Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

[ZAKOŃCZONA] Isabel vs uniwers

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4931
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[ZAKOŃCZONA] Isabel vs uniwers

Postautor: ithi » wt 28 lis 2017, 20:08

Temat: Sejf, konewka i zegar dziadka
Gatunek: dowolny
Limit znaków: 5-10k
Czas: 11 grudnia 2017

Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 18.12.2017. Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.


Prosimy o przyznawanie od 0 do 5 punktów [bez połówek] w poniższych kategoriach:
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność (idea, podejście do tematu, potencjał, rozwój i wykorzystanie możliwości zamysłu)
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku)
3. Błędy (błędy ortograficzne, gramatyczne, interpunkcyjne, stylistyczne i leksykalne)
4. Warsztat (błędy logiczne [fabularne], ocena stylu, narracji, dialogów oraz kompozycji)
5. Subiektywne wrażenia/odczucia
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać obu po jednym)

Suma: 0-26.

Wzór:

Kod: Zaznacz cały

Kategoria 1. [b]Pomysł i rozwinięcie/kreatywność[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 2. [b]Realizacja tematu[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 3. [b]Błędy[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 4. [b]Warsztat [/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 5. [b]Subiektywne wrażenia[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

[b][i]Ekstra punkt![/i][/b] dla:
Za:

[b]Suma[/b].
Tekst 1:
Podsumowanie:
Tekst 2:
Podsumowanie:


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4931
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: ithi » pn 11 gru 2017, 21:55

TEKST I

Dziwna jakaś była ta Polska i Svenowi bardzo szybko zrobiło się tęskno za Szwecją. Najchętniej wcale nie ruszałby się z Falun, ze swojej ukochanej Dalarny, tej cudownej krainy otulonej nieskończonymi lasami, pełnej tchnących spokojem, przejrzystych jezior... Ale tak czy inaczej się ruszył, właściwie to nie miał innego wyjścia; dziadek Ingvar – zbzikowany staruszek, którego Sven jednak kochał, pomimo wszystkich jego dziwactw – kazał odwiedzić mu ten pokręcony kraj, o którym ostatnimi czasy opowiadał coraz to częściej – w celu wykonania misji, a raczej MISJI – bo sposób, w jaki Ingvar wymawiał to słowo, nie pozostawiał wątpliwości, że jest to zadanie wyjątkowej rangi. I Sven pojechał – wyposażony przez dziadka jedynie w adres, pod który miał się zgłosić, i w niewielki, połyskujący złociście kluczyk...


Nie było to co prawda ani Falun, ani nawet Börlange czy Ludvika – ale Sven musiał przyznać, że ten cały Tomaszów nie jest nawet taki najgorszy. Coś w nim było szwedzkiego, a może to tylko wspomnienia Ingvara sprawiły, że miasto wydawało się znajome, w jakiś sposób oswojone i o wiele bardziej niż reszta Polski bliskie. Ulica Srebrna wyglądała dokładnie tak, jak w opisach dziadka i Sven rozpoznał ją od razu, jeszcze zanim przeczytał nazwę na emaliowanej tabliczce zawieszonej na narożnym budynku.


Dom numer dziewięć też niewiele się różnił od tego z wyobrażeń Svena: parterowy, drewniany, jakby wrośnięty w ziemię, ze skrzynkami pelargonii w maleńkich oknach, otoczony śmiesznym płotkiem, tak niskim, że trzeba było się schylić, aby otworzyć furtkę. Jedno z okien było uchylone; na całą ulicę Srebrną rozchodził się apetyczny zapach czegoś smażonego i dźwięk dwóch kobiecych głosów, śpiewających piosenkę, doskonale znaną Svenowi z opowieści dziadka.


Jadą goście, jadą
Koło mego sadu...

Sven, niewiele myśląc, zastukał do drzwi. Śpiew raptownie umilkł, coś zaszurało, szczęknęła klamka – i wreszcie na progu ukazała się starsza kobieta, wysoka, jakby dostojna, z siwymi włosami upiętymi w koronę wokół głowy.


– Nie może być, Ingvar! – krzyknęła, o dziwo po szwedzku, i natychmiast zakryła rękami usta. – No nie, przecież to niemożliwe...


– Sven Landqvist, wnuk Ingvara – sprostował, zdziwiony; nigdy by nie pomyślał, że jest do niego aż tak łudząco podobny. – Dziadek mnie tu przysłał...


W korytarzu znów coś zachrobotało, za plecami staruszki pokazała się naraz zaciekawiona twarz młodej, najwyżej dwudziestoparoletniej kobiety.


– Co tam się dzieje, babciu?


– Martuśka, nakrywaj do stołu; wnuk Ingvara przyjechał...


„A więc taka jest ta Rozalia” – myślał Sven, kiedy siedział już za stołem w niskiej, cienistej kuchni, jadł posypane koperkiem smażone ziemniaki, popijając je zsiadłym mlekiem, i rozmawiał ze staruszką; Marta raczej milczała, większość czasu trzymając się na dystans. Zadziwiające było to, że obie mówiły po szwedzku, Rozalia całkiem płynnie, jej wnuczka już trochę gorzej, ale wciąż wystarczająco dobrze, żeby móc zrozumieć toczącą się przy stole konwersację.


– Ingvar przysłał cię po sejf? – zapytała staruszka, kiedy Marta przyniosła deser.


– W sumie to nie wiem. – Sven zanurzył łyżeczkę w grubej szklance, pełnej jagód z cukrem i śmietaną. – Przysłał mnie tutaj, żebym odzyskał jego skarb, pani miała mi w tym pomóc – i dał mi to. – Landqvist położył kluczyk na stole.


– Od sejfu. – Rozalii wystarczył jeden rzut oka, żeby potwierdzić swoje przypuszczenia. – Ale my go już nie mamy, tu, w domu... Nie bój, nic nie zginęło, poszedł tylko do depozytu... To jak, Martuśka – zwróciła się do wnuczki – załatwisz ze Svenem konewkę, co?


– Ty to się całkiem szwedzka dzisiaj zrobiłaś. – Dziewczyna prychnęła, ni to lekceważąco, ni to ironicznie. – No, dobra; pojadę już, pojadę...


Jak ten Landqvist to zrobił, że zasnął prawie od razu, kiedy tylko wsiedli do samochodu – tego Marta nie wiedziała i nawet nie była specjalnie ciekawa; grunt, że chociaż przez te parę minut drogi miała spokój. Wstydziła się swojego kulawego szwedzkiego, który babcia tłukła jej do głowy od dziecka, głównie zresztą po to, żeby samej nie zapomnieć – i chyba trochę krępowała się też Svena, przez osobę Ingvara powiązanego z jej babcią jakimiś dziwnymi sprawami, o których ona, Marta, jak się okazało, nie miała pojęcia... Nie wiedziała nawet, czy Rozalia miała nadal ze starym Landqvistem jakikolwiek kontakt – i nagle, jak grom z jasnego nieba, wpada do Tomaszowa Sven, wyglądający zupełnie, jakby skórę zdarł z Ingvara ze zdjęcia w babcinym albumie, z włosami złotymi niczym żyto w Skanii, wąsaty, o oczach tak błękitnych i przejrzystych jak jezioro Siljan...


– Idziesz? – Marta zgasiła silnik samochodu i szarpnęła Landqvista za ramię. – Jak nie, to daj klucz, sama ten sejf załatwię...


A jednak poszedł. Długo stał przed dziwaczną, omszałą betonową budowlą, surrealistycznie wyrastającą pośrodku lasu; świeciło słońce, kręcili się jacyś ludzie, pachniała macierzanka... O tym miejscu Ingvar nigdy nie opowiadał i Sven znów poczuł się obco.


– Co to jest? – zapytał w końcu.


– To? Schron kolejowy. – Ton głosu Marty nie pozostawiał wątpliwości, że powinna to być rzecz najbardziej oczywista na świecie. – Teraz muzeum.


– Wygląda jak Mårran. – Sven uśmiechnął się.


– U nas ona nazywa się Buka. – Sprostowała Marta, w dzieciństwie nawet czytanie „Muminków” w oryginale nie zostało jej przez babcię oszczędzone. – Kup mi oranżadę – zażądała, ciągnąc go za rękaw do zaparkowanego obok schronu, przerobionego na sklepik żuka.


Sven nie zaprotestował, zaskoczony; długo szukał w portfelu polskiej dziesięciozłotówki, pomiędzy stu– i dwudziestokoronowymi banknotami z wizerunkami Karola Linneusza i Selmy Lagerlof – a potem razem z Martą pił czerwoną oranżadę o smaku landrynek. Dziewczynie najwyraźniej nigdzie się nie spieszyło, nawet na rozmowę nie miała zbytniej ochoty; siedziała na wysokim, drewnianym stole i popijała z butelki łyk za łykiem, grzejąc twarz w słońcu. Sven pomyślał, że Marta ma w sobie tajemniczość zorzy polarnej, a urodę Dalarny: usta koloru borówki lingon, oczy zielone jak dalarniańskie lasy, a jej włosy barwą przywodziły na myśl rudą ziemię z kopalni w Falun...


– Chodź, poszukamy pana Romeczka. – Marta w końcu zeskoczyła na ziemię, zagrzechotały butelki odstawiane na ladę żuka. – On brał tu na ekspozycję ten wasz sejf, trzeba mu powiedzieć, ze chcesz go otworzyć.


Pan Romeczek – dwumetrowe, zwaliste chłopisko w bojówkach i glanach – nawet się nie zdziwił, kiedy Marta zażyczyła sobie udostępnienia sejfu, Rozalia zapewne powiedziała mu o tym, że w końcu może zjawić się tutaj ktoś od starego Landqvista.


– Ciekawe, co ten twój Ingvar schował za skarby. – Dziewczyna zainteresowała się nagle, do tej pory sprawiała wrażenie, jakby nic a nic jej to nie obchodziło.


– Zaraz zobaczysz. – Sven przekręcił klucz w opornym zamku, czuł, jak ręce lekko drżą mu z wrażenia. – Zaraz zobaczysz...


Pierwszy śmiechem wybuchnął pan Romeczek.


– I on po to tłukł się ze Szwecji? Nie no, ja nie mogę, trzymajcie mnie! – Z uciechy aż klepał się po udach. – To ci skarb, sama księżniczka Wiktoria by się nie powstydziła!...


Svenowi trochę mniej było wesoło, kiedy wyjmował z sejfu zaśniedziały, miedziany rondel z ułamaną drewnianą rączką.


– Dziadek zawsze miał bzika. – Landqvist nie krył rozczarowania, Marcie aż zrobiło się go żal. – Tylko czemu rondel, przecież miałem przyjechać po zegar... Dziadek mówił, że muszę jechać do Tomaszowa, zanim jego zegar się zatrzyma...


Tym razem to dziewczyna zaczęła się śmiać.


– A ty co? – Zdążył jeszcze zapytać Sven – i w tej samej chwili zrozumienie słów Ingvara spadło na niego jak nagły błysk; chichotali razem z Martą tak, że aż łzy zaczęły płynąć im po policzkach.


– Fajnego masz dziadka, bez dwóch zdań. – Marta opanowała się pierwsza; Sven właśnie ocierał oczy dłonią, w której trzymał połamany rondel.


– Dzwonię do niego, nie ma co. – Zadecydował, wyciągając z kieszeni komórkę. – Dziadek?... No cześć, Sven mówi...


Marta, wspiąwszy się na palce i wcisnąwszy Svenowi pod ramię, również przyłożyła ucho do telefonu; nie mogła sobie odpuścić usłyszenia tej rozmowy, z Ingvara musiał być naprawdę niezły oryginał.


– Tak, jestem w Tomaszowie, razem z wnuczką pani Rozalii otwieraliśmy sejf.


– I co? – stary Landqvist był wyraźnie podekscytowany.


– I to, że... Dziadku, ja nie chcę być nieuprzejmy, ale co to za durny pomysł, po co ja tu jechałem z Falun, po jakiś stary garnek?


– Przecież mówiłem, że po mój skarb.


Marta znów parsknęła śmiechem, wesoło było z tymi Landqvistami; a podobno Szwedzi to taki depresyjny naród...


– A nie, to tylko Marta podsłuchuje... To jak, wytłumaczysz mi, co to za numer z tym garnkiem?


– To ja ci nie opowiadałem? – Zdumiał się Ingvar. – Wtedy, jak byłem w Polsce...Wypłynęliśmy kiedyś z Rozalią na Pilicę, mieliśmy zrobić sobie piknik na drugim brzegu. Łódka zaczęła tonąć, dobrze, że wziąłem ten rondel do gotowania na ognisku, to na zmianę z Rozalią – jedno wiosłowało, drugie wylewało wodę... Przecież byśmy się potopili, ani ja, ani ona nie umieliśmy pływać. I dlatego ten garnek to taki skarb – zamknąłem go w sejfie, zostawiłem w Tomaszowie i myślałem, że jeszcze po niego wrócę... Wrócić się nie udało, a tak, to chociaż ty mi go przywieziesz...


– Ty jesteś nienormalny, dziadku.


– Też cię kocham, Sven. – W słuchawce rozległ się basowy, dudniący śmiech Ingvara. – Też cię kocham...


Landqvist w końcu schował telefon i razem z Martą wyszli przed schron; zwiedzający przyglądali się im – a zwłaszcza rondlowi trzymanemu przez Svena – z niemałym zainteresowaniem.


– To co, jeszcze po oranżadzie? – Marta założyła ręce za plecami, zakołysała się na piętach jak mała dziewczynka.


– Możemy. – Zgodził się Sven. – Tylko jeszcze jedno chciałbym wiedzieć: o co chodziło twojej babci, kiedy mówiła o konewce?


Marta w pierwszej chwili nie zrozumiała.


Vattenkanna... – Olśniło ją nagle. – Przecież ona to powiedziała po szwedzku, my właśnie tu jesteśmy, babcia odruchowo przetłumaczyła tę nazwę... – Marta gestem wskazała Svenowi otwarte wrota schronu.


Na wiszącej na nich białej tablicy czarne, drukowane litery układały się w napis: „KONEWKA”.



==========================================================

TEKST II

Misja „Zegarek”

Pan Artur zawsze wydawał mi się dziwny. Ale to, co odwalał teraz – co razem odwalaliśmy! – wykraczało daleko poza starczy ekscentryzm.


– Tutaj – szepnął, przyświecając mi latarką. Snop padł na lastryko z wygrawerowanym sierpem i młotem. – Dalej, młody człowieku! Z całej siły!


Światło księżycowej pełni zaigrało na obuchu mojego budowlanego młota. Pan Artur kazał go wziąć z piwnicy. Wtedy nie pytałem, po co. Teraz po prostu nie wypadało. Przede mną w niebo strzelał betonowy obelisk z napisem „Pamięci poległym żołnierzom radzieckim”. Ściślej rzecz ujmując: z brudnym śladem po napisie, bo mosiężne litery diabli wzięli. To znaczy złomiarze. Cmentarz leżał na dalekich peryferiach miasta, co oznaczało przyzwolenie na dosłownie wszystko.


W tym na wendettę pana Artura. Kto by pomyślał, że ostatni zegarmistrz w naszej pożal się Boże metropolii aż tak nie cierpi sowietów?


– No! – ponaglił. – Z mocą!


Uderzyłem z całych sił. Płyta na cokole rozprysła się na kawałeczki, drobiny pyłu zawirowały w świetle latarki. Pan Artur doskoczył do obelisku. Gołymi rękoma jął odrywać resztki lastryko.


Zaczęło się od dziadkowego „Marku, zegarek znowu się mnie zepsuł, podjedź no do pana Artura, naprawi że hoho!” Potem było: „Naprawię od ręki, ale mam warunek, młody człowieku. Wieczorem muszę podjechać za miasto, ale nie mam czym. A ty, widzę, masz samochód.” Skinąłem głową bez wahania, zawsze miło komuś pomóc. Ale gdy już w wozie zagaił: „A może we dwójkę uratujemy ten kraj?”, wiedziałem, że może zrobić się ciekawie.


Pytanie stanowiło wstęp do teorii, jakoby za wszystkimi klęskami spadającymi na Polskę stali ci przebrzydli Rosjanie. Sądząc po akcji na cmentarzu, ci martwi też byli podejrzani. Tylko czekali, by wyskoczyć spod kilkunastu rzędów płyt nagrobnych i narobić bałaganu. Najpewniej czerwonego.


– Ha! – krzyknął pan Artur. – Wiedziałem! Młody człowieku, podejdź! Tyle lat tego szukałem!


To nie brzmiało jakby odkrył coś z zakresu „więcej gruzu”– „zbrojony beton podstawy obelisku”. Kucnąłem obok. Przede mną, wmontowany w cokół, czernił się prostokąt drzwi z pokrętłem zamka szyfrowego. Podrapałem się po głowie, skonsternowany. Projektant tego kuriozum musiał mieć nieźle w czubie.


– No nie – mruknąłem. – Kto normalny wstawia do pomnika sejf?


Pan Artur jakby czekał na to pytanie.


– To nie pomnik – rzekł. Jego starcze oblicze promieniowało triumfem. – To generator fal czerwonych. Promieniuje na kraj komunistycznym zepsuciem. A to – stuknął w pancerne drzwi – to jest komora zasilania!


Generator fal czerwonych. Aha. A w Słupsku mają miotacz tęczy.


– To co teraz? – zapytałem bez entuzjazmu. – Jak to otworzymy? Zna pan jakiegoś kasiarza? Włamywacza?


– Mam sąsiada radnego, ale ta szuja mierzy wyżej. Ale spokojnie! – Pan Artur uśmiechnął się bezzębnie. – Ja robiłem risercz bardzo dogłębnie. Mam szyfr!


Zakręcił pokrętłem na drzwiach raz, drugi, trzeci, szybko jak piorun, precyzyjnie niczym – nomen omen – zegarmistrz. Szczęknął rozkodowany zamek. Starzec zamaszystym ruchem szarpnął za uchwyt. Drzwiczki otworzyły się z jękiem, ze zgrzytem, z majestatem czegoś bardzo starego. Pan Artur zanurkował do środka i wręcz wyszarpał zeń zawartość.


Po czym zmarkotniał. Teraz wyglądał jak ktoś, kto właśnie się dowiedział, że pracuje w weekend. Zerkał to na mnie, to na swoje znalezisko. Jego mina sugerowała, że o tym w riserczu nie było mowy.


– No nie – zwerbalizowałem jego myśli. – Sejf jeszcze przełknę. Ale konewka w środku? Kto to widział?!


– Znajomy jubiler miał na widoku taki sejf – mruknął grobowo pan Artur. – Zmyłka dla złodzieja. W środku trzymał zdechłego kotka.


Wewnątrz obelisku nie znaleźliśmy nic więcej. Pochyliliśmy się więc nad konewką i milczeliśmy. W moim paranormalnym hobby, na uczelni, a przede wszystkim w pracy widziałem od groma absurdów, ale tutaj padł chyba rekord. Żeby to była chociaż złota konewka. Konewka Przymierza. Konewka Faberge. Ale nie. Jurij Kacap wolał wiadro z rurą i krzywym uchem.


– Nie wygląda jak generator czegokolwiek – jęknął z zawodem pan Artur, oglądając artefakt na wszystkie strony. – Ale chwila, chwila! – ożywił się nagle. – Młody człowieku, podejdź no tu. Wzrok mnie myli czy to jest...?


Zajrzałem mu ponad ramieniem. Wytłoczona na ściance swastyka swastyczyła się bezczelnie. Mój dziadek, były partyzant, już by włączał tryb berserkera. Miał na pieńku nawet z buddystami.


– No to trudno – westchnął pan Artur. – Lata badań psu na budę, kraj jak był w ruinie, tak dalej będzie, ale przynajmniej w muzeum się ucieszą. – To mówiąc, energicznie potarł symbol.


Akcja rodzi reakcję, jak przykazał Newton. Swastyka zapłonęła czerwonym światłem. Końcówki jej ramion wydłużyły się równocześnie, owinęły wokół konewki niczym geometryczne węże. Pan Artur nie zdążył odskoczyć, krzyknąć, zareagować w jakikolwiek sposób. Ja tylko patrzyłem ze zgrozą. Pamięć to zabawny mechanizm – podsuwa kluczowe informacje, gdy jest już za późno.


„Hitlerowcy i okultyści bawili się w tej samej piaskownicy.” O szlag.


Konewka rozbłysła jak miniaturowe słońce. Huknęło rozprężające się powietrze. Fala uderzeniowa cisnęła panem Arturem o obelisk. Mnie przepchnęło po nagrobnej płycie, zaryłem zadkiem w błoto u stóp innego grobu. Jęknąłem przeciągle. Ale nie z bólu.


Tam, gdzie przed chwilą była konewka, stał mężczyzna w niemieckim mundurze. Ciężko byłoby go przeoczyć – świecił brunatnym światłem jak człekokształtny kisiel z żarówką w środku. Gęba osobnika kojarzyła się jednoznacznie. Te włosy zaczesane na jedną stronę, ten przycięty w kwadrat wąs... Pozew o naruszenie znaku towarowego gwarantowany.


– Nareszcie! – wykrzyknął z emfazą, od której prawa ręka sama się prostowała. – Wolność!


Pan Artur leżał nieprzytomny pod obeliskiem, a przynajmniej wzorowo udawał. Nie mogłem ocenić z tej odległości. Ciężar konwersacji spadał zatem na mnie.


– Dobry wieczór, panie dżinie! – krzyknąłem bezczelnie. – Spełnisz moje trzy życzenia?


Dżin zwrócił się powoli w moją stronę. Mimo dystansu czułem żar bijący z jego oczu. Nie miał źrenic. Raczej kociołki z płynną lawą.


– Nie trzy życzenia, tylko jedno! – szczeknął. – I nie ja twoje, tylko ty moje!


Przełknąłem ślinę. No tak. To nie był dżin, tylko antydżin. Konstrukt powołany do istnienia dzięki czyjejś krwi i śmierci, zabezpieczony w specjalnym materialnym obiekcie. Księgi mówiły, że lampa naftowa to matematyczne optimum takiego zasobnika. W bunkrze pod Berlinem okultyści sięgnęli po coś maksymalnie zbliżonego.


– Chcę, byś upuścił sobie krwi! – rzekł antydżin. – Niech jej moc wzbudzi tę ziemię!


Jakim sposobem dżin trafił do magów Stalina? Jak go zaprzęgli do generatora promieni czerwonych? Nie drążyłem. Byłem wolą antydżina.


Otwórz prawą dłoń.


Z kieszeni spodni wyciągnij zegarek dziadka.


Rozetnij sobie skórę klamrą, mocno, do krwi.


Zaciśnij pięść i skrop ziemię. Niech radziecki cmentarz skosztuje Mocy i wzbierze czymś w rodzaju protezy życia. O, właśnie tak. Teraz wystarczy jedno słowo, by ruszyć z posad bryłę świata.


– Powstańcie, umarli! – rozkazał antydżin.


Zazgrzytały płyty nagrobne, zaszurała rozkopywana ziemia. Wątłe postacie z kości i pyłu zamajaczyły w świetle księżyca. W ich rękach rozjarzyła się broń. Zegarki jak kastety, po dwa– trzy– cztery naraz. Krany. Rury. Sztućce. Jeden trzymał nawet tacę. Inny – lampę na kablu, którą wywijał jak biczem.


Dużo wrogów. Bardzo dużo. Czarno jak od górników pod Sejmem.


– Moja armio! – wrzasnął antydżin. – Podbij dla mnie świat!


Otrzeźwienie było jak cios mokrą ścierą w twarz.


Świat!


Miałem pół sekundy do namysłu. Uwinąłem się w ćwierć. Wóz albo przewóz. Wydusiłem z pięści jeszcze trochę krwi i znów napoiłem ziemię. Skoro cmentarz skaziły fale czerwone, to był tu po części ZSRR. Panowały tu jego zasady, a w szczególności jedna.


Radziecka inwersja.


– W Związku Radzieckim to świat podbija ciebie! – wrzasnąłem na całe gardło.


Pod ziemią zagrzmiało. W górę jak gejzery wystrzeliły kamienie, gruz, płyty, całe groby. Przysłoniły księżyc grudziastą zawiesiną. Zawisły w powietrzu jak sępy ze skarbówki, obserwując teren, określając główne cele taktyczne.


Nagle zamarły.


I runęły na armię umarłych. Rumor uderzeń układał się w rytm sowieckiego hymnu.


– Żadna przewaga! – wrzasnął do mnie antydżin. – To zaklęcie wytrzyma minutę!


Ale ja już wtedy biegłem. Jakiś truposz zagrodził mi drogę, prześliznąłem się po ziemi między jego nogami. Poderwałem leżący tuż obok młot pana Artura. W samą porę.


Zombiak ze świecącym kranem skoczył na mnie jak sprężyna. Zawirowałem na pięcie, puściłem go bokiem – a potem zdzieliłem obuchem w plecy. Przeciwnik poleciał w dwóch częściach do dziury po grobie, a ja już gnałem ku następnemu. Dwumetrowe monstrum wywijało łańcuchem od roweru jak pieprzonym nunczako. Sęk w tym, że patrzyło w niewłaściwą stronę.


Płyta nagrobna wgniotła potwora w ziemię. Przebiegłem po niej, przyspieszyłem. Dalej miałem już tylko antydżina.


Był jak czerwony piorun w cyklonie szczątków. Jak Kung Führer w swoim żywiole. Odbijał gruz kopniakami i ciosami gołych pięści. Wił się w unikach, wrzeszczał w gniewie. To była moja szansa. Wskoczyłem mu za plecy, biorąc młotem zamach. A potem wyprowadziłem uderzenie w jego nazistowski łeb.


Antydżin okręcił się, zastawił rękami w ostatniej chwili. Młot rozprysł się na milion iskier, ulotnych, jak ze snu. Takiego, z którego chciałoby się obudzić.


– Ha! – szczeknął antydżin. – Minuta! Twój czas właśnie się skończył!


Wirując w uniku przed jego ciosem, z kieszeni dobyłem zegarek dziadka. Chwyciłem go jak kastet.


– W Związku Radzieckim – krzyknąłem – to czas kończy z tobą!


Sprzedałem mu sierpowego w szczękę. Antydżin zatoczył się, znieruchomiał, rozpadł na rozmigotany pył. Ten wnet uformował ognik brunatnego światła. Wisiał tak chwilę w powietrzu. A potem, z grzmotem brzmiącym jak „Nein! Nein!” – zniknął wewnątrz mojego zegarka.



Rozejrzałem się po pobojowisku. Jakaś ręka wpełzała z powrotem do grobu. Dwa drzewa wydzierały sobie nogę. Nagrobek skakał po czymś, co ewidentnie nie chciało spoczywać w pokoju. Nawet obelisk miał swoją chwilę chwały – w komorze sejfu dudniły rosyjskie przekleństwa.


Pan Artur właśnie odzyskiwał przytomność. Oparty plecami o jakiś gruz, rozglądał się z rosnącym zdumieniem.


– Co... Co tu się stało? – wykrztusił.


– Dżuma wygrała z cholerą – mruknąłem i zlustrowałem krytycznie zegarek. Wskazówki świeciły neonową czerwienią. Najgorsze było jednak co innego. Na cyferblacie widniała teraz elegancka swastyka.


Dziadek mnie zabije.




Awatar użytkownika
Czarna Emma
Umysł pisarza
Posty: 825
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Czarna Emma » wt 12 gru 2017, 16:54

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1:5
Uzasadnienie: Słowa kluczowe się pojawiły, zastosowanie ciekawe.
Tekst 2:5
Uzasadnienie: Jest klimat! :D Plus, słowa kluczowe były.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1:5
Uzasadnienie: W zasadzie to „jak wyżej”, realizacja ciekawa, zaskoczyło mnie miejsce akcji i za to plus.
Tekst 2:5
Uzasadnienie: Maks za klimaty w tekście i sympatycznych bohaterów.

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1 i 2: 5
Uzasadnienie: Nie jestem specem od błędów, więc stawiam po równo.


Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1:4
Uzasadnienie: Trochę nie mój styl, ale czytało się lekko.
Tekst 2:4
Uzasadnienie: Miejscami gubiłam się w zdaniach, ale całość czytelna.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1:5
Uzasadnienie: Początek nie porwał, ale dalej było lepiej. I maks właśnie za to „rozkręcenie się”.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Zdecydowanie moje klimaty: mroczno, dziwnie, nieco chaotycznie (w pozytywnym znaczeniu).

Ekstra punkt! dla: Tekstu 1
Za: ciekawe umiejscowienie akcji.

Suma.
Tekst 1: 25
Podsumowanie: Nic znacząco nie rzuciło mi się w oczy, tekst przyjemny, ciekawy. Brawo dla Autora!
Tekst 2:24
Podsumowanie: Dobrze odmalowany klimat, ciekawa historia, brak (na moje oko) błędów. Brawo dla Autora!

PS To moja pierwsza w życiu ocena bitwy, więc przepraszam za niedociągnięcia. :)


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1114
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: szopen » wt 12 gru 2017, 20:46

Ech, bez jaj, przecież od razu widać, kto które napisał, autor stylu się nie wyrzeknie, ani swoich skojarzeń - prędzej matka dziecko...

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Pomysł OK, ale jednak...
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: ... okultyzm, hitlerowcy i dowcipy "in soviet russia, pototoe eats you!" są mniej spodziewane.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Po kolei wszystkie elementy wymienione
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Po kolei wszystkie elementy wymienione

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Brak błędów.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Brak błędów.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Tekst poprawny literacko i technicznie, zrealizowany sprawnie - ale skok narracji ze Szweda na Polkę mnie tam wytrącił.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Tekst zrealizowany poprawniej, czyta się znacznie płynniej

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Poprawne, ale nudne.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie:Zdecydowanie opary absurdu i niebanalny humor przemawiają do mnie bardziej niż poprawne szkolne wypracowanie na zadany temat...

Ekstra punkt! dla:
Za: Brak

Suma.
Tekst 1: 19
Podsumowanie: NIe porywa.
Tekst 2: 25
Podsumowanie: Porywa. Da się przyczepić tu i tam (końcowe 1/3 jest jakby słabsze) ale poza tym - natężenie pomysłów, żartów i absurdu zdecydowanie super. Ja bym to wysłał gdzieś, bo zdecydowanie jak dla mnie jest publikowalne.



Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 1036
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: P.Yonk » śr 13 gru 2017, 08:15

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Twórcze podejście. Obyczajówka (prawie romans) z wykorzystaniem zadanych słów kluczy, który były takie zwykłe, że nudne, a tutaj udało się zrobić z tego coś niby zwykłego, a jednak niezwykłego.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Twórcze podejście. Abstrakcyjne fantasy osadzony w alter-polskiej rzeczywistości ;). Podobało mi się, zabawne, błyskotliwe, abstrakcyjne... Z drugiej strony zrodziło się pytanie: dlaczego to się podoba?

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: W mojej opinii, gdy już się to czyta - a nie lubię romansów, czy obyczajówek - po prostu mnie nudzą, wydaja się za słodkie i o wiele mniej rzeczywiste, niż takie abstrakcyjne fantasy jak w tekście drugim - więc, gdy się to czyta, to mimo wszystko historia zainteresowała i mimowolnie zacząłem oczekiwać, że z tego spotkania szweda i polki coś się zrodzi iskrzącego :) - A tego mi zabrakło.
Poza tym - słowa kluczowe były :)
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Realizacja tematu świetna. Słowa kluczowe były. Lekko i przyjemnie - rozrywka na wieczór.

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 5
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Nie widzioł żem...

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 5
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Dla mnie poziom w obu przypadkach to jest to do czego dążę :) Zazdro...

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Słodkie... za słodkie. Zabrakło pieprzyku :) Ale wcale nie mam na myśli wulgarnej erotyzacji, tylko tego napięcia, które mogło się pojawić, wydawało się, że już coś się wyjaśni, że niby coś tam się dzieje w głowach i hormonach, ale nagle się urywa i nic nie wiadomo...
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Powtarzam to słowo abstrakcyjne. Niby się podoba, ale nie wiem dlaczego... O już wiem, zabawne. A dlaczego się nie podoba? Bo już mnie męczy ten socrealizm, albo raczej postsocrealizm.

Ekstra punkt! dla: Tekst nr 2
Za: "Generator fal czerwonych", oraz słupski "miotacz tęczy" :D

Suma.
Tekst 1: 22
Podsumowanie: Żądam więcej iskier!
Tekst 2: 24
Podsumowanie: Żywsze było


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"Jem kamienie. Mają smak zębów."

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1424
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Misieq79 » śr 13 gru 2017, 11:04

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Niby wszystko grało, ale w porównaniu do T2 jakoś nie potrafię postawić znaku równości
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: (rechocze)

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Miejscami jakby przynudzało. Konewka jakby na siłę.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Chyba brakowało mi w bitwach rozpierduchy z jajem. W sumie, cytując Goda, autor też "poszedł na łatwiznę" ale niech tam. Pińć.

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Brak
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Brak

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Trochę zgrzytów z logiką. Żuk i 10-złotówki sugerują "po" zmianie ustroju, więc brak wyjaśnienia czemu Ingvar nie mógł pojechać. Czyste żywe kolory na 40-50-letnim zdjęciu.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Minus za sołdatów słuchających komend Hitlera.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Znowu porównawczo - kawałek porządnego rzemiosła, ale bez pazura.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Ubaw po pachy, ot co.

Ekstra punkt! dla: T2
Za: Wszystkie smaczki

Suma.
Tekst 1:20
Podsumowanie: jw
Tekst 2: 25
Podsumowanie: jw


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2884
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Bartosh16 » śr 13 gru 2017, 12:45

Powitać :)

Pomysł i rozwinięcie/kreatywność

Tekst I. 3.
Tekst II. 5.

Drugi tekst wydaje mi się bardziej wymyślny i kreatywny. A Szwecja, tak jak wspomniał autor, nieco depresyjna.

Realizacja tematu

Tekst I. 5.
Tekst II. 5.

Temat zrealizowano, klucza nie ma, więc nie ma co wyliczać elementów, które się znalazły.

Błędy

Tekst I. 4.
Tekst II. 5.

W pierwszym tekście widziałem literówkę, więc nie mogę dać maksimum. W drugim tekście błędów nie zaobserwowałem, chyba że za błąd uznać uwalnianie Hitlera z nazistowskiej konewki.

Warsztat

Tekst I. 4.
Tekst II. 4.

Napisane poprawnie, acz nie wybitnie.

Subiektywne wrażenia/odczucia

Tekst I. 3.
Tekst II. 5.

Z całym szacunkiem dla pierwszego autora, drugi tekst fajniej się czytało, bardziej wciągnął, zabawne porównania i ciekawe pomysły. Wyraźne zwycięstwo w tej kategorii IMO.

Ekstra punkt!

Miałem nie dawać, ale przyznaję tekstowi drugiemu - za zdechłego kotka w atrapowym sejfie, Kung Führera i "w Związku Radzieckim to świat podbija ciebie!".

Suma:

Tekst I. 19.

Tekst II. 25.

Autorom gratuluję

B16


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Wolha.Redna
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1244
Rejestracja: sob 29 sie 2015, 20:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Wolha.Redna » śr 13 gru 2017, 20:08

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: szkolna ocena "dobry" i taka właśnie myśl przyszła mi do głowy, gdy czytałam pierwszy tekst. Solidna scena rodzajowa.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Bardzo dobry. Motyw hitlerowców i artefaków dopasowany do tematu to był karkołomny wyczyn, udało się to zrealizować.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: zrealizowane, ale nieco na siłę
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: zrealizowane, ale nieco na siłę

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: nie zauważyłam
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: nie zauważyłam

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Długie, skomplikowane zdania, budujące klimat. Znać panowanie nad słowem pisanym.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Żywy, wyrazisty język.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Lubię scenki rodzajowe, które są jak migawki, pocztówki z czegoś szerszego. Odkrywanie przeszłości, dawne opowieści, opisy - to nadało tej scence smak.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Akcja, postaci, nieoczekiwane zwroty akcji - niby ok, ale kompletnie nie w moim guście :(

Ekstra punkt! dla: tekst 1
Za: klimat tego opowiadania. Na tak małej przestrzeni oddać takie tło - szacun.

Suma.
Tekst 1: 24
Podsumowanie: Naprawdę mi się podobał. Coś jak skrót z sagi rodzinnej.
Tekst 2: 23
Podsumowanie: Szacunek dla autora za panowanie nad językiem i fajerwerk pomysłowości. Antydżin :D


"Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, aby im okazać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi". Pratchett

"Dłubanie w źle wysmażonym kotlecie jest mało rozwojowe" by Rumcajs

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3622
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Godhand » śr 13 gru 2017, 20:54

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Sympatyczny - to chyba najlepsze słowo. Sympatyczny, ale nie porywający.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Nie wiem co Autor spożywał w trakcie obmyślania tej koncepcji, ale wyszło i jemu i jej na zdrowie.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Jest, ale z konewką - pójście na łatwiznę.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Jest pełna.

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Nic, co przeszkadzałoby czytać.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: j/w

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Porównywalny. Widać, że Autorzy dobrze czuja się w swoich konwencjach, i w nich operują swobodnie, dostosowując styl.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: j/w

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Ta opowieść jest przyjemna, senna i "elegancka".
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Ta opowieść to szalona, wesoła jazda bez trzymanki.

Ekstra punkt! dla: Drugiego tekstu.
Za: Uśmiech na twarzy niżej podpisanego i mnóstwo sympatycznych perełek w tekście.

Suma.

Tekst 1: 20

Tekst 2: 25

Oba teksty bardzo przyjemne.
Pierwszy, elegancki, spokojny, dostojny - śliczna dziewczyna, powoli przemierzająca ciasne uliczki na skuterze Piaggio.
Drugi, pokręcony, głośny, kolorowy - to dziki harleyowiec sunie route 66, wysuwając język i pokazując wszystkim napotkanym "devil hand".

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4470
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Romecki » czw 14 gru 2017, 22:09

Żaden nie porywa, ale pierwszy jest znacznie gorzej napisany, przy drugim miałem znacznie lepszą zabawę.
Werdykt: 20:26, drugi wygrywa.
Nawiasem, oba idą naśladownictwem Andrzeja P., i tu tez wygrywa drugi, autor chyba by umiał podszywać się pod Andrzeja :D


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 538
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Chii » pt 15 gru 2017, 20:56

Ocena zgodnie z sugestią uniwersa ogranicza się do pierwszego i ostatniego słowa (i tego, co moje oko złapało pomiędzy, przelatując po tekstach) :D

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: sztampowy początek i zakończenie
Tekst 2: 3
Uzasadnienie: sztampowy początek i zakończenie

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: było wszystko raczej
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: były wszystkie słowa z tematu

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: na oko ok
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: na oko ok

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: wyglądał jak fragment sagi / powieści historycznej, w miarę porządny, ale bez szału
Tekst 2: 3
Uzasadnienie: fantastyka historyczna, młodzieżówką mi trąciła, też bez szału

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: bardzo taki sobie, ani zły, ani dobry, uładzony
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: też taki sobie, może tylko bardziej szalony

Ekstra punkt! dla: tekstu 2
Za: swastykę na zegarku

Suma.
Tekst 1: 18

Tekst 2: 20

Podsumowanie zbiorcze dla obu tekstów: oceniając pierwsze i ostatnie zdania, nie czułam się zachęcona do dalszej lektury tego, co w środku. Ale przeleciałam szybko wzrokiem po całych tekstach i mogę zgodzić się z Romkiem, że Andrzej Pilipiuk maczał w tym palce. :P Dla mnie średniaki. Duży minus za to, że oboje powierzchownie potraktowaliscie temat, plus za porządność tekstów. Choć dla mnie "porządny" to jednak trochę za mało. :)


Dzwoń po posiłki!

Awatar użytkownika
martar
Pisarz domowy
Posty: 107
Rejestracja: czw 05 paź 2017, 21:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Sosnowiec
Płeć: Kobieta

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: martar » sob 16 gru 2017, 13:59

Po raz pierwszy przyznaję punkty w bitwie :)

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
T1: 4
Temat został zrealizowany, jednak pomysł nie był bardzo odkrywczy.
T2: 5
Bardzo pomysłowa realizacja tematu.

Kategoria 2. Realizacja tematu
T1: 5
T2: 5
Oba opowiadania zrealizowały temat.

Kategoria 3. Błędy
T1: 5
T2: 5
Nie zauważyłam.

Kategoria 4. Warsztat
T1: 4
Bardzo dobrze napisany tekst, ale narracja trochę topornie przeskakiwała.
T2: 4
Bardzo dobrze napisany tekst, ale opisy walki pod koniec były trochę chaotyczne i "płaskie" (mało obrazowe, trudno było mi się w nie wczuć).

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia/odczucia
T1: 3
Nudziło mnie. Romans wydaje mi się mało przekonywujący i sztywny. Wydaje mi się, że opowiadanie zostało napisane trochę na siłę, żeby zrealizować temat.
T2: 5
Śmiałam się.

Kategoria 6. Ekstrapunkt!
T2: 1
No cóż, uwielbiam Kung Fury!

Razem:
T1: 21
T2: 25

Oba teksty były dobrze napisane. Chciałabym kiedyś osiągnąć taki poziom



Awatar użytkownika
BMF
Dusza pisarza
Posty: 496
Rejestracja: pt 22 sie 2008, 17:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: BMF » ndz 17 gru 2017, 18:58

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Wysoko, bo poziom wysoki.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Jednak tutaj dużo wyzszy.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Temat potraktowany trochę zbyt dosłownie i jakoś tak bez polotu.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Temat zrealizowany jak najbardziej z polotem :twisted:

Kategoria 3. Błędy
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Brak.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Brak.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 5
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Oba teksty prezentują wysoki poziom.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Opowiadanie poprawne, niczym się nie wyróżnia i niczym nie zniechęca. Dlatego ocena środkowa.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Trochę pajacerka i humor jednak czerstwawy, dlatego odejmuję punkt :)

Ekstra punkt! dla:
Dla nikogo, nie dla psa kiełbasa :lol:

Suma.
Tekst 1: 20
Tekst 2: 24

Podsumowanie: Tekst numer jeden w mojej subiektywnej opinii dużo słabszy, ale nie będę się wykłócał, jeśli ktoś uważa przeciwnie.


you get me closer to god

Awatar użytkownika
Grandel
Umysł pisarza
Posty: 769
Rejestracja: sob 04 mar 2017, 19:26
OSTRZEŻENIA: 3
Lokalizacja: z nienacka
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: Grandel » pn 18 gru 2017, 22:10

1-1 tyle


Nie ma rzeczy bar­dziej niewiary­god­nej od rzeczywistości.

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4931
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[11 grudnia 2017] Isabel vs uniwers

Postautor: ithi » wt 19 gru 2017, 18:57

Ocenianie zakończone!

Wyniki:
Tekst 1: 228pkt Średnia: 20,72
Tekst 2: 266pkt Średnia: 24,18

Wygrywa: UNIWERS!!!

Ogromne gratulacje dla obu uczestników!


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek


Wróć do „Nowa bitwa!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości