Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Schody pełne mroku

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Schody pełne mroku

Postautor: mamika6 » ndz 04 gru 2011, 21:30

Przyznam, iż tekst nie jest świeży. Jest jednym z pierwszych, które napisałam. Tyle że wszystko, co naskrobałam policzyć można na palcach obu dłoni. Jeśli więc uczyć mam się na błędach, to tylko na takich tekstach, bo nowe są tyko trochę świeższe, czy lepsze --- nie mam pojęcia, W każdym razie, pisząc go, byłam sobą, i teraz chyba nie bardo się zmieniłam. Nie jestem w stanie, nie wiem z jakiego powodu, zmienić w tym tekście czegokolwiek. Nie z własnej woli, więc chyba idealnie nadaje się na wskazanie słabych punktów przez inne osoby. Bardzo więc proszę ogólne wskazówki, z ominięciem poziomu językowego, pojedynczych nieporadnych zdań, a raczej skupieniu się na konstrukcji, klimatu itp, bo obecnie na tym najbardziej mi zależy. Z góry dziękuję :) (chociaż zrozumiem, jeśli ktoś odmówi z powodu, iż nie jest to świeżynka :P )


WWWTuż po Świętach Bożego Narodzenia miasteczko Chałupy nawiedziła zima. Żadna niespodzianka – kto umiał dobrze nadstawić ucha, już od jakiegoś czasu mógł dosłyszeć jej ciche potupywanie. Niewątpliwie ten czy tamten klął tego dnia nieco bardziej soczyście, ale było też miejsce na oklaski. Zawsze znajdzie się dzieciak – zabawny, rozczochrany szkrab - pod którego choinką za sprawą jakiejś niewyobrażalnej, fantastycznej magii (i pomimo licznych psot), zgodnie z listem nabazgranym przed szóstym grudnia, pojawią się sanki zaopatrzone w przepisową czerwoną kokardę.
WWWTa na sankach czteroletniego Grzesia Borowskiego była ogromna i w tym specyficznym odcieniu czerwieni, od którego bolą oczy. Tuż przed Wigilią Laura udała się po nią do sklepu pana Rybki po drugiej stronie miasteczka ("Wszystkie drobiazgi są drogie tylko naszemu sercu"), a potem osobiście zawiązała na gwiazdkowym podarku. Co prawda nie była świadkiem rozpakowywania przez Grzesia prezentu - była nianią tylko przez trzy noce w tygodniu, w pozostałe cztery pracowała na pobliskiej stacji Shella - lecz, mijając trzy dni później poskrzypującą cicho furtkę i wchodząc na oblodzony chodnik wiodący do domu Borowskich, z łatwością wyobraziła sobie tę scenę:
WWWGrześ wpada do oświetlonego blaskiem choinki salonu. Raptownie zatrzymuje się pośrodku. Oczy uradowanego chłopca, i tak bardzo duże, otwierają się szeroko, wypełniając błękitem bladość dziecięcej twarzy i - choć wydaje się to już niemożliwe - wciąż rosną, rosną i rosną...
WWWUśmiechała się, wchodząc po zaśnieżonych schodkach i pukając do drzwi. Kiedy nikt jej nie odpowiedział, pociągnęła za klamkę. Drzwi nie były zamknięte na klucz.
WWW– Panie Marku? – zawołała.
WWWZza pleców dobiegł ją odgłos zapuszczanego silnika i zgrzyt otwierającej się bramy. Kiedy się odwróciła, dostrzegła uniesioną dłoń za szybą samochodu opuszczającego podjazd. Uśmiechnęła się i odmachała, po raz setny myśląc, jak niefajnie być taksówkarzem, a potem, przy wtórze cichego skrzypienia drzwi, weszła do środka, wpuszczając ze sobą wiatr i kilka zbłądzonych płatków śniegu. Przekręciła klucz.
WWWZnalazła Grzesia śpiącego w swoim niedużym łóżku, z kołdrą naciągniętą po samą brodę. Wszystko było w najlepszym porządku; żadna bosa stopa nie śmiała wymknąć się spod kołdry, a Pan Zapominalski leżał obok na poduszce, wpatrując się w sufit szklanymi oczami i w milczeniu rozmyślając, o tym, o czym zwykle pluszaki myślą nocami. Widok ten aż prosił się o kolejny uśmiech i tym razem Laura także nie zawiodła.
WWWWróciła cicho na parter, rozejrzała się po kuchni za talerzem z niedokończoną kolacją chłopca, a potem, z kawałkiem świątecznego makowca w jednej i kubkiem ostygłej herbaty w drugiej ręce, poczłapała do holu. Przysiadła na jednym ze stopni schodów wiodących na piętro. Książka leżała pod ścianą, tak jak ją ostatnio zostawiła - milczący dowód na to, jak lekka była to praca. Pan Marek zatrudnił ją przed rokiem, po pogrzebie żony, na wszelki wypadek (choć wypadki rzadko się zdarzały; przez cały ten rok Grześ zaledwie trzy czy cztery razy obudził się z płaczem, bo coś mu się przyśniło), a także dlatego, że żaden normalny rodzic nie zostawia dzieciaka samego w domu, nawet jeśli przez całą noc śpi, jakby na kolację dostał pudełko relanium.
WWWPodniosła książkę, otworzyła na zagiętej stronie i zaczęła czytać. Na ścianie zegar tykał niewzruszenie, odmierzając mijające cicho minuty.
WWWTyk-tyk. Tyk-tyk. Tyk-tyk...
WWWWoda szumiała w kaloryferach, wiatr dął w okna i pogwizdywał głośno w kominie. Czasem zupełnie cichł. I wtedy znów ten kojący uszy dźwięk:
WWWTyk-tyk. Tyk-tyk. Tyk-tyk...
WWWStrużka śliny wypłynęła z ust i leniwie pociekła aż na brodę. Książka wyśliznęła z rąk i z furkotem kartek pojechała po schodach, zatrzymując dopiero pod ostatnim stopniem. Na końcu zamknęła się z trzaskiem, strasząc zakapturzoną postacią na okładce.
WWWTyk-tyk. Tyk-tyk. Tyk-tyk...
WWWSzła pogrążonymi w ciemności schodami. Były strome, zdawały się nie mieć końca. Wspinała się wolno, niepewnie, jakby wbrew woli, lecz jednocześnie pod wpływem jakiegoś niewypowiedzianego przymusu, którego nie sposób zlekceważyć. Dom był cichy, ciemny i chłodny. Jedno wiedziała na pewno: to nie był Jej Dom.
WWWKtoś wołał jej imię. Nie miała pewności, lecz zdawało się jej, że było to małe dziecko. Głos przerażał; brzmiał, jakby było chore. Odbijał się od gołych ścian i powracał lodowatym echem, podzielony na troje. Dobiegał zewsząd.
WWW- Laaaauraa.... aaauraa... uraa...
WWWPrzystanęła i trzymając kurczowo niknącą w ciemności poręcz, obejrzała się powoli. Nie dostrzegła nikogo, a jednak zdawało jej się, że gdzieś za plecami coś czeka, że coś oddycha tą samą ciemnością, którą oddychała ona. Coś, co wcale nie było przerażone. Nie miała pojęcia, czym było, ale niewątpliwie nie przyszło tu za nią, aby pomóc jej wspiąć się po tych schodach. Była pewna, że czołga się za nią przez ciemność, by wreszcie schwycić za kostkę i bezlitośnie szarpnąć. A lodowatego syku i dzikiego charkotu nie usłyszy nikt oprócz niej . Prawie widziała wyłaniające się z mroku dłonie, a potem błysk zębów rozciągniętych w szyderczym uśmiechu, gdy wreszcie, gdzieś na dole, nieważne jak daleko to było, rozlegnie się suchy trzask łamanych kręgów jej własnej szyi.
WWWNie mogłaby zawrócić.
WWW- Laura! - zawołał głosik i spojrzała w górę, bo wydało jej się, że tym razem pochodził stamtąd.
WWWCoś zachichotało u szczytu schodów.
WWWByło blisko.
WWWZacisnęła dłoń na poręczy, zmusiła nogę by uniosła się i zgięła lekko w kolanie. Stopą, w samej tylko skarpetce, wymacała próg kolejnego stopnia i ostrożnie oparła ją na nim. Czuła, jakby szła przez gęstą, lepką smołę, która skutecznie spowalniała jej kroki i sprawiała, że ciało zdawało się cięższe niż najgorsza choroba. Stęknęła żałośnie i natychmiast obejrzała za siebie, bo przyszło jej do głowy, że jednak powinna zachowywać się cicho.
WWWSchody były puste.
WWW- Laaaauraa... aaauraa... uraa...
WWWI znowu cichy chichot...
WWWPokonała kolejny stopień, potem następny. Z jakiegoś powodu powinna znaleźć dziecko... Tak! Dziecko, które przez cały czas tak niewinnie ją...
WWW- Laura!
WWW... woła.
WWWKolejne dwa stopnie i potknęła się, bo schody nagle się skończyły. Podparła się dłonią, czując pod delikatną skórą podłogę, która powinna być gładka i pachnieć pastą - choć nie potrafiła powiedzieć dlaczego - a która była zimna, chropowata i lepka. Wyprostowała się i wytarła dłoń w ubranie.
WWW- Kto tutaj jest?
WWWCoś zatupało nieco z boku, a potem pobiegło w głąb wąskiego korytarzyka. Przerażona podążyła
wzorkiem za dźwiękami, lecz niczego nie mogła dojrzeć. Widziała tylko zarys barierki zakręcającej u szczytu schodów i biegnącej wzdłuż jednego boku prosto w smolistą czerń.
WWW- Laura! - zawołał zachęcająco głosik. - Chcesz zobaczyć, jak się bawię?
WWWI właśnie wtedy, zupełnie nagle, wszystko sobie przypomniała... Szron. Obrane i posypane cynamonem jabłka. Smak schwytanego na język płatka śniegu. Zapach mrozu, odgłos pojękującego wiatru i soczysta zieleń jodły. Schnące nad piecykiem rękawiczki... Prezenty zapakowane w schludne, kolorowe pudełka, a czasem po prostu przewiązywane kokardą we wściekłym, czerwonym kolorze - takim, od którego bolą oczy.
WWWTyk-tyk. Tyk-tyk. Tyk-tyk.
WWW- Grześ? - powiedziała szeptem, czując, że powinna iść powoli. Tak, bardzo powoli. A potem już głośniej: - Grześ?!
WWW -- Chodź, Laura! Zobacz, co dostałem na Gwiazdkę! - Coś złowieszczego i nieubłaganego, co przebrzmiało w tym głosie, powiedziało jej, że wcale nie jest dobrze. I nagle poczuła strach - poczuła strach, pomimo że bała się od samego początku. Ohydny, lodowaty robal, przespacerował się po jej kręgosłupie, w jednej chwili pokrywając go szronem. Kroczyła sztywno prosto w mrok, uczepiona barierki, z wyciągniętą ręką i wytrzeszczonymi oczami. Wkrótce dłoń natrafiła na coś i zdała sobie sprawę, że dotarła do drzwi do pokoju chłopca. Nie były zamknięte na klamkę i kiedy popchnęła je lekko, poczęły otwierać się, trzeszcząc cichutko w zawiasach.
WWWNiemal w tej samej chwili za plecami rozległ się inny dźwięk - przeciągłe, paskudne skrzypienie, bardzo przypominające skrzypienie schodów. Dotarło do niej, jeżąc jej włoski na karku, ale nie miała sił, żeby się odwrócić, bo w tej samej chwili drzwi otworzyły się i w świetle latarni stojącej na betonowym podjeździe przed oknem zobaczyła Grzesia.
WWWSiedział okrakiem na lśniących nowością sankach, przodem do niej. Obiema rękami trzymał blisko ciała sznurki, przydatne rodzicom, kiedy transportują pociechy po ubitym śniegu. Ręce były w grubych rękawiczkach, na głowie miał czapkę, a szyję owiniętą szalikiem w taki sposób, że i tak cała klatka piersiowa była odsłonięta. Laura wyraźnie widziała odpięte dwa górne guziki u piżamy w dinozaury a pod spodem koszulkę ze Spidermanem – lecz tego raczej się domyśliła po skrawku litery "S" niezasłoniętym materiałem koszuli. Na stopach miał śniegowce, ale był bez skarpetek. A wszystko to, sanki i Grześ, huśtało się niebezpiecznie na zaśnieżonym parapecie otwartego okna. Płozy skrzypiały cichutko, raz po raz na milimetr ugniatając pokrywający parapet śnieg. Skrzyp-skrzyp, skrzyp-skrzyp. Podmuchy mroźnego wiatru łopotały frędzlami szalika, a sypiący puch przylepiał się do wełnianej czapki, niemal całkowicie zakrywając żółto-niebieski deseń.
WWW- Grześ - jęknęła Laura, bojąc się powiedzieć coś głośno. Wiedziała również bardzo dobrze, że powinna podbiec do chłopca i natychmiast ściągnąć go z parapetu, ale nie mogła, i wcale nie dlatego, że wciąż czuła jakby potężny ciężar przygniatał ją do podłogi, a każdy ruch wciąż utrudniała jakby-przezroczysta-smoła, ale dlatego, że unieruchomił ją przede wszystkim strach - strach, że jeśli uczyni choćby jeden krok na przód, sprowokuje Grzesia do tego, co najwyraźniej przyszło mu do głowy zrobić. Wiedziała, że za parapetem znajduje się dach garażu, stromo opadający ku ziemi, a potem jest już tylko podjazd. Idąc chodnikiem do frontowych drzwi, widziała, że był odśnieżony - betonu nie pokrywało nic, co mogłoby złagodzić upadek.
WWWOblizała usta.
WWW- Pię... Piękne sanki, Grześ - wydusiła, żeby odwrócić jego uwagę od stopy, którą w tym samym momencie wolno wysunęła. - Są takie... - oparła stopę na podłodze - ...takie...
WWW- Wspaniałe! - krzyknął chłopiec z entuzjazmem tak autentycznym, przepełnionym taką radością, że serce Laury, przez cały czas miażdżone przerażeniem, przekłuła igła bólu. Sanki ostrzegawczo przechyliły się w tył i wróciły do poprzedniej pozycji. Skrzyp-skrzyp. Gęsty obłok pary uleciał mu spomiędzy warg - duży, jak na takie małe płuca. Sama Laura nie czuła chłodu ani podmuchów wiatru wpadającego przez okno.
WWW- Tak, Grześ - jęknęła w panice i przełknęła ślinę. - Są naprawdę wspaniałe. - Dostawiła drugą stopę, nie wyczuwając pod nią puszystego dywanu, który powinien tam się znajdować. O krok bliżej.
WWW I wtedy coś przyszło jej na myśl. Otworzyła szeroko oczy, gwałtownie wciągając powietrze w płuca.
WWW- A może poszedłbyś ze mną na dwór - wyrzuciła jednym tchem. Pokiwała głową i jakimś sposobem udało jej się nawet uśmiechnąć. - Moglibyśmy pójść na górkę za domem i pozjeżdżać razem. No, kolego, co ty na to? - Wyszczerzyła zęby. Wiedziała, że stroma górka opada wprost do lodowatego jeziora, ale nie miało to teraz znaczenia.
WWWGrześ otworzył ze zdumienia oczy i także się uśmiechnął, jak człowiek, który odkrywa nagle, że są na tym świecie rzeczy obłędne i fantastyczne, po które wystarczy wyciągnąć rękę. Po chwili jednak entuzjazm chłopca zgasł niczym płomień świeczki włożony do wody.
WWW- Nie, tata nie pozwolił - wymamrotał, a żal natychmiast odmalował się na dziecięcej twarzy. Ścisnął mocniej sznurki i jeszcze bardziej przyciągnął do siebie, jakby obawiał się, że ktoś mógłby mu je wyrwać. Słuszne miał przeczucie, ale jakoś do głowy nie przyszła mu przy tym Laura. Sanki znów się zakołysały i tym razem zsunęły odrobinę w dół, opadając z parapetu i opierając samymi końcami płozów o rozciągający się za nim dach. Skrzyp-trach. Przód sterczał teraz wysoko i Grześ musiał się pochylić, żeby utrzymać równowagę, choć zrobił to raczej odruchowo, a nie dlatego, żeby specjalnie mu na tym zależało.
WWWOddech uwiązł jej w piersi. Musiała stoczyć ze sobą bitwę, żeby nie rzucić się biegiem naprzód. Za daleko, wciąż za daleko. Przygryzła wargę, niemal nie czując bólu, a paznokcie wpiła we wnętrze zaciśniętych dłoni. Zrobiła kolejny, ostrożny krok w stronę okna. Chłopiec zdawał się tego nie zauważyć.
WWWCztery metry.
WWWNaraz zasłony w oknie uniosły się wysoko i choć nie omiótł jej lodowaty wiatr, drzwi za plecami zakołysały się, trzeszcząc przeciągle w zawiasach, a potem nagle zamknęły z hukiem. Podskoczyła na ten dźwięk, ale się nie odwróciła; chciała, ale nie mogła.
WWW- Ale wiesz co, Laura? - Grześ uśmiechnął się, a potem dodał szeptem, jakim zdradza się komuś największe tajemnice: - Powiem ci o tym, bo bardzo cię lubię i wiem, że na mnie nie poskarżysz. - Wyszczerzył mleczaki i mogłaby przysiąc, że do niej mrugnął. - Nie zabronił mi zjeżdżać z dachu. Tak! - I naraz puścił sznurki i uniósł ręce do góry, żeby zaklaskać, jednocześnie gwałtownie prostując na siedzeniu. - Właśnie tak! - zapiszczał.
WWWLaura krzyknęła, rzuciła się naprzód i dopadła okna, jeszcze zanim sanki popychane ciężarem czterolatka całkiem zsunęły się z parapetu; jeszcze zanim rozległby się: najpierw metaliczny chrobot, jaki wydaje metal trący o metal, a potem cichy szum, jaki wydaje metal liżący gładki śnieg; jeszcze zanim Grześ zaśmiałby się głośno i rzeczywiście zaklaskał w dłonie, sunąc tyłem po stromym dachu; zanim uniósłby ramiona i wydał z siebie przeciągły, triumfalny okrzyk jak dziki wódz po zdobyciu wioski.
WWWZdążyła. Wyrzuciła przed siebie ręce, omal się przy tym nie przewracając, i boleśnie stłukła łokieć o otwarte skrzydło okna. Brzuchem opadła na parapet, stopy oderwały się od podłogi, a ciężar ciała niebezpiecznie pociągnął ją do przodu. Dosięgła sanek i chwyciła je... a tak jej się przynajmniej wydało, bo dłonie tylko przeniknęły przez drewno, jakby sama była powietrzem i wszystko to potem naprawdę się stało. A na końcu, tuż po triumfalnym okrzyku, był łomot połączony z nieco cichszym szczękiem i głuchy trzask, ale nie było krzyku ani płaczu, ani nawet najmniejszego jęku.
WWWW ciszy, jaka zapadła, Laura słyszała tylko szum wiatru, a po chwili nawet on zupełnie ucichł.
WWWStała z zamkniętymi oczyma, przyciskając dłonie do powiek, i drżała. Od czasu do czasu jej ciałem wstrząsał szloch. Płakała, ale były to łzy nie rozpaczy, nie strachu, ale ulgi. Przenikające przez drewno mgliste dłonie uświadomiły jej, że spała, bo w snach tak się właśnie dzieje. Pamiętała już, że siedziała na schodach i czytała książkę, zajadając jednocześnie świąteczny makowiec i...
WWWTyk-tyk. Tyk-tyk. Tyk-tyk.
WWWWciąż mając zamknięte oczy, sięgnęła do ramienia, chcąc się uszczypnąć i przekonać, czy nie śpi. Ścisnęła skórę na przedramieniu z taką siłą, że jeszcze przez kilka dni widniał tam siny ślad, i natychmiast syknęła, kiedy przeszył ją palący ból. Koniec snu, dzięki Ci, o dobry Boże, koniec. Zarechotała dziko i otarła łzy wierzchem dłoni.
WWWLecz kiedy otworzyła oczy stwierdziła, że wcale nie siedzi na schodkach wiodących na piętro i serce znów załomotało o żebra, a chichot przemienił się w jęk.
WWWWciąż stała przed oknem, ale nie było to okno w pokoju Grzesia. Obróciła się i spostrzegła, że obok stoi łóżko; tylko tyle w ciemnościach mogła dojrzeć. W korytarzyku za zamkniętymi drzwiami (tak, zamkniętymi z głuchym trzaskiem, pomyślała z rosnącym przerażeniem) świeciło się żółte światło. A potem rozbrzmiały na nim kroki (nie, poprawiła się w myśli, raczej już się zbliżyły; isk-pisk, isk-pisk) i wąski pas niewyraźnego na podłodze światła w dwóch miejscach przecięły cienie. Ktoś leciutko uderzył stopą o drzwi. Rozległo się brzęczenie kluczy, głośny chrobot i zgrzyt otwieranego pośrodku okienka, ale nikt się nie pojawił. Zauważyła, że od zewnętrznej strony okienko też ma coś jakby parapet, na którym nagle jakaś ręka położyła metalową tackę. Na tacce stał jeden talerz, także metalowy, jedna mała miska z łyżką. I jeden metalowy kubek.
Ostatnio zmieniony ndz 06 maja 2012, 21:32 przez mamika6, łącznie zmieniany 4 razy.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2405
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 05 kwie 2012, 19:52

Poziom językowy, zgodnie z prośbą pomijam. Powiem tylko, że nie widziałam w nim jakiś poważniejszych grzechów. Gdzieś jakieś powtórzenie, z raz czy drugi trochę pokręcona konstrukcja zdania, jakieś zbędne "się" czy powtórka struktury. Nic groźnego w każdym razie.

Sposób, w jaki tworzysz klimat nieodmiennie na mnie "działa". Łatwo wsiąkam w Twoje teksty i ten tutaj nie jest wyjątkiem od reguły, aczkolwiek był jak dla mnie trochę nierówny.

Opis Laury, chłopca, szybkie nakreślenie relacji i charakterów (osób i pracy) jest bardzo zgrabne. W niewiele słowach ujęłaś wystarczająco dużo, żebym mogła polubić tę postać, a w każdym razie się nią zainteresować. Później zapadamy w sen Laury i...

Opis wspinania się po schodach, nasłuchiwania wołania chłopca... To jest ładnie przedstawione, klimatycznie, ale miałam już poczucie, że to znam, że to już czytałam. Ba, nawet u Ciebie. Niemniej tutaj naprawdę śledziłam wszystko z zainteresowaniem, czekałam, co tu zaskoczy bohaterkę, co się stanie.

I widok Grzesia na sankach, siedzącego w oknie był pewnego rodzaju zaskoczką. Nie potwór, nie nie wiadomo co, tylko chłopiec robiący coś niebezpiecznego. Uderzenie w takie bardziej przyziemne lęki (co głupiego może zrobić dziecko, za które jestem odpowiedzialna) według mnie wyszło całkiem trafnie. Tylko właśnie dalej ta scena trochę mi się dłużyła. Te opisy o kiwaniu się w tę i nazad, ostrożne kroczki Laury. Niby wszystko to może się tam znajdować... Ale może w jakiejś bardziej zwartej formie?

W końcówce trochę się pogubiłam. Grześ spada (tutaj opis według mnie bardzo dobry), Laura próbuje się przebudzić... No i dalej...
Chyba za drugim czy trzecim razem domyśliłam się, o co chodzi. Jednak mam wrażenie, ze ta końcówka jakoś tak zbyt skrótowo potraktowana. Bardziej dezorientuje niż wzbudza emocje. Może tylko u mnie, a może jednak wymagałoby to małego dopracowania.

Niemniej w ogólnym rozrachunku tekst mi się podobał. Klimat był. Miejscami może jeszcze do "załatania", ale był. Lubię to, jak piszesz no i nie poradzę ;)

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » czw 05 kwie 2012, 20:29

Dzięki ogromne, właśnie o takie uwagi mi chodziło, idę nad nimi dłużej podumać :)



Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1130
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Filip » pt 20 kwie 2012, 12:57

Podobał mi się ten tekst - początek i koniec świetny, natomiast w środku troszeczkę się pogubiłem. Od momentu, gdy dziewczyna weszła do pokoju Grzesia, nie potrafiłem wyobrazić sobie tej sceny. Coś szwankowało w kolejności przedstawiania: na początku szczegółowo opisujesz tego chłopca na sankach, potem parapet i otwarte okno, sugerując, że chłopaczek planuje zrobić coś b. niedobrego. Nie mogłem ogarnąć, dlaczego na sankach i to jeszcze plecami do kierunku jazdy - dopiero potem napisałaś o ukośnym dachu garażu i jakoś to sobie wyobraziłem. Mogłabyś nad tym pomajstrować.

Mam pytanie odnośnie stosowania wyrazów dźwiękonaśladowczych. Szczerze, to jakoś nie mogę się do tego przekonać i chciałbym wiedzieć, skąd u Ciebie potrzeba ich stosowania. Nie pytam złośliwie, chciałbym też wiedzieć, jak podchodzą do tego inni czytelnicy.



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » pt 20 kwie 2012, 22:27

Dziękuję ślicznie za uwagi :)

Pilif pisze: Mam pytanie odnośnie stosowania wyrazów dźwiękonaśladowczych. Szczerze, to jakoś nie mogę się do tego przekonać i chciałbym wiedzieć, skąd u Ciebie potrzeba ich stosowania.

Prawdę mówiąc, nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie :) Nie był to zabieg przemyślany: "napiszę tak, bo wygląda super". One się zwyczajnie pojawiły, nie wiem, skąd mi się to wzięło. Chętnie się dowiem, jak patrzą na to inni.



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » sob 05 maja 2012, 13:51

Tuż po Świętach Bożego Narodzenia miasteczko Chałupy nawiedziła zima.

A czemu nie wcześniej? W Polsce Boże Narodzenie to czas już typowo zimowy.

Uśmiechała się, wchodząc po zaśnieżonych schodkach i pukając do drzwi. Kiedy nikt jej nie odpowiedział, pociągnęła za klamkę. Drzwi nie były zamknięte na klucz.
#8211; Panie Marku? – zawołała.
Zza pleców dobiegł ją odgłos zapuszczanego silnika i zgrzyt otwierającej się bramy. Kiedy się odwróciła, dostrzegła uniesioną dłoń za szybą samochodu opuszczającego podjazd. Uśmiechnęła się i odmachała, po raz setny myśląc, jak niefajnie być taksówkarzem, a potem, przy wtórze cichego skrzypienia drzwi, weszła do środka, wpuszczając ze sobą wiatr i kilka zbłądzonych płatków śniegu. Przekręciła klucz.

Lekko niejasne. Dopiero po chwili ułożyłam sobie całą scenę: Laura idzie pilnować Grzesia a pan Marek jest kierowcą opuszczającym garaż. Drobne pytanie: Marek nie czekał w domu aż się pojawi Laura? Widział z okna że nadchodzi?

Pan Marek zatrudnił ją przed rokiem, po pogrzebie żony, na wszelki wypadek (choć wypadki rzadko się zdarzały; przez cały ten rok Grześ zaledwie trzy czy cztery razy obudził się z płaczem, bo coś mu się przyśniło), a także dlatego, że żaden normalny rodzic nie zostawia dzieciaka samego w domu, nawet jeśli przez całą noc śpi, jakby na kolację dostał pudełko relanium.

To chyba oczywiste, że nie zostawia się dziecka samego w domu i wynajmuje kogoś do opieki.
Nawiasy rzadko kiedy dobrze się czyta. Albo wywalamy uznając że są to rzeczy mało ważne, albo wplatamy w tekst.

Kolejne dwa stopnie i potknęła się, bo schody nagle się skończyły.

Czym się kończyły? Ciemnością? Potem opisujesz zakręt schodów, korytarzyk. Ale to potem. Tu zobaczyłam, że schody kończą się pustką.

Podparła się dłonią, czując pod delikatną skórą podłogę, która powinna być gładka i pachnieć pastą - choć nie potrafiła powiedzieć dlaczego - a która była zimna, chropowata i lepka.

Podparła się dłonią i już. Ta delikatna skóra nie pasuje. Również zbyt dużo tych opisów podłogi.

Siedział okrakiem na lśniących nowością sankach, przodem do niej. Obiema rękami trzymał blisko ciała sznurki, przydatne rodzicom, kiedy transportują pociechy po ubitym śniegu. Ręce były w grubych rękawiczkach, na głowie miał czapkę, a szyję owiniętą szalikiem w taki sposób, że i tak cała klatka piersiowa była odsłonięta. Laura wyraźnie widziała odpięte dwa górne guziki u piżamy w dinozaury a pod spodem koszulkę ze Spidermanem – lecz tego raczej się domyśliła po skrawku litery "S" niezasłoniętym materiałem koszuli. Na stopach miał śniegowce, ale był bez skarpetek.

Bardzo szczegółowy opis. Czy to takie ważne jak Grześ był ubrany?

że wciąż czuła jakby potężny ciężar przygniatał ją do podłogi, a każdy ruch wciąż utrudniała jakby-przezroczysta-smoła

Albo ciężar, albo smoła. Dwa naraz to za dużo.

Wiedziała, że za parapetem znajduje się dach garażu, stromo opadający ku ziemi, a potem jest już tylko podjazd. Idąc chodnikiem do frontowych drzwi, widziała, że był odśnieżony - betonu nie pokrywało nic, co mogłoby złagodzić upadek.

Taki opis powinien pojawić się wcześniej a nie teraz, gdy czytelnik wszystko już sobie dokładnie wyobraził.

Czy to ważne, że ona mu te sanki z czerwoną kokardą kupiła? W śnie ważne są sanki. Mógł je dostać od rodziców, ale też i mógł je mieć od paru lat. To jest pełne opowiadanie? Końcówka jest tak szybko podana, że mam wrażenie dalszego ciągu. Zgadzam się też z uwagami zamieszczonymi w postach powyżej, więc nie będę już tego tu wypisywać.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości