Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

[zakończona] Bartosh16 vs misieq79

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4931
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[zakończona] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: ithi » pn 13 lis 2017, 12:06

Temat: Heban i Wodór
Gatunek: dowolny
Limit znaków: ok. 15 000




Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 3.12.2017. Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4931
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: ithi » ndz 26 lis 2017, 11:08

TEKST I


Hebanowe biurko w gabinecie doktora Garlanda Smitha widziało więcej zła, niż sekretarka Lucyfera. Na blacie eleganckiego, zabytkowego mebla podpisano tyle anonimowych wyroków śmierci, że tylko sama Kostucha znała ich dokładną liczbę. Generałowie odbierali projekty wymyślnych broni chemicznych, biologicznych, bomb, plany maksymalizacji liczby ofiar na danym terytorium wraz z optymalnym wyborem celów strategicznych. Dowódcy wywiadu konsultowali efektywność metod stosowanych przez agentów terenowych w celu eliminacji potencjalnego zagrożenia, wywoływania lokalnych konfliktów, usuwania bądź wybierania dyktatorów oraz zmian ustrojów. Sam doktor Smith, niepozorny pięćdziesięciolatek w okularach pasujących do wykładowcy na uczelni w niewielkim miasteczku podejmował w gabinecie partnerów w interesach, głównie perspektywicznych kontrahentów w handlu bronią. Trzecia szuflada po lewej skrywała zazwyczaj butelkę przedniego i drogiego alkoholu oraz dwie szklanki, których szczęk przy wznoszonym toaście oznaczał kres życia kolejnych, nieznanych doktorowi osób.


Doktor Smith miał ciepłą posadkę w armii Republiki Amerykańskiej, gdzie na zlecenie konstruował środki masowej zagłady na wypadek zagrożenia wojną. Lecz ono nigdy nie nadeszło. Doktor poczuł się jak artysta, którego dzieł nikt nie zobaczy, więc zaczął sprzedawać swoje patenty ludziom gotowym z nich naprawdę skorzystać. Zmiecenie wioski z powierzchni ziemi, penetracja podziemnego bunkra, dyskretna epidemia przypadkowo dotykająca jedynie przedstawicieli wrogich frakcji – Smith znalazł się w swoim żywiole i choć był pewien, że prędzej lub później za to odpowie, nie żałował. Miałby większe wyrzuty sumienia, gdyby zmarnował swój talent.


W nagrodę za wkład w wojnę między Indiami a Chinami otrzymał od chińskiego dyktatora biurko z z hurmy hebanowej najlepszego gatunku, które niegdyś zdobiło pokój hinduskiego prezydenta. Czerń drewna, jakość wykonania przy braku wymyślnych zdobień łączyły w sobie prostotę i elegancję, luksus i skromność. Biurko było bardziej dziełem sztuki, jakby wyszło spod ręki samego Christiana Liaigre. W kręgach handlarzy bronią obrosło w legendę do tego stopnia, że zyskało własną nazwę – Ołtarz Śmierci. Afrykańscy dyktatorzy zwykli mawiać, że jest czarne, jak dusza Smitha, co doktor, jako zatwardziały rasista, kwitował nieodgadnionym uśmiechem.


Tego dnia gładził ukochany blat, wiedząc, iż robi to po raz ostatni. Znał jego każdy centymetr kwadratowy, przebieg ledwie widocznych ciemniejszych pręgów, które Smithowi nie wiedzieć czemu przypominały sierść czarnej pantery, jaką miał przyjemność pogłaskać, przebywając z wizytą w Kolumbii.


Kiedy drzwi stanęły otworem, podniósł wzrok i ujrzał oblicze, chłodne i zdeterminowane, którego nigdy nie chciał oglądać. Sam Waters, oficer Żandarmerii Wojskowej, postrach zdrajców i dezerterów. Potężnie zbudowany, ciemnoskóry agent, którego dynamiczna kariera zdumiewała weteranów armii, jeżeli na kogoś się uwziął, to na amen. Zawsze dochodziło bądź do zatrzymania, bądź oczyszczenia z zarzutów. Winni, widząc go, znali swoją najbliższą przyszłość – wiele lat odosobnienia w Centralnym Zakładzie Karnym Republiki, skąd wyjść można było jedynie nogami do przodu. Niewinni z radością witali go w swych progach, bowiem zyskiwali pewność, że wizyta Watersa dowiedzie ich uczciwości. On nie odpuszczał, nie zadowalał się łatwym zamknięciem sprawy. Dla niego wszystko musiało być jasne i przejrzyste. Bystry, przewidujący i pomimo młodego wieku – niedawno skończył trzydzieści sześć lat – doświadczony miał opinię rycerza dwudziestego drugiego wieku.


- Witam, doktorze Smith – przemówił tubalnym głosem godnym średniowiecznego herolda.


- Witaj, Sam.


- Wiesz, co oznacza moja wizyta.


- Domyślam się, że nie przyszedłeś skosztować czterdziestoletniej whiskey. - Uśmiechnął się enigmatycznie. Watersowi przeszło przez myśl, że stary wariat mógł zatruć szlachetny trunek, jeśli tylko zagwarantowałoby mu to uniknięcie kary. Sam nie był głupi, jego kolega ze szkolenia alkoholu i pacierza nie odmawiał. Któregoś razu przy dochodzeniu dał się skusić na pożegnalnego drinka z sentymentu dla oskarżonego. Tym samym oskarżonemu przybył zarzut zabójstwa.


- Nie, Smith, nie piję w pracy.


- Pewnie jesteś duszą towarzystwa. Opowiada wam czasem dowcipy? - Skierował pytanie do obstawy Watersa. Biedni agenci nie do końca wiedzieli, jak zareagować. Naśladowali więc przełożonego, który zwyczajnie zignorował przytyk.


- Mamy dowody na to, że wspierasz program nuklearny Korei Północnej – przemówił Sam. - Kim Dzong Han co kilka dni chwali się posiadaniem bomby wodorowej niewielkich rozmiarów i sukcesami w próbach rakiet ICBM. Według doniesień koreańskich mediów ich rakiety potrafią dwukrotnie okrążyć Ziemię.


- Chyba w to nie wierzysz. - Smith usiłował wyglądać na nieprzeniknionego.


- Oczywiście. W swoim czasie twierdzili, że praprzodek Kima nigdy nie odwiedzał toalety. - Garland skwitował uwagę lekkim uśmiechem, co silnie kontrastowało z niewzruszonym obliczem oficera żandarmerii. - Niemniej jednak faktem jest, iż Korea od końca dwudziestego wieku regularnie przeprowadza próby nuklearne. Dopóki kończyły się sukcesem jedynie na ich własnym terytorium, liczyliśmy, że sami wysadzą się w powietrze, ale kilka miesięcy temu lotnictwo Republiki Amerykańskiej strąciło należący do nich pocisk u wybrzeży Kalifornii. Wtedy stwierdziliśmy, że ktoś im pomaga.


- Skąd pomysł, że to ja? - Smith skrzyżował ręce na piersi. Ten aspekt śledztwa interesował go najbardziej. Był pewien, że ukrywa swoje zamiary co najmniej przyzwoicie.


- Tego nie musisz wiedzieć. - Tym razem to Waters uraczył rozmówcę złośliwym uśmiechem. - Nie wyjawiamy metod, które są skuteczne. Kto wie, może uprzedziłbyś swojego kolegę Kima?Dajcie panu bransoletki – skierował się do podwładnych – i odprowadźcie do hotelu. Brown, Findlay, wszystko, co da się wynieść z tego pokoju, ma być zabezpieczone i skatalogowane.


- Wiesz, że niczego tu nie znajdziecie? - rzekł Smith, mijając w progu oficera.


- Mamy wszystko, po co przyszliśmy. - Wskazał go palcem. - Ciebie.


Dwóch postawnych agentów rozpoczęło żmudne czynności zabezpieczenia dokumentów, notatek, książek. Watersa interesowała szczególnie srebrna walizka z zamkiem szyfrowym i biometrycznym. Agent nie wiedział, jaką część ciała Smith zapisał, jako hasło. Mógł to być włos, odcisk palca, języka albo penisa. Po psychopacie, którego wynalazki odebrały życie tysiącom istnień, można było spodziewać się wszystkiego. Ale dojdą do tego, nawet jeśli będą musieli rozczłonkować Garlanda kawałek po kawałku.


Po kilku godzinach w gabinecie zostało tylko hebanowe biurko, a w nim w trzeciej szufladzie po lewej czterdziestoletnia whiskey.


***

Pokój przesłuchań nie podobał się Garlandowi Smithowi. Nie chodziło tu o typowy dla tego rodzaju pomieszczeń wystrój, który przy pewnej dozie optymizmu można uznać za funkcjonalny, lecz raczej o okoliczności. W głębi duszy miał nadzieję pozostać nieuchwytnym do momentu, gdy zrozumiał, że musi dać się schwytać, by zrealizować plan. Targały nim mieszane uczucia, lecz zadowolenie z nadchodzącego sukcesu mimo wszystko brało w nim górę. Ostateczne wyrównanie rachunków z chlebodawcą, który nie chciał go docenić.


- Witaj doktorze. - Sam Waters wkroczył do pokoju i usiadł naprzeciwko odzianego w niebieski więzienny strój naukowca.


- Witaj, Sam. Znaleźliście coś w moich rzeczach?


- Czy to ja mam być przesłuchiwany?


- Pytam z ciekawości.


- Dobrze wiesz, co znaleźliśmy, i jaką wartość ma to znalezisko. Nie po to się tu spotykamy. Mamy kilka luk w raporcie i chcielibyśmy je z twoją pomocą uzupełnić.


- Skąd naiwna myśli, że się zgodzę? - Odchylił się na krześle, chcąc zaznaczyć dystans.


- W twoim gabinecie została jedna rzecz, z której nie będziemy mieli pożytku. Jest to pewien elegancki, gustowny mebel, a ja nie widzę przeszkód, by znalazł się w twojej celi.


Smith wyraźnie się ożywił. Na jego twarzy można było dostrzec cień radości.


- Dlaczego miałbyś to zrobić? - spytał doktor z nutą podejrzliwości w głosie.


- A dlaczego nie?


- Chcesz mnie zmiękczyć.


- Obaj dobrze wiemy, Smith, co się stanie, jeśli usiądziesz za tym biurkiem. - Waters uraczył przesłuchiwanego wszystkowiedzącym spojrzeniem.


Na moment zapadła kłopotliwa cisza, którą przerwał doktor:


- Po co tak właściwie tu jesteśmy? Już zeznawałem przed twoimi kolegami.


- Tak, wiem. - Zerknął w kartki. - Niczego nie pamiętasz, o niczym nie wiedziałeś, pracowałeś tylko na zlecenie rządu Republiki. - Rzucił kartki na stół. - Tego protokołu mógłbym użyć w toalecie. Mnie nie interesuje to, co robiłeś, w jaki sposób ginęli ludzie, bo to już nie ma znaczenia. Nie zwrócimy im życia. Ja chcę wiedzieć, ile osób jeszcze zginie z twojego powodu, kto ma twoją broń, kto tym zawiaduje, komu przekazałeś wiedzę, czy miałeś ucznia, takie rzeczy.


Smith przez chwilę patrzył w blat stołu, machinalnie bawiąc się kajdankami i łańcuchem.


- Moja wiedza i dokonania umrą razem ze mną – powiedział. - Uruchomiłem procedurę autodestrukcji każdej broni, jaką kiedykolwiek opracowałem.


- Czyżby?


- Znasz mnie, Sam. – Odetchnął ciężko. - Jestem człowiekiem idei lub, jak wy mówicie, fanatykiem. Po co mi dzieci, jeśli nie zobaczę jak dokazują? - Nachylił się raptownie, a w jego słowa wstąpiło ożywienie. - Ja po to przyszedłem na świat. Odnalazłem sens życia, jakkolwiek brutalnie to brzmi. Być może Szatan w dniu moich narodzin naznaczył mnie iskrą destrukcyjnego talentu, może to błąd w kodzie genetycznym albo pomyłka któregoś z bogów, nie wiem. Jestem natomiast pewien, że nikt nie wymyślił tylu sposobów odbierania życia, co ja. Mogłeś wskazać mi dowolnego człowieka, a ja opracowałbym plan, jak odesłać go na spotkanie ze stwórcą. Pewnie znasz słowa: „Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów to statystyka”.


- Stalin.


- Właśnie. Dla mnie śmierć była liczbą. Celem. Ile? Jak? W jakim czasie? Tyle. Powiesz, że jestem psycholem, i pewnie będziesz miał rację, a ja wcale nie zaprzeczę. Taki jestem. Jak w bajce o skorpionie i żabie, taka moja natura.


- Mogłeś swoje zdolności wykorzystać we współpracy z rządem. Wtedy nie byłbyś zbrodniarzem, tylko bohaterem.


- Chyba kpisz! Hahaha! - Zaniósł się histerycznym śmiechem. - Pracowałem dla rządu i co z tego? Oni zamknęli moje zabawki w magazynie i potajemnie sprzedawali stronom konfliktów, które sami wywoływali. Czy chciałbyś żeby Twoje dzieci były porwane, zamknięte i sprzedane w niewolę? Odszedłem, kiedy tylko się o tym dowiedziałem. Po co miałem żyć, jeśli nie mogłem zrealizować moich ambicji? Zupełnie jakbym zakochał się w niedostępnej dziewczynie, która lubi moje pieniądze, ale nie chce iść do łóżka. Teraz, owszem, czuję się spełniony. Powiedzieć ci coś zabawnego, Waters? - Agent uniósł brwi. - Sprawdziliście moje rachunki bankowe? - Waters potaknął ruchem głowy. - Więc pewnie widziałeś, że nie ma tam ani dolara. Wszystko, co zarobiłem na handlu bronią przekazałem na cele dobroczynne. Nie robiłem tego dla pieniędzy, tylko z pasji.


- Jesteś chory.


- Ty to powiedziałeś. - Spojrzał na zegar na ścianie. - Chcesz usłyszeć jeszcze jeden żart? W momencie, gdy mnie przesłuchujecie, moja walizka jest w magazynie dowodowym Sztabu. Według moich obliczeń ładunek uzbroił się wczoraj około godziny szesnastej czasu wschodniego i wybuchnie za jakieś... dziewięćdziesiąt minut. Chyba nie muszę mówić, że tylko ja mogę ją rozbroić, prawda? - Uśmiechał się szyderczo, że aż opanowany zazwyczaj Waters miał ochotę pięścią uszczuplić zgryz zatrzymanego.


- Chcesz powiedzieć, że w walizce była bomba?


- A owszem. Powinniście się spodziewać prezentu pożegnalnego - zarechotał.


- Spodziewać się, że będziesz trzymał bombę w swoim gabinecie? Postradałeś zmysły? - Agent próbował zachować mars twardziela.


- Każda kwoka wysiaduje swoje jaja – powiedział z dumą.


- Co to za bomba? - spytał Waters.


- Oh, moje opus magna. - Radość Smitha stawała się nie do wytrzymania. - Bomba wodorowa o rozmiarze przeciętnej, służbowej teczki. Walizkę wykonano według mojego projektu z materiału, który oszukuje aparatury wykrywające promieniowanie. Możesz ją zabrać na służbowe spotkanie z prezydentem i nikt niczego nie zauważy. - Poruszył brwiami, jakby chciał bezgłośnie powiedzieć: „I co teraz, gogusiu?”. Istotnie działał Watersowi na nerwy.


- Siła rażenia?


Garland Smith przymrużył oczy, udawał, że liczy coś w głowie, po czym odparł:


- Wszystko co żywe w promieniu trzech kilometrów od strefy zero ulegnie eksterminacji.


- To niedobrze...


- Taki był plan.


- Plan? - Waters skrzyżował potężne ręce na równie potężnej klatce piersiowej. - Plan, który zakładał, że walizka zgodnie z procedurami trafi do magazynu dowodów w Sztabie? - Smith poruszył się nerwowo. Jego kamienne do tej pory oblicze zdradzało niepokój. - Zgodnie z tym, co powiedziałeś o sile rażenia, budynek Sztabu wraz z całym personelem obróciłby się w perzynę, tak? Ciekawy pomysł, tylko, widzisz, w wyjątkowych sytuacjach jesteśmy skłonni postąpić niezgodnie z procedurami. Nie chcieliśmy też, żeby twoja owocna współpraca z koreańskim reżimem dobiegła końca, więc wysłaliśmy Kimowi ostatni prezent od ciebie, jak się okazuje, obiecaną dawno temu bombę wodorową. W tym momencie powinien podziwiać twoje opus magna. To ile czasu zostało do wybuchu?


Smith nie odpowiedział.


***

Kiedy Garland wrócił do celi, gdzie miał spędzić resztę życia, z radością zauważył nowy element wystroju – ukochane, hebanowe biurko. Usiadł przy nim, pogładził blat i poświęcił kilka minut na wspominanie cudów techniki, jakie wymyślił, siedząc przy nim. Z trzeciej szuflady po lewej stronie wyjął butelkę whiskey, szklankę, nalał sowitego drinka i wychylił prawie jednym haustem. Alkohol palił w gardle jak nigdy wcześniej być może z powodu tempa wypicia, a może przez świadomość obecności w nim neurotoksyny.


„Waters wiedział” - pomyślał Smith. Tylko dlatego kazał dostarczyć biurko do celi. Oszczędzało to wszystkim czasu i nerwów, bez żmudnego procesu, sądowego kogucika z przerostem ambicji gotowego bronić samego Diabła, protestów przeciwko karze śmierci i tym podobnych. Właściwie to Smith był nawet wdzięczny agentowi. Jeśli odejść, to właśnie w ten sposób. Sam by tego lepiej nie wymyślił. On, Anioł Śmierci o duszy czarnej jak jego biurko, który o zabijaniu wiedział wszystko.



=========================================

TEKST II


– Gotowi do wyjścia z nadprzestrzeni. Za pięć, cztery, trzy…


Pilot Wang pociągnął dźwignię hipernapędu. Widoczna przez iluminatory różnokolorowa, wściekle wirująca mozaika ustąpiła czerni kosmosu. Astrogator Gieruszkin, zwany przez załogę Cykorem, z ulgą wypuścił powietrze z płuc.


– Jesteśmy. I to w komplecie, nikogo nie rozsmarowało po grodzi - zażartował MacSpadden, drugi pilot. A potem, za późno, ugryzł się w język.


Zapadła cisza, zakłócana tylko szumem chłodziwa w rurach i cykaniem przełączników. MacSpadden głośno przełknął ślinę i jakby zmalał w fotelu, czując, że spojrzenie czerwonych oczu Hebana przewierca teraz oparcie. I jego czaszkę.


– Gieruszkin. Fix gwiazdowy - zabrzmiał tubalny głos.


– Rozkaz.


Tsimi Netumbo, zwany Hebanem, wyprostował swą masywną figurę i ulubionym gestem zatknął kciuki za pas. Tuż obok kabury z promiennikiem, na którego kolbie widniało sześć nacięć. Pamiątka po abordażu piratów na Phasyrydionie II.


– Jesteśmy na miejscu, kapitanie. Mylon B, osiemnaście jednostek za orbitą szóstej planety. - Astrogator podniósł wzrok znad pulpitu i popatrzył na potężną postać, której śnieżnobiała skóra kontrastowała z ciemnogranatowym mundurem. - Szesnaście stopni od płaszczyzny ekliptyki.


– Kurs na trójkę. MacSpadden. - Wezwany ostrożnie wychylił oko zza bezpiecznego, szerokiego oparcia. - Przejmij stery.


– I ugryź się czasem w język - dodał Wang, gdy kapitan wyszedł ze sterowni.


Drugi pilot wzruszył ramionami i z kieszeni kombinezonu wyciągnął paczkę papierosów. Poczęstował Wanga.



Kapitan frachtowca “Tzimizkes” nie lubił aluzji do wypadków, które były rzadką ale nieodłączną częścią podróży nadprzestrzennych. Sześć lat wcześniej padł ofiarą jednego z nich. I przydomek Hebana, z którego był dumny, stał się szyderstwem.


Czy winne były artefakty z wykopalisk na Kloto IV, które wtedy przewozili, czy też był to zwykły wypadek, nie interesowało go. Pozostała piątka załogi “Koriolana” zginęła - wywrócona na lewą stronę lub wrośnięta w ściany kadłuba. Sam Netumbo, wówczas pierwszy pilot, odzyskał przytomność po trzech godzinach od skoku. Żył. Ale…


Na tle większości potomków Ziemian, którym mieszana przez tysiąclecia krew dała kawowy odcień skóry i lekko skośne oczy, wyróżniał się czarną jak heban karnacją i posturą. Incydent na “Koriolanie” zabrał mu to. Pozbawił pigmentu. Pozostawił z białą skórą, różowymi wargami i czerwonymi oczami. Wyglądał jak pieprzeni hodowani w zbiornikach robotnicy z Vodiana II czy Arteny!


Próbował leczenia. Organizm odrzucał pigment. Klon, którego zamówił by przeszczepić weń mózg, również wyrósł biały. W rozpaczy próbował wytatuować całe ciało - również bezskutecznie.


A, co gorsza, dalej - już za plecami - nazywano go Hebanem.



“Tzimizkes” pędził przez kosmiczną pustkę, pchany przez miniaturowe, okiełznane magnetycznymi okowami słońce. Był długim na sto dwadzieścia metrów stalowym wrzecionem, zwieńczonym trzema płetwami stateczników. Z daleka owo wrzeciono wyglądało jak okruch posadzony na szczycie długiej, świetlistej igły atomowego odrzutu.


Po czterech godzinach od wyjścia z nadprzestrzeni igła zaczęła mrugać, a jej blask przygasł.



– Kapitanie! - Claudia Lacrosse, nukleonik, wpadła do kajuty jak bomba. Owszem, zapukała, ale nie czekała na zaproszenie.
Heban odwrócił się od stolika, na którym sam ze sobą rozgrywał kolejną partię go. Wbił czerwone spojrzenie w krągłą, ale zgrabną kobietę.


– Coś poważnego? - zapytał spokojnie, wiedząc, że tak.


– Ciąg spada. A nie powinien. Stos pracuje jak należy.


Kapitan narzucił mundurową kurtkę i wyszedł z kajuty.


– Gęstość strumienia, rezonans pola - trajkotała dalej Claudia, wymieniając wszystkie parametry stosu. - Przepływy…


– Lacrosse. - Uciszył ją jednym słowem. - Nie mów mi, co jest w porządku. Wykrztuś, co nie jest.


– Otóż właśnie nic. Tylko temperatura chłodziwa. Dwadzieścia parę stopni mniej, niż powinno.


Tupot nóg po pokładzie kazał im odwrócić głowy.


– O, właśnie kapitana szukałem - wydyszał Wang. - Zwalniamy.


– Ciąg spada - wtrąciła Claudia.


– To swoją drogą. – Pyzaty pilot przylgnął plecami do grodzi i zaczerpnął tchu. Nie grzeszył kondycją. - Ale wleczemy się, jakby nałożyli nam dodatkowy ładunek. I to dobre tysiąc ton.


Heban bez ceregieli wyciągnął z kieszeni na piersi Wanga metalową papierośnicę. Zważył ją w ręku. Powinna bardziej ciążyć.


– Na mostek - rozkazał.



– Gieruszkin. Jakiekolwiek obiekty w pobliżu?


– Nic, kapitanie - odparł Cykor, przełykając ślinę. - Kometa z prawej burty, daleko. Poza tym przestrzeń pusta. - Odruchowo objął się ramionami i zadrżał.


– Zimno ci? - spytał MacSpadden z nutką złośliwości w głosie.


– A żebyś wiedział.


– Faktycznie, chłodno się zrobiło. Ktoś coś manipulował…


Heban wstał, podszedł do iluminatora i pozornie zamyślony patrzył w poznaczoną cekinami gwiazd czerń. Migotały delikatnie.


Wciągnął gwałtownie powietrze. W przestrzeni gwiazdy nie migoczą, skonstatował, czując krople potu na czole. Popatrzył dokładniej. Opalizowały delikatnym błękitem, jakby oglądał je przez mgiełkę.


– Spada napięcie w obwodach? - spytał powoli.


– Tak jest, kapitanie - potwierdził Wang ze zdziwieniem w głosie. - Niewiele, ale…


– Kraken - oznajmił kapitan.


– Ky… Ky… - jąkanie astrogatora było jedyną odpowiedzią, reszta obecnych w sterówce zamarła.



Kosmos nie był martwy. Przesadą byłoby powiedzieć, że tętnił życiem. Ale miał swoich mieszkańców, w tym takich, których środowiskiem była pustka. Żywe kryształy z Suul, które uczyniły system niedostępnym dla człowieka. Piękne i nieszkodliwe świetliki z Rigel. Ctugony z Fomalhaut. Symbionty z Bety Vardas. Oraz, oczywiście, krakeny.


– Kptn jst pwn? - zapytał retorycznie pierwszy mechanik Prndl.


– Jest - warknął Heban.


– Co my mamy z nim, kurwa, zrobić? - wydusił Wang. Gieruszkin kiwał się w fotelu z twarzą ukrytą w dłoniach i wzywał pod nosem pomocy Jezusa Kosmonauty.


Dobre pytanie, pomyślał Netumbo. Przywarł plecami do ściany, czując pod palcami metal. Była chłodniejsza niż zwykle.


Krakeny. Masa na poły materialnej protoplazmy potrafiła opleść statek i, podróżując wraz z nim, wysysać energię. Pozostawiając w końcu nietknięty statek z martwymi urządzeniami i równie martwą, zamienioną w lodowe mumie załogą.


– Kptyn mił z nim wczśnj di czinin?


Religia pierwszego mechanika zabraniała mu nadmiernego otwierania ust. Zmielone posiłki spożywał przez słomkę, a w mowie unikał samogłosek.


– Raz. Jak byłem jeszcze we Flocie i próbowaliśmy uratować “Kavanagha”, właśnie po spotkaniu z krakenem.


– I co? - zaciekawiła się Lacrosse.


– I gówno - warknął Heban. - Stanęliśmy na trzech tysiącach klików i Podgorski dał ognia z graserów. Bydlę się naładowało energią i odpuściło. Załoga przeżyła, ale wiecie że krakeny potrafią robić dziwne rzeczy z promieniowaniem. Nawet nie wiem, co z nimi było potem - machnął ręką - zamknęli wszystkich w medlabie, który odizolowali. Grupę abordażową też przymknęli, aż do lądowania. A potem to już człowiek nie wiedział, co było prawdą a co plotką.


– Ja słyszałam o potwornych mutacjach. Podobno - powiedziała cicho Claudia.


Wang wciągnął ze świstem powietrze, MacSpadden zaklął. Gieruszkin zakwilił.


– Czli pytrzbjm krżwnik. - Prndl zabrał głos po chwili przytłaczającej ciszy. – I dż szczyść.


– Na-nadałem SOS - powiedział Cykor, szczękając zębami.


– Zjedzmy coś - zaproponowała wiecznie głodna Claudia. - Z pustym brzuchem kiepsko się myśli.



Załoga “Tzimizkesa” siedziała w mesie. Bez przekonania dłubali sztućcami w otwartych konserwach. Syntezator żywności już szwankował, wypluł ciepławą brązową breję, której nikt nawet nie chciał próbować.


– Bra-ak odpowiedzi kapitanie. Chy-yba nie ma żadnej jednostki Flo-floty w pobliżu.


– Trzeba to coś nakarmić - rzucił Wang.


– Niby czym? - Drugi pilot podskoczył na krześle. - Kryształami czy gównem ślimaków?


Kapitan drgnął. W ogóle nie pomyślał o ładunku, który wieźli na rolniczą Andrastę. Po namyśle przyznał rację. Ani kryształy z Wu’tang, ani śluz olbrzymich ślimaków z Disith III - najlepszy nawóz w Znanych Światach - nie rokowały sukcesu.


MacSpadden bez ceregieli wyjął zza pazuchy kombinezonu sporą piersiówkę i pociągnął łyk.


– Co to ma być? - Netumbo zirytował zarówno alkohol na pokładzie, jak i ostentacja pilota.


– Panther Sweat. – Nie zrażony, pilot postawił pojemnik na stole i pchnął w kierunku dowódcy, po czym wyciągnął jeszcze papierosy.


– MacSpadden. - Głos Hebana przypominał odległy grzmot. - Jeszcze jestem skłonny złożyć to na karb...


– Złóż se pan na cokolwiek. Zostało nam ile, piętnaście godzin? W sumie nie obchodzi mnie, czy prędzej zamarznę, czy wyjdzie nam tlen. – W oddechu pilota zaczęła pojawiać się para. - Może mnie pan nawet wykopać za burtę. Bo co zrobimy? Polejemy mu kielona? - Trzasnął denkiem piersiówki o blat. - Wyrzucimy reaktor? Mamy jeden. A może skusi go chmurka pieprzonego wodoru?


Netumbo zamrugał, jakby nie słuchał wcześniej.


– Jakiego wodoru?


– Z ogona, kurwa, komety! - wrzasnął drugi pilot, pokazując ręką w kierunku iluminatora. Nawiasem mówiąc, na niewłaściwej burcie.


– Wodór, wodór - powtórzył Heban, jakby smakował każdą z pięciu liter.


Nagle porwał flaszkę ze stołu i wyduldał chyba połowę.


– Wybaczam ci niesubordynację, MacSpadden - oznajmił, łapiąc oddech. Samogon palił w gardle i przełyku. - Tę jedną. Załoga, mamy manewr do wykonania.



– Lacrosse. Możesz zmniejszyć ciąg i przekierować część antymaterii z inwertera fazowego poza silnikiem?


– Oczywiście. Mniej niż normalnie, straciliśmy już dwadzieścia osiem procent mocy. Tylko musimy obejść zabezpieczenia.


– Pytrzbjim dw gydzn. Mży pyłtyrj.


– To bierzcie sie do roboty. Wang, wylicz mi przewidywany spadek ciągu na najbliższe pięć godzin.


– Rozkaz. Co kapitan zamierza?


– Nakarmimy krakena. Ale jeżeli zrobimy to przeładowując reaktor, promieniowanie nas zabije. Dlatego reakcję anihilacji wyprowadzimy na zewnątrz.


Słuchali uważnie. Heban kontynuował:


– Wlecimy w tę chmurę wodoru po spirali. Prendel - kapitan nie był w stanie wymówić jego nazwiska bez samogłosek - jak skończysz z silnikiem, zdejmiesz zabezpieczenia z generatora sztucznej grawitacji. Ściągniemy i zagęścimy trochę ten gaz. A potem ustawię statek w środku chmury i wyrzucę antymaterię. Liczę, że to wytworzy dość energii by nakarmić nasz ładunek. I nie ukatrupi nas przy okazji.


Obserwował przez chwilę twarze załogi.


– A jeśli nie wystarczy? - spytał Wang.


– To kurwa umrzesz - warknął drugi pilot.


– Jezusie Kosmonauto - wyjąkał Cykor.


– Skończyli? Podejdziemy do komety za trzy godziny, a potem zakładacie skafandry i chowacie tyłki w kapsule przeciwradiacyjnej.


– A kapitan?


Heban odchrząknął, by rozluźnić ściśnięte gardło. Bał się, bez dwóch zdań. Ale nie chciał, żeby widzieli.


– Kapitan będzie przy sterach, to chyba oczywiste.


– Zgłaszam się na ochotnika - MacSpadden stanął na baczność.


– Ty możesz być potrzebny później. Gdyby… - Heban przerwał, zły na siebie.


– Pwydzyń, kyptn.


– Kurwa, Heban. - Lacrosse niespodziewanie objęła dowódcę, stanęła na palcach i wycisnęła na jego policzku długiego, mokrego całusa. W zakłopotaniu uniósł ręce. A potem nabrał powietrza.


– Macie swoje obowiązki!



Po trzech godzinach Netumbo siedział samotnie w sterowni. Kosmiczna chmura gazu była oczywiście niewidoczna, ale wyobrażał sobie, że przyćmiewa nieco światło gwiazd.


Połowa ekranów ziała smętną czernią, pozostałe przygasły i migały co chwila. Nie były potrzebne. Jasno świecił tylko trajektometr, któremu Prndl założył dodatkowy obwód zasilający. Poza tym Heban po prawej miał staroświecki mechaniczny żyrokompas, po lewej zaś równie niezawodny grawimetr.


Kapitan chuchnął w skostniałe dłonie. Rozczapierzył je przed oczami; zacisnął zęby na widok białej skóry. Rezerwowa kontrola przypominała mu trochę grę na organach - kilkanaście dźwigni głównego ciągu, odchylaczy, hamownic i kontroli położenia. Pracowały bez przekaźników, bezpośrednio na hydraulice.


– To do dzieła - powiedział do pustej sterowni, po czym wyciągnął i przekręcił dwa czerwone uchwyty.


Chwycił za stery. Jego dłonie i stopy pracowały jak automaty. Niemal bez udziału świadomości popychał i cofał dźwignie, operował pedałami, rzucał okiem to na trajektometr, na którym punkt oznaczający “Tzimizkesa” kreślił niemal idealną geometrycznie spiralę, to na zegar. Ledwo rejestrował narastające zimno, obłoczki pary wychodzące z ust.


Przesunął językiem po wyschniętych wargach. Popatrzył na przyrządy. Na miejscu.


Gdybyś był takim organistą jak pilotem, powiedział mu kiedyś znajomy muzyk. Ale Netumbo nie miał muzycznego słuchu.


Na bocznej konsoli odnalazł karbowany przycisk. Zacisnął powieki i wdusił go.



Otworzyli pancerne drzwi kapsuły. Pompy reaktora mruczały w uszach Lacrosse zdrowym, niezakłóconym rytmem. Kraty nawiewów tłoczyły ciepłe powietrze. Pokłady i zejściówki były jasno oświetlone. Tylko jasnoszara farba na ścianach była gdzieniegdzie upstrzona nieregularnymi, ciemnymi plamami.


– Mostek!


Claudia popatrzyła jeszcze na dozymetr, po czym szybko zrzucili kombinezony i, przepychając się nawzajem, popędzili do sterówki. Ciemnych plam na ścianach i pokładzie było coraz więcej. Przed ostatnią grodzią stanęli jak wryci. Ściana była jednolicie ciemnoszara. Paliło się światło oznaczające normalne ciśnienie po drugiej stronie. Tyle, że miało barwę fioletową, nie zieloną. Drzwi rozsunęły się bezszelestnie. Masywna postać kapitana Netumbo, odziana w ceglastego koloru mundur, wypełniła otwór.


Dowódca patrzył na swoje dłonie. A potem podniósł wzrok na załogę.


– MacSpadden, przejmij stery. Gieruszkin, wyznacz na nowo kurs. Prendel, Lacrosse, do reaktora. A ty, Wang, wyczaruj coś do żarcia o ile syntezator przeżył.


Ignorując ich spojrzenia i rozdziawione usta, poszedł do kajuty.



Stał przed lustrem i patrzył z ukontentowaniem na własne odbicie. Jest poprawa, pomyślał. Uśmiechnął się szeroko. Netumbo z lustra odpowiedział błyskiem czarnych zębów, wyrastających z błękitnoszarych dziąseł.


Klawiaturę zawsze może wybielić albo wstawić nowe. Kwestię oczu załatwią wkładki. A może pigment. To nieistotne. Znowu był Hebanem.


– Jestem czarny. Bogowie, jestem czarny!




Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 4012
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Faraon » ndz 26 lis 2017, 17:24

Uwaga, nowy system ocen przetestujemy od razu w warunkach bojowych w tym pojedynku!

Prosimy o przyznawanie od 0 do 5 punktów [bez połówek] w poniższych kategoriach:
1. Pomysł/kreatywność (idea, podejście do tematu, potencjał)
2. Realizacja pomysłu (rozwinięcie idei, wykorzystanie potencjału)
3. Podstawy (błędy ortograficzne, gramatyczne i interpunkcyjne)
4. Warsztat (błędy stylistyczne i leksykalne, ale też błędy logiczne [fabularne], schematyczność, ocena stylu, narracji, dialogów oraz kompozycji)
5. Subiektywne wrażenia/odczucia nt. tekstu i spełnienia przez autora warunków pojedynku
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać obu po jednym)

Suma: 0-26.

Wzór:

Kod: Zaznacz cały

Kategoria 1. [b]Pomysł/kreatywność[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 2. [b]Realizacja pomysłu[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 3. [b]Podstawy [/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 4. [b]Warsztat [/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

Kategoria 5. [b]Subiektywne wrażenia[/b]
Tekst 1:
Uzasadnienie:
Tekst 2:
Uzasadnienie:

[b][i]Ekstra punkt![/i][/b] dla:
Za:

[b]Suma[/b].
Tekst 1:
Podsumowanie:
Tekst 2:
Podsumowanie:


Zapraszam do oceny pojedynku Bartosh16 vs misieq79!

Dyskusja o systemie punktacji - kliknij TUTAJ.



Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3622
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Godhand » ndz 26 lis 2017, 20:53

Kategoria 1. Pomysł/kreatywność

Tekst 1: 3
Tekst 2: 4

Uzasadnienie: Porównywalne, drugi - punkt więcej tylko za zagrywkę tematycznym hebanem (a właściwie Hebanem). Psychopata i geniusz eksterminacji, stracony za zdradę vs załoga statku kosmicznego w starciu z legendarnym zjawiskiem, które przy okazji odwraca procesy z przeszłości. Nic nigdzie mi nie urwało, jest po prostu ok, w obu przypadkach.

Kategoria 2. Realizacja pomysłu

Tekst 1: 2
Uzasadnienie: Słaba. Od bohatera wieje złem tylko dlatego, że sam o tym mówi - a tu było sedno sensu tekstu, to powinno być połączenie Lectera z Adolfem, a wyszedł ponury księgowy. Główny bohater nie przykuwa uwagi, nie ma twista, nie ma czegoś , co pozwoliłoby ten tekst zapamiętać.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Perfekcyjnie zrealizowany i moim zdaniem niewiele więcej dało się z tego pomysłu wycisnąć. A za fajne przedstawienie w tak krótkim tekście relacji między członkami załogi - brawo.

Kategoria 3. Podstawy
Tekst 1 :4
Uzasadnienie: Bodajże w dwóch miejscach przecinki.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Dalej ulubionym gestem zatknął kciuki za pas jest dla mnie niezręcznie, i sporo lepiej brzmi w ulubionym geście ale może się czepiam. A może nie.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 2
Uzasadnienie: Kompletny brak tempa, wszystko dzieje się jednostajnie, emocji też żadnych. Postaci poprawne, ale nieciekawe, i ta nieszczęsna czarna pantera w obliczu radykalnego rasizmu. Nuda, co aż dziwne, bo Autor umie dużo, dużo więcej.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Ładnie. Dialogi fajne, tempo i napięcie dobre, czyta się całość płynnie i szybko. Punkt odejmuje za łatwiznę - Autor wie, a jak nie wie, to wyjaśnimy później oficjalnie.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Niby ok, a wynudziłem się i właściwie czekałem na zakończenie ratujące całość. Nie pojawiło się.
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Po prostu dobrze się bawiłem, choć właściwie można przyczepić się nazewnictwa, bo co mają zrobić czytelnicy, którzy nie są biegli w hard SF? Ale nie ujmuję, bo nie jest winą Autora, że wie rzeczy, jakich ja nie wiem.

Ekstra punkt! dla: Tekstu drugiego
Za: Rozegranie motywu hebanu

Suma

Tekst 1: 14
Podsumowanie: Właściwie wszelkie odczucia wyraziłem powyżej.
Tekst 2: 22+1
Podsumowanie: Właściwie wszelkie odczucia wyraziłem powyżej.

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Sarah
Poetyfikator
Poetyfikator
Posty: 2190
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Sarah » pn 27 lis 2017, 09:19

Kategoria 1. Pomysł/kreatywność
Tekst 1: 3
Tekst 2: 3

Oba pomysły mi się podobają. Można by na nich zbudować nawet większe opowiadania.

Kategoria 2. Realizacja pomysłu
Tekst 1: 2.
Tekst 2: 3.

Tu już troszkę gorzej. Geniusz zła jakoś niepokoju nie wzbudził, raczej znudził.
W drugim tekście – poza fajnie opisanym Hebanem – zabrakło mi (innego niż oczywiste) podejścia do słowa wodór.

Kategoria 3. Podstawy
Tekst 1 :4
Tekst 2: 4

Nic mnie specjalnie nie raziło w czytaniu – więc jest ok.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 3
Tekst 2: 3

Tak jak nic nie raziło w punkcie wyżej, tak też nic nie porwało ani nie zachwyciło w tym punkcie. Oba teksty są sprawnie napisane. Ale taką sprawnością rzemieślnika a nie artysty.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3.
Tekst 2: 4

Jako pomysłodawczyni słowa „wodór” w temacie – jestem troszkę rozczarowana.
Oczekiwałam mniej standardowego podejścia i większej zabawy słowem.
Bomba wodorowa i chmura wodoru w ogonie komety. Raczej oczywiste skojarzenia.
Bliżej mi do tekstu II bo jest i troszkę sprawniej napisany i klasyczne SF zawsze u mnie punktuje.

Ekstra punkt! - nie rozdzielam, bo oba teksty odbieram podobnie.

Suma
Tekst 1: 15
Tekst 2: 17


Nie jestem w wieku, w którym nieświadomie popełnia się głupstwa.W moim wieku głupstwa popełnia się planowo i z dziką przyjemnością.

Brniesz w mgłę, a pod stopami bagno, uważaj - R.Pawlak 28.02.2018

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4982
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Navajero » pn 27 lis 2017, 10:37

Oba teksty na niezłym poziomie warsztatowym. Mnie - być może z racji zainteresowań militarnych - bardziej podobał się pierwszy. Summa summarum dałbym;
1 - 18
2 - 16


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4351
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Rubia » pn 27 lis 2017, 11:16

Pomysł
tekst 1. - 3
tekst 2. - 3
W obu widzę chęć uniknięcia kłopotów związanych z tematem. Bombę wodorową i bohatera o ksywie Heban odbieram nie jako zabawę w skojarzenia, lecz jako ułatwienie sobie sytuacji wyjściowej. Szkoda, że żaden z autorów nie zmierzył się z RZECZYWISTĄ trudnością, jaką jest zestawienie obu elementów tytułowych: drewna (drzewa) i gazu, mających wyraźnie określone parametry fizykochemiczne.
Realizacja pomysłu
Tekst 1. - 2
Tekst 2. - 4
Bohater pierwszego opowiadania wydaje mi się zupełnie niewiarygodny. Geniusz zbrodni, Wujek Czyste Zło - a przecież tekst nie jest groteską. Naprawdę wystarczyłby znacznie mniejszy zakres jego zbrodniczych pasji.
W drugim opowiadaniu - ciekawy punkt wyjścia i niesztampowi bohaterowie.
Podstawy
tekst 1. - 4
tekst 2. - 4
Błędy są. Niektóre nawet dość zabawne. Nie pora na to, żeby je wyłapywać, więc nie zacytuję. Niewiele ich, więc niespecjalnie przeszkadzają w czytaniu.
Warsztat
Tekst 1. - 3
Tekst 2. - 4
W opowiadaniu pierwszym narracja jest dość monotonna, a przedkońcowe tyrady bohatera, wyjaśniające motywy jego działania - schematyczne. W drugim - znacznie żywsza narracja, natomiast trochę brak napięcia w opisie przebiegu samej akcji ratunkowej - taka dość mechaniczna rejestracja gestów. Natomiast zakończenie - efektowne.
Subiektywne wrażenia
Tekst 1. - 3
Tekst 2. - 5
Zwykle najwięcej uwagi poświęcam bohaterom. Tutaj zdecydowaną przewagę widzę w opowiadaniu drugim.
Ekstra punkt
Tekst 2. - za Krakena. Lubię to bydlę, dobrze, że zostało wyciągnięte z otchłani niepamięci.

Podsumowanie
Tekst 1. - 15
Tekst 2. - 21


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Iwar
Pisarz osiedlowy
Posty: 356
Rejestracja: sob 27 maja 2017, 15:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Iwar » śr 29 lis 2017, 10:55

Kategoria 1. Pomysł/kreatywność
Tekst 1: 2
Tekst 2: 2

Uzasadnienie: Ostatnio jęczałem, że autorzy za bardzo uciekają od słów-kluczy. Tu będę narzekał, że za dosłownie podchodzą. Heban i wodór było. Moim zdaniem w obu przypadka zabrakło w realizacji "i". Melanżu. Aglomeracji. Nie wiem jak, ale to nie ja przecież na polu bitewnym staje :)

Kategoria 2. Realizacja pomysłu
Tekst 1: 3
Uzasadnienie:
Tekst 2: 3
Uzasadnienie: T1 plus za biurko i jego pochodzenie, T2 za metamorfozy bohatera.

Kategoria 3. Podstawy
Tekst 1: 4
Tekst 2: 4

Uzasadnienie: Coś mi tam parę razy zazgrzytało, ale nic godnego odnotowania. Zgrzyty nie przeszkadzają w czytaniu.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 3
Tekst 2: 4

Uzasadnienie: Według mnie, bohater T1 trochę za dużo rozmyśla nad tym jaki jest zły. Wiem, że miejsca niewiele, ale wolałbym to zobaczyć, niż zostać o fakcie poinformowany. Gdyby była to parodia, pastisz - jasne (jak Dr Strangelove choćby). Tutaj wychodzi zło karykaturalne, mimo że nie jest to (chyba) w zamiarze autora. Aczkolwiek podoba mi się, że postać ma ten drugi wymiar, uzasadnienie bycia złym. To na plus.

T2 dobrze się czyta. Ekonomiczność tekstu - dialog popycha akcję do przodu, wyjaśnia co się dzieje i buduje relacje. Zakończenie jednak wydało mi się jakoś mało...dynamiczne? I to właśnie od strony warsztatowej. Zamiast wielkiego bum, raport z wydarzeń.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Lubię space opery i podobały mi się kreacje bohaterów. Za to punkty.

Ekstra punkt! dla: T2
Za: kryształy z Wu’tang. Zabrakło w ładowni tylko Killa Beez.

Suma.
Tekst 1: 15
Podsumowanie:
Tekst 2: 19
Podsumowanie:



Awatar użytkownika
Isabel
Dusza pisarza
Posty: 439
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Isabel » czw 30 lis 2017, 20:57

Kategoria 1. Pomysł/kreatywność
Tekst 1: 4
Uzasadnienie: Jeden punkt urwany za trochę chyba za dosłowne potraktowanie hebanu i wodoru
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Wodór, jak jest, każdy widzi – ale Heban jako ksywka dla bohatera bardzo mi się podoba :)

Kategoria 2. Realizacja pomysłu
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: Oba słowa tytułowe odegrały znaczącą rolę w tekście, na nich rzeczywiście opierała się fabuła
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: jak wyżej

Kategoria 3. Podstawy
Tekst 1: 5
Uzasadnienie: żadnych nie widzę
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: jak wyżej

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Przy czytaniu zauważyłam dwa podobne słowa obok siebie (nie wyłapię ich już teraz, przepraszam). Poza tym, trochę sztampowa wydaje mi się postać głównego bohatera – pan jest zły, tylko dlatego, że jest zły...
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Ogólnie, styl jest bardzo w porządku – jeden punkt urywam tylko za miejscowy natłok naukowego / technicznego słownictwa, te fragmenty dość trudno się niestety czyta.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Tekst za ciężki, za przytłaczający, za ponury...
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Nie do końca moja bajka, ale czytało się nieźle, lekturę trochę popsuło mi niestety wspomniane wcześniej przenaukowienie

Ekstra punkt! dla: Tekst 2
Za: podejście w taki, a nie inny sposób do hebanu, fajny finał i motyw krakenów (intrygujący :) )

Suma.
Tekst 1: 20
Tekst 2: 24


Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 1036
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: P.Yonk » ndz 03 gru 2017, 17:20

Kategoria 1. Pomysł/kreatywność
Tekst 1: 3
Tekst 2: 3
Uzasadnienie: W oba tekstach pomysły są ciekawe, mają potencjał, ale czegoś mi zabrakło.

Kategoria 2. Realizacja pomysłu
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Niestety chłód emocjonalny socjopaty słabo zauważalny. Opisuje siebie jako niezrozumianego artystę, ale nie widać tego w dyskusji z Samem. Sam Sam zaś ( ;) ) mało przekonujący... ale może to kwestia długości tekstu?
Tekst 2: 3
Uzasadnienie: Jest żywiej. Sam temat główny lepiej rozegrany. Ale kometa i wodór - to mi zgrzyta. Nie dlatego, że tam go nie ma. Zazwyczaj jest, ale w postaci wody... Więc w tym sci-fi zabrakło mi rzeczywistości :D

Kategoria 3. Podstawy
Tekst 1: 5
Tekst 2: 5
Uzasadnienie: Brak uwag.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 4
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Jest ok. Co ja mogę...

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 4
Tekst 2: 3

Uzasadnienie: Trudno mi uzasadnić subiektywną ocenę. Oba były ok, ale delikatnie T1 podobał mi się bardziej.

Ekstra punkt! dla: Tekst 2
Za: Heban :)

Suma.
Tekst 1: 19
Tekst 2: 19


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"Jem kamienie. Mają smak zębów."

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4470
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Romecki » ndz 03 gru 2017, 17:38

Hm, wybaczcie, rywalizatorzy, ale przyznać punktów to ja dziś nie umiem, właśnie siłą przeciąłem pępowinę własnej półmilionówki :)

Niemniej, oba teksty wydają mi się podobne. Oba idą w skecz. Minimalnie lepszy wydaje mi się pierwszy, więc powiedzmy... 20:19 na rzecz pierwszego :)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Jason
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 833
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 17:28
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[26 listopada 2017] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Jason » ndz 03 gru 2017, 19:11

Kategoria 1. Pomysł/kreatywność
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Punkt wyjścia średnio kreatywny. Nie pasowało mi przeniesienie czasu akcji tak daleko w przyszłość przy bardzo zbliżonej technice.
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: Dużo detali, które trzeba było wymyślić

Kategoria 2. Realizacja pomysłu
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Takie sobie. Mogło by być ciekawiej, ale mogło też być gorzej.
Tekst 2: 2
Uzasadnienie: nuda i brak napięcia. Zamiast krakena mogłoby być cokolwiek albo i nic, bo i tak chodziło tylko o mutacyjne promieniowanie, które miało naprawić rzecz, o której tekst jasno mów, że jest ważna...

Kategoria 3. Podstawy
Tekst 1: 2
Uzasadnienie: rażących błędów nie było, ale drobnych pełno (np. "która" pantera, a nie "jaka").
Tekst 2: 4
Uzasadnienie: tekst jest napisany sprawnie.

Kategoria 4. Warsztat
Tekst 1: 2
Uzasadnienie: Męczyłem się przy czytaniu, co chwilę jakieś dziwne sformułowanie wybijało mnie z rytmu. Z drugiej strony interakcje między postaciami były treściwe. Główny bohater mnie nie przekonał, wyszedł sztuczny, ale doceniam, że był rozbudowany i spójny.
Tekst 2: 3
Uzasadnienie: ogólnie w porządku, ale postaci za dużo jak na tak krótki tekst. Pierwsze kilkanaście zdań wprowadza ich cztery, często z imieniem, nazwiskiem, stanowiskiem i przydomkiem.

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst 1: 3
Uzasadnienie: Nic szczególnego na +/- nie przychodzi mi do głowy, więc ocena średnia.
Tekst 2: 2
Uzasadnienie: Napisane dobrze i ze szczegółami, ale po co? Dla mnie ten tekst jest pusty w środku.


Suma.
Tekst 1: 13
Tekst 2: 15

Tekst pierwszy to średniak, a drugi to zmarnowany potencjał.


ichigo ichie

Opowieść o sushi - blog kulinarny

Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 4012
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[koniec] Bartosh16 vs misieq79

Postautor: Faraon » pn 04 gru 2017, 20:24

Ocenianie zakończone!

Średnie wyniki w kategoriach:
1. I: 3.0
II: 3.4

2. I: 2.9
II: 3.6

3. I: 4.0
II: 4.3

4. I: 2.9
II: 3.7

5. I: 3.1
II: 4.0

Tekst II zdobył ponadto pięć ekstra punktów!

Suma:
Tekst 1: 149pkt Średnia: 16.6
Tekst 2: 173pkt Średnia: 19.2

Wygrał: misieq79.

Ogromne gratulacje dla obu uczestników!

Dziękuję wszystkim za test. Myślę, że czas na wyciąganie wniosków i konkretne propozycje modyfikacji tego systemu w odpowiednim temacie. Może uda nam się wyrobić przed kolejnym pojedynkiem i wprowadzić już jakieś poprawki, hm? :)




Wróć do „Nowa bitwa!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości