Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Wogama
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: sob 03 wrz 2016, 10:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: Wogama » śr 07 wrz 2016, 18:23

Witam wszystkich!
Jest to moje pierwsze jako tako opowiadanie z fantastyki, tak więc prosiłbym o jakieś rady, co źle zrobiłem, jak to poprawić. Mam nadzieję,
że opowiadanie się spodoba i życzę miłej lektury.





Łowca Mroku

Usłyszałem strzał w moim kierunku. Może właśnie to uratowało mi życie, a może Opatrzność stwierdziła, że jeszcze nie nadszedł mój czas? Wybaczcie, ale nie miałem czasu się nad tym zastanowić, gdyż w moim kierunku rzuciła się zgraja demonów. Sam oddałem pierwsze strzały, sądząc po krzykach celne i wyciągnąłem moją Damę. Kilka zamachów i kilka trupów. Ciąłem z prawej, rozłupując czaszkę pomiota piekieł,
po czym wykonałem pchnięcie trafiając kolejnego wroga. Jednak to była jak walka z legendarną hydrą- ściąłeś jedną głowę? Na jej miejsce wyrosną trzy inne. Musiałem użyć magii, która tylko nam była znana. Doronus Lontego! I po chwili wokół mnie buchnęły płomienie odsyłając kolejne pomioty. Zauważyłem w tym momencie czarnoksiężnika.
- Czas uciąć łeb Hydrze – pomyślałem kierując się w jego stronę mordując przy okazji jego sługi.
Wyjąłem pistolet i już miałem oddać strzał kiedy zniknął mi sprzed oczu.
- Nigdy mnie nie pokonasz, mnie, najpotężniejszego Danerta! A jeśli chcesz spróbować,
to będę czekał w mieści Hengel. – usłyszałem głos zza moich pleców, lecz kiedy strzeliłem
w tamtym kierunku mój pocisk zniknął wśród mgły.
Czego on chciał? Tego nie wiem, lecz zadarł nie z tą osobą. Albowiem jestem Altdarf Kornst, łowca demonów, wiedźm i innego plugastwa stąpającego po naszej ziemi, ziemi, która
już i tak swoje wycierpiała i jedyne co jej jeszcze brakuje to chodzących pomiotów Złego. Jednak zanim miałem się rzucić w pogoń postanowiłem pomyśleć kto to może być. Mówił coś o jakimś Danercie. Jednak w Uniwersytecie Demonologii nie przypominałem sobie, żebym słyszałem o kimś takim. Czyli albo był tak słaby, że nasz rektor stwierdził, iż nie będzie nam nim zawracał głowy, lub tak potężny
i rzadki, że mieliśmy nic o nim nie wiedzieć. I co do tego ma miasto Hengel? Wiedziałem tylko, że było to miasto portowe, dość bogate, oddalone o trzy dni drogi. Postanowiłem zasięgnąć rady zaufanego przyjaciela, który dziwnym zbiegiem okoliczności znajdował się właśnie
w tym mieście. Będę mu musiał przerwać odpoczynek, ale czego się nie robi dla przyjaźni?


Ach, Hengel, jakie to przyjemne miasto! Świeże powietrze, wszędzie sklepy, piękne dziewczyny, biblioteki. Szkoda, że nie mogłem zostać
tu na dłużej, ale cóż, służba. Udałem się na początku do Wielkiej Biblioteki. Ku mojemu zaskoczeniu nie było tam dużo książek, głównie religijne tezy, filozofie. Jednak każda biblioteka w naszym Imperium ma dział dostępny tylko dla nas. Podszedłem do bibliotekarza.
- Altdarf Kornst, łowca demonów. – przedstawiłem się.
- Niech zgadnę, Heltdorfkst? – ku mojemu zaskoczeniu sam powiedział tajne (albo chociaż ja myślałem, że takie jest) hasło, to jeszcze nie czekając na odpowiedź otworzył drzwi.
- Wchodzisz czy czekasz na zbawienie? – burknął do mnie, zapewnie sam by mnie tam wepchał.
- Nie, myślę tylko jaki duży plus miałbym na górze gdybym teraz zabił taką kreaturę jak ty. – odpowiedziałem, po czy złapałem go za szczękę i mocno ścisnąłem – Mam cię własnoręcznie nauczyć szacunku do nas oraz klauzul? Co!?
- Prze.. Przepraszam.. Kh…. Khhh
Dalszej części jego bełkotu nie słyszałem gdyż rzuciłem go na ziemię, dając upust emocjom. Cóż, nikt tutaj nie jest święty. Nawet nasz Wielki Mistrz miał coś na sumieniu, mógłbym się o to założyć nawet o duszę z diabłem. Schodząc do działu poświęconego demonom odczułem niepokój. Tak , w tych książkach drzemała magia, a potężny będzie ten, co ją posiądzie i zrozumie. Po długich i męczących poszukiwaniach znalazłem demona imieniem Danert. Został przedstawiony jako stary dziadek, zgadzał się z tym co zapamiętałem z wyglądu. Poluje na ludzi,
gdyż sprawia mu to zwykłą, przyjemność.
Ach, czyli mogę czuć się zaszczycony- powiedziałem sam do siebie. – Niestety zły wybór gnoju.
Najlepiej było go pokonać szybkimi cięciami w serce, gdyż to niszczyło jego nienawiść,
która każdego demona trzyma przy życiu. Bez niej po prostu umiera. Ale znalazłem też coś ciekawego- zaklęcie pozwalające go spętać.
Na pierwszy rzut oka mogłem stwierdzić, że było ono trudne nawet dla doświadczonego Łowcy. Tak więc dałem sobie spokój,
gdyż mam lepsze rzeczy na głowie, niż się uczyć jakiś zaklęć, których użyję raz w życiu. Mimo tego postanowiłem „pożyczyć” ową księgę,
tak na wszelki wypadek. Kiedy wychodziłem z biblioteki, bibliotekarza nie było. Wzruszyłem ramionami i udałem się do Maksymiliana von Grogzke, mojego przyjaciela, by zasięgnąć jego rady w tej sprawie. Mijając kolejne ulice podziwiałem kunszt budowniczych miasta Hengel. Prostopadle do siebie położone budynki nie pozwoliły się zgubić, a ogrody przy każdym domu dawały piękny obraz. Niestety, miasto to było również miastem kontrastów. Jak w każdym mieście, szczególnie portowym było sporo domów publicznych oraz nędzy, a co za tym idzie damy pewnych niskich obyczajów wylewały się wręcz na ulicy. Przechodząc przez jedną z ulic naliczyłem się z trzydziestu żebraków, większość kaleków. Zapewnie byli to marynarze, którzy po kilku latach służby zamieniali się we własny cień, a ci co mieli więcej szczęścia kończyli z odciętą kończyną. Tak właśnie wyglądały czasy, w których wypadło mi żyć- z jednej strony bogactwo, pobożność i umartwianie,
a drugiej zabawy, hulanki, swawole i nie wiadomo co jeszcze. Ja natomiast starałem się być kimś pomiędzy- byłem bardzo pobożny,
lecz to mi nie przeszkadzało z cieszenia się z życia, oczywiście w jakiś granicach. Idąc tak dalej zacząłem myśleć o tym, co mnie będzie czekało
w przyszłości, gdyż czasy te zapowiadały się ciekawie. Przygotowania do wojny z elfami szły pełną parą, choć dyplomaci jak to oni, udawali, że nic nie ma. Miałem nadzieję tylko, że jak przyjdzie co do czego to nie przydzielą mnie do korpusu na „ochotnika” , gdyż moim ostatnim marzeniem było skończenie ze strzałami we flakach. Coś jednak się szykowało wśród elektorów oraz naszej szlachty, którzy nie za bardzo
się kwapili do służby naszemu Imperatorowi. Może herezja, może bunt, co mnie do tego? Ja zostałem wybrany do mordowania pomiotów piekielnych i ich ziemskich sług, co wykonywałem z całym zapałem i ogniem wiary, który miałem w swym sercu. Jednak moje rozważania przerwała biegnąca w moją stronę kobieta. Jako, że miałem strój służbowy, czyli wysokie buty, czarne spodnie wraz z kaftanem tego samego koloru, pod którym miałem na wszelki wypadek kolczugę, która zapewniała dobrą ochronę i zarazem nie krępowała ruchów, a to wszystko zwieńczone kapeluszem oraz czarnym płaszczem. Oczywiście dla idiotów miałem na kaftanie oraz płaszczu symbol naszej profesji- czaszki
z czerwonymi ślepiami przebitą mieczem w czerwonym okręgu. Miało to charakter symboliczny- czaszka i jej ślepia przypominały,
że my będziemy zawsze patrzeć uważnie w poszukiwaniu zła, które przebijamy brutalnie i skutecznie. Ludzie zazwyczaj starali się nam
nie nastąpić nawet na cień, więc zdziwił mnie ten widok. Intuicyjnie położyłem rękę na mieczu.
- Mistrzu, Mistrzu, Pomocy!!! – krzyczała biegnąc dalej w moją stronę. – Nieprzyjaciel atakuje, chce mojej duszy!
Wyjąłem miecz i przeciąłem powietrze przede mną, a po chwili pojawił się obłok dymu takiego samego, jaki widziałem cztery dni temu. Bowiem nas, łowców demonów z Imperatorskiego Uniwersytetu Demonologii nie tak łatwo oszukać. Po pierwsze, nigdy się
nie zdarza, że byle mieszczanin używa słowa Nieprzyjaciel, które jest zarezerwowane dla księży na kazaniach. Po drugie, jeżeli już ktoś do nas mówi, to się zatrzymuję, gdyż zwracanie się do kogoś w biegu jest bardzo niekulturalne, szczególnie dla nas, którzy jesteśmy szczególnie uczuleni na grzeczność i hierarchię. Ta „kobieta” to była po prostu sztuczka, mająca mnie zranić bądź opóźnić moją drogę. Ale po co to? Przecież jakby ten demon chciał mógłby się mi ukazać, a wtedy byłoby ciężko. Nie podążałem w kierunku, w którym owa iluzja wyszła
nie z powodu tchórzostwa, tylko dlatego, że mijało się to z celem. Jakbym prowadził śledztwo w sprawie kultu to bym to zrobił, a tak
to po co? Szkoda czasu.
- Cholera jasna! – krzyknąłem i zacząłem biec w stronę domu Maksymiliana – Nie, tylko
nie to, proszę.
Jednak się stało, jego dom był zrujnowany, meble leżały na ziemi. Znalazłem jednak
coś interesującego. Podniosłem karteczkę i przeczytałem głośno.
- „Pozdrowienia od Danerta, Łowco” – wyczuwałem w tym liście magię demonów, tak więc był on w siedemdziesięciu procentach autentyczny – „Stwierdziłem, że odwiedzę naszego wspólnego przyjaciela von Grogzke. Powspominaliśmy stare czasy, gdy jeszcze czciliśmy tych samych Bogów. Niestety pokłóciliśmy się o to, który jest silniejszy, wasz niesprawiedliwy Imperator, potomek Jeranda czy mój, wielki i potężny Parszkin?
Ja do ciebie piszę, a on gdzie?”
- Czy te bezmózgie pomioty zrozumieją kiedyś, że Parszkin to zdrajca i najgorszy ze wszystkich? – krzyknąłem, gdyż miałem tej ich gatki
już serdecznie dość.
Każdy demon, nieważne czy potężny czy słaby (a oba te rodzaje łączy jedno- głupota) będzie do końca swojego życia będzie twierdził,
że Parszkin to półbóg, który został oszukany przez naszego Ojca, Jerkanda podczas tworzenia świata. Miał za zadanie stworzyć podwalinę pod rasy zamieszkujące kontynent. Stworzył rasę Jorindów dając smokowi cechy istoty rozumnej i go pomniejszając. Miały oczywiście tylko jedną wadę- były nieobliczalne i słuchały się tylko go. Nasz Ojciec zażądał, by dał im wolną wolę, lecz ten tego nie zrobił. Został
za to przeklęty i poczuły to jego dzieci zamieniając się w to, co obecnie nazywamy demonem. Niestety nie miałem czasu na dalsze przypominanie sobie Odległych Wieków, gdyż nagle wybiegło na mnie kilka demonów. Wyjąłem pistolety i wystrzeliłem kładąc kilku z nich. Resztę dopełnił mój miecz. Najpierw sparowałem cios jednego, a następnie przerzuciłem miecz nad głową i wykorzystując siłę ściąłem trzy niewierne głowy za jednym zamachem. Kopnąłem następnego i ciąłem z góry rozdzielając jego ciało na dwie równe części. Widząc nadbiegających wrogów wystrzeliłem i pchnąłem jednego w serce, po czym wyjąłem zakrwawioną klingę odpychając przy tym ręką kolejnych czekających na swoją kolej. Wykonałem cięcie z półobrotu po czym obracając się trafiłem w locie demona. Odbiłem cios jednego, po czym musiałem salwować się unikiem przed kolejnym atakiem. Kiedy byłem już na nogach wziąłem zamach z lewej i machnąłem mieczem jak cepem. Może nie była to jakoś wykwintna taktyka, ale okazała się skuteczna, gdyż zabiłem w ten sposób resztę demonów. Zmęczony schowałem swoją Damę, przedtem wytarłszy ją z krwi, albowiemnie ma nic gorszego niż zeschnięta krew demonów na klindze.
- No, mistrz Urtar byłby dumny – uśmiechnąłem się sam do siebie patrząc na krwawą łaźnię, którą urządziłem w pokoju. - A Maksymilian zabije.
W tym samym momencie zauważyłem na ścianie napis „Witamy w Hengel. Czekam wraz z von Grogzke, lub z tym co z niego zostało koło rynku. Zapraszam”. Zapewne demon myślał, że przyjadę na białym koniu i rzucę się śmierci w oczy. Otóż ja miałem tajną broń przed którą każdy potomek Parszkina uciekał ze strachem w oczach. Musiałem tylko się przygotować do rytuału błogosławieństwa. Nie miałem dużo czasu, tak więc pobiegłem szybko to tutejszej katedry. Wyjąłem swój miecz wraz z pistoletami i nabojami, następnie położyłem je na ołtarzu. Zazwyczaj do tego rytuały trzeba się długo przygotowywać, ale mnie musiało wystarczyć to, co mam i moja wiara, która była niezbędna
do tego,bym owy rytuał przeżył. Wystarczy jeden błąd i odejdę z tego świata. Ale byłem tak zdesperowany, że postanowiłem zacząć
od razu. Zacząłem się modlić, akcentując każde słowo. Kiedy skończyłem, poczułem przepływającą przez siebie energię. Wiedziałem w tej chwili, że nie ma odwrotu.
- Kourno Sabiotli oc Maengos! – krzyknąłem i wtedy czując już zamiast energii wielki ból, jakby coś chciało za mnie wyjść. – Prosinto Frokend Tornis!
Moje myśli były skupione na modlitwie, którą wypowiadałem tejże chwili. I wtedy było jeszcze gorzej. Czułem, że oczy mi wychodzą z oczodołów, kolana wiotczeją, głowa pęka, ręce odpadają, a ja zamieniam się w niebieską maź nasiąkniętą mocą, którą chciałem nieprawnie posiąść. Cóż, mnie więcej tak by było jakbym się w którymś momencie pomylił, ale tego nie zrobiłem. Jednak ból był nie do opisania.
- Ojcze, nie daj nam przegrać z nieprzyjaciółmi, daj nam siłę byśmy z nimi zwyciężali oraz ustrzeż od śmierci haniebnej. – dokończyłem słowa kończące te rytuał.
Mój miecz świecił, a z pistoletów wylatywał złoty dym. Drzemała w nich olbrzymia moc, jednak zaklęcie nie było wieczne. Fakt, dawało siłę,
ale im dłużej trwało, tym więcej siły potrzebowano, by go sprawnie używać. Jeżeli używało się go za długo, potrafiło wyssać wszystkie siły
z człowieka zamieniając go w popiół.
- No, widzimy się za chwilę pomiocie Cienia – burknąłem do siebie i wybiegłem z Kościoła, zabierając przy tym broń z ołtarza.
Biegnąc w stronę rynku czułem niepokój, gdyż wyczuwałem jakby moc Wroga, a zarazem jakby coś innego. Miałem naprawdę źle przeczucia. Kiedy wbiegłem, albo powinienem powiedzieć wparowałem na rynek odpychając grupę ludzi zobaczyłem Maksymiliana.
- Całe szczęście – powiedziałem do siebie – Maksymilian!!
Odwrócił się, lecz miał w oczach coś niepokojącego. Ten uśmiech skierowany w moją stronę nie był zadowoleniem z faktu spotkania za mną.
- Niech Jerkand ma nas w swojej opiece – krzyknąłem – Padnij!!!!
I w tym momencie nastąpił wybuch, a w miejscu gdzie stał von Grogzke pojawił się ten sam staruszek.
- O, nareszcie przyszedłeś – powiedział odrzucając kij wraz z płaszczem – Niestety, zginiecie obaj w tym mieście.
Wokół starca zaczęły się gromadzić płomienie, a on sam był otulony zieloną mgłą. Wtedy zaczęła się przemiana. Zobaczyłem wreszcie
jego prawdziwy wygląd. Skóra przybrała zielony wygląd, spod czoła wyrósł róg. Oczy stały się czerwonymi pustkami, a na ciele zaczęły
się pojawiać kolce. Kiedy się wyprostował miał może z dwa metry wielkości. Bez zastanowienia wyjąłem miecz przyjmując postawę obronną, gdyż wiedziałem, że na demony lepiej nie szarżować na początku. Zaszarżował na mnie lecz uratował mnie unik. Po wstaniu zdjąłem płaszcz
i rzuciłem go za siebie. Wróg machnął ręką w dołu chcąc mnie zmiażdżyć lecz udało mnie się zablokować ten ruch klingą. Przepychanie trwało chwilę, lecz wydawało się wiecznością. Przesunąłem miecz w lewo, ciągnąć jego ręce przy okazji. I już miałem uderzać, lecz demoniczne kopnięcie wytrąciło mnie z równowagi. Stał nade mną szykując się do ciosu i już kierował rękę w dół, acz moja Dama mu w tym skutecznie przeszkodziła przebijając ją. Demon wrzasnął z bólu, a na jego twarzy był znak niedowierzania. Postanowiłem to wykorzystać wyjmując pistolet. Kiedy już miałem bestię na celowniku wystrzeliłem, lecz trafiłem nie tak jak celowałem w serce, lecz postrzeliłem
go w korpus. Udało mnie się wtedy wstać i zacząłem się cofać. Mój nieprzyjaciel stracił już nerwy, co pokazał znowu szarżując w moją stronę. Prześlizgnąłem się pomiędzy jego nogami, tnąc go przy tym boleśnie. Danert wrzasnął i nie zdążył wyhamować. Z impetem równym całej gwardii Imperatora trafił w ratusz, niszcząc go doszczętnie. Podszedłem do niego zdenerwowany, mając w oczach opętanego Maksymiliana, którego zabił, by mógł przybrać swoją prawdziwą postać. Wyjąłem drugi pistolet i przyśpieszyłem. Demon leżał wśród gruzów, wokół było pełno ciał niewinnych.
- Zanim cię zabiję, powiedz mi dlaczego?! – powiedziałem, ale nie spodziewałem się sensownej odpowiedzi.
- He, He ,He wy. Ludzkie istoty nie jesteście godni mieszkania na tym świecie. Parszkin żywi do was urazę za to, że wyrżnęliście w pień większość Jorindów. Tych, którzy nie zdołali uciec do Jego Domu. Byliście ślepo posłuszni temu niewdzięcznikowi Jerkandowi, że nawet
nie patrzyliście kogo mordujecie. Dlatego was nienawidzimy oraz polujemy na was jak na zwierzęta, którymi i tak jesteście. Dlaczego ty?
Cóż wy, Łowcy jesteście rekordzistami naszej nienawiści. Każda wasza głowa to dla nas święto. Los tak chciał, że padło akurat na ciebie.
Co do tego ma von Grogzke? Zapewne wiesz, że przyjęliście go dlatego, że przyczynił się do zniszczenia szajki czcicieli prawdziwego Boga. Tylko jest jedno ale. To on był jego przewodniczącym, pośrednikiem między wymiarowym, a po waszemu- czarnoksiężnikiem. Po prostu
to była zemsta, a że przy okazji mogłem zabić jednego z Łowców to sprawa Fortuny. – powiedział do mnie, co jakiś czas plując krwią.
- Która tym razem się do ciebie odwróciła- rzekłem i już wycelowałem prosto w serce.
Kiedy już wystrzeliłem błogosławiony pocisk wokół ciała demona zaczęła się pojawiać zielona mgła. I po chwili zniknęła wraz z ciałem.
To był już koniec, jednak dręczyła mnie myśl o tym, że Maksymilian von Grogzke był czarnoksiężnikiem. Powinienem to wyczuć.
A jeśli rzeczywiście nim był? Ilu Łowców skorumpował? Cóż trzeba będzie złożyć raport
w sprawie rozpoczęcia śledztwa w sprawie podejrzenia o herezję w naszym Zakonie….



Awatar użytkownika
Jacek Łukawski
Pisarz
Pisarz
Posty: 635
Rejestracja: pn 04 maja 2015, 13:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: Jacek Łukawski » czw 08 wrz 2016, 10:36

"Usłyszałem strzał w moim kierunku."
Bardzo niefortunna konstrukcja. Bohater mógł słyszeć skąd dobiega dźwięk, ale nie to w którym kierunku jest wymierzony strzał. Fakt znalezienia się na jego linii może oczywiście rejestrować, ale nie na sam słuch.

"Może właśnie to uratowało mi życie, a może Opatrzność stwierdziła, że jeszcze nie nadszedł mój czas?"
Ze względu na to, że w momencie, gdy bohater usłyszał huk, pocisk był już w drodze do celu lub wręcz w celu (prędkość rozchodzenia się fali dźwiękowej) więc raczej bohatera uratował niecelność strzelca niż samo usłyszenie strzału ;)

"Wybaczcie, ale nie miałem czasu się nad tym zastanowić, gdyż w moim kierunku rzuciła się zgraja demonów."
W sumie słusznie... kto by się tam przejmował pierdołami, choć z drugiej strony jeśli bohater słyszy kierunek strzału, zgraja demonów nie robi na nim wrażenia i jest generalnie z gatunku "Zabili go i uciekł" to równie dobrze mógłby sobie w tym momencie pofilozofować. Było by to tak samo realne i logiczne jak cała scena.

"Sam oddałem pierwsze strzały"
Skoro on oddał pierwsze strzały to kto strzelał wcześniej do niego? i gdzie jest tamten strzelec - gdzie kolejne pociski które niechybnie wystrzelił w stronę bohatera (bo nie wierzę, że zadowolił się jednym niecelnym).

"sądząc po krzykach celne"
Zobaczył zgraję demonów, a nie jest w stanie zobaczyć skutków prowadzonego ostrzału? Musi na słuch oceniać skuteczność?

"wyciągnąłem moją Damę."
A ja przechodzę do czytania czegoś innego...


Reasumując:
Niestety ten tekst uważam za jeden z najgorszych jakie miałem przed oczami.

Nim ponownie siądziesz do pisania odpowiedz sobie na ważne pytanie:
"Czym różni się literatura od gier komputerowych i dlaczego"

Następnie - jeśli uznasz, że historia jaką wymyśliłeś jest warta opowiedzenia, przeanalizuj ją pierw i rozplanuj:
- fabułę (co chcesz opowiedzieć i dlaczego)
- postaci bohaterów (nadaj im jakieś cechy i wymyśl co nimi kieruje i dlaczego)
- logikę i fizyczność świata (na bogów!)

Dopiero wtedy spróbuj napisać tekst. Przeczytaj go kilka razy i popraw, gdzie uznasz za stosowne. Odłóż na tydzień. Przeczytaj i popraw. Znów odłóż na kilka dni i znów przeczytaj i popraw. Jeśli nadal będziesz uważał, że jest to dobry pomysł i opisałeś go w sposób z jakiego jesteś choć w części zadowolony - wrzuć tu na forum.

Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Dahaka
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: wt 12 lip 2016, 22:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: Dahaka » czw 08 wrz 2016, 14:02

Cóż, przeczytałem całość dwa razy i muszę z przykrością stwierdzić, że opowiadanie mi się nie podobało.

Po pierwsze - powtórzenia. Mnóstwo powtórzeń.

Wogama pisze:Source of the post Usłyszałem strzał w moim kierunku. Może właśnie to uratowało mi życie, a może Opatrzność stwierdziła, że jeszcze nie nadszedł mój czas? Wybaczcie, ale nie miałem czasu się nad tym zastanowić, gdyż w moim kierunku rzuciła się zgraja demonów. Sam oddałem pierwsze strzały, sądząc po krzykach celne i wyciągnąłem moją Damę.



A to tylko kilka pierwszych zdań. Cały tekst roi się od różnego rodzaju błędów, zaczynając od niepoprawnie zapisanych dialogów, przez potknięcia w gramatyce, interpunkcji i logice, a na stylistycznych potworkach kończąc.

Wogama pisze:Source of the post Niech zgadnę, Heltdorfkst? – ku mojemu zaskoczeniu sam powiedział tajne (albo chociaż ja myślałem, że takie jest) hasło, to jeszcze nie czekając na odpowiedź otworzył drzwi.


Np. ten fragment. Nawiasy zbędne, przecinki wystarczą i lepiej się prezentują. Samo zdanie nie ma gramatycznego sensu. "Ku mojemu zaskoczeniu, nie dość, że sam powiedział tajne hasło, to jeszcze nie czekając na odpowiedź otworzył drzwi" - tak by było dobrze.

Wogama pisze:Source of the post Nawet nasz Wielki Mistrz miał coś na sumieniu, mógłbym się o to założyć nawet o duszę z diabłem.


Brzmi jakby pod zakład dawał duszę razem z diabłem, a nie zakładał się z diabłem o duszę

Wogama pisze:Source of the post Po długich i męczących poszukiwaniach znalazłem demona imieniem Danert.


Nie znalazł demona, tylko wpis/informacje na temat demona.

Wogama pisze:Source of the post Tak więc dałem sobie spokój,
gdyż mam lepsze rzeczy na głowie, niż się uczyć jakiś zaklęć, których użyję raz w życiu.


Co się kryje za słowem lepsze? W tym kontekście to słowo dla mnie - czytelnika - nic nie znaczy. Lepsze w czym? Może ciekawsze, ważniejsze, zabawniejsze, bardziej ekscytujące?


Wogama pisze:Source of the post - Mistrzu, Mistrzu, Pomocy!!! – krzyczała biegnąc dalej w moją stronę. – Nieprzyjaciel atakuje, chce mojej duszy!
Wyjąłem miecz i przeciąłem powietrze przede mną, a po chwili pojawił się obłok dymu takiego samego, jaki widziałem cztery dni temu. Bowiem nas, łowców demonów z Imperatorskiego Uniwersytetu Demonologii nie tak łatwo oszukać. Po pierwsze, nigdy się
nie zdarza, że byle mieszczanin używa słowa Nieprzyjaciel, które jest zarezerwowane dla księży na kazaniach. Po drugie, jeżeli już ktoś do nas mówi, to się zatrzymuję, gdyż zwracanie się do kogoś w biegu jest bardzo niekulturalne, szczególnie dla nas, którzy jesteśmy szczególnie uczuleni na grzeczność i hierarchię. Ta „kobieta” to była po prostu sztuczka, mająca mnie zranić bądź opóźnić moją drogę. Ale po co to? Przecież jakby ten demon chciał mógłby się mi ukazać, a wtedy byłoby ciężko. Nie podążałem w kierunku, w którym owa iluzja wyszła
nie z powodu tchórzostwa, tylko dlatego, że mijało się to z celem. Jakbym prowadził śledztwo w sprawie kultu to bym to zrobił, a tak
to po co? Szkoda czasu.
- Cholera jasna! – krzyknąłem i zacząłem biec w stronę domu Maksymiliana – Nie, tylko
nie to, proszę.
Jednak się stało, jego dom był zrujnowany, meble leżały na ziemi. Znalazłem jednak
coś interesującego. Podniosłem karteczkę i przeczytałem głośno.



Cały ten fragment jest dziwny. Ta kobieta to iluzja tak? Piszesz, że bohater przeciął powietrze, kiedy ta na niego biegła. Czyli co? Przeciął ją i wtedy zauważył, że była jednak iluzją? Czy wcześniej to zauważył i dlatego ją przeciął? Czy w ogóle jej nie przeciął, tylko machnął sobie mieczem w powietrzu i wtedy znikła? Sytuacja jest strasznie niejasna, a powinna być, bo w zależności od tego, co bohater faktycznie zrobił, jego obraz w oczach czytelnika diametralnie się zmienia.
Idąc dalej, czy "cholera jasna" było reakcją na zobaczony w oddali dom Maksymilina, czy Altdarf sobie coś po prostu uświadomił? A jeśli uświadomił, to co? Ponownie, sytuacja jest niejasna. W dodatku cała scena ma fatalne tempo, przejście z wywodów o iluzorycznej kobiecie do sceny w ruinach domu jest zbyt gwałtowne. Samo znalezienie karteczki też takie o. Zero przemyśleń bohatera o tym, co się stało, zero jakiejkolwiek reakcji. I z taka łatwością znajduje tę karteczkę, jakby to była pierwsza rzecz, które rzuca się w oczy w zrujnowanym budynku. Brakuje tu opisów po prostu. I nie mówię tu o całych akapitach opisujących ruinę czy to, co myśli i czuje bohater. Ot, takie drobne wstawki, które uziemiłby tę scenę i pozwoliły czytelnikowi poczuć, że tutaj faktycznie stało się coś istotnego, byłby mile widziane.

Wogama pisze:Source of the post - „Pozdrowienia od Danerta, Łowco” – wyczuwałem w tym liście magię demonów, tak więc był on w siedemdziesięciu procentach autentyczny



Ah, te procenty. Ciekaw jestem, jak ci bohaterowie to wyliczają.

I tak dalej. Znajdzie się jeszcze mnóstwo innych kwiatków do wytknięciai. Może inni się pokuszą o ich wypunktowanie.

Co to samej fabuły - wprowadziłeś trochę historii świata przedstawionego, ale opisałeś to kiepsko, tak trochę na odczep. Gdyby to był dialog między postaciami, to bym zrozumiał, bo postacie nie mają obowiązku rozmawiać tak, aby czytelnik czuł się w obiegu. Niemniej u Ciebie była to czysta ekspozycja skierowana do czytelnika, więc powinna być jasna i klarowna, a taka nie była.
Wogama pisze:Source of the post Każdy demon, nieważne czy potężny czy słaby (a oba te rodzaje łączy jedno- głupota) będzie do końca swojego życia będzie twierdził,
że Parszkin to półbóg, który został oszukany przez naszego Ojca, Jerkanda podczas tworzenia świata. Miał za zadanie stworzyć podwalinę pod rasy zamieszkujące kontynent



Kto miał za zadania stworzyć podwalinę? Parszkin czy Jerkand? A może każdy demon?

Wogama pisze:Source of the post Stworzył rasę Jorindów dając smokowi cechy istoty rozumnej i go pomniejszając.


Jakiemu smokowi znowu? Ta rasa to smoki? Jak tak, to czemu piszesz o nich w liczbie pojedynczej?


Co mnie jeszcze gryzło:
- brak bardziej szczegółowych opisów otocznia, przez co ciężko mi było ulepić ten świat w jedną całość.
- bohater wyglądający jak typowy van helsing - przydałyby się jakieś cechy unikalne
- brak reakcji cywilów w mieście. Leją się tam ino huczy, a wydaje się, jakby wokół żywej duszy nie było.


Ogólnie rzecz biorąc, to polecam powstrzymać na chwilę obecną wodze fantazji w kwestii kreowania świata i skupić się na samym warsztacie. Przede wszystkim, jak już coś napiszesz, to odłóż to na tydzień. Jak przeleży, to wróć, dokładnie przeczytaj i popraw wszelakie błędy. Mam wrażenie, że gdybyś to zrobił, to sam zauważyłbyś ile baboli popełniłeś w opowiadaniu. Spróbuj też pisać z trzecioosobowym narratorem. Zauważyłem, że wiele osób, które zaczynają swoją przygodę z pisaniem, robią to właśnie opowiadaniami z pierwszoosobową narracją. Może wydaje się to łatwiejsze, ale, no, zazwyczaj nie wychodzi najlepiej.

Zwłaszcza wtedy, kiedy bohater mówi, że nie ma czasu opowiadać o czymś. Co to znaczy? Że bohater odtwarza swoje myśli z czasu opisywanej przygody? Ale narracja sugeruje raczej, że opowiada po prostu wydarzenie z przeszłości. A skoro opowiada TERAZ, to jakie to ma znaczenie, że nie miał czasu WTEDY? Lepiej ćwicz na trzecioosobowej.



Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2443
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: ravva » ndz 11 wrz 2016, 14:42

jakoś mam wrazenie, ze kawalek powstał z inspiracji: http://www.filmweb.pl/film/%C5%81owca+czarownic-2015-644817#
przekombinowałeś z nazwami własnymi - to nie tak, ze zestawienie spółgłosek utrudniające wymówienie słowa sprawia, że jest ono mrhhhoczne i tajemnicze, bohater może nazywac się "józio" i emanowac złem tak, że wszystkim ów józek snił się bedzie po nocach, vide 'zwykły' freddy k.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: dorapa » ndz 11 wrz 2016, 19:12

Wogama pisze:Source of the post Ten uśmiech skierowany w moją stronę nie był zadowoleniem z faktu spotkania za mną.


Powyższe oddaje moje uczucia do "Łowcy". Król Jego Mość Poniatowski rzekł do wierszoklety: "Szkoda czasu i atłasu, byś się wdzierał do Parnasu." Przychylam się do jego prośby i odbijam ją w stronę Wogama. Powinnam uzasadnić, ale zrobiono to już powyżej, nie będę się więc powtarzać.

Miłego życia.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Virne
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: sob 17 wrz 2016, 20:34
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: Virne » ndz 18 wrz 2016, 16:47

Wogama pisze:Source of the post - Wchodzisz czy czekasz na zbawienie? [...]
- Nie


Ten fragment dialogu jest genialny :D

Niezbyt mi się ten tekst spodobał. Ledwo przez niego przebrnęłam.
Nie lubię głównego bohatera. Ten jego charakter jest strasznie wykreowany i coś często bohaterów podobnych do niego spotykam w historiach fantasy tego typu. Pewny siebie, agresywny, sieka potwory od niechcenia.
W samej historii zdaje się panować pewien chaos. Tutaj postać coś robi, tutaj nagle biegnie, tu znowu walczy. Brakuje tutaj dokładniejszych opisów.

Wogama pisze:Source of the post Ja do ciebie piszę, a on gdzie?”

Nie rozumiem, o co chodzi z tym ostatnim fragmentem listu.

Wogama pisze:Source of the post Albowiem jestem Altdarf Kornst, łowca demonów, wiedźm i innego plugastwa stąpającego po naszej ziemi, ziemi, która
już i tak swoje wycierpiała i jedyne co jej jeszcze brakuje to chodzących pomiotów Złego.

Zastanawiam się, czy nie wyglądałoby to lepiej, gdyby po pierwszej "ziemi" dać kropkę i zacząć kolejne zdanie. Trochę dalej była podobna sytuacja.

Trochę też nieprzyjemnie się czyta tekst, gdy nagle pojawia się odstęp po jednym, czy kilku słowach tylko. Mogłeś to jeszcze zredagować przed wrzuceniem.



Awatar użytkownika
MoRiA
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: czw 29 wrz 2016, 11:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: MoRiA » czw 29 wrz 2016, 12:53

Cześć.
Dość sporo krótkich tekstów miewam przed oczami. I wiele z nich czytam.
Dlatego byłoby kłamstwem, gdybym napisał, że to jeden z najgorszych tekstów, jaki widziałem. Na pewno jest bardzo kiepski, ale typowo kiepski.
Typowo? Ano typowo.
Typowo nie stawiasz się w miejscu bohatera. A ten słyszy, jak ktoś czymś strzela w jego stronę! A Ty słyszysz, że komuś z gaźnika strzeliło w Twoją stronę albo w tę drugą?
Widzi czarnoksiężnika przez ogień!
Oczywiście dalej nie czytałem (bo po co?). Na "dzień dobry" udowadniasz, że pilnie potrzebowałeś wyrzucić z siebie kilka wrażeń po obejrzeniu jakiegoś anime.
Typowo nie dbasz o interpunkcję. Sama ma o siebie zadbać?
Typowo zakładasz, że czytelnik siedzi w Twojej głowie, wie to, co wie Twój bohater (dama?), widzi to samo, co on. A tak nie jest.

Prawdopodobnie ostatni raz było to 8-9 lat temu, gdy ktoś już na początku zaserwował epicką walkę herosów, bogów i takich tam... i mnie przekonał. Od tego momentu robiły tak setki osób, w tym Ty. I za każdym razem robiły to źle.
Płynie z tego wniosek taki, aby jednak zaczynać klasycznie (cokolwiek to oznacza). Czyli nie tak, jak u Ciebie.



Awatar użytkownika
PannaLawenda
Pisarz domowy
Posty: 78
Rejestracja: czw 10 lis 2016, 16:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Łowca (Fantastyka/Opowiadanie)

Postautor: PannaLawenda » czw 10 lis 2016, 17:59

Cześć,
Przeczytałam całe opowiadanie i potrzeba mu jeszcze dużo poprawek, zarówno pod względem fabularnym, jak i językowym. Oto rady ode mnie:
Początkowe akapity - zaczynasz dynamicznie, co jest pewnym pomysłem, ale nie zauważasz, że gubisz gdzieś po drodze czytelnika, który nie nadąża za tym co się dzieje. Na początku brakuje mi wprowadzenia, które dałoby wyraz temu, gdzie toczy się akcja (mam na myśli zarówno uniwersum, jak i konkretną scenę), jakiegoś opisu otoczenia, choćby jednego zdania komentarza. Do tego już na wstępie wywiązuje się walka, ale czytelnik nie wie w sumie, z kim jest ona toczona, poza lakonicznym stwierdzeniem - demony i czarnoksiężnik. Ja jako czytelnik pytam - jak wyglądają, jak walczą, jak reagują. Zbyt mało obrazowa jest ta scena i przydałby się jej korekta pod tym kątem.

Do tego stosujesz zbyt wiele skrótów myślowych, które tylko dezorientują czytelnika. Skąd on ma wiedzieć np. czym właściwie jest Dama. Albo do czego odnosi się wykrzyknik bohatera, po którym zaczyna biec do domu przyjaciela? A wystarczyłoby jedno zdanie w stylu - zbliżał się do dzielnicy, gdzie ów dom się mieścił i zaraz miał być on widoczny.Takich niejasnych, niewytłumaczonych wtrętów jest cały ogrom i nie może być tak, że pozostawiasz z tym czytelnika. Efekt jest taki, że tekst robi się niezrozumiały, a czytelnik nie wie, co się tak właściwie dzieje.

Co do nieścisłości fabularnych - najpierw piszesz, że Danert jest czarnoksiężnikiem a potem, że demonem. Więc jak to jest właściwie?

Popełniasz też bardzo często taki błąd, że określasz w kilku słowach jaki jest bohater zamiast to pokazać. Ciekawiej wychodzą takie rozwiązania, które poprzez zachowanie bohatera, jego reakcję, wspomnienie pokazują jaki ma on charakter (zamiast pisać, że jest np. pobożny). Do rozmyślań bohatera wato by też dać mu jakiś pretekst, choćby spostrzeżenie podczas przemierzania miasta, bo wciskanie na siłę, nie połączonych fabularnie refleksji nie wychodzi naturalnie.

Do tego główny bohater jest "superidealny" - nie popełnia błędów, przeciwników zabija skinieniem palca i nawet się przy tym nie spoci. Do tego bystry, bo od razu się dowiaduje z kim ma do czynienia i przewiduje każdą pułapkę itp. itd. Taki bohater nie jest wiarygodny i ciekawy. Musi mieć jakieś wady, ludzkie odruchy. Czasami musi mu się coś nie udać, bo inaczej nie będzie człowiekiem.

Co do strony graficznej i technicznej tekstu - źle czytało mi się go w układzie, w jakim go wstawiłeś - bez akapitów w miejscach, gdzie powinny się znaleźć, z przeniesieniami połowy wersetu do następnej linii, z błędami gramatycznymi i ortograficznymi (typu - słuchały się go tylko/ wystarczy słuchały jego; kaleków i innych tego typu, które można by mnożyć). Wiele zdań wymaga przeformułowania, ale nie będę za bardzo na ten temat rozwodzić, bo niektóre kwiatki wyłapali i wymienili już inni.

W sumie, jak na pierwszy tekst nie jest tragicznie, więc nie zniechęcaj się i pracuj nad nim, nad warstwą fabularną i nad stylem. :) Praca czyni mistrza. Widać, że pewien pomysł masz, więc musisz teraz nad nim popracować :)

Pozdrawiam




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości