stałym dostawcą synthu ;)

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie: Minus za drażniący mnie początek: zabiję! - nie zabijesz! - a właśnie że znów zabiję! - a własnie że znów nie zabijesz!
No bez przesady...
Reszta doskonała.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Świetny tekst, jeden z najbardziej poruszających mnie w turnieju.

Ekstra punkt! dla: S
Za: "Efekt wow" ;)

Suma.
Tekst B: 22
Podsumowanie:
Tekst S: 26
Podsumowanie:
Dwa świetnie napisane teksty. B (z wyjątkiem okropnego dla mnie początku) znów okazał się profesjonalistą. Rzemiosło świetne, ale fantazji więcej miał S i on u mnie wygrywa.


System crash down. Out of order.

System crash down. Out of order.


Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Kruger » czw 02 sie 2018, 08:10

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 3

Tekst S: 5


Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5

Tekst S: 4


Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5

Tekst S: 5


Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5

Tekst S: 5


Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3

Tekst S: 5


Ekstra punkt! dla: S


Suma.
Tekst B: 21

Tekst S: 25



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3469
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Godhand » sob 04 sie 2018, 09:57

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Imponuje mi konsekwencja bazowego pomysłu i skala trudności jaką Autor sobie narzucił.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Zupełnie pozamiatał. Mistrzostwo.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Ładnie przemycone.
Tekst S: 4
Uzasadnienie: Z małym dryfem ale i tak ładnie.

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Nic nie zauważyłem.
Tekst S: 4
Uzasadnienie: Jedna aliteracja, jedna zgubiona kropka. Drobiazgi.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie: Jestem fanem od dawna.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: Zostanę fanem.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Uzasadnienie: To jest to czego szukam w tekstach - zawsze.
Tekst S: 5
Uzasadnienie: To jest to czego szukam w tekstach - kiedy chce się się oderwać od rzeczywistości.

Ekstra punkt! dla: S
Za: Wzniesienie się na kosmiczne wyżyny wyobraźni.

Suma.
Tekst B: 25
Podsumowanie: Chciałoby się powtórzyć słowa innego recenzenta "Ucz mnie!". To jest po prostu dobre. Trafia. Działa. Inspiruje. Zmusza do myślenia. Daje emocje. Jedną tylko negatywną rzecz wywołuje we mnie ten tekst - zazdrość, że nie potrafię tak pisać. Bardzo, bardzo dobre.
Tekst S: 24
Podsumowanie: To według mnie najlepszy tekst S. Trafia w mój gust i chętnie przeczytałbym coś dłuższego, opartego na tym pomyśle. Nie porzucaj go Autorze, proszę. I nie wiem jaka substancja aktywuje części mózgu odpowiedzialne za kreowanie takich pomysłów, ale chciałbym jej trochę.

Świetna bitwa.
Gratulacje.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Sarah
Poetyfikator
Poetyfikator
Posty: 1996
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Sarah » sob 04 sie 2018, 12:07

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Tekst S: 4
Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Tekst S: 4
Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst S: 5
Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Tekst S: 4
Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Tekst S: 4


Ekstra punkt! dla:
Za: brak

Suma.
Tekst B: 25
Tekst S: 21
Podsumowanie: Oba teksty dobre, trzeba było je jakoś zróżnicować. Wygrywa B, za konsekwencję a jednocześnie świeżość.


Nie jestem w wieku, w którym nieświadomie popełnia się głupstwa.W moim wieku głupstwa popełnia się planowo i z dziką przyjemnością.

Brniesz w mgłę, a pod stopami bagno, uważaj - R.Pawlak 28.02.2018

Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 983
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: gebilis » sob 04 sie 2018, 13:08

Tekst B
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność (idea, podejście do tematu, potencjał, rozwój i wykorzystanie możliwości zamysłu)pomysł na pograniczu kalki, pomimo elementu magi to raczej nie fantasy jednak tak ladnie ujęcie słownie, że dałam 3
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku) warunki może i wypelnione, ale to takie bez płciowe 4
3. Błędy nie rzuciły się w oczy, szukac mi sę nie chce 5
4. Warsztat poprawny, nie ma za bardzo czego się czepnąć 5
5. Subiektywne wrażenia/odczucia = ten kolor gorzkiej kawy mnie dobił – nic mi nie mówil, a drażnił 3
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt!  0

Suma: 20

Tekst S
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność  litości: elfy, krasnoludy i już to niby fantasy = a to inaczej nazwani ludzie! Nie ma tu cech charakterystycznych dla tych stworów, gdyby zmienic nazwy byłoby jak w sensacji obyczajowej – tak, że przedstawiony świad niczym się nie wyróżnia 3
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku) 3
3. Błędy 5
4. Warsztat poprawny, ale nie wybitny 4
5. Subiektywne wrażenia/odczucia przeczytane, odfajkowane, w głowie nic nie zostalo 4
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać każdemu po jednym) 00

Suma: 19


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2799
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: ancepa » sob 04 sie 2018, 23:58

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B:5
Tekst S:4


Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B:5
Tekst S:5


Kategoria 3. Błędy
Tekst B:4 (powtórzenia)
Tekst S:5


Kategoria 4. Warsztat
Tekst B:5
Tekst S:5


Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B:5
Tekst S:3


Ekstra punkt! dla:B
Za:całokształt

Suma.
Tekst B:25
Tekst S:22



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4269
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Rubia » ndz 05 sie 2018, 09:46

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 5
Tekst S: 5

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Tekst S: 3

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Tekst S: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 5
Tekst S: 4

Ekstra punkt! dla: B
Za: całokształt

Suma.
Tekst B: 26
Tekst S: 21

Obaj zawodnicy w wysokiej formie. U S temat jednak gubi się w nadmiarze pomysłów.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Isabel
Dusza pisarza
Posty: 419
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Isabel » ndz 05 sie 2018, 14:33

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 3
Uzasadnienie:
Tekst S: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 2
Uzasadnienie:
Tekst S: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst S: 4
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: B
Za: klimat

Suma.
Tekst B: 20
Podsumowanie: Stylistycznie i klimatycznie jak zawsze super. Niestety, z wypełnieniem warunków pojedynku już gorzej: trudno mi było wypatrzeć tę „Sonatę księżycową” w tekście, księżyc jakiś tam się przewinął – ale możliwe, że prostu jakichś nawiązań i podtekstów nie wychwyciłam. No a to fantasy, to jest naciągnięte do granic ;)
Tekst S: 20
Podsumowanie: Nie do końca są to moje klimaty, ale doceniam mocno odjechany pomysł, podoba mi się to, jak bardzo może popłynąć kreatywność :) Fantasy jest, tematu więcej, niż w drugim tekście.


Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 583
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Aktegev » ndz 05 sie 2018, 16:24

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 4
Tekst S: 5

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Tekst S: 5

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Tekst S: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Tekst S: 5

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Tekst S: 5

Uzasadnienie:

Oba teksty są warsztatowo dobre i tak naprawdę na wynik w bitwie rzutuje moje subiektywne wrażenie.
Tekst B: Tekst niby spokojny, ale pod spodem jednak buzuje, są pokłady emocji, jest tajemnica – to zdecydowany plus. Natomiast ciągnięcie tej samej historii już mniej misię – trochę jednak liczyłam na inne oblicze B. Choć z drugiej strony konsekwencja zasługuje na uznanie. Ten tekst stawia też pytanie o granicę między fantasy a realizmem magicznym. Powiedziałabym, że bliżej mu do drugiego.
Tekst S: O, a tu tekst mnie zaskoczył. Wykorzystanie elfów, krasnoludów i smoków (w tym bardzo starych!), czyli obecnie największych klisz fantasy to duże ryzyko – bardzo łatwo o kicz i sztampę. A tutaj, w moim odczuciu, tekst sprawnie balansuje na granicy i ostatecznie broni się (nieco szaloną) kreatywnością. Duży plus za pomysł zrobienia z różnych gatunków muzyki narkotyków a nawet magii.

Ekstra punkt! Tekst S, za odwagę zmierzenia się z kliszami.

Suma:
Tekst B: 23
Tekst S: 26


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4346
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Romecki » ndz 05 sie 2018, 17:35

Faraon pisze:Source of the post Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst S: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst S: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S:4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst S: 3
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst B: 22
Podsumowanie:
Tekst S: 19
Podsumowanie:

Share on Facebook
Share on Twitter
Share on Google+



FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
BorsukRaPa
Szkolny pisarzyna
Posty: 28
Rejestracja: czw 10 lis 2011, 02:18
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: BorsukRaPa » ndz 05 sie 2018, 22:03

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 4
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: nd
Za: nd

Suma.
Tekst B: 22
Podsumowanie:
Tekst S: 25
Podsumowanie:



Awatar użytkownika
Młoda
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 76
Rejestracja: śr 05 kwie 2006, 11:58
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 17: B v S

Postautor: Młoda » pn 06 sie 2018, 01:45

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst B: 3
Uzasadnienie: Mało pomysłowy temat, raczej "uklepany"
Tekst S: 4
Uzasadnienie: Temat przewodni ciekawy, ale zbyt skomplikowany jak na tak krótką formę

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst B: 5
Uzasadnienie:
Tekst S: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst B: 3
Uzasadnienie: Zbyt chaotyczny sposób pisania
Tekst S: 4
Uzasadnienie: Warsztatowo świetny, ale trochę zbyt "przekombinowana" historia , zbyt wiele skomplikowanych szczegółów jak na tak krótki tekst

Ekstra punkt! dla: S
Za: Pomysłowość

Suma.
Tekst B: 21
Podsumowanie:
Tekst S: 24
Podsumowanie:


"But I'm on the outside, I'm looking in

I can see through you, see your true collors

Cause inside you're ugly, You're ugly like me

I can see through you, see to the real you.."


Wróć do „Rozegrane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości