Rozmowy o poezji i poetach

Obrazek
Hyde park poetycki.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
qF3r
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: pn 02 lis 2009, 20:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: qF3r » ndz 01 maja 2011, 23:07

Ostatni post z poprzedniej strony:

Znacie godnych polecenia poetów tworzących w klimacie makabry i groteski? Nie muszą być Polscy.

Edgara Allana Poe znam :)


Bardzo roztropnie jest wątpić. - Voltaire

Awatar użytkownika
Verlaire
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: czw 17 maja 2012, 23:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Verlaire » pt 18 maja 2012, 21:05

Nie siedzę głęboko w poezji, ale mam kilku poetów, którzy czymś mnie urzekli; innych nie biorę pod uwagę.

Na pewno absolutnym numerem 1 jest Arthur Rimbaud; jego Iluminacje i Sezon w piekle to wg. mnie najlepsze tomiki w historii poezji. Fascynujące, wizyjne, tajemnicze wiersze to nic z jego przedziwnym życiem. Te dwie sfery życia wyraźnie się uzupełniały. Tak być powinno.

Po Rimbaudzie jest Charles Baudelaire, jego Kwiaty zła, to arcydzieło. Życiorys jak u poprzednika - szalony, dziki, pełen orgii seksualnych, przyprawianych opium.

Kolejni są już mnie dla mnie znaczni, są to tacy poeci jak Paul Verlaine, Morrison, Poe, a z polskich Wojaczek, Tetmajer, Lange, a przede wszystkim Wielki Andrzej, rzecz jasna - Bursa.

No, raczej taki typowy pakiet człowieka, jeszcze niezniszczonego codziennością :-)



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » sob 19 maja 2012, 00:10

Sorry, że tak napiszę, ale pamiętam, kiedy podobne poetyckie gusta miałam.
Był jeszcze William Blake i Leśmian.
______________


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Verlaire
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: czw 17 maja 2012, 23:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Verlaire » wt 05 cze 2012, 21:04

za Blake'em osobiście nie przepadam; za to jego obrazy są wg. mnie świetne ;-)



Awatar użytkownika
amitiville
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: czw 12 lip 2012, 18:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: amitiville » ndz 15 lip 2012, 17:51

Hej wszystkim ;) Jeśli mogę coś dorzucić do dyskusji, to ja mam swój stały szereg poetów, kórymi się zaczytuję:

Agnieszka Osiecka np. "Mówiłam żartem", "Im bardziej siebie zapominam"
Adam Asnyk np. "Między nami nic nie było"
Krzysztof Dzikowski np. "Mały Książę", "Była to głupia miłość"
Wisława Szymborska np. "Kilkunastoletnia", "Terrorysta, on patrzy", "Kot w pustym mieszkaniu"
Pablo Neruda
John Keats
Charles Baudelaire
Witkacy

no i sonety Mickiewicza np. "Do M." i "Sen"

polecam przeczytać ;)


Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera, więc wole umrzeć, wiedząc że żyłem.

Awatar użytkownika
merdevsky
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: pt 27 lip 2012, 05:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: merdevsky » czw 16 sie 2012, 22:14

Nie lubię poezji i patosu; teraz nie czytam, ale kiedyś się zdarzało; Rimbaud wierszem wolnym, poematy prozą i traktaty Baudelaire'a, Mallarme czy Lautreamont, kilku naszych polskich, powojennych, jak Andrew Bursa. Co do poezji jestem laikiem, ale uważam, że poetów jest zdecydowanie za dużo, a poza tym jadą na gorszych schematach niż prozaicy. Bo o ile w prozie można odwrócić bieg wydarzeń, to w wierszach pisze się tylko o szumie drzew, zapachu siana, blasku gwiazd, mroku jaskiń, oczach przeklętych i tak dalej. To raczej żałosne, niż nie wiem, duchowe. Nuda; ale kilku poetów rzeczywiście potrafi zaskoczyło. Potrafiło.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 16 sie 2012, 22:21

merdevsky pisze:poetów jest zdecydowanie za dużo

Stowarzyszenie Strzelających do Poetów (z Powodu Nadmiaru Tychże) załóż, co?

merdevsky pisze:w wierszach pisze się tylko o szumie drzew, zapachu siana, blasku gwiazd, mroku jaskiń, oczach przeklętych


albo czytaj inną poezję :D

na marginesie : Andrew to polski Andrzej, tak?


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » pt 17 sie 2012, 17:15

Natasza pisze:albo czytaj inną poezję


O, to, to... :P

Nie wiem, mój drogi, może i Mickiewicz pisywał o szumie drzew i zapachu siana, chociaż to raczej spłycenie jego twórczości; ale na przykład taki Herbert...? ;p



Awatar użytkownika
merdevsky
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: pt 27 lip 2012, 05:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: merdevsky » sob 18 sie 2012, 00:03

Często oskarżają mnie o brak tolerancji. A największą ironią jest to, że ci, którzy zarzucają mi jej brak, sami są nietolerancyjni nie tolerując mojej nietolerancji. To tak na marginesie. Nie lubię rymowanek, więc wszystko do XIX wieku odpada. Nastaje modernizm i to pierwsze co mi się podoba. Nie dość, że wprowadzili wiersz wolny, to jeszcze minimalizm formy, zaczęli wykorzystywać ciekawe metafory, jeszcze świeże i niezużyte. Potem jest coraz gorzej. Z tym nowatorstwem przesadzają i zaczynają mnie w*****ć. Ale dobra; jest kilku powojennych, w miarę jeszcze dobrych. Polskie Wojaczki, Bursy czy nawet Herberty. Anglojęzyczny Ginsbergi i inne Żydy. Ale teraz co? Ktoś powie: Świetlicki. Świetlicki to gówno, nie będę szanował poety, który nie jest poetą. On tylko pisze wiersze. Tak z innymi współczesnymi. Ale powieści ma dobre, to muszę przyznać.

Poezja umarła; dopóki był jeszcze Romantyzm w głowach poetów, poezja żyła. Ale teraz nie ma Romantyzmu. Żyjemy w cyfrowym świecie, a ja nie wierzę cyfrowym wierszokletom. Nie wierzę poetom, którzy piszą o szumie lasów w swoim cieplutkim mieszkanku. Młody nie jestem, ale nie stary, jakąś wizję świata jeszcze mam. Podobno takiego Rimbauda czyta się tylko w liceum; bo był zbuntowany i tak dalej. Za to według mnie był dobrym poetą. Nie mył się, szczał na ludzi, żył w biedzie, włóczył się i ćpał. Nic nie poradzę, że tak dla mnie wygląda poeta.

Oglądałem kiedyś Całkowite zaćmienie i szczególnie w pamięci utkwiła mi scena, gdy Rimbaud mówi: "Odrzuć romantyzm" - bardzo dobitnie ukazane, aż w środku się smutno robi. Wie się, że takie czasy już nie powrócą. Kiedy można było chodzić po świecie bez grosza. Ciekawe co by się stało, gdyby Rimbaud nie rzucił poezji w cholerę. Podobno miał zamiar piechotą dotrzeć przez Rosję i państwa azjatyckie, aż do Indii. Myślę, że by mu się tam spodobało. Najbardziej mistyczny kraj.


Chyba Stachura powiedział kiedyś, że poeta jest poezją. Bardzo mądre słowa. Przepraszam, że przytaczam tyle Rimbauda. Ale w czasach właśnie licealnych sporo czytałem jego, ale i książek o nim. Więc sporo wiem o jego zagrywkach. Sentyment pozostał, a w tej romantycznej części mojej duszy, o ile owa istnieje, Rimbaud jest ideałem poety. Cóż, ta irracjonalność. No a poza tym to i tak mam braki w poezji, jakimś znawcą w tej kwestii nie jestem. Ale jak każdy przyzwoity parobek, swoją opinię, mam.

Się rozpisałem.

Edit_ ancepa - Unikajmy wulgaryzmów w postach.
Ostatnio zmieniony sob 18 sie 2012, 00:27 przez merdevsky, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
padaPada
Pisarz Wszechczasów
Posty: 2972
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: padaPada » sob 18 sie 2012, 00:09

merdevsky pisze:A największą ironią jest to, że ci, którzy zarzucają mi jej brak, sami są nietolerancyjni nie tolerując mojej nietolerancji.

A może to raczej Ty mylisz tolerancję z akceptacją?



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3977
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » sob 18 sie 2012, 10:34

merdevsky pisze:Za to według mnie był dobrym poetą. Nie mył się, szczał na ludzi, żył w biedzie, włóczył się i ćpał.


Wyjaśnij,proszę, dlaczego niemycie (czyli roztaczanie smrodu), szczanie na ludzi (czyli chamstwo) oraz ćpanie (czyli robienie z siebie bezmyślnego warzywka) uważasz za wyznacznik dobrej poezji? Mycie się (dostarczanie skórze przyjemnego kontaktu z wodą i roztaczanie miłych zapachów), uprzejmość wobec ludzi oraz rozwijanie zdolności umysłowych w drodze żmudnych ćwiczeń automatycznie oznacza złego poetę?

Co do życia w biedzie i włóczęgi - częściowo się zgodzę - to może dobrze wpłynąć na poezję. Chociaż w kwestii życia w biedzie warto pamiętać o tym, co pisał London w "Martinie Edenie" o pracy w pralni.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » sob 18 sie 2012, 11:17

A ja zapytam o co innego: dlaczego tak uparcie wiążesz prawdziwy, historyczny żywot poety z tym, co pisał? W dodatku odwołując się do słów, że "poeta jest poezją"?

Przecież to nie ma nic do rzeczy, czy poeta ćpał i szczał na ludzi, czy, jak to ująłeś, siedział w cieplutkim mieszkanku. Większość prozaików, także tych piszących o dołach społecznych, biedzie, smrodzie i ubóstwie, również pisywało w ciepłych mieszkankach i jakoś nie wpływa to na pozytywny odbiór ich dzieł.

W swojej wypowiedzi przytaczasz właściwie tylko dekadentów i ich spadkobierców, czyli poetów wyklętych. Wnioskuję stąd, że przepadasz raczej za poezją nihilistyczną. Ale nie jest to powód, żeby odmawiać prawa do istnienia idealistom. Nie poddasz chyba pod wątpliwość walorów artystycznych twórczości Herberta, Miłosza, Koehlera? I trochę wstecz na osi czasu: Wierzyńskiego, Jasieńskiego, późnego Staffa?
...czy poddasz?

I - phi - "rymowanki"? Spróbuj kiedyś ułożyć choćby tylko pięć strof z zachowaniem sylabotoniczności i z rymami, unikając "Częstochowy". Może Cię to nauczy trochę pokory w stosunku do romantyków i spółki. :P


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Awatar użytkownika
Vautrin
Pisarz domowy
Posty: 154
Rejestracja: pn 31 paź 2011, 00:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Vautrin » sob 18 sie 2012, 22:30

A ja wiem, o co koledze chodziło. I nawet go popieram.

A ja zapytam o co innego: dlaczego tak uparcie wiążesz prawdziwy, historyczny żywot poety z tym, co pisał? W dodatku odwołując się do słów, że "poeta jest poezją"?


Nie szło tu o treść utworów poetyckich, tylko o warunki, w jakich one powstawały. Chociaż też nie do końca, bo idzie tu o to, że warunki te były jakby legitymacją bezgranicznego poświęcenia, z jakim poeta oddawał się swojej sztuce.
Przywodzi mi to na myśl słowa Nietzschego, który pisał o tym, by "krwią pisać" i przekonać się, że "krew ta jest duchem". Krew owa to nic innego, jak duch właśnie, z olbrzymim znojem wydobyty spod najcięższych warstw, to rezultat głębokiej introspekcji, nieustannego penetrowania nieprzystępnych komnat psychiki. I tu bynajmniej nie chodzi o to, że ktoś ćpa, szcza na ludzi i nie myje się, idzie tu natomiast o to, że to ćpanie, szczanie i zaniedbana higiena to po prostu wyraz całkowitego oddania się twórczej stronie życia, rezygnacja z egzystencji codziennej i zakwaterowanie się w metafizycznym królestwie.


Wyjaśnij,proszę, dlaczego niemycie (czyli roztaczanie smrodu), szczanie na ludzi (czyli chamstwo) oraz ćpanie (czyli robienie z siebie bezmyślnego warzywka) uważasz za wyznacznik dobrej poezji? Mycie się (dostarczanie skórze przyjemnego kontaktu z wodą i roztaczanie miłych zapachów), uprzejmość wobec ludzi oraz rozwijanie zdolności umysłowych w drodze żmudnych ćwiczeń automatycznie oznacza złego poetę?


Wcale nie musi oznaczać taka obrana droga złego poety. Oznacza natomiast na pewno artystę niepełnego, poetę połowicznego, pisarza, któremu strach utrudnia zupełne zaangażowanie. Ale mówię tu o literatach, którzy dzielili swe życie na obowiązki codzienne i literaturę. Moim zdaniem nie ma absolutnej różnicy pomiędzy Rimbaudem a Flaubertem, Stachurą a braćmi Gouncourt. Rimbaud obrał ekstremalny szlak, przechadzał się samotnie po łąkach i gęstych borach, gościł w nędznych melinach i przemieszczał się po najgorszych ulicach miast, ale było to dla niego tym, czym dla zażywnego francuskiego powieściopisarza była szykowna samotnia w Croisset. Obaj, jeden jak i drugi (Rimbaud tylko okresowo, jak wiemy), przedkładali sztukę nad życie i nie liczyło się dla nich nic, poza papierem. I tak jak Rimbaud, który ciągnął opium, by zakosztować odrobiny nieznanego świata, któremu potem miał nadać wyraz w swoich poetyckich utworach prozą, który uciekł z domu, rzucił szkołę i obowiązki rodzinne, tak Flaubert, którego raz odwiedziła ta mało znana, słabo rokująca poetka, jego kochanka, wyrzucił ją natychmiast, żywiąc obawy, że zakłóci ona jego artystyczną samotność. Pomiędzy tymi sytuacjami nie istnieje żadna różnica, naturalnie tylko w kontekście naszych rozważań.

Tu nie chodzi o wiersze. Tu chodzi o życie, które jest poezją. Chodzi tu o poetę, który jak poeta żyje, który wcale nie musi pisać wierszy, aby zmusić liryczny wiatr, żeby go niósł ponad szarością dnia codziennego.

Chociaż w kwestii życia w biedzie warto pamiętać o tym, co pisał London w "Martinie Edenie" o pracy w pralni.


Tylko że Eden był nierozsądny. Gdyby czytał i pisał mniej, dał sobie spokój z rowerem, być może wyglądałoby to inaczej. Chociaż zgodzę się, że ciężka praca fizyczna niekiedy niepożądanie wpływa na jakość pracy twórczej. A właściwie ją uniemożliwia. I chyba to chciał powiedzieć przez to London, a ja niepotrzebnie czepiam się szczegółów.



Awatar użytkownika
merdevsky
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: pt 27 lip 2012, 05:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: merdevsky » ndz 19 sie 2012, 00:37

A może to raczej Ty mylisz tolerancję z akceptacją?


Dzisiejszy świat jest tak posrany i tak fałszywy, że ludzie topią się we własnym gównie. A Merdevsky nie będzie czyścił czyichś gówien.

Thana, to bardzo proste. Widzę, że wszystko bierzesz zbyt serio. Nie chodzi o samo nie mycie się, bo jaki sens ma śmierdzenie własnymi szczochami? Ano, dla mnie ma. Dla dzisiejszych ludzi, nawet dla literatów i innych pseudoartystów porzucenie wszystkiego na rzecz sztuki, to hm... niedorzeczność? Owszem, piszą, np. powieści. Ale nawet jeśli ich nie wydają, to pracują, mają swoje firmy czy inne dziadostwa. W moim mniemaniu, prawdziwy artysta rzucał by gównem na te firmy, może oblał by je moczem. Ty masz swoje zdanie, ja swoje. Dziś ludzie nadużywają słowa "artysta". Teraz artysta to i muzyk i malarz i pisarz i jakiś debil, co wkłada gówno do puszki i mówi na to "arcydzieło". Świat potknął się o swojego własnego f****; f*** miał mnożyć dobrodziejstwa kultury, mnożyć prawdziwych sztukmistrzów, a okazało się, że zbyt duże ambicje nam we łbie poprzewracały. Dla mnie artysta to ktoś, kto na pierwszym miejscu stawia sztukę. Ops, co za klops! Artysta to ktoś dla kogo nie ma innego miejsca poza tym pierwszym. Artysta to nie jakiś zasrany grafik komputerowy, a ktoś kto szcza po krzakach, włóczy się po lasach, ma w dupie nowinki techniczne, wystarczy mu, że tworzy i przeżywa coś nowego. Taki był Rimbaud do lat dwudziestu jeden; a rzucił poezję tylko dlatego, że odrzucał poklask innych, a zarazem go zachłannie pragnął.

Mycie się (dostarczanie skórze przyjemnego kontaktu z wodą i roztaczanie miłych zapachów), uprzejmość wobec ludzi oraz rozwijanie zdolności umysłowych w drodze żmudnych ćwiczeń automatycznie oznacza złego poetę?


Ktoś kto kleci wiersze to nie poeta. Ktoś kto pisze wiersze jest człowiekiem, który pisze wiersze. Prościej się tego nie da wytłumaczyć. W szkole mnie kiedyś uczono, że każdy kwadrat jest prostokątem, a nie każdy prostokąt kwadratem. To coś w tym stylu. Dla mnie ten poeta jest nieprawdziwy; może se klecić te wierszyczki, ale co z tego? Poezja to dla mnie czyste emocje - u tych ćpunów, włóczęgów, obsrańców je czuję. Ze wstydem muszę przyznać, ale jestem tylko człowiekiem. Bywam ułomny; dla mnie ten poeta-obsraniec jest po prostu prawdziwy. Czuję, że dla niego poezja naprawdę ma jakąś wartość.

to może dobrze wpłynąć na poezję.


Naprawdę? Kiedyś, gdy jeszcze królował kult człowiek pracującego fizycznie, mówiono: "Praca uszlachetnia". Tak jest i z poetami. Gówno w gaciach uszlachetnia poetę.


A ja zapytam o co innego: dlaczego tak uparcie wiążesz prawdziwy, historyczny żywot poety z tym, co pisał? W dodatku odwołując się do słów, że "poeta jest poezją"?


Wiążę to, bo to jest nierozerwalne. Poeta to ten, którego całe życie jest wierszem. Ta, wiem, cytat tak wyruchany we wszystkie otwory, że można nazwać go gniotem. Ale przyznaję się; ten gniot mnie urzekł.


W swojej wypowiedzi przytaczasz właściwie tylko dekadentów i ich spadkobierców, czyli poetów wyklętych.


Wartość artystyczna to co innego niż szczerość prawdziwego poety. Może dla was to nie robi różnicy; dla mnie robi ogromną. No, cóż, nihiliści. Czy ja wiem? Baudelaire próbował wbrew pozorom moralizować, a Lautreamont był kurewsko wierzący; sam mawiał, że takiego niechrześcijańskiego gówna jak Baudelaire nie warto czytać. Jak widać nie wiedział, że Pan Karol powiedziałby to samo o nim. Co do reszty; pewnie masz rację. Odrzucali wartości przyjęte, na rzecz sztuki. A więc to była jakaś wartość. Zastępcza, ale jednak. Tych co wymieniłeś, czytałem. Kto nie zna "Deszczu jesiennego" Staffa? Mało kto. Nie mogę odmówić dobrego warsztatu, ładnego zasobu ładnych słówek, ale to do mnie, niestety, nie trafia.


Może Cię to nauczy trochę pokory w stosunku do romantyków i spółki.


Oo, z nauczeniem mnie pokory byłby problem. Niejeden próbował; nie raz wrzucili mnie w gówno, a takie coś albo zmienia cię na lepsze, albo stajesz się jeszcze gorszy. Tak mawiają. Ja tam nie wiem.

Eviva l'arte!
Ostatnio zmieniony ndz 19 sie 2012, 23:59 przez merdevsky, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3977
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » ndz 19 sie 2012, 09:24

Martin pisze:Tu nie chodzi o wiersze. Tu chodzi o życie, które jest poezją.


Otóż właśnie. Życie jest zarówno w niemyciu, jak i w myciu. W ciemnych zaułkach i w wygodnych domkach z ogródkiem. W ćpaniu i w piciu mleka.

Poezja (sztuka w ogóle) to doświadczanie i przekazywanie tych doświadczeń. Co jest obiektem doświadczenia - to kwestia drugorzędna. Twierdzenie, że dla dobrej poezji należy się szlajać po rynsztokach, jest według mnie mocno niemądre. Więcej w tym pozy, niż prawdy. "Niech wszyscy zobaczą, jaki to ze mnie malowniczy artysta przeklęty".

To nie brak białego kołnierzyka i pracy w korpo czyni z kogoś poetę. To czyni dobry wiersz. I nie ma żadnego znaczenia, czy on powstanie po całym dniu ćpania (BTW: dobre wiersze w wykonaniu narkomanów zdarzają się rzadko, oj rzadko), czy po całym dniu pracy w dziale windykacji. To kwestia wyłącznie otwartości umysłu, bo poezja jest wszędzie. Nie o to chodzi, na co się patrzy. Ważne, jak się patrzy. W przypadku "artystów przeklętych" uważam za szkodliwy mit popularne przekonanie, że oni stworzyli dobre utwory ponieważ ćpali, włóczyli się itp. Oni je stworzyli pomimo tego.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
ssd222
Pisarz domowy
Posty: 78
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: ssd222 » ndz 19 sie 2012, 11:18





Wróć do „Hyde park poetycki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość